Sigma ROX 7.0 – test licznika GPS – czy warto?

Jeżdżę z licznikiem Sigma Rox 7.0 GPS już prawie rok, przyszedł czas na jego szczegółową recenzję. Czy przez prawie trzy lata, które minęły od premiery, nie zestarzał się za bardzo? Dla kogo jest ten licznik? Czy Sigma nie idzie na skróty, tworząc i potem nie wspierając produktów, które wypuszcza? Czy warto go kupić, a może dołożyć trochę kasy do czegoś innego (na przykład wyższego modelu Sigma Rox 11)? Przy okazji na blogu znajdziesz moje zestawienie liczników rowerowych z GPS do 800 złotych.

Budowa i wyświetlacz

Sigma Rox 7 GPS Test

Rox 7.0 jest całkiem zgrabny i swoim kształtem przypomina trochę większy, zwykły licznik. Czarno-biały wyświetlacz ma 1,7 cala średnicy i niestety nie jest tak kontrastowy, jak chociażby w moim poprzednim liczniku Sigma BC 16.12. Wyświetlane komunikaty są bardziej ciemnoszare niż czarne, można się do tego przyzwyczaić i po jakimś czasie przestałem na to zwracać uwagę, niemniej pozostaje mały niedosyt. Dużo lepiej jest po włączeniu podświetlania ekranu, tak więc w nocy nie będzie problemu z odczytaniem wszystkich parametrów.

Podświetlanie włączamy wciskając dwa dolne przyciski naraz, możemy ustawić czas, przez który będzie działać – 30 sekund/2 minuty/5 minut lub może ono działać ciągle (korzystam tylko z tego ostatniego ustawienia).

Jeżeli chodzi o przyciski, to są cztery – po dwa z każdej strony, bliżej dolnej części urządzenia. Są ogumowane i bardzo wygodne w korzystaniu, choć wolałbym aby znajdowały się na górnej i dolnej krawędzi (ale to moja osobista preferencja). Obsługa licznika jest bardzo prosta i szybko można się do niej przyzwyczaić. Przycisk na górze po prawej służy do włączania/wyłączania licznika, startowania aktywności oraz zatwierdzania opcji. Lewym, górnym przyciskiem pauzujemy i zatrzymujemy aktywność, a także służy on jako przycisk „wstecz”. Natomiast przyciskami na dole przechodzimy pomiędzy ekranami albo funkcjami.

Z tyłu znajdziemy wypustkę montażową oraz gniazdo micro-USB do ładowania licznika i łączenia z komputerem/telefonem, ukryte pod gumową zaślepką. No właśnie, chroni ona przed dostaniem się wody do wnętrza licznika, a sam Rox spełnia normę pyło- i wodoszczelności IPX7, co oznacza, że możemy śmiało z nim jeździć w największej ulewie. Miałem taką okazję niejeden raz i licznik działał bez zarzutu; można go używać tak samo, jak podczas ładnej pogody.

Sigma ROX 7.0 GPS Test

Razem z licznikiem (kosztuje ok. 450 złotych) dostajemy jeszcze kabelek USB oraz dwa uchwyty montażowe (do założenia na kierownicy lub mostku). Niestety, w przeciwieństwie do tradycyjnych liczników Sigmy, można je zamontować jedynie za pomocą opasek zaciskowych. Zdecydowanie brakuje tutaj możliwości użycia gumek (np. Garmin daje taką opcję). Sam uchwyt jest ponoć kompatybilny z systemem Garmina, więc zawsze można dokupić ich mocowanie na gumkę, jeżeli ktoś potrzebuje lub (tak jak zrobiłem ja), dokupić uchwyt montażowy przykręcany do kierownicy. Ja wybrałem oryginalny uchwyt Sigma Butler II (kosztuje ok. 60 złotych i oprócz licznika, można od spodu przymocować także kamerkę sportową z mocowaniem GoPro), ale tak jak pisałem, ponoć pasują także te od Garmina.

W mocowaniu przykręcanym do kierownicy, licznik siedzi bardzo pewnie i trzyma się nawet przy jeździe w terenie. Z mocowaniem na opaski zaciskowe jeździłem dość krótko, ale też było okej, choć nie sprawdzałem go w terenie.

Funkcje rowerowe i konfigurowane ekrany

Liczba możliwych do wyświetlenia parametrów jest bardzo duża i da się je zgrabnie ułożyć na ekranie, za pomocą aplikacji Sigma Data Center, o czym jeszcze za chwilę.

Funkcje rowerowe

  • Prędkość
  • Średnia prędkość
  • Maksymalna prędkość
  • Przejechany dystans

Funkcje czasu

  • Czas treningu
  • Całkowity czas jazdy (z postojami)
  • Godzina
  • Data

Funkcje wysokości

  • Aktualna wysokość (licznik ma wbudowany wysokościomierz barometryczny)
  • Nachylenie (%)
  • Prędkość podjazdu
  • Graficzny profil trasy
  • Całkowite przewyższenie
  • Maksymalna wysokość
  • Dystans podjazdu
  • Czas podjazdu
  • Średnia prędkość podjazdu
  • Średnia prędkość podjazdu (m/min)
  • Maksymalna prędkość podjazdu (m/min)
  • Średnie nachylenie podjazdu
  • Strata wysokości
  • Dystans zjazdu
  • Czas zjazdu
  • Średnia prędkość zjazdu
  • Maksymalna prędkość zjazdu
  • Średnie nachylenie zjazdu
  • Maksymalne nachylenie zjazdu

Funkcje nawigacji

  • Czas do celu
  • Przewidywany czas przyjazdu (ETA)
  • Dystans do celu
  • Kierunek
  • Widok trasy

Funkcje okrążeń (dostępna jest także funkcja okrążeń automatycznych)

  • Liczba okrążeń
  • Czas okrążenia
  • Dystans okrążenia
  • Średnia prędkość okrążenia
  • Maksymalna prędkość okrążenia
  • Liczba kalorii na okrążenie
  • Średnia wysokość okrążenia
  • Maksymalna wysokość okrążenia
  • Przyrost wysokości okrążenia
  • Strata wysokości okrążenia
  • Średnie nachylenie okrążenia
  • Średni spadek wysokości okrążenia
  • Średnia prędkość podjazdu w okrążeniu
  • Średnia prędkość zjazdu w okrążeniu

Pozostałe funkcje

  • Spalone kalorie
  • Temperatura
  • Minimalna temperatura
  • Maksymalna temperatura
  • Dokładność GPS
  • Stan naładowania akumulatora w %

 

Liczba parametrów może w pierwszej chwili przytłoczyć, ale oczywiście nie będziemy ich wszystkich wyświetlać. Możemy prawie dowolnie skomponować sześć ekranów na liczniku, umieszczając na każdym z nich od jednej do sześciu funkcji, w różnych układach. Wszystkie dane można także przeanalizować po zsynchronizowaniu licznika z aplikacją Sigma Data Center (Windows/Mac, a także tablety) lub Sigma Link (na telefonie iOS/Android).

Licznik Sigma ROX GPS funkcje

Czytelność wskazań, w momencie gdy wyświetlamy 1-3 parametry, nie budzi żadnych zastrzeżeń. Nie ma jednak sensu przeładowywać każdego ekranu parametrami, ponieważ gdy wyświetli się 5-6 wyników, ich sprawdzanie podczas jazdy, na ekranie tej wielkości, nie jest już tak intuicyjne. Dlatego ja zwykle obserwuję trzy parametry (prędkość, temperatura, procent nachylenia), od czasu do czasu przełączając się na dodatkowe ekrany, gdzie tych wskazań mam więcej.

W każdym razie możliwości personalizacji są spore i każdy musi sam opracować najlepszy dla niego zestaw wskazań. Programowalnych ekranów jest 6, ale nie trzeba wykorzystywać ich wszystkich, nie będą wtedy widoczne.

Gdy ustawimy Sigmę, aby prowadziła nas do wyznaczonego celu, pojawia się jeszcze jeden – dodatkowy ekran, na którym widać fragment trasy, szacowany czas przybycia na miejsce oraz pozostały do przejechania dystans.

Profile

W liczniku możemy zaprogramować trzy osobne profile, np. pod trzy różne rowery, albo trzy różne aktywności. W każdym przypadku możemy ustawić osobne ekrany, a wyboru profilu dokonujemy w momencie rozpoczęcia aktywności. Z listy dostępnych profili możemy wybrać nie tylko rower szosowy czy górski, ale także bieganie, jazda na trenażerze, jazda na nartach, snowboardzie itd.

Wybór profilu nie tylko pozwala skorzystać z odpowiedniego zestawu ekranów, ale daje także możliwość łatwej analizy konkretnej dyscypliny sportu w Sigma Data Center na komputerze.

Nawigacja GPS

Licznik daje nam możliwość nawigowania po wgranej uprzednio trasie. Nie jest to jednak coś, do czego przyzwyczaiły nas samochodowe nawigacje czy bardziej rozbudowane liczniki typu Garmin Edge Touring. Mamy tu prowadzenie po śladzie, czyli na ekranie pokazuje się tylko i wyłącznie ślad trasy, którą mamy się poruszać, bez innych informacji, takich jak chociażby widok skrzyżowań.

Czy korzystanie z takiej nawigacji jest proste? Zasadniczo tak, pod pewnymi wyjątkami. Jeżeli trasa nie przecina się sama ze sobą, jedziemy jak po sznurku. Miejsce w którym mamy skręcić, widać z wyprzedzeniem, można także ustawić skalę „mapki” (Auto/100 m/200 m/500 m). Przy jeździe po asfalcie, a miałem okazję jeździć jednorazowo po 200-400 kilometrów, nie miałem najmniejszego problemu, aby zorientować się gdzie skręcić. W przypadku jazdy w terenie, zwłaszcza tam, gdzie poruszamy się bardzo szybko, takie przedstawienie trasy może czasem stanowić zagadkę, głównie w miejscach, gdzie na skrzyżowaniu mamy kilka rozwidleń. Do spokojniejszej jazdy w terenie, po mniej skomplikowanym układzie dróg, Rox również da sobie radę.

Większy problem pojawia się w przypadku przecinana się odcinków trasy. Nie dostajemy żadnej informacji, w którą stronę mamy skręcić. Dopiero gdy pojedziemy źle, po zaprogramowanym dystansie (40/80/120 metrów) może pojawić się informacja, że z niej zjechaliśmy. Niestety, tu pojawia się jeden z kilku braków w oprogramowaniu – jeżeli przegapimy ten komunikat (o co nietrudno na rowerze, gdy trzeba skupić się na jeździe) – może się okazać, że jedziemy nie w tym kierunku co trzeba, a jedyną „informacją” o tym fakcie, będzie brak wyświetlania czasu dotarcia i dystansu do celu, a przecież nie zawsze mamy je wyświetlone na ekranie (można wyświetlić np. samą mapkę, albo mapkę z własnymi parametrami).

Poza takimi sytuacjami, z samej nawigacji jestem bardzo zadowolony. Sygnał GPS jest łapany bardzo szybko, a potem jedynie w bardzo gęstym lesie potrafi sporadycznie zniknąć (co zdarza się każdemu, nawet najlepszemu urządzeniu z odbiornikiem GPS). Z moich obserwacji i zgrubnych pomiarów, przejeżdżany dystans jest wyznaczany poprawnie. Oczywiście będzie się różnił od tego pokazywanego przez licznik z czujnikiem na kole, ale nieznacznie.

Trasy

Możemy poruszać się albo po przejechanej wcześniej trasie, albo po wgranej przez nas do licznika. Trasę można zmienić na inną (bądź całkowicie wyłączyć) w każdej chwili, nawet podczas trwania aktywności, wystarczy wejść do „szybkiego menu” naciskając dłużej prawy, dolny przycisk.

Własną trasę możemy wgrać z pliku gpx/kml/kmz/stf (przez Sigma Data Center), możemy ją narysować w tym samym programie, bądź skorzystać z trasy wgranej do serwisu GPSies (beznadziejnie przetłumaczone na GPSy w aplikacji Sigma Link i GPS w Sigma Data Center). O samych aplikacjach napiszę jeszcze za chwilę.

Segmenty Strava Live

Jeżeli korzystacie z aplikacji Strava i macie wykupiony pakiet Premium (bądź pojedynczy Analysis), będziecie mieli dostęp do segmentów Live. Polega to na „ściganiu” się z samym sobą albo najlepszym czasem na danym odcinku (segmencie), albo z osobą, którą obserwujemy i jest lepsza od nas. Możemy też ustawić własny czas, do którego chcemy dążyć (trzeba wykupić dodatkowo pojedynczy pakiet Training).

Aby wgrać segmenty do licznika, trzeba najpierw znaleźć je na stronie Stravy, dodać gwiazdką do ulubionych, a następnie zsynchronizować licznik korzystając z Sigma Data Center lub Sigma Link. Podczas jazdy, jeżeli tylko będziemy mieli włączone segmenty live, zbliżając się do jednego z nich, automatycznie wyświetli się informacja, ile metrów zostało do rozpoczęcia oraz oznaczony będzie punkt startu. Po jego przekroczeniu, zobaczymy mapkę tego odcinka (segmentu), dystans jaki pozostał do mety oraz porównanie z czasem, z którym się mierzymy.

Jest to bardzo motywujące, zwłaszcza ściganie się z własnym czasem, aby poprawić go choć trochę za każdym razem :) Tutaj również pojawiają się drobne błędy w oprogramowaniu, np. czasami wyświetla się totalnie błędna informacja o czasie danego odcinka po jego przejechaniu. Ale potem po wgraniu aktywności do Stravy, wszystko wyświetla się dobrze.

W błąd wprowadza niestety instrukcja, która podaje, że możemy wgrać do licznika 100 takich segmentów. Taką informację w 2017 podawała nawet strona Stravy, jednak obecnie informują, że to ograniczenie wynosi zaledwie 30.

Czas pracy na akumulatorze

Sigma podaje, że licznik wytrzyma 13 godzin bez ładowania. Nie mierzyłem tego czasu z zegarkiem w ręku, ale jest on jak najbardziej do uzyskania. Z włączonym podświetlaniem ten czas będzie oczywiście krótszy, ale sprawdziłem, że po 5 godzinach takiej jazdy (ciągłe podświetlanie z maksymalną jasnością), bateria rozładowała się do 50%, czyli te 9-10 godzin myślę, że by wytrzymał.

Licznik można ładować podczas jazdy z powerbanku, ale ta sztuka uda się tylko na dołączonym do zestawu mocowaniu do kierownicy. W przypadku wysięgnika Sigma Butler, brakuje trochę miejsca i przy montowaniu licznika, końcówka kabla niebezpiecznie wygina się w gniazdku.

Ładowanie wbudowanego akumulatora przebiega szybko, dojście od 50 do 100% z powerbanku, zajęło 25 minut. Tak więc jadąc na ultramaraton rowerowy, nie braknie Wam energii, a nawet jeśli, to szybko doładujecie Roxa na postoju lub nawet podczas jazdy.

Sigma Data Center

Sigma Data Center Instrukcja

To program na komputery/tablety, służący do zgrywania naszych aktywności, wgrywania nowych tras do licznika, konfigurowania ekranów na urządzeniu, synchronizacji ze Stravą (nie jest potrzebne konto Premium, aby wrzucić na Stravę swoje przejazdy) oraz do analizowania naszych aktywności.

Do większości funkcji nie mogę się przyczepić. Wszystko jest podane całkiem przejrzyście i przyjaźnie. Po chwili przyzwyczajenia, można z łatwością sprawdzić interesujące nas informacje (fajnie sprawdza się np. analizowanie, gdzie robiliśmy postoje podczas jazdy i jak długo trwały).

Plusem jest możliwość synchronizowania aktywności poprzez Sigma Cloud z aplikacją na telefonie. Dzięki temu, niezależne od tego, czy wgramy nasze najnowsze aktywności do telefonu (potrzebny będzie specjalny kabelek lub przejściówka USB-OTG) czy do komputera, będziemy mieli je w obu tych miejscach.

Sigma Data Center Wyznaczanie trasy

Problemy za to może sprawiać wyznaczanie tras przy pomocy tego programu. Nieraz zdarzy mu się przywiesić, albo bezpowrotnie skasować trasę, którą pieczołowicie przygotowywaliśmy przez ostatnie pół godziny. Do tego rysowanie trasy jest koszmarnie niewygodne. Jeżeli tylko chcecie ustalić drogę od punktu A do punktu B, wybierając czy ma to być trasa bardziej szosowa, czy bardziej terenowa – i przyjmiecie podany wynik bez zastrzeżeń – super, teraz wystarczy wgrać ją do licznika i gotowe.

Natomiast jeżeli uznacie, że sami przygotujecie trasę, którą chcecie jechać – lepiej od razu zrezygnujcie z robienia tego w tym programie. Potrafi on nawet do miejsca, do którego pozornie prowadzi jedna, prosta droga, wyznaczyć trasę według własnego widzimisię. A jeżeli będziecie wyznaczać trochę dłuższą trasę, skończy się to na setkach (niepotrzebnych) kliknięć.

W aplikacji po prostu brakuje funkcji, którą znajdziecie chociażby w Mapach Google – przeciągania wyznaczonej już trasy. W Google Maps wystarczy wyznaczyć trasę od startu do mety, a następnie w miejscach, w których ona się nam nie podoba, lekko przeciągnąć według naszych preferencji. W SDC też można przeciągać pojedyncze punkty, ale skutkuje to ponownym wyznaczeniem trasy do tego punktu, oczywiście zwykle nie tak, jakbyśmy sobie tego sobie życzyli.

W każdym razie ja zrezygnowałem z użeraniem się z wyznaczaniem tras w tym programie i korzystam z Naviki. Tam w wygodny sposób można zaprogramować własną trasę, potem wyeksportować ją do pliku .gpx i wgrać do Rox-a przez Sigma Data Center. Przy okazji możemy zsynchronizować trasę z aplikacją Naviki w telefonie i mieć tam jako backup, pisałem o tym więcej we wpisie o aplikacjach rowerowych na telefon.

Błędy i brakujące funkcje

Być może nie ma urządzeń idealnych. Być może lepiej sprawowałby się telefon z wgraną aplikacją niż licznik. Być może szukam dziury w całym.

Pocieszam się tym, że nie tylko Sigmę trapią problemy błędów i niedoróbek. Miałem kiedyś do poużywania Garmina Edge 820 i choć był to świetny licznik, to jednak do tej „legendarnej” jakości i stabilności Garmina, sporo mu brakowało.

Bobiko na swoim blogu opisywał Garmina Edge 810 i czytam, że „w ciągu ostatnich 5 miesięcy Garmin kilka razy samoczynnie się wyłączał, gubiąc dotychczasową aktywność” albo „niedoróbki, jakie dostarczają programiści giganta sprawiają, że szukam innych możliwych alternatyw„.

Otwieram instrukcję jednego z nowszych Garminów – Edge 130 i czytam „Wyciągnij antenę komunikatów pogodowych z portu USB„. Co to jest antena komunikatów pogodowych, pewnie zapytacie. Jakaś nowa technologia? Nie, to błąd w tłumaczeniu z angielskiego „weather cap” – jest to po prostu gumowa osłonka portu USB, chroniąca przed błotem i deszczem. I ten (mało zabawny) błąd znajdziecie także w innych instrukcjach od urządzeń Garmina, a pierwsze informacje na ten temat znalazłem na jednym z forów internetowych w 2011 roku. I Garmin do dziś tego nie poprawił!

Wypisałem te historie, aby przygotować pole przed tym, co zaraz powiem Wam o Sigmie Rox 7.0. Choć licznik działa stabilnie i generalnie nie mam z nim większych problemów, to jednak trapią go małe niedoróbki, które potrafią bardzo zirytować. I Sigma o nich wie, bo ja (i nie tylko ja) zgłaszałem im sporo różnych propozycji zmian w oprogramowaniu. Większość z nich, podejrzewam zajęłaby nie więcej niż kilka minut (błędy w tłumaczeniu). Reszta byłaby do wdrożenia raz-dwa.

Ale niestety, pod tym względem Sigma ma swoich wiernych klientów w głębokim poważaniu. Wypuszczają produkt, potem jedną czy dwie aktualizacje, żeby wyeliminować największe błędy, by następnie zapomnieć o wszystkim. Mój Rox ma firmware z listopada 2016, czyli był przygotowany kilka miesięcy po premierze. Od tego czasu nie było żadnych aktualizacji, a naprawdę by się przydały.

Moja lista zarzutów

Czas jazdy w Stravie – po wgraniu aktywności do Stravy, czas jazdy jest równy czasowi całej aktywności (jazda + przerwy). W samej aplikacji Sigmy czy w liczniku, te parametry są podawane poprawnie. Sigma wie o tym już od dawna, niby miało to zostać naprawione, ale tak się nie stało.

Możliwość przypadkowego niezapisania aktywności – zdarza się, zwłaszcza w rękawiczkach. Po zatrzymaniu aktywności, mamy możliwość jej kontynuowania lub zapisania/skasowania. Gdy wybierzemy zapis i w tym momencie przypadkowo wciśniemy przycisk niżej, opcja z „Zapis” zmieni się na „Skasuj”. I naszej aktywności będziemy mogli powiedzieć „papa”, mimo, że na ekranie widzieliśmy już rysunek dyskietki z napisem „Trening zapisany”.

Brak dłuższego komunikatu o zjechaniu z trasy – pisałem o tym już wcześniej, wystarczy ruszyć z postoju nie w tym kierunku co trzeba (a co, zdarza się!) albo w momencie gdy nasza trasa przecina się sama ze sobą – źle skręcić. Przez 5 sekund wyświetli się komunikat o tym, że jedziemy źle, ale gdy zniknie, możemy się przez długi, długi czas nie zorientować, że jedziemy nie tak jak trzeba – powie nam o tym tylko brak informacji o pozostałym dystansie do celu i czasie, w którym go osiągniemy. Oczywiście mówię o sytuacji, gdy będziemy jechali „pod prąd”. Zjeżdżając całkowicie z trasy, zorientujemy się patrząc na mapkę. W każdym razie powinna być możliwość ustawienia czasu wyświetlania komunikatu o zboczeniu z trasy, nawet do momentu dopóki się na nią nie wróci.

Brak informacji o zapauzowaniu aktywności – gdy ruszymy bez wystartowania aktywności, licznik wyświetli stosowny komunikat. Natomiast brakuje takiej informacji, gdy przypadkowo wciśnie się przycisk pauzy. Zdarzyło mi się to raz (znowu w rękawiczkach), gdy podczas nocnego przejazdu, zdejmowałem licznik, aby go trochę podładować. Przypadkowo zapauzowałem aktywność i dopiero po kilku kilometrach zorientowałem się, że nie przybywa przejechanych kilometrów. Przydałaby się możliwość włączenia ostrzeżenia o jeździe z zapauzowaną aktywnością.

Błędy w tłumaczeniu – nie jest to coś, co uniemożliwia korzystanie z urządzenia, ale albo kłuje w oczy, albo sprawia, że trzeba sprawdzić o co dokładnie chodzi. Przykłady z licznika: punda (zamiast runda), przelicz trasę (zamiast anuluj/wyłącz trasę, albo przestań prowadzić trasą). Przykłady z programu Sigma Data Center: zamknij (zamiast godzina, w ustawianiu wyświetlanych informacji na ekranie licznika), najlepszy czas obserwującego (chodzi tu o osobę, którą obserwujemy i jest szybsza od nas, w tłumaczeniu zupełnie nie wiadomo o co chodzi), GPS (zamiast GPSies – chodzi o portal internetowy do wyznaczania tras).

Brak możliwości podzielenia ekranu na 4 równe części – jest sporo różnych schematów podziału ekranu, możemy podzielić go na 1/2/3/6 równych części, niestety brakuje podziału na cztery kwadraty.

Zła współpraca Segmentów Live Stravy z wyznaczoną trasą – na początku gdy jeździłem nieznanymi trasami, oprócz wgrania ich do pamięci licznika, aktywowałem w Stravie także kilka segmentów, które były po drodze (żeby „zaistnieć” na liście wśród lokalsów). Niestety, gdy licznik zaczyna pokazywać nam trasę segmentu, na chwilę zapomina o trasie, którą miał nas prowadzić. I jeżeli obie trasy się nie pokrywają, Sigma poprowadzi nas segmentem, a nie naszą trasą.

Poza tym, gdy segment kończy się np. przed skrzyżowaniem (co się bardzo często zdarza), zanim na liczniku dojedziemy do mety, zanim wyświetli się komunikat o uzyskanym czasie, zanim on zniknie i pojawi się w końcu nasza trasa, my już dawno będziemy za skrzyżowaniem i jeżeli mieliśmy na nim skręcić – trzeba będzie wrócić. W każdym razie – przestałem korzystać z segmentów na wyjazdach, one się oczywiście zapisują i wgrywają do Stravy, ale ja już nie „ścigam się” z lokalsami :)

Niedopracowany program Sigma Data Center – o beznadziejnym wyznaczaniu trasy już pisałem. O tym, że program potrafi skasować trasę podczas jej rysowania, też już pisałem. Kiedyś przez dobre kilka tygodni nie mogłem zsynchronizować licznika ze Stravą, musiałem robić to łącząc go z telefonem (ale to poprawili w nowej wersji programu). Problemem (przynajmniej dla mnie) jest regularne wylogowywanie ze Stravy i Sigma Link. Mniej więcej raz w tygodniu muszę się logować do tych usług w SDC, żeby aktywności synchronizowały się z tymi usługami.

Niedopracowany program Sigma Link – brakuje w nim chociażby możliwości importu trasy z pliku .gpx. Przykładowa sytuacja – będąc na wyjeździe, bez dostępu do laptopa/tabletu, nie da się ściągnąć z internetu jakiejś trasy, by wgrać ją do licznika. Opcją jest wczytanie trasy do GPSies i dopiero stamtąd zaczytanie jej do Sigma Link, ale to wymusza na nas dodatkowe działania.

Sigma ROX 7.0 GPS Test

Podsumowanie

Czy jestem zadowolony z Roxa?

Tak… Mimo błędów, niedociągnięć i brakujących funkcji, to nadal bardzo fajny licznik. Jeżeli tylko wypracujecie swój sposób na projektowanie tras (jeszcze raz polecę Naviki), będziecie pamiętali o niekończeniu aktywności w rękawiczkach, przymkniecie oko na błędy w tłumaczeniu i oswoicie się z nawigacją, która może poprowadzić was „pod prąd” – to z reszty myślę, że będziecie zadowoleni.

Czy kupiłbym po raz drugi Roxa 7.0?

Nie. Wolałbym Sigmę Rox 11.0 GPS, która w podstawowej wersji kosztuje 550 złotych, czyli tylko stówkę więcej. W momencie gdy kupowałem siódemkę, różnica w cenie była większa i nie chciałem dopłacać do Bluetootha (do łączenia się z telefonem) i ANT+ (do łączenia się z zewnętrznymi czujnikami), w które wyposażony jest wyższy model (to główna różnica pomiędzy nimi).

Teraz dopłaciłbym, ponieważ oprócz możliwości podłączenia pulsometru oraz czujnika kadencji/prędkości/mocy (nie używam żadnego z nich), dostajemy także możliwość bezprzewodowego połączenia z telefonem. Oprócz powiadomień o przychodzących połączeniach czy SMS-ach, możemy także przesłać dane o aktywnościach na telefon. To może kaprys, ale wtedy nie musiałbym wozić ze sobą przejściówki USB-OTG na każdy kilkudniowy wyjazd, czy w domu włączać komputer, tylko po to, aby zgrać dane z licznika i wrzucić na Stravę (przy okazji zapraszam do obserwowania mojego profilu).

Być może w Rox 11 byłoby mniej błędów w oprogramowaniu (ponoć czas jazdy i całkowity czas są dobrze podawane po zsynchronizowaniu ze Stravą). Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej mam ochotę wymienić swojego na coś zupełnie innego.

Czy w najbliższym czasie wymienię Roxa 7.0 na inny licznik?

Nie wykluczam takiej możliwości, tylko muszę znaleźć licznik, którego nie będą trapiły żadne problemy/błędy/niedociągnięcia. I nie będzie kosztował więcej niż 1000 złotych, co już jest sporą sumą jak za licznik, ale jeszcze tyle byłbym skłonny wydać. W moim zestawieniu liczników z GPS do 800 złotych, ciekawie wygląda Bryton Rider 530 (marka chwalona przez sporo osób), Garmin Edge 130, Lezyne Super GPS i Mio Cyclo 200 (przymknąłbym oko na brak wysokościomierza barometrycznego w tym modelu) – ale nie miałem możliwości poużywać żadnego z nich, może Wy mieliście taką okazję – dajcie znać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

22 komentarze

  • u mnie ROX 7 przegrał z ROX 11 w przedbiegach ze względu na brak możliwości synchronizacji z telefonem. Zgrywanie treningów na stravę za pomocą telefonu rządzi.
    Długo się zastanawiałem nad ROX 11 vs Lezyne Super GPS. Wygrało Lezyne, ale różnice między nimi są tak niewielkie, że to chyba kwestia gustu.
    Lezyne mnie przekonało baterią i nawigacją TbT i chyba ciut świeższą aplikacją, która ciągle jest aktualizowana.

  • Też uważam, że płacenie takiej kwoty za powerbanka z tak niską pojemnością jest rozbojem w biały dzień.

    A system mocowania zawsze można zrobić w chałupniczy sposób oszczędzając przy tym niezłą sumkę, np. na nowe gumy albo chociażby koszyki z carbonu haha

  • Zastanawiam się nad zakupem tego licznika, ale nie daje mi spokoju jedna sprawa. Czy ten błąd z czasem jazdy w stravie występuje gdy zatrzyma się trening z poziomu licznika lewym górnym przyciskiem?

    • Hmmm, nie wiem, musiałbym sprawdzić. Ja od samego początku używam auto-pauzy. Zresztą gdzieś Sigma pisała o tym, że ta funkcja to u nich podstawa i że to powinno działać (i w sumie działa, oprócz tego eksportu do Stravy). Mieli to potem poprawić, ale wiele osób pisało, że u nich to nadal nie działa.
      Problem nie jest związany z samym licznikiem, tylko ponoć z programem Sigma Data Center.

      • A próbowałeś zaktualizować data center? Czytałem w internecie, że u niektórych użytkowników po którejś tam aktualizacji problem się naprawił.

        • @Kuba Na forum u Szajbajka ktoś napisał, że używa Roxa 11 i Strava dobrze pokazuje czasy:
          forum.szajbajk.pl/topic…e/?page=36

          Ja bym dorzucił stówkę do jedenastki, tak czy siak. Dostaniesz możliwość bezprzewodowej synchronizacji aktywności z telefonem (+powiadomienia o połączeniach i smsach) i oczywiście możliwość podłączenia zewnętrznych czujników, nawet jeżeli nie użyjesz tego teraz, to może kiedyś się przydać.

          @Anonim Mam najnowszą wersję Sigma Data Center.

  • Ja jestem posiadaczem Garmina Etrex 35t, który jest bardzo fajny na dłuższe wyprawy. Jednak ostatnio super sprawdził się zegarek Garmin Forerunner 235, który po dograniu na niego apki DynamicWatch i sparowaniu z telefonem, bardzo dobrze działa jako licznik rowerowy i nawigacja (po tzw. sznurku). Na baterii przy nawigowaniu działa 8 godzin, w tym czasie mierzy nonstop puls, można go doładowywać w trakcie jazdy, powiadamia o mailach, telefonach, sms itp. Łatwo, szybko i bezbłednie wyznacza trasę, przy pomocy Dynamic Watch.

  • Łukasz, czy miałbyś możliwość wziąć na testy liczniki Wahoo? Są trzy modele w cenach od 100$ do 330$ z ewentualnymi dodatkowymi czujnikami.

    • Musiałbym się skontaktować z dystrybutorem Wahoo na Polskę, zobaczę co da się zrobić.

      Ten licznik za 90 euro to Wahoo Elemnt Mini – korzysta z GPS wbudowanego w telefon, czyli to taka trochę proteza. Ale już Elemnt i mniejszy Elemnt Bolt wyglądają bardzo interesująco.

  • > Bobiko na swoim blogu opisywał Garmina Edge 810 i czytam, że „w ciągu ostatnich 5 miesięcy Garmin kilka razy samoczynnie się wyłączał, gubiąc dotychczasową aktywność” albo „niedoróbki, jakie dostarczają programiści giganta sprawiają, że szukam innych możliwych alternatyw„.

    To był problem z niestabilnością oprogramowania po aktualizacji – miałem ją w chwili pisania wówczas artykułu. Kolejna przyniosła oczekiwaną stabilność przez dłuższy czas. Do momentu, kiedy znów się wysypał i to w trakcie jednodniówki Gniezno – Kołobrzeg. Na szczescie miałem wtedy backupowe urządzenie rejestrujące ;-). Wtedy podjąłem decyzję, że kupuję Garmin edge 1000 z którego jestem w 90% zadowolony. tutaj takich fuckupów jak z 810 nie było ale sporadycznie były – głównie takie, że pliki .fit nie były poprawnie odcczytywane przez Garmin Connect i dopiero interwencja www.fitfiletools.com pomogła ;-)

    Każde najlepsze urządzenie potrafi być zawodne – w koncu to tylko urządzenie ;-).

    Przygody z Sigmą skonczyły się na drugim i ostatnim liczniku rowerowym – najzwyklejszym. Potem doszły eksperymenty takie jak Holux Gpsport / Garminy / Smartfony itp. :) i

    • Ano właśnie, to mnie niezbyt zachęca do zakupu tańszego Garmina (plus moje średnie doświadczenia z Edge 820). A wydawać ponad 2000 złotych na Edge 1030, czy 1000 złotych na używanego Edge 1000 – średnio mnie kręci :)

      Rox w zupełności by mi wystarczał, nie potrzebuję ani mapy, ani rozbudowanych funkcji, z których i tak nie skorzystam. Po prostu żałuję, że Sigma olała temat w kwestii usprawniania oprogramowania. Tak jakby tam siedział jeden człowiek i miał na głowie wszystko, od projektowania nowych urządzeń, po wspieranie starych :\

      • Jakby nie patrzeć, to samo moze dotyczyć i wielkich firm jak Garmin czy Wahoo. Niemniej, jest to skomplikowany proces, na który składają się Biznes oraz Development (niestety gdy sie ma ograniczone budżety i możliwości techniczne to lepiej wydać coś niedorobionego a potem sie poprawi).

        • Albo niestety i nie poprawi. Właśnie gdyby reagowali na zgłoszenia użytkowników, to byłoby spoko. Nie wszystko da się przewidzieć podczas projektowania urządzenia, czy wyłapać błędy, które pojawiają się w specyficznych sytuacjach.

          Wahoo do swojego Elemnt’a wypuszcza regularne aktualizacje od 2016 roku! support.wahoofitness.com/hc/en…re-Updates

          Można powiedzieć, że to niedorobiony licznik, że poprawiają go od od trzech lat. Ale z drugiej strony, to miło wiedzieć, że błędy są poprawiane, dodawane są nowe funkcje i jest szansa, że jeżeli zgłosi się im jakieś propozycje, to wprowadzą je w życie, a nie zamiotą pod dywan.

          Tak samo zresztą aktualizacje wdraża Garmin. Może w końcu poprawili wszystkie moje zastrzeżenia, jakie miałem do Edge 820, chociaż płynności działania pewnie nie uda się zmienić :)

          • Garmin rzadziej wypuszcza poprawki – jeśli już to pewnie do tych najnowszych urządzeń. moje E1000 nie jest już w sprzedaży ale mimo to jak kogoś nie stać na 1030 (a z pewnością jest to spory wydatek) to e1000 jest dobra opcją. e820 też ale bez slotu pamięci to już słabszy wybór.

            W temacie Wahoo sam bym przetestował Elemnt Bolt, który jest coraz bardziej popularny w środowisku kolarskim. I podobno obsluga jest o niebo lepsza w porównaniu do w/w Garmina (zwłąszcza wymiana danych miedzy smarftonem a GPS).

  • Uważam że licznik pokroju Sigma ROX 7.0 cz 11.0 nie mają większego sensu. Owszem Garminy mają wady, ale jak się jeździ to po prostu działają. Jeśli miałbym wydać na licznik 500 czy 700 zl dolozylbym i kupił bym Edge 520 chociażby dlatego że można wgrać normalną mapę (pamięć jest dość niewielka przez co nie wygra się na raz całej Polski). Licznik nie wyznacz trasę, ale po wgraniu śladu nawiguje po nim. Wszystkie liczniki Garmina mają bardzo czytelne wyświetlacze. Osobiście nie wybrałbym do turystycznej jazdy Edge 130 że względu na brak możliwości wgrania mapy.

    Na co dzień używam Edge 1030 – jeżdżę rekreacyjnie, dość często rysujac trasy palcem po mapie w Locus Map – i duzy ekran w terenie sprawdza się bardzo dobrze. Wazna funkcja z mojej perspektywy jest powiadomienie o wypadkach jak i funkcja Live Track (przy której Garmin czasem się miesza i przestaje dzialac). Zaletą E 1030 jest też bardzo długi czas działania na baterii (ponad 15h z włączoną nawigacja, głównie na ekranie z mapa) i możliwość normalnej pracy podczas ładowania go (Powerbank od Garmina ma chora cenę nawet jak na Garmina).

    • Fakt, E1030 samo w sobie jest drogie ale to, co zrobili z powerbankiem to marketingowy majstersztyk. niby takie samo jak powerbank za 100zł ale jednak ma dedykowane rozwiązanie / mocowanie + port. Na szczeście sami możemy wymyśleć podobne rozwiązania – choćby z pomocą torebki, mocowanej na górną ramę

      • Osobiście używam powerbanku o kształcie walca z uchwytem na dwóch gumach. Mocuje go wtedy albo pod kierownica wzdłuż mostka a na zimowym rowerze ktory ma cienszy mostek pod mostkiem. Pojemnosc przynajmnien teoretycznie taka sama jak powerbank garmina, a cena 6-7 razy niższa.

      • Płacić ponad 500 złotych za powerbank o pojemności 3100 mAh – to trzeba być wielkim miłośnikiem marki :)

        Tym bardziej, że jak do takiego liliputka podłączymy lampkę i telefon, to rozładujemy go raz-dwa. Tak więc i tak na dłuższe przejazdy trzeba brać powerbank do zasilenia tych urządzeń.

        Koncepcja takiego akumulatorka jest super, ale właśnie gdyby kosztowało to 100 złotych, to wtedy miałoby sens.

    • A miałeś okazję poużywać dłużej Edge’a 520? Ja mam niezbyt dobre doświadczenia z E820, ale to było półtora roku temu, może od tego czasu poprawili to, co działało tak sobie. Miałem okazję zatrzymać dla siebie ten licznik, ale odpuściłem.

      Mi Rox w zupełności wystarcza, a mapy nie są mi potrzebne (kwestia potrzeb). Tylko gdyby Sigma przysiadła nad tymi drobnymi poprawkami – byłoby idealnie.

      Do Edge 1030 nawet nie ma co porównywać, to jest komputerek pięć razy droższy od Roxa 7/11 :)

      • Z Edge 520 korzystam sporadycznie, glownie zima gdy jezdze na znanych mi trasach. Raczej rzadko wtedy spogladam na licznik. Korzystaja glownie z niego moi rodzice – korzystaja na zasadzie ja im wgrywam trase po lesie zeby wiedzieli gdzie maja jechac. Nigdy nie mowili o zadnych problemach. Ja tez nie mialem.

        Natomiast z Edge 1030 raz zdarzylo mi sie ze zle zapisal sie plik fit i kilka razy zdarzylo sie ze licznik zrestartowal sie podczas jazdy – po zrestartowaniu zapis wznawial sie sam. Ogólnie licznik działa lepiej niz zaraz po zakupie po wszystkich aktualizacjach. Mozna sie wkurzac na Garmina ale liczniki sa dosc dobrze wspierane i obsluguja wiele map – od rastrowych po wektorowe, co przy turystyce/eksplorowaniu obszaru ma bardzo duze znaczenie.

        Na plus 1030/820 i 520 plus mozna zapisac dodanie obslugi Galileo co chyba poprawilo dokladnosc zapisu sladu. Do zalet Garmina mozna dodac jeszcze obsluge gwarancyjna. Mój Edge 1030 mial efekt halo. Licznik zostal wymieniony na nowy (odnowiony), a gwarancja idzie od poczatku – do wymiany gwarancyjnej nawet nie musialem wysylac zadnego dokumentu zakupu.

    • Ja jestem innego zdania. uważam, że liczniki/nawigacje Garmina są o wiele za drogie. Porównując funkcje takiego Garmina 820 z takim ROX 11 albo Lezyne Super GPS dochodzi się do wniosku, że trzeba zapłacić 500zł za mapę. Serio? jest to tyle warte?
      Sam jeżdżę dwuwymiarowo: krótkie wieczorowe treningi (30-50km) i długie kilkunastogodzinne wędrówki rowerowe. Mam Lezyne Super GPS (cena 490zł w czarny piątek). Na treningi licznik jest świetny ze względu na czytelność, wagę i możliwość podłączenia czujników. Na długą trasę zabieram ze sobą telefon, w którym mam locusa jako backup. co ciekawe ani razu jeszcze mi się nie przydał, bo lezyne dobrze mnie poprowadziło (ma nawigację turn by turn). Do tego czas pracy baterii: Garminy – 10h, Lezyne 24h.