Skocz do zawartości

Szwedacz

Użytkownicy
  • Postów

    598
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Szwedacz

  1. Sklepy po drugiej stronie Odry nawet obiecują dostępność pod koniec tego tygodnia! Chyba trzeba będzie dać szansę.
  2. Jak na zawołanie. Teraz tylko czekać, aż pojawi się na stanach i czy cena nie zwali z nóg (w porównaniu z przerwanymi wyjazdami i tak pewnie taniej będzie) 🙂
  3. Niestety, takie jazdy są od nowości (czyli trzeci sezon) - choć po raz pierwszy tak katastrofalnie. Hak (UDH), przerzutka kilkukrotnie zmieniane, sprzęgło załączone. Sprawdzane oryginalne UDH, jak i full aluminiowe zamienniki. Niestety, bez różnicy czy robione własnym sumptem czy oddawane do lokalnego, renomowanego serwisu (pozwolę sobie nie robić im nieintencjonalnej antyreklamy). Zazwyczaj wygląda to tak, że po prostowaniu / wymianie haka czy wymianie przerzutki wszystko jest ok, póki napęd nie jest zbyt obciążany. Po pierwszych max kilku wycieczkach górskich zaczyna się przeskakiwanie (którego nie da się w pełni wyeliminować regulacją wszystkiego) między coraz większą liczbą zębatek (na początku tylko gdzieś pośrodku, np 3-4 albo 5-6), potem w miarę eksploatacji obejmuje to coraz większą część miękkich przełożeń. Jednocześnie, wtedy z jedynki potrafi przy obciążeniu na podjeździe zrzucić łańcuch za kasetę i sklinować w szprychach. Ewentualne wciąganie badyli przez przerzutkę, czy niewykluczone dodatkowe odkształcenia powstające przy forsowaniu krzaków na azymut jedynie przyspieszają ten proces. Ta przerzutka, która teraz wymiękła nie zdążyła się na takie atrakcje załapać. Dosłownie miała na koncie kilka zimowych jazd w śniegach, po przedpolu Warszawy, tydzień na górskich drogach i singlach w Izerach, a teraz postanowiła odmówić współpracy na widok warunków w Beskidach.
  4. Właśnie z tego co przejrzałem, to podmiana bębenka i pójście w 11s powinno nieco poprawić tolerancję i wytrzymałość. Alternatywy to albo zabawa w 9-45 i SG - tu krótsza przerzutka o te 2-3cm jest pewnym argumentem, zwłaszcza że ta zębatka 9T to prawie wcale nie będzie używana (lub ograniczenie zakresu i po prostu pójście w "klasyczny" 11s), ale na razie jedynie kasety XT robią (a to dość kosztowna opcja), albo to co polecają wszyscy napotykani po podgórskich sklepach czy na szlakach endurowcy, czyli AXS - tu z kolei najbardziej mnie zastanawia żywotność baterii (w tym tolerancja na lekkie przymrozki), no i na ile faktycznie to jest pancerne. Deore właśnie załatwiłem kolejne, nowa przerzutka wytrzymała u mnie niecałe 8 dni jazdy górskiej turystycznej (tydzień na obszarze od Piechowic, po Świeradów, więc też bez szaleństw i katowania). 0 uderzeń o kamienie, po prostu pod obciążeniami musi się giąć jak plastelina. Jak mocniej na podjeździe docisnąłem, to wciągnęło mi łańcuch między kasetę i szprychy, po czym wkręciło przerzutkę w zębatki i szprychy, przy okazji rozrywając wózek i wyjazd zakończyłem w ciągu pierwszych godzin. O tych luzach też słyszałem, pytanie na ile to luzują się śruby, które by można niebieskim threadlockerem potraktować, a na ile jakieś inne łączenia, gdzie nic się nie zrobi?
  5. Ja o korpus i wózek przerzutki pytałem, to z tym mam wieczne problemy 😉 Łańcuch Deore w MTB u mnie 1800km wytrzymywał, w gravelu wytrzymał nieco ponad 3k -- jak za 80zł, jestem content (choć w MTB teraz na próbę ten najmocniejszy KMC od eMTB). Podobnie z kasetą - Deore jest tanie (zdemontowane nówki i poniżej 200zł bez problemu da się dorwać) i full stalowe.
  6. A jak to w końcu ze stosowanymi w przerzutkach materiałami? Faktycznie XT ma solidniejszą konstrukcję niż Deore / SLX?
  7. Jak mówisz, że to zależy od ilości jazd, to ja bym nieśmiało strzelał, że to jednak syndrom pracy w bezruchu, siedzącej. Jakieś ćwiczenia na mięśnie głębokie i plecy powinny wtedy pomóc.
  8. Na AA, to i szosa z szerszym kapciem spokojnie wystarczy jeśli chodzi o komfort. Najwyżej przełożeń do nielicznych podjazdów braknie. Generalnie większość jest płaska jak stół, z bardzo dużym udziałem asfaltowej DDR oraz pewną ilością szutrów premium, ale też dokładnie nie powiem, bo jechałem fragmentami, a sporą część sąsiednimi trasami, inaczej. Z zapuszczaniem z kolei ostrożnie, bo jest u nich globalnie zakaz jazdy po bezdrożach. Wolno jedynie na explicite oznakowane trasy rowerowe wjechać, poza drogami publicznymi. Ot, uroki ustawy o lasach sprzed pół wieku, traktującej rower jak samochód 😉 Niby pracują nad zmianami, ale wciąż nic nie zmienili w przepisach. Ale to nie jest opcja na żadne wertepy. Może pancerny (i dużo cięższy) Tetrarack wytrzyma więcej, ale znajomy w niecałe 3 dni skasował takiego SKS'a i to na zwykłych, pieszych szlakach, bez konkretnej rąbanki. Jak nie ma mocowań pod klasyczny bagażnik, to otwieramy szeroko portfel i bawimy się w przedłużaną oś i bagażnik mocowany do osi (w EU chyba tylko Ortlieb ma w ofercie, reszta to import z USA). Geometrią bym sobie aż tak nie zawracał głowy - te nieco bardziej progresywne XCki jakie ostatnio weszły w katalogi swobodnie się nadają do uniwersalnej jazdy. Przy prędkościach osiąganych na HT, to i tak dominuje wpływ opon, ew. szerokość naszej pozycji, kiedy pojawi się wmordewind (ale tu możemy sobie pomóc wewnętrznymi rogami czy nawet lemondką). Jedyne co trzeba faktycznie sprawdzić, to kąt rury podsiodłowej oraz możliwość cofnięca siodełka (żeby efektywnie zredukować ten kąt). Roscoe 3. generacji miał fajną ramę do takich kombinacji, bo był projektowany pod amor aż 140mm, więc tam chyba koło 65 stopni było z przodu, a podsiodłowa wciąż ~72 stopnie (a nie np. 75) -- ale nie miał punktów montażowych pod bagażniki. W stronę bardziej progresywnej geo, zostają wyższe Grand Canyony i Procaliber 8. Dla konserwatystów - szukać niedobitków Cannondale Trail SL 1. Cube ze swoimi hybrydami crossa i MTB zatrzymał się w przeszłości i większość, mimo względnie dużej ceny, wciąż szła na starych ramach z QRką z tyłu, niczym w Rose Countach. A co do sakw i pakowania, to wszystko jak zawsze zależy. Ile kto maneli targa ze sobą, jaką trasą jedzie. Sakwy są w zasadzie jedyną opcją kiedy ktoś potrzebuje 60+ L na spakowanie wszystkiego na rower. Sakwy wygodnie i szybko się pakuje, szuka w nich rzeczy czy ściąga z roweru. Równie łatwo odpadają na jakichkolwiek wertepach, co najczęściej oznacza przerywanie zjazdu i butowanie po sakwę. Taka pakowana objętość zazwyczaj też idzie w parze z dużą wagą bagaży, którą trzeba na górę wciągnąć, nie wspominając o saltach w tył na podjazdach, jeśli nie jeździmy z 4 sakwami i lowriderem. Podsiodłówka z kolei musi być na lekko spakowana, żeby się nie bujała oraz nie jest kompatybilna z dropperem. Znacznie stabilniejszy (i nie raz tańszy) będzie zwykły worek 15-20L położony wzdłuż lekkiego bagażnika. Wór na kierownicy też się świetnie sprawdza, w szczególności w MTB o szerokiej kierownicy. W tych 2 torbach potem mamy większość dostępnej objętości, reszta to upychanie drobiazgów (no może duże XC i crossy o kwadratowej geometrii te 8L w porywach do 10L w ramę wcisną, ale tracimy miejsce na wodę).
  9. Jak poszukasz promocji lub potargujesz się w sklepie przy zakupie osobiście, Eskera powinieneś bez problemu za 4500 znaleźć. Po miesiącu oraz roku musisz zrobić w nim przegląd w autoryzowanym serwisie (pierwszy gratis, drugi płatny). Tylko Romet nie ma linek przez stery, za to ma najmniejszy zakres napędu, no i już nim jeździłeś. Unibike jako jedyny ma fabrycznie 2x -- jak masz w mieście trochę górek, to 1x będzie OK, ale jak to płaskopolska, to będziesz wiecznie piłował ze 3 zębatki na krzyż (a więc szybciej będą wymagać wymiany), a reszta kasety będzie prawie nietknięta. W Eskerze dostajesz adapter pod przednią przerzutkę w zestawie, ale dokładanie jej i tak się wiąże ze zmianą klamkomanetki. Rzuć okiem na maksymalne rozmiary opon jakie wchodzą w ramy, ewentualnie bierz po prostu to, co wizualnie pasuje 😉
  10. Jak jednak bez amortyzacji, to Decathlonowy Riverside 520 będzie bez konkurencji, zwłaszcza jak przeceniają go < 2500 co chwila.
  11. Odradzałbym pakowanie się w Rondo na razie, o ile nie planujesz w razie czego grubszej przebudowy własnym sumptem. Po upadku, jest problem z markami 7anna. W tych gravelach masz ich nietypowy widelec, wokół którego zbudowali całą markę. Niestandardowa oś i flipchipy są nie do dostania jeśli coś uszkodzisz, bo magazyny są zamknięte i zabezpieczone na poczet postępowania upadłościowego. Ludzie niestandardowe haki do MTB z marek tej grupy już zza granicy muszą ściągać. Dorzuć do tego brak gwaranta do obsługi kół, które bardzo często się ludziom gięły lub łamały.
  12. Z moich doświadczeń, to właśnie kontrola jakości jest pierwszym i największym źródłem oszczędności u nich. Niemal zawsze to jest ruletka jaki egzemplarz się trafi. Jeden będzie do śmieci, prosto z pudełka. Inny latami będzie równie dobry, co markowe odpowiedniki.
  13. Jedni wspinają się i zjeżdżają różnymi sprzętami z 8-tysięczników bez tlenu, inni kolekcjonują FKT (przez co biegną potem przez góry ze zwiniętym pontonem na plecach), a jeszcze inni startują w wielodniowych rajdach kolarskich o złote kalesony. Nie da się rekordu poprawiać w nieskończoność, więc prędzej czy później wjeżdżają tematy dopingu czy nieuczciwego wsparcia, wbrew zdefiniowanym ramom (najczęściej na bazie tych z FKT). Nie pierwsza, nie ostatnia kontrowersja wokół takich imprez, ale cały amatorski sport jest takimi usiany. Jest niska, wręcz znikoma bariera wejścia, to każdy może sobie zorganizować najdziwniejsze ultra, a odpowiedzialność w pełni na uczestników spychać, którzy jeszcze za taką przyjemność słono zapłacą. Na równoległym forum rowerowym swego czasu bardzo pękaty wątek wyrósł wokół całego smrodu jak i w jakich okolicznościach Transcarpathia zamieniła się w Carpatia Divide. Skoro i tak obowiązkowe są loggery GPS, to nie widzę powodu, dla którego by się nie dało wymusić np. 8h przerwy (czy krótkie pauzy, czy na sen) na każde 16h trasy. Jak ktoś przyjedzie wcześniej, to i tak proporcjonalnie doliczy się karny czas za obowiązkowe przerwy - co naturalnie nagrodzi pilnowanie odpoczynku, bo efektywność jazdy wzrośnie (względem jazdy bez odpoczynku). Inne podejście stosują niektórzy organizatorzy, którzy po prostu określają minimalny czas, po którym wolno ruszyć z checkpointów, bodaj na tym wyścigu gdzie lecą wzdłuż Europy w osi południe - północ.
  14. Zero zjadłeś 😉 Przeskok z Deore na SLX to jakieś 200g zbite, więc na XT to z 250g będzie.
  15. Ja łączyłem w taką pętlę (jak już rowerem, a nie pieszo byłem), że zaczynałem od przyjemnego trawersu dłuższym fragmentem pętli Międzygórze, potem obowiązkowa rundka Pod Śnieżnikiem (Ostoja bez fulla to strata czasu). Niepotrzebnie dałem się znajomemu na niebieski, zamiast krótkiego wypychu czerwonym dałem namówić pod schronisko. Powrót przez Żmijowiec i MIlky Waya - ale to szeroka leśna droga była. Z przełęczy pod schroniskiem na Porębek, niebieskim i czerwonym razem idącymi, jest stroma łupanka na zdezelowanej drodze. Dzikus na północnej stronie, pod szczytem Śnieżnika miał ewidedntnie pościnane drzewa na ścieżkę, żeby zniechęcić ludzi do łażenia oraz jazdy na nielegalu przez rezerwat. Nie wiem jak graniczny na wschód wygląda, ale na czeską stronę jeżdżą ludzie, za każdym razem jak tam byłem to spotykałem endurowców z Czech. Gdyby nie pchać się na pętlę Pod Śnieżnikiem, to faktycznie dobrą opcją by mogło być podjechać od muzeum Geologicznego i kopalni w Kletnie, tym rowerowym, który idzie drogą dojazdową do przełęczy i schronsika +- jak żółty szlak, a potem na Żmijowiec skręcić. Ewentualnie zacząć pętlą Międzygórze, a potem dookoła szczytu Czarnej i Jaworowej Kopy - najpierw drogą serwisową idącą pod przekaźnik, a potem na skręcić na drogę na Żmijową Polanę.
  16. Wiadomo, że inaczej się jeździ, jak można co weekend wrzucić rower do auta i za godzinkę być na trasach, a inaczej jak przez pół kraju się trzeba tłuc. Dzięki raz jeszcze za polecajki. Zwłaszcza jeśli w wysokim sezonie będzie czynne połączenie szynobusowe z Trutnova do Wałbrzycha przez Mieroszów, to idealnie ten Trutnov ma szansę wypełniać nudną lukę w okolicach Lubawki. Dodatkowym ubezpieczeniem na szczęście nie muszę sobie głowy zawracać, bo dopóki pilnuję corocznej składki członkowskiej w Alpenverein, to mam w większości miejsc komplet aktywności górskich pokryty.
  17. Zdaję sobie sprawę. GoPro effect masakrycznie psuje odbiór tras na różnych nagraniach. W dodatku, przy sztywnym tyle, ta prędkość jest jeszcze bardziej ważna. Najgorsze takie trasy, to są właśnie te płaskie albo prawie płaskie, gdzie ni jak nie idzie utrzymać, a co dopiero nabrać pędu. Rokitnikowi akurat daleko do łupanki, prędzej sąsiedni Skarbek. Dolna połowa Rokitnika, to mega przyjemny flow, który zachował pozory naturalnej ścieżki (a nie wywalcowana autostrada pod BMXa). Natomiast góra, też nie ma nic wspólnego z łupanką - tam po prostu są spore, naturalne dropy (i to nie do zjechania, w odróżnieniu od 2 czy 3 skałek na, nomen omen czarnym, Czarcie) wymagające bardzo precyzyjnego lądowania i złożenia się w zakręt - albo polecenia dalej 3x większego dropa, przedzielone gładziutkimi sekcjami bez atrakcji. Zwłaszcza jak się wjeżdża na to z nastawieniem na czerwoną, przy mokrej skale, z bagażem i on-sight, to też następuje szybka weryfikacja porównania wrażenia ze zdjęć, z wrażeniem przy widoku znad krawędzi 😉 Jak zdryfuję na Czarną (może po drodze na Jeseniki przy okazji robienia czegoś a'la rowerowa wersja GSS?) to nie omieszkam się pochwalić wrażeniami z Dzika i Gargamela.
  18. Sprawdź sobie konkretne konfiguracje choćby tu: https://mike-sherman.github.io/shift/ Spora część standardowych konfiguracji 2x10 oferuje niemal identyczny zestaw przełożeń jak 1x12 z dużą kasetą. Różnica jedynie w złożoności, tolerancji i żywotności. 1x11 o rozpiętości w okolicach 500% będzie miał bardzo odczuwalne dziury, 1x12 tak naprawdę dopiero między 2 ostatnimi zębatkami (przyjmij jako regułę kciuka, że chcesz unikać przeskoków >15% między kolejnymi biegami, 20% to jest bezdyskusyjnie odczuwalna dziura, gdzie każdy kogo znam stwierdza, że na jednym biegu za miękko, na drugim za twardo). Bardziej bym się martwił pyłem, który na pewno musi tam wchodzić. Zwłaszcza jak nie chcesz jeździć z worem z przodu, to w miarę możliwości bym tego unikał.
  19. @Veriv kontynuując rozmowę w wątku trochę bardziej pasującym, urywki Glacensisa znam, wiem że ma swoje rewelacyjne momenty (jak choćby końcówka Pod Śnieżnikiem, z której potem się wygodnie wraca na parking przez Żmijową i Milky, czy zjazd z Łaszczowej), jak i te, gdzie lepiej by go nie było (Wilcza Pętla, wyższa półówka pętli Ostoja). Z tego co widzę w sieci, to na miejscu Dzik jest czarny. Jak czarna wycena wynika z nastromienia, naturalnej ścieżki, to spokojnie na swoim HT oblecę, najwyżej wolniej. Gorzej kiedy trafiają się sztuczne feature'y, albo większe skałki. Jak miesiąc temu wpadłem na Olbrzymy i pod Smrka, to "czerwona" (wg. Trailforksa, bo lokalne oznaczenia kolorów + na oficjalnej mapie to chyba losowe były) góra Rokitnika była przynajmniej mocno zaskakująca, kiedy w deszczu i z plecakiem spakowanym na 5 dni zameldowałem się na miejscu 😉
  20. Jak zdryfuję w okolicę ze swoim HT, to muszę się Dzikiem / Gargamelem zainteresować. Dopóki nie trzeba latać gapów (i lądować nie obok roweru), to gruz i stromizny to czysta przyjemność.
  21. Na mazowieckie warunki spokojnie Mezcalowi z przodu bym dał szansę w zestawie z Peyotte. W wersji trail była to dość pancerna opona. Kształt bieżnika powoduje, że kompletnie nie nadaje się na lepkie błoto. Ją trzeba kijem czyścić co kilka kroków jak się w coś takiego wjedzie. Barzo, choć fajnie w rowerze konkretnie górskim się sprawdzało jako napędówka, bardzo źle wspominam jako przednią oponę. Każdy mokry zakręt na twardej nawierzchni to była ruletka, kiedy nagle zerwie przyczepność i wylecę. Z Agarro na przedzie nie zdarzyło się to ani razu, a po również dużo cięższych trasach jeździłem na niej.
  22. @Veriv Ale nie na hardtailu ze 120ką? 😉
  23. Spróbuj ponegocjować, to może do 4500 zejdą (co kilka miesięcy się pojawiają takie okazje), albo chociaż dorzucą w gratisie akcesoria 😉 Ja jestem zadowolony, ale ja dorzuciłem go do MTB, a nie do szosy. Średnie mam poniżej 30km/h na dłuższych trasach, nie oczekuję odczucia dynamiki rodem z szosy i zawsze gdzieś się wpakuję w teren, gdzie MTB jednak by się przydał. Oczywiście uzyskiwanie dożywotniej gwarancji na ramę to żart, bo musisz najpierw na chwilę dać komplet zgód marketingowych (jak po odebraniu przedłużenia wszystko wycofasz, to nie ma problemu), potem po miesiącu i po roku odstawić rower na przegląd do autoryzowanego serwisu (drugi jest płatny). Ja pierwszy robiłem w sklepie, w którym kupowałem, ale był na liście autoryzowanych punktów - i tam była rewelka. Niestety przenieśli się z działalnością 100% w sieć i drugi musiałem robić faktycznie u Krossa i tu już było średnio. Nawet za bardzo narzędzi nie mieli (naprawdę, dla firmy to taki wydatek, by kupić przymiar dedykowany do 12s zamiast kazać chłopakom prosto z technikum sprawdzać rowery AliExpressowym przymiarem do 8s'a?).
  24. Spokojnie. Jeśli nie będziesz tylko szarżował w zakrętach z sypką nawierzchnią, to niemal slicki spokojnie sobie poradzą. Dopiero gdy robi się mokro, to szybko zaczyna być potrzeba czegoś więcej. Rzuć okiem na takie Vittoria Peyote / Mezcal, Continental Dubnital, Schwalbe Thunder Burt itp.
  25. Mam połysk, zdecydowanie nie jest słaby (frameset 2024 składany z osprzętem na 2025). To z prawie każdym matem są takie problemy, więc nie zdziwi mnie jak i w Krossie też. Żadnych problemów ze skręcaniem kierownicy czy przerzucaniem biegów mimo prowadzenia linek.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...