Skocz do zawartości

MaciejRutecki

Użytkownicy
  • Ilość treści

    652
  • Rejestracja

  • Ostatnio

O MaciejRutecki

  • Ranga
    Stały bywalec

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Gdynia

Ostatnio na profilu byli

444 wyświetleń profilu
  • mona

  1. Dojeżdżam do pracy rowerem chyba od 2011 lub 2012 roku. Pierwsze dwa lata tylko w okresie cieplejszym, po zmianie roweru na "holendra" już przez cały rok (jedynie w gołoledź sobie odpuszczam -- da się, ale jazda w ciągłym skupieniu męczy). Alternatywę mam w postaci samochodu albo kombinacji kolejka SKM/rower. Z resztą ostatni wariant dotychczas stosowałem najczęściej (24km w jedną stronę): rano SKM + 3km rowerem, a powrót tylko rowerem (24km). Stan DDRów i infrastruktury w Trójmieście (no, może poza Sopotem) jest dobry, kierowcy już w miarę ogarniają obecność rowerzystów. Jest gdzie zaparkować bezpiecznie rower, więc wybór oczywisty, szczególnie pracując i mieszkając w centach większych miast. Czasem biorę samochód, ale przez korki nie jest to opłacalne. Inna sprawa, że rower pozwala mi bezproblemowo zaparkować w okolicach popularnego ryneczku w Orłowie (Gdynia), gdzie kierowcy niekiedy minutami szukają miejsca parkingowego. Teraz mam taki okres przejściowy i sobie testuję trójmiejskie Mevo. Za nieco ponad miesiąc będę miał do pracy 3km w jedną stronę (w praktyce będę jeździł więcej, bo zakupy itp.), więc rower aż się prosi, ewentualnie pieszo, jeśli nie będzie postojów pomiędzy pracą, a domem. Uwierzcie mi, że to strasznie głupie uczucie mieć trasę skróconą z 24 do 3 km. Nie mam szans się rozgrzać i chyba odpuszczę sobie wożenie zapasowej dętki itp. Ale kiedyś miałem 2,2km, a w praktyce z Gdyni (Redłowo) do Gdyni (Śródmieście -- sąsiednia dzielnica) jechałem przez Gdańsk i jakoś dziennie się robiło z tego ponad 30km. Choć nic nie przebija kolegi, który potrafił z Gdańska do Gdańska pojechać przez Pruszcz Gdański, a raz i Malbork. 🙂 Ale rower nie jest za darmo (eksploatacja): dłuższe dystanse i/lub zima wymuszają droższy zakup, albo późniejszą częstszą konserwację. Swoją drogą w firmach związanych z branżą IT bardzo dużo osób dojeżdża rowerem i to nie dla bonusów, które często serwują pracodawcy (kanapki, dopłaty, konkursy itp.).
  2. Kiedyś zablokował mi się zamek w podkowie (łańcuch 5,5mm). Rowerownia wewnątrz budynku po sąsiedzku z pomieszczeniami biurowymi: nikt nie zwrócił uwagi na mnie jak ciąłem łańcuch szlifierką akumulatorową. 😄 A tą AXA Cherto Compact 95 używałem kiedyś i polecam. Stosunkowo lekka, certyfikat ART (dwie gwiazki) i "gold" w Solid Secure. Wiadomo, szlifierce się podda, ale 99% domorosłych złodziei z nożycami nie da rady.
  3. Są to zwykłe łożyska ślizgowe. Przyznam się, że dosyć nieufnie podchodziłem do trwałości tego rozwiązania. Z drugiej strony działa i się nie psuje, więc olałem temat. Nie pamiętam skąd mam instrukcję jak to regulować. Albo dostałem ją z serwisu, gdzie kupowałem rower, albo bezpośrednio od Gazelle. Zarówno z serwisem jak i producentem kontakt jest bardzo dobry, więc można wysłać e-maila z pytaniem. Od rysy nie powinno się stać nic poważnego, to jedynie kwestia estetyczna. Miejskie rowery są ciężkie, to fakt. Tam priorytetem jest komfort i trwałość, a nie osiągi.
  4. Szkoda, że dopiero teraz widzę ten wątek, bo znam ten typ sterów i na blogu roweroweporady.pl komuś wyjaśniałem jak to działa w komentarzach: https://roweroweporady.pl/gazelle-orange-c8-test-roweru-czytelnika/ Całość jest banalna i poza imbusami (1,5mm i chyba 3mm) nie wymaga niczego innego. Czemu tak to zrobiono? Inaczej ciężko zaprojektować system regulacji kierownicy bez użycia narzędzi. Plus za dużą trwałość mimo braku normalnych łożysk.
  5. Wysepka w Gdańsku (Przymorze i Wrzeszcz, z naciskiem na ten pierwszy)?
  6. Self Storage 7,5m kw. 615 netto. Hmm, jesteśmy bogatym krajem, bo w Belgii (Gent) coś podobnego to 30-50 euro. BTW jak ktoś szuka miejsca na przezimowanie roweru, to niech podpyta lokalne serwisy, bo coraz więcej z nich ma usługę przechowywania rowerów.
  7. Myślę, że obawy niektórych o jakiś straszny rozrost łydek (szczególnie u pań) można rozwiać. Moja dziewczyna do niedawna (teraz ma dużo bliżej do pracy) jeździła tak jak ja min. 5000 km rocznie. Na wygląd jej nóg nie mogę narzekać. 🙂 Z resztą popatrzcie na naszą Maję Włoszczowską, której figurze nie można raczej nic zarzucić. Zatem drogie Panie: jeździjcie. 🙂 @Mociumpel ma rację: na miejskim rowerze komfortowa prędkość, osiągalna przez każdego dorosłego człowieka to 20km/h, dla wprawionych 25 km/h. Zakładając średnią z dłuższej trasy i która nie wiedzie przez centrum miasta (światła, przejazdy itp.)
  8. Patrzysz z polskiej perspektywy. "Holender", w podstawowej wersji, to jakieś 600-700 Euro, czyli 2500-3000 złotych. Dla nas to dużo, dla Holendra -- dużo mniej. No i pytanie czym się takie rowery różnią od tych za np. 1-1,5 tysiąca złotych. Z własnego doświadczenia wiem, że dzieli ich przepaść, szczególnie przy całorocznej jeździe w naszych warunkach.
  9. Nawet jak jest sucho to jednak sól pozostaje na drodze aż ją deszcz porządnie spłucze. Z resztą można się przyjrzeć asfaltowi jaką ma barwę. W Trójmieście nie żałują soli na DDRach (całe szczęście) i jak jest sucho to przy wietrze robi się z tego pył. 🙂 Co do wytrzymałości roweru na sól: to zależy od roweru, jakości komponentów itp. Dostaje się najbardziej łańcuchowi, zębatkom oraz uszczelnieniom hamulców hydraulicznych. Trzeba się liczyć z wymianą tych elementów na wiosnę. Silny mróz także potrafi zrobić swoje. W zasadzie jedynym typem roweru, którego w zasadzie nie rusza zima jest miejski z zabudowanym napędem i hamulcami rolkowymi (względnie bębnowymi): najsłabszym elementem są opony, które po 2-3 latach zaczynają mieć drobne spękania po bokach od mrozu, a po 5 trzeba wymienić linki z pancerzami. Czyli w zasadzie problemu nie mam żadnego (poza brudną ramą i osłonami). Jak masz potrzebę jeżdżenia codziennie to bez "zimówki" raczej się nie obędzie, szczególnie jeśli masz jakiś ukochany rower, którego po prostu szkoda. 🙂 Nie zapomnij, że sól także wpływa destrukcyjnie na ubrania -- brak solidnych błotników szybko się zemści.
  10. Tak, w jeansach. Żywotność zależy oczywiście od stylu jazdy, siodełka i ile mamy par na zmianę. U mnie przy 3 parach spodni używanych z myślą o rowerze i w których z resztą chodzę przez cały dzień w pracy, 30 km dziennie, po ponad 1,5 roku pojawiły się pierwsze ślady zużycia w postaci blednięcia w okolicach pośladków i z jakiegoś powodu na szlufce od paska z tyłu (podejrzewam fotel w pracy). Z tym , że rower to typowy mieszczuch z siodełkiem nieco zbliżonym do typowej kanapy (SR Respiro Relaxed https://www.selleroyal.com/en/respiro-soft-relaxed). Podejrzewam, że typ roweru i siodełka ma kolosalne znaczenie. Bardzo fajne są siodełka skórzane Brooksa, ale B67 ma dla mnie (dosyć znany w Internecie) feler, że te nity z tyłu niszczą spodnie, szkoda, bo to było najwygodniejsze siodełko jakie kiedykolwiek używałem i spodnie w kroku nie wykazywały żadnych śladów zużycia. Niepotrzebnie producent przyoszczędził na nitach (kiedyś dawał miedziane). Co mi z tego, że mogłem bezpłatnie oddać do ich serwisu aby mocniej wbić nity jeśli to tylko tymczasowe rozwiązanie. Jeansy mam niby jakieś bardziej "techniczne" z Tchibo i Wranglera. Pierwsze, choć dwukrotnie tańsze są wyraźnie bardziej trwałe.
  11. W Holandii Dunlop dominuje, ale tam nawet na stacji benzynowej bez problemu dostaniesz adapter. Ściągać rower z PL do Holandii? To jak iść z drewnem do lasu. 😉 Ja już czwarty rower sprowadzam od nich do Polski. Z wspomnianych miałem okazję pojechać tylko na Vento T24, mnie się podobał, ale ja jestem fanem Gazelle i Batavusa i nie jestem obiektywny. BTW powinieneś znaleźć go w cenie 500 Euro (499).
  12. Każde spodnie się wcześniej, czy później przetrą. Rozumiem, że szukasz spodni "cywilnych" albo wyglądających na cywilne. Jeśli chodzi o skład, to ja preferuję 90-98% bawełna, a reszta poliester. Ten ostatni co prawda zwiększa "sztuczność" materiału, ale go wzmacnia i przy okazji nie wypychają się tak na kolanach jak zwykłe. Odradzam jeansy, chyba że masz parę km z/do pracy lub kupisz modele klasyczne (nie żadne przecierane, z sztywnego materiałi itp.). Np. Wrangler Arizona itp. Ważny jest krój: nie workowate i nie obcisłe. Zawsze możesz pójść do krawca, za kilkanaście/dziesiąt złotych zrobi cuda z każdymi spodniami. Ja od dwóch lat testuję polską markę i bardzo mnie pozytywnie zaskoczyła: https://crankk.pl/produkty/dla-niego/ konkretniej seria "STRAAT". Polecam z czystym sumieniem, dziennie jeżdżę 30km i po dwóch latach nawet koloru nie straciły. Mają wyjmowalną wkładkę (nie używam). W pracy chodzę w biznesowej koszuli i nikt się nie połapał, że to spodnie rowerowe. Ale ogólnie w PL jest problem. Ubrania "cywilne" ale zaprojektowane z myślą o rowerzystach bez problemu kupiłem w Belgii, UK. Gdybym miał nadmiar kasy, to bym je sprowadził z Japonii (mają genialne jeansy). Jedyny wyjątek to wspomniany Crankk, ale on głównie żyje z sprzedaży na Zachodzie, a nie u nas. Z zeszłorocznych nabytków: w Tchibo kupiłem jakieś pseudo jeansy, właśnie zaprojektowane z myślą o rowerzystach. Nie są aż tak dobre jak wspomniany Crankk, ale z rok jeszcze posłużą. //Edit, duży wpływ ma dobór siodełka. Niektóre lubią szybciej niszczyć spodnie. Inne mniej.
  13. W Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, na szlakach rowerowych zarówno turystycznych jak i typowo dla kolarzy to samo: np. idąc niedawno na wysokości Oliwy poznałem więcej producentów żywności i napojów dla kolarzy niż w sklepach sportowych. Podobnie na trasach asfaltowych na Kaszubach: na poboczach dróg tyle samo puszek po piwie jak i energetyków "kolarskich". Najbardziej jest przykre jak widzę trasę tuż po imprezie sportowej, rozumiem rywalizacja i brak czasu, ale ilość pełnych worków na śmieci zebranych przez organizatorów przeraża. Tyle dobrego, że w ostatnim przypadku są służby dbające o porządek.
  14. Szczerze mówiąc słabo znam duńskie marki, żebym mógł jakąś w ciemno polecić. Najczęściej przewija się Linus (ale mnie jakoś nigdy nie zachwycił i nie widzę u niego rowerów typu "urban") i jest dużo małych manufaktur, gdzie w zasadzie rower składany jest na zamówienie (kiedyś w Kopenhadze naliczyłem sześć lokalnych marek). Zwykle jest tak, że szukam czegoś przez Google i trafiam na jakąś stronę duńskiego producenta. Obawiam się cen nowych rowerów -- jakby nie patrzeć to Skandynawia. Nawet holenderscy producenci podbijają ceny modeli tylko dlatego, że mają trafić do Danii. Ale jest szansa, że się trafi na sprowadzaną od nich "używkę" na OLX itp. Używany do miasta nawet lepszy, bo mniej by bolała potencjalna kradzież.
  15. @Elle. Niestety, ale innych piast poza Rohloffem nie miałem, a i ten bardzo krótko, bo ta piasta to prosty sposób na trzykrotnie zwiększenie wartości mojego roweru. :D Co do pozycji na rowerze: miejskie rowery są bardzo specyficzne i mocno wyspecjalizowane -- to najmniej uniwersalna grupa rowerów. Ja pierwszego holendra zaryzykowałem z ciekawości i w poszukiwaniu czegoś, co pomoże odpocząć mojemu kręgosłupowi. Po kilku latach to jednak co innego przy nich mnie trzyma: idiotoodporność jak w samochodzie, dobra widoczność podczas jazdy w miejskich korkach (w innym o ramie zbliżonej do hybrydy ciągle myślałem o zakupie jakiegoś lusterka) i coś, za co polubiłem jazdę w zimę i na którą doczekać się nie mogę: genialne prowadzenie w zimę. Niski środek ciężkości, przeniesienie ciężaru na tylne koło i bezpieczna pozycja swoje robią. W ciągu 6 lat wywróciłem się 3 razy, z czego tylko raz jadąc (gołoledź ale bez żadnych strat poza wstydem). Niemniej rozumiem pewną niechęć. Podobnie ja się źle czułem na rowerze szosowym: dla mnie najpiękniejsze rowery (mogłyby istnieć tylko te i mieszczuchy), ale nie dla mnie, a jak jeszcze ubrać się w obcisłe... byłby dramat. ;-) Co do rowerów do miasta, ale nie klasycznych mieszczuchów, to przypomniała mi się oferta producentów duńskich i holenderskich (z myślą o rynku duńskim): z jednej strony bardziej pochylona sylwetka, brak amortyzacji, dynama, czy pełnej osłony łańcucha. Z drugiej zaś: piasty wielobiegowe, hamulce rolkowe/torpedo/v-brake, porządne błotniki, komfortowe siodełko (często Brooks) i waga około 13-15kg (rama stalowa). U nas na północy coraz częściej je widzę na drogach, ale nadal nowe są mało popularne. Za to warto zwrócić uwagę na rynek używanych. Nie śledzę tego segmentu zbytnio, ale rozpiętość modeli ram jest od miejskich, po hybrydowe i urban (z resztą te ostatnie coraz bardziej popularne wśród producentów). @MARIUSZZZ: piasty wielobiegowe mają większe opory niż te zewnętrzne: wystarczy podnieść koło i nim zakręcić. Niemniej -- o ile jeździsz rekreacyjnie, a nie z stoperem w ręku -- nie powinieneś odczuć różnicy w jeździe. Z opisu wynika, że rower niekoniecznie był zadbany. Niestety, rowery publiczne tak często mają. Co do różnicy w jeździe, to najbardziej odczuwa się mniejszy zakres przełożeń (no chyba że mówimy o Rohloffie lub Alfine 11) no i waga. Opory są do pominięcia, szczególnie że nie zależą od wieku piasty (w przeciwieństwie do zewnętrznych przerzutek, które wymagają czyszczenia). @Mociumpel: dlatego ja nie wrócę raczej do przerzutek zewnętrznych w przypadku codziennego użytkowania.
×
×
  • Utwórz nowe...