Rower górski czy gravelowy – który kupić?

Zapraszam do obejrzenia najnowszego odcinka Rowerowych Porad na YouTube. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał :)



Z pytaniem o to czy kupić rower górski czy rower gravelowy, spotykam się bardzo często. I jeżeli potrzebujecie szybkiej odpowiedzi, oto ona – kup oba :) Dziękuję, to by było na tyle. Piszę to absolutnie serio, w wielu przypadkach góral doskonale uzupełni się z gravelem. Ale… żeby to nie było takie proste, mamy przecież różne odmiany rowerów górskich (o czym trochę więcej pisałem we wpisie o rodzajach rowerów), a rowery gravelowe różnią się geometrią ramy i możliwościami w kwestii szerokości opon. Na końcu pozostaje sprawa tego gdzie się mieszka i jakie ma się preferencje odnośnie jazdy, bo tu już każdy musi odpowiedzieć sobie sam na pytanie – czego potrzebuję. Ja mogę w tym trochę pomóc, ale decyzji za Was podejmować nie będę :)

Rower górski

Rower górski czy gravelowy
Rose Count Solo 2 (pod linkiem znajdziecie jego test)

Jak wygląda rower górski, myślę, że każdy wie :) Przyjmijmy, że w tym tekście skupię się na rowerach, które posiadają jedynie przedni amortyzator i służą do szeroko pojętej jazdy górskiej. Od turystyki, przez szwendanie się po okolicach, na bardzo amatorskich startach w zawodach skończywszy. Mówiąc szczerze, rower gravelowy nie będzie realną alternatywą dla roweru enduro, o downhillu nie mówiąc. O czym jeszcze za chwilę.

Czym charakteryzuje się typowy „góral”

– Geometria – w zależności od rodzaju roweru, może być bardziej uniwersalna (np. Cube Aim), skręcająca w stronę ścigania się (np. Kross Level, gdzie tańsze modele są trochę wygodniejsze, a droższe typowo wyścigowe) albo nastawiona na zjeżdżanie (większy skok amortyzatora, mniejszy kąt główki ramy, jak np. Dartmoor Primal)

– Szerokie opony o szerokości 50-70 mm (2-2,8 cala) zapewniają bardzo dobrą przyczepność oraz wybaczają dużo więcej błędów

– Amortyzator o skoku najczęściej 80-100 mm zapewnia lepszy kontakt przedniego koła z ziemią oraz poprawia komfort jazdy

– Pozycja za kierownicą może być różna, w zależności od geometrii ramy, ale zwykle od zrelaksowanej po lekko zgiętą w przypadku bardziej sportowych modeli

– Za hamowanie odpowiadają najczęściej hydrauliczne hamulce tarczowe. Mechaniczne tarczówki lub szczękowe V-Brake spotkamy jedynie w najtańszych modelach

– Napęd zwykle zestawiony jest tak, aby dać dostęp do lekkich przełożeń. Twarde/szybkie biegi pozwalają najczęściej na rozpędzenie się do maksymalnie 40-45 km/h (przy kadencji nie przekraczającej 90-100 obrotów korbą na minutę), oczywiście z dużej górki zjedziemy szybciej bez pedałowania :)

– Wiele modeli daje fabryczną możliwość zamontowania bagażnika i błotników

– Waga w zależności od ceny roweru oraz jego typu może wahać się w granicach od 9 kg (lekkie, sportowe maszyny do ścigania się) do 15 kg (rowery ścieżkowe/enduro z pełnym zawieszeniem lub tanie górale).

Rower gravel

Rower gravel czy górski
Giant Revolt (pod linkiem wrażenia z krótkiego testowania)

Gravel to w dużym uproszczeniu wygodny rower szosowy z szerszymi oponami. Oczywiście każdy typ roweru różni się od siebie m.in. geometrią ramy (pisałem o tym więcej we wpisie: Rower szosowy, gravelowy czy przełajowy), same gravele także różnią się między sobą – niektóre skręcają w bardziej sportową stronę, inne idą w kierunku maksymalnej wygody. Są też rowery szosowe, które idą w gravelową stronę i tak naprawdę nie tak łatwo określić – czy to jeszcze szosówka czy to już gravel :)

Czym charakteryzuje się typowy gravel

– Opony o maksymalnej szerokości (w zależności od modelu) 35-45 mm, choć bywają modele, gdzie zamontujemy opony o szerokości znanej z rowerów górskich czyli 50 mm (2 cale). Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby do gravela założyć opony szosowe o szerokości 23-28 mm (w zależności od tego, na co pozwoli obręcz). Węższe opony nie są tak tolerancyjne na błędy, jak szerokie, górskie modele. Gravelem trudno jest „zamknąć oczy i mocno trzymać kierownicę” na bardziej technicznym zjeździe, w przeciwieństwie do górala z pełnym zawieszeniem (tylko nie odczytujcie tego, że w fullu nie potrzeba techniki, on po prostu więcej wybaczy).

– Sztywny widelec wykonany z aluminium (tańsze modele), karbonu (droższe modele) lub stali (naprawdę tanie gravele lub modele premium, gdzie zastosowano wysokiej jakości stal Cro-Mo). Czasami w gravelach pojawia się amortyzator o małym skoku, najbardziej znany przykład to Cannondale Slate (nie jest już oferowany, w jego miejsce w 2021 wejdzie Topstone Carbon Lefty).

– Pozycja za kierownicą może być różna, zależy to od geometrii ramy, ale zazwyczaj oscyluje to gdzieś w okolicach złotego środka – ma być sportowo, ale wygodnie. Choć można i znaleźć gravele gdzie zajmiemy naprawdę zrelaksowaną pozycję np. Marin Four Corners czy Merida Silex.

– Hamulce to 99,9% hamulce tarczowe – w tańszych modelach mechaniczne (od klamkomanetek do zacisków biegnie stalowa linka), w droższych modelach hydrauliczne (tak jak w większości rowerów górskich).

– Przełożenia w gravelu nie są tak lekkie jak w rowerach górskich, a przynajmniej nie w większości modeli. Trochę tego nie rozumiem, o czym pisałem w tekście „Gdzie się podziały lekkie przełożenia w rowerach gravelowych„. Dlatego jeżeli planujesz pojeździć po większych górkach, masz niewyrobioną nogę, a do tego chcesz załadować rower sakwami – pochyl się nad tym tematem, tak aby wybrać rower z możliwie lekkimi przełożeniami.

– Tak jak w przypadku rowerów górskich, tak i tutaj wiele modeli daje możliwość założenia bagażnika (z tyłu, ale nieraz także z przodu) oraz błotników. Bywa, że pojawiają się także otwory do zamontowania dodatkowych koszyczków na bidon (poza dwoma standardowymi).

– Waga w zależności od modelu może wahać się od ok. 8 do 12 kilogramów.

Gravel



Rower górski czy gravelowy

Można by powiedzieć, że główne różnice między tymi rowerami to szerokość opon, obecność (lub nie) amortyzatora, geometria ramy i rodzaj kierownicy. Czyli różni je prawie wszystko :) Postaram się na kilku typowych przykładach odpowiedzieć, gdzie lepiej sprawdzi się dany typ roweru. Niemniej będę to podkreślał na każdym kroku – każdy musi sam wybrać, co mu bardziej pasuje. Każdy z nas ma inne preferencje i to, że ja napiszę, że rower górski sprawdzi się lepiej tu czy tam, nie musi oznaczać, że Ty nie wybierzesz się tam na gravelu, i że nie będziesz się cieszyć z jazdy.

Jazda w trudniejszym terenie

Hah, zawsze mam problem ze zdefiniowaniem czym jest „trudniejszy teren”, bo dla każdego może znaczyć coś innego. Ale przyjmijmy, że jest to trasa, gdzie będziesz w niektórych miejscach mówić „o cholera, tutaj chyba nie dam rady zjechać”. Wszystko jedno czy będą to skały, korzenie, grząski piasek, błoto (a to wszystko połączone z większym nachyleniem terenu) – rower górski z pełnym zawieszeniem przesunie granicę, gdzie powiesz „nie dam rady”. Dlatego pisałem wcześniej, że gravel nie zastąpi roweru enduro (np. Kross Moon); nie tak łatwo będzie również zastąpić rower ścieżkowy (np. Kelly’s Thorx). O rowerach do downhillu nawet nie mamy o czym mówić.

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby rowerem gravelowym wjechać na trochę trudniejsze ścieżki (zwłaszcza gdy wyposażony będzie w opuszczaną sztycę i szersze opony), co widać na podlinkowanym nagraniu. Niemniej – rower górski da dużo większe możliwości oraz bezpieczeństwo. Chcecie poskakać i/lub pojeździć w trudniejszym terenie – lepiej postawcie na rower górski o większym skoku.

Jazda łagodniejszymi szlakami i po bezdrożach

Na trasie nie będzie długiego toru przeszkód z kamieni i korzeni? Będziesz jechać po gruntowych i leśnych drogach? Tu gravel jest niezłą alternatywę dla górala. Będzie (zazwyczaj) lżejszy, zwinniejszy i będzie stawiać mniejsze opory (nie tylko toczenia opon) podczas jazdy.

Z racji tego, że rowery gravelowe nie mają amortyzacji (poza pewnymi wyjątkami), a Tobie być może będzie zależało na zachowaniu pewnego komfortu, warto poszukać roweru, do którego da się założyć opony o szerokości przynajmniej 38-40 mm. W połączeniu z niskim ciśnieniem pozwoli to na relatywnie wygodny przejazd po mniej równej nawierzchni.

Takie warunki to tak naprawdę największy „punkt sporny” w wyborze pomiędzy rowerem górskim, a gravelowym. Oba mogą się tu sprawdzić tak samo dobrze – możemy w dużym uproszczeniu przyjąć, że gravel będzie szybszy oraz będzie „wysysać” z nas mniej energii, natomiast rower górski będzie pewniej toczyć się po nierównościach i da jednak większy komfort jazdy.

Rower górski

Jazda po piasku

Do obu rowerów możemy założyć opony z przeróżnymi rodzajami bieżników, możemy też w pewnym zakresie wybrać szerokość opon. A to w dużej mierze od tych dwóch parametrów będzie zależało, jak rower poradzi sobie na piasku. Im szersza opona i im bardziej agresywny bieżnik, tym lepiej poradzi sobie w kopnych piachu. Tam gdzie gravel na oponach 35 mm z delikatnym bieżnikiem zacznie się kopać, tam ktoś na rowerze górskim z oponami 2,5 cala (60 mm) zapewne przejedzie z uśmiechem na ustach. O fatbike’ach (czyli rowerach z oponami o szerokości 4-4,8 cala) nie wspominając.

Jazda po asfalcie

Tu nie ma co roztrząsać – gravel wygrywa. Większość modeli ma wygodną geometrię ramy, co pozwala na pokonywanie większych odległości bez bólu pleców, z lepszą aerodynamiką niż w przypadku roweru górskiego. Okej – jeżeli do górala założy się trochę węższe opony o gładszym bieżniku, też można z przyjemnością pomykać po asfalcie. Niemniej gravel i tak będzie szybszy + będzie stawiał mniejsze opory podczas jazdy.

Jazda po mieście

Tu sprawa staje się ciekawa. Gravel znów będzie szybszy, zwinniejszy i lżejszy. Ale z drugiej strony – szerokie opony i amortyzator w rowerze górskim lepiej poradzą sobie na wysokich krawężnikach, dziurach i innych niespodziankach, które czekają Cię w drodze do szkoły/pracy/urzędu/parku. Klasyczne coś za coś.

Jazda turystyczna

Zakładając, że porównujemy dwa rowery o podobnych możliwościach przykręcenia niezbędnych akcesoriów (nie musi to być bagażnik, zawsze można pójść w bikepacking) – różnica będzie tkwić w trasach, którymi będziemy jeździć i jak długie one będą. Czyli wystarczy spojrzeć do porównań wyżej.

Podsumowanie

Dla wielu osób porównywanie gravela z rowerem górskim nie ma sensu – mają oba te rowery i traktują je jako uzupełnienie. Asfalt i lekkie bezdroża – gravel. Cięższy teren – góral. Co w przypadku gdy nie chcemy lub nie możemy mieć dwóch rowerów? Trzeba po prostu zdecydować – im zwinniejszy i szybszy rower ma być, tym bardziej szala przechyla się ku gravelowi. Natomiast jeżeli częściej będziemy zapuszczali się w trudny teren – wskazówka wychyla się w stronę roweru górskiego.

Mi ciężko wydać jednoznaczny wyrok, w zasadzie jest to niemożliwe. Ale chętnie poznam Wasze doświadczenia w tej materii.

Jeszcze na marginesie: jeżeli boisz się klamkomanetek z roweru gravelowego – uspokajam – nie ma czego :) Może wyglądają „dziwnie”, może na początku trzymanie kierownicy w inny sposób, będzie wydawało się nienaturalne. Ale uwierz mi – klamkomanetki są mega wygodne (przy dobrze dobranym rozmiarze ramy, szerokości kierownicy i długości mostka), a kierownica typu baranek pozwala na dużo większą liczbę chwytów (w porównaniu z płaską kierownicą nawet z rogami), co przy dłuższych trasach bywa zbawieniem dla odciążenia dłoni.

 

Zapraszam również do lektury cyklu podobnych wpisów z serii „Jaki rower kupić”:

1. Jaki rower kupić do konkretnej kwoty

2. Rower górski, crossowy czy trekkingowy

3. Rower szosowy, gravel czy przełajowy

4. Rower górski czy gravelowy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

 

51 komentarzy

  • Jako że jestem w trakcie kupowania drugiego roweru, a słowo „gravel” spędzało mi sen z powiek, podzielę się doświadczeniem.

    Poszukuję roweru do niezobowiązującej, szybkiej, dynamicznej jazdy po łatwym technicznie terenie. Tam gdzie full zamula i jest kulą u nogi. Tyle, że to wciąż będą góry. Mieszkam w górach, tylko góry mnie interesują, wszystkie okoliczne szutry są w górach, a w weekend na pewno nie będę jechał z rowerem X kilometrów, żeby pojeździć po jakieś Puszczy Niepołomickiej czy innej Dulowskiej, bo po co tracić na to dzień wolny, skoro mogę go spędzić w górach? Mimo to dałem się złapać na marketingowy haczyk i zapragnąłem gravela. Urzekła mnie jego dynamiczna sylwetka, patrząc na gravela, to jakbyś patrzył na roadstera – to musi być szybkie. A że głos rozsądku podpowiadał mi, że to nie ma prawa dobrze jeździć w terenie – wszak ma geometrię rowerów, które dostawało się na komunię w latach 90 – jakoś ignorowałem te podszepty trzeźwego myślenia. Przecież nie zamierzałem zapuszczać się na tym rowerze na terytorium fulla, tylko na szutry, których w Beskidach pełno. A on ma szuter nawet w nazwie, więc…

    Dopiero zorganizowanie gravela (Marin Gestalt X10) na krótką przejażdżkę było zderzeniem z rzeczywistością. Bo szuter w górach ładnie wygląda na mapach, taka kreska leniwie wijąca się serpentynami wzdłuż poziomic. W praktyce potrafią być zaskakująco strome i kamieniste. A jak przejedzie nimi kirowiec (sowieckie monstrum do ciągania drewna), albo po deszczach okoliczna młaka się rozpełźnie i zajmie drogę, a my jesteśmy na gravelu, to już olaboga. Co ciekawe wąskie opony i brak amortyzatora wcale nie zwiększają prędkości podjeżdżania, a wręcz przeciwnie. Na płaskim gravel daje radę, bo jesteśmy w stanie rozpędzić się do relatywnie dużej prędkości i przelatywać nad przeszkodami. Prędkość twoim przyjacielem, jak mawiają zjazdowcy. Tak przynajmniej ja sobie tłumaczę zachwyty części rowerzystów nad rzekomo dobrą dzielnością terenową szutrówek. Ale gdy toczymy się kilka kilometrów na godzinę pod górę, kamień wielkości pięści, jest nas w stanie wybić z rytmu, podczas gdy MTB ten kamień przetrawi oponami i amortyzatorem. Oczywiście przy takich prędkościach aerodynamiczna pozycja na baranku jest kompletnie nieistotna. No i te twarde przełożenia…

    Osobna kwestia – zjeżdżanie. Zjeżdżałem tą samą drogą, którą wyjechałem. Było męczące. Na MTB odpoczywałbym po podjeździe, na gravelu męczyłem się dalej.

    Dziś na dniach kupię rower, który okazał się dla mnie najbardziej odpowiedni. Stare dobre XC. XC to taki gravel, tyle że…górski. Ciśniesz sobie szutrowymi serpentynami, ale gdy ci się znudzą, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby skręcić w jakiś singiel. I tak jak gravel na upartego pojedzie po górach, tak na XC da się tłuc kilometry na asfalcie.
    Każdemu, kto chce urozmaicić swoją fullowo-endurową rzeczywistość polecam dwa razy się zastanowić, czy aby na pewno gravel to przyprawa, której potrzebuje.

    • Hej, dzięki za Twój fajny i wyczerpujący komentarz.

      Dodam tylko – wszystko jest kwestią określenia własnych potrzeb. Hasło: góry, z automatu nasuwa rozwiązanie w postaci roweru górskiego. I w większości przypadków to będzie najlepsze rozwiązanie! Oczywiście piszę tu o szlakach poza asfaltem.

      Ale… są też trasy mniej jednoznaczne. Podam na przykładzie – Rowerowy Maraton Wisła 1200. Startuje tam kilkaset osób, które jadą przez całą Polskę wzdłuż Wisły, a warunki na większości trasy ciężko nazwać górskimi, niemniej nie jest tam tak łatwo, że jedzie się tylko gładką jak stół gruntową drogą. I oglądając relacje wideo z tej imprezy, widać, że ludzie jechali na różnych rowerach – sztywnych MTB (choć pewnie i jakiś lekki full się trafił), crossach/trekkingach i gravelach. Ba, całą imprezę wygrał facet jadący na gravelu (notabene na „moim” Bish Bash Boshu: https://roweroweporady.pl/on-one-bish-bash-bosh-moj-nowy-rower/ ).

      Czego do dowodzi? Tylko tego, że rower może dać dużo radości, jeżeli wybierzemy go zgodnie z naszymi potrzebami. Ten sam organizator robi też ultramaraton górski Carpathia Divide i tam już na relacjach nie widziałem nikogo na gravelu (a jeżeli ktoś jechał, to był w zdecydowanej mniejszości). Ot – inna grupa docelowa.

      „Każdemu, kto chce urozmaicić swoją fullowo-endurową rzeczywistość polecam dwa razy się zastanowić, czy aby na pewno gravel to przyprawa, której potrzebuje.”

      Zastanowić się – tak! Ale nie skreślać go i nie traktować jako zamiennik dla roweru górskiego w górskie warunki. To bardziej odskocznia dla tych, którzy chcą pojeździć w innych warunkach niż trudniejszy teren i tyle :)
      Dla mnie (podkreślam, dla mnie) gravel to idealne uzupełnienie ścieżkowego fulla, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że mieszkam w centrum Polski.

      Kończąc – XC to XC, gravel to gravel. Można mieć oba rowery w domu i z obu korzystać równie często (albo nie).

      • Hej, powiem Ci tak, że to na pewno musi być fantastyczne uczucie pędzić przez las, aż ci się obraz rozmywa, ale nie dzięki grawitacji, a sile własnych nóg. Ja całe życie haratam pod górę, żeby się potem tłuc w dół po beskidzkich kamieniach, ale jakbym mieszkał w bardziej płaskiej Polsce, to bym pewnie pragnął szutrówki. Myślę, że gravel to rower dający przede wszystkim masę frajdy, ale w innym terenie niż góry i w innym stylu jazdy niż mój. I dodać muszę ich niezaprzeczalną zaletę, że jeśli ktoś potrzebuje prostego roweru do jeżdżenia tu i tam, to gravele są po prostu ładne, co w przypadku górali nie jest oczywiste.

  • Witam.
    Jestem na etapie wyboru roweru gravelowego.
    Rower w większości będzie używany na kiepskiej jakości drogach asfaltowych, czasem na utwardzone ścieżki leśne z niewielkimi luźnymi kamieniami oraz 1-2 dniowy bikepacking – stawiam na komfort i lepsze tłumienie drgań podczas jazdy po lesie.

    Zastanawiam się nad rowerami:
    -Merida Silex 400
    -Kellys Soot 50
    -Canyon Grail Al 6.0
    -Kross Esker 6.0

    Coś mógłbyś coś mi polecić?

    Czy odczuję różnice w osprzęcie pomiędzy GRX 400 jaki ma Merida Silex 400 a GRX 810 dostępnym np. w Esker 6.0?
    Czy celować w wyższy model napędu GRX bo warto?

    Pozdrawiam.
    Łukasz

    • Nie miałem okazji pojeździć na GRX-ie, niemniej 400 będzie porównywalna z szosową Tiagrą, a 600/800 z 105, a może nawet Ultegra, nie zagłębiałem się w to aż tak bardzo.

      Obie grupy powinny działać dobrze, w szosowych napędach różnica między Tiagrą a 105, poza jednym dodatkowym przełożeniem na kasecie, jest wyczuwalna, ale nie aż tak, żeby za nią „umierać” :) Wyższa grupa działa sprawniej, ale już ta niższa działa naprawdę dobrze. Zapewne w GRX-ie jest podobnie.

      Wszystkie te rowery są fajnie wyposażone, ciężko mi tu wyłonić jednoznacznego zwycięzcę. Pod kątem wygodnej geometrii bardzo chwalona jest Merida Silex.

  • Witam.
    A ja się zastanawiam nad zakupem marina four cornersa. Nawet zdążyłem go jedynie dotknąć w sklepie :(( (już był sprzedany). Okazało się, że jechałem 300 km żeby tylko na niego popatrzeć. Ale ja nie o tym. To by był mój pierwszy rower z barankiem. I pytanko mam. Jakich wrażeń się spodziewać? Warto w ciemno brać z internetu czy jednak szukać gdzieś do przejechania się?

    • Dobrze byłoby się przymierzyć do wybranego rozmiaru ramy, a już oczywiście idealnie się przejechać.

      Wrażenia? Przy dobrze dobranym rozmiarze, nie powinieneś mieć problemu z przesiadką na baranka, tym bardziej, że Four Corners ma baaaardzo wygodną geometrię. Oczywiście trzeba chwilę pojeździć i się przyzwyczaić, ew. nanieść poprawki wymieniając wspornik kierownicy, jeżeli będzie za długi/krótki.

  • Z mojego punktu widzenia to gravel jest najbliższy rowerowego ideału.

    Przede wszystkim dlatego, że jest to prosta konstrukcja, umożliwiająca sprawne poruszanie się w każdych rozsądnych warunkach. Z jednej strony nie wymaga przyklejenia do asfaltu jak rowery szosowe, a z drugiej nie wymaga skomplikowanego serwisu jak rowery MTB.
    Nie bardzo wyobrażam sobie większe osiągnięcie marketingu niż przekonanie ludzi, że w ogóle powinni jeździć rowerami po górach….

    1. Po co w ogóle jeździć po górach? Do pracy tak nie dojedziesz, po bułki czy piwo też raczej nie, a na Zawrat i tak nie wjedziesz.
    2. Skąd wziąć góry na Mazowszu? I w około 90% naszego pięknego kraju.
    3. Po co w rowerze części wymagające dodatkowego serwisu jak amortyzatory – w niektórych góralach aż dwa!

    OK. Po namyśle, jest większe: namówić ludzi żeby kupili dwa rowery. Jeden na szosę a drugi w teren.

    PS Proszę nie traktować tego wpisu bardzo serio. Szanuję wszelkie pasje i zajawki i nic mi do tego ile rowerów trzymacie w swoich garażach. Proszę jednak zastanawiać się nad tym, co sami wypisujecie, bo Wasze wpisy mogą być nieprzyjemne dla innych.

  • O, to wychodzi, ze w takim razie dla mnie będzie lepszy jednak gravel – a wahałem się trochę, więc dzięki za ten wpis. Chociaż jak tak teraz czytam, to serio mam ochotę kupić oba, żeby być przygotowanym na różne warunki xd

  • Jak ktoś się waha pomiędzy tymi rowerami to można spojrzeć na rower crossowy. Opony zbliżone do gravelowych, pozycja jak na rekreacyjnym mtb.

      • I powiedzmy sobie szczerze że dużo tańsza alternatywa. Dobry cross z powietrznym amortyzatorem i napędem 3×10 świetnie się sprawdzi zarówno na asfalcie, jak i w lekkim terenie i na dłuższych wyjazdach. A gdyby ktoś chciał to blat 48T pozwala na podjęcie skutecznej próby samobójczej podczas jazdy z górki. Oczywiście nie namawiam do podejmowania takowej próby.

        • Czy dużo tańsza… na pewno wpływ na cenę roweru gravelowego mają klamkomanetki (zwłaszcza hydrauliczne), które są droższe od manetek i klamek hamulcowych w rowerze z prostą kierownicą. Ale reszta zasadniczo kosztuje dość podobnie. Cross będzie faktycznie tańszy, ale nie powiedziałbym, że „dużo” :)

          Blat 48 czy 50 w rowerach dla amatorów, to tak jak piszesz – przydaje się głównie do dokręcania na zjazdach :) Ale jak ktoś lubi, to czemu nie.

  • Witam,

    Może pytanie nie odnosi się do tematu, ale co sądzicie o rowerze Vellberg Explorer 4.2? Zamówiłem go wczoraj za 1650 zł i zastanawiam się czy to jest okej wybór w tej cenie.

    Pozdrawiam

  • OD jakeigoś czasu noszę sie z zamiarem kupna jakiegoś tribanowego gravela z racji różnorodności tras, jakie mam na swojej trasie oraz z zamiarem uprawiania ultra-cyclingu. Ale pewnie skonczę na tym, zeby wybrać jakieś endurance z tarczowymi heblami, które będą hamować w każdych warunkach pogodowych.

  • W mojej ocenie sprawa jest prosta – jeżeli ktoś szuka tego jedynego roweru (albo po prostu nie ma miejsca/kasiory na kilka rowerów) – zawsze będę polecał gravele. Nigdy nie zgodzę się z twierdzeniem, że jest to produkt marketingu. Miałem szosę – za nudno, jest się przyklejonym do asfaltu i sznura aut. Miałem mtb – nie żyję w górskim lesie żeby taki muł miałby mi się do czegoś przydać.

    A gravel? Bo wsadzeniu kapci WTB Riddler 42c do budżetowego mongoose’a guide sport i paru modyfikacjach w tym dodanie ultra szerokiego barana z flarą, niczego wiecej absolutnie mi nie trzeba. Wszędzie gdzie jest szybko i wygodnie. Kwestia dostosowania modelu do siebie.

  • Teraz są modne gravele a za rok wymyślą rowery do jazdy po łąkach czy kto tam wie po czym. To czysty marketing. Za cenę podstawowych graveli można kupić porządny rower crossowy z powietrznym amortyzatorem, który w terenie i na asfalcie będzie radził sobie podobnie jak gravel.

    • PS bo nie można edytować
      Jakby te szutrowe cuda techniki kosztowały tyle co rowery crossowe, ewentualnie niewiele więcej, to by były spoko alternatywą, a tak to tylko moda dla bogaczy którzy chcą udawać pro kolarzy.

      • A niech i producenci wymyślą nawet rower do jazdy po wodzie – dopóki ktoś taki rower kupi i będzie z powodzeniem używał, posługiwanie w tym kontekście pojęciem marketingu jest nieporozumieniem. Choć ceny graveli są rzecz jasna mocno wygórowane – to nie ulega żadnej wątpliwości. Ale ludzie je kupują od lat i będą kupować, bo jest im to potrzebne. Nikt zresztą lufą karabinu nie popycha do rowerowego żeby kupić jakiegoś szutrowca. Im więcej rowerów do wyboru, tym lepiej

    • Rower crossowy jest ciekawą alternatywą, ale nie dla każdego. Nie każdy chce mieć amortyzator w rowerze, niektórzy chcieliby mieć także ciut bardziej pochyloną pozycję za kierownicą, oraz możliwość zmiany chwytu na kierownicy (oraz zejścia do bardziej aerodynamicznego chwytu).

      O rowerach crossowych od niektórych osób też usłyszysz, że to wymysł marketingowy, bo tak samo będzie jeździć rower górski, a będzie miał więcej możliwości.

  • Rosnąca specjalizacja wbrew pozorom nie ułatwia życia, a jak życie pokazuje, wręcz je utrudnia. Gdy ktoś gravelem wybrał się w prawdziwy teren i musiał odpuścić, bo rower jest wyspecjalizowany tylko do jednego rodzaju nawierzchni. Przykłady można mnożyć.

    Moda i marketing, niewiele więcej. Łukaszu, gdy pojawiły się mtb, było to coś przełomowego w pozytywnym kontekście, nagle można było zacząć jeździć po górach rowerami tłumiącymi drgania. Jazda po korzeniach, dziurach, wybojach stała się możliwa. Gravele to tylko kosmetyka, kupujesz kolejny rower, aby zamiast po szosie móc też jeździć po szutrach (kolejną wariacje już w drodze, producenci nad tym pracują). Ale prawdziwego terenu dalej na nim nie uświadczysz, za to producenci się cieszą, bo udało im się Ciebie namówić na kolejny rower. Kolejny rower, kolejne części, kolejne zakupy. Oni zarobili, Ty tak naprawdę straciłeś, bo rower górski dałby Ci to wszystko, czego potrzeba, przy pewnych kompromisach. Nie wiem, czy zauważasz w tym wszystkim rosnącą tendencję do wpędzania zwykłych ludzi w coraz to poważniejszą konsumpcję. Ludzie bezmyślnie kupują po 3-4 rowery, do wszystkiego: do asfaltu, do szutru, do lasu, do miasta itd. A wystarczy jeden rower mtb. Rozumiem jednak, że jako osoba pisząca o rowerach NIE MOŻESZ NIE POPIERAĆ napędzania konsumpcji, inaczej stracisz zainteresowanie sporej części ludzi.

    MTb był i będzie rowerem uniwersalnym (mam jeszcze taki z napędem 3×9, mega uniwersalny), choć i tu go specjalizują, i jak wiesz takim do xc już nie poszalejesz na płaskim.

    Warto też dodać, że gravel czy szosa nie ma za wiele do powiedzenia na asfalcie przeciw mtb, jeśli dysponujesz dobrą kondycją, bo i tak na mtb wygrasz. Większa moc w nogach rekompensuje z zadatkiem opory toczenia, przynajmniej u mnie, i trochę zabawnie to wygląda, gdy na 2.1 calowych balonach objeżdżam niedzielnych szosowców. Oczywiście nie myślę tutaj o zawodach, a zwykłych treningach, czy wycieczkach. Pozdrawiam

    • Cześć,
      dziękuję Ci za komentarz i przedstawienie swojego punktu widzenia. Muszę jednak skontrować kilka kwestii.

      „Moda i marketing, niewiele więcej.”

      A może jednak spełnienie oczekiwań pewnej grupy rowerzystów?

      „Oni zarobili, Ty tak naprawdę straciłeś, bo rower górski dałby Ci to wszystko, czego potrzeba, przy pewnych kompromisach.”

      Idąc dalej tym tokiem, rowery miejskie są marketingiem, rowery trekkingowe i crossowe również. Bo przecież rower górski może je zastąpić, przy pewnych kompromisach. Bo może, pytanie czy musi.

      „Nie wiem, czy zauważasz w tym wszystkim rosnącą tendencję do wpędzania zwykłych ludzi w coraz to poważniejszą konsumpcję.”

      Tak jest od kilkuset lat co najmniej. Nasze gospodarki opierają się na konsumpcji. Czy mi się to podoba? Nie zawsze. Czy miałbym zakazywać komuś kupowania czegoś? Tylko w przypadku, gdy groziłoby to jego bezpieczeństwu.

      „Ludzie bezmyślnie kupują po 3-4 rowery, do wszystkiego: do asfaltu, do szutru, do lasu, do miasta itd.”

      Ani ja, ani Ty, nie jesteśmy od nakazywania innym co mają robić ze swoimi pieniędzmi. Pachnie to totalitaryzmem.

      „A wystarczy jeden rower mtb.”

      Czyli wracamy do tego, że rowery miejskie, trekkingowe, crossowe są bez sensu :) Szanuję Twój punkt widzenia, sam pisałem, że rower górski jest dobry do miasta, bo lepiej amortyzuje dziury i krawężniki. Niemniej nie zgadzam się z wpychaniem na siłę górala każdemu.

      „Rozumiem jednak, że jako osoba pisząca o rowerach NIE MOŻESZ NIE POPIERAĆ napędzania konsumpcji, inaczej stracisz zainteresowanie sporej części ludzi.”

      Ja odpowiadam tylko na potrzeby, z którymi ludzie sami się do mnie zgłaszają.

      „Warto też dodać, że gravel czy szosa nie ma za wiele do powiedzenia na asfalcie przeciw mtb,”

      Przepraszam, ale zaczynamy powoli zmierzać w jakąś dziwną stronę…

      „jeśli dysponujesz dobrą kondycją, bo i tak na mtb wygrasz.”

      Idąc tym trybem, to zawodowy kolarz wygra na składaku za tysiaka, ścigając się z nietrenującą osobą na rowerze szosowym za 40.000 zł. Czy to czegokolwiek dowodzi? Nie.

      „i trochę zabawnie to wygląda, gdy na 2.1 calowych balonach objeżdżam niedzielnych szosowców. Oczywiście nie myślę tutaj o zawodach, a zwykłych treningach, czy wycieczkach.”

      Jeżeli cieszy Cię to, że na wycieczce kogoś wyprzedziłeś, to naprawdę super, z małych rzeczy też trzeba się cieszyć :)

  • Kupiłem gravela 2 miesiące temu i jestem z niego bardzo zadowolony. Przez zakupem pojeździłem MTB, szosą i fitnesem i doszedłem do wniosku, że w moim wypadku gravel jest idealnym kompromisem. Wykorzystuje go do jazdy po mieście i do wycieczek poza miasto (asfalt, szutry). Wygodnie robię na nim po 50-80 km. Ostatnio jeździłem z kumplem po drogach w okolicy Sobótki. On MTB, ja gravel. Na zjazdach kamienistych on był górą. Na asfalcie mój rower. Na podjazdach asfaltowych deklasacja MTB. Rower jest lekki – niecałe 11 kg i to zdecydowanie czuć podczas jazdy. MTB to dla mnie tylko niepotrzebne wożenie żelastwa ze sobą.

  • Mam gravela od 3 lat, na którego przeszedłem z MTB AM. Teraz z chęcią pozbędę się tego roweru :D, a tu chętnie podzielę się swoimi odczuciami i doświadczeniami.

    Zacznę od tego, kiedy moim zdaniem warto rozważyć gravela:
    – do częstej włóczęgi na łagodne trasy 100km+, może trasy kilkudniowe, bikepacking, na uboczu
    – jako alternatywa dla roweru crossowego o ile nie szkoda Ci kasy lub dla wygodniejszej (moim zdaniem) pozycji.
    I tylko do tego.

    Do jazdy w terenie ten rower kompletnie się nie nadaje (nawet na promowanym szutrze), co prawda grubsza opona pomaga, ale to zupełnie nie to. Na lekkich singlach przetestowałem – katastrofa. Na zjazdach też słabo, przy gorszym asfalcie trzeba naprawdę mocno uważać, bo łatwo polecieć. Nie ta geometria, brak amortyzatora (poza jakimiś tam wyjątkami), przez co rower cholernie niestabilny. Jeżeli ktoś chce wjeżdżać w jakikolwiek teren to lepiej od razu rozważyć jakiś sensowny XC, może nawet na cieńszych oponach i w ogóle zapomnieć o gravelu. W cięższy teren nawet bardziej trailowy na dobrej geometrii.

    W mieście też bez sensu – tutaj jak słusznie wspomniałeś Łukasz, góral sobie lepiej poradzi. Co z tego, że gravel może być trochę szybszy do poruszania się, jak jest pełno świateł, nierówności, itp.

    Jako alternatywa dla szosy też jest bez sensu, bo demonem prędkości to gravel nie jest. To już lepiej jakiś endurance wybrać.

    Jako jeden uniwersalny rower to słaby pomysł.

    Nie chcę demonizować tego roweru, po prostu zrobiło się za dużo marketingowego bullshitu wokół graveli. To nie jest rower na moje potrzeby, ale dla osoby świadomej ograniczeń i swoich potrzeb, to może być fajna alternatywa.

    • Cześć,
      dzięki za obszerny komentarz i podzielenie się swoimi przemyśleniami. Odniosę się do kilku kwestii:

      „Mam gravela od 3 lat, na którego przeszedłem z MTB AM.”

      Ale mam nadzieję, ze All Mountain’a się nie pozbyłeś. Gravel nie będzie stanowić zastępstwa dla pełnokrwistego roweru górskiego. Może być jego uzupełnieniem co najwyżej.

      „Jako alternatywa dla szosy też jest bez sensu, bo demonem prędkości to gravel nie jest. To już lepiej jakiś endurance wybrać.”

      Jeżeli pisząc „szosa” masz na myśli typowe kolarstwo szosowe, to tak – zgadzam się. Natomiast większość amatorsko śmigających po asfalcie, nawet nie zauważy większej różnicy w osiągach pomiędzy szosą endurance a gravelem (na tych samych oponach). Różnice w porównaniu ze sportową szosą oczywiście będą, no ale to już inna kategoria. Poza tym sami producenci szosówek przesuwają niektóre modele trochę w stronę graveli, dając możliwość założenia opon 30, 32 czy nawet 35C.

      „Jako jeden uniwersalny rower to słaby pomysł.”

      To zależy czego oczekujemy od tej uniwersalności. Jeżeli dobrych właściwości w terenie, to prawda, nie sprawdzi się. Natomiast jeżeli „teren” to tylko gruntowe i leśne drogi, to czemu by nie.

      „Nie chcę demonizować tego roweru, po prostu zrobiło się za dużo marketingowego bullshitu wokół graveli.”

      Eeee, o każdym rowerze możesz przeczytać, że pojedzie szybciej, dalej i sprawniej niż inne :) Marketing tak działa od setek lat.

      „To nie jest rower na moje potrzeby, ale dla osoby świadomej ograniczeń i swoich potrzeb, to może być fajna alternatywa.”

      No i właśnie :) Sam mam gravela (+ ścieżkowego fulla), którym mogę sobie ogarnąć: wyjazd rowerowy z sakwami/bikepackingiem po asfalcie i bezdrożach, jeżdżenie po okolicy popołudniami, dalsze trasy (np. 625 km w zeszłym roku na ultramaratonie Pierścień Tysiąca Jezior), czy nawet udział w amatorskich zawodach szosowych (Bike Challenge Poznań).

      Gravel to nie jest rower, który zastąpi nam rower górski. Ale może być jego świetnym uzupełnieniem :)

  • A ja jeździłem góralem od zawsze , w zasadzie głównie po lasach i asfaltach pół na pół, tak już z przyzwyczajenia trochę. Rok temu jednak pożyczyłem gravela od znajomego i po kilku dniach jazdy wiedziałem że muszę mieć swojego. Szybkość na asfalcie i szutrze przy fajnie dobranych oponach daje niesamowitą frajdę. Oczywiście kupilem swój i kilomentrow w zeszłym roku zrobiłem tyle co wcześniej robiłem w dwa lata. Pewnie miało na to wpływ też to, że fajnie sobie odmienić po kilku latach, ale nie uważam, że gravel to tylko marketing. Oczywiście w trudny teren (kamienie, wąskie kręte ścieżki, korzenie) tylko góral ale gravel rzeczywiście ma swój sens i swoje miejsce. Problem w tym że gravele rzeczywiście są za drogie ale jak ktoś może sobie pozwolić to warto.

    • Triban Gravel 120 kosztuje 2400 zł, więc nie jest to jakaś szczególnie wygórowana cena. Okej, na razie wymiotło go ze sklepów, a wirus maczał w tym swoje palce. Niemniej nie trzeba wydawać nie wiadomo ile, aby kupić sobie tego typu rower.

      • Oczywiście da się coś kupić taniej, nie mam nic do Tribana, ale jednak kupić coś bardziej markowego z lepszym osprzętem to jednak trochę kosztują. Myślę że warto dziś kupować coś już GRXem, aby nie walić łańcuchem po aluminium. Pamiętajmy, że jednak gravele to stosunkowo proste konstrukcje, a sam amortyzator przedni w średniej klasy góralu pochłania 800-1500 zł, czego oczywiście nie ma w gravelu.

        • Ale jest sztywny widelec, który też potrafi swoje kosztować. Do tego klamkomanetki, które są droższe w porównaniu z tym co mamy w MTB. Porównanie kosztowe gravel vs MTB nie będzie takie łatwe.

  • Nie kupujcie graveli
    Bo to badziewie kojarzy szosówka lub kolarzówka tylko
    Asfalt
    Górskie rowery są toporne na asfalt będąc młodym lub sile wieku szybka jazda górskim
    To bardzo szybka jazda szosówką
    A na polskie warunki lepiej jeździć górskim nie
    Uwazam ze polskie warunki do dupy tylko
    Obecnie czasy powodują ze teraz będzie bardzo dużo rowerzystów aktywnych
    Jazda ulica jest podobna jak w domu
    Mieszkają nie Zaproszeni goście a rowerzyści będą zakłócać ruch samochodów i przyczyniać do marnotrawstwa paliwa
    Obecnie sytuacja pokazuje ze rowerzyści tylko mogą jechać po chodniku drodze rowerowej ścieżki leśne parki wytyczona droga rowerowa ulice Których ruch aut jest mały

    • Cześć,
      myślę, że właśnie tak jest, że rowerzyści najczęściej jeżdżą tam, gdzie czują się bezpiecznie – na drogach rowerowych i mniejszych ulicach. Na jazdę głównymi drogami krajowymi (tymi bez asfaltowego pobocza) decyduje się dużo mniej osób, bo to ani bezpieczne, ani przyjemne. Ale to niestety pokazuje jak daleko jesteśmy w tyle z infrastrukturą i myśleniem o niej. Ale to temat na zupełnie inny wpis.

  • Komentarz dot asfaltu: W sieci jest dostępnych sporo porównań dotyczących szybkości szosa vs góral , Wnioski? im bardziej idealne warunki tym oczywiście bardziej wygrywa szosa. Im gorsze warunki -kostka, nierówny popękany asfalt itd. tym mocniej wygrywa MTB. powtarzam: wygrywa MTB :) Widziałem ostatnio jak solidne baty dostał gravel w bardzo lekkim szutrowym terenie o zróżnicowanym nachyleniu. Dlaczego ? Magiczne słowo: TRAKCJA. Im mniej równo tym gorzej dla gravela. Proste. Niekoniecznie zaraz kamienie, korzenie, strumienie i nachylenie. Wystarczy trochę drobnych nierówności i MTB odjeżdza. Oczywiście mowa o przyzwoitym lekkim góralu na szybkich oponach.

    Tak więc moi drodzy, macie dobrego górala a chcecie prędkości na asfaltach i szutrach? Nic straconego , niekoniecznie trzeba zbierać na kolejny rower ( I powiedział to ten co ma 10 rowerów w domu :) ) Rozważcie drugi komplet kół z szybkimi oponami. Ot choćby Speed Kingi od Conti. Drogi u nas nie są idealne i na takowych różnica pomiedzy gravelem a MTB jak widać z testów nie będzie duża, jeżeli w ogóle będzie.

    Oczywiście na wywalcowanym szutrze raczej wygra gravel (nie rozpatrujemy tu MTB poniżej 9-10 kg bo wynik nie będzie jednoznaczny :) ) Do bikepackingu też gravel. Szczególnie taki na Reynoldsie :) Jesteś szosowcem z urodzenia chcesz zjechać z asfaltu? Gravel! Chcesz czegoś uniweralnego na pierwszy rower? No , tu idź do sklepu i zrób parę jaz próbnych, a lepiej wypożycz na dobę, dwie i sam będziesz wiedział co :)

    Na szczęście dla wytwórców (kasa) i dla maniaków (można robić miejsce w komórce na kolejny) nie ma roweru uniweralnego, ale prawie każdy można sobie przystosować do terenu, upodobań i zastosowań. Ot choćby zamiana MTB w rower bardziej uniwersalno- trailowy to wymiana kierownicy na wyższą na giętą, zmiana skoku amortyzatora ze 100 na 120mm (pół godz roboty jeżeli amor pozwala) i już możemy bawić się na ścieżkach. Już są fabryczne gravele z flat barami, Pytam czym to się różni od fitnessa który występuje zazwyczaj na szosowym osprzęcie i szosowej ramie, tyle że z dużymi prześwitami na koła.? Odpowiadam: nazwą .

  • Tylko po co 2 rowery, skoro wystarczy 1? Marketingowcy wymyślili gravele i inne wynalazki, aby jeszcze więcej wyciągnąć z naszych kieszeni, ot co. Mi rower górski zapewnia pełną uniwersalność: w trudnym terenie, po szutrach, czy na asfalcie. Naprawdę nie potrzebuję szosowego czy gravela, górski świetnie je zastępuje. Gravel w prawdziwym terenie to nieporozumienie, chyba że ktoś lubi przenosić rower przez korzenie i wyboje.

    • I fajnie, że się u Ciebie góral sprawdza, o to właśnie chodzi. Natomiast zapewne gdy powstawały, też ktoś mówił o marketingu, o wyciąganiu pieniędzy z kieszeni :) To samo zresztą jest z rowerami crossowymi. Tylko warto pamiętać o tym, że „napaleńców”, którzy kupują coś bez wcześniejszego rozeznania i zastanowienia jest może garstka. Zwłaszcza, że mówimy o czymś co nie kosztuje 100 zł. Reszta kupuje gravele z ciut większym rozmysłem, mając na ten rower jakiś pomysł. I to właśnie gravel może (nie musi) być rozwiązaniem dla wielu osób na jeden, bardziej uniwersalny rower w domu. Tak jak u innych cross czy góral.

  • Dla mnie góry plus gravel nie idą w parze. Nie wyobrażam sobie przejechania GSB na gravelu. Ani komfort ani bezpieczeństwo. Czulbym się mocno niepewnie na takim rowerze.
    Gravel widzę tylko i wyłącznie na takich trasach jak green velo. Gdzie w większości mamy asfaltowe trasy i szutrowe ścieżki. W paru miejscach z tego co pamiętam było dość piaszczyście na trasie więc takie wąskie oponki będą utrudniać przeprawe.
    Gravel moim zdaniem jest dla kogoś kto nie chce i nie może posiadać dwóch różnych rowerów w swoim garażu. Taka wymyślna hybryda. Coś jak dawniej połączenie Wigry z oponami z przeciętnego górala. Niby rower do sklepu po bułki ale przez las też się da przejechać.

  • W sklepach rowerowych jak tylko się pojawi gravel kupowany jest bardzo szybko. I nieważne jaki ma osprzęt. Niech będzie Claris to i tak go wezmą.

    • A ja napiszę z mniejszym entuzjazmem w stosunku do nowej mody, ale wolno mi, bo jestem już trochę stary. 😉 Generalnie dla mnie rower typu gravel byłby zakupem… bez sensu. Posiadam naprawdę porządny rower szosowy i dobrej klasy MTB HT. Mix tych dwóch rowerów daje mi optymalne pokrycie wszystkich moich potrzeb rowerowych i zaspokaja moje kolarskie żądze. 😁 Tak w temacie startów w amatorskich zawodach, jak i treningów, przejażdżek, dojazdów do pracy, walczenia o KOMy czy o zdmuchnięcie złapanych gdzieś czasem kilogramów.

      Idę pojeździć na asfalt – karbonowa szosa o geometrii aero jest niezrównana, wbrew pozorom także i na podjazdach. Idę pośmigać do lasu – mam górala, amortyzator RockShox Reba 100 mm daje tyle miodu nadgarstkom, ile nigdy nie skapnie z szerokich kapcie w gravelu (pomijając, że w góralu opony też nie są nigdy wąskie). No jakby nie kłaniać się zasadzie N+1, nie widzę powodu dla którego miałbym sobie kupić gravela.

      Widzę tylko jedną perspektywę: gdybym jeździł długie, kilkudniowe wycieczki rowerowe, najlepiej z bikepackingiem w tle, po zmiennej charakterystyce podłoża. Ale ani mój obecny tryb życia i pracy, ani nawet i wszelkie moje ochoty, nie zakładają możliwości szukania dalekosiężnych przygód na rowerze. Bardziej niż na turystykę i przygodę jestem nastawiony w rowerach na sport i trening, a do tego mam wszystko czego mi potrzeba i bez gravela. Ale gdybym mógł mieć tylko jeden jedyny rower, mocni bym się zastanawiał.

      • @Łabędź

        Super, że napisałeś „dla mnie”, „mój tryb życia”. Wiele osób niestety idzie tropem „to nie dla mnie. Wniosek – to bez sensu”.

        Ja znowu mam gravela i ścieżkowego fulla. Gravel służy jako wygodna szosówka do jazdy nieskalanej treningiem, zarówno na krótkie trasy po okolicy, jak i dłuższe rzędu 300-600 km w formule non-stop. A od czasu do czasu sakwy albo bikepacking i wyjazd gdzieś dalej, także z możliwością zjechania z asfaltu. Mam dwa komplety opon, myślę też nad zakupem drugiego kompletu kół. Choć ostatnio więcej jeżdżę na gravelowych 40 mm i sam nie wiem czy szosowe 28 mm daje AŻ taką przewagę. Nie wiem, będę to jeszcze porównywał w jednym z najbliższych materiałów na YT :)

        Natomiast oczywiście gravel nie zastąpi aerodynamicznej szosy – to zupełnie inna jazda. Ale szosę endurance już jak najbardziej.

        A do poważniejszego lasu, bikeparku, na singletracki – ścieżkowy full. Tu bezdyskusyjnie lepiej się sprawdzi niż gravel.

  • Mieszkam w Beskidach, 1,5 roku temu sprzedałem mtb i kupiłem gravela – jestem zachwycony i nie wrócę do mtb, chyba, e fulla. Hardtail, zwłaszcza z nietopowym amortyzatorem w terenie daje minimalne przewagi, a gravel na asfalcie mknie leciutko (mam porównanie z szosówką – wiadomo – szosówka na asfalcie szybsza, ale gravel też robi robotę). Generalnie na gravelu jestem w stanie przejechać te same trasy w Beskidach, które jeździłem na mtb, tylko dojazdówki asfaltem są dużo przyjemniejsze. ALe dla sprawiedliwości dodam, że mam kasetę 11-40 z tyłu i blaty 32-48 z przodu – to daje naprawdę przyzwoity zakres.

    • Nie wiem jakież to Beskidy da się przejechać na gravel. Moim zdaniem nie ma opcji i mówię to jako mieszkaniec Żywca i pasjonat okolic. Chyba drogami pożarowymi.

      Ja mam trail na Reynolds 853 do Bikepacking, gravel jest zupełnie nieuniwersalny. Gravelem można się ścigać na ultra, pod warunkiem że to mullet z MTB, czyli kaseta 11,42 lub 10,51 i front 36 MAX. No i jeszcze wiele innych rzeczy musi mieć, które go wtedy dyskwalifikują z codziennego użytku, jak błotniki, dynamo, wieszaki, kierownicę lepszą itd.

      Słowem, gravel to taki rower czwarty w garażu na wycieczki po lesie jak nie chce się komuś cisnąć lub dłuższy dystans, myślę o ponad 120 km po płaskim, bo w góry to tylko na asfalt żeby nie wylecieć z drogi pożarowej.

  • Przerabiałem temat kilka tygodni temu i ja bym sklasyfikował gravel jako szosę dla kogoś kto jeździ na mtb lub mtb dla osoby jeżdżącej na szosie. Myślę, że to trafne sformułowanie jako bezbolesna przesiadka z jednej, na drugą stronę mocy. Co ciekawe jako rower uzupełniający u mnie mtb skłaniałem się do gravela z geometria i napędem bliżej szosy, po drugiej stronie skali mamy gravele o geometrii bliżej mtb które pewnie dobrze uzupełniaja rower szosowy ale już przy mtb wg mnie dubluja zbyt wiele zalet rowerów górskich. Tak czy siak, największą zaletą pojawienia się krytykowanych za wyceny (marketing) graveli jest po prostu większy wybór na rynku, na którym każdy może sobie dopasować rower pod swoje indywidualne potrzeby.