Skocz do zawartości

jajacek

Użytkownicy
  • Postów

    15 465
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez jajacek

  1. Na szutrach jeżdziłem na nich na 1,4 bara przód, 1,6 tył. Może faktycznie się z czasem utwardziły. Natomiast bieżnik znika dość wolno. 550 chyba ważą. Rocket Ron na równej nawierzchni stawiał duże opory toczenia. Jakoś nie ma wielkiego przekonania do Schwalbe i Conti. Wolfpacki robi ekipa która robiła opony Conti, poszła do Speca (czy odwrotnie), teraz robi swoje. Chwali je dwóch ścigających się mechaników, których znam, co jest jak dla mnie dobrą rekomendacją. Mam zwykle dobre ceny na Vittorię i Speca więc mi do nich najbliżej. Opony za 250 zł nie będę kupował. Spec jest często w promo. Na Black Friday obniżki po 50%. Na OLX też poluję. Prędzej czy później się doczekam 🙂
  2. Nawet planowałem napisać taki post bo od pewnego czasu "doktoryzuję się" w oponach MTB 🙂 Kluczowe jest to co podlinkował Szwędacz. Czyli testy Johna Karrasha. BRR w przypadku opon MTB można o kant d. potłuc jeśli chodzi o opory toczenia. Jest kompletną bzdurą. Jest to test na stalowym bębnie na wąskiej obręczy. Natomiast przydaje się do sprawdzenia innych parametrów opony. Ja mam podobnie potrzeby. Mam dwa komplety kół w moim Specu Epicu. Na szutry mam założone Conti Race King Race Sport 2,2 cala. Do takiej jazdy bardzo dobrze się sprawdzają. Są z bardzo twardej mieszanki. Mają stosunkowo dużo objętość. Są bardzo szybkie. Bieżnik wolno schodzi. Typowe opony pod gravela. Przyczepność boczna na luźnej nawierzchni prawie zerowa. Dlatego do MTB się w ogóle moim zdaniem nie nadają. Chyba że wyścig po utwardzonym. gładkim lesie. Byłem na nich ostatnio w Suwałkach. tam sprawdziły się bardzo dobrze. Thunder Burt są podobnie szybkie jak Race King ale jeszcze gorsza przyczepność i szybki ubytek mieszanki. Na drugim zestawie kół jaki mam, gdzie jeżdżę po lesie w którym mam piachy, multum korzeni i luźnych patyków, szyszki, gdzie muszę skakać przez powalone drzewa i gdzie jeżdżę ustawki MTB z kumplami potrzebuję opony która ma: - maksymalnie dużą objętość, więc minimum 2,3 a maks 2,4 cala - miękką mieszankę, która odkształca się po najechaniu na przeszkodę i która się nie odbija od niej jak Race King - boczną przyczepność - przyzwoitą ochronę antyprzebiciową - w miarę szybką - w miarę lekką No i tu niestająco wracam do zestawu Specialized Renegade Control + Specialized Fast Trak Control. Testowałem ostatnio Vittoria Mezcal Race, wchodzi w grę. Jeszcze na niej pojeżdżę. Testowałem zestaw Schwalbe Racing Ralph + Rocket Ron Evolution, jakoś nie przypadł mi do gustu. Na utwardzonych, w miarę gładkich nawierzchniach wolę opony Speca. Zamierzam kupić i przetestować Wolfpack Race i Vittoria Peyote Race lub Trail. Jedne i drugie są bardzo chwalone. Zamierzam też kupić coś z nowych mieszanek Speca. Zapewne nowy Fast Trak. Jeszcze mamy temat dętka/TPU/tubeless Dętka zmiękcza oponę ale jest podatna na przebicia TPU usztywnia oponę i tez jest podatne na przebicia Tubeless zmiękcza oponę pod warunkiem zmniejszenia ciśnienia ale wymaga inspekcji i dolewek. Co to jest Obiszów nie mam pojęcia. Opona uniwersalna nie istnieje. Każda została zaprojektowana pod konkretne warunki. Ważna jest też waga użytkownika. U mnie 85 kg.
  3. Jeśli zalecane interwały serwisowe to 1500-2000 co 200 godzin jazdy.
  4. Fajne. Kiedyś publikowałem jak syn kolegi robił bubbyhopa przez bardzo wysoką przeszkodę. Miał może ze 12 lat. Ja cały czas się zastanawiam czy skoczyć jedno drzewo co mam na drodze czy nie. Nawet jego zdjęcie zrobiłem 🙂
  5. Patrząc na to jak zmieniała się wydolność mojego syna to trzeba do tego ostrożnie podchodzić. W 8 lat to miał problem żeby pod jakąkolwiek większą górkę podjechać. W 10 lat przejechał ze mną na Mazurach 100 km w tempie turystycznym, na całodniowej wycieczce. Ale zwykle więcej niż 50 km nie jeździliśmy. Pod górę jeszcze mu sporo siły brakowało. W 11 lat już wjechał pod Dlouhe Strane, bardzo ciężki podjazd w Czechach. Ale tak na styk i z jakąś przerwą czy przerwami. W 12 już mi dołożył na podjeździe po Łysą Horę, ciężki podjazd w Czechach. Jak miał 13 jeżdził już z nami po Alpach ale jeszcze czasem daliśmy radę go urwać. W 14 już dokładał mi i moim kumplom na podjazdach w Alpach i stał na podium Mistrzostw Polski MTB szkółek kolarskich. Więc ten progres potrafi być bardzo duży rok do roku w tym wieku. Natomiast nie należy oczekiwać od dziecka tego co od dorosłego. Musi znaleźć swój własny rytm.
  6. Ceny w Norwegii tu: Expenses pedalling in Norway : r/bicycletouring
  7. Norwegia. Podobno piękna. Jest jeden problem. Kosmicznie droga. Jedna kąpiel na campingu potrafi kosztować 20 Euro. Słowenia, Mangart. Jechałem. Pięknie. Stacjonowaliśmy koło Villach nad jeziorem OssiacherSee. Rewelacyjna miejscówka bo możesz jeżdzić wokół jezior w miarę po płaskim a maż też w zasięgu mnóstwo gór. Jednego dnia podjechaliśmy samochodem do Tarvisio i stamtąd pojechaliśmy przez przęłęcz Predil na Mangart. Wymagający, ślepy podjazd na 2000 metrów. Innego dnia przejechaliśmy samochodem na słoweńską stronę i pojechaliśmy na jeziora Bled i Bohijnskie. W samym Villach jest piękny i trudny podjazd. W zasięgu jest Grossglokner i parę innych ciężkich podjazdów. Uwielbiam Austrię. Czyściutko, wszyscy mówią po angielsku, świetna kultura jazdy. Nie taki syf jak we Włoszech. Grossglockner jechaliśmy akurat z Zell am See gdzie mieszkaliśmy. Tam sami muzułmanie okupują okolicę i chodzą bandy podejrzanych typków po ulicach. Swoją drogą koło Salzburga też jest super. Szwajcaria. Pięknie ale cholernie drogo. Więc nigdy tam nie mieszkaliśmy. Parę razy przetoczyliśmy się skrajem rowerem. Nauders. Tu mieszkaliśmy. Miejscówka dobra do ataku na Bormio i na przełęcz po stronie szwajcarskiej. Ale możliwości dość ograniczone i ruch samochodowy spory. Natomiast turystycznie fajna miejscówka. Mieszkanie u wjazdu do doliny Kaunertal daje dużo większe możliwości. Dostaje się też wejściówki na basen za free i na coś tam jeszcze. Stąd pojechaliśmy Kaunertal, Rechenbachtal, Kuhtai, Silvrettę i parę innych. Szkocja. Na zdjęciach piękna. Ruch lewostronny. Jak to w UK pada co godzinę 🙂 Ostre sztajfy. Chętnie bym kiedyś pojechał tylko żeby nie padało 🙂 Na Cyprze byliśmy. Też fajnie i ruch też lewostronny. Dużo kolarzy tam jeździ ale ruch mały. Andermatt nie znam. Ale Furka i Przełęcz Świętego Gotarda są mi znane. We Francji nic nie jest proste w przeciwieństwie do Austrii czy Niemiec 🙂 Mój syn tam mieszkał parę miesięcy. Ja kiedyś przez tydzień w Cannes i miałem dosyć 🙂 Czułem się jak na Węgrzech. Nikt nie mówił po angielsku i wszystko było problemem 🙂
  8. We Francji jak wyścigi nie jadą to o ile mu wiadomo jest lużno. Mój syn był raz na zgrupowaniu w Tignes. I ze dwa razy w Livigno. Livigno jest ulubionym miejscem na zgrupowania polskich kolarzy bo jest dużo opcji jeśli chodzi o drogi i nie jest za daleko. Ale nie jest tam pusto. W miarę pusto będzie tam gdzie napisałem. W Austrii. Zgrupowań jak psów. Niemal trener na FB coś oferuje plus masa influencerów.
  9. No to nie jest żle. Mój młody był drugi w Górskich Szosowych Mistrzostwach Polski ważąc 73. Ale była to lajtowa edycja mająca 2000 przewyższenia na 100 km z groszami. Ale jak ważył 70 był w stanie jechać 400 watów przez 20 min na podjeździe w Francji na Tour de l'Avenir. Dużo bym dał żeby zejść z obecnych 85 na 75. Tyle ostatnio ważyłem na studiach 🙂 Blisko 40 lat temu 🙂 Jak jechaliśmy na Stelvio to pierwszy wjechał kolega ważący 62, kilkanaście minut przede mną, gdzie jechałem równo z kumplem ważącym 72. Kumpel ważący 100 kg przyjechał 30 minut po nas 🙂
  10. Jeździłem na FS na kole 27,5 i jakbym nie wiedział, że jest tam takie to bym nie zauważył. Jeździło się świetnie. Niestety nie znam się na fullach w tym budżecie. Jak jeździł na MTB to pewnie chciałby taki na którym mógłby poskakać. Dla takiego lekkiego młodego chyba im lżejszy tym lepszy. Wczoraj akurat kupowałem coś od gościa który sprowadza markowe używane rowery MTB z zagranicy. Snow and Bike chyba, Warszawa, Derkaczy. Gdzieś go sobie znajdziesz jak to Cię interesuje.
  11. Zdjęcia Rafała z wczoraj 😉
  12. To by się zgadzało. Mój serwis ma taką.
  13. Jak zabezpieczyć to kup jakiś mocny Loctite i przyklej na zicher. Miałem tak w ramie karbonowej. Chłopaki w serwisie usunęli mi latający element, nagwintowali od nowa i wkręcili nowy. Ale nie wiem czy to standardowa wiedza w serwisach.
  14. Sztywne sztajfy najbardziej wykończają. Ale ile ważysz?
  15. Nie ścigam się już więc mam obecnie trochę inne doświadczenia. Ale może niektóre z nich się do czegoś przydadzą. Pomału wracam do formy sprzed 10 lat. Osiągnąłbym tę formę gdybyśmy z kumplem znowu jeździli ze średnią 32-33 km/h. Dawałem wtedy radę utrzymać się na ustawkach które jeździły ze średnią 35-38 km/h. Przy 40, po 20 km odpadałem. Dwa dni temu pojechaliśmy 31,1 jadąc cały czas w górnym chwycie na rowerach sprzed 13 lat. Średnie tętno miałem 130. Policzyłem też z grubsza Pw:HR Drift. 3,3%. Co świadczy o dobrej bazie aerobowej. Nie jest to w pełni dobrze policzone bo nie mam w tym rowerze pomiaru mocy. Ale za chwilę przesiądę się czasem na ścigacza z pomiar mocy to wyliczę to dokładnie. Do końca czerwca miałem trochę mało kilometrów bo tylko 3300. Wypadałoby mieć przynajmniej 1000-1500 więcej o tej porze roku. Może zacznijmy od pewnych rzeczy okołotreningowych. Opalanie się, UV, odporność cieplna. Za namową mojego kumpla od lat korzystającego z diety i różnych dziwnych terapii medycyny wschodniej wyeliminowałem w zeszłym roku z diety rafinowane oleje roślinne. Czyli słonecznikowy i rzepakowy. Obaj z kumplem jesteśmy na diecie LHCF i nie czułem się lepiej od wielu lat. I jestem w stanie przejechać 70 km w ostrym tempie bez jedzenia, tylko na bidonach z węglowodanami. No i robię w tym roku eksperyment, który on już ćwiczy od lat. Czyli nie smaruję się żadnymi kremami i przestałem doznawać oparzeń słonecznych. Jeżdżę na tej patelni jaka jest teraz w koszulce bez rękawów i nic. A latem w zeszłym roku kiedy używałem te oleje oparzałem się i musiałem się smarować kremami anty UV. Przypadkiem w rozmowie z koleżanką, która jeździ 30 tys km rocznie wyszło że ona doszła do tego samego. Jej skóra na wiosnę potrzebuje parę tygodni na adaptację, gdzie na zmianę jeździ w krótkim i długim rękawie a potem jest już na tyle opalona że żadna osłona nie jest potrzebna. To samo mówi znany kardiochirurg, którego jestem fanem, autor książki Stay Off My Operating Table, doktor Philip Ovadia. Poprawiła się też moja odporność termiczna. Nie umieram tak w upale jak w zeszłym roku. Wczoraj załatwiałem na rowerze sprawy na mieście w godzinach 9-13. Zrobiłem 60 km bez żadnego problemu w ponad 30 stopni. Regeneracja. Mam ustalony z AI Clude protokół suplementacyjny. Wspiera on głównie przemiany energetyczne mięśnia sercowego ponieważ mam wszczepiony stymulator. Celem jest jak najniższy pobór tlenu i jak najniższe HR bez brania żadnych farmaceutyków. HR spoczynkowe mam około 50-55. Biorę pierdylion supli ale wydaje się to działać. Nie są to żadne dziwolągi. Witaminy, koenzym Q10, tauryna, tego typu rzeczy. Ale to jest suplementacja odpowiednia dla każdego kolarza. Podobną suplementację ma mój syn, jakby nie było kolarz wyczynowy. Ale on jeszcze bierze dodatkowo kreatynę i beta alaninę, których ja nie biorę. Natomiast kreatynę mam już kupioną i planuję brać. Do tego koniecznie rolka i rolowanie po intensywnej jeździe. I odpowiednia ilość białka i węglowodanów. Bardzo zwracam uwagę na wsparcie mikrobioty jelitowej. Prawie żaden trener w Polsce nie ma pojęcia o czymś takim jak Gross Efficiency. Jest to metaboliczna wydajność energetyczna. Może być ona do pewnego stopnia trenowana. Mój syn, który ma niemieckiego trenera ma zadawane dwa typy treningów, których w Polsce prawie się nie robi. Jeden to trening metaboliczny. Drugi to trening siłowy na ekstremalnie niskiej kadencji typu 30 na podjeździe. Amatorzy trenują źle. Za dużo jeżdżą z dużą intensywnością. Za mało z niską. Po jaką cholerę jedziesz 200 km skoro żaden Twój wyścig nie ma takiego dystansu? Mój syn NIGDY nie ma treningu dłuższego niż 5h. Bo żaden jego wyścig nie trwa więcej niż 5h. I jak jest to 5h to jest to jazda aerobowa Totalnie lajtowa. Sylwek Szmydt ostatnio mówił że pierwsze co robi to uczy amatorów żeby jeździć wolno. Ja w tym roku jeżdżę np. dużo jazd na tętnie na poziomie FatMax. Czyli gdzie nie potrzebuję prawie żadnych węglowodanów. Ostatnio jechaliśmy jazdę gdzie miałem średnie tętno 109. I tak powinna wyglądać część treningów. A część powinna symulować wyścig. A wyścig wygląda zwykle tak że od początku idzie maksymalny gaz, żeby odczepić tzw. trzepaków. Jak się ich odczepi to idzie uspokojenie. A potem następuje kolejne 30-60 minut ataków w ostatniej godzinie jazdy. I ta umiejętność przetrwania tych ataków czyli zdolność do utylizacji laktatu jest kluczowa w wyścigach szosowych. Amator przetrwa zwykle ze dwa skoki po 50-55 km/h. A potem wejdzie w tzw. zapiek. Czyli poziom laktatu przekroczy jego możliwości utylizacji. I będzie potrzebował ze 30 minut żeby znów dojść do siebie. Jak czytam to co piszesz to obraz jaki się wyłania to jest totalny chaos. Albo zapłać jakiemuś porządnemu trenerowi żeby Ci wytłumaczył co i jak albo używaj AI do treningu. Bo płacenie za takie szamotanie się jak teraz robisz nie ma żadnego sensu. Co do wyjazdu. Wyjazd w wysokie góry spowoduje zwiększone wytwarzanie naturalnego EPO. Organizm będzie musiał mocniej pracować w warunkach zmniejszonej ilości tlenu. Nawet ja, totalny amator to odczułem. Ale trzeba mieszkać przynajmniej na wysokości 1500 metrów. Wyczynowi kolarze mieszkają na przynajmniej 2000 metrów. Więc okolice Stelvio jak najbardziej. Tam masz do dyspozycji również kultowe przełęcze Gavia i Mortirolo. Widziałem przynajmniej 2 ogłoszenia wyjazdów tam w ostatnim tygodniu na FB. Z tym że tam latem jest bardzo duży ruch samochodowy. Jakbym miał jechać sam, wolałbym pojechać tam gdzie mieszkaliśmy. Na zboczu przełęczy Piller Hoche u wjazdu do ślepych dolin Kaunertal i Pitztal. Zero ruchu samochodowego i wyśmienite warunki do treningu. Wystarczy podjechać samochodem 30-40 km do Nauders żeby zaatakować Stelvio od strony Prato jak przyjdzie chęć. Co zrobiliśmy startując z Nauders i wracają przez Szwajcarię. Trzeba mieć dowód osobisty lub paszport. Bo jest tam kontrola graniczna. Dolimity piękne. Kolega był tam już ostatnio dwa razy. Inny ścigał się w tym roku na maratonie co miał 4500 metrów przewyższenia. W wysokich górach jest zwykle chłodniej. Ale tam są bardzo wymagające podjazdy i duże przewyższenia. Robisz jakieś badania krwi? Wiesz jaki masz poziom hemoglobiny, hematokrytu, B12, żelaza, witaminy D, kwasu foliowego, testosteronu całkowitego i wolnego? Bo bez takiej wiedzy cały ten trening nie ma sensu. Masz jakiś zegarek czy opaskę kontrolujący HRV, sen i SpO2?
  16. Ciekawa trasa. Niedźwiedzica widzę była. Mój syn ma tam pętle na które trenował 100 km, 2000 przewyższenia. Na Przełęczy Jugowskiej parę razy robiliśmy test FTP 20-minutowy. Odbywały się też w tej okolicy Górskie Szosowe Mistrzostwa Polski.
  17. A jaka trasa była? Kiedyś byłem tam z młodym na wyścigu etapowym. Jechałem jedyny raz w życiu wozem technicznym w peletonie. Najpierw była czasówka pod Palczyk. A najtrudniejszy etap szedł z Zagórza i kręcił wokół niego. Podjazd uIicą czy drogą Drzymały, gdzie karetka miała problem podjechać a finisz był pod przełęcz Niedźwiedzią czy jakoś tak. Piękne okolice. Na 60 km było chyba ok. 1600 przewyższenia.
  18. Sprzęt w wyścigu szosowych rzadko jest ograniczeniem dla amatora. Najważniejsze są szybkie opony. A Ty jeździsz na rekreacyjnych laczkach. Ale nie dasz sobie tego wytłumaczyć 🙂 Tracisz na nich w stosunku do opon wyścigowych:
  19. Przejechałem dziesiątki tysięcy kilometrów na tego typu rowerach. Nie mam już i mieć nie będę. Czemu? Bo hardtail MTB robi wszystko to samo ale ma zwykle lepsze wyposażenie a przede wszystkim porządny amortyzator. I można nim wygodnie jeździć po lesie. Pytanie brzmi czy amortyzator jest Tobie potrzebny? U mnie w Warszawie przydaje się na krawężnikach i do zjazdu po co mniejszych schodach. Ale nie jest konieczny. Te rowery które podlinkowałeś mają amortyzator z gównolitu i hamulce i tarcze hamulcowe z gównolitu. Wolałbym kupić używany rower z amortyzatorem powietrznym i z hamulcami v-brake albo porządnymi hydraulicznymi. Tu masz wybór między dżumą i cholerą. Każdy z tych rowerów nadaje się do jazdy po mieście ale żaden z nich się nawet nie zbliża do przyzowitości. Rowerem który był Gold Standardem rowerów typu cross był zawsze Radon Scart Light na amorze RockShox Paragon Gold i z napędem Deore. Ale już go nie produkują no i był znacznei droższy. Stevens miał podobny model. Ogólnie Niemcy produkowali dobre rowery tego typu. U nich cross to był zawsze bardzo popularny rower do turystyki. Ja miałem m.in austriackiego Bullsa, którego kupiłem za 1500 i dwa Specialized, Crosstrail i Crossover, które kupowałem po ok. 2000.
  20. Dziś sytuacja jakiej nie miałem od lat. Pojeżdziłem po lesie. Wszystko gitara. Zajechałem do znajomego bikefittera i zostawiłem rower przez wejściem na słońcu. Wychodzę a z przodu kicha. Dętka TPU. Na Garminie 52 stopnie. Sądzę że coś się z nią stało w wyniku gorąca. Nie chciało mi się zmieniać, napompowałem 2 bary. Trzyma. Jadę. 2 km dalej flak. Ale akurat koło zaprzyjaźnionego sklepu. Nie było wyjścia, trzeba zmienić. Zakładam zapas, pompuję ich kompresorem. Jest OK. Zostawiłem rower, pogadałem. Przychodzę, kicha. No żesz k@#$%^& Musiałem przyszczypnąć przy zakładaniu. Zakładam drugą, trzyma. Jeszcze się pokręciłem dla pewności parę minut. Do domu dojechałem i trzyma. Wszystkie trzy dętki TPU Schwalbe Aerothan. Ale dobrze jednak że wożę dwie. Pompki nie miałem. Zapomniałem wsadzić do kieszeni 🙂
  21. Najbardziej w życiu zmarzłem chyba na zjeździe spod wulkanu na Teneryfie. Na dole było 25 stopni na poziomie morze. Pod wulkanem 2. Miałem rękawiczki, czapkę, wiatrówkę a i tak po 40 km zjazdu trząsłem się jak osika 🙂
  22. Moje tereny. Dopiero co wróciłem z Suwalszczyzny. Szutroza plus trochę błota i ostre zjazdy gdzie lecieliśmy 60 km/h. Zastanawialiśmy się czy wziąć gravele i na szczęście wzięliśmy lekkie MTB skonfigurowane pod maratony MTB i szutry i był to strzał w dziesiątkę. Kaszuby. Piachy, bruki, płyty betonowe, kamule. Jeździliśmy na gravelach. Ale drugi raz na gravelach bez amortyzacji bym już nie pojechał. Koło Ostródy masz podobne drogi. Bardzo dużo bruków. Na sztywniaku wytrzęsie cię jak psa. Więc jak dla mnie jak gravel to tylko z amortyzacją. Aktywna amortyzacja pozwala też założyć węższą oponę. Pasywna to musisz mieć oponę MTB 2-2,25 cala żeby to działało. Pytanie jaka aktywna amortyzacja? 1. Mostek amortyzowany. Są przeróżne. Najbardziej znany jest RedShift na wymienne elastomery. Nasz kolega z forum ma taki, @sl66 Przejechałem kawałek na jego rowerze po najbardziej chamskich brukach koło mnie na Fort Bema i to działa. Taki sam założył sobie w Spec Diverge, najtwardszy kolarz jakiego znam, mój kumpel, Czarek Urzyczyn, który zajmował miejsca na podium wyścigu Maraton Rowerowy Dookoła Polski, 3148 km, Wisła 1200 km i paru innych. 2. Mini amortyzacja aktywna. Specialized Future Shock. Mam taką w starszym Specialized Diverge w karbonie, który mój syn wystawił na sprzedaż. Najprostsza wersja jaką mamy (1.0 i 1,5) jest na sprężynie stalowej, które się ugina na nierównościach. Nowsza wersja (2.0 i 3.2) jest na cartridge'u olejowym z dodatkiem sprężyny. Podobno działa dużo lepiej. I tu znowu mamy naszego kolegę @sl66, który dopiero co kupił Specialized Roubaix z takim systemem i może nam powiedzieć na ile dobrze to działa. Bo ja mam tylko doświadczenie z godzinnej jazdy testowej na 2.0 bez żadnych chamskich bruków więc trudno się odnieść. W siedzibie Speca na Ponczowej w Wilanowie być może można wypożyczyć gravela Diverge na testy. Niedawno się ogłaszali z programem testowym. 3. Pełna amortyzacja Nie jeździłem. Ale kolega który waży ponad stówę miał wszystkie trzy rodzaje. I mówi, że dopiero znalazł komfort na amortyzatorze Foxa. Co do sakw nie moja bajka. Ja tylko torby podsiodłowe. Ale chyba większość graveli ma teraz mocowania pod bagażnik. Co do idiotoodporności to musiałby to być rower sprzed kilkunastu lat bez hydrauliki, żeby nic się nim nie działo jak mój na zdjęciu 🙂 Hydraulika jest zawsze podatna na problemy. Mieliśmy wycieki z zacisków hamulcowych, klamek hamulcowych, raz przecięty przewód hamulcowy i brak hamulca w konsekwencji, zajechane klocki na błotach. Amortyzator padł mi raz przez 10 lat. Po najechaniu na wystający pieniek którego nie zauważyłem wywaliło mi uszczelki w RockShox Reba. W Foxie nigdy nie miałem problemu. Te mostki amortyzowane i Future Shock to też dość proste rozwiązania. W takim budżecie rozważałbym Specialized Diverge i Cannondale Topstone z mostkiem amortyzowanym. Nie jestem za bardzo na bieżąco z ofertę graveli bo zdecydowanie wolę MTB. Jakiś Trek i Decathlon na pewno wchodzą w grę bo mają dobrą gwarancję na miejscu w Warszawie i generalnie niezłe produkty. Co do geo to trzeba porównać. Im wyższy stosunek stack do reach tym bardziej komfortowa pozycja.
  23. Jak Calpe to jedź do Reberta Kalandyka do Pogo. Nawet roweru możesz nie brać bo ma wypożyczalnię. Mój syn był u niego. Zapłacił za noclegi i za obiadokolację dostarczaną codziennie. Chyba z restauracji. On się tam świetnie rozwija i kupa ludzie do niego jeździ. Oferuje też odbiór z lotniska i dowóz do niego i jakieś alarmowe podbiórki samochodem. Malaga o okolice to dużo wyższe temperatury i dużo trudniejszy teren. Jeśli już to Girona. Kolarskie centrum galaktyki 🙂
  24. @Szwedacz Wymiatasz przygotowaniem 🙂
  25. Jak to rower nie aero to na ramie, old school, obok koszyczka z bidonem. Jak mam do szosy taką ze 30 cm.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...