Skocz do zawartości

jajacek

Użytkownicy
  • Postów

    15 469
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez jajacek

  1. Żebyś się bardziej wyprostować to musisz mieć jak najwyżej kokpit. Ale długość roweru trzeba wtedy skompensować mostkiem. Czyli że M z krótkim mostkiem da teoretycznie bardziej wyprostowaną pozycję. Mamy tu takich magików co to mogą przeliczyć. Chyba @Szwedacz jest w tym biegły.
  2. Czyli S ma reach 376, M 387 Stack S 572, M 586 Mam 175 wzrostu, przekrok 85, rozstaw ramion 182 Jeżdżę na szosie endurance Roubaix, rozmiar M mającej reach 380 i stack 563 Mam mostek 90 mm ale wołabym mieć trochę krótszą ramę, może 53 i mostek 100. Ale nie ma. Więc jest ona bliżej rozmiaru S w Kross. Na tym jeżdżę na ustawki z kumplami. Natomiast gravela Crux mam starego w rozmiarze L, który ma reach 384, stack 583. I mostek 80 mm. Czemu? Bo chciałem mieć maksymalnie wygodną, maksymalnie wyprostowaną pozycję Bo dla mnie jest to rower do jazdy po mieście i nad jeziorko. No i ten ma geo zbliżone do Krossa M. Obawiam się że za dużo nie pomogłem 🙂
  3. Też się w takim ścigałem. Tylko wiele lat wcześniej. Puchar Polski w Maratonach Szosowych dookoła jeziora Jeziorak. Jechałem w kategorii rowery inne 🙂 Na crossie 15 kg na oponach 35, chyba Schwalbe SmartSam. Wyciągnąłem średnią ponad 30 i stałem na pudle na najniższym stopniu 🙂 Były sekcje szutrowe ale spoko dało radę. Dystans 80 km. Wtedy gravele nawet nie istniały 🙂
  4. A DT Swiss czego takiego nie robi? Napisz do DT4You Poszukaj też na FB gościa co się nazywa BlackBird Mechanik rowerowy. On dorabia różnie niestandardowe rzeczy. Serwis Rowerowy Ogniwo Warszawa też coś dorabiał. Mają różne maszyny jak u nich byłem. Jeszcze można Grześka Piątkowskiego podpytać z Serwis Bajka w Warszawie.
  5. Są tu koledzy bardzo zadowoleni ze swoich uniwersalnych graveli, dających im możliwość zjechania z szosy. To ile masochizmu jesteś znieść zależy od szeregu czynników: formy fizycznej pozwalającej znosić ciągłe uderzenia widelca w dziury i kamienie stanu kręgłosłupa wagi szerokości opon i ciśnienia sztywności ramy i kół Ja obecnie w Cruxie, którym jeździmy z synem głównie po mieście mam z przodu oponę 45 mm , z tyłu 42 mm. Staram się jeździć na jak najmniejszym ciśnieniu. O ile do jazdy po ścieżkach rowerowych z kostki czy dziurawych asfaltach i wszelkich gładkich szutrach nadaje się znakomicie, to jazda nim po starym bruku, jakichś ażurowych płytach betonowych czy tłuczniu jest koszmarem. A nie jestem niedzielnym rowerzystą i coś tam jeżdżę. 20 lat temu, kiedy regularnie chodziłem na siłkę i miałem 20 lat młodszy kręgosłup pewnie bym to zniósł. Dziś szkoda mi na to czasu i zdrowia. Dlatego nie zaszczepiłem się na taki typ roweru. No i na takich oponach i ciśnieniu ten rower muli okrutnie na asfalcie. Mam starszego Speca Roubaix na oponach 28, którym jeżdżę najczęściej. Mam starszego Speca Tarmaca, którym jeżdżę rzadko, bo mimo że jest szybki jest mało komfortowy. Więc wszystko zależy od podejścia do tematu i możliwości fizycznych.
  6. W kwestii graveli mam specyficzne stanowisko. Uważam je za rowery niesamowicie przereklamowane. Ale niektórzy koledzy tu na forum są nimi zachwyceni. Ja mając 20 lat doświadczenia na szosie i 10 na MTB uważam że rower do jazdy terenowej musi mieć amortyzację. A po gładkich szutrach przejedzie się bez problemu na oponach 32 mm. W związku z tym z mojego punktu widzenia gravel bez amora jest rowerem bez sensu. No i druga sprawa, że w ostatnich latach przesuwam się bardziej w kierunku MTB. Na szosie jeżdżę w zasadzie tylko w ładną pogodą i jak jest chociaż 15 stopni. Co do Speców to jestem w miarę dobrym źródłem informacji bo mam tylko Spece 🙂 Starszy Diverge, który mam ma ten starszy nie olejowy Future Shock, który jest śmieciem. Bo ani to nie amortyzuje ani nie można zablokować. Do niczego się to nie nadaje. Nie wiem jak ten nowy 3.0 bo tego nie testowałem. Na w miarę gładkim szutrze szersza opona i taka minimalna amortyzacja działają wystarczająco. W lesie na korzeniach musi być już w pełni działający amortyzator 40-50 mm. Chyba że ktoś jest masochistą. Na dojeździe do mojej testowej pętli MTB mój amor Fox w otwartej pozycji pracuje w zakresie 30 mm. Gdzie po drodze przejeżdżam po ścieżkach rowerowych, przez lasek. po tłuczniu i po ażurowych płytach betonowych. Co najlepiej pokazuje, że nawet na stosunkowo gładkich drogach amortyzacja się przydaje. Spec ma obecnie w zasadzie taki line-up: Roubaix, który jest tym czym gravel był 7 lat temu. Czyli szosa endurance z mikro-amortyzacją, biorąca oponę 40 mm. Przy czym z rurkami poddanymi optymalizacji aerodynamicznej. Roubaix u Niemca na Black Friday był na 105 Di2 za 3000 albo 3500 Euro. Nie wiem jak teraz. Diverge który jest gravelem wszędołazem. Nie wiem jaka tam teraz wchodzi opona ale pewnie ze 2 cale. Crux (takiego też mam ale staruszka 🙂), który kiedyś był przełajówką a obecnie jest bardziej gravelem wyścigowym. Ciężko mi się odnieść do pozostałych graveli bo kompletnie tego segmentu nie śledzę. Mój syn (wyczynowy kolarz szosowy) chciał w zeszłym roku zobaczyć jak tam te wyścigi gravelowe. Zaprzyjaźniony sklep wypożyczył mu wyścigową maszynę za ponad 30k i zszedł po jednym okrążeniu Mistrzostw Polski pod Włocławkiem po piachach i korzeniach. Tak go tyłek bolał i kręgosłup. Powiedział że ściganie się na sztywnym gravelu to tylko dla wyjątkowych masochistów. I ogólnie idź Pan WPZ z tymi gravelami 🙂 Ale to jest zawodnik, który wyszedł z MTB. No ale jak wiadomo tysiące ludzi się ściga na sztywniakach podobnie jak ścigało się tak 20-30 lat temu i daje radę. Natomiast ja prorokuję, że te sztywniaki wyginą jak amortyzacja stanie się tańsza i lżejsza. Tak samo jak wyginęły w MTB. Nie dziwię się, że nie kręci Cię 15-letni Spec. Czyli na kołach 26 cali. Nadaje się tylko do muzeum lub jazdy po bułki. Pierwszy porządny MTB który się do czegokolwiek nadawał jaki miałem to Crave Pro 2014 na kołach 29 cali. W porównaniu ze starym Stumjumperem HT na kołach 26, którego miałem to niebo a ziemia. Mimo że był na Foxie itd.
  7. To bierz 🙂 Nic mu nie jest. Sprzedaje jakis gosc co pracuje w Szwecji. Bylem u jego dziewczyny. Rower wisi w podziemnym garazu. Wzialbym go matychmiast zeby byl na Rebie. Ale to i tak dobra oferta.
  8. W Gdansku jest do kupienia Chisel Comp za 2500, rozmiar L wystawiony na OLX. Ale sadze ze na 185 lepszy bylby XL. Nawet jadac nad morze bylem go obejrzec bo sadzilem ze to Chisel Expert. Mialem juz dwa Chisele i zaluje ze sprzedalem. Jakby co jest w bardzo dobrym stanie i mozna brac. Wedlug producenta rozmiar L jest na wzrost 178-185.
  9. Co by nie mowic dobrym rowerem MTB XC dobrze i szybko sie jezdzi i jest cholernie uniwesalny. Moj syn, w wieku autora postu, jak ma pojechac jakims rowerem po miescie to zawsze wybiera MTB XC. Zdarzylo mi sie tez jechac kilkadziesiat km po szosie z mlodymi chlopakami jadacymi z Lodzi do Warszawy i srednia predkosc nie zeszla ponizej 30 km/h. Wiec jak podoba Ci sie rower MTB to go kupuj. Jestes mlody i szczuply. Zaadaptujesz sie do kazdego roweru.
  10. Trzeba porównać geometrię. Torpado Storm był na pewno rekreacyjny. Nie wiem jak ma się geometria Rockriderów z Decathlonu w stosunku do niego. Wiele osób tu na forum miało jedne i drugie. Najbardziej rekreacyjną pozycję dawał zawsze Cube ale poprzednie modele nie miały sztywnych osi. Nie wiem jak teraz. Osobą mającą problemy z pozycją, szukającą coś komfortowego był na pewno @krix Zapytajmy go jak zmodyfikował Rockridera i jak mu się na nim jeździ?
  11. Nie wiem. Ramy się zmieniają z roku na rok. W moim Diverge z roku chyba 2019 wchodzi maks 42 mm. W najnowszym chyba już 2 cale. Mam starą przełajówkę Crux do jazdy po mieście. Z tułu mam 42 mm, bo tylko tyle tam wchodzi, z przodu 45 mm. Uważam to za dobry stosunek szybkość/komfort.
  12. Musisz porównać geometrie tych rowerów. Żeby sprawdzić czy faktycznie masz coś do wygrania w tym Xenonie. Teraz się przyjrzałem opisowi i faktycznie rower ma sztywne osie w systemie szosowym. Czy to dobrze? To zależy 🙂 Sirrus to ma kokpit wywalony w kosmos. Miałem taki rower. Na utwardzone drogi dobry rower. Ale cross czy MTB bardziej uniwersalny. Natomiast nie dadzą chyba tak wysoko kokpitu jak w Sirrus.
  13. Nie wart tych pieniędzy. Za 5,5k można kupić dobrego MTB i wsadzić do niego węższe opony. Nędzny amor z którym są problemy. Napęd Cues co do którego też są zastrzeżenia. Nie ma sztywnych osi, które są niezbędne żeby hamulce tarczowe dobrze działały. Torpado Storm X9 masz za 4700 a pewnie jeszcze coś utargujesz. Jak zajdzie potrzeba to założysz tam przednią przerzutkę i zrobisz Deore 2x12. W Rockrider z Decathlonu też się bodajże da.
  14. @liftlodz A co tam kupiłeś? 14 to wymiatasz 🙂 U nas maksymalny stan wynosił 11. Obecnie...(liczę) 8
  15. Nie uważam że Kross to lipa. Znam użytkowników, którzy są bardzo zadowoleni. Niestety musisz sam zrobić research. My możemy najwyżej ocenić to co podlinkowujesz.
  16. Awaryjne to nie jest. Tylko mając jeden blat łańcuch pracuje poza pozycjami środkowymi na mocnych przekosach. Powoduje to szybsze zużycie łańcucha, skrajnych koronek kasety i blatu. Poza tym taki napęd jest pozbawiony z grubsza co drugiej koronki. Więc jak jedziesz szybko, masz duże skoki kadencji, czyli ilości obrotów na minutę. Przez co jazda jest mniej płynna. Co do pancerzy to zależy jak są puszczone. Niektóre rozwiązania (obecnie większość) zakładają puszczenie pancerzy tak że zmiana podkładki pod mostkiem czy wymiana zużytego łożyska wymaga rozebrania pół roweru. Za co znajomy mechanik bierze obecnie 400 zł.
  17. Rzeczywiście jest za dużo rowerów do wyboru. Rama karbonowa jest lżejsza, bardziej wytrzymała zmęczeniowo i jeśli jest tak zaprojektowana to lepiej amortyzuje drgania. Opona? Na asfalt i gładkie szutry wystarczy 32 mm. Do lasu po korzeniach i na bruki i dziurawe gruntówki najlepiej 2 cale. Więc niestety nie ma roweru do wszystkiego a gravel takim próbuje być. Dwa blaty dobre jak się jeździ szybciej, powyżej 25-30 km/h. Napęd Shimano 1x12 daje pierdylion możliwości przełożeń i nie ma absolutnie do czego się przyczepić. Napęd elektryczny ma swoje zalety i wady. Młodzież się nim jara, starsi jak ja już niekoniecznie. Ale zmiana przełożeń jest precyzyjniejsza niż w mechanice. Jeśli rower z linkami puszczony przez łożysko sterowe, co jest debilnym pomysłem to raczej elektronika. Bo raz na jakiś czas w mechanicznym napędzie trzeba będzie zmieniać link i pancerze i będzie to wtedy Royal Pain in the Ass. A co kupić? Kross to chińska rama firmy chyba Flybike. Orbea sama te ramy produkuje. Sensa potrafi coś dobrego wyprodukować. BMC jak dla mnie był zawsze bardzo przereklamowany ale trzeba by się przyjrzeć szczegółom. Cannondale Topstone miałem do czynienia i mam bardzo dobrą opinię. To raczej najlepsza z tych ram.
  18. Nie jestem na bieżąco z cenami. Ale zawsze kierunki poszukiwań są takie: Decathlon Media Expert Torpado Storm X7, X8, X9 Radon Rose Canyon Centrum Rowerowe jakieś obniżki Byle miał sztywne osie i amor powietrzny. Dobrze że jakby miał hamulce a nie atrapy typu Shimano MT200.
  19. Za moich czasów kultowym miejscem spotkań był też trzepak 🙂 Gdzie się wywijało jak Tytus de Zoo i integrowało z laskami 🙂 Natomiast patrząc na drogę jaką przeszliśmy z synem to dziś bym powiedział tak: - dziecko do 10 lat, rower BMX, zabawa na pump tracku, jakeś wygłupy na nim i jazda zabawowa w technicznym leśnym terenie na MTB. - mój syn zaczął jeździć ze mną i z kumplem szosowo ale na rowerze MTB w 11 lat. To za wcześnie jednak było. - kiedy wypuścić dziecko na szosę na rower szosowy? Nie wiem. Chyba wtedy kiedy tego chce. Natomiast wiekowo to bym powiedział że w 13 lat jest już w miarę ogarnięte i skoordynowane. W tym wieku mój młody mógł już tłuc bez problemu po Alpach. Ale wszystko zależy od rozwoju fizycznego i emocjonalnego dziecka - co do treningów to przeszliśmy przez kilka klubów. I dziś bym powiedział że trening klubowy MUSI być zabezpieczony samochodem. Niestety nie wszystkie kluby mają taką możliwość. Dziś, gdybym wiedział to co wiem na pewno bym nie chciał żeby moje dziecko trenowało kolarstwo. To jest sport ekstremalny. Nie jest w nim kwestia czy się połamiesz tylko kiedy i w jakim stopniu. Nie warto. I ogólnie przy tak nędznym systemie wsparcia sportu jaki mamy w Polsce uprawianie sportu wyczynowego stoi pod dużym znakiem zapytania. Wolałbym już oddać dziecko na lekkoatletykę. Którą sam trenowałem i mam z niej świetne wspomnienia. No i tenis oczywiście. Ale nie wyczynowo. Natomiast nasze podejście do bezpieczeństwa zmienia się z wiekiem. Ja też już nie jestem za chętny w pewnych rejonach i porach jeździć na rowerze szosowym. Jeden kolega został zabity, wielu potrąconych. Ruch wokół dużych miast jak cholera. Dlatego preferuję jazdę na rowerze szosowym z kimś, po wiochach i w porach w których ludzie jadą do miasta a ja odwrotnie. Czyli rano. I powrót przed 14-tą. Ewentualnie jakiś dłuższy trip i powrót pociągiem i dojazd do domu po ścieżkach. Zdecydowanie w ostatnich latach przesunąłem się w kierunku MTB. Właśnie ze względów bezpieczeństwa.
  20. Akurat post na FB z dzisiaj 🙂
  21. Znam historię tego wyścigu. Znałem Szurkowskiego osobiście. I wiem od naszego trenera że po tym wyścigu Molteni, zespoł Merckxa chciał go kupić ale wtedy nie chciano go wypuścić. Był w szczycie sławy i liczono na złoty medal olimpijski. A jak już chciano go wypuścić to już Szurkowski nie chciał. Pod koniec kariery coś tam się pościgał na zachodzie ale w wyścigach amatorskich. Tu masz wyniki tego wyścigu: Paris - Nice 1974 Stage 7b (ITT) results Szurkowski to był typowy kolarz na klasyki. W wyścigach etapowych po ciężkich górach raczej by nie dał rady. Był masywnym kolarzem. W górach to prędzej Brzeźny. Natomiast Szurkowski był tytanem pracy. Jak został trenerem to dlatego były wyniki, że nigdy nie odpuszczał. Był świetnym motywatorem. Nie był tez pieniaczem. Spokojny, analityczny. No i otwierał każde drzwi. Z nim wszystko było do załatwienia. Chcieli prąd wyłączyć? Poszedł do dyrektora firmy od prądu i załatwił ze na krechę był prąd na wiele miesięcy jak trzeba. Nie był łasy na pieniądze. Nie angażował się w żadne geszefty. Miłek chciał go zatrudnić. A Miłek to wyjątkowy cham i burak. Szurkowski poprosił żeby mu przekazać żeby "spier***ł" 🙂 Ale wbrew temu co jest w tym filmie powiedziane Piasecki nie został liderem zespołu. Musiał pracować na Saroniego. Jaskuła dostał swoją szansę bo wyścig się dla niego korzystnie ułożył. Baranowski pewnie też by więcej wywalczył jakby jeździł jako lider. Ale musiał jeździć jako pomocnik. Kwiatkowski też by więcej wywalczył jakby został w Quick Step. Ale tam mu płacili bodajże 700 tys Euro a w Ineos dali mu 2 mln. Ale pod warunkiem, że będzie pomocnikiem. Takie są niestety realia kolarstwa.
  22. Tenis jest tu dla mnie papierkiem lakmusowym bo gram od 40 lat amatorsko ale mój syn trenował też tenisa i mam kontakty z ludźmi związanymi z tenisem zawodowym. Trener mojego syna, który był medalistą Mistrzostw Polski w kategorii U14 czy U15 w latach 90-tych wszystko co robił to trenował na Merze 3 razy w tygodniu. Co dzisiaj jest potrzebne żeby mieć medal w tej kategorii wiekowej? Indywidualny tok nauczania, treningi dwa razy dziennie. Trener od przygotowania motorycznego. Psycholog. Odnowa biologiczna. Granie w Tennis Europe. Ewentualnie granie w jakiejś akademii tenisowej. Choćby w Kozerkach. Jestem w kontakcie z ojcem Tomka Berkiety bo nasze dzieci razem grały w młodszych kategoriach. W kategorii juniorskiej potrzebował 250 tys zł na sezon. U nas obecnie cały sport opiera się na rodzicach. Mój syn też swoją droga trenował pływanie. W roku 2010 3 zajęcia w tygodniu po 1,5h kosztowały 250 zł miesięcznie. A ile teraz? Natomiast co do WF to oczywiście masz rację. Za naszych czasów rżnęło się w nogę całymi dniami. W mojej klasie było dwóch takich przy tuszy. Reszta szczupła. Grałem w reprezentacji szkoły w podstawówce w piłkę nożna, koszykówkę, siatkówkę, biegałem w biegach przełajowych, na 60m, skakałem w dal. W ostatniej klasie zostałem przeniesiony do szkoły sportowej. Skaptowali mnie na biegach przełajowych. Zaczynałem od skoku w dal. Potem rzutu dyskiem a skończyłem jako Mistrz Województwa w rzucie młotem 🙂 Ale kompletnie się nie nadawałem 🙂 175 wzrostu i 74 wagi wtedy 🙂 Mój syn w tym roku skończył licencjat na kierunku trenerskim. I miał już praktykę w swojej podstawówce 🙂
  23. Temat rzeka. 1. Sport był częścią polityki państwa. W związku z tym otrzymywał gigantyczne wsparcie od państwa. Jak chodziłem do liceum w Warszawie, do klasy mistrzostwa sportowego i trenowałem w klubie Skra Warszawa to miałem 6 zgrupowań w ciągu roku w tym miesiąc siedziałem w Zakopanem, gdzie chodziliśmy po górach i trenowaliśmy na biegówkach. Mieszkaliśmy w hotelu Imperial, tym co kolarze z Szurkowskim. Korzystaliśmy z infrastruktury Centralnego Ośrodka Sportu w Zakopanem gdzie chodziliśmy na siłownię i saunę. Nie płaciłem ani grosza. Zakłady pracy rodziców coś tam dopłacały ale zawodnika to nie interesowało. Dostawałem ciuchy, zagraniczne buty, witaminy, itd. Kolarze mieli zagwarantowane wszystko co tylko chcieli. Zgrupowanie i polskie i zagraniczne. Lekarza tylko na ich potrzeby, fizjologa, masażystę (u którego później się rehabilitowałem więc znam dużo szczegółów), mechanika (z którym się znam od lat więc też znam dużo szczegółów). No i sport był jedną z nielicznych możliwości wybicia się i wyjazdu na zachód. Na poziomie młodzieżowym w Małym Wyścigu Pokoju, startowało tyle dzieci, że były eliminacje dzielnicowe. Startowało ze 300 dzieci. Jak mój syn go wygrywał, wygrywając wszystkie etapy, to startowało może ze 30-50 dzieci. Stypendium sportowe, które przydzielił mu Minister Sportu w zeszłym roku po wygraniu Mistrzostwa Polski do lat 23 wyniosło, uwaga, uwaga, 200 zł BRUTTO. Po interwencji 500 zł brutto. Na co to wystarcza? Na jeden bike fitting nawet nie starcza. Dobre przygotowanie do sezonu zawodnika młodzieżowego takiego jak mój młody to 30 tys zł. Co to obejmuje? Zgrupowanie zimowe na biegówkach i rowerze. Był raz w Szklarskiej Porębie za własne środki 2 tygodnie. Nie było śniegu. Pogoda była do dupy. Więc parę razy pojechał na rowerze. Pobiegał po górach. Chodził na siłownię w Jeleniej Górze i na basen. Musiał wypożyczyć samochód za własne. Tak naprawdę powinien był być w tym czasie na lodowcu w Alpach gdzie był śnieg. I drugi raz był tydzień w Jakuszycach za klubowe jak spadł śnieg. Wrócił i poleciał do Calpe na 2 miesiące. Też za swoje. Stypendium w tym roku? Na razie zero. Więc pierwsza bariera jest finansowa. 2. Nasi kolarze w tamtych czasach ścigali się w wyścigach amatorskich a nie zawodowych. Mniejsza konkurencja, mniejsze dystanse. Za to świetna selekcja. Było mnóstwo klubów. Zakłady pracy je często finansowały. Wybijający się kolarze dostawali etat w wojsku albo jak Szurkowski i trener mojego syna, który z nim trenował i się ścigał w FSO na Żeraniu. Nawet samochód mogli sobie wybrać. Mieliśmy więc odpowiednią piramidę klubową i reprezentacyjną. Nasi kolarze byli de facto zawodowcami. A ścigali się z de facto zawodowcami z ZSRR, NRD i Czechosłowacji oraz amatorami z zachodu. Było więc znacząco łatwiej. 3. PKOl i Ministerstwo Sportu. To byli inni ludzie, którzy tym zarządzali. Pasjonaci i profesjonaliści. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. A nie politycy i dorobkiewicze i partacze jak teraz. Którzy mają na sport wywalone. Jest on tylko jakimś tam podrzędnym stanowiskiem w ich karierze i wszystko co się liczy to piłka nożna. I geszefty jak w przypadku obecnego prezesa PKOl. Więc druga bariera jest systemowa. Systemowy brak wsparcia państwa. PZKol przez sprawę toru kolarskiego jest bankrutem. I musi rzeźbić jak koń po górę. Ma 2-3 razy za mało środków. I 20 komorników na kontach. Cały czas jest zagrożony wyłączeniem prądu. 4. System identyfikacji talentów. Talenty są. Tylko że te talenty w Polsce nie mają żadnych szans się rozwinąć. Kolarstwo się zmieniło. Nie ma kolarstwa amatorskiego. Zakłady pracy nic nie finansują. Zasoby jakimi dysponujemy są o wiele mniejsze niż te na zachodzie. Budżet roczny PZKol to 20 mln zł. Budżet roczny British Cycling to 20 mln funtów. 5 razy tyle. System identyfikacji talentów został opracowany. Tylko że nie działa. Wsadzono do więzienia głównego architekta systemu, pasjonata, Andrzeja Piątka. Był jedyną osobą zdolną profesjonalnie zarządzać kolarstwem. Jego zawodnicy i zawodniczki zdobyli jeden medal olimpijski, 19 medali Mistrzostw Świata, 12 medali Mistrzostw Europy. On szukał talentów, zapraszał zagranicznych trenerów na konferencje, kierował dzieci na badania w Instytucie Sportu, jeżdził z zawodnikami do tunelów aero, sprawdzał trasy Mistrzostw Świata i Europy. Wyławiał talenty i roztaczał nad nimi parasol ochronny, biegał po sponsorach zapewniając pieniądze. Wszystko to zniszczyli panowie Dariusz Miłek i Dariusz Banaszek w wyniku wojenki między sobą. 5. Nikogo na zachodzie nie interesują wyścigi w Polsce. Wyścig Pokoju nie istnieje. Jedyny wyścig, który kogokolwiek interesuje w kwestii pozyskiwania młodych zawodników to Orlen Nations Grand Prix do lat 23. Nie istnieje żaden przyzwoity polski zespół do lat 23 klasy Continental, który miałby odpowiedni budżet i ścigałby się w zagranicznych wyścigach. Dla zagranicznych skautów kolarskich istotne są prawie wyłącznie wyścigi we Francji, Belgii i Włoszech. Najważniejsze to Tour de l'Avenir we Francji i Baby Giro we Włoszech. Plus kilkanaście innych klasyków i etapówek. Plus wspomniany Orlen Nations Gran Prix i czeski Wyścig Pokoju U23. Kilka lat temu w juniorach w topowym belgijskim międzynarodowym klasyku, Guido Reybrouck Classic, kolejność była taka: 1. Vlad Van Mechelen (Belgia) 2. Hubert Grygowski (PL) 3. Frank Ragilo (Estonia) 4. Marek Kapela (PL) 5. Jed Smithson (Wielka Brytania) 6. Lars Vanden Heede (Belgia) 7. Matthew Brennan (Wielka Brytania) Van Mechelen trafił do czołowych zagranicznych zespołów. Dziś jest w zespole World Tour Bahrain Victorious. Ragilo będąc z Europy Wschodniej nie miał takiego wsparcia i się nie rozwinął. Smithson jeździ w jednym z najlepszych zespołów rozwojowych, amerykańskim Hagen Berman Jayco. Vanden Heede jeździ w belgijskim zespole rozwojowym temu World Tour Soudal Quickstep Devo Team. Mathew Brennan jeździ holenderskim w zespole World Tour Team Visma. Grygowski trafił do francuskiego zespołu gdzie miał zadanie wozić bidony. Nie dano mu żadnych szans na rozwój. Obecnie jeździ w polskim zespole. My byliśmy dogadani z jednym z najlepszych zespołów rozwojowych na świecie, Leopard z Luksemburga. Niestety aresztowano ich głównego sponsora i zespół się rozpadł. Marek trafił do niemieckiego zespołu znacznie niższej klasy. W pandemii główny sponsor miał problemy i zespół został zamknięty. Trafił następnie do francuskiego zespołu TOP3 I ligi francuskiej. Rozpoczął od II miejsca w otwarciu sezonu. Potem miał dwa razy Covida, wypadek, kontuzje kolan bo był to rok że było okropnie zimno. Wygrał jeszcze Mistrzostwo Polski U23. W połowie roku wycofał się główny sponsor rowerowy, nie dopięli budżetu i zamknęli zespół. Jeździ teraz w polskim zespole. Czy Hubert i Marek byli mniej zdolni niż ich zagraniczni koledzy? Nie. Mieli złą narodowość spychającą ich od razu do roli pomocników i niefart jeśli chodzi o zespoły. Obaj mieli potencjał na World Tour. Ale w tym materiale który podlinkowałeś było podobnie. Piasecki, Mistrz Świata Amatorów był tylko pomocnikiem we włoskim zespole. Nie miał żadnych szans jeździć na siebie bo nie był Włochem. Chyba że w wyścigach niższej klasy. Lang to samo. Z tego tez powodu Szurkowski, któremu proponowano jeżdżenie na zachodzie nie był do tego chętny. Bo proponowano mu tylko bycie pomocnikiem. A u nas był bogiem kolarstwa. 6. No i jest jeszcze jedna kwestia o której nie wspomniałem. Doping. Oceniam że 25-50% zawodników czołówki Tour de l'Avenir jeździ na dopingu. Czemu ich nie łapią? Bo nie ma kontroli poza zawodami. Zawodnicy koksują w okresie przygotowawczym a na wyścigi są już wyczyszczeni, jeśli mają dobrego specjalistę od dopingu. Czasem udaje się kogoś złapać. Jak Mistrza Polski Kacpra Gieryka, do czego przyłożyłem rękę. Jeździł na EPO. We Francji, Belgii, Holandii czy w Niemczech są kontrole poza zawodami. W Polsce, Hiszpanii, Włoszech i wielu innych państwach nie ma. I to jest gigantyczny problem. Hubert i Marek był wielokrotnie rabowani z wyników przez polskich i zagranicznych dopingowiczów.
  24. No i teraz możemy przejść do decyzji zakupowych. Najbardziej uniwersalnym wyborem do wyścigów będzie rower full suspension typu downcountry. Czyli taki który ma geometrię przystosowaną do zjazdów ale jednocześnie jest lekki. Rower full suspension czyli w pełni zawieszony zapewnia lepszą przyczepność a tym samym większe bezpieczeństwo niż hardtail. Najbardziej popularne rowery tego typu u nas to Specialized Epic, Trek Supercaliber, Scott Spark, Cannondale Scalpel i Canyon Lux. Trochę mniej popularne są Orbea Oiz i Rockridery z Decathlonu. A co wybrać? Taki rower powinien mieć: - karbonową ramę - lekki amortyzator RockShox SID lub Fox Performance StepCast - dobre hamulce, więc minimum Shimano Deore lub wysoki model SRAM lub Magura - opuszczaną sztycę - napęd typu 1x, klasy wyścigowej Trzeba więc grzebnąć co ciekawego mieści się w tym budżecie. To nie muszą być te wymienione rowery. Jest mnóstwo innych dobrych producentów. W rankingu niemieckich czytelników magazynu MTB News wyglądało to tak: 1. Canyon Lux Trail 2. Specialized Epic Evo 3. YT Izzo 4. Nicolai Saturn 11 5. Santa Cruz Blur TR 6. Actofive I-Train 7. Rocky Mountain Element 8. Scott Spark TR 9. Cube Stereo One22 10. Trek Top Fuel
×
×
  • Dodaj nową pozycję...