Jaki rower na wyprawę rowerową?

We wcześniejszych wpisach znajdziesz informacje o tym: co zabrać ze sobą, jaki namiot zabrać (jeżeli będzie potrzebny), jak przygotować apteczkę rowerową, a także jak się przygotować kondycyjnie. Wpisów około tematycznych jest więcej, ale po nie zapraszam do poszczególnych kategorii bloga.

Zacznijmy od tego, że aby podróżować po świecie, nie jest potrzebny profesjonalny rower wyprawowy. Tak naprawdę wystarczy każdy rower i szczere chęci. Ale… Jeżeli jeżeli planujesz przemierzyć kilka tysięcy kilometrów, w różnych warunkach, jadąc czasem przez odludzia – warto by rower nie był z najniższej półki. W tej chwili potrzeba moim zdaniem ok. 2000 złotych by kupić nowy, przyzwoity rower (tu znajdziesz polecane przeze mnie rowery w różnych segmentach cenowych). Górny limit ociera się o 10 tysięcy złotych (a i tak można go przebić), ale rozsądnie można zatrzymać się przy około 3 tysiącach złotych, za już bardzo dopracowany rower.

Rower Turystyczny
fot. Vera & Jean-Christophe

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie by przystosować rower którego używa się obecnie. Jako rower wyprawowy nadawać się będą rowery: górskie (ale odradzam te z dwoma amortyzatorami), trekkingowe oraz crossowe. Nadadzą się również hybrydy/fitness o ile nie przeszkadza Ci brak przedniego amortyzatora, ale o tym później. Do dalszej turystyki rowerowej średnio nadają się rowery do akrobacji, zjazdów, skoków (choć dla chcącego ponoć nic trudnego), a także rowery szosowe. Na upartego można do roweru szosowego założyć bagażnik/bagażniki, ale potrzebna byłaby również zmiana pozycji za kierownicą (mniej sportowa), a także zmiana opon na szersze (nie zawsze możliwa). Ja bym sobie szosówkę odpuścił, ale na upartego można próbować.

Nowy rower trzeba koniecznie objeździć, warto przejechać na nim kilka krótszych i dłuższych tras by sprawdzić czy wszystko funkcjonuje poprawnie i czy nie trzeba wymienić jakiegoś elementu, na przykład siodełka. Do tego bardzo zachęcam do zrobienia samodzielnie lub w serwisie, tzw. przeglądu gwarancyjnego. Śruby i inne elementy muszą się ułożyć w nowym rowerze, zresztą czasami w fabryce nie wszystko jest dokładnie dokręcone – warto wszystkie przejrzeć po przejechaniu 100-200 kilometrów.

Opiszę teraz najważniejsze elementy roweru na daleką wyprawę. Dlaczego wciąż podkreślam słowo daleką? Na wycieczki po Polsce czy Europie nie potrzeba super roweru. Bo zawsze nawet w przypadku większej awarii, albo uda się dostać do serwisu rowerowego, albo ew. powrót do domu nie będzie trudny i kosztowny. W dalekiej podróży, gdy planowało się ją od dawna i wydało się na nią nierzadko małą fortunę, warto by awaria roweru nie przekreśliła wyjazdu. Oczywiście droższy sprzęt nie da nigdy gwarancji bezawaryjności, ale znacznie obniży ryzyko awarii.

Rama – szkielet roweru. Obecnie wykonuje się je ze stali, aluminium lub włókna węglowego (karbonu). Karbon sobie odpuszczamy, jest zbyt wrażliwy na uderzenia. Stal obecnie jest praktycznie całkowicie wyparta przez aluminium, można ją spotkać jedynie albo w najtańszych rowerach, albo w ramach z wyższej półki. Dobrym producentem stalowych ram jest Reynolds. Ich ramy można znaleźć np. w rowerach marki Dawes. Aluminium to najczęściej spotykany materiał. Niektórzy mówią, że lepiej mieć stalową ramę – ponieważ w razie jej pęknięcia łatwiej będzie znaleźć kogoś kto ją nam pospawa, w przypadku aluminium może być problem. Ja bym jednak nie przesadzał i wydaje mi się, że dobra aluminiowa rama nie rozpadnie się na pierwszej dziurze ;) Bardzo ważnym elementem ramy są mocowania bagażnika. Bez nich nawet nie warto na taką ramę patrzeć. Równie ważne jest to by dobrze dobrać rozmiar kupowanej ramy/roweru.

Koła – kolejny istotny element w przypadku roweru na wyjazd. Sam ich rozmiar (26″, 28″ czy 29″) to już indywidualna sprawa. Większe koła lepiej kręcą się na asfaltowych drogach, są również zalecane dla osób o dużym wzroście. Koła 26 cali stosowane w „góralach” są zwrotniejsze i wygodniejsze w trudniejszym terenie. Świat turystów rowerowych jest podzielony w kwestii które koła są lepsze – tak więc najlepiej sprawdzić to samemu (np. pożyczając rower od znajomego na trochę). Jako, że na wyprawowym rowerze wiezie się zazwyczaj sporo rzeczy koła muszą być wytrzymałe. Byłoby najlepiej gdyby miały po 36 szprych (32 szprychy też są okej, ale lepiej 36), a obręcze były dwu/trzy-komorowe i miały oczkowane otwory na szprychy.

Opony – na osobny akapit zasługują opony. Dobieramy je ze względu na trasę jaką planujemy jechać. Na asfalty + trochę szutru/piasku warto wybrać opony typu semi-slick, czyli gładsze na środku, a z klockami bieżnika na zewnątrz. W przypadku trudniejszych dróg można pomyśleć o oponach z agresywniejszym bieżnikiem. Jeżeli chodzi o ich szerokość, to po pierwsze patrzymy na możliwości naszej ramy (nie do każdej można wsadzić grubsze opony), a także nasze potrzeby. Do kół 28″ włożyłbym opony o szerokości między 35 a 43 milimetry, do 26″ o szerokości 1,7-2″ (czyli ok. 42-50 mm). W przypadku kół 26″ problemem może być znalezienie opon o odpowiedniej szerokości i pasującym nam bieżniku, ponieważ najczęściej w tym rozmiarze produkowane są niestety opony typowo terenowe, zupełnie nie sprawdzające się w podróży, zwłaszcza po asfalcie.

Warto postawić na dobrego, markowego producenta. Minimum 40 złotych to rozsądna cena za jedną oponę. Tańsze opony będą się szybciej ścierać, a także będą miały gorszą przyczepność na mokrym. Absolutnie nie kupuj opon za 10-20 złotych! Na mokrym asfalcie ślizgają się, a na suchym mają dużo dłuższą drogę hamowania.

Amortyzator – wszystkie obecnie sprzedawane rowery górskie posiadają amortyzator przedni, również rowery trekkingowe je w większości mają. Nie jest to żaden „luksusowy dodatek”. Obecnie fabrycznie nowy, markowy amortyzator z gwarancją można kupić za ok. 160 złotych. Pozostaje kwestia jak długo taki amortyzator będzie działał. W moim starym rowerze miałem właśnie amorek z najniższej półki i po trzech latach po prostu przestał amortyzować. Można było jeździć, ale zamiast amortyzatora z przodu miałem ciężkie kowadło :)

Jest opcja założenia sztywnego widelca. Tutaj zdania są podzielone – najczęściej przywoływanym argumentem jest wygoda i mniejszy ból nadgarstków w przypadku amortyzatora. Na korzyść sztywniaka przemawia dużo niższa masa (kiepski amortyzator waży ok. 2,2 kg, niedrogi stalowy widelec ok. 1 kg), która przekłada się na łatwiejsze rozpędzenie roweru. Moja rada? Pojeździć z amortyzatorem i zobaczyć jak się zachowuje. Ewentualna wymiana na sztywny widelec nie jest droga. Więcej na ten temat znajdziesz w tym wpisie.

Hamulce – w rowerach trekkingowych lub górskich występują tylko V-brake (czyli szczękowe) lub tarczowe (w wersji mechanicznej, czyli z tradycyjną linką lub hydrauliczne gdzie zamiast linki jest płyn hamulcowy). Moim zdaniem na dalekiej wyprawy lepsze są V-brake ponieważ są lekkie i proste w konstrukcji. Tarczowe, zwłaszcza hydrauliczne swoją przewagę pokażą podczas jazdy w deszczu oraz błocie, a także podczas bardzo długich zjazdów.

Napęd – nie ma większego znaczenia ile będziemy mieli przełożeń, warto by cały osprzęt był markowy (Shimano, SRAM – nieważne). Pisałem niedawno o „micie tylnej przerzutki„, w tanich i kiepskich rowerach sprzedający zachwala, że tylna przerzutka to „Szimano”, ale po wczytaniu się w specyfikację okazuje się, że już przednia przerzutka to jakiś bubel, o łańcuchu czy manetkach nie mówiąc. Na całe szczęście w markowych rowerach takich problemów raczej nie spotkacie. Osobiście z oferty Shimano polecam osprzęt minimum Acera/Altus (niżej jest tylko Tourney). Tourney (skrót TX – nie mylić z XT) nadaje się jedynie do rekreacyjnej jazdy. Mi kiedyś taka przerzutka dosłownie rozpadła się podczas jazdy, na całe szczęście było to kilkanaście kilometrów od mojego domu. Generalnie lepiej brać Acera/Altus, a jeszcze lepiej Alivio/Deore. Na blogu znajdziesz wpis, w którym opisuję grupy osprzętu Shimano.

Siodełko – bardzo ważny element, przez niektórych niedoceniany. Do czasu pierwszego dalszego wyjazdu :) Więcej szczegółów znajdziesz pod linkiem na samym początku, napiszę tylko tyle, że „kanapy” trzeba od ręki odrzucić. Warto przyjrzeć się modelom rekreacyjnym, a ja osobiście preferuję trochę twardsze, bardziej sportowe siodełka. Tutaj wybór jest naprawdę rzeczą indywidualną i niestety trzeba szukać swojego ideału metodą prób i błędów (i przetestować na dłuższej trasie). Niektórzy producenci umożliwiają takie testowanie.

Jaki rower na wyprawę
fot. Ian

Kierownica – warto podczas przymierzania się do roweru sprawdzić czy nie jest za wąska lub za szeroka (szeroką łatwo dociąć do pożądanej długości). Czy kierownica będzie prosta czy gięta również zależy od indywidualnych preferencji. Niektórzy na dalekich trasach preferują rogi, by mieć możliwość zmiany ułożenia rąk, inni idą dalej montując lemondkę. Nie są to akcesoria obowiązkowe, tutaj również wszystko zależy od upodobania.

Bagażnik – jeden z ważniejszych elementów roweru wyprawowego. Tutaj również można się spierać czy postawić na stal czy aluminium. Moim zdaniem markowy, aluminiowy bagażnik (takie zaczynają się za ok. 100 zł) będzie równie dobry, a poza tym dużo lżejszy od stalowego (ok. 1 kilograma, a moim zdaniem to dużo). Kompromisem może być bagażnik firmy Tubus, firmy-legendy. Ich bagażniki są wykonane ze stali (a ważą tyle co aluminiowe), mają 40 kg nośności (zwykłe bagażniki 15-25 kg), dodatkowo dają 30 lat gwarancji i trzyletnią gwarancję mobilności (wymiana uszkodzonego modelu z darmową wysyłką w każde miejsce na świecie). Niestety nie ma róży bez kolców i cena takiego bagażnika to ok. 400 złotych. Oczywiście firma ma w ofercie również przednie bagażniki (low-rider) w podobnej cenie.

Sakwy – kolejny ważny element. Na daleką wyprawę koniecznie muszą być wodoszczelne. Nie chodzi oczywiście o pływanie z nimi, ale by wytrzymały jazdę w ulewnym deszczu (nie zawsze jest gdzie się schować) czy dużym zapyleniu. Nie polecam modeli wykonanych z taniego poliestru (ja miałem taką Kellys’a), chyba, że jedziesz w miejsce gdzie wiesz, że nie będzie padać. Polecane firmy to oczywiście niemiecki Ortlieb i polskie Crosso. Ciekawy poradnik dla kupujących sakwy stworzyło Crosso, ja jedynie dodam, że Ortlieb ma również w ofercie niedrogie, ale dobre sakwy Back Roller City – tak więc warto sprawdzić ich ofertę i nie myśleć o tym ile kosztują wyższe modele :)

Błotniki – przydatna sprawa, jeżeli będziemy chcieli je zamontować do roweru który ich nie ma, warto sprawdzić dostępne mocowania, a także wybrać błotniki z dobrych materiałów. Nic tak nie wkurza jak obijający się o koło błotnik, który po kilku kilometrach takiej jazdy ma się ochotę wyrwać i wyrzucić.

Stopka – następny ważny element (w sumie wszystkie opisane dziś są ważne ;) Tak jak bagażnik powinna być solidnie wykonana, choć może niekoniecznie tyle kosztować :) Myślę, że za ok. 40 złotych znajdziemy solidną podpórkę. Niestety przy rowerze obładowanym sakwami może być problem z jego solidnym postawieniem, niezależnie od stopki. Niektórzy kombinują i mają w rowerze dwie stopki (jedną z tyłu i jedną na środku) i ponoć się to sprawdza.

Oświetlenie – moim zdaniem bardzo ważna sprawa, nawet jeżeli nie planujemy jeździć w nocy. Mamy dwie opcje – albo zasilanie bateryjne albo w przedniej piaście. Dynamo w piaście zawsze może nawalić, w dodatku odbiera troszkę energii potrzebnej na napędzenie żarówek. Ale za to nie trzeba w nim wymieniać baterii i jeżeli będziemy mieli ledową lampkę z przodu (koszt ok. 80 zł, produkuje je np. firma AXA) to będzie dawać całkiem mocne światło. Lampki na baterie mają w zasadzie jedną wadę – trzeba wymieniać baterie/akumulatorki. Z drugiej strony w sprzedaży są lampki, które na jednym komplecie paluszków wytrzymują 80-100 godzin migania. Kwestia przemyślenia. Aha! Lampka na dynamo nie zajmuje miejsca na kierownicy.

Torba na kierownicę – tak przy okazji kierownicy to niezłym rozwiązaniem jest torba na kierownicę. Można w niej trzymać najpotrzebniejsze przedmioty, które chce się mieć zawsze pod ręką. Dodatkowo na torbie możemy mieć zamontowany mapnik.

Koszyczki na bidon – minimum jeden, jeżeli nie wozimy torebki pod ramę warto pomyśleć o drugim. Chociaż zawsze można wozić butelkę wody w sakwach. Ja preferuję plastikowe butelki z „dziubkiem” zamiast bidonów. Nie śmierdzą tak. Ale niestety po kilku użyciach trzeba je wymieniać na nowe.

Moim zdaniem dobrze przygotowany rower, ma wszystko to czego potrzebuje jego właściciel – ale nic więcej :) Warto dobrze zastanowić się czy potrzebne będą wszystkie możliwe udogodnienia i czy nie lepiej z czegoś zrezygnować na rzecz niższej wagi i mniejszej awaryjności.