Skocz do zawartości

Trasy rowerowe na Teneryfie


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@wino odpal bikeshow.cc na youtube i poszukaj inspiracji. Nie znam za wiele tras szosowych, ale ziemia kłodzka jest cudowna. I dzika, nawet w lipcu. Zaryzykuje stwierdzenie, ze np Dolina Dzikiej Bystrzycy jest bardziej dzika niż Beskid Niski. 

A cuda na ziemi klodzkiej takie:

Screenshot_20260621_212315_Gallery.thumb.jpg.b4c6441b7f804a236bf1ddf0f455975c.jpg

 

I..(Matko i Córko...) nie korzystaj z porad medycznych z forum rowerowego

Opublikowano

Poszukam wyjazdów. Większość ofert to turystyka, a więc tempo 20 km/h i czekanie co chwilę na wolniejszych. Niby wszystko można samemu ogarnąć, ale dużo rzeczy może pójść nie tak. Na przykład do Calpe jeżdżę sam, bo mam już ogarnięte trasy, a hotele są przyjazne rowerzystom. Ale pierwszy raz też pojechałem na żywioł i zaliczyłem wtopę jak mnie odcięło w górach, zapadła noc i zrobiło się zimno. Nie wróciłbym rowerem.

W tym roku:

  • Malaga z biurem podróży - bardzo fajny wyjazd, w Costa Tropical jest bardziej dziko niż w Costa Blanca i bardziej stromo, ale nie jest to kolarska miejscówka i kierowcy trąbią, wyprzedzają, natomiast fajne są miasteczka wzdłuż wybrzeża do pozwiedzania.
  • Calpe drugi raz samodzielnie - niestety tylko na kilka dni i plan był taki, aby pojechać do miejsc pominiętych za pierwszym razem, co częściowo się udało. W pierwszy dzień pojechałem solo do Castell de Castells. W kolejne dni zdecydowałem się jeździć z ekipą ze sklepu rowerowego, bo jednak w grupie lepiej i mi pokazali mniej znane miejsca.

Nie rezygnuję z treningu ustrukturyzowanego. Dalej współpracuję z trenerem, choć ta współpraca wygląda średnio, bo dostaję do wykonania gotowe ćwiczenia z katalogu, a one są pod trenażer i niektóre ciężko jest wykonać na zewnątrz.

Wiem, że taki wyjazd może zakłócić trening, bo nie powinienem zwiększać objętości, ale może początek lipca jest do tego odpowiedni, a potem znowu wrócić do trenowania pod sierpniowe zawody. Friel w swojej książce przestrzega, że można wypalić zapałki i przedwcześnie zakończyć sezon. Wydaje mi się, że to kwestia odpowiedniej regeneracji po takim wyjeździe i odpowiedniego odżywiania w trakcie wyjazdu.

Opublikowano

Jak Calpe to jedź do Reberta Kalandyka do Pogo.
Nawet roweru możesz nie brać bo ma wypożyczalnię.
Mój syn był u niego.
Zapłacił za noclegi i za obiadokolację dostarczaną codziennie. Chyba z restauracji.
On się tam świetnie rozwija i kupa ludzie do niego jeździ.
Oferuje też odbiór z lotniska i dowóz do niego i jakieś alarmowe podbiórki samochodem.
Malaga o okolice to dużo wyższe temperatury i dużo trudniejszy teren.
Jeśli już to Girona. Kolarskie centrum galaktyki 🙂

Opublikowano

Malaga to była końcówka stycznia. Tam wtedy tak wiało, że wyjechaliśmy w góry do połowy i musieliśmy zawrócić, bo znosiło nas na wszystkie strony, a to była ruchliwa ulica, po której jechało pełno ciężarówek. Nie miałem czapki pod kaskiem i mi solidnie przewiało uszy. Podobno w Costa Blanca wiało jeszcze mocniej. Trzeba być na to przygotowanym, że jest 16°C w plusie, ale w górach wieje i jest zimno.

Co trzeba zabrać:

  • pełny zestaw ubrań, bo jak się w zimie jedzie w góry, to lepiej mieć bluzę i długie spodnie
  • kamizelka w kieszeń lub do torebki (obowiązkowo!!!), bo na zjazdach was przewieje nawet w bluzie
  • niektórzy zakładają ochraniacze na buty, ale wg mnie wystarczą cieplejsze skarpety
  • czapka lub kominiarka pod kask (obowiązkowo!!!)
  • kask i okulary przeciwsłoneczne
  • rękawiczki (najlepiej mieć 2 pary - przewiewne na podjazdy i cieplejsze na zjazdy)

Z obu miejscówek na rower wolę zdecydowanie Costa Blanca.

Czy pojadę jeszcze, to nie wiem. Jeśli będzie sezon 2027, to z pewnością tak.

Edit: Do Girony też są wyjazdy, to może tam za rok w zimie? Jesienią może uda się zakończyć sezon na Teneryfie.

Opublikowano

Najbardziej w życiu zmarzłem chyba na zjeździe spod wulkanu na Teneryfie.
Na dole było 25 stopni na poziomie morze. Pod wulkanem 2.
Miałem rękawiczki, czapkę, wiatrówkę a i tak po 40 km zjazdu trząsłem się jak osika 🙂

Opublikowano

Wiadomość od trenera, że lepiej jechać na obóz kolarski niż leżeć na plaży. Z doświadczenia zajechanie się w lipcu to błąd. Nieudany sezon 2019 wynikał z braku przygotowania w zimie, jazdami tylko w weekendy trasy 100-200 km, tłuczenia kilometrów zamiast trenowania, słabej regeneracji, braku ochrony przed UV, braku nawodnienia i potem na maratonach wymęczyłem każdy podjazd, a na rekreacyjnych jazdach bolały mięśnie. Często miałem też pulsowanie w głowie, osłabienie i gorączkę przez kilka dni, ciśnienie rozsadzało mi czaszkę, to występowało też w latach 2020, 2021, 2022, a teraz już się nie dzieje. Przypuszczalnie chaotyczny trening, brak aklimatyzacji cieplnej, brak przygotowania w zimie, słaba ochrona przed UV, słabe nawodnienie, sen, odżywianie, suplementy... Może też za mocno cisnąłem, ale teraz też niby daję z siebie wszystko albo tak mi się wydaje.

Na zorganizowanych obozach ludzie mają cel zrobić jak najwięcej km i przewyższeń, aby pochwalić się na Stravie. Będziesz jeździł krótkie trasy, to cię wyśmieją, że po co było jechać albo że jesteś słaby, bo oni zrobili 250 km i 3500 m przewyższenia dziennie. Dlatego zastanawiam się, czy nie jechać samemu, ewentualnie żeby był podział na grupy. W lipcu wyjazdów mało, bo to sezon urlopowy.

Mogę jechać gdzieś już w przyszłym tygodniu. Do dyspozycji mam 3 tygodnie, bo pod koniec lipca zaczyna się u nas festiwal rowerowy, więc ostatni tydzień na regenerację i odbudowę sił. Potem TDPA i znowu będzie można gdzieś pojechać.

Z propozycji, jakie padły, to na lipiec i sierpień biorę pod uwagę:

  • Stelvio - czy dobry pomysł w lipcu? (ale nie w terminie TDF, bo tłumy i ceny w hotelach kosmos)
  • Dolomity - czy w lipcu nie za gorąco?
  • Cassino - z racji tego, że blisko Rzymu, ale z doświadczenia wiem, że trudno będzie połączyć zwiedzanie Rzymu z jazdą na rowerze
W Polsce na kilka dni:
  • Karkonosze - obowiązkowo
  • jakieś łatwe parki rowerowe do poćwiczenia techniki, może Szczyrk - na kilka dni by się wybrać
  • trasy maratonów MTB, ale to raczej wsiąść rano w pociąg i wrócić wieczorem

Znalazłem kilka wyjazdów w te miejsca, ale nie pasują mi terminy, bo wypadają wtedy ważne zawody.

Jeśli znajdziecie inne wyjazdy, to dajcie znać, może mi spasuje termin.

Celem tych wyjazdów ma być:

  • podniesienie kondycji przed TDPA i kolejnymi zawodam
  • podniesienie techniki MTB
  • przy okazji pozwiedzanie

Edit: u mnie nigdy nic nie jest dopięte na ostatni guzik i już na miejscu naprawiam błędy, bo np. czegoś nie zabrałem z domu.

Opublikowano

Nie ścigam się już więc mam obecnie trochę inne doświadczenia.
Ale może niektóre z nich się do czegoś przydadzą.

Pomału wracam do formy sprzed 10 lat. Osiągnąłbym tę formę gdybyśmy z kumplem znowu jeździli ze średnią 32-33 km/h.
Dawałem wtedy radę utrzymać się na ustawkach które jeździły ze średnią 35-38 km/h. Przy 40, po 20 km odpadałem.
Dwa dni temu pojechaliśmy 31,1 jadąc cały czas w górnym chwycie na rowerach sprzed 13 lat. Średnie tętno miałem 130.
Policzyłem też z grubsza Pw:HR Drift. 3,3%. Co świadczy o dobrej bazie aerobowej.
Nie jest to w pełni dobrze policzone bo nie mam w tym rowerze pomiaru mocy.
Ale za chwilę przesiądę się czasem na ścigacza z pomiar mocy to wyliczę to dokładnie.
Do końca czerwca miałem trochę mało kilometrów bo tylko 3300.
Wypadałoby mieć przynajmniej 1000-1500 więcej o tej porze roku.

Może zacznijmy od pewnych rzeczy okołotreningowych.
Opalanie się, UV, odporność cieplna.

Za namową mojego kumpla od lat korzystającego z diety i różnych dziwnych terapii medycyny wschodniej wyeliminowałem w zeszłym roku z diety rafinowane oleje roślinne. Czyli słonecznikowy i rzepakowy. Obaj z kumplem jesteśmy na diecie LHCF i nie czułem się lepiej od wielu lat.
I jestem w stanie przejechać 70 km w ostrym tempie bez jedzenia, tylko na bidonach z węglowodanami.

No i robię w tym roku eksperyment, który on już ćwiczy od lat. Czyli nie smaruję się żadnymi kremami i przestałem doznawać oparzeń słonecznych. Jeżdżę na tej patelni jaka jest teraz w koszulce bez rękawów i nic. A latem w zeszłym roku kiedy używałem te oleje oparzałem się i musiałem się smarować kremami anty UV.
Przypadkiem w rozmowie z koleżanką, która jeździ 30 tys km rocznie wyszło że ona doszła do tego samego. Jej skóra na wiosnę potrzebuje parę tygodni na adaptację, gdzie na zmianę jeździ w krótkim i długim rękawie a potem jest już na tyle opalona że żadna osłona nie jest potrzebna.
To samo mówi znany kardiochirurg, którego jestem fanem, autor książki Stay Off My Operating Table, doktor Philip Ovadia.
Poprawiła się też moja odporność termiczna. Nie umieram tak w upale jak w zeszłym roku. Wczoraj załatwiałem na rowerze sprawy na mieście w godzinach 9-13. Zrobiłem 60 km bez żadnego problemu w ponad 30 stopni.

Regeneracja.
Mam ustalony z AI Clude protokół suplementacyjny.
Wspiera on głównie przemiany energetyczne mięśnia sercowego ponieważ mam wszczepiony stymulator.
Celem jest jak najniższy pobór tlenu i jak najniższe HR bez brania żadnych farmaceutyków.
HR spoczynkowe mam około 50-55.
Biorę pierdylion supli ale wydaje się to działać. Nie są to żadne dziwolągi. Witaminy, koenzym Q10, tauryna, tego typu rzeczy.
Ale to jest suplementacja odpowiednia dla każdego kolarza.
Podobną suplementację ma mój syn, jakby nie było kolarz wyczynowy.
Ale on jeszcze bierze dodatkowo kreatynę i beta alaninę, których ja nie biorę. Natomiast kreatynę mam już kupioną i planuję brać.

Do tego koniecznie rolka i rolowanie po intensywnej jeździe. I odpowiednia ilość białka i węglowodanów.

Bardzo zwracam uwagę na wsparcie mikrobioty jelitowej.
Prawie żaden trener w Polsce nie ma pojęcia o czymś takim jak Gross Efficiency. Jest to metaboliczna wydajność energetyczna.
Może być ona do pewnego stopnia trenowana. Mój syn, który ma niemieckiego trenera ma zadawane dwa typy treningów, których w Polsce prawie się nie robi.
Jeden to trening metaboliczny. Drugi to trening siłowy na ekstremalnie niskiej kadencji typu 30 na podjeździe.

Amatorzy trenują źle. Za dużo jeżdżą z dużą intensywnością. Za mało z niską.
Po jaką cholerę jedziesz 200 km skoro żaden Twój wyścig nie ma takiego dystansu?
Mój syn NIGDY nie ma treningu dłuższego niż 5h. Bo żaden jego wyścig nie trwa więcej niż 5h. I jak jest to 5h to jest to jazda aerobowa Totalnie lajtowa.
Sylwek Szmydt ostatnio mówił że pierwsze co robi to uczy amatorów żeby jeździć wolno.
Ja w tym roku jeżdżę np. dużo jazd na tętnie na poziomie FatMax. Czyli gdzie nie potrzebuję prawie żadnych węglowodanów. 
Ostatnio jechaliśmy jazdę gdzie miałem średnie tętno 109. I tak powinna wyglądać część treningów.
A część powinna symulować wyścig.
A wyścig wygląda zwykle tak że od początku idzie maksymalny gaz, żeby odczepić tzw. trzepaków. Jak się ich odczepi to idzie uspokojenie.
A potem następuje kolejne 30-60 minut ataków w ostatniej godzinie jazdy.
I ta umiejętność przetrwania tych ataków czyli zdolność do utylizacji laktatu jest kluczowa w wyścigach szosowych.
Amator przetrwa zwykle ze dwa skoki po 50-55 km/h. A potem wejdzie w tzw. zapiek. Czyli poziom laktatu przekroczy jego możliwości utylizacji.
I będzie potrzebował ze 30 minut żeby znów dojść do siebie.

Jak czytam to co piszesz to obraz jaki się wyłania to jest totalny chaos.
Albo zapłać jakiemuś porządnemu trenerowi żeby Ci wytłumaczył co i jak albo używaj AI do treningu.
Bo płacenie za takie szamotanie się jak teraz robisz nie ma żadnego sensu.

Co do wyjazdu.
Wyjazd w wysokie góry spowoduje zwiększone wytwarzanie naturalnego EPO. 
Organizm będzie musiał mocniej pracować w warunkach zmniejszonej ilości tlenu.
Nawet ja, totalny amator to odczułem.
Ale trzeba mieszkać przynajmniej na wysokości 1500 metrów.
Wyczynowi kolarze mieszkają na przynajmniej 2000 metrów.
Więc okolice Stelvio jak najbardziej.
Tam masz do dyspozycji również kultowe przełęcze Gavia i Mortirolo.
Widziałem przynajmniej 2 ogłoszenia wyjazdów tam w ostatnim tygodniu na FB.
Z tym że tam latem jest bardzo duży ruch samochodowy.

Jakbym miał jechać sam, wolałbym pojechać tam gdzie mieszkaliśmy. Na zboczu przełęczy Piller Hoche u wjazdu do ślepych dolin Kaunertal i Pitztal. Zero ruchu samochodowego i wyśmienite warunki do treningu. Wystarczy podjechać samochodem 30-40 km do Nauders żeby zaatakować Stelvio od strony Prato jak przyjdzie chęć. Co zrobiliśmy startując z Nauders i wracają przez Szwajcarię. Trzeba mieć dowód osobisty lub paszport. Bo jest tam kontrola graniczna.

Dolimity piękne. Kolega był tam już ostatnio dwa razy. Inny ścigał się w tym roku na maratonie co miał 4500 metrów przewyższenia.
W wysokich górach jest zwykle chłodniej. Ale tam są bardzo wymagające podjazdy i duże przewyższenia.
 
Robisz jakieś badania krwi?
Wiesz jaki masz poziom hemoglobiny, hematokrytu, B12, żelaza, witaminy D, kwasu foliowego, testosteronu całkowitego i wolnego?
Bo bez takiej wiedzy cały ten trening nie ma sensu.

Masz jakiś zegarek czy opaskę kontrolujący HRV, sen i SpO2?
 

Opublikowano
11 godzin temu, jajacek napisał(a):

Jak czytam to co piszesz to obraz jaki się wyłania to jest totalny chaos.
Albo zapłać jakiemuś porządnemu trenerowi żeby Ci wytłumaczył co i jak albo używaj AI do treningu.
Bo płacenie za takie szamotanie się jak teraz robisz nie ma żadnego sensu.

Piszę o tym, jak wygląda rzeczywistość na wyjazdach kolarskich i na co dzień. Mało kto się ściga. Bardziej chodzi o lans w środowisku i liczby na Stravie.

Pomijając rzeczywistość, nawet gdy jedzie się samemu i ma gdzieś opinie innych, to ciężko pojechać za granicę i jeździć 2h dziennie. W Maladze nie tłukliśmy km bez celu, bo każdy miał trenera i rozpisany plan treningowy, a i tak wychodziło od 2h do 4h samej jazdy. W Calpe wyszło od 3h do 4h. Poprzedni wyjazd do Calpe podobnie poza wyjątkami, gdzie zeszło raz 5h, drugi raz 6,5h. To bez uwzględnienia postojów, czerwonych świateł i czekania na innych. Trasy wyznaczone przez jednego z organizatorów były 2x dłuższe i 2x więcej przewyższeń, więc gdybym wtedy z nimi jechał, to bym się zajechał.

Teraz jeśli pojadę na Stelvio lub inną kolarską miejscówkę, to też wyjdzie 3-4h jazdy bez zamulania.

Co do treningu, to zgadza się, znam podstawy, w klasycznej periodyzacji w zimie jeździmy dłużej i wolniej, w lecie krótko i intensywnie, natomiast w odwróconej periodyzacji (jak ktoś w zimie śmiga na zewnątrz) trochę na odwrót, ale nie do końca, bo w lecie sesje powinny być krótkie.

Ale to zależy, kto co chce osiągnąć. Na obozach dla większości uczestników liczy się zabawa w "doborowym towarzystwie", relacje na Instagramie oraz "pain is temporary, strava is forever". Trzeba jechać samemu lub znaleźć ekipę, co też trenuje pod zawody.

Co do trenera, to po sezonie kończę współpracę. Na początku wszystko wyglądało solidnie - wywiad, test FTP, cele na sezon, bogata oferta, a w rzeczywistości rozpisuje mi plan na kolejny tydzień wg dziwnych kryteriów. Niektóre ćwiczenia są pod trenażer i ciężko je wykonać w terenie. Musiałbym wam pokazać ten plan do oceny. Zawsze jest 2h wytrzymałości 2-3 razy w tygodniu i to może jest ok, bo Friel też każe utrzymywać podstawowe aspekty kondycji przez cały sezon, ale zdaje się, że cały czas jesteśmy gdzieś w okresie podstawowym. Moje treningi w poprzednich latach były ciężkie, wypluwałem płuca, tętno blisko max, co przynosiło efekty, czas 1h-1,5h (tego nie wstawia się na Stravę), a teraz mam pilnować watów (i tak pozwalam sobie pod koniec na więcej, bo Friel każe łączyć wytrzymałość np. z tempówkami lub z siłą, jeśli nie robimy 2 treningów dziennie), jakieś cięższe jazdy teraz to jedynie na ustawkach. Jak mam robić technikę, to mam w planie jedynie trening techniki bez wskazania konkretnych aspektów. Po prostu on ma za dużo podopiecznych pod sobą, a trener, który szczegółowo się opiekuje zawodnikiem (najlepiej osobiście, nie zdalnie), ma ich kilka. No ale techniki trener zdalnie nie wyćwiczy za ciebie. To się jeździ na szkolenia albo jeździ się z bardziej doświadczonymi osobami, które ci podpowiedzą, jakie błędy popełniasz

Wracając do wyjazdów, to w okresie lipiec-sierpień na pewno będą:

  • 1 lub 2 wyjazdy szosowe za granicę na tydzień (w tym Stelvio)
  • 1 lub 2 wyjazdy szosowe w Polsce (w tym Karkonosze)
  • kilkudniowe wyjazdy na trasy MTB
  • pojedyncze wyjazdy na trasy maratonów
Opublikowano

Słabo znam te miejscówki i nigdy nie interesowałem się zbytnio zagranicznymi wyścigami. To da się tam bezpiecznie pośmigać na szosie? Z tego, co czytam, to ta pokrywa lodowa jeszcze jest z czasów zimy. Kwestia, czy asfalty są przejezdne i nie są śliskie. Podobne widoki są zimą w Polsce i mam mnóstwo takich zdjęć.

Czy lepiej jechać do Francji na Alpe d'Huez? Ale nie w dni, kiedy tam będzie TDF. Bo droga może będzie zamknięta przez kilka godzin, ale to wyścig o zasięgu światowym, to mogę sobie wyobrażać, co tam się będzie działo i jakie będą ceny w hotelach.

Właśnie szukam zorganizowanych wyjazdów, ale chyba skończy się na samotnej podróży i wypożyczaniu roweru na miejscu.

Opublikowano

Jakieś tam wyjazdy są. W pierwszej połowie lipca na Pireneje. W drugiej połowie lipca na Alpe d'Huez. To trochę jak Malaga vs Calpe. Chyba wolę to drugie, bo są szersze drogi i w lepszym stanie, a w razie potrzeby łatwiej o pomoc. W Polsce wyjazdy w Karkonosze są też w drugiej połowie lipca. Terminy kolidują. Na pewno jest więcej wyjazdów, które trudniej znaleźć, więc jak ktoś coś wie, to piszcie.

Program na lipiec to:

  • Karkonosze (max 1 tydzień)
  • Alpe d'Huez / Pireneje / inna zagraniczna (max 1-2 tygodnie)
  • trening MTB - łatwe bike parki / Kraków / Szczyrk / inne miejsca
  • trasy maratonów MTB z dawnych lat

Aby  nie było tłumów, to może lepiej to odwrócić i najpierw pojechać do Francji, a potem do Polski?

Wszystko, co potrzeba, to:

  • gdzie się ulokować
  • trasy do przejechania
  • wypożyczalnie rowerów
  • kontakty do ludzi w razie problemów

W Calpe to wszystko mam już ogarnięte, więc sam jeżdżę, a w inne miejsca to trochę ryzyko.

Na sierpień na razie nie planuję, bo u mnie sytuacja jest dynamiczna.

Opublikowano

We Francji jak wyścigi nie jadą to o ile mu wiadomo jest lużno.
Mój syn był raz na zgrupowaniu w Tignes.
I ze dwa razy w Livigno.
Livigno jest ulubionym miejscem na zgrupowania polskich kolarzy bo jest dużo opcji jeśli chodzi o drogi i nie jest za daleko.
Ale nie jest tam pusto.
W miarę pusto będzie tam gdzie napisałem. W Austrii.

Zgrupowań jak psów. Niemal trener na FB coś oferuje plus masa influencerów. 

Opublikowano

Szczyrk, jeśli nie będziesz latał czarnych tras, to są 2 trasy, przecinające się w połowie. Jak z wyciągiem i różnorodnie to Szyndzielnia + Kozia albo Wisła. W Wiśle masz przynajmniej z 4-5 wyciągów w różnych miejscach, a do tego kupę szlaków i górek dookoła. Graniczny z Czantorii po Kyczerę dla koneserów łupanki. Równica ze zjazdem czerwonym na północny-wschód. Obowiązkowa runda przez Baranią i Malinowską (fajnie się przedłuża o Skrzyczne i zjazd bikeparkiem).

Niegłupim pomysłem może być też Krynica Zdrój. Masz rodzinne, wymuskane trasy na Skolnitach (czerwona jest tam strasznie na siłę puszczona, żeby była). Masz masyw Jaworzyny praktycznie bez łupanki (zjazdy do Rytra zostają) - cały grzbiet to fajne leśne drogi, a ponieważ to jeszcze nie jest glina Beskidu Niskiego, to leśne prace aż tak ich nie niszczą. Możesz złożyć dłuższą pętlę i zahaczyć o trudniejsze dzikusy z Radziejowej (podjeżdżając drogą leśną z Rytra, ewentualnie żółtym od Piwnicznej lub przez Obidzę, gdzie sporo drogi). W drugą stronę masz luźniejsze górki i doliny w stronę Wysowej/Hańczowej + ewentualnie zachodnią ściankę Lackowej jak prawie pionowe DH ci się marzy 😉 

Opublikowano
6 godzin temu, jajacek napisał(a):

Zgrupowań jak psów. Niemal trener na FB coś oferuje plus masa influencerów. 

Nie śledzę wszystkich influencerów. Szukam wyjazdów w Google i nie ma ich za dużo. Ale poszukam głębiej.

6 godzin temu, jajacek napisał(a):

W miarę pusto będzie tam gdzie napisałem. W Austrii.

Chodzi o to, aby nie było dzikich tłumów, jakie mogą być na TDF. Jak jest pusto, to samemu też niezbyt bezpiecznie.

Dorzucę jeszcze jedno kryterium - dostępność połączeń, czas dojazdu z lotniska, bo samemu planując podróż im bliżej, tym lepiej.

Godzinę temu, Szwedacz napisał(a):

Szczyrk, jeśli nie będziesz latał czarnych tras, to są 2 trasy, przecinające się w połowie.

W grę wchodzą tylko łatwe trasy dla początkujących. Szczyrk to raczej trudniejsze trasy. Krynica łatwiejsza. Ale w Szczyrku podobno jest wiele tras MTB do jazdy, niekoniecznie zjazdowe.

Edit: We Francji lub Włoszech ewentualnie coś takiego, że sa lokalne ustawki, podobnie jak w Calpe.

Opublikowano

ChatGPT podał takie rekomendacje:

  • Norwegia (brak upałów, zmienna pogoda, jasno)
  • Słowenia (Kranjska Gora, Przełęcz Vršič, Mangart)
  • Austria (Grossglockner High Alpine Road, Kaunertal Glacier Road)
  • Szwajcaria (raj dla wspinaczy, ale drogo)
  • Szkocja (brak upałów, ale deszcz)
  • Bormio (Stelvio, Gavia, Mortirolo, Foscagno)
  • Livigno (chłodno nawet latem)
  • Nauders (Reschen Pass, Kaunertal Glacier Road, Timmelsjoch, Stelvio)
  • Kranjska Gora (Przełęcz Vršič. Mangart)
  • Andermatt (Furka Pass, Grimsel Pass, Susten Pass, Gotthard Pass)

Jest jeszcze wyjazd do Andermatt, ale szybko się wyprzedał i nie ma miejsc.

Jest środek sezonu i to muszą być kontrolowane treningi, a nie „najbardziej epickie przełęcze” Wg ChatGPT Alpe d;Huez może być, ale z noclegiem w dolinie. Zły pomysł. Przecież chodzi o ten słynny podjazd z numerkami. Z doliny trzeba by się dłużej wspinać.

Nie da się już edytować. Wzoruję się na tym https://www.mjprotour.com/tourdefrance

W przypadku Alpe d'Huez wygląda to tak:

  • baza - Grenoble wydaje się lepszą opcją niż Bourg-d’Oisans, bo jest większa różnorodność tras, a w dni wolne można coś pozwiedzać, natomiast więcej sklepów i wypożyczalni jest w Bourg-d’Oisans (bo Grenoble bardziej nastawione na masową turystykę)
  • lotnisko - Grenoble ma lotnisko, ale wszystkie loty są do Lyon (LOT lub Wizzair), a stamtąd koło 2h jazdy
  • trasy - nie może być tyle, co 
  • pogoda - w Grenoble upały powyżej 30°C, w Bourg-d’Oisans koło 28°C - w Polsce już przy tych temperaturach zdychaliśmy
  • wypożyczenie roweru i jazdy grupowe - podobno pełno tego jest

Z kolei w Polsce w Karpaczu kilka dni ma lać, ale pod koniec tygodnia się wypogodzi.

Pytanie, jak w lipcu pojeździć na rowerze, aby zrobić formę, a nie wypalić formy i nie zdechnąć. 🙂 

Napaliłem się na Francję lub Włochy, ale w lecie to może nie jest najlepszy pomysł. No i lepiej w grupie, nawet na miejscu z przewodnikiem.

Bardzo fajne jest też Bormio jako baza, jest chłodniej, ale wszędzie strome góry i boję się spalić sezon.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...