Obowiązkowy kask rowerowy i ograniczenie prędkości?

Zapraszam do obejrzenia najnowszego odcinka Rowerowych Porad na YouTube. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał :)



Mamy wakacje, jest ciepło, na ulicach zaroiło się od rowerzystów – to idealny czas, aby wprowadzić jakieś nowe przepisy ;) A przynajmniej zgłosić pomysł ich zmiany, z których zazwyczaj i tak nic nie wyniknie (ale plusik za “aktywność” zostanie przyznany). Tym razem padło na obowiązek jazdy na rowerze w kasku oraz ograniczenie prędkości na chodniku…

Pomysły polityków

Mieliśmy już takie pomysły jak zakaz jazdy na rowerze w słuchawkach (osobiście jestem jedynie za zdrowym rozsądkiem i słuchaniem muzyki tak, aby nie odcinać się od świata zewnętrznego) czy obowiązkowe przeglądy techniczne rowerów (idea może i szczytna, ale kosztowna i nierealna do wprowadzenia).

Inni politycy twierdzą, że rowerem najlepiej poruszać się tylko na wsiach, albo żeby robiła to tylko biedota (pisałem o tym w tekście – jak politycy walczą z rowerzystami).

Na końcu media (nie wszystkie), szukające w sezonie ogórkowym tematu, doleją oliwy do ognia, jak to szaleni rowerzyści sieją postrach na ulicach. I tak się to kręci – każdy udaje, że coś robi, ale myślami jest już na urlopie.

Zachęcam do obejrzenia wideo, w którym opowiadam o pomyśle wprowadzenia obowiązkowego OC, karty rowerowej i rejestracji rowerów. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.

Obowiązek jazdy w kasku na rowerze

Byłem wielokrotnie krytykowany, zarówno ze strony zwolenników, jak i przeciwników kasków rowerowych, że nie opowiedziałem się jednoznacznie po ich stronie. Tyle, że ja od dawna mam swoje zdanie w tym temacie – zachęcam do jazdy w kasku (byleby potem dobrze go zakładać), ale nie jestem zwolennikiem takiego obowiązku. Na marginesie dodam – jeżdżąc po górach i górkach, kask jest obowiązkowy, ale nie wynika to z przepisów, tylko ze zdrowego rozsądku, którego na szczęście większości nie brakuje.

Obowiązek jazdy w kasku rowerowym

Na blogu pisałem już czy warto jeździć w kasku rowerowym. Moim zdaniem warto, niemniej wypadki nie zdarzają się na tyle często, aby warto było wprowadzać obowiązek ich zakładania. Tym bardziej, że nakaz jazdy w kasku, doprowadziłby do zmniejszenia się liczby rowerzystów na drogach. Okej, liczba wypadków by zmalała, ale przecież nie dlatego, że ludzie zaczęliby jeździć w kaskach…

Pisałem o tym przy okazji wpisu o mandatach dla rowerzystów (a także pieszych i kierowców) – warto byłoby na początek zabrać się za podniesienie kwot mandatów, które nie są zmieniane od ponad 20 lat! I trochę większe egzekwowanie tych przepisów. Samo uspokojenie ruchu spowoduje zmniejszenie się liczby wypadków.

Ograniczenie prędkości na chodniku



Ograniczenie prędkości dla rowerzystów

O tym pomyśle mówi się już trochę poważniej. Sam pomysł w swojej idei może i jest szczytny, ale jego szczegóły zabawne. Politycy chcą ograniczyć prędkość rowerzystów na chodniku do… 8 km/h. To jeszcze mniej, niż 10 km/h na nadmorskiej trasie w Sopocie. Każdy kto jeździ rowerem dobrze wie, że utrzymanie prędkości rzędu 8 km/h nie jest takie łatwe. To niewiele więcej niż prędkość pieszego, a rower gdy jedziemy/toczymy się w tym tempie, staje się mniej stabilny.

Już teraz są szczegółowe wytyczne, kiedy można jechać rowerem po chodniku. Do tego w przepisach znajdziemy zapis: Kierujący rowerem, korzystając z chodnika lub drogi dla pieszych, jest obowiązany jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.

Nie ma sensu wprowadzać tu dodatkowych ograniczeń – czasem faktycznie trzeba zwolnić do tych 6-8 km/h, czasem nawet się zatrzymać. Ale nieraz chodnikiem można jechać szybciej, absolutnie NIKOMU nie zagrażając i jadąc zgodnie z przepisami.

Po co na siłę dokładać ograniczenie do 8 km/h? Jeszcze raz powtórzę, taka prędkość jest absurdalna i jeżeli ktoś twierdzi, że jest inaczej, polecam przejażdżkę 4. kilometrową trasą z taką prędkością. Powodzenia :)

Druga sprawa – nie ma obowiązku montowania prędkościomierzy w rowerach. A gdyby nawet był, nie ma szans aby były one homologowane.

Innymi słowy – gotowe, działające przepisy już są, ale żeby się wykazać, ktoś zapragnął w nich jeszcze pogrzebać. A i tak z góry wiadomo, że to będzie martwy przepis. Brawo.

A co Wy sądzicie o tych dwóch pomysłach? Warto zmieniać cokolwiek w temacie kasków rowerowych czy tak ograniczać prędkość na chodnikach?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

 

46 komentarzy

  • Ja tam jestem przeciwny obu regulacjom:

    1. Kask – powinien być dobrowolny. Trochę poprawia bezpieczeństwo ale czy jazda na rowerze jest aż tak niebezpieczna aby było to obowiązkowe? Wprowadzenie nakazu zniechęci istotny procent ludzi do jazdy na rowerze. Czy wzrost bezpieczeństwa tych co jeżdżą zrekompensuje obniżenie się zdrowia tych co przesiądą się z roweru do samochodu? Ile osób ochroni kask a ile osób dodatkowo umrze na choroby układu krążenia itp.? Trzeba pamiętać, że zdecydowana większość jeżdżących na rowerze to nie “rowerzyści” ale po prostu osoby chcące dostać się do punktu B z punktu A. Poza tym czy nie możemy wziąć po prostu przykładu z Holandii gdzie rowerzystów jest znacznie więcej i mają znacznie więcej doświadczenia?

    2. Ograniczenie prędkości do 8 km/h – kto to będzie mierzył i egzekwował? Czy w ogóle policyjne radary mierzą tak małe prędkości z odpowiednią dokładnością? Już nie mówiąc o tym, że nie mamy homologowanych liczników rowerowych itp. Dodatkowo 8 km/h to naprawdę mało i rower staje się niestabilny. Iluś tam rowerzystów się przez to przewróci – czy będzie ich mniej niż potrąconych pieszych przy braku ograniczenia? Poza tym raczej nikt nie wybiera chodnika dlatego bo lubi po nim jeździć. Po chodniku jedzie się tylko gdy nie bardzo jest alternatywa. Gdy brak ścieżki rowerowej a droga jest naprawdę niebezpieczna. Po wprowadzeniu tego ograniczenia iluś tam rowerzystów przeniesie się na drogi lub zrezygnuje z jazdy bo uzna to za mało wygodne lub niebezpieczne.

    Ogólnie każdy nowy zakaz lub nakaz powinien nieść wyraźne korzyści dla społeczeństwa. Jak korzyści nie są naprawdę istotne to lepiej nie ich nie wprowadzać i zastanowić się nad alternatywami. Sensowniej jest po prostu konsekwentnie inwestować w infrastrukturę rowerową – brać przykład z Holandii.

    • Co do kasku to szkoda że nie mam zdjęć kolegi jak przy 30 km rozwalił kask głowę tydzień w szpitalu miesiąc rehabilitacji. Tylko poślizgnął się na piasku.
      Bez kasku cienko go widze

      • Jak się nie umie przewidywać to twój kolega zabije się nawet chodząc. Co to w ogóle za argument jest śmieszny. Miałem wiele wywrotek na rowerze ale umiem upadać, bo jeździłem na rolkach kiedyś dużo. Naprawdę bezpieczeństwo takie jak kask niech każdy sobie dobrowolnie sam zapewnia.

  • Nieważne jaki przepis nieważne jakie zasady kluczowe w całości i za każdym razem egzekwowanie przepisu.
    Widział ktoś kiedyś policję stojącą z suszarką i sprawdzającą prędkość rowerzystów na chodnikach czy ścieżkach rowerowych? Jak dla mnie ograniczenie do 20 jest super.
    Czy zatrzymała kogoś policja za łamanie obecnych przepisów poza jazdą na przejściu dla pieszych? Na przejścia są akcje i co z tego.
    Egzekwowanie bezwzględne zarówno dla rowerzystów jak i kierowców aut musi być wprowadzone. Wtedy przepis ma sens. Oczywiście przy egzekwowaniu trzymam się wysokich kar.
    Co do pozwoleń to jeszcze niedawno można było stracić prawko za jazdę po pijaku rowerem a dziś tylko kara pieniężna i co z tego? Dalej jeżdżą pijani.

    Nikt w tym kraju nie podniesie kar pieniężnych na b wysoki poziom. Dlaczego? Bo nie będzie jak ich ściągać. Zapłaci tylko część obywateli pracujácych uczciwie. Reszta kombinuje to ma mało wykazane więc może się odwołać i zostanie umoźone.
    A tak płaci większość i Kaśka jest.
    Kogo stać na mandat 2000zł niektórzy tyle mają wypłaty a takie powinny być mandaty

    • “Kogo stać na mandat 2000 zł”

      No właśnie chodzi o to, żeby jeden z drugim zastanowił się zanim depnie “dwieście po mieście”. Tak jak od lat się powtarza – Polak przekracza granicę i od razu zaczyna jechać spokojniej. Bo się boi mandatu.

  • wlasnie wrocilem z z malego wypadu w gory izerskie, po czeskiej stronie. nie widzailem nikogo bez kasku. nikogo. mlodzi, starzy, amatorzy, zawodowcy – wszyscy w kaskach. oprocz mnie :-) moze jest w tym tez troche proznosci, w kasku po prostu lepiej sie wyglada, niz ze spocona i, nie daj boze, tu i owdzie przerzedzona czupryna

    niedawno, kilka lat temu w niemczech rozwazano wprowadzenie obowiazku noszenia kaskow. wycofano sie z tego; statystycznie – powtarzam- statystycznie, nie ma dowodów na to, ze jazda w kasku jest bardziej bezpieczna niz jazda bez. w zaleznosci od tego jak i na co upadniesz moze nawet byc wrecz przeciwnie: dodatkowo obciazona kaskiem glowa oznacza wieksze przeciazenie odcinka szyjnego kregoslupa, mogace skutkowac jego zlamaniem.

    ale jak ktos zasuwa szosowka 35 km/h miedzy autami, to chyba lepiej jednak w kasku. ja przymierzam sie do kupna :-)

  • 1. Karta rowerowa – może być obowiązkowa ale tak jak do tej pory zdawana w szkole przez wszystkich uczniów w ramach np. edukacji komunikacyjnej czy czegoś podobnego. Karta dla osób już jeżdżących – niewykonalne. Po pierwsze ludzie dojeżdżający do sklepów nie będą zdawać bo po co, po drugie egzekucja była by w zasadzie martwa. Poza tym powiedzmy sobie szczerze – zdecydowana większość rowerzystów posiada prawo jazdy, a ich sposób poruszania nie ma nic wspólnego ze znajomością przepisów tylko z ich olewaniem.
    2. Kaski – zalecane, powiązane z np. ubezpieczeniem, odszkodowaniem (jeśli załóżmy brak kasku miał bezpośredni wpływ na obrażenia) ale nie obowiązkowe. Wystarczy wyobrazić sobie wszystkie wypożyczalnie rowerów miejskich, w których leżą używane przez cały dzień kaski i siebie, próbującego przejechać takim rowerem w przepoconym kasku. To się po prostu nie uda. I znowu, codziennie widzę ludzi jadących na zakupy w małej miejscowości – a teraz spróbuję wyobrazić sobie jak zakładają kaski, a policjanci stoją na drodze i ich wyłąpują… Nie, aż takiej wyobraźni nie mam.
    3. Ograniczenie prędkości na chodniku – przecież poza nielicznymi wyjątkami po chodniku się nie jeździ, a jeśli tam trafiam to jestem na nim gościem. Tak jadę czasem trochę szybciej ale też często z prędkością pieszego. I jeśli ktoś nie może utrzymać równowagi przy 8km/h to może niech idzie zbadać błędnik. Jazda może nie jest wygodna ale całkowicie możliwa.

    Czytam też przepychanki w komentarzach. Bo się nie da jechać szosówką jak jest krzywa kostka. Bo jak jest zła droga to nie trzeba nią jechać – ludzie ogarnijcie się.

    • W zasadzie 100% zgody.
      Tyle, że być może Ty (no powiedzmy, ze ja też :) ) jesteś chlubnym wyjątkiem jeśli chodzi o jazdę po chodniku. Niejednokrotnie uskakiwałem w ostatniej chwili przed rowerzystą jadącym znacznie powyżej 20km/h. Często słysząc obelżywy komentarz z jego strony. Jeśli przyjmiemy, że na chodniku rowerzysta jest tolerowanym gościem, to niech zachowuje się jak gość. Jeśli na drodze publicznej chce być traktowany jak równoprawny użytkownik, to niech nie zachowuje się jak “lepszy sort” użytkowników któremu wszystko wolno.
      Oczywiście zarówno kierowcy jak i piesi mają swoje (i to sporo) za uszami.. Ale zacznijmy od siebie.

  • Odniosę się tylko do jednego – bo to pokazuje clou problemu.
    “Dlaczego kolarze szosowi nie jeżdżą po DDR’ach? Bo są ch*jami i lubią denerwować ̶k̶r̶ó̶l̶ó̶w̶ ̶s̶z̶o̶s̶y̶ kierowców? No nie, nie jeżdżą, bo się nie da. ” – Droga (“jak sama nazwa wskazuje” :) ) służy do przemieszczania się z punktu A do B. Do tego są jasne przepisy mówiące o warunkach korzystania przez rowerzystów z dróg, DDRów i chodników. Jeśli DDR (zdaniem “kolarza”) nie nadaje się do treningu to niech znajdzie miejsce do treningu gdzie będzie mógł to robić bez łamania przepisów.
    To co napisałeś jest przykładem dokładnie na to samo zjawisko anarchizacji (i no przecież mogę i co mi zrobisz) jak wyścigi motocyklistów na szlifierkach (też “trenują”) czy rozjeżdżanie lasów quadami.

    • Najpierw był rower, a potem dopiero ścieżki. Rower szosowy spełnia definicję roweru wedle prawa polskiego, natomiast DDR’y, które mają być dla rowerów nie nadają się do jazdy dla niektórych typów rowerów. Mało tego, rowery szosowe to żadna nowość, a DDR wciąż są budowane z rozklekotanej kostki brukowej i jest to robione albo z premedytacją lub spowodowane niekompetencją osób projektujących infrastrukturę drogową. Niestety opinia publiczna ma to w dupie, bo lepiej szykanować kolarzy, no bo przecież oni się tak fajnie mają, tyle im pięknych ścieżek budują..
      Już prędzej ktoś chyba zareaguje na czystki etniczne w Palestynie.

      Quadami nie wolno wjeżdżać do każdego lasu: „Ruch pojazdem silnikowym, zaprzęgowym i motorowerem w lesie dozwolony jest jedynie drogami publicznymi, natomiast drogami leśnymi jest dozwolony tylko wtedy, gdy są one oznakowane drogowskazami dopuszczającymi ruch po tych drogach” – czytamy w artykule 29 ustawy o lasach.” Quady mają ograniczone wjazd do lasu, gdyż go jak napisałeś ‘rozjeżdżają’, rowerem niczego nie rozjeżdżasz, nie zanieczyszczasz itd.
      wyścigi są nielegalne, ponadto, aby się ścigać trzeba by prawdopodobnie przekroczyć dozwoloną prędkość, ciężką by też było zachować odpowiedni odstęp podczas wyprzedzania itd..

      A tak w ogóle, co jeśli ja nie robię treningu a przemieszczam się z A do B, to co wtedy? Kolarzówka nie służy do przemieszczania się?

  • PolakiRobaki - królowie szos, rowerzyści, HIPOKRYZJA, kolejne absurdalne przepisy pisze:

    No nie wiem, jazda rowerem na zapchanym chodniku z prędkością 7km/h też może być niebezpieczna, no bo jak cię piesi nie przepuszczą, a ty się nie zatrzymasz to w nich wjedziesz(prędkość chodu to okoł 5km/h). Ale jazda autem 7km/h w totalnym zatorze drogowym, stoi przed tobą auto i tak stoi i nie jedzie, bo jest korek, a ty pojedziesz, to mu wjedziesz do dupy, więc o co chodzi? 7km/h nawet dla auta niebezpieczne o zgrozo. Oczywiście sytuacje te wynikają z ch*jowej infrastruktury drogowej. Dlaczego kolarze szosowi nie jeżdżą po DDR’ach? Bo są ch*jami i lubią denerwować ̶k̶r̶ó̶l̶ó̶w̶ ̶s̶z̶o̶s̶y̶ kierowców? No nie, nie jeżdżą, bo się nie da. Ostatnio było nagranie na stop chamie – rowerzysta jedzie po jezdni, a kierowca krzyczy ‘ej tam masz ścieżkę, no ale to wyp*j na chodnik i to już. Powiedział ‘chodnik’, bo ścieżka rzeczywiście prowadziła po chodniku z rozklekotanej kostki brukowej, przedzielonym na pół dla pieszych i rowerzystów i na dodatek ścieżka zmienia strony, co 100 m i kilkukrotnie krzyżuje się z drogą, no super pomysł. A więc był to chodnik. Także mam pytanie czy wy siebie kur*a słyszycie, co mówicie czy nie słyszycie, co mówicie. Czy jak ja zacznę mówić że mój kot, to pies, to zacznie on szczekać i zmieni się fizycznie czy raczej samo określenie ‘pies’ zacznie określać zwierzę[kota], które miauczy. Albo jak wam powiedzą, że ten rozwalony fragment a1, to tak naprawdę najlepsza autostrada w polsce i w ogóle na świecie, to będziecie w to wierzyć i się cieszyć jaką to super drogę mamy oraz pewnie będziecie jeszcze płacić żeby jechać po ‘świetnej drodze’; jeden pas, ronda prowizoryczne, niewyraźne oznakowanie, dziury, nierówności, ograniczenia; co chwile 40,60 i 80, w zasadzie 80 to najwięcej ile idzie jechać
    Jakbym ja chciał kierowców denerwować, to był wziął kamerkę i podp*ł na policje; jazda po linii ciągłej, ścinanie zakrętów, wyprzedzanie na przejściu dla pieszych, wyprzedzanie na zakręcie, brak zachowania bezpiecznego odstępu, byłoby mnóstwo materiału. Ale tego nie robię, dlaczego? Bo wiem że droga jest zbyt szeroka, a kierowca przecież nie pojedzie za mną przez kilometr z prędkościa 20 km/h. I dopóki wszystkie manewry są przeprowadzane ze zdrowym rozsądkiem, to jest dla mnie okej, a jak jedzie większy pojazd np. jakaś wywrotka, autobus, to wtedy czasami nawet zwalniam zjeżdżam trochę na wysepkę lub wjazd na posesje czy jakieś tam takie podobne fragmenty drogi i przepuszczam. Natomiast dlaczego jest źle kiedy rowerzysta po tej ścieżce nie jedzie, bo się nie da? Dlaczego jest źle kiedy z górki na ostrym zakręcie o podwójnej ciągłej, jadę 60 km/h w zabudowanym i jadę bliżej środka jezdni nie dając się autom wyprzedzić? Dlaczego jest źle jak w ogóle na ostrym zakręcie, bardzo wąskim miejscu jadę bliżej środka swojego pasa, tak że kierowca auto nie może mi się wpie*ić na zapałkę? Dlaczego jest źle jak na autostradzie jadąc autem wyprzedzam z prędkością maksymalną [140 km/h] z lewej strony ciężarówkę jadącą 100 km/h? Dlaczego kierowcy wrzucają na fejsbuki zdjęcia typu; “drogi pieszy, kiedy jadę pod słońce, to mam ograniczoną widoczność, więc nie wskakuj mi pod koła na przejściu dla pieszych, bo mogę cię nie zauważyć, pomimo przepisowej jazdy 50 km/h, przejechać i zabić, a nie chcę za ciebie siedzieć, ani cię zabić” – no to tak, jak jest sytuacja ograniczonej widoczności, to ku*wa zwolnij na tyle, żeby tego pieszego zauważyć, ograniczenie jest DO 50 km/h, a nie nakazem jechania prędkością 50 km/h.
    I żeby nie było rowerzyści też często są debilami (a szczególnie jak nie znają przepisów, o tym kto ma pierwszeństwo) jak i kierowcy, ja już raz nieomal byłbym uczestnikiem wypadku, bo głupia zamiast patrzeć przed siebie jadąc na ścieżce rowerowej, to patrzyła w telefon i nagle skręciła w lewo prosto na mnie, minąłem ją na milimetry. Albo druga sytuacja, to jak gość mi z chodnika rowerem pod rower wskoczył, na szczęście też zdążyłem ominąć :)

  • Rozwijając myśl poprzednika można stwierdzić, że jeżeli chcemy żyć w wolnym kraju to nie powinno być, żadnych ograniczeń i zakazów/nakazów. Pozostając w obszarze komunikacji- można przejechać/przejść na czerwonym świetle “bo przecież nikt nie jedzie”, można nie zapinać pasów “bo przecież nie szkodzimy innym”, można jechać 120 km/h przez wieś “bo przecież jadę szybko i bezpiecznie”. Tylko do czego to doprowadzi…
    Anarchia niewiele ma wspólnego z wolnością.
    Powtórzę poprzednią moją myśl – jest realny poważny problem z zachowaniami rowerzystów na drogach i chodnikach. I to zarówno tych wyśmiewanych “Józków spod budki z piwem” na nieoświetlonych rowerach na wiejskich drogach jak i tych “lepszego sortu” na rowerach za 5 tys. PLN w wielkich miastach. Piszę to zarówno jako kierowca (40 000 km rocznie) jak i rowerzysta.

    • Nie zrozumiałeś tej myśli, zastosowanie ograniczeń prędkości dla rowerów jest absurdalne i niewykonalne. Natomiast, poczytaj fragment z kaskiem, nakazy i zakazy dotyczące jedynie nas samych* powinny być znoszone. *tj. sprawa dotyczy tylko mnie** i nie ma wpływu na innych. **po przez ‘mnie’ rozumiemy osobę dorosłą, która jest w stanie podejmować świadome decyzje.
      Za to przykłady przez ciebie przywołane jak najbardziej narażają życie osób trzecich. Czerwone światło – w takiej sytuacji nie masz pewności czy coś nie pojedzie. Można nie zapinać pasów pod warunkiem, że jedziemy sami bądź wszyscy pasażerowie są dorośli i nie mają ku temu problemu. Nie należy jechać 120km/h przez wieś, gdyż taka prędkość znacznie ogranicza widoczność i czas na reakcje, teraz w ogóle powątpiewam czy naprawdę jeździ Pan autem, ale jak tak, to lepiej żeby przestał. Drogi na wsi są zazwyczaj wąskie, niekoniecznie wiodą w prostej linii, ruch odbywa się dwu kierunkowo, przy drodze mogą znajdować się domy, drzewa, płoty itd., które znacząco ograniczają widoczność, do takiej drogi przyłączone mogą być również drogi podporządkowane, z pola może wyjechać ciągnik, który nie rozpędza w dwie sekundy do setki, który w ogóle do setki się nie rozpędza.

  • Przepisy o prędkości maksymalnej dla rowerzystów tak jak w artykule zostało napisane; raz że absurdalne, dwa niewykonalne, trzy nielegalne, bo nie ma obowiązku posiadania licznika homologowanego, takie coś jest niewykonalne. warto dodać, że również w pewnych okolicznościach ograniczenia prędkości dla rowerzystów są ekstremalnie niebezpieczne – np. jadąc z bardzo stromej górki rowerem szosowym należy trzymać niską pozycje, co przekłada się na większą prędkość, ale i przede wszystkim na lepszą stabilność i przyczepność (środek ciężkości znajduje się niżej). Nie należy również zbyt gorliwie hamować, gdyż można doprowadzić do zablokowania się koła, a następnie poślizgu i wypadku. Także trzeba jeździć z taką prędkością, żeby było bezpiecznie, a nie wymyślać przepisy, które zdecydują, co jest bezpieczne, a co nie.

  • Zacznijmy od tego, że jeżeli chcemy żyć w wolnym kraju, to ABSOLUTNIE nie powinno być nakazu zakładania kasku dla dorosłych, bo nie zakładając kasku nikomu nie zagrażamy, poza sobie samemu (oczywiście w razie wypadku brak kasku powinien być brany pod uwagę – np. kierowca potrącił rowerzystę jadącego bez kasku i ten dostał wstrząsu mózgu, to kierowce traktujemy ulgowo [w jakim dokładnie stopniu decyduje sąd] np. tak jakby rowerzysta tego wstrząsu na skutek wypadku nie doznał. Aczkolwiek dla dzieci kaski obowiązkowe, gdyż te bez wątpienia zwiększają bezpieczeństwo, a życie dziecka jest jedną z najwyższych w naszym kraju jak i w całej europie wartością, a przede wszystkim dzieci nie są w stanie świadomie podejmować decyzji, stąd też nie one powinny decydować czy chcą w kasku jeździć czy nie, a tym bardziej, nikt nie powinien świadomie ryzykować życia dziecka (dlatego kaski dla dzieci powinny być obowiązkowe).

    • Niemniej wygląda to zabawnie, gdy jedzie rodzina na rowerach i tylko dzieci mają kaski na głowach. Tak jakby starych nie było już szkoda ;) I potem się niektórzy dziwią, że dzieci nie chcą jeździć w kaskach, no ale jak nie ma przykładu z góry…

      • No cóż, taki urok wolności. Dla mnie na przykład niemniej zabawnie wygląda, kiedy dorośli z nadmiarem spożywają alkohol, a dzieci z tego przykład też biorą z tym że chodzi o to, aby społeczeństwo dorośli oraz dzieci, które staną się w przyszłości dorosłe, myślały same za siebie, a nie brały ‘przykład’ i tu właśnie jest problem, bo Polacy przyzwyczaili się już do niewolnictwa i tego że muszą mieć Pana, który wskaże co jest złe, a co dobre. Lata komuny zrobiły swoje i chcąc nie chcąc większość Polaków to nieświadomi kryptokomuniści. Wracając do alkoholu, na szczęście żyjemy w kraju w którym jeszcze jesteśmy trochę bardziej wolni, niż niewolni, stąd dorosły samodzielny człowiek może napić się w domu alkoholu na umór, gdyż ryzykuje wtedy jedynie własnym życiem i szkodzi tylko sobie, natomiast nie może wsiąść za kierownice samochodu tuż po wypiciu lampki wina, albowiem stwarzałby zagrożenie dla innych osób.

  • Odpowiem na pytanie nie wprost, może trochę się wymigując.
    Pomysły na zakazy czy nakazy są zazwyczaj mniej lub bardziej sensowne i zasadne. Problem w tym, że u nas są potępiane w czambuł i krytykowane są absolutnie wszystkie. Autor nawołuje do podniesienia mandatów? OK ale już delikatna sugestia wypowiedziana w tym zakresie przez któregoś z wiceministrów spowodowała medialną histerię (dodatkowo wzmacnianą antypisowską fobią no bo to przecież oczywiste, że wszystko co ten rząd wymyśli jest złe). Przykładem sprzed kilku lat są fotoradary i nagonka na fotoradary gminne, straży miejskich itp. Ale i próba postawienia fotoradaru przez ITD spotyka się z lokalnymi protestami. Efekt- fotoradarów jest u nas kilkanaście razy mniej niż choćby w Niemczech za to wypadków spowodowanych nadmierną prędkością kilkanaście razy więcej.
    A wracając do rowerów – nie mam do końca zdania na temat obowiązkowości kasków czy innych prób dyscyplinowania rowerzystów. Ale coś zrobić trzeba- ilość złych nawyków, ignorancji czy bezczelności ze strony sporego procenta rowerzystów przekroczył już akceptowany poziom.

    • Wysokość mandatów (i nieuchronność tej kary!) to jedna kwestia, ale nie wiązałbym jej z rozbudowywaniem taryfikatora, bo to inny temat. Wprowadzenie nakazu jazdy w kasku rowerowym nie spowoduje, że wypadków będzie mniej, bo rowerzyści zaczną jeździć lepiej. Wypadków będzie co najwyżej mniej dlatego, że będzie ich jeździło mniej, stąd i spadnie liczba wypadków. A przecież nie o to nam chodzi.

      Zdaję sobie sprawę, że temat kwot mandatów jest dla wielu osób drażliwy. I dlatego one stoją w miejscu, bo KAŻDA partia polityczna bała się ruszać ten temat. A mandaty powinny być stopniowo podnoszone co jakiś czas, to nikt by się aż tak nie pieklił, że idą w górę.

      W końcu nadjedzie czas, że coś będzie trzeba z tym zrobić. Chorwacja w końcu podniosła drastycznie kwoty mandatów, bo poziom śmiertelności na ich drogach był porównywalny, bądź gorszy niż u nas.

      • “Wypadków będzie co najwyżej mniej dlatego, że będzie ich jeździło mniej, stąd i spadnie liczba wypadków. A przecież nie o to nam chodzi.”
        Spadnie liczba wypadków z udziałem rowerzystów. Natomiast kierowcy aut mogą zacząć jeździć jeszcze bardziej brawurowo, nie zawracając sobie głowy zawalidrogami. A… i jeszcze tiry na tory :) Wtedy będzie można poszaleć.

  • Co do jazdy obowiązkowej w kasku

    1. Kiedy by to wprowadzono, to na pewno ceny by podskoczyły dwu, a nawet trzykrotnie. Wielu by sobie temat jazdy rowerem odpuściło bo po prostu mnie nie stać na kask. Oczywiście, po czasie ceny by wróciły do normalnych, ale byłoby co by było.

    2. Co znaczy pojęcie kask rowerowy? Jak ma wyglądać, jakie standardy ma spełniać i czy ma mieć jakiś atest? Trzeba by to unormować. Dodam, czy dopuszczalne byłyby samoróbki domowe, czy też nie. Jestem ciekaw, czy każdy kask z którymi jeździmy byłyby uznane za kask.

    3. A co z kaskami pękniętymi? Z takimi nie powinno się jechać. Wiem, ale zapewne pojawiałby się wysyp takich za taniochę i znaleźliby się chętni na kupno.

    • Już teraz kaski sprzedawane w Polsce muszą spełniać normę EN 1078 (CE). I większość kasków, nawet tych niedrogich, ją spełnia. Wyjątkiem są kaski niewiadomego pochodzenia z prywatnego importu z Chin. Miałem okazję robić crash test takiego kasku: https://youtu.be/Arc-5m_xCYM

      Szału nie robił, tylko ładnie wyglądał. A ludzie nadal kupują kaski np. dla dzieci za kilkanaście złotych (!)

  • “Kask” – to dylemat natury niemalże cywilizacyjnej. Do jakiej cywilizacji należymy (chcemy należeć)?
    Chcącemu nie dzieje się krzywda? Czy może jednak powoływanie się na przymus, ze względu na dobro wspólne – budżet —> koszty leczenia.
    Jeśli to drugie, to czemu alkohol i tytoń wciąż są jeszcze legalne? Dlaczego mam prawo chodzić zimą po dworze bez czapki i szalika?
    Może jakiś układ? Wolisz bez kasku? Płać ciut wyższe składki…?

  • Stanowczo obalam pomysły pseudopolityków prędkość 8 km
    To szybki chód najwolniej to 13 km
    Taka jest moja przeciętna średnia
    Aby jeździć po chodniku należy zastosować zasade ograniczonego zaufania czyli nieufność wobec wszystkich uczestników jazda cały czas w pogotowiu czyli każdej chwili gotowość do zatrzymania
    Zawsze będę jeździł po chodniku po przejściu mam gleboko w d*pie idiotyzmy ze strony polityków oraz policji ponieważ utraconego życia nikt nie zwróci ani nie przywróci pełnej sprawności w wypadku samochodem
    Jeżdżę tez po ulicy to nie jest problem problemem jest społeczeństwo
    Np jest przykład państwo poszerzy ulice rowerzyści będą spokoje jeździć do czasu kiedy jakiś kierowca idiota będzie wyprzedzał na trzeciego tym czasie jedzie rowerzysta jak ma reagować tą sytuacje na stop cham tego jest pełno
    Dlatego zrozumiałem ze drogi musza być wąskie na rowerzyści na bok czyli ścieżka po lesie lub pare metrów od drogi
    Jeśli chodzi o kask szkoda ze nie kosztuje 20000 bo mnie nie stać kupić nawet za 150 zł a czy obowiązkowy tylko poza drogami lub jak ktoś chce szaleć albo zapobiegawczo

  • Po namyśle doszedłem do wniosku, że z punktu widzenia państwa i lobby motoryzacyjnego – najtańszy, najprostszy i najbardziej skuteczny pomysł, to wprowadzenie obowiązkowej karty rowerowej. Oczywiście pod warunkiem, że przepisy wykonawcze byłyby proste, przejrzyste i nieuciążliwe.

    Mogło by to wyglądać np. tak:
    1. Egzamin na kartę rowerową powinien być bezpłatny. Zdający wpłacałby jedynie kaucję zwrotną – w przypadku uzyskania wyniku pozytywnego.
    2. W celu uproszczenia procedury i ograniczenia kosztów – egzamin składałby się tylko z części praktycznej i obejmował tylko 1 punkt: przejazd przez bramkę sztywną (betonową lub metalową) o szerokości 50 cm z prędkością nie mniejszą niż 30 km/h
    3. Ewentualne koszty leczenia nie powinny być refundowane z środków publicznych.
    4. Rowerzysta zatrzymany za jazdę bez uprawnień nie powinien być karany, a jedynie poddany niezwłocznie egzaminowi kontrolnemu.

    • 30km/h miałbym na egzaminie jechać? Ja taką prędkość moim rowerem osiągam czasem jadąc z górki, a i to się muszę postarać. Wielu jak ja na start by nie zdało. Rower stałby się narzędziem tylko dla osób co trenują i nic by już nie miał nic wspólnego z jazdą rekreacyjną.

    • I jest: https://roweroweporady.pl/oswietlenie-roweru-przepisy/

      Ale tylko w nocy oraz przy słabej widoczności (mgła itp.). Jazda w dzień z włączonymi lampkami też się bardzo przydaje, zwłaszcza gdy wjedziemy w cień. Niemniej za obowiązkiem włączania oświetlenia w dzień nie jestem, bo będzie to samo co byłoby z obowiązkowymi kaskami – zniechęci to do jazdy wiele osób. A już teraz jest problem z jeżdżącymi po zmroku bez oświetlenia i za to bym się zabrał.

  • Ten argument z niehomologowanym licznikiem nie jest trafny. Były już przypadki karania za przekroczenie prędkości, gdy różnica pomiędzy zmierzoną a dozwoloną była znaczna – np. jazda z górki 55km/h przy limicie 30km/h. I pewnie o to chodziło ustalającym 8km/h: tego nie da się pomylić z np. 25km/h. Jeśli zostaniesz złapany z taką prędkością na chodniku, to nie ma co się zasłaniać homologacją. Czy to za mało? Na pewno jeśli musisz chodnikiem przejeżdżać choćby i 4km (jak napisałeś) – może by więcej sensu miało, gdyby zezwolono z taką prędkością jechać po chodniku w miejscach, gdzie jest to teraz zakazane.

  • Dziękuję za ten artykuł. Od dawna nie widziałem tak rozsądnego podejścia do tematu. W mediach zwykle widać fanatyczne podejście jednej lub drugiej strony, a tu bardzo wyważone i racjonalne. Mam nadzieję że podobny tok rozumowania będzie towarzyszył rządzącym uchwalającym prawo, zamiast poddawania się fanatycznym grupom nacisku.

  • Kask obowiązkowy spoko, ale znając życie egzekwowane byłoby tylko wśród osób wypłacalnych. Jakoś nie wyobrażam sobie zatrzymania wiejskiego pijaczka, który jak co wieczór wraca ze sklepu… Jadąc nocą ściągam kask i zakładam czołówke; ponoszę ryzyko i to moja sprawa… Podobnie byłoby z obowiązkowymi kamizelkami, policja/straż miejska zasadzałaby się na kolarzy mając gdzieś dojeżdżających rano do pracy (często nawet bez odblasków)
    Ograniczenia prędkości… Nie to chyba żart…

    • Ściągasz kask i podnosisz ryzyko co jest twoją sprawą – nie, to będzie twoja sprawa gdy sam zapłacisz za leczenie w przypadku większych obrażeń jakie doznasz.

  • W tych przepisach wcale nie chodzi o bezpieczeństwo, tylko o kasiorkę dla paniczów z Wiejskiej. Jak widać, pomysły na dojenie Polaków z kasy nigdy się nie skończą.

  • Z mojej strony polecam książkę “Jak rowery mogą uratować świat” jest tam poruszona m.in. kwestia kasków. W Australii jazda w kasku jest obowiązkowa co przekłada się na to, że ludzie rowerami nie jeżdżą. Jest dzięki temu mniej wypadków, jednak znacząco wzrasta liczba ludzi otyłych mających problemy zdrowotne.

    • Widziałem osoby w kaskach jeżdżących rekreacyjnie, bo tak chcą. Nikt nie przytyje, bo nie przejedzie rowerem 5km w godzinę. To kwestia sposobu odżywiania i życia.

  • Jeszcze brakuje żeby nakazali obowiązkowy montaż odbiorników GPS do monitorowania prędkości. Trzeba jeździć z głową i myśląc o innych i za innych, a żadne ograniczenia prędkości do 8 kmh nie będą potrzebne.