Skocz do zawartości

Szwedacz

Użytkownicy
  • Postów

    575
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Profile Information

  • Pożeracz przerzutek, niszczyciel haków

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

Osiągnięcia Szwedacz

Stały bywalec

Stały bywalec (3/4)

  1. Zazwyczaj mi się nie chce przepakowywać zestawu, żeby był mniejszy na krótsze i bardziej cywilizowane wypady, więc jeździ zazwyczaj zawsze to samo w staromodnej, małej torbie w trójkąt (23cm przekątna), większość zawinięta w jakąś chińską, zwijaną torbę na narzędzia, by się nie obijały i nie szlifowały nawzajem. Poza typowymi knotami/bekonami do tubelessa, mam kilka grubszych, knoty docinam nożyczkami do paznokci, które w apteczce jeżdżą. Do tego mała butelka (30? 50? ml) uszczelniacza, kilka klasycznych łatek + klej do gumy z zestawu z nimi i skrawek papieru ściernego, nitka dentystyczna i solidna, zakrzywiona igła. 2x TPU wraz z łatkami-naklejkami do nich i łyżki. TPU to mus z racji gabarytów po spakowaniu. Pompka i manometr, 2 naboje (choć zrezygnowanie z nich najbardziej kusi - kupa problemów przy lotach oraz sporo ważą). Multitool ciągle ewoluuje (na zdjęciu zdublowany, bo drugi pożyczałem znajomemu na cały wyjazd i powrót osobnymi lotami). Ostatecznie chyba zostanie chińska grzechotka na bity + imbus 6mm + adapter umożliwiający mocowanie do tego imbusa bitów z takiego zestawu (SwissTool robi podobne, ale wykorzystuje bity 5mm, a nie 1/4"). Do tego nakładka na imbusa do odkręcania korby Shimano i wypatroszony multitool za 1.5$, z którego zostały składane kombinerki o wadze 60-70g. ZZTO ma fajną, malutką praskę do łańcucha (16g), która wymaga dołożenia dźwigni z 2 kluczy. Do tego kilka ogniw łańcucha, zapasowe spinki, zapasowy hak, stara skarpetka i mały smar. Zapasowe klocki, przekładka do zacisków, do transportu roweru ze zdemontowanym kołem i mały zbiorniczek do polowego odpowietrzania hamulców z ~20ml płynu. Z przydasiów silvertape, którego nigdy mało, większa garść trytytek, parę rdzeni do Presty, adapter Schrader - Pretsa i kilka jednorazowych rękawiczek (nitryl / foliówki z piekarni lub stacji benzynowych). Przy grupowych wypadach nie ma sensu dublować większości tego, więc reszta bierze jedynie multitool, dętki i ewentualnie jakieś niestandardowe rzeczy pod swoje konkretne rowery. Niestandardowe części, narzędzia ze sobą niekoniecznie ze względu na naprawy wszystkiego w polu - często w wypożyczalniach potem się okazuje, że mogą nie mieć pasujących i bez tego co mamy ze sobą by nie pomogli. Zgodnie z prawem Murphyego zepsuje się oczywiście to, na co nie jesteśmy przygotowani 🙂 Ciężko na wypady turystyczne zabierać jeszcze zapasową korbę, pedały, koło i co tam jeszcze może się nam zamarzyć. W Europie zawsze jest blisko do cywilizacji, serwisu i myślę, że nawet w najbardziej odludnych częściach kontynentu, w przypadku dużej awarii to są 2, max 3 dni marszu z zepsutym rowerem. Waga multitooli / kluczy też nie jest taka oczywista do optymalizacji. Bit 1/4" waży około 5g/szt. Chiński klucz z grzechotką to 55g, a dodatkowa przedłużka do niego to 25g (żeby czasami sięgnąć do śrub w głębszych otworach). Imbusy / Torxy luzem z kolei szybko się robią coraz cięższe, np. dla zestawu Yato S2 3ka to 7g, 4ka czy T25 - 14g, 5ka - 25g, a 6ka i 8ka po 40g.
  2. 4ka to All Mountain, zgodnie z normą na 120cm i do 40km/h po nierównym terenie wymagającym umiejętności technicznych. Oczywiście firmy stosują dupochron (z resztą pewnie też narzucony przez normę) i po zamontowaniu błotników czy bagażnika rower się nam zamienia w ASTM 2 😉 Polecany przez Veriva Duroc powinien spokojnie wystarczyć. Ja swoje dość mocno katowałem (z bagażem blisko mi do limitu, a może i nawet te 120kg przekraczałem o kilka kilo) na pieszych szlakach, na lekko od święta jakiś bikepark zaliczały (ale latanie to nie moja domena) i mimo kilku wgniotek w obręczy, dopiero pod koniec drugiego sezonu mi ścięło pierwszą szprychę (przy samym nyplu, ze zmęczenia strzeliła na równej, asfaltowej drodze po zjeździe z górki na obrzeżach Kiruny). Tylko jeśli rower będzie nówka, to bym nie bawił się w wymiany w ciemno, na zapas (no chyba że faktycznie to będzie 40kg w sakwach) - tylko jeździł dopóki się coś nie stanie, a wtedy na gwarancji / rękojmi działał. Te kilka kilo na bagażniku nie robi wielkiej różnicy przy solidnych kilkudziesięciu kilogramach rowerzysty.
  3. Sklepy po drugiej stronie Odry nawet obiecują dostępność pod koniec tego tygodnia! Chyba trzeba będzie dać szansę.
  4. Jak na zawołanie. Teraz tylko czekać, aż pojawi się na stanach i czy cena nie zwali z nóg (w porównaniu z przerwanymi wyjazdami i tak pewnie taniej będzie) 🙂
  5. Niestety, takie jazdy są od nowości (czyli trzeci sezon) - choć po raz pierwszy tak katastrofalnie. Hak (UDH), przerzutka kilkukrotnie zmieniane, sprzęgło załączone. Sprawdzane oryginalne UDH, jak i full aluminiowe zamienniki. Niestety, bez różnicy czy robione własnym sumptem czy oddawane do lokalnego, renomowanego serwisu (pozwolę sobie nie robić im nieintencjonalnej antyreklamy). Zazwyczaj wygląda to tak, że po prostowaniu / wymianie haka czy wymianie przerzutki wszystko jest ok, póki napęd nie jest zbyt obciążany. Po pierwszych max kilku wycieczkach górskich zaczyna się przeskakiwanie (którego nie da się w pełni wyeliminować regulacją wszystkiego) między coraz większą liczbą zębatek (na początku tylko gdzieś pośrodku, np 3-4 albo 5-6), potem w miarę eksploatacji obejmuje to coraz większą część miękkich przełożeń. Jednocześnie, wtedy z jedynki potrafi przy obciążeniu na podjeździe zrzucić łańcuch za kasetę i sklinować w szprychach. Ewentualne wciąganie badyli przez przerzutkę, czy niewykluczone dodatkowe odkształcenia powstające przy forsowaniu krzaków na azymut jedynie przyspieszają ten proces. Ta przerzutka, która teraz wymiękła nie zdążyła się na takie atrakcje załapać. Dosłownie miała na koncie kilka zimowych jazd w śniegach, po przedpolu Warszawy, tydzień na górskich drogach i singlach w Izerach, a teraz postanowiła odmówić współpracy na widok warunków w Beskidach.
  6. Właśnie z tego co przejrzałem, to podmiana bębenka i pójście w 11s powinno nieco poprawić tolerancję i wytrzymałość. Alternatywy to albo zabawa w 9-45 i SG - tu krótsza przerzutka o te 2-3cm jest pewnym argumentem, zwłaszcza że ta zębatka 9T to prawie wcale nie będzie używana (lub ograniczenie zakresu i po prostu pójście w "klasyczny" 11s), ale na razie jedynie kasety XT robią (a to dość kosztowna opcja), albo to co polecają wszyscy napotykani po podgórskich sklepach czy na szlakach endurowcy, czyli AXS - tu z kolei najbardziej mnie zastanawia żywotność baterii (w tym tolerancja na lekkie przymrozki), no i na ile faktycznie to jest pancerne. Deore właśnie załatwiłem kolejne, nowa przerzutka wytrzymała u mnie niecałe 8 dni jazdy górskiej turystycznej (tydzień na obszarze od Piechowic, po Świeradów, więc też bez szaleństw i katowania). 0 uderzeń o kamienie, po prostu pod obciążeniami musi się giąć jak plastelina. Jak mocniej na podjeździe docisnąłem, to wciągnęło mi łańcuch między kasetę i szprychy, po czym wkręciło przerzutkę w zębatki i szprychy, przy okazji rozrywając wózek i wyjazd zakończyłem w ciągu pierwszych godzin. O tych luzach też słyszałem, pytanie na ile to luzują się śruby, które by można niebieskim threadlockerem potraktować, a na ile jakieś inne łączenia, gdzie nic się nie zrobi?
  7. Ja o korpus i wózek przerzutki pytałem, to z tym mam wieczne problemy 😉 Łańcuch Deore w MTB u mnie 1800km wytrzymywał, w gravelu wytrzymał nieco ponad 3k -- jak za 80zł, jestem content (choć w MTB teraz na próbę ten najmocniejszy KMC od eMTB). Podobnie z kasetą - Deore jest tanie (zdemontowane nówki i poniżej 200zł bez problemu da się dorwać) i full stalowe.
  8. A jak to w końcu ze stosowanymi w przerzutkach materiałami? Faktycznie XT ma solidniejszą konstrukcję niż Deore / SLX?
  9. Jak mówisz, że to zależy od ilości jazd, to ja bym nieśmiało strzelał, że to jednak syndrom pracy w bezruchu, siedzącej. Jakieś ćwiczenia na mięśnie głębokie i plecy powinny wtedy pomóc.
  10. Na AA, to i szosa z szerszym kapciem spokojnie wystarczy jeśli chodzi o komfort. Najwyżej przełożeń do nielicznych podjazdów braknie. Generalnie większość jest płaska jak stół, z bardzo dużym udziałem asfaltowej DDR oraz pewną ilością szutrów premium, ale też dokładnie nie powiem, bo jechałem fragmentami, a sporą część sąsiednimi trasami, inaczej. Z zapuszczaniem z kolei ostrożnie, bo jest u nich globalnie zakaz jazdy po bezdrożach. Wolno jedynie na explicite oznakowane trasy rowerowe wjechać, poza drogami publicznymi. Ot, uroki ustawy o lasach sprzed pół wieku, traktującej rower jak samochód 😉 Niby pracują nad zmianami, ale wciąż nic nie zmienili w przepisach. Ale to nie jest opcja na żadne wertepy. Może pancerny (i dużo cięższy) Tetrarack wytrzyma więcej, ale znajomy w niecałe 3 dni skasował takiego SKS'a i to na zwykłych, pieszych szlakach, bez konkretnej rąbanki. Jak nie ma mocowań pod klasyczny bagażnik, to otwieramy szeroko portfel i bawimy się w przedłużaną oś i bagażnik mocowany do osi (w EU chyba tylko Ortlieb ma w ofercie, reszta to import z USA). Geometrią bym sobie aż tak nie zawracał głowy - te nieco bardziej progresywne XCki jakie ostatnio weszły w katalogi swobodnie się nadają do uniwersalnej jazdy. Przy prędkościach osiąganych na HT, to i tak dominuje wpływ opon, ew. szerokość naszej pozycji, kiedy pojawi się wmordewind (ale tu możemy sobie pomóc wewnętrznymi rogami czy nawet lemondką). Jedyne co trzeba faktycznie sprawdzić, to kąt rury podsiodłowej oraz możliwość cofnięca siodełka (żeby efektywnie zredukować ten kąt). Roscoe 3. generacji miał fajną ramę do takich kombinacji, bo był projektowany pod amor aż 140mm, więc tam chyba koło 65 stopni było z przodu, a podsiodłowa wciąż ~72 stopnie (a nie np. 75) -- ale nie miał punktów montażowych pod bagażniki. W stronę bardziej progresywnej geo, zostają wyższe Grand Canyony i Procaliber 8. Dla konserwatystów - szukać niedobitków Cannondale Trail SL 1. Cube ze swoimi hybrydami crossa i MTB zatrzymał się w przeszłości i większość, mimo względnie dużej ceny, wciąż szła na starych ramach z QRką z tyłu, niczym w Rose Countach. A co do sakw i pakowania, to wszystko jak zawsze zależy. Ile kto maneli targa ze sobą, jaką trasą jedzie. Sakwy są w zasadzie jedyną opcją kiedy ktoś potrzebuje 60+ L na spakowanie wszystkiego na rower. Sakwy wygodnie i szybko się pakuje, szuka w nich rzeczy czy ściąga z roweru. Równie łatwo odpadają na jakichkolwiek wertepach, co najczęściej oznacza przerywanie zjazdu i butowanie po sakwę. Taka pakowana objętość zazwyczaj też idzie w parze z dużą wagą bagaży, którą trzeba na górę wciągnąć, nie wspominając o saltach w tył na podjazdach, jeśli nie jeździmy z 4 sakwami i lowriderem. Podsiodłówka z kolei musi być na lekko spakowana, żeby się nie bujała oraz nie jest kompatybilna z dropperem. Znacznie stabilniejszy (i nie raz tańszy) będzie zwykły worek 15-20L położony wzdłuż lekkiego bagażnika. Wór na kierownicy też się świetnie sprawdza, w szczególności w MTB o szerokiej kierownicy. W tych 2 torbach potem mamy większość dostępnej objętości, reszta to upychanie drobiazgów (no może duże XC i crossy o kwadratowej geometrii te 8L w porywach do 10L w ramę wcisną, ale tracimy miejsce na wodę).
  11. Jak poszukasz promocji lub potargujesz się w sklepie przy zakupie osobiście, Eskera powinieneś bez problemu za 4500 znaleźć. Po miesiącu oraz roku musisz zrobić w nim przegląd w autoryzowanym serwisie (pierwszy gratis, drugi płatny). Tylko Romet nie ma linek przez stery, za to ma najmniejszy zakres napędu, no i już nim jeździłeś. Unibike jako jedyny ma fabrycznie 2x -- jak masz w mieście trochę górek, to 1x będzie OK, ale jak to płaskopolska, to będziesz wiecznie piłował ze 3 zębatki na krzyż (a więc szybciej będą wymagać wymiany), a reszta kasety będzie prawie nietknięta. W Eskerze dostajesz adapter pod przednią przerzutkę w zestawie, ale dokładanie jej i tak się wiąże ze zmianą klamkomanetki. Rzuć okiem na maksymalne rozmiary opon jakie wchodzą w ramy, ewentualnie bierz po prostu to, co wizualnie pasuje 😉
  12. Jak jednak bez amortyzacji, to Decathlonowy Riverside 520 będzie bez konkurencji, zwłaszcza jak przeceniają go < 2500 co chwila.
  13. Odradzałbym pakowanie się w Rondo na razie, o ile nie planujesz w razie czego grubszej przebudowy własnym sumptem. Po upadku, jest problem z markami 7anna. W tych gravelach masz ich nietypowy widelec, wokół którego zbudowali całą markę. Niestandardowa oś i flipchipy są nie do dostania jeśli coś uszkodzisz, bo magazyny są zamknięte i zabezpieczone na poczet postępowania upadłościowego. Ludzie niestandardowe haki do MTB z marek tej grupy już zza granicy muszą ściągać. Dorzuć do tego brak gwaranta do obsługi kół, które bardzo często się ludziom gięły lub łamały.
  14. Z moich doświadczeń, to właśnie kontrola jakości jest pierwszym i największym źródłem oszczędności u nich. Niemal zawsze to jest ruletka jaki egzemplarz się trafi. Jeden będzie do śmieci, prosto z pudełka. Inny latami będzie równie dobry, co markowe odpowiedniki.
  15. Jedni wspinają się i zjeżdżają różnymi sprzętami z 8-tysięczników bez tlenu, inni kolekcjonują FKT (przez co biegną potem przez góry ze zwiniętym pontonem na plecach), a jeszcze inni startują w wielodniowych rajdach kolarskich o złote kalesony. Nie da się rekordu poprawiać w nieskończoność, więc prędzej czy później wjeżdżają tematy dopingu czy nieuczciwego wsparcia, wbrew zdefiniowanym ramom (najczęściej na bazie tych z FKT). Nie pierwsza, nie ostatnia kontrowersja wokół takich imprez, ale cały amatorski sport jest takimi usiany. Jest niska, wręcz znikoma bariera wejścia, to każdy może sobie zorganizować najdziwniejsze ultra, a odpowiedzialność w pełni na uczestników spychać, którzy jeszcze za taką przyjemność słono zapłacą. Na równoległym forum rowerowym swego czasu bardzo pękaty wątek wyrósł wokół całego smrodu jak i w jakich okolicznościach Transcarpathia zamieniła się w Carpatia Divide. Skoro i tak obowiązkowe są loggery GPS, to nie widzę powodu, dla którego by się nie dało wymusić np. 8h przerwy (czy krótkie pauzy, czy na sen) na każde 16h trasy. Jak ktoś przyjedzie wcześniej, to i tak proporcjonalnie doliczy się karny czas za obowiązkowe przerwy - co naturalnie nagrodzi pilnowanie odpoczynku, bo efektywność jazdy wzrośnie (względem jazdy bez odpoczynku). Inne podejście stosują niektórzy organizatorzy, którzy po prostu określają minimalny czas, po którym wolno ruszyć z checkpointów, bodaj na tym wyścigu gdzie lecą wzdłuż Europy w osi południe - północ.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...