Licznik rowerowy czy telefon na kierownicy?

Gdy jaki czas temu pisałem o licznikach rowerowych z GPSem, a także nagrałem moje wrażenia z korzystania z Sigmy Rox 7.0 GPS, kilka osób wyraziło wątpliwość, czy lepszym rozwiązaniem nie byłby montaż telefonu na kierownicy/mostku. Sam od czasu do czasu zakładam mojego smartfona na kierownicę, więc doskonale wiem, z czym się to je. I postanowiłem przygotować dla Was zestawienie wad i zalet każdego z tych rozwiązań. Warto wiedzieć, że nie ma „lepszego” i „gorszego” sposobu – oba mają swoje dobre i złe strony (i mogą się wzajemnie uzupełniać). Jeżeli dobrze zastanowicie się – czego tak naprawdę potrzebujecie – będzie Wam dużo łatwiej podjąć decyzję, na które rozwiązanie się zdecydować (a może wybrać oba).

Zanim zacznę – jeszcze małe zastrzeżenie. Wpis przygotowałem z perspektywy regularnego połykacza kilometrów, który od czasu do czasu wybiera się rowerem gdzieś dalej. Ale nie trenuję, nie korzystam z pomiaru pulsu, kadencji czy mocy; nie analizuję także parametrów przejazdu po powrocie do domu. Okej, mój licznik synchronizuje się ze Stravą, a ja na trasie niekiedy „ścigam się” ze swoim czasem na danym odcinku (zachęcam Was do podglądania moich przejazdów), natomiast nie zmienia to faktu, że jeżdżę tylko dla przyjemności i zabawy, także porównywania urządzeń pod kątem sportowym zbyt dużego nie będzie.

Licznik rowerowy czy telefon na kierownicy
Fot. Robert Thomson

 

Telefon

 

Zalety

+ Prawie każdy ma jakiegoś smartfona, więc nie trzeba go kupować

Natomiast jeżeli chcecie częściej z niego korzystać – warto zastanowić się nad zakupem np. używanego, niedużego telefonu. Przykładowo Samsunga Galaxy S4 Mini (150 zł), albo jeszcze lepiej – Galaxy S5 Mini (200 zł), ponieważ ma nowszego Androida 6. Lub jakikolwiek inny, który będzie Wam pasował.

 

+ Wbudowany GPS, Bluetooth, ANT+

Nie musimy montować na rowerze żadnego dodatkowego kabelka – wszystko dzieje się bezprzewodowo. GPS pomoże w nawigowaniu oraz rejestrowaniu trasy, a Bluetooth oraz ANT+ umożliwiają podłączenie dodatkowych mierników (najpopularniejsze służą do mierzenia tętna, kadencji czyli liczby obrotów korbą na minutę, mocy oraz prędkości – jeżeli jeździmy po gęstym lesie, gdzie GPS-y nie są tak precyzyjne, a chcemy mieć dokładniejszy pomiar).

PS Jeżeli chodzi o ANT+ to nie każdy telefon ma wbudowany odbiornik w tym standardzie. Warto przed zakupem mierników, sprawdzić czy Twój telefon jest w niego wyposażony. Natomiast GPS i Bluetooth ma w zasadzie każdy smartfon.

 

+ Możliwość bezprzewodowego podłączenia do internetu

W licznikach rowerowych, nawet tych trochę droższych, obecność WiFi nie jest taka oczywista. Niekiedy mamy możliwość synchronizacji, ale dopiero po podłączeniu licznika kablem (lub przez Bluetooth) do komputera lub (nomen omen) telefonu :) Natomiast każdy smartfon ma możliwość połączenia się z internetem przez WiFi lub sieć komórkową (jeżeli tylko włożymy mu kartę SIM).

 

+ Pełna swoboda w doborze aplikacji

O rowerowych aplikacjach pisałem już co nieco na blogu, natomiast jest ich tyle, że możemy do woli w nich przebierać. Aplikacje mogą nas nawigować, pokazywać i rejestrować parametry oraz trasę jazdy, mogą wyświetlić najpopularniejsze rowerowe ścieżki w danej okolicy itd. Ogromnym plusem jest fakt, że można je wszystkie przetestować – nawet jeżeli niektóre są płatne, to zwykle jest dostępna także okrojona, darmowa wersja, dzięki której możemy sprawdzić możliwości programu. Spodoba się – to zostaje i ew. kupujemy pełną wersję, nie spodoba się – kasujemy bez żalu.

 

+ Duży ekran w niedużej obudowie

Nie dla każdego jest to zaleta, ponieważ wożenie „patelni” na kierownicy nie zawsze bywa dobrym rozwiązaniem. Natomiast nie ma wątpliwości, że ekrany w rowerowych komputerkach są po prostu małe (co ma swoje zalety, ale o tym później). Weźmy jako przykład Garmina Edge 1000, popularną rowerową nawigację ze średniej półki. Wyposażono go w 3. calowy ekran o bardzo niskiej rozdzielczości 240×400, zamknięty w obudowie 11,2/5,8/2 cm. Wspomniany przeze mnie wcześniej, nieduży jak na dzisiejsze czasy telefon Samsung Galaxy S4 Mini, posiada ekran 4,3 cala o rozdzielczości 540 x 960, a jego obudowa ma wymiary 12,5/6,1/0,9 cm. Niestety Garmin i inne komputerki przegrywają na tym polu z kretesem.

 

Wady

Taki sobie czas pracy bez ładowania

To chyba największa bolączka telefonów. W zależności od modelu, jasności i wielkości ekranu, pojemności akumulatora oraz optymalizacji aplikacji – czas działania z włączonym ekranem wyniesie zwykle kilka godzin. Rekordziści, tacy jak np. Lenovo P2 czy opisywany kiedyś przeze mnie Asus Zenfone Max – potrafią działać z włączonym wyświetlaczem nawet 10 godzin, ale trzeba pamiętać o tym, że są to relatywnie duże i ciężkie telefony, co nie każdemu będzie odpowiadać.

Czas pomiędzy ładowaniami można wydłużyć, kupując drugi telefon bez włożonej karty SIM (lub włączając tryb samolotowy w swoim, ale tego rozwiązania ze względów bezpieczeństwa nie polecam). Można także kupić większy lub mniejszy powerbank (i wykombinować gdzie go schować), można także kupić telefon z wymienną baterią + zapas akumulatorków, co osobiście uważam za mocno upierdliwe (wyłączanie urządzenia, przekładanie baterii i ich późniejsze ładowanie).

Sposobów na ładowanie telefonu na rowerze jest więcej – przeczytacie o tym w osobnym wpisie na blogu.

 

– Problem z używaniem w deszczu

Nie wiem czy dotyczy to wszystkich telefonów, ale te, które na przestrzeni lat miałem (nawet wodoodporne modele) zawsze głupiały na większym deszczu. Ekran po prostu reagował na padające na niego krople wody i korzystać z telefonu można było dopiero po włożeniu go do wodoszczelnego pokrowca (co nie jest szczególnie wygodne, ale przynajmniej ekran działa).

 

– Zdarzająca się niestabilność aplikacji

Nie jest to regułą, ale jeżeli aplikacja jest używana na 1.605.485 różnych modelach telefonów, to oczywistym jest, że na którymś (pewnie akurat na Twoim) może jej się zdarzyć zawiesić albo w błyskawicznym tempie wyładować akumulator. Co prawda odkąd używam telefonu z Androidem 8.0, liczba takich zwiech drastycznie spadła, ale jednak się zdarzają (na iOS również). Pół biedy, jeżeli tylko patrzyłeś na prędkość jazdy, ale jeżeli szlag trafił zapis trasy Twojego epickiego przejazdu, to może zrobić się przez chwilę przykro. Żeby nie było, liczniki rowerowe też potrafią się zawiesić czy czegoś nie zapisać, ale (poza jakimiś chińskimi wynalazkami) nie dzieje się to aż tak często.

 

– Potencjalne problemy z uchwytem przy ostrej jeździe z ciężkim telefonem

Jeżeli kupimy nawet najlepszy uchwyt na telefon, to przy bardzo dynamicznej jeździe w terenie – prędzej czy później musimy się liczyć z tym, że uchwyt nie wytrzyma. Zwłaszcza jeżeli włożymy do niego duży i ciężki telefon. Nie mówię tu o tanich uchwytach, które często potrafią się rozpaść od samego patrzenia na nie.

 

– Taka sobie „szybka obsługa”

Zmienianie wyświetlanych ekranów podczas jazdy, nie jest tak wygodne jak w licznikach – nie mamy tutaj dedykowanych przycisków, a dotykowy ekran, choć bardzo wygodny gdy trzymamy telefon w ręku, nie zawsze sprawdza się podczas jazdy. A to mamy spocone dłonie, a to mamy długie rękawiczki (coraz więcej telefonów sobie z tym radzi, ewentualnie można kupić specjalne rękawiczki do obsługi telefonu, ale to i tak nie jest mega wygodne), a to akurat zablokuje się ekran. Da się z tym żyć, ale liczniki (z dobrym oprogramowaniem) są po prostu wygodniejsze.

Licznik rowerowy
Fot. David pena
Garmin Edge
Fot. Kovis Lo

Licznik/komputerek rowerowy

Tu trzeba pamiętać o tym, że w sklepach dostępne są przeróżne liczniki rowerowe. Od tandety za 10 złotych z podstawowymi funkcjami, po rozbudowane komputerki potrafiące kosztować tyle co smartfon z wysokiej półki (na YT możecie zobaczyć moje wrażenia z korzystania z Garmina Egde 820). Ciężko jest wrzucić je wszystkie do jednego worka i tak jak pisałem wcześniej, warto ustalić, czego oczekujemy od urządzenia zamontowanego na rowerowej kierownicy czy mostku, a dopiero potem porównywać z telefonem. Zainteresowanych moim zestawieniem liczników rowerowych z GPS (w cenie od 170 do 800 zł) odsyłam do podlinkowanego wpisu.

 

Zalety

+ Cena, jeżeli wystarczą Ci podstawowe funkcje

Jeżeli chcesz znać swoją prędkość jazdy, przebyty dystans, czas jazdy i całkowity przebieg, to prosty licznik od takich firm jak Cateye czy Sigma kupisz już za 30-35 złotych. Oczywiście im więcej funkcji, tym wyższa cena.

 

+ Czas pracy na baterii

To jeden z największych plusów dedykowanych urządzeń. Jeżeli masz zwykły licznik bez GPSu, to na jednej, dobrej pastylkowej baterii, markowy (niekoniecznie drogi) komputerek potrafi pociągnąć przynajmniej rok. W przypadku modeli z GPSem, a także większym, kolorowym ekranem, ten czas jest oczywiście krótszy – ale uzyskanie 15-20 godzin dla wielu urządzeń nie stanowi problemu. A są takie, których producenci deklarują, że będą działać ponad 30 godzin bez ładowania. Niektóre urządzenia mogą być także zasilane bateriami AA (czyli paluszkami), co sprawia, że mając w kieszeni dodatkowy komplet baterii/akumulatorków, możemy uniezależnić się od gniazdka na długie, długie godziny.

 

+ Masz go zawsze na rowerze

Nawet przy bardziej rozbudowanych komputerkach, nie ma ryzyka, że np. zabierzesz go do toalety, żeby sobie pograć, albo „tylko sprawdzić wiadomości i pogodę”. I potem przy wyjściu na rower nie będziesz szukać go po całym mieszkaniu. Licznik to licznik, poza ewentualną synchronizacją czy ładowaniem, nie ma potrzeby ściągać go z roweru. No chyba, że masz urządzenie, które pomaga Ci nawigować także na łódce czy na pieszych wycieczkach – no to tu już plus znika. W każdym razie chodzi mi o to, że mając licznik, wychodzisz na rower, a on jest na kierownicy i przy modelach bez GPSu, nawet nie musisz o nim myśleć, po prostu ruszasz, a on zaczyna mierzyć prędkość i inne parametry.

 

+ Większa stabilność

Aplikacje na telefon potrafią się wykrzaczyć albo rozładować akumulator w szybkim tempie. W prostych licznikach takiego ryzyka właściwie nie ma (chyba, że trafi się jakiś z wadą fabryczną), w bardziej rozbudowanych jak najbardziej może się zdarzyć, ale jeżeli producent poważnie podchodzi do swojej roboty (o co coraz trudniej, ale to się tyczy nie tylko liczników rowerowych), to ewidentne błędy w oprogramowaniu szybko poprawi. Wiem, że wielu z Was może sypać przykładami zawieszających się liczników Garmin, Wahoo, Sigma czy Lezyne, ale mimo wszystko nie jest to tak powszechne jak problemy z aplikacjami w telefonach.

 

+ Wysokościomierz barometryczny także w tańszych modelach

Okej, w telefonach też znajdziemy czujniki barometryczne, ale zazwyczaj są one montowane w topowych modelach. Natomiast licznik z wysokościomierzem barometrycznym (słowo barometrycznym jest istotne, ponieważ w niektórych modelach z GPSem wysokość jest podawana jedynie na podstawie lokalizacji) kupimy już za ok. 150 złotych. Jeżeli tylko potrzebujesz dokładnego pomiaru przewyższeń jakie pokonujesz – warto na to zwrócić uwagę.

 

+ Zwykle kompaktowe rozmiary

To może być wada (mały ekran o słabej rozdzielczości), ale także spora zaleta. Im mniejsze urządzenie (zwłaszcza bez ekranu dotykowego), tym trudniej je uszkodzić w razie ewentualnego spotkania z ziemią. Mały licznik także stabilniej siedzi na swoim miejscu i nie ma tendencji do bujania się na dziurach. Przy małych urządzeniach nie musimy się także długo zastanawiać, jak na kierownicy zmieścić licznik, lampkę, dzwonek i manetkę do blokowania amortyzatora.

 

+ Prostota obsługi

Nawet jeżeli mamy dotykowy ekran, to często na obudowie są także fizyczne przyciski. Tak więc podstawową kwestię podczas jazdy, czyli przemieszczanie się pomiędzy kolejnymi ekranami, mamy ogarniętą w bardzo wygodny sposób – klik i gotowe, także w grubych rękawiczkach.

 

Wady

– Zamknięty system

To co z jednej strony stanowi siłę liczników, jest często także ich słabością. W przypadku telefonu, jeżeli zapragniemy dodać jakąś funkcję, której nie ma używana przez nas aplikacja, to zawsze możemy zainstalować inną (lub napisać do autorów apki z prośbą o dodanie czegoś w kolejnej aktualizacji). W prostych licznikach jesteśmy skazani na to, co wymyślił producent. W bardziej rozbudowanych, często pojawiają się aktualizacje oprogramowania, ale bywają irytujące sytuacje w przypadku drobnych błędów, które programiści mogliby poprawić raz-dwa, ale mimo zgłoszeń tego nie robią (tak, tak, Sigmo – piję do was). Albo np. będziecie mieli życzenie, aby Wasz licznik z czterdziestoma funkcjami, pokazywał tylko pięć z nich, bo okazało się, że reszta jest Wam do niczego niepotrzebna. Jeżeli producent nie przewidział możliwości ukrywania niektórych parametrów – to zostajecie z tym co macie i albo się przyzwyczaicie, albo trzeba zmienić licznik na taki z programowalnymi ekranami.

 

– Trzeba wydać na niego (nieraz niemałe) pieniądze

Okej, za uchwyt do telefonu też trzeba zapłacić, a solidny model będzie kosztował więcej niż porządny, ale prosty licznik rowerowy. Natomiast zaawansowane komputerki z GPSem, rozbudowanymi funkcjami, kolorowym, dotykowym ekranem z możliwością nawigacji – kosztują często więcej niż niejeden przyzwoity telefon.

 

No to ostatecznie – wozić licznik rowerowy czy telefon na kierownicy?

 

To zależy :) Nie ma jednej, dobrej odpowiedzi. Jeżeli chcesz tylko wiedzieć jak szybko jedziesz i ile przejechałeś – kup zwykły, markowy (podkreślam to słowo, aby nie rozpadł się po pierwszym lepszym deszczu) licznik. Wyjdzie taniej niż solidny uchwyt na telefon. Potrzebujesz sporadycznie użyć nawigacji, ale nie zależy Ci na czasie pracy lub podłączasz powerbank – kup porządny uchwyt na telefon i zainstaluj jedną z rowerowych aplikacji. Lubisz wygodę obsługi w rękawiczkach i w trudnym terenie – pomyśl o dedykowanym urządzeniu. Chcesz mieć dostęp do funkcji internetowych bez wydawania dużych pieniędzy – użyj smartfona, nawet najtańszy będzie miał taką możliwość.

I tak można wymieniać jeszcze długo :) Niezdecydowanym polecam na początek montaż telefonu na kierownicy/mostku. Zobaczycie czego Wam brakuje, a czego macie w nadmiarze. Może dokupicie drugi telefon, dedykowany używaniu na rowerze, może pozostaniecie przy swoim, a może dokupicie rowerowy licznik/komputerek (mniej lub bardziej rozbudowany).

A ja? W tym momencie używam licznika Sigma Rox 7.0 GPS, który mimo kilku programistycznych niedociągnięć, spełnia moje wymagania. Oferuje on bardzo prostą nawigację po wgranym wcześniej śladzie, co w większości przypadków mi wystarcza. Natomiast jeżeli potrzebuję pojechać po trasie, której wcześniej nie wyznaczyłem na komputerze, montuję na mostku smartfon. Ale nie ukrywam, że na co dzień wolę jednak licznik – jest mniejszy, zgrabniejszy i nie zużywa baterii w moim telefonie :)



Aby napisać komentarz pod wpisem, nie musisz się rejestrować! Wystarczy, że podasz swoją nazwę i e-mail oraz zaznaczysz ptaszkiem "Wolę pisać jako gość". Trzeba odhaczyć jeszcze dwa okienka od góry, gdzie zgadzacie się na przetwarzanie Waszych danych. Zapraszam do komentowania - odpisuję na wszystkie pytania, nawet w starych wpisach.