Skocz do zawartości

Wyczynowy

Użytkownicy
  • Ilość treści

    169
  • Rejestracja

  • Ostatnio

O Wyczynowy

  • Ranga
    Forumowicz

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Rowerowe...

Ostatnio na profilu byli

687 wyświetleń profilu
  1. Ja powiem, że oczywiście, węższe opony w rowerze mają jakieś tam znaczenie przy prędkości rozwijanej, ale nie do końca. Przeważnie w rowerach wyścigowych są dość wąskie opony, a nawet bardzo cienkie do typowo szosowej jazdy. Ja mam w rowerze dość grube opony, trochę "traktorowe" i chyba jedne z najlepszych firm na rynku europejskim: KENDA. Te opony są trochę droższe od zwykłych opon, ale trwalsze i chyba się tak szybko od asfaltu nie przecierają podczas jazdy. Zmieniłem opony na nowe, bo stare opony były już bardzo przetarte. I te opony, które mam teraz na kołach, mają dobrą przyczepność do dróg i asfaltu.
  2. No a ja powiem, że też bym nie kupił takiego roweru, w takim stanie. Uważam, że jak kolega chce sprzedać taki rower, to najpierw powinien go odrestaurować, powymieniać niektóre części, korbę, żeby rower był w porządku. Kolega włożyłby w to jakieś koszty, ale i kupujący pewnie zapłaciłby więcej za zakup roweru. To też zależy od tego, czy jakiś kupujący, który byłby zainteresowany, zapłaciłby cenę satysfakcjonującą dla sprzedającego.
  3. No to na tych zdjęciach są kolarzówki szosowe? Używany rower, jak na cenę 1500 zł. to jest sporo. Przeważnie używane rowery są tańsze, ale to też zależy jakie. Nowoczesne rowery używane mogą być w takich cenach, jak te, na obrazkach. Jeżeli chodzi o KOLARZÓWKI te, nowoczesne to mnie takie nie interesują. Zdecydowanie wolałbym kupić używaną kolarzówkę, ale z tych, starych rowerów, np. z ROMETA. Wiem, że to były bardzo dobre, wyścigowe rowery, które służyły latami. Niektórzy jeszcze takie mają, ale też pewnie sporo z tych rowerów wymaga jakiejś "modernizacji", naprawy. Znam gościa z Radomia, który ma taką, ROMETOWSKĄ kolarzówkę i kiedyś na niej jeździł, a potem przez wiele lat ona stała w garażu, w innej miejscowości, z której on pochodzi i potem ją zawiózł do Radomia, wymienił nowe koła z cienkimi oponami. Coś tam jeszcze powymieniał, ale w ogóle na tym rowerze nie jeździ. Ja miałem kupić od niego tą kolarzówkę, ale wtedy nie chciał jej sprzedać. Gdybym kupił, to ja bym dał do naprawy, koła bym zostawił te same i jeździłbym.
  4. Ja też nie bardzo wiem jak to, prawnie wygląda. Natomiast ja jak jeżdżę na rowerze, to raczej nie korzystam ze ścieżek rowerowych, bo zresztą w mojej mieścinie ich praktycznie nie ma. Jest tylko jedna taka ścieżka dla rowerów, w kierunku trasy wojewódzkiej, drogą przez las, ale jest to ścieżka już popękana i nierówna. Jeżeli, jadąc normalnie ulicą, czy szosą dojeżdża się do ścieżek rowerowych, a widzi się, że nie jadą z tyłu żadne samochody, to nie ma problemu, żeby z szosy wjechać na ścieżkę rowerową i odwrotnie. Ścieżki rowerowe nie są przymusowe dla rowerzystów, Są obowiązkowe przepisowo, ale nie przymusowe.
  5. A ja jak najbardziej uważam, że każda ścieżka rowerowa musi być pusta i nikt nie powinien ani stać, ani niczego rozkładać na pasie ścieżki dla rowerzystów. Owszem, rowerzyści muszą zachować ostrożność, jadąc po ścieżce, ale ścieżki rowerowe mają być bezpieczne. Absurdem jest to, że stawia się jakieś słupy na środku ścieżek rowerowych, a potem dochodzi do wypadków rowerzystów, bo nie każdy rowerzysta ominie takie słupy. I tutaj potem pojawiają się problemy, gdyż nie nikt nie jest winien, tylko rowerzyści. Gminy i miasta, które zlecają robotnikom stawianie jakichś słupów na środku ścieżek rowerowych, powinny się do błędu przyznać i, w przypadku poważnego wypadku jakiegoś rowerzysty, czy nawet tragedii, gdzie dojdzie do poważnego zderzenia ze słupem, powinno być odszkodowanie dla pokrzywdzonego rowerzysty i przyznanie racji temu rowerzyście. Ale wiadomo w jakich czasach dziś żyjemy i prawie nikt nie chce się przyznać do błędu, do winy. Różne instytucje się wykręcają od winy. Każda ścieżka rowerowa ma być bezpieczna dla rowerzystów i nikt nie może ani stać na ścieżkach, ani nic rozkładać. W tym przypadku, to wina robotników, a nie autora tematu. Gdyby była czysta ścieżka rowerowa, to nie byłoby przewrócenia się na rowerze.
  6. No jeżeli rower miałby być za taką sumę, to już tylko bardzo dobry, jakościowy rower. Nigdy bym nie zapłacił takiej ceny za byle jaki rower, który miałby mi się często psuć i miałbym być zawiedziony zakupem roweru. W takich cenach, rowery muszą być z "najwyższej półki". Czy, realnie są, tego nie wiem. Ale można kupić rower w takiej cenie i nie być zadowolonym z jakości, bo różnie na rynku rowerowym bywa. Ja już o tym, krótko pisałem w innym temacie. Ja bym szukał tylko dobrego, jakościowo roweru w takiej cenie.
  7. A ja powiem tylko tyle, że nikogo nie TROLUJE. To Twoje zdanie. Jak się nie podoba, to nie musisz czytać moich postów. Twoja wola. A lat mam jakieś, prawie 36.
  8. A to już zależy od autora tematu, co z tym zrobi. Ale jeżeli chodzi o moje zdanie, to ja bym wymienił na nowy amortyzator.
  9. Liczy się przede wszystkim jakość roweru i całego osprzętu. Rama również. Chociaż ramy stalowe są wytrzymałe. Podobno jest jeszcze lepsze od stali: włókno węglowe. Są rowery z takiego metalu, ale do tanich rowerów nie należą. Ja widziałem, w MEDIA MARKT rower, który był wystawiony na sprzedaż, za ponad sześć tysięcy złotych. To rower CROSSOWY, z grubymi oponami i kołami, jak w motorze, gruba dość rama i chyba z włókna węglowego. Takie rower są dla "wyczynowców", którzy skaczą na tych rowerach, po pagórkowatych terenach, np. w lesie. Oczywiście, rowery takie mają amortyzatory, jak w motorach. Takie rowery do skoków i do "wyczynowej jazdy", muszą sporo kosztować, bo są atestowane, sprawdzane i wykonane z bardzo dobrego metalu. To nie są byle jakie rowery. Uważam, że każdy rower, który kosztuje sporo, powinien mieć swoją jakość. No a na obecnym rynku rowerowym, to często nie idzie ze sobą w parze. Bo, producenci patrzą na to, żeby jak najwięcej mieć zysku, i sprzedawcy rowerów również chcą na tym zarabiać. WOLNY RYNEK.
  10. Warto czasem się zdecydować na jakiś rower używany, jeżeli będzie to rower w naprawdę dobrym stanie, sprawdzony i do tego nie drogi. Niektórzy nie lubią kupować rowerów, czy to nowych, prosto z fabryki, czy używanych na bazarach, bo nie dają tam żadnej gwarancji na rowery, tylko sama sprzedaż. A ja powiem, że ja właśnie zakupiłem w 2003 roku rower jeszcze z dawnego ROMETA, z ramą ( ten, który widać na obrazku profilowym ), na targu i nowy. I do dzisiaj dobrze służy, poza oczywiście naprawami i częstą wymianą suportów, koronek i kilka korb. Poza tym, rama jest bardzo dobra, stalowa, te same piasty, od kupna, te same koła. Tylko tyle, że po latach jeżdżenia musiałem wymieniać kilka korb, suportów i koronek, bo to też się po latach zużywało. Tak jest w każdym rowerze. Wracając do używanych rowerów, to takie właściwie można kupić jedynie na targach i od osób prywatnych. Lepiej czasami kupić od kogoś znajomego, który zagwarantuje jakość i zadbany rower, niż od nieznajomego sprzedawcy na targu, który będzie tylko liczył na zysk, a sprzeda rower uszkodzony, gdzie potem i tak by trzeba było ponieść następne koszty modernizacji roweru i doprowadzenia roweru do normalnego stanu. Ale to różnie bywa i zależy na jakiego sprzedawcę od używanych rowerów trafimy. Niektórzy też wolą sobie złożyć z części rowery, czy to sami, jeżeli się znają i potrafią lub z pomocą mechaników. To są różne koszty, w zależności od rodzaju części rowerowych, czy rower będzie złożony z tańszych części, czy z droższych. W moim mieście, SERWISANT od rowerów, który w takiej hali, gdzie również naprawia rowery klientom, serwisuje nowe rowery i je również składa. Jak u niego byłem ze swoim rowerem, to mi pokazał, że swój rower, na którym jeździ złożył ze starej ramy, która ma ponad 30 lat. To był zwykły, miejski rower i bardzo stary. Miał starą ramę lub od kogoś kupił, wszystko do ramy dopasował, każdą część, nawet koła, przerzutki i z normalnego roweru zrobił KOLARZÓWKĘ lub nawet rower GÓRSKI. I wyglądał jak, nowy. Taki, granatowy rower i granatowe felgi. Rower oczywiście z ramą i chyba koła 28, ale może i 26. Czasami złożenie roweru ze starej ramy jest lepszym rozwiązaniem, niż zakup nowego lub używanego. Niektórzy wolą włożyć w to podobne koszty, jak prawie rynkowe ceny nowych rowerów i również używanych i złożyć. Ale czasem to są znacznie niższe koszty, bo przecież, nowoczesne rowery, czy to GÓRSKIE, czy jakieś TURYSTYCZNE, które są teraz w cenie, nawet do: 3000 zł. można złożyć taki rower taniej, znacznie taniej. Wystarczy, że dostanie się od kogoś, za darmo ramę lub kupi za grosze i tylko potem się dopasuje różne części, wraz z kołami. Mojej ciotki koleżanki jakiś syn również jest ROWERZYSTĄ i zna się na rowerach, trochę na mechanice i sam sobie też jakiś rower złożył. Podobno bardzo dobrze złożył i kilometrami na nim jeździ i jest bardziej zadowolony, niż miałby zakupić nowy rower. Zresztą on sam powiedział, że "nie miał zamiaru kupować nowego roweru, tylko wolał sobie złożyć, ze starej ramy".
  11. Witajcie, rowerzyści! Ja jeżdżę na zwykłym, miejskim rowerze i nie rozwijam takich prędkości, jakie się rozwija mając rower z biegami i z przerzutkami. Ale to nie znaczy, że jeżdżę zawsze wolniej. Na zwykłym, miejskim rowerze, tylko z hamulcem TORPEDO nie rozwinie się takiej prędkości, jak na rowerze z przerzutkami, a tym bardziej na KOLARZÓWKACH, które są szczególnie przystosowane do szybkiej jazdy. Oczywiście zależy od pogody, od jakości dróg i od trasy, jaką prędkością można się poruszać. Jeszcze wiele, gminnych dróg w Polsce nie jest w dobrym stanie i nie da się za bardzo szybko jeździć. Nie miałem nigdy licznika rowerowego na rowerze, ale też nie był mi nigdy szczególnie potrzebny. Nie musiałem liczyć i sprawdzać, jak szybko jeździłem i, po ile kilometrów. Jedynie, jadąc ze stromych dróg w dół można się dość dobrze rozpędzić. Gorzej jest pod górę na drogach, a mając rower zwykły, bez biegów i przerzutek, ciężko jest pedałować pod górę. Nie powinno się tak robić, bo może to grozić nawet zerwaniem łańcucha, przy zbyt dużym nacisku na pedały. Dlatego ja staram się zawsze schodzić z roweru, jak dojeżdżam do dróg, które są pod górę i rower prowadzę. Co innego, jak jest rower z przerzutkami, bo wtedy przełącza się na "lekkie pedałowanie" i nie ma problemu. Ale ludzie jeżdżą na różnych rowerach i nie każdy jeździ na rowerach z przerzutkami.
  12. Wiesz, raczej z suportem jest w porządku w rowerze, bo nie dawno był wymieniany, jak również, koronka była wymieniana i inne części. Doświadczony mechanik wymieniał, i to już kilka razy, a znam go parę lat. Naprawia rowery, a jest już emerytem. To mogła być taka sytuacja, że jak jechałem na mokrej drodze ( wtedy bardzo nie padało, tylko był lekki deszcz, gdy wracałem, ale wcześniej też dość mocniej padało ), że dostała się do środka, do suportu woda z jakimś brudem, a na następny dzień, jak gdzieś pojechałem, coś tam skrzypiało podczas pedałowania. Ale wyschło w środku i już nie skrzypi. Być może nie tylko u mnie, w rowerze tak się dzieje, kiedy jeździ się po deszczu? Było tam wszystko smarowane przez mechanika, jak wymieniał części. Zresztą, suporty i koronki to ja miałem najczęściej wymieniane w "mechanizmie korbowym". Raz, ze ja dużo jeżdżę na rowerze, po setki kilometrów w różne strony, a dwa, że jeżeli są montowane części gorszej jakości do roweru, do korby, to takie nie posłużą na długo się popsują. A wiemy, że CHIŃSKI RYNEK zalewa takimi częściami do rowerów nie tylko Polskę, ale i całą Europę. Takie części, często, a może już tylko wytwarzają prywatni przedsiębiorcy, którzy trochę "kombinują" z produkcją i wytwarzają z gorszego materiału części. Nie mówię, że każdy PRODUCENT od części rowerowych wytwarza "bubel". Ale w jakiej to jest skali, nie wiem.
  13. No właśnie, ciekawy temat. Ja nienawidzę jeździć rowerem w deszcz. Czasami mi się zdarzy, kiedy już muszę, ale najczęściej unikam pogody deszczowej. Mi to nie pasuje, żeby potem czyścić rower. Jak dojeżdżałem do roboty rowerem, to łapał mnie deszcz podczas drogi i wtedy już musiałem jakoś dotrzeć do domu. Ale to bardziej w powrotną stronę. W deszcz padający do roboty nie jeździłem. Mam płaszcz deszczowy - leśny, który dostałem, ale nie mam specjalnych butów przeciwdeszczowych, bo, jadąc w deszcz nawet w płaszczu, zamokną całe nogawki i buty zwykłe. Nie jest to zbyt przyjemne, a mnie się tak parę razy przytrafiło. Ostatnio nawet wracałem z roboty, z innej miejscowości ( a w jedną stronę to jest ok. 17 kl. ), jak były te deszcze często. Raz padało, raz nie padało. Wyjechałem do domu, jak jeszcze nie padało, ale, w połowie drogi złapał mnie lekki deszcz i już wcześniej zresztą padało, a droga była mokra. No i była taka sytuacja ( nie pierwszy raz ), że, na drugi dzień, w korbie coś mi skrzypiało, jak gdzieś jechałem rowerem. Być może było to od wody, która się dostała do środka, do suportu i jakiś brud tam się dostał. Jak pedałowałem, to skrzypiało w środku i może na to wpływ miał deszcz, woda, bo było tam wszystko mokre. Nie powinno tak być, ale tak się działo i już myślałem, że znowu mi się w korbie coś popsuło, może SUPORT się popsuł, ale po dwóch dniach już nie skrzypiało. To nie może mieć żadnego wpływu na wodę, bo rowery są przecież odporne na deszcz, a ludzie jeżdżą rowerami w deszcz i po mokrych drogach.
  14. Witajcie, rowerzyści! Zgodzę się z jajackiem, że w Polsce są "niedopracowane" ścieżki dla rowerów. Chociażby, ścieżki rowerowe, połączone z chodnikami dla pieszych, co sam zauważam. W moim mieście zrobiono już sporo lat temu, w miejsce chodnika normalnego pomarańczową ścieżkę, "niby dla pieszych" na jednej z ulic, ale tak naprawdę również jest ona dla rowerzystów. Ona służy, jako "dla pieszych" i dla rowerzystów. To nie jest prawidłowe, bo, jadąc na rowerze można wjechać, omyłkowo w pieszych, którzy chodzą po tej samej ścieżce. Z jednej strony, stawia się znak zakazu jazdy na rowerach pod wiaduktami, bo przechodzą tam ludzie, piesi i musi być bezpiecznie, z drugiej strony, robi się ścieżki dla rowerów i łączy się je z chodnikami dla pieszych. To prawda, że, ścieżki, chodniki tworzą ludzie w Samorządach, ale niektórzy robią to nieprawidłowo. Na Zachodzie, w Niemczech chociażby, z tego co wiem, każda ścieżka rowerowa jest dość sporo oddalona od szosy i jest tylko dla rowerów. Być może niektórzy i tak chodzą tam po tych ścieżkach, ale to nie jest prawidłowe. Tam jest to o tyle bezpieczne, że, ścieżki są daleko od dróg normalnych i nie są połączone z chodnikami dla pieszych. A jak jest z tym w innych krajach w Europie Zachodniej, nie wiem. Mi nie pasują ścieżki rowerowe i nie dlatego, że mam to gdzieś. Jeśli, rowerzyści jeżdżą prawidłowo po normalnych drogach, to nie ma zagrożenia. Ale to dotyczy również kierowców samochodów. Inna rzecz, to, prędkość rowerzystów. Niektórzy jeżdżą szybko na rowerach, a jadąc po ścieżce z chodnikiem, można, przez nieuwagę wjechać na pieszych i może dojść do tragedii. Ścieżki rowerowe powinny być tak zaprojektowane, żeby były całkowicie bezpieczne dla rowerzystów, nawet jadąc szybko na rowerze. Na Zachodzie jest z tym dobrze, w Polsce nie bardzo.
  15. Po pierwsze ja nie powiedziałem czegoś takiego, że "rowerzysta musi jechać pijany po ścieżce rowerowej" i zostało to chyba źle zrozumiane. Po drugie, uzasadnienie, że rowerzyści mogą jechać po drodze asfaltowej, gdzie obok znajduje się ścieżka dla rowerów, jest chociażby taka, iż rowerzysta jadący prawidłowo, nie stwarza zagrożenia na drodze. No chyba że jakiś kierowca by takie stwarzał? Np. w mojej mieścinie jest tak, śmiesznie krótka ścieżka rowerowa, że tam tylko mały kawałek można przejechać, po czym i tak, rowerzyści muszą zjechać na szosę. Nie mam nic absolutnie przeciwko ścieżkom dla rowerów, ale mi one nie pasują. I warto zauważyć, że jeżeli są takie ścieżki, to na ogół są wąskie, więc jak jadą rowerzyści, chwila nieuwagi i mogą się ze sobą zderzyć. O różnych słupach, znakach, stojących na środku niektórych ścieżek nie będę już wspominał. Choć to są rzadkie przypadki i to wynika z zaniedbania urzędników. Miałem kiedyś taką sytuację, jak byłem w Szczecinie i jechałem na rowerze pożyczonym od znajomego na jednej z ulic i jechałem po ścieżce rowerowej. Jakiś dzieciak tak się rozpędził po przeciwnej stronie, na ścieżce, że tylko centymetry dzieliły mnie i jego od zderzenia. Wiadomo, trzeba na ścieżkach jeździć nie za szybko, bo one są dość wąskie, ale różnie ludzie jeżdżą i niektórzy i tak jeżdżą za szybko. Zagrożenie jest wszędzie i zawsze. Nawet na ścieżce rowerowej, inny rowerzysta z nieuwagi może wjechać na innego rowerzystę i może dojść do tragedii. Był przypadek chyba z Bydgoszczy, wiele lat temu, kiedy to jechała dziewczyna na ścieżce rowerowej i właśnie wjechała w taki znak, czy słup, który stał na środku ścieżki. Nawet nie jechała zbyt szybko, a nie zauważyła tego słupa i uderzyła głową. Potem podobno była sparaliżowana, bo uszkodziła mózg. I wina leżała po stronie miasta, który to zaniedbał. Ścieżki rowerowe są potrzebne, są dobre, ale w Polsce nadal nie ma ich wiele. Najbardziej w dużych i największych miastach, a tam jest największy ruch samochodowy, autobusowy i tramwajowy, jeżeli taka komunikacja jest. Ludzie nie jeżdżą na rowerach tylko w miastach, ale i w miejscowościach, po wioskach. Oczywiście, pełna zgoda, że nie jadąc ścieżką na rowerze, a jadąc drogą, asfaltem, nie jest to przepisowe, ale to też nie oznacza, że od razu będzie dochodziło do jakichś wypadków. Trzeba zauważyć, że wina może być po stronie zarówno niektórych rowerzystów, jak i kierowców. Jeśli dochodzi do takich zdarzeń, to potem policja, a ostatecznie sądy ustalają, kto był winien, a kto nie był.
×
×
  • Utwórz nowe...