wino
Użytkownicy-
Postów
210 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez wino
-
Na Podkarpaciu i w Małopolsce też jest więcej połączeń niż kilka lat temu i można dojechać pociągiem do bardziej odległych miejsc. No nic, zobaczymy, czy dam radę, bo trasy są wymagające. Zapaliła się pierwsza czerwona lampka. Otóż powrót jest w niedzielę i nie ma już pociągów po 14:00, aby nie spędzić nocy na dworcu. Napisałem do organizatora, że potrzebuję dodatkowy nocleg i zapytałem, czy powinienem go załatwić na własną rękę. Nie odpowiedział. Głupie pytanie? Pewnie tak, bo będzie już po obozie i teoretycznie to mój problem, jak i kiedy wrócę. Ale na innym obozie, kiedy chciałem sam przedłużyć sobie pobyt o 2-3 dni, to mnie organizator zjechał, że nie mogę, że albo wracam do domu, albo on mi przedłuża z kilkudniowym wyprzedzeniem, bo w jakiej sytuacji go stawiam i co pomyślą o nim w hotelu. Druga rzecz, która może wydawać się dziwna, to że jadę pociągiem. Jakiekolwiek maratony, inne imprezy, dla ludzi to był kosmos, że pociągiem lub na rowerze, a nie samochodem. Ale jak mam połączenie od drzwi do drzwi, to samochód nie ma sensu. 6h jazdy autem bardziej zmęczy niż cały obóz. Chcę zrealizować cały plan, czyli w przyszłym tygodniu Alpe d'Huez, potem bike parki i trasy maratonów MTB. Na jesień albo Włochy, albo Teneryfa. I to by było na tyle. Jeśli będzie kolejny sezon, to w zimie tradycyjnie Hiszpania. Calpe chyba też, bo mam sentyment. Edit: Jeszcze odnośnie tamtej sytuacji, bo organizator chce dodać taki punkt do regulaminu. Czy to legalne? W cenie był transfer z lotniska i na lotnisko, hotel, wyżywienie, masaże, opieka na trasach. Jeśli biuro podróży zapewnia transfer, to czy muszę wrócić w określony dzień? A jeśli zapewnia także loty, to czy muszę polecieć danym lotem? Jak to jest, jeśli chcę zostać dłużej na własną rękę? Jeśli ktoś sobie doda taki punkt, że nie wolno, to czy jest on wiążący prawnie? Co do reszty, to już na wstępie był problem z wynajmem auta, gdyż organizator został oszukany przez jakąś agencję i musiał zapłacić drugi raz, ale z płatnością też były problemy, bo wymagana była karta kredytowa, ale żadna nie przechodziła i ostatecznie już nie pamiętam, w jaki sposób udało się ten problem rozwiązać. Powrót na lotnisko autobusem, bilet opłacił organizator i jak dla mnie to ok. Z masaży zrezygnowałem i o to też miał pretensje, bo chciał w ten sposób konkurować z innymi obozami. Nawet nie wiedział, co to za masaże. Po prostu wykupił w hotelu i niby była opcja "sportowe", ale więcej można szkód zrobić, kiedy ktoś nie zna pacjenta i nie wie, czy ma jakieś dolegliwości.
-
Piszę ogólnie o takich wyjazdach, bo planuję więcej jeździć. Akurat w tym przypadku to nie problem, bo hotel jest blisko stacji. Ale gdybym musiał dojechać 20-30 km, to by mi się nie chciało męczyć z plecakiem. Zawsze to był problem, nawet 1 dzień TDPA czy Piwniczna i brałem minimum do plecaka. Strasznie wymęczyłem wtedy pod górę. Chociaż jak będzie dobry plecak, to aż tak nie odczuję. Natomiast podróże, gdzie śpi się w wielu hotelach, to chyba klasyczny bikepacking lub pojemna torba na kierownicę.
-
Na zagraniczne wyjazdy podróżuję z walizką, plecakiem i w stronę powrotną brakuje miejsca. Na jednodniowe noclegi dotychczas tylko plecak, ale mogę zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Stąd pytanie, jak sobie radzicie. Większość jedzie samochodem, to problemu nie ma. Na kilkudniowy wyjazd najczęściej zabieram: buty rowerowe odzież rowerowa zapasowa odzież kosmetyki suplementy bidony klapki do hotelu narzędzia (multitool, itd.) elektronika (licznik, telefon, kamerka, kable, power bank, itd.) kurtka do ubrania po powrocie do PL też ląduje w walizce (w zimie) aparat (opcjonalnie) buty trekkingowe (opcjonalnie) laptop i zasilacz (opcjonalnie) rower i kask wypożyczam na miejscu W praktyce zawsze czegoś brakuje i chodzę po sklepach, rozpaczliwie szukając rzeczy, których nie zabrałem z domu. Za pierwszym razem wziąłem uchwyt na licznik, ale nie miałem gumek i nie dało się go zamontować na kierownicy. Musiałem kupić uchwyt i przy okazji skombinowali mi adapter na GoPro. Gdy chciałem zdjąć kamerkę, to nie wiedziałem, że wystarczy przekręcić adapter i mi w sklepie kombinerkami rozwalili uchwyt, że nie da się jej wyjąć ani stabilnie przykręcić. Śruba się zapiekła, a nie zrozumieli, że chcę po prostu zdjąć ją z roweru. Za drugim razem wziąłem ten sam uchwyt, ale bez śrubki. Wypożyczalnia nie posiadała uchwytu pod Edge 1040. Odpowiednią śrubkę znaleźli w hotelu. 🙂 Pominę już odzież i akcesoria typu czapka pod kask. Dlatego na kolejne wyjazdy chcę być w 100% przygotowany. Na kilkudniowe wyjazdy, gdzie jedzie się rowerem i śpi w hotelu, to trzeba prawie wszystko, co wyżej, tylko buty do chodzenia i odzież wyjściowa. Pewnie to wszystko da się zmieścić w bardziej pojemnym plecaku. A pytam o inne opcje, bo wygodniej nie wozić w plecaku. Normalnie takie rzeczy ludzie wożą w sakwach do bagażnika, ale na szosie zostaje bikepacking typu jakaś większa torba na kierownicę?
-
Obóz w Karkonoszach - średnio 120 km i 2500 m w górę. To prawie jak na Teneryfie. Uczestnicy zaprawieni w takich jazdach. Raczej nie będzie podziału na mini i mega, bo grupa kameralna. Po takim czymś chyba miesiąc będę się regenerować. Nie ma bata, do Francji jadę sam i trasy max 2-3h. BTW jak przewozicie rzeczy do hotelu, jadąc tylko rowerem? Plecak czy jakieś sakwy? Trzeba też zabrać normalne buty i ciuchy wyjściowe. A przydałoby się też wziąć jakieś suplementy, zwłaszcza na kolana. Może jakaś pojemna torba na kierownicę? Tradycyjny bike packing odpada, bo to za małe.
-
Zgadza się. Nawet zorganizowane wyjazdy do Norwegii są drogie. Ludzie sugerują Bormio jako bazę, bo stamtąd można dostać się na kultowe przełęcze. No i jest zaplecze kolarskie. W Nauders też. 🙂 Andermatt to popularna baza w Szwajcarii i stamtąd jedzie się na te przełęcze. Z czym konkretnie można mieć trudności? Wybiorę się tam chyba na własną rękę. Wyjazdy dawno wyprzedane, a jak widzę dystanse i przewyższenia, to wolę już sam ogarnąć trasy i jeździć tak, by się nie zajechać. Może na miejscu będą jazdy z przewodnikiem tak jak w Calpe. Zaczynam od Karkonoszy. Mam nadzieję, że po deszczowych dniach będzie słonecznie. Czy z grupą, czy samemu, tutaj nie ma łatwej odpowiedzi.
-
ChatGPT podał takie rekomendacje: Norwegia (brak upałów, zmienna pogoda, jasno) Słowenia (Kranjska Gora, Przełęcz Vršič, Mangart) Austria (Grossglockner High Alpine Road, Kaunertal Glacier Road) Szwajcaria (raj dla wspinaczy, ale drogo) Szkocja (brak upałów, ale deszcz) Bormio (Stelvio, Gavia, Mortirolo, Foscagno) Livigno (chłodno nawet latem) Nauders (Reschen Pass, Kaunertal Glacier Road, Timmelsjoch, Stelvio) Kranjska Gora (Przełęcz Vršič. Mangart) Andermatt (Furka Pass, Grimsel Pass, Susten Pass, Gotthard Pass) Jest jeszcze wyjazd do Andermatt, ale szybko się wyprzedał i nie ma miejsc. Jest środek sezonu i to muszą być kontrolowane treningi, a nie „najbardziej epickie przełęcze” Wg ChatGPT Alpe d;Huez może być, ale z noclegiem w dolinie. Zły pomysł. Przecież chodzi o ten słynny podjazd z numerkami. Z doliny trzeba by się dłużej wspinać. Nie da się już edytować. Wzoruję się na tym https://www.mjprotour.com/tourdefrance W przypadku Alpe d'Huez wygląda to tak: baza - Grenoble wydaje się lepszą opcją niż Bourg-d’Oisans, bo jest większa różnorodność tras, a w dni wolne można coś pozwiedzać, natomiast więcej sklepów i wypożyczalni jest w Bourg-d’Oisans (bo Grenoble bardziej nastawione na masową turystykę) lotnisko - Grenoble ma lotnisko, ale wszystkie loty są do Lyon (LOT lub Wizzair), a stamtąd koło 2h jazdy trasy - nie może być tyle, co pogoda - w Grenoble upały powyżej 30°C, w Bourg-d’Oisans koło 28°C - w Polsce już przy tych temperaturach zdychaliśmy wypożyczenie roweru i jazdy grupowe - podobno pełno tego jest Z kolei w Polsce w Karpaczu kilka dni ma lać, ale pod koniec tygodnia się wypogodzi. Pytanie, jak w lipcu pojeździć na rowerze, aby zrobić formę, a nie wypalić formy i nie zdechnąć. 🙂 Napaliłem się na Francję lub Włochy, ale w lecie to może nie jest najlepszy pomysł. No i lepiej w grupie, nawet na miejscu z przewodnikiem. Bardzo fajne jest też Bormio jako baza, jest chłodniej, ale wszędzie strome góry i boję się spalić sezon.
-
Nie śledzę wszystkich influencerów. Szukam wyjazdów w Google i nie ma ich za dużo. Ale poszukam głębiej. Chodzi o to, aby nie było dzikich tłumów, jakie mogą być na TDF. Jak jest pusto, to samemu też niezbyt bezpiecznie. Dorzucę jeszcze jedno kryterium - dostępność połączeń, czas dojazdu z lotniska, bo samemu planując podróż im bliżej, tym lepiej. W grę wchodzą tylko łatwe trasy dla początkujących. Szczyrk to raczej trudniejsze trasy. Krynica łatwiejsza. Ale w Szczyrku podobno jest wiele tras MTB do jazdy, niekoniecznie zjazdowe. Edit: We Francji lub Włoszech ewentualnie coś takiego, że sa lokalne ustawki, podobnie jak w Calpe.
-
Jakieś tam wyjazdy są. W pierwszej połowie lipca na Pireneje. W drugiej połowie lipca na Alpe d'Huez. To trochę jak Malaga vs Calpe. Chyba wolę to drugie, bo są szersze drogi i w lepszym stanie, a w razie potrzeby łatwiej o pomoc. W Polsce wyjazdy w Karkonosze są też w drugiej połowie lipca. Terminy kolidują. Na pewno jest więcej wyjazdów, które trudniej znaleźć, więc jak ktoś coś wie, to piszcie. Program na lipiec to: Karkonosze (max 1 tydzień) Alpe d'Huez / Pireneje / inna zagraniczna (max 1-2 tygodnie) trening MTB - łatwe bike parki / Kraków / Szczyrk / inne miejsca trasy maratonów MTB z dawnych lat Aby nie było tłumów, to może lepiej to odwrócić i najpierw pojechać do Francji, a potem do Polski? Wszystko, co potrzeba, to: gdzie się ulokować trasy do przejechania wypożyczalnie rowerów kontakty do ludzi w razie problemów W Calpe to wszystko mam już ogarnięte, więc sam jeżdżę, a w inne miejsca to trochę ryzyko. Na sierpień na razie nie planuję, bo u mnie sytuacja jest dynamiczna.
-
Słabo znam te miejscówki i nigdy nie interesowałem się zbytnio zagranicznymi wyścigami. To da się tam bezpiecznie pośmigać na szosie? Z tego, co czytam, to ta pokrywa lodowa jeszcze jest z czasów zimy. Kwestia, czy asfalty są przejezdne i nie są śliskie. Podobne widoki są zimą w Polsce i mam mnóstwo takich zdjęć. Czy lepiej jechać do Francji na Alpe d'Huez? Ale nie w dni, kiedy tam będzie TDF. Bo droga może będzie zamknięta przez kilka godzin, ale to wyścig o zasięgu światowym, to mogę sobie wyobrażać, co tam się będzie działo i jakie będą ceny w hotelach. Właśnie szukam zorganizowanych wyjazdów, ale chyba skończy się na samotnej podróży i wypożyczaniu roweru na miejscu.
-
Piszę o tym, jak wygląda rzeczywistość na wyjazdach kolarskich i na co dzień. Mało kto się ściga. Bardziej chodzi o lans w środowisku i liczby na Stravie. Pomijając rzeczywistość, nawet gdy jedzie się samemu i ma gdzieś opinie innych, to ciężko pojechać za granicę i jeździć 2h dziennie. W Maladze nie tłukliśmy km bez celu, bo każdy miał trenera i rozpisany plan treningowy, a i tak wychodziło od 2h do 4h samej jazdy. W Calpe wyszło od 3h do 4h. Poprzedni wyjazd do Calpe podobnie poza wyjątkami, gdzie zeszło raz 5h, drugi raz 6,5h. To bez uwzględnienia postojów, czerwonych świateł i czekania na innych. Trasy wyznaczone przez jednego z organizatorów były 2x dłuższe i 2x więcej przewyższeń, więc gdybym wtedy z nimi jechał, to bym się zajechał. Teraz jeśli pojadę na Stelvio lub inną kolarską miejscówkę, to też wyjdzie 3-4h jazdy bez zamulania. Co do treningu, to zgadza się, znam podstawy, w klasycznej periodyzacji w zimie jeździmy dłużej i wolniej, w lecie krótko i intensywnie, natomiast w odwróconej periodyzacji (jak ktoś w zimie śmiga na zewnątrz) trochę na odwrót, ale nie do końca, bo w lecie sesje powinny być krótkie. Ale to zależy, kto co chce osiągnąć. Na obozach dla większości uczestników liczy się zabawa w "doborowym towarzystwie", relacje na Instagramie oraz "pain is temporary, strava is forever". Trzeba jechać samemu lub znaleźć ekipę, co też trenuje pod zawody. Co do trenera, to po sezonie kończę współpracę. Na początku wszystko wyglądało solidnie - wywiad, test FTP, cele na sezon, bogata oferta, a w rzeczywistości rozpisuje mi plan na kolejny tydzień wg dziwnych kryteriów. Niektóre ćwiczenia są pod trenażer i ciężko je wykonać w terenie. Musiałbym wam pokazać ten plan do oceny. Zawsze jest 2h wytrzymałości 2-3 razy w tygodniu i to może jest ok, bo Friel też każe utrzymywać podstawowe aspekty kondycji przez cały sezon, ale zdaje się, że cały czas jesteśmy gdzieś w okresie podstawowym. Moje treningi w poprzednich latach były ciężkie, wypluwałem płuca, tętno blisko max, co przynosiło efekty, czas 1h-1,5h (tego nie wstawia się na Stravę), a teraz mam pilnować watów (i tak pozwalam sobie pod koniec na więcej, bo Friel każe łączyć wytrzymałość np. z tempówkami lub z siłą, jeśli nie robimy 2 treningów dziennie), jakieś cięższe jazdy teraz to jedynie na ustawkach. Jak mam robić technikę, to mam w planie jedynie trening techniki bez wskazania konkretnych aspektów. Po prostu on ma za dużo podopiecznych pod sobą, a trener, który szczegółowo się opiekuje zawodnikiem (najlepiej osobiście, nie zdalnie), ma ich kilka. No ale techniki trener zdalnie nie wyćwiczy za ciebie. To się jeździ na szkolenia albo jeździ się z bardziej doświadczonymi osobami, które ci podpowiedzą, jakie błędy popełniasz Wracając do wyjazdów, to w okresie lipiec-sierpień na pewno będą: 1 lub 2 wyjazdy szosowe za granicę na tydzień (w tym Stelvio) 1 lub 2 wyjazdy szosowe w Polsce (w tym Karkonosze) kilkudniowe wyjazdy na trasy MTB pojedyncze wyjazdy na trasy maratonów
-
Wiadomość od trenera, że lepiej jechać na obóz kolarski niż leżeć na plaży. Z doświadczenia zajechanie się w lipcu to błąd. Nieudany sezon 2019 wynikał z braku przygotowania w zimie, jazdami tylko w weekendy trasy 100-200 km, tłuczenia kilometrów zamiast trenowania, słabej regeneracji, braku ochrony przed UV, braku nawodnienia i potem na maratonach wymęczyłem każdy podjazd, a na rekreacyjnych jazdach bolały mięśnie. Często miałem też pulsowanie w głowie, osłabienie i gorączkę przez kilka dni, ciśnienie rozsadzało mi czaszkę, to występowało też w latach 2020, 2021, 2022, a teraz już się nie dzieje. Przypuszczalnie chaotyczny trening, brak aklimatyzacji cieplnej, brak przygotowania w zimie, słaba ochrona przed UV, słabe nawodnienie, sen, odżywianie, suplementy... Może też za mocno cisnąłem, ale teraz też niby daję z siebie wszystko albo tak mi się wydaje. Na zorganizowanych obozach ludzie mają cel zrobić jak najwięcej km i przewyższeń, aby pochwalić się na Stravie. Będziesz jeździł krótkie trasy, to cię wyśmieją, że po co było jechać albo że jesteś słaby, bo oni zrobili 250 km i 3500 m przewyższenia dziennie. Dlatego zastanawiam się, czy nie jechać samemu, ewentualnie żeby był podział na grupy. W lipcu wyjazdów mało, bo to sezon urlopowy. Mogę jechać gdzieś już w przyszłym tygodniu. Do dyspozycji mam 3 tygodnie, bo pod koniec lipca zaczyna się u nas festiwal rowerowy, więc ostatni tydzień na regenerację i odbudowę sił. Potem TDPA i znowu będzie można gdzieś pojechać. Z propozycji, jakie padły, to na lipiec i sierpień biorę pod uwagę: Stelvio - czy dobry pomysł w lipcu? (ale nie w terminie TDF, bo tłumy i ceny w hotelach kosmos) Dolomity - czy w lipcu nie za gorąco? Cassino - z racji tego, że blisko Rzymu, ale z doświadczenia wiem, że trudno będzie połączyć zwiedzanie Rzymu z jazdą na rowerze W Polsce na kilka dni: Karkonosze - obowiązkowo jakieś łatwe parki rowerowe do poćwiczenia techniki, może Szczyrk - na kilka dni by się wybrać trasy maratonów MTB, ale to raczej wsiąść rano w pociąg i wrócić wieczorem Znalazłem kilka wyjazdów w te miejsca, ale nie pasują mi terminy, bo wypadają wtedy ważne zawody. Jeśli znajdziecie inne wyjazdy, to dajcie znać, może mi spasuje termin. Celem tych wyjazdów ma być: podniesienie kondycji przed TDPA i kolejnymi zawodam podniesienie techniki MTB przy okazji pozwiedzanie Edit: u mnie nigdy nic nie jest dopięte na ostatni guzik i już na miejscu naprawiam błędy, bo np. czegoś nie zabrałem z domu.
-
Pierwsza szosa do 10000 zł na treningi i zawody
wino odpowiedział(a) na wino temat w Jaki rower kupić do X złotych?
Rower też jest rekreacyjny, dlatego się zastanawiam, czy sama zmiana kół+opon ma sens, czy lepiej zmienić sprzęt na lżejszy i bardziej aero. A odnośnie ścianek, to Bukoviny nie podjechałem, bo się bałem, że mnie złapie skurcz i się nie wypnę. Brakowało niższego przełożenia. Bo tu albo trzeba stanąć (czego nadal na szosie nie umiem), albo męczyć w siodle. Ale tak sobie myślę, że jak wystartuję z przodu i utrzymam silniejszych, to i Harnasia, i Bukovinę powinienem pokonać w całości, bo spacerowicze nie powinni blokować przejazdu. Często łapiecie kapcie na wyścigach? Może właśnie pancerne opony chronią mnie przed kapciami i DNF? Kiedyś straszyli mnie, że jak w MTB słabo mi idzie, to na szosie peleton mi odjedzie w kilka sekund i tyle ich zobaczę, ale wcale tak nie jest. Na kilku wyścigach przedostać się z samego końca do połowy stawki to już jest wyczyn? Szukam jeszcze innych klasyków oprócz TDP Amatorów. -
Pierwsza szosa do 10000 zł na treningi i zawody
wino odpowiedział(a) na wino temat w Jaki rower kupić do X złotych?
Mam dylemat, czy ulepszać szosę, czy zmienić na szybszą. Zobaczcie rowery innych osób na topowych wyścigach. Decyzję chcę podjąć już teraz. Myślę już o TDP Amatorów i nie chcę, aby sprzęt mnie ograniczał, a cel to ruszyć z przodu i utrzymać koło w szybszych grupach. Koła DT Swiss dostępne od ręki, opony 28" lub 30" jedne z tych wymienionych wyżej, ale można włożyć pieniądze i nie poczuć różnicy. Z te opony, co mam teraz, Vittoria Next 2.0, to są jakieś pancerne, bo ani jednego kapcia przez prawie 7000 km. Rower już wymaga serwisu i jakieś ulepszenia można zrobić. Ale niektóre są nieopłacalne. Na przykład Di2 sama wymiana wyceniona na 800 zł no i trzeba pamiętać o ładowaniu, a nie widzę, żeby mechaniczne przerzutkl mnie jakoś mocno ograniczały. Di2 to przede wszystkim wygoda, a znaczenie mają raczej w czołówce, gdzie trzeba reagować szybko. -
Za nami połowa sezonu. Po chłodnej i deszczowej wiośnie, gdzie wiele zawodów odpuściłem, przyszły upały i maraton wyścigów w wysokiej temperaturze. Chyba zrobię sobie przerwę i będę celował w TDP Amatorów. Wiem, można szukać ciekawych imprez w całej Polsce, ale jeśli cię to nie rozwija ani nie masz korzyści ze startu, to nie ma sensu tylko po to, aby skończyć pod koniec tabeli wyników. Lepiej odpocząć i budować formę na TDPA. Muszę zredukować liczbę rowerów najlepiej do 2. Kiedyś miałem tylko 1 rower i startowałem w nim zarówno w maratonach MTB jak i w wyścigach szosowych. Szkoda, bo to były lata potężnej motywacji, mocnej formy, ale ograniczał mnie sprzęt. Ale czy to by coś zmieniło? Stan obecny: Scott Scale 930 (1200 km) ❌ To mój pierwszy rower MTB XC kupiony w 2022 roku i od razu skatowany na maratonie MTB. 🙂 Pierwsze odczucie to „czemu tak wolno idzie pod górkę”, bo na crossie wymiatałem na podjazdach, za to zjazdy po szutrze to była bajka, lepsze hamulce, lepszy amortyzator Fox. Na asfalcie ciężko. Skończyłem pod koniec tabeli. Dwa sezony temu chciałem go odchudzić i wymienić połowę osprzętu. To byłby błąd. Kolejne zawody pokazały, że potrzebuję fulla. W zeszłym roku zmieniłem koła na DT Swiss. Rower miał zostać na mniej techniczne maratony i chciałem lecieć szybciej. To bez sensu. Jest trochę szybciej, ale tym rowerem już prawie nie jeżdżę nigdzie. Opony włożyłem 2xBarzo, aby lepiej radzić sobie w piachu i błocie. To są ciężkie i toporne opony nawet w wersji wyścigowej, więc wyszło combo, gdzie mam szybkie koła, ale spowalniają mnie gumy. Chyba nie ma sensu trzymać, skoro planuję ścigać się fullem, a płaskich szybkich maratonów jest mało. Rocky Mountain Vertex 990 (650 km) ❓ Wyczaiłem używkę na OLX z uszkodzonym zaczepem hamulca. Topowy osprzęt SRAM X01 i świetne hamulce XT. Lżejszy od szosy, waga katalogowa 9,4 kg. Kaseta 11-42 już niedzisiejsza, ale wystarczy na mniej strome trasy. Wcześniej kilka razy pojechałem nim maraton, a w tym roku pośmigałem trochę po mieście i jestem pod wrażeniem, jak szybko przyspiesza i osiąga prędkość bez dużego wysiłku. Mam w nim pedały platformowe Dartmoor, które świetnie trzymają stopy. Szkoda mi go sprzedawać ze względu na wagę i topowy osprzęt. Dałem 4000 zł, a za nówkę o podobnych parametrach trzeba by dać 20 000 zł lub więcej. Przyda się też zapasowy rower. Używałem, gdy inne rowery były w serwisie. Z drugiej strony jest na mnie lekko za mały. Scott Spark RC Pro 2024 (800 km) ✔ Jeżdżę nim sporadycznie - maratonów MTB jest mało, a na co dzień trenuję na szosie. Zostaje na ten sezon i może na kolejne, jeśli będę dalej się ścigać. Stockowe koła są dość lekkie, choć nie najlżejsze. Opony Maxxis Rekon Race. Różne są o nich opinie. Są to jedne z szybszych opon, ale średnio sprawdzają się w piachu i błocie. Tu jest ten problem, że nie ma uniwersalnych opon. Czy warto coś ulepszyć? Orbea Orca M30 (7000 km) ✔ To moja pierwsza szosa, kupiona dokładnie rok temu. Nic jeszcze nie zmieniałem, bo zastanawiam się, czy jest sens ulepszać ten rower, czy kupić szybszą szosę. Na największych wyścigach ludzie mają naprawdę topowy sprzęt, być może odkupiony od zawodowych ekip (ale to trzeba mieć dojścia). No a u mnie bieda. W środku stawki pod górkę odlecę, na płaskim ledwo utrzymam koło, a na zjazdach mnie wyprzedzają. Unibike Fusion 2022 (12 000 km) ❌ Potrzebowałem rower do miasta i znalazłem używkę w dobrej cenie. Wcześniej pozbyłem się taniego roweru MTB. Obecnie przerobiony na e-bike, ale od czasów konwersji rower co chwilę wymaga serwisu - klocki hamulcowe zużywam w moment, łapię kapcie, rama wpada w wibracje i nie bez powodu na takie rowery mówi się "ulepy" - po prostu obciążenia są większe i za tym musi pójść mocniejsza konstrukcja, lepsze hamulce, większe tarcze, pewnie też inna geometria. Niedługo planuję go sprzedać, a na dojazdy lepsza hulajnoga? Też mi go szkoda, bo po mieście najbardziej lubiłem nim jeździć. Progresywna geometria, szybkie opony, w miarę dobry osprzęt, znacznie lepszy niż poprzedni Bottecchia 107. Przeżył 2 łagodne zimy, a po ostatniej pół roweru do wymiany. Taka ciekawostka przed elektryfikacją 9500 km, a te kilka miesięcy jako e-bike wyszło 2500 km. Author Codex 2015 (30 000+ km) ❓ To mój pierwszy rower. Potrzebowałem wtedy sprzęt wyłącznie do rekreacji. Niektórzy radzili MTB, ale większość crossa. Miałem do wyboru tańszy Unibike Crossfire i droższy Author Codex. Wybrałem drugą opcję i jak się mocniej wkręciłem w rower, to doceniłem wybór. Obecnie nie jeżdżę nim wcale. Czemu nie używałem go do miasta i dojazdów do pracy? Było kilka powodów: był to mój rower do treningów i do startów - bałem się go narażać na deszcz, słońce, itd. żeby go nie ukradli, nie zniszczyli, itd. w tamtych czasach to był drogi rower nie nadawał się do jazdy w zimie i unikałem tego, aby nie wymieniać pół roweru, bo części drogie Jak coś jest do wszystkiego, to... Można go zostawić do turystyki lub do miasta. To, co musi zostać, to na pewno szosa i full. W fullu chyba nic nie trzeba ulepszać. Co do szosy, to będę kontynuować w tamtym wątku.
-
Malaga to była końcówka stycznia. Tam wtedy tak wiało, że wyjechaliśmy w góry do połowy i musieliśmy zawrócić, bo znosiło nas na wszystkie strony, a to była ruchliwa ulica, po której jechało pełno ciężarówek. Nie miałem czapki pod kaskiem i mi solidnie przewiało uszy. Podobno w Costa Blanca wiało jeszcze mocniej. Trzeba być na to przygotowanym, że jest 16°C w plusie, ale w górach wieje i jest zimno. Co trzeba zabrać: pełny zestaw ubrań, bo jak się w zimie jedzie w góry, to lepiej mieć bluzę i długie spodnie kamizelka w kieszeń lub do torebki (obowiązkowo!!!), bo na zjazdach was przewieje nawet w bluzie niektórzy zakładają ochraniacze na buty, ale wg mnie wystarczą cieplejsze skarpety czapka lub kominiarka pod kask (obowiązkowo!!!) kask i okulary przeciwsłoneczne rękawiczki (najlepiej mieć 2 pary - przewiewne na podjazdy i cieplejsze na zjazdy) Z obu miejscówek na rower wolę zdecydowanie Costa Blanca. Czy pojadę jeszcze, to nie wiem. Jeśli będzie sezon 2027, to z pewnością tak. Edit: Do Girony też są wyjazdy, to może tam za rok w zimie? Jesienią może uda się zakończyć sezon na Teneryfie.
-
Poszukam wyjazdów. Większość ofert to turystyka, a więc tempo 20 km/h i czekanie co chwilę na wolniejszych. Niby wszystko można samemu ogarnąć, ale dużo rzeczy może pójść nie tak. Na przykład do Calpe jeżdżę sam, bo mam już ogarnięte trasy, a hotele są przyjazne rowerzystom. Ale pierwszy raz też pojechałem na żywioł i zaliczyłem wtopę jak mnie odcięło w górach, zapadła noc i zrobiło się zimno. Nie wróciłbym rowerem. W tym roku: Malaga z biurem podróży - bardzo fajny wyjazd, w Costa Tropical jest bardziej dziko niż w Costa Blanca i bardziej stromo, ale nie jest to kolarska miejscówka i kierowcy trąbią, wyprzedzają, natomiast fajne są miasteczka wzdłuż wybrzeża do pozwiedzania. Calpe drugi raz samodzielnie - niestety tylko na kilka dni i plan był taki, aby pojechać do miejsc pominiętych za pierwszym razem, co częściowo się udało. W pierwszy dzień pojechałem solo do Castell de Castells. W kolejne dni zdecydowałem się jeździć z ekipą ze sklepu rowerowego, bo jednak w grupie lepiej i mi pokazali mniej znane miejsca. Nie rezygnuję z treningu ustrukturyzowanego. Dalej współpracuję z trenerem, choć ta współpraca wygląda średnio, bo dostaję do wykonania gotowe ćwiczenia z katalogu, a one są pod trenażer i niektóre ciężko jest wykonać na zewnątrz. Wiem, że taki wyjazd może zakłócić trening, bo nie powinienem zwiększać objętości, ale może początek lipca jest do tego odpowiedni, a potem znowu wrócić do trenowania pod sierpniowe zawody. Friel w swojej książce przestrzega, że można wypalić zapałki i przedwcześnie zakończyć sezon. Wydaje mi się, że to kwestia odpowiedniej regeneracji po takim wyjeździe i odpowiedniego odżywiania w trakcie wyjazdu.
-
A gdzie polecacie jechać w lipcu? Trochę to koliduje z planem treningowym, bo na wszelakich campach jest duża objętość, a nie powinno się tego robić w środku sezonu. Nie wiem, co lepsze, czy zajechanie się na jakimś campie, czy tygodniowa przerwa od roweru i pozwiedzanie czegoś pieszo. Myślę bardziej o Polsce. Z szosy na przykład Karkonosze. Z MTB można poprawić technikę na jakichś łatwych trasach zjazdowych. Ale przy obecnych upałach to nie wiem, czy to dobry pomysł. Za granicą będzie podobnie, zwłaszcza we Włoszech. lampa z nieba i hektolitry potu. Kanary to raczej też zły pomysł. Byłem 2 razy i nawet jak jest chłodno, to na słońcu lampa i wysoki indeks UV.
-
Śmigam teraz po mieście 50-100 km dziennie. Przerobiłem rower na elektryka, aby nie wypalać zapałek, ale efekt jest odwrotny, bo nogi męczą się jeszcze mocniej i łapią mnie skurcze. Wcześniej na zwykłym rowerze zajeżdżałem się, ale potem byłem w stanie iść na trening. W taki sposób przetrenowałem zimę - na zwykłym rowerze - ale efekt nie jest taki, jakby prowadzić systematyczny trening na trenażerze, bo nie jest ukierunkowany na zawody, lecz pod jazdę typowo miejską, czyli robisz krótkie interwały, czasem wspinasz się pod górkę, ale 5 minut jazdy i przerwa, dodatkowo zatrzymywanie się na światłach, więc w ten sposób trudno zbudować wytrzymałość. Nie da się tego połączyć. Chyba bardziej mi zależy na wyścigach, które będą za miesiąc.
-
Pogoda nas ostatnio nie rozpieszczała i kilka wyścigów odpuściłem. W czerwcu będzie kilka ważnych zawodów i chyba na tym zakończę ściganie. To wymaga systematyczności, wolnego czasu, determinacji, odpoczynku, a u mnie z tym średnio. Jedynie sprzętu jest więcej. 🙂 Sytuacja jest taka, że trener mi rozpisuje tydzień: A _ B C _ D E, a wychodzi F G Hh _ _ _ KK. Mam jechać na wyścig, ale pada propozycja, pielgrzymka rowerowa. Wyjazd o 6 rano, zimno, okulary parują, ale ostatecznie to był świetny pomysł, coś innego, był jakiś cel podróży, choć pod koniec pod górkę mnie odcięło i nie wracałem z ekipą, bo nie jeżdżę ultra i nie miałem siły. Mam znów jechać na wyścig, ale wybieram ustawkę, bo nie muszę tłuc się 6h pociągiem, aby pojechać 3h maraton. Trzeba sobie zadać pytanie, po co walczymy i co nam to daje oprócz fejmu?
-
Wyjąłem z piwnicy fulla i pierwsze wrażenie - jak niestabilnie się nim steruje. To nie jest dobrze, kiedy masz kilka rowerów i do każdego musisz się przyzwyczaić. Już w zeszłym roku mało jeździłem w terenie. Jakieś 400-500 km. W tym roku będzie podobnie. Rower po serwisie + pomiar mocy. Natomiast Scale 930 - zabrałem go na wyścig - i zaczęło się od poważnej usterki. Narzekałem na opony WTB Ranger, ale były bardziej przewidywalne i szybsze niż Vittoria Barzo. Złotego środka nie ma. Porównałem także jazdę na wysokim i na niskim ciśnieniu po lesie, gdzie jest dużo piachu. Na wysokim ciśnieniu muszę uważać i ślizgam się po piachu, a na niskim opona lepiej się wgryza, ale tracę na łatwych odcinkach. Czasy wyszły podobne. Rocky Mountain pojedzie na 2 wyścigi i potem nie wiem, co z nim zrobić. Tak lekki rower nowy koszt 20 000 lub więcej. Szosa na ten sezon zostaje. Może niedługo zmienię kółka na karbony. Na razie dojeżdżam stockowe. Unibike - wleci konwersja, ale docelowo na ten cel jakiś rower z grubszymi oponami i dobrą amortyzacją.
-
Dziwne rzeczy się dzieją. Już pasek wydolności aerobowej w Garminie był na zielono, gdzieś w okolicach 2/3, a teraz spadł na czerwono do 1/3. Algorytm ma rację, bo sam to odczułem brakiem sił, zanim jeszcze pokazał się czerwony pasek. Trener powie, że to przez to, że go nie słucham (nie zawsze mam czas, nie zawsze jest pogoda, poza tym latam po mieście), ale kilka czynników, które mogły na to wpłynąć: za mało snu / zły sen (ostatnio rano nie mogę wstać) niesystematyczny trening (np. zamiast wykonać jednostkę treningową jadę na miasto) pierwszy wyścig w tym roku (ale już wtedy miałem mało siły) Wg mnie teraz darować sobie bazę i skupić się na elementach taktycznych - podjazdy, tempówki, technika.
-
Przypomnę, że zależy mi na tym, aby: 1. Po wyjeździe z off-road jednym guzikiem rower stał się legalny 2. Był wodoodporny, bo chcę jeździć także w deszcz, śnieg, chlapę. Bafang chwali się klasą IP76, a nie wiem, jak u innych. 3. Długo służył, bo to będą jazdy nawet po kilka godzin dziennie. 4. Bezpieczny, a więc BMS, ochrona przed wodą, temperaturą, itd. bo rower trzymam w domu. 5. Chcę móc też jeździć bez wspomagania. Najchętniej bym kupił osobny rower elektryczny, ale nie mam już miejsca na kolejny rower. Dlaczego e-bike? Teraz także trenuję na szosie i nie chcę wypalać zapałek, śmigając godzinami po mieście. Trochę poczytałem: 1. Zazwyczaj 250W, 500W, 750W to silniki przekładniowe. Są lżejsze, potrzebują mniej energii, ale szybciej się psują. 1000+ W to silniki bez przekładni, 2x lub 3x cięższe, cichsze, bardziej wytrzymałe. Czy to prawda, że po wyłączeniu wspomagania silniki bez przekładni generują duży opór? 2. Większość zestawów zawiera oddzielny sterownik, który zwykle montuje się w miejscu drugiego bidonu. Tak jest w systemach Nexun i Bafang. Jedynie Rapid ma zestaw 1000W ze sterownikiem w szynie. Nie sprawdzałem innych producentów. 3. Nexun to zestaw chińskich komponentów, np. silniki MXUS, sterowniki KT. Rapid i Bolt są brandowane i nie wiadomo. Największe możliwości konfiguracji daje Nexun lub złożenie zestawu z ogólnie dostępnych komponentów. 4. Bafang w tylnej piaście to max 500 W. Mocniejsze tylko hub-drive. Nie pamiętam już, czemu do miasta zalecają silnik w tylnym kole. 5. Jak chcesz naprawdę mocną obręcz i nierdzewne szprychy, to żaden gotowy zestaw tego nie ma. 6. Żaden gotowy zestaw nie ma BMS. Nexun oferuje osobno do kupienia. 7. Największa dostępność części - Bafang. Jaki mam wybór: 1. Iść na łatwiznę i zamontować Rapida 1000W, ale nie ma kabla na "panic button" i przy szybszej jeździe ryzykuję kłopoty. Wodoodporność nie wiadomo. 2. Iść na łatwiznę i zamontować Bafanga 500W. Problemy te same, ale lepsza jakość, natomiast silnik jest z przekładniami. 3. Złożyć samemu, ale chyba nic innego nie wymyślę niż to, co jest w zestawach. ChatGPT pisze: 🥇 1. Bafang (najlepszy ogólnie, ale z zastrzeżeniami) „działa latami bez problemu” „łatwy dostęp do części” „każdy serwis ogarnie” „dużo poradników i modów” Ale też: „fabryczne ustawienia są agresywne” „szarpie przy starcie” „trzeba go trochę ‘ustawić’” 🥈 2. Nexun (chiński budżet, loteria jakości) „tani i działa” „dobry na start” „łatwy montaż” Ale: „różna jakość między egzemplarzami” „elektronika potrafi paść” „brak części po czasie” "słabe uszczelnienie → problemy w deszczu" 🥉 3. Rapid (najmniej znany / często rebrand) „działa podobnie do Nexun” „czasem lepsza jakość wykonania” „zależy od konkretnego zestawu” Ale: brak standaryzacji trudniej o części nie wiadomo, co dokładnie kupujesz Mechanicy radzą minimum 1000 W. Silnik nie ma mocy, tylko zależy, ile kontroler poda, a im większa maksymalna moc, tym mniejsze ryzyko spalenia, jeśli długo się piłuje. Ile w tym prawdy? Czy przy kontroli mogą się przyczepić, że silnik wygląda na zbyt duży? Rapid S1100 1000W Zacznę od Rapida, bo ma tylko kilka gotowych zestawów. https://b2b.rapidebike.com/products/zestaw-medium-1000w waga silnika: 6,1 kg bateria: Reactor 48V (bidon lub bagażnik) wyświetlacz: do wyboru 4, brałbym największy sterownik w szynie baterii sinus Vmax Pmax tempomat manetka (lub jej wyłączenia) V odcięcia PAS kontrola temperatury hamowanie regeneracyjne nie ma błyskawicznego trybu legal / offroad może ktoś wie, co to za producent sterownika? prawdopodobnie brak komunikacji bezprzewodowej czujnik hamowania manetka (serwisy nie montują) czujnik PAS szprychy: chyba stal (nyple z aluminium) RAPID CITY 500W silnik przekładniowy max obciążenie: 25A (o 5 A mniej) waga: 3,1 kg (2x lżejszy) bateria: Reactor 36 V 20Ah (bidon lub bagażnik) sterownik podobny, ale bez regeneracji RAPID RACE 2000W max obciążenie: 30 A (takie samo) waga: 6,4 kg (trochę więcej) bateria: Reactor 48V 21 Ah (tylko bidon) sterownik mocowany na ramie (ten słynny chlebak) nie napisano, czy jest przewód offroad/legal lub opcja w wyświetlaczu Nexun Zestaw mocny: https://nexun.pl/pl/products/zestaw-mtb-do-konwersji-roweru-mxus-3k-turbo-48v-tryb-legalny-250w-956.html Silnik 3000 W to przesada. Obręcz kapslowana. Sterownik KT48SVPRCK z przewodem do ograniczenia mocy 250W 25 km/h. Nawet jest czerwony guzik do ograniczenia prędkości (ale raczej nikt nie chce go mieć na widoku). Zestaw słabszy: https://nexun.pl/pl/products/zestaw-trekking-do-konwersji-roweru-xp04-tryb-legalny-250w-1179.html https://nexun.pl/pl/products/zestaw-trekking-do-konwersji-roweru-2000w-mxus-30h-tryb-legalny-250w-1275.html Bafang W sklepie, gdzie zaopatruje się drugi mechanik, oprócz Bafanga są ich brandowane. https://ultaction.pl/zestawy-elektryczne?ocf=F6S3V18 Jeśli to oficjalna strona Bafanga, to można poczytać: https://www.bafang-e.com/en/oem-area/applications/ecity/drive-systems Grin Kanadyjskie silniki. W Polsce trudno dostępne. Do tego sterownik Vesc, który ma łączność z telefonem i kabel do "panic button". https://grintech.eu
-
Teneryfa przełożona na jesień. Za to udało się pojechać do Malagi i znów do Calpe. A czy Rzym to dobre miejsce na rower szosowy? Czy są grupowe treningi dla turystów? Dużo tam jest płaskich tras do pozwiedzania miasta, są wycieczki na elektrykach, ale jakieś trasy treningowe to daleko poza miastem. Podobno w samym Rzymie słabo. 90% to turystyka rowerowa. Planuję zwiedzać Rzym, ale 2-3 razy trzeba by się wybrać na trening. Castelli Romani i Cassino to podobno lepsze bazy wypadowe. Połączenie treningu rowerowego ze zwiedzaniem Rzymu może być trudne. Komoot pokazuje kilka tras szosowych z Rzymu, ale mało kto oferuje wypożyczenie szosy.
-
W zimie to wiadomo. Mimo wszystko starałem się jeździć. Zabrakło tylko basenu, który w zeszłych latach solidnie rozwijał kondycję. W zeszłym tygodniu wieczorami zimno i smród. Wolałem odpuścić. W tym tygodniu w czwartek mocne opady, w piątek też deszcz, dzisiaj w miarę OK, a jutro ma solidnie lać. Treningi mam rozpisane 4x w tygodniu. Ale oprócz tych treningów śmigam też po mieście na góralu. Jeśli jakiś trening pominę, bo są średnie warunki na szosę (mam obawy co do jazdy w mocny deszcz, zwłaszcza teraz, kiedy ulice nie są jeszcze posprzątane po zimie), to odpuszczam lub wsiadam na górala. Trener o tym nie wie i go to nie interesuje, bo chce widzieć tylko te jazdy, gdzie jest pomiar mocy (czyli tylko w szosie).
-
Najtaniej to ściągnąć samemu części z Ali, np. silnik, np. Mxus XF15C (przekładniowy) lub Mxus 30H (bezprzekładniowy) obręcz, np. DT Swiss U663 nierdzewne szprychy 13g sterownik, np. KT 48V 30A bateria wyświetlacz czujnik temperatury BMS jest potrzebny dla bezpieczeństwa, czy wystarczy dobry sterownik? Jak się nie znasz, to lepiej kupić gotowy zestaw, bo wszystko musi do siebie pasować. Czy moc szczytowa 1000W do miasta wystarczy? Dalej jestem zielony w temacie. Wieczorem poczytam i porównam zestawy Bafang / Nexus / Rapid. Mój rower już po serwisie. Wymieniony łańcuch, kaseta, linki, klocki. Wkładam 2x mniej energii i znów jeździ się tak lekko jak przed zimą, że aż szkoda mi go konwertować na elektryka, bo jeżdżę nim na co dzień po mieście i przy okazji robię trening. Dopiero jak jestem bardzo zmęczony np. wykonam mocny trening lub jest bardzo gorąco, to przydałoby się wspomaganie chociaż pod górkę. W zimie spędzałem na nim cały dzień. Z drugiej strony taka konwersja jest odwracalna, a można się czegoś nauczyć i to jest też coś nowego. Trzeba przełożyć kasetę, tarczę, zdjąć elektronikę i chyba tyle. Mam jeszcze takie obawy, że jak rower będzie stał na zewnątrz, to trzeba go czymś osłonić?
