Skocz do zawartości

Szwedacz

Użytkownicy
  • Postów

    598
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Profile Information

  • Pożeracz przerzutek, niszczyciel haków

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

Osiągnięcia Szwedacz

Stały bywalec

Stały bywalec (3/4)

  1. Powiedziałem stopień, bo mam na myśli stopień. Bez różnicy jaki dokładnie. Nie zawsze jeździmy po bikeparkach czy innych ścieżkach z zakazem ruchu pieszego, nie zawsze warun czy widoczność pozwala na zasuwanie w dół z dużą prędkością. Stopnie niższe niż koło spokojnie można zjechać nawet i z niemal zerową prędkością.
  2. Ale nie mówimy tutaj o lataniu go, tylko o naprawdę powolnym stoczeniu się. Jak zjeżdżasz z progu skalnego czy z uskoku za korzeniem, to nie walisz na dole z całym impetem, jak przy dropie, kiedy zjeżdżasz z konkretniejszą prędkością. @byke Canyon to marka wysyłkowa ze sprzedażą D2C, sprawdzić najwyżej używki możesz. Nie wiem czy mają jakichś resellerów w Polsce (np. Rosem mocno handluje przez OLX jakaś firma z Podhala). Egzotyczna kombinacja z tą kasetą 🙂 Miło widzieć, że przestali pakować w te rowery najtańsze Rapid Roby, to była tragedia - opona zarówno nie trzymała się niczego, jak i toczyła się dość ciężko. Smart Sama dobrze wspominam z epoki jazdy na bodaj 26"x1.95", choć poza nazwą i może wzorem bieżnika to na pewno nie ma nic wspólnego. Zatem pewnie szybko zachce ci się zmienić opony i potencjalnie przejść na mleko, ewentualnie dętki TPU (zależnie od tego na ile będziesz chciał go katować w terenie, a na ile ma być to bezobsługowy cross na sterydach). Zdecydowanie polecam zainteresować się tematem droppera, na tyle na ile długość rury podsiodłowej pozwoli (a w Stormach nie jest krótka). Hamulce po dotarciu powinny spokojnie być wystarczające na tamte tereny. W terenie, na zjazdach i tak lecisz na stojąco. To jest kwestia podjazdów i dłuższych, płaskich odcinków. Wiadomo, że na stromych podjazdach wszystko zależy od położenia wypadkowego środka ciężkości względem osi ewentualnego obrotu z tyłu. To, że on ma bardziej kwadratową geometrię, nie znaczy od razu, że będziesz na nim wyprostowany jak na mieszczuchu jeździł, po prostu mniej pochylony. Tu masz odtworzoną tabelę geometrii dla Storma na podstawie pomiarów użytkowników drugiego forum rowerowego (cały wątek o Indianie Storm ) Zakładam, że przy rebrandingu zmieniło się malowanie, osprzęt ale rama jest dalej ta sama. Główka jest stroma, w sagu jeszcze bardziej, to będzie na stromszych zjazdach odczuwalnie ograniczać.
  3. Powoli staczając się z ~półmetrowego stopnia potrafiłem dobić 100mm Recona o goleni 32mm, ważąc w ciuchach nieco poniżej 90kg. Nawet jeśli w komorę nabiłem maksymalne dopuszczalne ciśnienie. Z Judym będzie tylko gorzej. Recon Gold / Reba spokojnie powinny na polne nierówności i korzenie w lasach wystarczyć jak nie będziesz szalał (słyszałem że sporo hopek tam na trójmiejskim Footworksie macie). Do kręcenia po lasach i wydmach taki Storm bardzo fajnie się sprawdzał z napędem 2x11, choć po sezonie czy dwóch wymieniłem na bardziej agresywnego hardtaila z racji górskich ciągot i chęci możliwości przykręcenia okazjonalnie bagażnika. Tylko trzymać go z dala od serwisu Media Expert, bo takiej fuszerki jaką ich centralny serwis rowerowy wykonuje to nie widziałem.
  4. Wcześniej był w Ultimate'ach. U siebie mam Select czy tam Select+ z uproszczoną (bez podziału na HSC/LSC) i jakoś to działa. Może za mało wybredny jestem?
  5. Rama, koła. Jak już się na ramę nakleiło: to trzeba jakoś rower wzmocnić, żeby klienci nie reklamowali, że rower półmetrowych dropów na płaskie nie wytrzymuje 😉
  6. Na korzyść Rockshoxa dorzucę jeszcze TrailHead'a. Prosty, interaktywny formularz zamieniony w onlineową appkę, która wylicza wstępną konfigurację zawieszenia pod użytkownika.
  7. O Świeradowie i Glacensisie trochę się przewijało w osobnym wątku na ten temat. Nie wiem czy Veriv podzieli moje zdanie, ale uważam że Świeradów spokojnie i na XC HT (z dropperem) oblecisz. To generalnie maszynowo utwardzone, gładkie ścieżki - pod koniec kwietnia, na świeżo po remontach, były wręcz idealnie dopieszczone, teraz może być trochę breaking bumpsów w zakrętach. Kamieni czy korzeni jest na tyle mało, że są punktowymi atrakcjami najwyżej na tych trudniejszych (jak na Świeradów/Smrk) ścieżkach. Nastawiaj się na to, że będzie sporo podjeżdżania. Brałem tam ludzi na rowerach pokroju Grand Canyonów na ich pierwsze wyjazdy w góry i narzekali najwyżej na kondycję 😉Dzikie single na Sępiej Górze po przeciwnej stronie Świeradowa doczekały się legalizacji i oficjalnego otwarcia, ale tam nie zdryfowałem jeszcze. Według Trailforksa to raczej lekkie enduro po naturalnych ścieżkach, więc raczej klimaty ze zdjęć, jakich chcesz unikać.
  8. Pamiętam o tym z poprzednich dyskusji. Po prostu w przydługiej pierwszej części odniosłem się do idei uniwersalnego, górskiego turystyka. Z mojego (i nie tylko) punktu widzenia, uniwersalny znaczy o możliwie szerokim zastosowaniu. Stąd też myśl przewodnia, że ta progresywna geometria i dodatkowy skok widelca nie przeszkadzają prawie wcale i takie monstra pozwalają na naprawdę dużo, od rekreacyjnych tras gravelowych po enduro, od wypadów z kwatery bez bagażu, po jakieś hardcorowe odmiany sakwiarstwa/bikepackingu itd. To jest kompletna odwrotność twojej opinii o tym, że cokolwiek więcej niż XC, to głównie do zjadów. Dopiero pod koniec odniosłem się do clue odnośnie różnych kryteriów i poszukiwania czegoś bliskiego ideałowi pod konkretne wymagania 😉 Wręcz niepotrzebnie by przeszkadzała i stwarzała ryzyko zahaczenia o nią przy ewentualnym przelocie. Przywołałem ją tylko w kontekście fulli downcountry dostosowywanych pod najbardziej zwariowane zawody ultra, bo chyba ciężko o rowery oraz formułę wymagającą większej uniwersalności. Dzięki za polecajkę - cenowo widzę, że z TranzXami i pokrewnymi konkuruje. Może w końcu zmobilizuję się i do gravela dorzucę coś takiego. Kumpel ma całkowitą rację. Jest to straszna rąbanka, w dodatku na umiarkowanie nachylonych stokach. Nawet przy balonie 2.6" na niskim ciśnieniu kilka rundek przekonuje, żeby przenieść się na Bukowiecką Górę i inne dzikusy. Ta płaskawa niebieska trasa to właśnie dobry przykład tego, że paradoksalnie hardtailem najciężej jeździć kamieniste trasy, które są płaskie, bo nie idzie pedałować dłuższy czas. Zdecydowanie to jest miejsce, które nie należy do tych, w których byś chciał bez tylnego zawiasu jeździć.
  9. Podstawowe pytania to - dla kogo? Do jakiego typu turystyki rowerowej? To od tego zależą odpowiedzi na wszystko dalej. Jak definiujesz trail? Co producent, to inna definicja tych rowerów. Moim zdaniem, to właśnie szeroko rozumiany all mountain hardtrail (140+-10mm skoku, długi dropper, szeroki rozstaw osi, wypłaszczona główka i prześwit na opony 29"x2.6") jest najbardziej uniwersalnym rozwiązaniem, którego ograniczenia głównie będą wynikać z wyboru opon. Jak z tyłu nie ma zawieszenia, to cała amortyzacja idzie z opony, więc naturalnie większa zaczyna być pożądana. Oczywiście, kąt rury podsiodłowej jest bardzo ważny przy dłuższej jeździe i tu królował Trek Roscoe do 3. generacji włącznie, który chyba 72.5 stopnia konserwatywniej trzymał. W innych rowerach pojawia się pytanie na ile efektywny kąt możemy zredukować przesuwając siodełko - w swoim turystycznym Rose Bonero mam praktycznie do znacznika przesunięte, aby było wygodnie przy dłuższych jazdach. Znacząco znaczy ile? Katalogowo, na dętkach Bonero 2 model 2024 miała podawane 13.2kg w rozmiarze M, 13.3kg L (2022-2023). Ta waga powinna iść w parze z pancernością. Te rowery muszą wytrzymać dużo więcej, niż skrajnie lajtowane XC. Tym bardziej, kiedy nie mówimy o lataniu ze spakowanym rowerem, te setki gramów nikną na tle tego, że zaraz się okazuje, że spokojnie wszystkie akcesoria na rowerze (puste torby, lampki, odblaski, błotniki, jakieś rogi, nawigacja itd) potrafią ze 3kg dołożyć. Dorzucimy kolejne 1-2kg w postaci butelek lub bidonów. Wyjedziemy na szlak poza suszą, to dojdzie zaraz z 1.5kg błota na rowerze. Jeździ się po prostu inaczej. Poza agrafkami w stylu alpejskim, gdzie i tak trzeba się podeprzeć nogą albo szpanować nose pivotami (nie, ja jestem team noga na ziemi), to nigdy mi to nie przeszkadzało. Zależy od warunków. Czasami łatwiej zjechać niż znosić (ewentualnie zostaje zjazd na tyłku). Tu właśnie progresywna geometria pokazuje swoje zalety. Nie miałem jeszcze okazji próbować w miarę suchą porą zawędrować na wschodnie stoki Koziego Żebra, nie wspominając o ściance na zachodnim stoku Lackowej. Na różnych szlakach stoki nieco 50% przekraczające jednak się trafiały - dopóki opony wyrabiają, nie ma absolutnie porównania między zjazdem na kwadratowym XCku, a czymś mocno progresywnym. A przydaje się jeszcze zapas, żeby nie robić salta gdy na zjeździe trafimy na grubszą gałąź w runie czy kretowisko w trawie. Kończąc wątek hardtaili, zakładając że mowa o wyborze nowego roweru, a nie używaniu tego, co się już ma - jedyny powód jaki widzę, by do takich włóczęg i szeroko pojętej turystyki i rekreacji (z uwzględnieniem gór) obstawać przy skrajnie lajtowanym, bardziej kwadratowym XC o skoku 100mm, to najlżejsze osoby. Jak ktoś waży te 50-60kg, to będzie o wiele mniej obciążać rower na wszelkich rąbankach, niż osoba ważąca 90kg. Zdecydowanie odczuje różnicę między rowerem ważącym 20%, a 30% swojej masy. Dla reszty to wciąż może być ciekawa alternatywa dla gravela. Z pewnym zaciekawieniem obserwuję jak coraz bardziej te 2 odmiany rowerów się mieszają i może w końcu dojdziemy do rozsądnie wycenianych i bezproblemowo dostępnych monstercrossów? W większości przypadków osób, które nie są koneserami rąbanki, taki rower z pogranicza trail i XC jak nowe Grand Canyony czy Procaliber 8 sprawdzi się najlepiej, ewentualnie Craggery dla osób, które wiedzą że nie chcą nigdy po bagażnik sięgać. Mamy kąt rury podsiodłowej z gatunku wygodniejszych do jazd (a nie tylko podjazdów). Mamy coraz dłuższe droppery. Kąt główki wypłaszczony o tyle, żeby skompensować większy skok amortyzatora. Jednocześnie, przynajmniej dla mnie, nie czuć żeby pojawiały się dotkliwe wady, których w kwadratowych XC się nie odczuwało. No i hardtaile, na które dawniej wołali, że są hardcore - 140-150mm z przodu, dla tych co lubią na zjazdach bardziej poszaleć. Połączenie Pike 140mm i 65 stopni główki bardzo mi podpasowało. Do tego, projekt przewiduje większe tarcze. W hardtaila XC/trail jak 180mm z tyłu wpakujesz, to jest dobrze. Tutaj mam obie 203mm, a producent z przodu dopuszcza nawet 220mm. Są miejsca na pieszych szlakach, gdzie zdarza się korzystać z tego dobrodziejstwa w pełni i absolutnie bym nie chciał mniej skoku czy średnicy tarcz do takiej turystyki. Zdarzało się czasem i na krechę, przez las zjeżdżać między 2 szlakami, wtedy szczególnie doceniałem szerokie opony. Po dobraniu ułożenia wewnętrznych rogów i siodełka mogę tym jeździć również dłuższe trasy. Tak jak wcześniej zaznaczyłem, głównie opony ograniczają. Jak miałem zestaw opon z pogranicza XC i trail, to regularnie robiłem tym pętle 60-80km po Mazowieckich piachach i wydmach czy zdarzało się pojechać na weekendy trasy de facto gravelowe, jak choćby Orle Gniazda. Nie ma co cudów oczekiwać i wiadomo, że z oponami do enduro i ponad 10kg bagażu w plecaku na plecach, jak po spędzeniu 20km głównie na marszu z niesionym lub prowadzonym rowerem (z krótkimi przerwami na zjazdy) przyszło na autobus jechać kolejne 100km szosą, to przyjemnością to nie było 😉 Jednocześnie, gwarantuję, że absolutnie nie interesuje mnie oszczędność wagi na kołach czy amortyzatorze, jeśli szło by to w parze z mniejszą wytrzymałością, bo z bagażami te 100kg, a czasem i 110kg mogę przekraczać. Dobrze wyszło, że wspominasz o tym w kontekście Gór Świętokrzyskich. Z mojego doświadczenia, to gdzie hardtail nie domaga najprędzej, to nie są szalone stoki, a właśnie płaskie trawersy. W dół, grawitacja pomoże ci przebić się przez głazowiska. Na prawie płaskim, ze sztywnym tyłem nie pojedziesz. Zwłaszcza jak się okazuje, że ponad 3/4 zaplanowanej marszruty z takich się składa. Dobrze to obrazuje szybka wizyta na Jeleniowskich Ścieżkach tam. Na hardtailu o niebo łatwiej będzie zjechać którąś z czerwonych (ze dwie blisko trasy podjazdowej były bez dużych featureów i innych gapów, ot naturalne rąbanki w dół) gdzie masz wystarczające nachylenie by skupiać się jedynie na hamowaniu i wyborze linii, niż z sąsiedniego szczytu, niebieską - na której w części sekcji jest tak płasko, że musisz na stojąco przez te rockgardeny pedałować, bo nie ma mowy o przebijaniu się z rozpędu na tak długim odcinku. O fullach się nie wypowiem, bo nie mam dobrego porównania. Na pewno full zawsze będzie cięższy niż porównywalny hardtail. W bardziej górskich lub tenerowych ultra przewija się sporo zawodników na fullach ze skokiem 120/120, czasem nawet z lemondką. A co do geometrii, to nie zapominaj, że full w sagu będzie się wypłaszczał, kiedy hardtail tonie na dziób - stąd też w hardtailu należy zdecydowanie oczekiwać proporcjonalnie do skoku amortyzatora wypłaszczonej główki. A jakie masz wady zamocowania dłuższego mykmyka? Na wadze pewnie dużej różnicy nie będzie, bo zaraz się okaże, że to różnica głównie w doborze ogranicznika, a nie długości górnej części sztycy. Niewielki wzrost ryzyka usterki, bo rośnie ramię dźwigni z jaką działają siły na sztycę, przy uderzeniu o wysunięte do góry siodełko (udało mi się tak w e13 lekko zgiąć rurę na tyle, że dropper się klinował i wymagał wymiany rury). W takich sytuacjach jak piszesz, że się wpakowaliście na nieplanowanie trudną ścieżkę, to każdy cm mykmyka jest na wagę złota. Nawet na głupim Mazowszu to zawsze dodatkowe cm w dół, aby się niżej wyciągnąć na rowerze, kiedy pod zwalonym konarem przejeżdżasz. I tu mamy clue tego przydługiego posta 😉 Rower po prostu trzeba dobierać pod oczekiwania i rodzaj terenu. Zależnie od przyjętych kryteriów, inne rowery będą bliższe optymalnym. Po co szukać terenowego czołgu, który wszędzie przejedzie, jeśli zaraz się okaże, że wystarczy SUV na lekki teren i oraz leśny drogi? Dorzućmy do tego indywidualne preferencje - jak choćby to na ile rower skręca przez obrót kierownicy, a na ile przechylanie. No robi się nam bardzo wielowymiarowy problem optymalizacyjny. Pożyczać, sprawdzać empirycznie i kombinować dalej.
  10. Spokojnie Jacku, to akurat jest pieszy. Dorzuciłem, bo kouczan wspominał o jeździe nowym rowerem po Fatrach. Choć w Beskidach chętnie bym zobaczył w tym stylu szlaki rowerowe wyznaczone, bo tylko nimi wolno legalnie po parkach jeździć, a na przeważającej większości, jak nie prawie wszystkich szlakach rowerowych w Polsce, MTB to overkill. Przy okazji, jak jezioro, to raczej po prostu Hańcza 😉 Lata tam mnie nie było, ale chyba tam tylko pieszy był, a nie rowerowy.
  11. Na Słowacji szlaki rowerowe są ciut ciekawsze niż u nas, bo u nas to spokojnie wiesz, że gravelem czy autem przejedziesz jak masz wyznakowany szlak 😉 Mnie bardziej ciągnie na piesze szlaki, niż leśne drogi, stąd pewien bias. W przypadku Małej Fatry, to znakowane jako szlaki (w rzeczywistości, bo na mapach bazujących na OSM masz trochę dzikusów pod typowy downhill zaznaczonych jako 2-kierunkowe szlaki!) powinny być faktycznie leśnymi drogami - głównie przez przełęcze, w poprzek grzbietu. Fragment od Krizavy, po Horną Lukę to fajne beskidzkie hale, gdzie nawet jak jest to węższa ścieżka, to będzie to całkiem przyjemna jazda, potem w stronę Hnylickiej Kycery robi się z tego przyjemna leśna ścieżka, ale 2 lata temu było świeżo zawalone masą wiatrołomów - nie wiem na ile oni sprzątają je na szlakach. W północnej części możesz sobie zrobić podjazd drogą do schroniska pod Chlebem i potem na piechotę się pokręcić po grzebiecie (ogólnie północna połowa Małej Fatry to takie świetne Karpaty w pigułce na 2 dni łażenia!). W Velkej masz Dedosovą Dolinę, na końcu której możesz przepchnąć rower pod Kralovą Studnę (rezerwat ścisły i park!) żółtym jakieś 2km / 450m w górę, a potem wskoczyć na rowerowy szlak - w dół droga, na Kriżną pod radary polna droga. Szlaków rowerowych nad Donovalami nie znam, ale wyglądają na niezłą sieć leśnych dróg. Północna część wokół Malino Brdo to mniejsza lub większa rąbanka. Najmniej rąbanki chyba uświadczysz robiąc pętlę Sidorovo - Malinne - Vtacnik - zjazd Cutkovską Doliną. Grzbiet do Skrekovicy dalj też jest OK, skąd masz zjazd drogą. U nas, rowerowe szlaki są dużo mniej terenowe. Poza kilkoma stokami w Gorcach, na szybko nie przychodzi mi do głowy żadna rąbanka na rowerych, raczej zdecydowanie pod sakwiarzy są wymalowane. No dobra - modernizacja górnego wyciągu na Skrzyczne i stoku narciarskiego kompletnie przecięła szlak rowerowy schodzący wzdłuż bikeparku - jak tam byłem chyba 3 lata temu, to była dosłownie w poprzek drogi usypana parumetrowa skarpa i nikt nie przerobił oznaczeń. Za to jest kupa świetnych tras takimi leśnymi drogami, które kompletnie nie są znakowane. Choćby droga z Korbielowa na Halę Miziową i drogi wokół Rysianki, przełęcz pod Radziejową - Przehyba czy cały grzbiet od Jaworzyny Krynickiej po Cyrla (z krótkim fragment rąbanki do przepchania na górę jeśli od Rytra podchodzisz). Im bardziej na wschód, tym więcej. Pod takie rowerowanie to faktycznie GC / Procaliber wydaje mi się najfajniejszym kierunkiem, ale i czymś bliższym typowemu XC jak te Jealousy czy Gate 50 spokojnie to opędzisz - byle rower pasował do twoich proporcji 🙂
  12. Jak jeździsz tylko przy dobrzej pogodzie, to nic nie stoi na przeszkodzie by wrzucić względnie szybkie opony ale wciąż szerokie. Zobacz, że nawet w XC 2.4" zaczyna być standardem. Dopiero opony, które umożliwiają jazdę w konkretnym błocku na stokach zaczynają być absolutnymi kotwicami (bynajmniej nie znaczy to, że są dupne). Nawet na takich da się jeździć większe dystanse, ale jak do ciebie dociera, że czeka cię 100km prawie płaskim asfaltem ze średnią <20km/h, to zdecydowanie to demotywuje 😉 Natomiast wciąż będę twardo się upierał, że nawet Procaliber / Grand Canyon to może być za mało, bo celujesz w konkretne rąbanki, gdzie tylne zawieszenie lub szerokie opony to podstawa. Velkej Fatry nikomu przedstawiać nie trzeba, to dla odmiany łap coś z Małej (tak wyglądają stoki Mincola i chyba podejście na Uplaz): Z przełęczy Javorina na południa oraz pomiędzy Hnylicką Kycerą i przełęczą pod nią czekają cię stoki o nachyleniu lokalnie przekraczającym 50%, a okolice Skalky to mix kamulców, trawy i błota. Ostra Skala - Klak bym z góry odpuścił, bo to noszenie roweru po skałkach, przez gęste krzaki. Dzikusami na Martinske Hole nie zjeżdżałem, ale patrząc po zdjęciach na trailforks, jest to enduro pełną gębą. Zdecydowanie stoi to w sprzeczności z "żadne single, żadne zapierdalanie po korzeniach z góry" - chyba że drogą serwisową do nadajników koło schroniska na Krizavie 🙂 W Świętokrzyskich i Beskidach trochę więcej różnorodności, ale rąbanek na szlakach również nie brak, zwłaszcza na zachód od Krynicy.
  13. Zobacz przecenionego Big Trail 600 w CR po 4.5k (nowszy rocznik ma lepszy osprzęt, a rama dostała mocowania do bagażnika ale chodzi za prawie 2-krotność ceny) - jeśli L'ka na ciebie pasuje oczywiście. W miarę zajeżdżania napędu, upgrade'uj z Cuesa na wyższe grupy. Bonero czy Laufey H10 w podobnej cenie od dawna nie uświadczysz, a w zachodnich Beskidach czy Świętokrzyskich, w hardtailu, chcesz jak najszerszą, zamleczoną oponę na te rąbanki. Cragger będzie najfajniejszy z tego co zalinkowałeś. Osprzęt w cenie jest świetny, ale ma większe ograniczenia na szerokość opon i maksymalny rozmiar tarcz (a przy tej wadze zdecydowanie bym 2x200 chciał mieć na pokładzie). EDIT: Merida ma podobne ograniczenia szerokości opon niestety - chwilowo wszystko co przyjmuje 2.6" i ma rozsądną cenę wymiecione z rynku.
  14. Na Podkarpaciu ruszyła przebudowa linii Krosno - Zagórz, więc za Krosno znowu się nie dostaniesz przez 2 lata. W dodatku samorząd się uparł, że skoro pociągi nie dojeżdżają do Sanoka / Zagórza, to nie odpalają połączeń do Łupkowa. Najwcześniej w wakacje za rok z rowerem wsiądziesz do pociągu. Z kolei do lokalnych busów nie masz szans się zabrać z 29erem. Zdarzało mi się kwadratowego Cube'a z kołami 26" (z wyjętym przednim kołem oczywiście) wrzucać do tych furgon-busów jak się gotówką zapłaciło specjalną opłatę przewozową i był pusty bagażnik, ale to na styk było. Zdecydowanie Małopolska i raczej też bym się nastawiał, że jak jedziesz z dalsza, to zostawiasz auto w okolicach dworca z dobrą siatką połączeń regio i dopiero ewentualnie dalej jedziesz lokalnymi regio. Do tego po covidzie i zmianach w regulaminach odnośnie przewozu rowerów, dorwać bilety rowerowe na pociągi w terminach wyjazdowych graniczy z cudem - bez tygodniowego wyprzedzenia nawet nie próbuj, a i tak może się skończyć że będziesz miał 1 wolne miejsce na cały dzień, na dany kierunek. W międzymiastowych normą jest, że wisi 1-2 rowery, a wszystkie bilety rowerowe wyprzedane i bez zapłacenia na wejściu mandatu (200zł?) nie dostaniesz biletu stojącego z dodatkowym biletem na rower. Kilkukrotnie odbijałem się od drzwi i kiblowałem po kilka godzin na stacjach, by ostatecznie się tłuc z przesiadkami kolejnymi regio albo dzwonić jak debil po znajomych, którzy mieszkali niedaleko i od dawna mi byli winni przysługę, żeby do granicy województwa mnie podrzucili, skąd kolejnym regio będę mógł wrócić. Co do samych obozów się nie wypowiem, nie biorę udziału w takich imprezach.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...