Szwedacz
Użytkownicy-
Postów
587 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Szwedacz
-
Na Słowacji szlaki rowerowe są ciut ciekawsze niż u nas, bo u nas to spokojnie wiesz, że gravelem czy autem przejedziesz jak masz wyznakowany szlak 😉 Mnie bardziej ciągnie na piesze szlaki, niż leśne drogi, stąd pewien bias. W przypadku Małej Fatry, to znakowane jako szlaki (w rzeczywistości, bo na mapach bazujących na OSM masz trochę dzikusów pod typowy downhill zaznaczonych jako 2-kierunkowe szlaki!) powinny być faktycznie leśnymi drogami - głównie przez przełęcze, w poprzek grzbietu. Fragment od Krizavy, po Horną Lukę to fajne beskidzkie hale, gdzie nawet jak jest to węższa ścieżka, to będzie to całkiem przyjemna jazda, potem w stronę Hnylickiej Kycery robi się z tego przyjemna leśna ścieżka, ale 2 lata temu było świeżo zawalone masą wiatrołomów - nie wiem na ile oni sprzątają je na szlakach. W północnej części możesz sobie zrobić podjazd drogą do schroniska pod Chlebem i potem na piechotę się pokręcić po grzebiecie (ogólnie północna połowa Małej Fatry to takie świetne Karpaty w pigułce na 2 dni łażenia!). W Velkej masz Dedosovą Dolinę, na końcu której możesz przepchnąć rower pod Kralovą Studnę (rezerwat ścisły i park!) żółtym jakieś 2km / 450m w górę, a potem wskoczyć na rowerowy szlak - w dół droga, na Kriżną pod radary polna droga. Szlaków rowerowych nad Donovalami nie znam, ale wyglądają na niezłą sieć leśnych dróg. Północna część wokół Malino Brdo to mniejsza lub większa rąbanka. Najmniej rąbanki chyba uświadczysz robiąc pętlę Sidorovo - Malinne - Vtacnik - zjazd Cutkovską Doliną. Grzbiet do Skrekovicy dalj też jest OK, skąd masz zjazd drogą. U nas, rowerowe szlaki są dużo mniej terenowe. Poza kilkoma stokami w Gorcach, na szybko nie przychodzi mi do głowy żadna rąbanka na rowerych, raczej zdecydowanie pod sakwiarzy są wymalowane. No dobra - modernizacja górnego wyciągu na Skrzyczne i stoku narciarskiego kompletnie przecięła szlak rowerowy schodzący wzdłuż bikeparku - jak tam byłem chyba 3 lata temu, to była dosłownie w poprzek drogi usypana parumetrowa skarpa i nikt nie przerobił oznaczeń. Za to jest kupa świetnych tras takimi leśnymi drogami, które kompletnie nie są znakowane. Choćby droga z Korbielowa na Halę Miziową i drogi wokół Rysianki, przełęcz pod Radziejową - Przehyba czy cały grzbiet od Jaworzyny Krynickiej po Cyrla (z krótkim fragment rąbanki do przepchania na górę jeśli od Rytra podchodzisz). Im bardziej na wschód, tym więcej. Pod takie rowerowanie to faktycznie GC / Procaliber wydaje mi się najfajniejszym kierunkiem, ale i czymś bliższym typowemu XC jak te Jealousy czy Gate 50 spokojnie to opędzisz - byle rower pasował do twoich proporcji 🙂
-
Jak jeździsz tylko przy dobrzej pogodzie, to nic nie stoi na przeszkodzie by wrzucić względnie szybkie opony ale wciąż szerokie. Zobacz, że nawet w XC 2.4" zaczyna być standardem. Dopiero opony, które umożliwiają jazdę w konkretnym błocku na stokach zaczynają być absolutnymi kotwicami (bynajmniej nie znaczy to, że są dupne). Nawet na takich da się jeździć większe dystanse, ale jak do ciebie dociera, że czeka cię 100km prawie płaskim asfaltem ze średnią <20km/h, to zdecydowanie to demotywuje 😉 Natomiast wciąż będę twardo się upierał, że nawet Procaliber / Grand Canyon to może być za mało, bo celujesz w konkretne rąbanki, gdzie tylne zawieszenie lub szerokie opony to podstawa. Velkej Fatry nikomu przedstawiać nie trzeba, to dla odmiany łap coś z Małej (tak wyglądają stoki Mincola i chyba podejście na Uplaz): Z przełęczy Javorina na południa oraz pomiędzy Hnylicką Kycerą i przełęczą pod nią czekają cię stoki o nachyleniu lokalnie przekraczającym 50%, a okolice Skalky to mix kamulców, trawy i błota. Ostra Skala - Klak bym z góry odpuścił, bo to noszenie roweru po skałkach, przez gęste krzaki. Dzikusami na Martinske Hole nie zjeżdżałem, ale patrząc po zdjęciach na trailforks, jest to enduro pełną gębą. Zdecydowanie stoi to w sprzeczności z "żadne single, żadne zapierdalanie po korzeniach z góry" - chyba że drogą serwisową do nadajników koło schroniska na Krizavie 🙂 W Świętokrzyskich i Beskidach trochę więcej różnorodności, ale rąbanek na szlakach również nie brak, zwłaszcza na zachód od Krynicy.
-
Zobacz przecenionego Big Trail 600 w CR po 4.5k (nowszy rocznik ma lepszy osprzęt, a rama dostała mocowania do bagażnika ale chodzi za prawie 2-krotność ceny) - jeśli L'ka na ciebie pasuje oczywiście. W miarę zajeżdżania napędu, upgrade'uj z Cuesa na wyższe grupy. Bonero czy Laufey H10 w podobnej cenie od dawna nie uświadczysz, a w zachodnich Beskidach czy Świętokrzyskich, w hardtailu, chcesz jak najszerszą, zamleczoną oponę na te rąbanki. Cragger będzie najfajniejszy z tego co zalinkowałeś. Osprzęt w cenie jest świetny, ale ma większe ograniczenia na szerokość opon i maksymalny rozmiar tarcz (a przy tej wadze zdecydowanie bym 2x200 chciał mieć na pokładzie). EDIT: Merida ma podobne ograniczenia szerokości opon niestety - chwilowo wszystko co przyjmuje 2.6" i ma rozsądną cenę wymiecione z rynku.
-
Na Podkarpaciu ruszyła przebudowa linii Krosno - Zagórz, więc za Krosno znowu się nie dostaniesz przez 2 lata. W dodatku samorząd się uparł, że skoro pociągi nie dojeżdżają do Sanoka / Zagórza, to nie odpalają połączeń do Łupkowa. Najwcześniej w wakacje za rok z rowerem wsiądziesz do pociągu. Z kolei do lokalnych busów nie masz szans się zabrać z 29erem. Zdarzało mi się kwadratowego Cube'a z kołami 26" (z wyjętym przednim kołem oczywiście) wrzucać do tych furgon-busów jak się gotówką zapłaciło specjalną opłatę przewozową i był pusty bagażnik, ale to na styk było. Zdecydowanie Małopolska i raczej też bym się nastawiał, że jak jedziesz z dalsza, to zostawiasz auto w okolicach dworca z dobrą siatką połączeń regio i dopiero ewentualnie dalej jedziesz lokalnymi regio. Do tego po covidzie i zmianach w regulaminach odnośnie przewozu rowerów, dorwać bilety rowerowe na pociągi w terminach wyjazdowych graniczy z cudem - bez tygodniowego wyprzedzenia nawet nie próbuj, a i tak może się skończyć że będziesz miał 1 wolne miejsce na cały dzień, na dany kierunek. W międzymiastowych normą jest, że wisi 1-2 rowery, a wszystkie bilety rowerowe wyprzedane i bez zapłacenia na wejściu mandatu (200zł?) nie dostaniesz biletu stojącego z dodatkowym biletem na rower. Kilkukrotnie odbijałem się od drzwi i kiblowałem po kilka godzin na stacjach, by ostatecznie się tłuc z przesiadkami kolejnymi regio albo dzwonić jak debil po znajomych, którzy mieszkali niedaleko i od dawna mi byli winni przysługę, żeby do granicy województwa mnie podrzucili, skąd kolejnym regio będę mógł wrócić. Co do samych obozów się nie wypowiem, nie biorę udziału w takich imprezach.
-
Jasne, po prostu ostrzegałem, że w tym sezonie robią gruntowną modernizację - więc przed wyjazdami warto sprawdzać gdzie, co kursuje, bo w zastępcze busy roweru się nie weźmie.
-
Faktycznie, na wakacje przywrócili kursowanie: https://karkonoszego.pl/artykul/pociagi-wracaja-do-n1826938 Nic nie mylę, zdjęć chyba żadnych nie robiłem, ale rozbierali torowisko do zera pod Szklarską, by układać nowe.
-
W warunkach Kampinosu, MPK, pojezierzy na północnym wschodzie powinna być rewelka. Główny problem z Mezcalem jest taki, że ten wzór bieżnika to magnes na lepkie błoto i za chiny, bez pomocy patyka, się nie czyści. W połączeniu z Peyote z tyłu wydaje się być ciekawą opcją na szybki i komfortowy rower w płaskopolskie tereny. Ciekawi mnie jak z żywotnością bieżników w linii Race w porównaniu z linią Trail.
-
Co prawda przejeżdżałem przez tą linię pod koniec kwietnia - ale wtedy byli dopiero na etapie rozbiórki torów. Strzelam że jeszcze trochę czasu minie, nim pociągi w tym kierunku pojadą za Jelenią 😉 W telegraficznym skrócie pakowanie jak na trekking, tylko z dodatkowo narzędziami rowerowymi i nieco większoszą ilością mixu plastrów i gazików z alkoholem w apteczce. Buty mam jedne do wszystkiego, do tego minimalistyczne klapki na zmianę pod dach. Nie używam czapeczki pod kask, tylko buffa - ale w przypadku bardziej zabudowanego kasku MTB i tak nie ma mowy o zakładaniu czegokolwiek poza kaskiem. Ogólnie raczej pytanie z gatunku jak pakować mniej, żeby zabrać się ze wszystkim na rower.
-
A to zależy jakie masz opcje wrzucenia wszystkiego na rower i ile klamotów zabierasz. Jak wyjazd jest hotelowy, bez noclegów na dziko, to ja wszystko w plecak 24L wrzucam (klapki przytroczone na zewnątrz). W 30L można rozrzutniej się pakować albo zmieścić jeszcze mały zestaw do awaryjnego nocowania na dziko (śpiwór, bivy, dmuchany materac 1/2 długości). Z plecakiem powyżej 35L (ale to zależy od długości twojego korpusu) może się jechać niewygodnie albo bardzo niewygodnie - ale krótki odcinek do hotelu może być wciąż do przejechania. Zdarzało mi się z typowego, starego plecaka 55L odczepiać klapę, zwijać komin i z nim jeździć na kilkudniowe trasy po schroniskach (najbardziej przeszkadza brak pasa biodrowego projektowanego pod jazdę na rowerze). Torba na kierownicę w MTB to ~17L objętości do zamocowania na dowolnym rowerze (byle uprząż lub mocowanie miało odpowiednio grube dystanse odsuwające torbę od linek). Przy kierownicy typu baranek będzie dużo mniej, bo musisz ją zwinąć i wcisnąć między klamkomanetki. Jak tylko do hotelu, a nie trasa z bagażami, to pewnie i duża podsiodłówka się spisze. Normalny wór z tyłu (~20L) wymaga już bagażnika. Sakwy podobnie (a tu najwięcej i najłatwiej zapakujesz).
-
Podstawowe pytanie, która część Norwegii. Latem w wielu rejonach nie idzie wytrzymać przez komary, meszki i inne gryzące muszki. Nawet w ulewie (powodzenia z wytrzymaniem w moskitierze przy takich warunkach) będą latać ich gęste chmury i jedyne wytchnienie jest podczas jazdy, albo gdy zawieje wiatr. Gorzej, kiedy teren jest taki, że nie idzie jechać i trzeba pchać. W kontekście wyjazdu namiotowego znacznie to podnosi poprzeczkę. Za to widoki niemal wszędzie powalają - zarówno szosowcy, gravelowcy jak i fani enduro coś znajdą dla siebie. Nawet w Gjendesheim, za prysznic w schronisku płaciłem 2x10NOK (10 NOK za żeton na 2 minuty; mniej niż 4zł) - jedyny minus, to potrzeba wyskakiwania spod prysznica na drugi koniec łazienki, gdzie był automat sterujący, żeby po 2 minutach wrzucić drugi żeton. A to schronisko kalibru naszego Morskiego Oka, chyba tylko na Nordkappie by mogli wyższe ceny trzymać. Najdroższa część wyjazdów tam to żywność, w szczególności w lokalach. Nawet liofilizaty przywożone z Polski wydają się wtedy tanią opcją wyżywienia (nawet te skandywaskie).
-
Tabela z pomiarami XC / gravel na rzeczywistych trasach autorstwa J. Karrascha: https://docs.google.com/spreadsheets/d/1DfeSw0IISbcN1nn9Id_ovxiioIuemJle9sC0nuDa6WA/edit?usp=sharing BRR nawet nie linkuję, bo wszyscy znają. Barzo i Thunder Burt to przeciwne końce spektrum opon do XC. Thunder Burty tylko slickowemu G-One obecnie ustępują. Te, które będziesz miał fabrycznie w testach na walcu mają o może 5% gorsze wyniki - w rzeczywistych warunkach terenowych będą nie do rozróżnienia - co szkodzi wypróbować je przed ewentualnymi zmianami? Barzo z kolei to takie XC już mocno zapatrujące się na gorsze warunki - 29"x2.6" sobie chwaliłem jako napędówkę w All Mountain, 29"x2.35" (na obrzęczy 23mm) przeklinałem w XC, bo o ile świetnie się spisywało na miękkich nawierzchniach, tak na twardych i mokrych (zarówno asfalt jak i ubita na beton gleba) potrafiło bez ostrzeżenia się uślizgnąć w zakręcie. Przy okazji, Vittoria zmieniła konstrukcję opon w swoim katalogu MTB ostatnio. Opinie mogą być niemiarodajne, bo będą się odnosić do starych opon. Ogólnie, linia trail (z szarym bokiem) była rewelacyjna jeśli chodzi o kompromis między żywotnością, a szybkością. Szare Mezcale nie bez powodu dominowały na najdłuższych wyścigach ultra, gdzie przez pół kontynentu się ścigali 😉
-
Szczyrk, jeśli nie będziesz latał czarnych tras, to są 2 trasy, przecinające się w połowie. Jak z wyciągiem i różnorodnie to Szyndzielnia + Kozia albo Wisła. W Wiśle masz przynajmniej z 4-5 wyciągów w różnych miejscach, a do tego kupę szlaków i górek dookoła. Graniczny z Czantorii po Kyczerę dla koneserów łupanki. Równica ze zjazdem czerwonym na północny-wschód. Obowiązkowa runda przez Baranią i Malinowską (fajnie się przedłuża o Skrzyczne i zjazd bikeparkiem). Niegłupim pomysłem może być też Krynica Zdrój. Masz rodzinne, wymuskane trasy na Skolnitach (czerwona jest tam strasznie na siłę puszczona, żeby była). Masz masyw Jaworzyny praktycznie bez łupanki (zjazdy do Rytra zostają) - cały grzbiet to fajne leśne drogi, a ponieważ to jeszcze nie jest glina Beskidu Niskiego, to leśne prace aż tak ich nie niszczą. Możesz złożyć dłuższą pętlę i zahaczyć o trudniejsze dzikusy z Radziejowej (podjeżdżając drogą leśną z Rytra, ewentualnie żółtym od Piwnicznej lub przez Obidzę, gdzie sporo drogi). W drugą stronę masz luźniejsze górki i doliny w stronę Wysowej/Hańczowej + ewentualnie zachodnią ściankę Lackowej jak prawie pionowe DH ci się marzy 😉
-
Zazwyczaj mi się nie chce przepakowywać zestawu, żeby był mniejszy na krótsze i bardziej cywilizowane wypady, więc jeździ zazwyczaj zawsze to samo w staromodnej, małej torbie w trójkąt (23cm przekątna), większość zawinięta w jakąś chińską, zwijaną torbę na narzędzia, by się nie obijały i nie szlifowały nawzajem. Poza typowymi knotami/bekonami do tubelessa, mam kilka grubszych, knoty docinam nożyczkami do paznokci, które w apteczce jeżdżą. Do tego mała butelka (30? 50? ml) uszczelniacza, kilka klasycznych łatek + klej do gumy z zestawu z nimi i skrawek papieru ściernego, nitka dentystyczna i solidna, zakrzywiona igła. 2x TPU wraz z łatkami-naklejkami do nich i łyżki. TPU to mus z racji gabarytów po spakowaniu. Pompka i manometr, 2 naboje (choć zrezygnowanie z nich najbardziej kusi - kupa problemów przy lotach oraz sporo ważą). Multitool ciągle ewoluuje (na zdjęciu zdublowany, bo drugi pożyczałem znajomemu na cały wyjazd i powrót osobnymi lotami). Ostatecznie chyba zostanie chińska grzechotka na bity + imbus 6mm + adapter umożliwiający mocowanie do tego imbusa bitów z takiego zestawu (SwissTool robi podobne, ale wykorzystuje bity 5mm, a nie 1/4"). Do tego nakładka na imbusa do odkręcania korby Shimano i wypatroszony multitool za 1.5$, z którego zostały składane kombinerki o wadze 60-70g. ZZTO ma fajną, malutką praskę do łańcucha (16g), która wymaga dołożenia dźwigni z 2 kluczy. Do tego kilka ogniw łańcucha, zapasowe spinki, zapasowy hak, stara skarpetka i mały smar. Zapasowe klocki, przekładka do zacisków, do transportu roweru ze zdemontowanym kołem i mały zbiorniczek do polowego odpowietrzania hamulców z ~20ml płynu. Z przydasiów silvertape, którego nigdy mało, większa garść trytytek, parę rdzeni do Presty, adapter Schrader - Pretsa i kilka jednorazowych rękawiczek (nitryl / foliówki z piekarni lub stacji benzynowych). Przy grupowych wypadach nie ma sensu dublować większości tego, więc reszta bierze jedynie multitool, dętki i ewentualnie jakieś niestandardowe rzeczy pod swoje konkretne rowery. Niestandardowe części, narzędzia ze sobą niekoniecznie ze względu na naprawy wszystkiego w polu - często w wypożyczalniach potem się okazuje, że mogą nie mieć pasujących i bez tego co mamy ze sobą by nie pomogli. Zgodnie z prawem Murphyego zepsuje się oczywiście to, na co nie jesteśmy przygotowani 🙂 Ciężko na wypady turystyczne zabierać jeszcze zapasową korbę, pedały, koło i co tam jeszcze może się nam zamarzyć. W Europie zawsze jest blisko do cywilizacji, serwisu i myślę, że nawet w najbardziej odludnych częściach kontynentu, w przypadku dużej awarii to są 2, max 3 dni marszu z zepsutym rowerem. Waga multitooli / kluczy też nie jest taka oczywista do optymalizacji. Bit 1/4" waży około 5g/szt. Chiński klucz z grzechotką to 55g, a dodatkowa przedłużka do niego to 25g (żeby czasami sięgnąć do śrub w głębszych otworach). Imbusy / Torxy luzem z kolei szybko się robią coraz cięższe, np. dla zestawu Yato S2 3ka to 7g, 4ka czy T25 - 14g, 5ka - 25g, a 6ka i 8ka po 40g.
-
4ka to All Mountain, zgodnie z normą na 120cm i do 40km/h po nierównym terenie wymagającym umiejętności technicznych. Oczywiście firmy stosują dupochron (z resztą pewnie też narzucony przez normę) i po zamontowaniu błotników czy bagażnika rower się nam zamienia w ASTM 2 😉 Polecany przez Veriva Duroc powinien spokojnie wystarczyć. Ja swoje dość mocno katowałem (z bagażem blisko mi do limitu, a może i nawet te 120kg przekraczałem o kilka kilo) na pieszych szlakach, na lekko od święta jakiś bikepark zaliczały (ale latanie to nie moja domena) i mimo kilku wgniotek w obręczy, dopiero pod koniec drugiego sezonu mi ścięło pierwszą szprychę (przy samym nyplu, ze zmęczenia strzeliła na równej, asfaltowej drodze po zjeździe z górki na obrzeżach Kiruny). Tylko jeśli rower będzie nówka, to bym nie bawił się w wymiany w ciemno, na zapas (no chyba że faktycznie to będzie 40kg w sakwach) - tylko jeździł dopóki się coś nie stanie, a wtedy na gwarancji / rękojmi działał. Te kilka kilo na bagażniku nie robi wielkiej różnicy przy solidnych kilkudziesięciu kilogramach rowerzysty.
-
Sklepy po drugiej stronie Odry nawet obiecują dostępność pod koniec tego tygodnia! Chyba trzeba będzie dać szansę.
-
Jak na zawołanie. Teraz tylko czekać, aż pojawi się na stanach i czy cena nie zwali z nóg (w porównaniu z przerwanymi wyjazdami i tak pewnie taniej będzie) 🙂
-
Niestety, takie jazdy są od nowości (czyli trzeci sezon) - choć po raz pierwszy tak katastrofalnie. Hak (UDH), przerzutka kilkukrotnie zmieniane, sprzęgło załączone. Sprawdzane oryginalne UDH, jak i full aluminiowe zamienniki. Niestety, bez różnicy czy robione własnym sumptem czy oddawane do lokalnego, renomowanego serwisu (pozwolę sobie nie robić im nieintencjonalnej antyreklamy). Zazwyczaj wygląda to tak, że po prostowaniu / wymianie haka czy wymianie przerzutki wszystko jest ok, póki napęd nie jest zbyt obciążany. Po pierwszych max kilku wycieczkach górskich zaczyna się przeskakiwanie (którego nie da się w pełni wyeliminować regulacją wszystkiego) między coraz większą liczbą zębatek (na początku tylko gdzieś pośrodku, np 3-4 albo 5-6), potem w miarę eksploatacji obejmuje to coraz większą część miękkich przełożeń. Jednocześnie, wtedy z jedynki potrafi przy obciążeniu na podjeździe zrzucić łańcuch za kasetę i sklinować w szprychach. Ewentualne wciąganie badyli przez przerzutkę, czy niewykluczone dodatkowe odkształcenia powstające przy forsowaniu krzaków na azymut jedynie przyspieszają ten proces. Ta przerzutka, która teraz wymiękła nie zdążyła się na takie atrakcje załapać. Dosłownie miała na koncie kilka zimowych jazd w śniegach, po przedpolu Warszawy, tydzień na górskich drogach i singlach w Izerach, a teraz postanowiła odmówić współpracy na widok warunków w Beskidach.
-
Właśnie z tego co przejrzałem, to podmiana bębenka i pójście w 11s powinno nieco poprawić tolerancję i wytrzymałość. Alternatywy to albo zabawa w 9-45 i SG - tu krótsza przerzutka o te 2-3cm jest pewnym argumentem, zwłaszcza że ta zębatka 9T to prawie wcale nie będzie używana (lub ograniczenie zakresu i po prostu pójście w "klasyczny" 11s), ale na razie jedynie kasety XT robią (a to dość kosztowna opcja), albo to co polecają wszyscy napotykani po podgórskich sklepach czy na szlakach endurowcy, czyli AXS - tu z kolei najbardziej mnie zastanawia żywotność baterii (w tym tolerancja na lekkie przymrozki), no i na ile faktycznie to jest pancerne. Deore właśnie załatwiłem kolejne, nowa przerzutka wytrzymała u mnie niecałe 8 dni jazdy górskiej turystycznej (tydzień na obszarze od Piechowic, po Świeradów, więc też bez szaleństw i katowania). 0 uderzeń o kamienie, po prostu pod obciążeniami musi się giąć jak plastelina. Jak mocniej na podjeździe docisnąłem, to wciągnęło mi łańcuch między kasetę i szprychy, po czym wkręciło przerzutkę w zębatki i szprychy, przy okazji rozrywając wózek i wyjazd zakończyłem w ciągu pierwszych godzin. O tych luzach też słyszałem, pytanie na ile to luzują się śruby, które by można niebieskim threadlockerem potraktować, a na ile jakieś inne łączenia, gdzie nic się nie zrobi?
-
Ja o korpus i wózek przerzutki pytałem, to z tym mam wieczne problemy 😉 Łańcuch Deore w MTB u mnie 1800km wytrzymywał, w gravelu wytrzymał nieco ponad 3k -- jak za 80zł, jestem content (choć w MTB teraz na próbę ten najmocniejszy KMC od eMTB). Podobnie z kasetą - Deore jest tanie (zdemontowane nówki i poniżej 200zł bez problemu da się dorwać) i full stalowe.
-
A jak to w końcu ze stosowanymi w przerzutkach materiałami? Faktycznie XT ma solidniejszą konstrukcję niż Deore / SLX?
-
Jak mówisz, że to zależy od ilości jazd, to ja bym nieśmiało strzelał, że to jednak syndrom pracy w bezruchu, siedzącej. Jakieś ćwiczenia na mięśnie głębokie i plecy powinny wtedy pomóc.
-
Na AA, to i szosa z szerszym kapciem spokojnie wystarczy jeśli chodzi o komfort. Najwyżej przełożeń do nielicznych podjazdów braknie. Generalnie większość jest płaska jak stół, z bardzo dużym udziałem asfaltowej DDR oraz pewną ilością szutrów premium, ale też dokładnie nie powiem, bo jechałem fragmentami, a sporą część sąsiednimi trasami, inaczej. Z zapuszczaniem z kolei ostrożnie, bo jest u nich globalnie zakaz jazdy po bezdrożach. Wolno jedynie na explicite oznakowane trasy rowerowe wjechać, poza drogami publicznymi. Ot, uroki ustawy o lasach sprzed pół wieku, traktującej rower jak samochód 😉 Niby pracują nad zmianami, ale wciąż nic nie zmienili w przepisach. Ale to nie jest opcja na żadne wertepy. Może pancerny (i dużo cięższy) Tetrarack wytrzyma więcej, ale znajomy w niecałe 3 dni skasował takiego SKS'a i to na zwykłych, pieszych szlakach, bez konkretnej rąbanki. Jak nie ma mocowań pod klasyczny bagażnik, to otwieramy szeroko portfel i bawimy się w przedłużaną oś i bagażnik mocowany do osi (w EU chyba tylko Ortlieb ma w ofercie, reszta to import z USA). Geometrią bym sobie aż tak nie zawracał głowy - te nieco bardziej progresywne XCki jakie ostatnio weszły w katalogi swobodnie się nadają do uniwersalnej jazdy. Przy prędkościach osiąganych na HT, to i tak dominuje wpływ opon, ew. szerokość naszej pozycji, kiedy pojawi się wmordewind (ale tu możemy sobie pomóc wewnętrznymi rogami czy nawet lemondką). Jedyne co trzeba faktycznie sprawdzić, to kąt rury podsiodłowej oraz możliwość cofnięca siodełka (żeby efektywnie zredukować ten kąt). Roscoe 3. generacji miał fajną ramę do takich kombinacji, bo był projektowany pod amor aż 140mm, więc tam chyba koło 65 stopni było z przodu, a podsiodłowa wciąż ~72 stopnie (a nie np. 75) -- ale nie miał punktów montażowych pod bagażniki. W stronę bardziej progresywnej geo, zostają wyższe Grand Canyony i Procaliber 8. Dla konserwatystów - szukać niedobitków Cannondale Trail SL 1. Cube ze swoimi hybrydami crossa i MTB zatrzymał się w przeszłości i większość, mimo względnie dużej ceny, wciąż szła na starych ramach z QRką z tyłu, niczym w Rose Countach. A co do sakw i pakowania, to wszystko jak zawsze zależy. Ile kto maneli targa ze sobą, jaką trasą jedzie. Sakwy są w zasadzie jedyną opcją kiedy ktoś potrzebuje 60+ L na spakowanie wszystkiego na rower. Sakwy wygodnie i szybko się pakuje, szuka w nich rzeczy czy ściąga z roweru. Równie łatwo odpadają na jakichkolwiek wertepach, co najczęściej oznacza przerywanie zjazdu i butowanie po sakwę. Taka pakowana objętość zazwyczaj też idzie w parze z dużą wagą bagaży, którą trzeba na górę wciągnąć, nie wspominając o saltach w tył na podjazdach, jeśli nie jeździmy z 4 sakwami i lowriderem. Podsiodłówka z kolei musi być na lekko spakowana, żeby się nie bujała oraz nie jest kompatybilna z dropperem. Znacznie stabilniejszy (i nie raz tańszy) będzie zwykły worek 15-20L położony wzdłuż lekkiego bagażnika. Wór na kierownicy też się świetnie sprawdza, w szczególności w MTB o szerokiej kierownicy. W tych 2 torbach potem mamy większość dostępnej objętości, reszta to upychanie drobiazgów (no może duże XC i crossy o kwadratowej geometrii te 8L w porywach do 10L w ramę wcisną, ale tracimy miejsce na wodę).
-
Jak poszukasz promocji lub potargujesz się w sklepie przy zakupie osobiście, Eskera powinieneś bez problemu za 4500 znaleźć. Po miesiącu oraz roku musisz zrobić w nim przegląd w autoryzowanym serwisie (pierwszy gratis, drugi płatny). Tylko Romet nie ma linek przez stery, za to ma najmniejszy zakres napędu, no i już nim jeździłeś. Unibike jako jedyny ma fabrycznie 2x -- jak masz w mieście trochę górek, to 1x będzie OK, ale jak to płaskopolska, to będziesz wiecznie piłował ze 3 zębatki na krzyż (a więc szybciej będą wymagać wymiany), a reszta kasety będzie prawie nietknięta. W Eskerze dostajesz adapter pod przednią przerzutkę w zestawie, ale dokładanie jej i tak się wiąże ze zmianą klamkomanetki. Rzuć okiem na maksymalne rozmiary opon jakie wchodzą w ramy, ewentualnie bierz po prostu to, co wizualnie pasuje 😉
-
Jak jednak bez amortyzacji, to Decathlonowy Riverside 520 będzie bez konkurencji, zwłaszcza jak przeceniają go < 2500 co chwila.
-
Odradzałbym pakowanie się w Rondo na razie, o ile nie planujesz w razie czego grubszej przebudowy własnym sumptem. Po upadku, jest problem z markami 7anna. W tych gravelach masz ich nietypowy widelec, wokół którego zbudowali całą markę. Niestandardowa oś i flipchipy są nie do dostania jeśli coś uszkodzisz, bo magazyny są zamknięte i zabezpieczone na poczet postępowania upadłościowego. Ludzie niestandardowe haki do MTB z marek tej grupy już zza granicy muszą ściągać. Dorzuć do tego brak gwaranta do obsługi kół, które bardzo często się ludziom gięły lub łamały.
