Skocz do zawartości

MaciejRutecki

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    652
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez MaciejRutecki

  1. Dojeżdżam do pracy rowerem chyba od 2011 lub 2012 roku. Pierwsze dwa lata tylko w okresie cieplejszym, po zmianie roweru na "holendra" już przez cały rok (jedynie w gołoledź sobie odpuszczam -- da się, ale jazda w ciągłym skupieniu męczy). Alternatywę mam w postaci samochodu albo kombinacji kolejka SKM/rower. Z resztą ostatni wariant dotychczas stosowałem najczęściej (24km w jedną stronę): rano SKM + 3km rowerem, a powrót tylko rowerem (24km). Stan DDRów i infrastruktury w Trójmieście (no, może poza Sopotem) jest dobry, kierowcy już w miarę ogarniają obecność rowerzystów. Jest gdzie zaparkować bezpiecznie rower, więc wybór oczywisty, szczególnie pracując i mieszkając w centach większych miast. Czasem biorę samochód, ale przez korki nie jest to opłacalne. Inna sprawa, że rower pozwala mi bezproblemowo zaparkować w okolicach popularnego ryneczku w Orłowie (Gdynia), gdzie kierowcy niekiedy minutami szukają miejsca parkingowego. Teraz mam taki okres przejściowy i sobie testuję trójmiejskie Mevo. Za nieco ponad miesiąc będę miał do pracy 3km w jedną stronę (w praktyce będę jeździł więcej, bo zakupy itp.), więc rower aż się prosi, ewentualnie pieszo, jeśli nie będzie postojów pomiędzy pracą, a domem. Uwierzcie mi, że to strasznie głupie uczucie mieć trasę skróconą z 24 do 3 km. Nie mam szans się rozgrzać i chyba odpuszczę sobie wożenie zapasowej dętki itp. Ale kiedyś miałem 2,2km, a w praktyce z Gdyni (Redłowo) do Gdyni (Śródmieście -- sąsiednia dzielnica) jechałem przez Gdańsk i jakoś dziennie się robiło z tego ponad 30km. Choć nic nie przebija kolegi, który potrafił z Gdańska do Gdańska pojechać przez Pruszcz Gdański, a raz i Malbork. ? Ale rower nie jest za darmo (eksploatacja): dłuższe dystanse i/lub zima wymuszają droższy zakup, albo późniejszą częstszą konserwację. Swoją drogą w firmach związanych z branżą IT bardzo dużo osób dojeżdża rowerem i to nie dla bonusów, które często serwują pracodawcy (kanapki, dopłaty, konkursy itp.).
  2. Kiedyś zablokował mi się zamek w podkowie (łańcuch 5,5mm). Rowerownia wewnątrz budynku po sąsiedzku z pomieszczeniami biurowymi: nikt nie zwrócił uwagi na mnie jak ciąłem łańcuch szlifierką akumulatorową. ? A tą AXA Cherto Compact 95 używałem kiedyś i polecam. Stosunkowo lekka, certyfikat ART (dwie gwiazki) i "gold" w Solid Secure. Wiadomo, szlifierce się podda, ale 99% domorosłych złodziei z nożycami nie da rady.
  3. Są to zwykłe łożyska ślizgowe. Przyznam się, że dosyć nieufnie podchodziłem do trwałości tego rozwiązania. Z drugiej strony działa i się nie psuje, więc olałem temat. Nie pamiętam skąd mam instrukcję jak to regulować. Albo dostałem ją z serwisu, gdzie kupowałem rower, albo bezpośrednio od Gazelle. Zarówno z serwisem jak i producentem kontakt jest bardzo dobry, więc można wysłać e-maila z pytaniem. Od rysy nie powinno się stać nic poważnego, to jedynie kwestia estetyczna. Miejskie rowery są ciężkie, to fakt. Tam priorytetem jest komfort i trwałość, a nie osiągi.
  4. Szkoda, że dopiero teraz widzę ten wątek, bo znam ten typ sterów i na blogu roweroweporady.pl komuś wyjaśniałem jak to działa w komentarzach: https://roweroweporady.pl/gazelle-orange-c8-test-roweru-czytelnika/ Całość jest banalna i poza imbusami (1,5mm i chyba 3mm) nie wymaga niczego innego. Czemu tak to zrobiono? Inaczej ciężko zaprojektować system regulacji kierownicy bez użycia narzędzi. Plus za dużą trwałość mimo braku normalnych łożysk.
  5. Wysepka w Gdańsku (Przymorze i Wrzeszcz, z naciskiem na ten pierwszy)?
  6. Self Storage 7,5m kw. 615 netto. Hmm, jesteśmy bogatym krajem, bo w Belgii (Gent) coś podobnego to 30-50 euro. BTW jak ktoś szuka miejsca na przezimowanie roweru, to niech podpyta lokalne serwisy, bo coraz więcej z nich ma usługę przechowywania rowerów.
  7. Myślę, że obawy niektórych o jakiś straszny rozrost łydek (szczególnie u pań) można rozwiać. Moja dziewczyna do niedawna (teraz ma dużo bliżej do pracy) jeździła tak jak ja min. 5000 km rocznie. Na wygląd jej nóg nie mogę narzekać. ? Z resztą popatrzcie na naszą Maję Włoszczowską, której figurze nie można raczej nic zarzucić. Zatem drogie Panie: jeździjcie. ? @Mociumpel ma rację: na miejskim rowerze komfortowa prędkość, osiągalna przez każdego dorosłego człowieka to 20km/h, dla wprawionych 25 km/h. Zakładając średnią z dłuższej trasy i która nie wiedzie przez centrum miasta (światła, przejazdy itp.)
  8. Patrzysz z polskiej perspektywy. "Holender", w podstawowej wersji, to jakieś 600-700 Euro, czyli 2500-3000 złotych. Dla nas to dużo, dla Holendra -- dużo mniej. No i pytanie czym się takie rowery różnią od tych za np. 1-1,5 tysiąca złotych. Z własnego doświadczenia wiem, że dzieli ich przepaść, szczególnie przy całorocznej jeździe w naszych warunkach.
  9. Nawet jak jest sucho to jednak sól pozostaje na drodze aż ją deszcz porządnie spłucze. Z resztą można się przyjrzeć asfaltowi jaką ma barwę. W Trójmieście nie żałują soli na DDRach (całe szczęście) i jak jest sucho to przy wietrze robi się z tego pył. ? Co do wytrzymałości roweru na sól: to zależy od roweru, jakości komponentów itp. Dostaje się najbardziej łańcuchowi, zębatkom oraz uszczelnieniom hamulców hydraulicznych. Trzeba się liczyć z wymianą tych elementów na wiosnę. Silny mróz także potrafi zrobić swoje. W zasadzie jedynym typem roweru, którego w zasadzie nie rusza zima jest miejski z zabudowanym napędem i hamulcami rolkowymi (względnie bębnowymi): najsłabszym elementem są opony, które po 2-3 latach zaczynają mieć drobne spękania po bokach od mrozu, a po 5 trzeba wymienić linki z pancerzami. Czyli w zasadzie problemu nie mam żadnego (poza brudną ramą i osłonami). Jak masz potrzebę jeżdżenia codziennie to bez "zimówki" raczej się nie obędzie, szczególnie jeśli masz jakiś ukochany rower, którego po prostu szkoda. ? Nie zapomnij, że sól także wpływa destrukcyjnie na ubrania -- brak solidnych błotników szybko się zemści.
  10. Tak, w jeansach. Żywotność zależy oczywiście od stylu jazdy, siodełka i ile mamy par na zmianę. U mnie przy 3 parach spodni używanych z myślą o rowerze i w których z resztą chodzę przez cały dzień w pracy, 30 km dziennie, po ponad 1,5 roku pojawiły się pierwsze ślady zużycia w postaci blednięcia w okolicach pośladków i z jakiegoś powodu na szlufce od paska z tyłu (podejrzewam fotel w pracy). Z tym , że rower to typowy mieszczuch z siodełkiem nieco zbliżonym do typowej kanapy (SR Respiro Relaxed https://www.selleroyal.com/en/respiro-soft-relaxed). Podejrzewam, że typ roweru i siodełka ma kolosalne znaczenie. Bardzo fajne są siodełka skórzane Brooksa, ale B67 ma dla mnie (dosyć znany w Internecie) feler, że te nity z tyłu niszczą spodnie, szkoda, bo to było najwygodniejsze siodełko jakie kiedykolwiek używałem i spodnie w kroku nie wykazywały żadnych śladów zużycia. Niepotrzebnie producent przyoszczędził na nitach (kiedyś dawał miedziane). Co mi z tego, że mogłem bezpłatnie oddać do ich serwisu aby mocniej wbić nity jeśli to tylko tymczasowe rozwiązanie. Jeansy mam niby jakieś bardziej "techniczne" z Tchibo i Wranglera. Pierwsze, choć dwukrotnie tańsze są wyraźnie bardziej trwałe.
  11. W Holandii Dunlop dominuje, ale tam nawet na stacji benzynowej bez problemu dostaniesz adapter. Ściągać rower z PL do Holandii? To jak iść z drewnem do lasu. ? Ja już czwarty rower sprowadzam od nich do Polski. Z wspomnianych miałem okazję pojechać tylko na Vento T24, mnie się podobał, ale ja jestem fanem Gazelle i Batavusa i nie jestem obiektywny. BTW powinieneś znaleźć go w cenie 500 Euro (499).
  12. Każde spodnie się wcześniej, czy później przetrą. Rozumiem, że szukasz spodni "cywilnych" albo wyglądających na cywilne. Jeśli chodzi o skład, to ja preferuję 90-98% bawełna, a reszta poliester. Ten ostatni co prawda zwiększa "sztuczność" materiału, ale go wzmacnia i przy okazji nie wypychają się tak na kolanach jak zwykłe. Odradzam jeansy, chyba że masz parę km z/do pracy lub kupisz modele klasyczne (nie żadne przecierane, z sztywnego materiałi itp.). Np. Wrangler Arizona itp. Ważny jest krój: nie workowate i nie obcisłe. Zawsze możesz pójść do krawca, za kilkanaście/dziesiąt złotych zrobi cuda z każdymi spodniami. Ja od dwóch lat testuję polską markę i bardzo mnie pozytywnie zaskoczyła: https://crankk.pl/produkty/dla-niego/ konkretniej seria "STRAAT". Polecam z czystym sumieniem, dziennie jeżdżę 30km i po dwóch latach nawet koloru nie straciły. Mają wyjmowalną wkładkę (nie używam). W pracy chodzę w biznesowej koszuli i nikt się nie połapał, że to spodnie rowerowe. Ale ogólnie w PL jest problem. Ubrania "cywilne" ale zaprojektowane z myślą o rowerzystach bez problemu kupiłem w Belgii, UK. Gdybym miał nadmiar kasy, to bym je sprowadził z Japonii (mają genialne jeansy). Jedyny wyjątek to wspomniany Crankk, ale on głównie żyje z sprzedaży na Zachodzie, a nie u nas. Z zeszłorocznych nabytków: w Tchibo kupiłem jakieś pseudo jeansy, właśnie zaprojektowane z myślą o rowerzystach. Nie są aż tak dobre jak wspomniany Crankk, ale z rok jeszcze posłużą. //Edit, duży wpływ ma dobór siodełka. Niektóre lubią szybciej niszczyć spodnie. Inne mniej.
  13. W Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, na szlakach rowerowych zarówno turystycznych jak i typowo dla kolarzy to samo: np. idąc niedawno na wysokości Oliwy poznałem więcej producentów żywności i napojów dla kolarzy niż w sklepach sportowych. Podobnie na trasach asfaltowych na Kaszubach: na poboczach dróg tyle samo puszek po piwie jak i energetyków "kolarskich". Najbardziej jest przykre jak widzę trasę tuż po imprezie sportowej, rozumiem rywalizacja i brak czasu, ale ilość pełnych worków na śmieci zebranych przez organizatorów przeraża. Tyle dobrego, że w ostatnim przypadku są służby dbające o porządek.
  14. Szczerze mówiąc słabo znam duńskie marki, żebym mógł jakąś w ciemno polecić. Najczęściej przewija się Linus (ale mnie jakoś nigdy nie zachwycił i nie widzę u niego rowerów typu "urban") i jest dużo małych manufaktur, gdzie w zasadzie rower składany jest na zamówienie (kiedyś w Kopenhadze naliczyłem sześć lokalnych marek). Zwykle jest tak, że szukam czegoś przez Google i trafiam na jakąś stronę duńskiego producenta. Obawiam się cen nowych rowerów -- jakby nie patrzeć to Skandynawia. Nawet holenderscy producenci podbijają ceny modeli tylko dlatego, że mają trafić do Danii. Ale jest szansa, że się trafi na sprowadzaną od nich "używkę" na OLX itp. Używany do miasta nawet lepszy, bo mniej by bolała potencjalna kradzież.
  15. @Elle. Niestety, ale innych piast poza Rohloffem nie miałem, a i ten bardzo krótko, bo ta piasta to prosty sposób na trzykrotnie zwiększenie wartości mojego roweru. :D Co do pozycji na rowerze: miejskie rowery są bardzo specyficzne i mocno wyspecjalizowane -- to najmniej uniwersalna grupa rowerów. Ja pierwszego holendra zaryzykowałem z ciekawości i w poszukiwaniu czegoś, co pomoże odpocząć mojemu kręgosłupowi. Po kilku latach to jednak co innego przy nich mnie trzyma: idiotoodporność jak w samochodzie, dobra widoczność podczas jazdy w miejskich korkach (w innym o ramie zbliżonej do hybrydy ciągle myślałem o zakupie jakiegoś lusterka) i coś, za co polubiłem jazdę w zimę i na którą doczekać się nie mogę: genialne prowadzenie w zimę. Niski środek ciężkości, przeniesienie ciężaru na tylne koło i bezpieczna pozycja swoje robią. W ciągu 6 lat wywróciłem się 3 razy, z czego tylko raz jadąc (gołoledź ale bez żadnych strat poza wstydem). Niemniej rozumiem pewną niechęć. Podobnie ja się źle czułem na rowerze szosowym: dla mnie najpiękniejsze rowery (mogłyby istnieć tylko te i mieszczuchy), ale nie dla mnie, a jak jeszcze ubrać się w obcisłe... byłby dramat. ;-) Co do rowerów do miasta, ale nie klasycznych mieszczuchów, to przypomniała mi się oferta producentów duńskich i holenderskich (z myślą o rynku duńskim): z jednej strony bardziej pochylona sylwetka, brak amortyzacji, dynama, czy pełnej osłony łańcucha. Z drugiej zaś: piasty wielobiegowe, hamulce rolkowe/torpedo/v-brake, porządne błotniki, komfortowe siodełko (często Brooks) i waga około 13-15kg (rama stalowa). U nas na północy coraz częściej je widzę na drogach, ale nadal nowe są mało popularne. Za to warto zwrócić uwagę na rynek używanych. Nie śledzę tego segmentu zbytnio, ale rozpiętość modeli ram jest od miejskich, po hybrydowe i urban (z resztą te ostatnie coraz bardziej popularne wśród producentów). @MARIUSZZZ: piasty wielobiegowe mają większe opory niż te zewnętrzne: wystarczy podnieść koło i nim zakręcić. Niemniej -- o ile jeździsz rekreacyjnie, a nie z stoperem w ręku -- nie powinieneś odczuć różnicy w jeździe. Z opisu wynika, że rower niekoniecznie był zadbany. Niestety, rowery publiczne tak często mają. Co do różnicy w jeździe, to najbardziej odczuwa się mniejszy zakres przełożeń (no chyba że mówimy o Rohloffie lub Alfine 11) no i waga. Opory są do pominięcia, szczególnie że nie zależą od wieku piasty (w przeciwieństwie do zewnętrznych przerzutek, które wymagają czyszczenia). @Mociumpel: dlatego ja nie wrócę raczej do przerzutek zewnętrznych w przypadku codziennego użytkowania.
  16. No niestety, mój waży 20kg (po przeróbkach, gotowy do jazdy z sakwami), a typowe holendry to 18-22kg. Są lekkie po 15-17kg (zakładając kompletne wyposażenie z dynamem w piaście, amortyzatorem centralnym z przodu, sztycą amortyzowaną), ale ceny rzędu 1300 euro mnie "ciut" przerażają. Nikłe pocieszenie, że są składane na całkowicie oddzielnej linii produkcyjnej i w dodatku ręcznie. Ale kiedyś sobie taki kupię, choć to "kiedyś" jest mocno nieokreślone. :-) W każdym bądź razie problem z wagą rozumiem. Długo szukałem odpowiedniego modelu dla mojej dziewczyny. Przy jej wadze 45kg dźwiganie 20kg roweru na drugie piętro nie wchodziło w rachubę. Udało mi się trafić na nieprodukowaną obecnie Gazelle, która jednocześnie była w pełni wyposażona (poza amortyzacją). Musiałem czekać 1,5 miesiąca aż ją wyprodukują. :-) Widziałem jakoś niedawno Batavusa na hamulcach rolkowych i nexus 7, ale bez dynama i amortyzacji, ale nadal to jest 17,6kg. Co do trwałości piast wielobiegowych. Trudno powiedzieć, bo żadnej jeszcze nie popsułem poza zerwanymi linkami. Nexus 3 popularny w rowerach publicznych ma opinię idiotoodpornego. Generalnie, szanujący się użytkownik powinien z każdego nexusa raz na 5000 kilometrów wyjąć wkład i go namoczyć w specjalnym oleju. Wtedy trwałość producent określa na 25 tysięcy. Ja się nie szanuję i jadę na zarżnięcie napędu. Dotychczas 18 tysięcy (nexus 7) i bez niespodzianek. Prędzej mi się łańcuch tak wydłuży, że skończy się napinacz. Mam tendencję do jazdy siłowej i nie dbam o rower (ale bez przesady: jak coś czuje, że jest nie tak, to naprawiam, napęd ma chodzić bezproblemowo). No i właśnie: napęd jednorzędowy. Szeroki łańcuch, wysokie koronki zębatek, brak przekosów. Nawet bez pełnej osłony posłuży długo i luźny tak łatwo nie spadnie. Po prostu jeździ się aż będzie przesadnie za luźny i zmieniasz go z zębatkami. Wymiana tylnej jest prosta i tania (20 złotych?). Generalnie: jeśli biegi wchodzą bez zbędnej zwłoki, zgrzytów (zakładając, że nie zmieniamy ich pod dużym obciążeniem) i ogólnie napęd nie wydaje dziwnych dźwięków (poza "cykaniem"), to jest duża szansa, że jest w pełni sprawny. Tylko taka uwaga: nexus 3, 7, 8 (w tym ostatnim serie inne niż "premium") mają tendencje do "cykania" podczas jazdy, na każdym biegu inaczej. To normalne. W nexus 8 premium jest cisza poza biegami 5-8, gdzie przestając pedałować i lekko cofając pedały usłyszysz charakterystyczny dźwięk, to reduktor. Jego też przez moment słychać i czuć w manetce podczas zmiany biegów pomiędzy 4 a 5 biegiem. Wszelkie zgrzyty, problemy z zmianą biegów dyskwalifikują piastę. Co do innych wrażeń, to w nexus 7 bieg:i 1, 3, 5, a w nexus 8 biegi: 2,4, 8 pracują jakby ciut ciężej (ale to tylko takie wrażenie) i jakby można wyczuć minimalne drgania w stopach jak piasta pracuje pod dużym obciążeniem. Obecnie katuję nexus 8 i jak dobiję do 25 tysięcy chcę go rozebrać. Ale to jeszcze 3 lata. Poprzedni rower z nexus 7 po niecałych 9 tysiącach kilometrów sprzedałem kolejnej osobie. Nadal jeździ, bo mijam ją dosyć często.
  17. Pytanie jak bardzo masz chęć i czas w zimę po każdej jeździe czyścić napęd i hamulce z soli. Do tego dochodzi kwestia ujemnych temperatur i wilgoci, która potrafi skutecznie unieruchomić przerzutki i hamulce U mnie w pracy regularnie i zawsze w zimę jeżdżą 3 osoby wliczając mnie. Ja jako jedyny mam napęd i hamulce w całości zabudowane (piasta wielobiegowa, hamulce rolkowe i pełna osłona łańcucha) i jako jedyny nie znam problemów o których wspomniałem w pierwszym akapicie, a eksploatacja sprowadza się tylko do ogarnięcia brudu przed wniesieniem do mieszkania (czyli przetarcie szczotką miejsc na ramie, gdzie zbiera się najwięcej zanieczyszczeń i śniegu). Na wiosnę przecieram całość, sprawdzam napięcie łańcucha, przecieram szmatką, smaruję i tyle. Pozostali koledzy na wiosnę muszą robić generalny remont napędu. W przypadku hamulców hydraulicznych potwierdzam: dopóki nie parkuje się dłużej na mrozie jest ok. W przeciwnym razie szybko padają uszczelnienia (podejrzewam, że wszędobylska sól swoje pomaga). Jedynym wyjątkiem są Magury HS11, ale nie dorównują skuteczności tarczowym. Piasty wielobiegowe mają swoje wady: zakres przełożeń, cena, rama musi być do nich przystosowana. No i pytanie jakie są warunki drogowe u Ciebie. W Trójmieście zwykle jest cieplej niż w pozostałej części kraju, opady śniegu kilkucentymetrowe, częste zjawisko gołoledzi. Drogowcy wyznają zasadę, że DDRy są obficie posypane solą z piaskiem, co mnie nie przeszkadza, bo jest bezpieczniej, ale nie każdy rower dobrze to znosi. Generalnie, nie wstawiałbym jakiś zewnętrznych przerzutek z wysokiej półki, bo szkoda pieniędzy.
  18. Używam defendera na co dzień z łańcuchem. Bez tylko jak jestem w pobliżu (np. kawiarnia, a rower stoi obok mnie), złodziej nie odjedzie, a uciekając z 20kg rowerem na plecach raczej jest na przegranej pozycji ;-). Mam dwa łancuchy: cieńszy (RLC100), który wożę "na wszelki wypadek", na krótsze postoje i grubszy (DPI 110) jak zamierzam zaparkować na kilka godzin. Oprócz tego mam na przedniej osi Abus Nutfix, aby ktoś mi nie podprowadził przedniego koła. Niewątpliwą zaletą łańcucha wpinanego do podkowy jest praktyczność: metrowy odpowiada prawie dwumetrowemu zwykłemu łańcuchowi. No i mogę się przypiąć do wielu rzeczy. Ostatnio mając łańcuch RLC 140 (1,4m długości) do słupa trakcji trolejbusowej. Ale już metrowy pozwala przypiąć się niemal gdziekolwiek (ja korzystam z kraty zabezpieczającej okno na wysokości metra nad ziemią). Wada, to wiadomo: waga, jak porównasz do u-locka czy zapięć składanych. No i nie ma zapięć idealnych: przecięcie RLC 100 (5,5mm) trwało 27 sekund szlifierką (w wygodnych warunkach).
  19. Można zmieniać biegi pedałując, byle nie odbywało się to pod obciążeniem (dużym). Olej wymienia się w Alfine, a nie Nexus. Tutaj co najwyżej robi się płukanie w takim bardzo gęstym oleju... ale mało kto o tym wie i jeździ bez problemów po kilkadziesiąt tyięcy kilometrów. Według instrukcji powinno się to robić co 5 000 kilometrów.
  20. Akurat to moja branża i to też się zmienia. Np. w "fire&security", gdzie Chinczycy na chama zaczęli klonować czujniki p-poż pewnej firmy (na jednej zmianie robili legalnie, a na drugiej kradli technologię jak się da). Się to rozeszło i niektóre fabryki straciły klientów z Europy i USA. Z resztą duże korporacje najbardziej wrażliwą część produkcji z powrotem przenosi do swoich krajów, bo Chiny są nieobliczalne pod tym względem. W ICT jest to poważny problem. A co do kosztów: programista z Polski jest tak tylko ok 10-15% "droższy" od tego z Chin. :-)
  21. Problemem nie jest gdzie są produkowane, tylko kontrola jakości. Np. sprzęt Apple jest produkowany w Azji, a jakości wykonania ciężko coś zarzucić. Podobnie z rowerami, wspomniany Batavus, czy Gazelle nie oferują jakiś super komponentów, ale właśnie gwarantują jakość i dobre warunki gwarancji, a i mają także inny kanał dystrybucji (salony firmowe), dodatkowe usługi (assistance itp.).
  22. Zapomniałeś o producentach Gazelle, czy Batavus. Gazelle od ponad 100 lat wszystkie ramy (350 tysięcy rocznie) projektuje i robi w Holandi, poza jedną, chyba robioną w UK. Batavus (250 tyś.) nie wiem czy wszystkie, ale przytłaczającą większość. Cortina robi w Czechach. To nie kwestia kwoty.
  23. Nie zgodzę się, że sportowiec w tej sytuacji jest biednym kozłem ofiarnym. W przytłaczającej większości przypadków po prostu udaje, że nie widzi co bierze, a po wykryciu dopingu szybko przechodzi z tym do porządku dziennego. Jestem za tym, żeby dostawali solidne kary finansowe, najlepiej grube wielokrotności potencjalnych wygranych. Może jak wyląduje pod mostem, to będzie miał czas na przemyślenia.
  24. W sumie typowa prędkość "przelotowa" w dużym mieście. Ile razy próbowałem mieć powyżej 25km/h średnio (i powtarzalnie, bo jednorazowy rekord 28,8 to się nie liczy) na odcinku Gdynia-Gdańsk, to nie zliczę, od przełaja, po elektryk, a finalnie holender. Tyle, że na elektrycznym byłem najmniej zmęczony. Dałoby się pojechać szybciej, ale wiąże się to z jazdą niezgodnie z przepisami, co na dłuższą metę ma krótkie nogi. Finalnie sobie odpuściłem bicie rekordów i typowo mam 18-22km/h, za to bez bycia spoconym i udaje mi się w większości przypadków zawsze trafiać na zielone.
  25. To co widzisz (np. sadza z silnika wysokoprężnego) to najmniejszy problem., groźne są głownie m.in. niewidoczne tlenki azotu. No ale to tylko emisja pierwotna (w PL ok. 7%, uwzględniając w tym pył z klocków hamulcowych). Dużo większym problemem jest emisja wtórna. Normalnie pył i zanieczyszczenia, czy to z aut, czy z kominów opadają na ziemię i są spłukiwane przed deszcz (lub pomaga w oczyszczeniu wiatr -- stąd Kraków ma taki problem, a na wybrzeżu powietrze jest czystsze), ale duży ruch samochodów powoduje, że zanieczyszczenia ciągle znajdują się w powietrzu. Co ciekawe problem występuje nie tylko u nas (masa przestarzałych kopciuchów), ale także np. w Belgii, gdzie dawno polikwidowano przestarzałe kotłownie, ale kurz i pył dominuje. Taka ciekawostka. Z tego powodu np. w Holandii tak często myje się ulice (zawsze myślałem, że to o z względu na dbałość o czystość jako taką). Dlatego naiwnym myśleniem wykazują się nasi politycy myśląc, że auta elektrycznie rozwiążą problem (to zaledwie 7%) A artykuł z Lancet uwzględnia fakt, jak długo rowerzysta, pieszy, pasażer autobusu, kierowca są narażeni na ekspozycję zanieczyszczeniami: półgodzinny korek samochodowy, dla rowerzysty zwykle jest kilkuminutowym. Uwzględnia wlot powietrza, który u kierowcy jest dużo niżej, a rowerzysta ma nos wysoko. W dodatku ile jeździ rowerzysta np. z/do pracy codziennie? 15km to już dużo, typowo to 5-10km. Auta używa się do dalszych dystansów. To także uwzględniono. No i podczas pomiarów brano pod uwagę zarówno jazdę typowo komunikacyjną jak i szybką (podobnie z pieszym), gdzie oddycha się zupełnie inaczej. W przypadku samochodów uwzględniono przeciętną skuteczność filtrów kabinowych (od lat zaleca się przewietrzanie kabiny w samochodzie podczas jazdy w mieście).
×
×
  • Dodaj nową pozycję...