Czy warto jeździć w kasku na rowerze?

Kaski rowerowe to w Polsce od wielu lat gorący temat. Rozpala dyskusje prawie tak samo jak szczepienie dzieci czy zarobki polityków :) Na ulicach możemy spotkać coraz więcej osób, które jeżdżą w kaskach, choć według moich obserwacji, jest to na razie nie więcej niż 10, może 15 procent rowerzystów w mieście. Większy odsetek uzbrojonych w kask możemy zobaczyć wśród jeżdżących na góralach oraz na rowerach szosowych. Kask w zasadzie przestał być „obciachem” czy ciekawostką, choć jeszcze piętnaście lat temu nie było to takie oczywiste. Na pewno spory wpływ na ich spopularyzowanie miał wprowadzony w 2003 roku przez Międzynarodową Unię Kolarską (UCI) obowiązek jazdy w kasku na wyścigach. Wymóg ten pojawił się po śmierci kolarza Andreia Kiwilewa, który zmarł po kraksie w wyścigu Paryż-Nicea.

„Zacznę od tego, że ja w kasku na co dzień nie jeżdżę. W zasadzie wyciągam go z szafy jedynie na dalsze trasy, po bardziej ruchliwych drogach. Wiem, że to trochę dziwne, tym bardziej, że większe ryzyko wywrotki na rowerze jest jednak w mieście. Ale robię to dla świętego spokoju, bo do jazdy w kasku przymusza mnie moja Monika.”

Te słowa pisałem we wrześniu 2013. Jak pewnie wiecie, w lipcu 2014 miałem wypadek po którym wylądowałem w szpitalu z połamanymi kośćmi głowy. Choć nie było kolorowo, na całe szczęście udało mi się z tego wylizać. Teraz po prostu cieszę się, że mogę dalej jeździć na rowerze i pisać dla Was na blogu.

Wśród wielu słów otuchy jakie od Was wtedy dostałem, pojawiły się też cierpkie głosy „taki specjalista, a bez kasku jeździł”. Cóż, ja po tym wypadku mogłem powiedzieć jedynie, że gdybym wiedział, że to się tak skończy, to bym wtedy kask założył.

I tu dochodzę do meritum, które jest odpowiedzią na pytanie czy warto jeździć w kasku. A więc nie warto. Chyba, że zdarzy się nam wypadek. Wtedy warto mieć go na głowie. A że wypadków niestety przewidzieć się nie da, wychodzi na to, że jednak warto jeździć w kasku.

Od tamtego czasu jeżdżę w kasku, choćby dlatego, że nawet niezbyt mocne puknięcie w to samo miejsce na głowie, może się skończyć bardzo źle. Smuci mnie to, że do jazdy z garnkiem na głowie zmotywował mnie dopiero wypadek, ale lepiej późno niż wcale.

Czy warto jeździć w kasku

Wokół samych kasków wyrosły dwie silne grupy: zatwardziałych zwolenników i zagorzałych przeciwników. Zebrałem kilka argumentów, które podają przeciwnicy kasków i pokażę Wam jak słabe one są. Podawałem je już w 2013 roku, więc nie jest tak, że to teraz się nawróciłem. Po prostu te argumenty od zawsze były bardzo kiepskie.

Zapraszam do obejrzenia odcinka Rowerowych Porad, w którym zastanawiam się, czy warto jeździć w kasku. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.

1) Większość urazów doznawana przez rowerzystów nie dotyczy głowy – mamy odruch obronny i dosłownie rękami i nogami bronimy się przed uszkodzeniem czaszki. Wszystko się zgadza, ale to nie znaczy, że urazy głowy się nie zdarzają. Po moim wypadku miałem jedynie trochę otarty łokieć i kolano oraz lekko przestawiony obojczyk, a w zasadzie całą siłę uderzenia przyjęła czaszka. Kiedyś miałem wypadek na skuterze, babka przywaliła we mnie samochodem tak, że przeleciałem jej przez maskę i upadłem na ulicę. Nie stało mi się wtedy absolutnie nic, poza tym, że byłem trochę potłuczony. Ale przywaliłem głową w asfalt tak, że gdyby nie kask na głowie, pewnie nigdy nie otworzyłbym tego bloga.

2) Jadąc w kasku człowiek czuje się bezpieczniej, więc „pozwala sobie na więcej” – cokolwiek to pozwalanie miało by znaczyć, nie jest to prawda. Jak człowiek jest głupi, to wmówi sobie wszystko. Osoby posługujące się mózgiem doskonale wiedzą, że kask nie chroni przed wypadkiem, ale to jest chyba tak samo logiczne, jak fakt, że pasy w aucie również przez żadnym wypadkiem nie uchronią.

3) Badania pewnego brytyjskiego naukowca dowodzą, że kierowcy mijając rowerzystę w kasku, robią to bliżej niż gdy się kasku nie ma. Kolejny przykład na to, że gdzieś ktoś puścił jakąś informację i zaraz jest podchwytywana przez osoby szukające podparcia swoich teorii. Na zdrowy rozum (w kasku czy bez) – czy myślicie, że kierowcy analizują w ogóle czy rowerzysta ma kask czy też go nie ma? Czy kierowca nie ma nic lepszego do roboty? Pisałem o tym trochę we wpisie „150 cm dla rowerzysty – dobry żart„. Odblaskowy pokrowiec na plecaku nawet nie pomaga i niektórzy kierowcy mimo, że nic nie jedzie z naprzeciwka potrafią wyprzedzić na gazetę.

4) Kask nie chroni podczas zderzenia z autem, ponieważ jest projektowany do zderzeń przy niewielkiej prędkości. Tylko Ci, którzy taki argument podają, zapominają, że zdarzają się jeszcze spotkania z samochodami, które nie poruszają się z dużą prędkością. Ba, zdarzają się spotkania z samochodami, które wcale się nie poruszają!

5) Jeżeli rowerzyści mają jeździć w kaskach, to może załóżmy je jeszcze pieszym, bo też mogą się przewrócić. Zdarzały się przypadki, że ludzie przy upadku tak niefortunnie uderzali się w głowę, że umierali. Ale mimo wszystko prędkość osiągana na rowerze oraz sam rower, który podczas upadku przeszkadza w odpowiednim ułożeniu ciała sprawiają, że rowerzyści są bardziej narażeni na upadki.

Wszystkie te „argumenty” legną w gruzach, gdy nasza głowa spotka się z krawężnikiem, kamieniem czy asfaltem. Wystarczy, że stracisz przyczepność, zagapisz się albo w coś wjedziesz – często nie ma czasu na reakcję, ruch obronny ręką czy nogą. Lecisz i uderzasz w co popadnie i czym popadnie. Pół biedy ciałem, najgorzej głową.

Oto co napisał Michał Kwiatkowski po pechowym wyścigu Mediolan – San Remo.

Michał brał udział w kraksie i później napisał: „Zawsze noś kask! Ten uratował mi życie!”.

Podsumowując – kask nie uchroni Cię przed głupotą (własną i czyjąś), nie uchroni przed bezpośrednim spotkaniem z TIR-em, nie ochroni innych narządów. Ale jeżeli tylko będzie poprawnie założony (na ten temat niedługo napiszę), pomoże uchronić głowę przed uderzeniem w coś twardego. Oczywiście nie całą głowę (chyba, że to kask typu FullFace, który chroni także szczękę, ale nadaje się raczej tylko do sportów ekstremalnych) i nie w każdym wypadku. Ale na pewno ograniczy ryzyko roztrzaskania głowy.

A nie jest to wielki wydatek. Cena podstawowych kasków zaczyna się od 50-60 złotych, a te bardziej markowe startują od 100 złotych. Najważniejsze aby spełniał normę EN 1078, czyli był dopuszczony do sprzedaży w Europie. Nie polecam kupować kasku na chińskich portalach aukcyjnych za kilkanaście złotych. Jak się to może skończyć, pokazał mój crash test kasku.

Na kask zawsze patrzyłem z rezerwą. Wiedziałem, że może pomóc, ale myślałem „ja przecież jeżdżę rozsądnie, patrzę tam gdzie jadę, nic mi nie będzie”. Każdy tak może myśleć. Dopóki nic mu się nie stanie. Czego i sobie, i Wam, nie życzę.

474 komentarze

  • Też należę do takich „nawróconych”, na szczęście u mnie skończyło sie tylko na bolesnym siniaku. Wcześniej kask ubierałem tylko na dłuższe wyjazdy, z zadowoleniem dopełniając nim sportowy outfit. No ale tak po mieście? Nieee, to nie pasuje, dżins, czasem koszula i… kask? Niee. Do czasu, aż łeb nie oberwał i to „jak ja wyglądam” przestało być istotne. Tak więc od tamtego czasu – zawsze w kasku!

  • Jakieś 2 m-ce temu odwiedziłam ten blog po raz pierwszy, właśnie kiedy zakupiłam nowiutki rower.Zastanawiałam się nad zakupem i ewentualnym używaniem kasku.Kupiłam i wciąź nie do końca przekonana do niego kupiłam też elegancką białą czapkę z daszkiem.Trzy dni temu umówiłam się z koleżanką na przejażdżkę na którą niestety nie dojechałam.5 minut po wyjechaniu z domu tak nieszczęśliwie się na tym rowerze wywróciłam że skończyło się na wstrząśnieniu mózgu,szytej brodzie,poobdzieranej twarzy i ciele ale całej głowie(miałam na niej kask).Właśnie wtedy zastanawiałam się nad założeniem czapki bo przecież żadna moja koleżanka nie jeździ w kasku.Dzień wcześniej przejechałam 26 km i nic się nie stało a tu raptem parę minut,jeszcze w mieście taki pech.Teraz już wiem,że nigdy bez kasku nie wyjadę z domu bo ten właśnie kask być może uratował mi życie bądż zdrowie.Jak tylko wyliżę rany jadę w plener.
    Jazda w kasku? TAK !
    Pozdrawiam Edyta

  • BTW istnieje rozwiązanie które mogłoby pogodzić obie strony, kask działający jak poduszka powietrzna uruchamiający się w momencie wypadku (Hovding), chociaż nie wiem, jak to naprawdę działa w praktyce.
    Sama nie jestem miłośniczką wiatru we włosach, praktycznie zawsze na rower zabierałam jakieś nakrycie głowy więc tradycyjny kask jest dla mnie jak najbardziej OK.

    • Hovding jest spoko, gdzieś już o nim coś pisałem. Natomiast taki kołnierz z poduszką powietrzną sprawdzi się tylko przy spokojnej jeździe po mieście + jego sporym minusem jest to, że jest jednorazowy. Kask oczywiście jak się nim solidnie w coś przywali, też powinien iść do wyrzucenia, nawet jeżeli nie uległ uszkodzeniu. Ale czasami wystarczy wpaść w poślizg na rowerze, przewrócić się, nie uderzając w nic głową. I w takiej sytuacji ponad 1000 złotych za Hovding wylatuje z kieszeni, gdzie przyzwoity kask kosztuje 200-400 złotych i w przypadku gdy nie walniemy nim w nic, możemy go spokojnie dalej używać.

      Tak więc wszystko ma swoje plusy i minusy :)

  • Jeździłam wiele lat bez kasku i zawsze przekładałam jego zakup na kiedyśtam, nigdy nie miałam nic przeciw idei, ale było tyyyyle ważniejszych rzeczy. I cóż, nie będzie w tym miejscu żadnej smutnej historii, nie miałam wypadku, nic mi się nie stało, ot, w końcu kask kupiłam i jeździ mi się z nim spoko. Nie odczuwam żadnych niedogodności, chroni mnie przed słońcem, gałęziami w lesie, mimo ze od zakupy nie wywinęłam orła ani razu nie uważam go za bezsensowny balast. Generalnie polecam. Jedyną większą wadą jaka mi się nasuwa jest to, że wybitnie mi w nim nie do twarzy i psuje mi fryzurę, ale jakoś przeboleję, w końcu to wyjście na rower, a nie podryw.

  • W celu uzupełnienia dyskusji podam jeszcze jeden argument za jazdą w kasku, czy istotny czy nie – nie wiem, po prostu taki scenariusz również jest możliwy. Podczas wysiłku fizycznego może się zdarzyć zasłabnięcie i im ten wysiłek bardziej intensywny tym ryzyko większe. Wiadomo, że zasłabnięcie podczas jazdy na rowerze wiąże się z niebezpiecznym upadkiem, nie dość że upadamy z wysokości to jeszcze przemieszczamy się z jakąś tam prędkością, dodatkowo jesteśmy nieświadomi i odruchowo nie zamortyzujemy uderzenia. Powiedzmy, że u osób młodszych ryzyko omdlenia jest niewielkie (chociaż czasami niezdiagnozowane schorzenia objawiają się w czasie intensywnego wysiłku), ale z wiekiem to ryzyko wzrasta więc myślę, że dla osób starszych kask byłby wskazany. Dodatkowo jestem zdania, że jeżeli ktoś uprawia sport bardziej intensywnie niż w sposób rekreacyjny to dla własnego dobra powinien zrobić podstawowe badania – na pewno zbadać układ krążenia. Wiadomo, że wszystkiego nie da się uniknąć, ale często niewiele trzeba, żeby sobie pomóc albo przynajmniej nie zaszkodzić. Pozdrawiam i bezpiecznej jazdy życzę.

  • Nie wiem, czy zasadne są tu jakiekolwiek „argumenty” za czy przeciw. Dla mnie sprawa jest prosta: czy kask zwiększa moje szanse przeżycia podczas jazdy na rowerze? Tak, pewnie w 0.5% (przy moim melepeceniu od czasu do czasu), ale zwiększa. Podobnie jak… maszerowanie w nim na ulicy, jeżdżenie w nim na nartach czy w aucie (zawsze może się zdarzyć zderzenie). Gdyby to było 50%, może bym się zdecydował. Jednak zapomina się w tego typu jak ww. wpis o bardzo ważnych 2 rzeczach: po pierwsze to moje życie i moja sprawa, mój brak kasku zabije tylko mnie, nikogo innego, więc dajcie mi wybór. Papierosy i alkohol są legalne, choć szkodzą (akurat ich unikam) ;) Po drugie: dla mnie osobiście (nie wiem, czemu) kask jest mega-niewygodny i to niezależnie od ceny. Jeżeli mam jeździć w kasku, bo np. wejdzie taki obowiązek, to zwyczajnie zarzucę narty i rower, do tego stopnia mnie to wkurza. O ile wiem, nie jestem wyjątkiem. Chyba nie idziemy pod prąd „ekologii” i nie chcemy zniechęcić np. 15% rowerzystów do używania jednośladów i przesiadki do samochodów? ;-)

    • „Jednak zapomina się w tego typu jak ww. wpis o bardzo ważnych 2 rzeczach: po pierwsze to moje życie i moja sprawa”

      I fragment mojego wpisu:

      „Na kask zawsze patrzyłem z rezerwą. Wiedziałem, że może pomóc, ale myślałem „ja przecież jeżdżę rozsądnie, patrzę tam gdzie jadę, nic mi nie będzie”. KAŻDY tak może myśleć. Dopóki nic mu się nie stanie. Czego i sobie, i Wam, nie życzę.”

      • cyt.: „Jednak zapomina się w tego typu jak ww. wpis o bardzo ważnych 2 rzeczach: po pierwsze to moje życie i moja sprawa”
        I fragment mojego wpisu:
        „Na kask zawsze patrzyłem z rezerwą. Wiedziałem, że może pomóc, ale myślałem „ja przecież jeżdżę rozsądnie, patrzę tam gdzie jadę, nic mi nie będzie”. KAŻDY tak może myśleć. Dopóki nic mu się nie stanie. Czego i sobie, i Wam, nie życzę.”

        Co nie zmienia faktu, że są ludzie (nie ja), którzy mają swoje życie w małym poważaniu – znam takich, co np. jeżdżą autem bez zapiętych pasów. Znają plusy i minusy. To jest ich wybór – nie wynika on z przekonania, że „im nic się nie stanie, bo jeżdżą ostrożnie”, tylko po prostu dokonali wyboru i godzą się z ryzykiem. Chodzi mi o to, żeby nie wprowadzać zasad typu „obowiązkowa jazda w kasku”, „obowiązkowa jazda w pasach”, „obowiązkowe krojenie cebuli w rękawicach z kevlaru”. Owszem, należy mówić o plusach i minusach danego rozwiązania, można zachęcać (lub zniechęcać – zależnie od poglądów) – i tyle. Niech każdy samodzielnie decyduje o swoim zdrowiu i życiu. Ważne, żeby to wszystko było bez PROPAGANDY.

        • Jeszcze może jeździć bez włączonych świateł w nocy :) Pasy w samochodzie RATUJĄ życie i nie wiem co komu przeszkadzają? Wsiadasz, zapinasz i tyle. Tak samo wolę mieć w aucie poduszki powietrzne czy taką konstrukcję, że nie złoży się podczas drobnej stłuczki. Jednak chyba każdy wolałby siedzieć w razie wypadku (nawet nie ze swojej winy) w solidnej limuzynie, niż w Tico (że nie każdy może sobie na to pozwolić, to inna sprawa, ale to nie jest tematem dyskusji).

          Jeszcze raz podkreślę – nie jestem za obowiązkiem jazdy w kasku na rowerze, za co nieraz obrywa mi się od zwolenników tego pomysłu. Tak samo nie jestem za zniechęcaniem do takiej jazdy. I już :)

          • OK, teraz rozumiem. Tylko jeszcze 2 drobiazgi, żeby uściślić:

            cyt.: „Jeszcze może jeździć bez włączonych świateł w nocy :)”

            Zły przykład: to już wpływa na bezpieczeństwo innych (postronnych) ludzi, a ja mówię wyłącznie o zachowaniach mających wpływ tylko na daną osobę. Tak samo nie zgadzam się, gdy siedzący za mną pasażer nie zapina pasów – bo w razie zderzenia z przodu jego ciało zgniecie mnie. Ale jak jedzie sam – niech robi, co chce z pasami :)

            cyt.: „Pasy w samochodzie RATUJĄ życie i nie wiem co komu przeszkadzają?”

            Są przypadki, że na odwrót – zabijają i nie można o tym nie mówić. Jednak prawdą jest, że w WIĘKSZOŚCI ratują, więc statystycznie lepiej jeździć w pasach niż bez nich. A co do przeszkadzania: mnie akurat dużo wygodniej się jeździło bez pasów (tak, były takie czasy, że po mieście nie było obowiązku zapinania!) i gdyby nie to, że chcę długo żyć i statystycznie zwiększać swoje szanse, to wolałbym jeździć bez pasów. Nie wiem, czemu nie wymyślono jeszcze nic lepszego przez tyle lat, pomijając fakt, że dużo lepsze są pasy symetryczne, a nie 3-punktowe i nie wiem czemu do seryjnych aut nikt ich nie montuje ani nie prowadzi na ich rzecz kampanii, chociaż jeszcze lepiej ratują życie i zdrowie.

  • a jak przekonać kogoś kto kasku nie chce, bo nie potrzebuje? Macie więcej przykładów gdzie kask faktycznie kogoś uratował?

  • Nie podważając ogólnego sensu, akurat punkty 2 i 3 są błędne. Nie chodzi o świadomą analizę, tylko właśnie o tą automatyczną ocenę, jakiej ludzie dokonują. I tak, ludzie czujący się bezpieczniej podejmują więcej ryzyka, to mechanizm psychologiczny znany jako tzw. kompensacja ryzyka.

    Nie zmienia to nijak faktu, że kask warto mieć.

  • To może od razu jeszcze jeździjmy w ochraniaczach kolan i łokci itp. Nie znam przypadku, aby ktoś w moim otoczeniu kiedykolwiek doznał poważniejszego urazu głowy, bo nie miał kasku. Przesada z tą ochroną wszystkiego, co się da.

    • Ja kupiłem kask wczoraj ze względu na upały. Po prostu szukałem nakrycia głowy i kolega stwierdził, że może najwyższy czas w kask zainwestować. Zaraz potem pojechałem na wycieczkę około 40km w pełnym słońcu 30 stopni i było dużo lepiej niż bez kasku.

  • ja bez kasku latam od kilku lat, po około 10 tysięcy rocznie, okrągły rok,
    i z czasem też mi się zmienia punkt widzenia.
    jakieś doświadczenie tu, jakaś sytuacja tam – to jest chyba coś do czego trzeba dojrzeć.
    jest to uciążliwe, zakładanie, transport poza rowerem, przechowywanie – w pracy czy miejscu docelowym,
    ale ….
    samochód który minął nie o milimetry,
    wywrotka w której drzewo minąłem ledwie ledwie,
    rozmowy z innymi rowerzystami amatorami, gdzie śmiejemy się z niedzielnych rowerzystów w kolarskich wdziankach – ale bez kasku jestem tylko ja
    kolega w szpitalu,
    samochody które prawie lusterkami trącają w łokcie
    i te dziury w drogach – coraz szersze, coraz głębsze

    i co, trafiłem tu szukając jaki kask kupić :D
    zaraz po tym jak zmieszał mnie ogrom wyboru na alledrogo.pl ;)

  • Obowiązek noszenia kasku na rowerze to największa bzdura! Idąc tropem bezpieczeństwa, najwięcej ginie na drogach pieszych i kierowców aut, to oni w pierwszej kolejności powinni nosić kaski. Przejechałem na rowerze przez 44 kraje, zwiedziłem prawie całą Europę, byłem w Afryce, Azji i przejechałem całą Australię. Gdy jeżdżę sam i bez kasku to jest super, jak jadę w brevecie to tam zawsze komuś musi się coś przytrafić. Nie lubię jeździć w kasku, czuję dyskomfort, jestem rozproszony, w upał głowa się przegrzewa, boli szyja przy długiej jeździe, kask uwiera!!! Kask to dla mnie koszmar, używanie go jest nielogiczne!!!

  • Jako, że wątek jest długi, a temat kasków mnie wybitnie interesuje (dotyczy? tak, bo nie chcę, by komuś wpadł do głowy przymus ich stosowania) to i trzy grosze ode mnie.

    Jeżdżę rowerem już kilkadziesiąt lat – różnymi rowerami, kiedyś składakami, w wakacje na wsi „Ukrainami”, później różne wersje rowerów miejskich, MTB, trekking. Znam jeden przypadek rowerzysty, któremu kask by się przydał – kolega na zawodach nie zauważył stojącej przyczepy na jezdni i pochylony „przydzwonił” w nią.

    Sam na rowerze wywaliłem się wielokrotnie – na piachu na asfalcie, w lesie, bo ktoś wykopał jamę przeciwko quadom, bo zaczepiłem o drzewo, jadąc z góry przelatywałem przez kierownicę, spadałem w bok jadąc po stromym stoku w lesie, w zimie na lodzie przy dużej prędkości (nie wiedziałem, że jest lód) i nigdy nie uderzyłem głową. Teraz moje dzieci poddawane są indoktrynacji, żona też dokłada od siebie. Większość rodziców wozi dzieci w fotelikach z kaskami na głowach (dzieci z kaskami, rodzice bez kasków) – nie wiem po co.

    Aż dziwne, że:
    – rodzice nie posyłają dzieci w kaskach – na przejściach dla pieszych zdarzają się wypadki – „gdyby dzieci miały kaski” to by może przeżyły?
    – dzieci raczkują bez kasków – to żart – bo przecież są już kaski dla raczkujących pociech;
    – kierowcy samochodów nie jeżdżą w kaskach – na wypadek dachowania – jak znalazł.

    Co mam przeciwko kaskom? Ano:
    – ograniczają swobodę ruchów – gdy jadę samochodem przeszkadza mi choćby czapka na głowie, a tu mam w kasku na rowerze jeździć? dobre sobie;
    – rowerem jeżdżąc staram się jak najdłużej jeździć bez czapki i w zasadzie mi się udaje, bo w zimie używam opasek na uszy;
    – jest mi gorąco – kask ma dziurki? :) fajnie, w lecie, jeżeli muszę – nakładam mokrą czapkę z daszkiem – to chyba jedyny wyłom w moim idee fixe.

    Jeżeli ktoś chce – niech jeździ, może nawet sobie poduszki na kolana przypiąć tudzież używać kombinezonu rajdowego, ale skąd się biorą pomysły zmuszania innych do czegoś? To tak jakbym ja nakazał wszystkim jazdę bez pasów bezpieczeństwa, bo uważam je za coś mnie ograniczającego? Tak, tak uważam, ale czy mam prawo zmuszać innych do jazdy bez pasów? Jeżeli ktoś chce – niech zapina. Idealny przykład to syn Zientarskiego, który przeżył potworny przypadek, bo nie zapiął pasów – jego przypięty kolega spłonął w samochodzie.

    Czy mam podobny przykład dla kasku jak dla pasów (spłonięcie w samochodzie)? Chyba nie. Jeżeli ktoś zechce mnie zmusić (albo moje dzieci) do kasków to ich nie nałożymy. Ostatnio z młodszą córką byłem w miasteczku ruchu drogowego – bo kaski nie były wymagane. Oczywiście uczę dziecko jeździć ulicami, by się nie bało ruchu drogowego i pokazuję, że można jeździć ulicą, że wcale nie potrzeba ścieżek.

    • Nikt nie chce Ciebie przymusić do jazdy w kasku. I nikt z Ciebie nie drwi, że bez niego jeździsz, bo niby czemu miałoby tak być. Ale Ty już sobie pozwalasz na złośliwości i przytyki. Nie tędy droga.

      Jeżeli chodzi o pasy w samochodzie, to śmiało możesz ich nie zapinać. Ale polecam to robić tylko wtedy, gdy jedziesz sam. W przeciwnym wypadku, to żaden problem spotkać się z pasażerami, zderzając np. głowami: https://www.youtube.com/watch?v=FU12n1sdLx0

      • Dodałbym, że obecnie niezapinanie pasów bezpieczeństwa (lub złe zapięcie) w samochodzie z poduszkami powietrznymi, to proszenie się o poważne urazy nawet przy głupiej stłuczce. Nie bez powodu niektórzy producenci (np. Honda/Acura w USA) tak konfigurują elektronikę w niektórych modelach, że poduszki się dezaktywują i pojawia się ostrzeżenie, gdy kierowca/pasażer niepoprawnie siedzi na fotelu, lub nie ma zapiętych pasów.

        • To zdecydowanie za mało. Pojazd powinien odmawiać jazdy gdy wykryje, że ktoś nie zapiął pasów lub zrobił to niewłaściwie – niczym winda, gdy jest przeciążona.

      • 1. Nikt nie chce mnie przymusić? W tym wątku 90% chętnie by wszystkich przymusiła, posłowie mieli też takie pomysły. Co jak co, ale chętnych do zrobienia innym dobrze jest masa. Uszczęśliwiacze na siłę.

        2. Co do pasów – znam osobiście dwa przypadki gdy ludzie przeżyli dzięki niezapiętym pasom, znam też przypadki gdy pasy pomagały. Sam miałem kilka stłuczek – mniej lub bardziej poważnych (żadna z mojej winy, jedna wczoraj), w trakcie żadnej pasy nie napięły się. Niech to będzie kwestia wyboru – straszenie ludzi filmikami o tym co się dzieje podczas wypadków nie działa. Ludzie muszą sami chcieć tego używać, inaczej to jest nakładanie kagańca – „nie chcecie być bezpieczni? no to was będziemy karać!”

        3. Drwię? Nie drwię – to naturalna obserwacja tego, co się dzieje dookoła. W takim kierunku to zmierza, w końcu ludzie szalejący na rowerach mają zbroje, ochraniacze na kolanach, ale ktoś wpadnie na pomysł, by może to innym rowerzystom wcisnąć na ciało, bo skoro pomaga w sportach ekstremalnych to i tu pomoże. Podobnie z „bezpieczeństwem”. Jako dziecko i jako dorosły człowiek – zdarzało mi się jechać w bagażniku, bo nie było wolnych miejsc. Jako dziecko – to była frajda, jako dorosły – konieczność – z punktu widzenia bezpieczeństwa współczesnego Policja zabrałaby prawo jazdy.

        4. Kontynuując drwinę. W młodości jako dzieciak jeździłem bez pasów, fotelików, kolega jeździł na tylnym siedzeniu „malucha” obok namiotów, śpiworów i puszek z jedzeniem do Bułgarii, a teraz Justyna Kowalczyk – tak, tak Justyna Kowalczyk sama przyznała, że w samochodzie między miejscami startów – LEŻY NA PODŁODZE i śpi podczas jazdy – czy to nie straszne?

        Drogi autorze – nie twierdzę, że Ty chcesz przymuszać, ale niestety większość ma naturę essesmanów – jak coś jest dla nich dobre to inni też muszą.

    • parę frazesów i tęp lud wierzy że bez kasku by jakiś Kowalski zginął. Dzięki za powiew zdrowia w oparach absursdu. Jedyna kwestia w której się nie zgadzam (choć parę lat temu się zgadzałbym) to zapinanie pasów a mianowicie jest sytuacja gdzie niezapięty pas może zaszkodzić i to niestety na zawsze kierowcy z naprzeciwka. Wtedy gdy osobnik z niezapiętym wleci mu do auta. Ale nie o pasach gadamy tylko o kaskach więc to całkiem inna sprawa. Nie dla kasków!! Ale jak ktoś chce to niech sobie nawet worek piasku na głowę włoży. Nie moja sprawa, mnie do kasku nie przymuszać!

      • Pasy, kaski itd. to pokłosie strachu przed incydentami. Dziadkowie nie mogą wziąć wnuka do sklepu w centrum miasta, „bo nie ma fotelika”, jednocześnie magicznie problem znika gdy np. dziecko jedzie taksówką, autobusem… To nie jest problem li tylko kasków – to jest problem bardzo szeroki.

        Ulewa, jadę samochodem, na przystanku PKS matka z dzieckiem – dylemat – wziąć, czy nie wziąć, bo akurat wyjąłem swój fotelik.

        Jestem przy granicy południowej z dzieckiem na rowerach – przejeżdżam granicę – nagle dziecku coś zagraża i opiekuńcze państwo czeskie ukaże mnie mandatem (pohutka?).

        Albo gdybym był szczęśliwym posiadaczem czworaczków w wieku lat 3 to muszę sobie kupić samochód 7 miejscowy, bo jeżeli przypnę pasami 4 do tylnego siedzenia to coś im się stanie?

        Kaski dla mnie to jeden z absurdów, które jak nie teraz to za czas jakiś zostaną wprowadzone. Co do tego jestem pewny, przed 2020 rokiem ktoś zrobi to dla dobra wspólnego w Polsce.

    • Miałam takie podejście jak ty, a właśnie siedzę na oddziale ratunkowym, bo przywaliłam głową o beton na dzisiajszej jeździe. Jak to się stało? Głupio. Było ciemno, a ja zagapiłam się i zahaczyłam o zaparkowany samochód. Na reakcję było za późno. Przekoziołkowałam przez kierownicę, spadając centralnie na głowę. Wiem teraz, że kask uratował mi życie, bo przy takim upadku nie było szans, żebym nie rozłupała czaszki. A tak skończyło się tylko na niegroźnym złamaniu w okolicy łokcia. W ciągu miesiąca się zagoi.

      Podobnie jak Łukasz już nigdy nie siądę na rower bez kasku.

      • daruj sobie podsycanie strachu u innych, mamy ci współczuć że spadłaś z rowerka czy mamy uczyć się na twoich błędach i popadać w lęki? Dziękuję, ja się uczę na swoich błędach i nikt mi tego nie zakaże.

        • Podsycanie stachu? Nie, po prostu napisałam, jak było. To twoja sprawa, czy będziesz nosić kask czy nie. Pisałeś jednak o indokrynacji. Taka to indokrynacja, że ludziom te kaski rzeczywiście ratują życie? Tobie do tej pory nie zdarzyło się upaść na głowę, ale czy to znaczy, że taka sytuacja nie może się zdarzyć? Też mi się zdarzało spadać „niezliczoną ilość razy”, ale w końcu moje szczęście się skończyło i spadłam pechowo.

      • Przepraszam, ale jak można nie zauważyć samochodu? :-)

        Twój wpis przypomniał mi się niedawny wypadek w Gdyni (z września), kiedy rowerzysta przewrócił się i uderzył z całej siły w śmietnik. Oczywiście, rozgorzała dyskusja „a jakby miał kask…”.

        Dopiero jak zwróciłem uwagę, że koleś jechał po dziurawym chodniku, zamiast po pustej, lokalnej ulicy i to z taką prędkością, że uszkodził oraz przewrócił betonowy (!) kosz na śmieci, to parę osób dopiero się zastanowiło, że problem leży dużo głębiej (widziałem parokrotnie skutki zderzenia auta z takim koszem przy prędkościach „parkingowych” i żadnemu kierowcy nie udało się go przewrócić).

        Niektórym najwyraźniej włącza się jakiś tryb „nieśmiertelności” jak wsiądą na rower, kask niewątpliwie przydatny, nie ochroni przed skręceniem karku, czy najechaniem przez samochód. Jak widzę niektóre „akrobacje” rowerzystów w mieście, to zastanawiam się gdzie jest granica. Nie mogę doczekać się zimy, kiedy pogoda odsieje większość z nich i jest bezpieczniej na DDRach.

        Tak trochę dygresyjnie.

          • A faktycznie. Kolega przypomniał mi o wypadku sprzed kilku lat, kiedy rowerzysta na szosówce uderzył w zaparkowaną ciężarówkę (zginął na miejscu).

            Z drugiej strony ludzie nie zauważają tramwajów, a to duże, jedzie jednostajnie i raczej tory podpowiadają jak pojedzie… czyli wszystko jest możliwe.

          • A może dlatego, że byłam zmęczona po całym dniu jazdy? Że było już ciemno i słabo było widać mimo lampek? Że mam szybki, zwrotny rower na szosowych oponach, na którym chwila nieuwagi może dużo kosztować? Że samochód był źle zaparkowany, przez co dosłownie wyrósł mi na drodze? Że wystarczą 3 sekundy, by patrzeć w dół na drogę albo licznik rowerowy, zamiast do przodu, by w coś przydzwonić? O wypadek naprawdę nie trudno ani samochodem ani rowerem.

          • Już nie chwal się że spadłaś z rowerku, nie chcę tego już czytać i wątpliwe że kogokolwiek prócz ciebie to obchodzi.

          • Naprawdę musisz robić gnój z każdego wątku?

            Zgłoszone do admina.

          • A to niestety prawda, zdarza się. Zaskoczyłaś mnie jedynie z tym że trafiłaś w samochód, bo ja jeżdżę dla odmiany „defensywnie” bo jednak do Holandii nam daleko i trzeba myśleć też za kierowców. Jeżdżąc po ulicy bardziej się obawiam przetrąconego kręgosłupa jak niekiedy auta mijają mnie na milimetry niż urazu głowy. Podejrzewam, że to kwestia napotykanych sytuacji.

            Najważniejsze, że obyło się bez poważniejszych urazów. :-)

          • Pierwszy raz mi się coś takiego przydarzyło, więc też siebie zaskoczyłam :D Generalnie staram się bardzo uważać i mieć oczy dookoła głowy, ale widać, czasem to za mało. A o przetrącony kręgosłup też się boję ;) Nieraz samochody zmuszały mnie do zejścia na chodnik z powodu mijania na gazetę albo przekraczania prędkości (znak wskazuje 30 km/h, a wariaci pędzą 60 km/h :/). Bo nogę czy rękę można złamać i żyć dalej. Ale z pękniętą czaszką czy złamanym kregosłupem niestety nie wstanie się i nie pójdzie dalej.

  • Ja bym się bał jeździć bez kasku. Jeśli coś daje chociaż 1% większych szans na wyjście z wypadku bez szwanku, to warto to mieć. Tak samo na stoku narciarskim jakbym jeździł bez kasku, to nie wiem, czy jeszcze bym żył. I wcale nie wynika to z tego, że nie umiem jeździć, po prostu nigdy nie da się przewidzieć, czy ktoś w ciebie nie wjedzie. Zresztą kaski nie są takie złe, idzie kupić całkiem ładny. Ja mam na rower kask Catlike, a na stok taki kupiony w Decathlonie.

  • Jeżdżę wszędzie w kasku oprócz do szkoły- zniszczyliby go i wysmiewali, szkoda mi bo drogo kosztował :p treningi i inne przejażdżki zawsze w kasku

    • Czyli mówisz, że w szkołach nic się nie zmieniło… Kilka razy w licealnych czasach pojechałem rowerem do szkoły. Raz mi powietrze spuścili, więc nasmarowałem nakrętki wentyli smarem grafitowym i problem się skończył ;)

      Nie daj się wyśmiewać za kask, to jest Twoja głowa i możesz dbać o nią, jak tylko chcesz. Ze mnie się ostatnio „śmiał” jakiś frajer, któremu zwróciłem uwagi, że po ciemku jeździ bez oświetlenia. Nie chciałbym się śmiać na jego pogrzebie (odpukać, bo nikomu tego nie życzę).

  • Z tymi argumentami, to jest tak, że zawsze znajdą się lepsze. Konkretnie, jeżdżę, oprócz roweru, także na motocyklu. Każdy motocyklista powie ci, że kask nie chroniący szczęki to gówno, a nie kask, bo większość urazów to twarz. Więc tak naprawdę konsekwentnie należałoby nawoływać, żeby rowerzyści nosili kaski ze szczęką na wzór krosowych. Szybki nie wymagam, bo mamy okulary :) Kiedyś nie było kasków rowerowych i ludzie jakoś funkcjonowali, ja osobiście jeżdżę na rowerze 25 lat i nigdy nie przywaliłem głową, a leżałem wielokrotnie. Więc tak naprawdę kwestia jest taka – na coś trzeba umrzeć i nie ma sensu zabezpieczać się od wszelkich ewentualności, bo wtedy wszyscy chodziliby po ulicach ubrani jak ludzik Michelin.

  • Tak odgrzewając stary kotlet:

    http://www.ecf.com/wp-content/uploads/ECF-Helmet-brochure-2012-for-web.pdf

    (link pojawił się przy okazji kolejnej inteligentnej dyskusji w tym temacie na Facebooku).

    I pozdrawiam wszystkich myślących, którzy są świadomi zalet i wad kasków. Bez histerii i ignorancji (odpowiednio po każdej ze stron). Zauważyłem taką zależność, że tacy rowerzyści mają dziwnie bardzo mało „przygód” z kierowcami i samymi sobą. A co trzymają na swoim czerepie to inna sprawa. :-)

  • Gdyby nie kask to roztrzaskałabym wczoraj głowę :(
    Przejeżdżając przez tory kolejowe rower stracił przyczepność i położył się bokiem a ja wystrzeliłam z roweru na bok głowy i twarz. Usłyszałam straszny trzask kasku, pomyślałam, że to mogłaby być moja głowa i dziękowałam Bogu, że głupota moja nie zwyciężyła i w ostatniej chwili sięgnęłam po kask wychodząc z domu. Przejechałam bokiem twarzy po asfalcie i wyglądam teraz dość ciekawie, rękawiczki uratowały mnie przed zdarciem skóry z rąk, otarty łokieć, zdarte kolano, żwir w ustach. zapamiętam na całe życie i nigdy nie wyjadę bez kasku !!!!!!!!!!!!!!!! Ten trzask kasku do dziś mi dudni w głowie….

  • Niestety i ja jestem przykładem że kask warto mieć, teraz po wypadku nawet jak jadę po mleko za róg to zakładam kask. To że my jeździmy dobrze nie znaczy że inni tak dobrze jeżdżą. W moim przypadku auto zajechało drogę efekt taki że miałem kilka szwów nad brwią blizna do końca życia. Najgorsze że 1 dioptria mi poleciała w lewym oku. Jeździjmy w kaskach i cieszmy się naszą rowerową pasją

  • Miałem wypadek na rowerze w którym straciłem jedynki. Oczywiście byłem wtedy bez kasku. Ścigałem się wtedy z kolegą, który żeby wygrać zajechał i drogę. Dałem po przednim hamulcu i wyleciałem przez kierownicę. Lekarze mówili, że to cud, że wogóle przeżyłem. Od tamtej pory zawsze mam kask. Oczywiście jak sobie jeżdżę po osiedlu, czasami mi się zapomina albo nie chcę go brać, bo poci mi się głowa. Ale jak jadę do sklepu czy do szkoły, to mam go zawsze.

  • Jednym z najczęściej powielanych kłamstw o kaskach rowerowych jest twierdzenie, że w rowerowej Europie jeździ się w kaskach i te kaski cieszą się powszechną akceptacją ze strony rowerzystów. W praktyce jest dokładnie odwrotnie.

    Jaki procent rowerzystów nosi kaski w „zroweryzowanych” krajach UE?
    Badania Europejskiej Federacji Cyklistów wskazują, że niewielki:
    – Holandia – 0,1 %
    – Niemcy – 2 %
    – Francja – 2,4 %
    – Dania – 3 %

    – Wielka Brytania – zaledwie 22%

    Cytat za ibikekrakow.com

  • Nigdy nie nosiłam kasku, bo zwyczajnie mi w nich niewygodnie. Nawet jak jeździłam konno, to mnie kask wkurzał, ale w tym przypadku nie byłam na tyle szalona, żeby go nie włożyć. W ogóle nawet czapek w zimie nie noszę na rzecz kaptura, bo nie lubię, a w lato zakładam na głowę najwyżej apaszki ^^

    Przyznam jednak, że coraz więcej jeżdżę na rowerze i czasem mam pewne obawy — szczególnie podczas dróg o większym ruchu / dozwolonej prędkości, bo do kierowców nie mam za grosz zaufania. Z drugiej strony, jadąc po ścieżkach rowerowych w lasach / parkach, czy po ubitych drogach, ciężko mi widzieć potrzebę noszenia kasku. Zdarzały się wywrotki, pewnie, ale mam na tyle szybki refleks, że nawet spadając z konia, spadam w odpowiedni sposób, nie robiąc sobie krzywdy.

    Raz nawet przy rowerowej wywrotce zrobiłam fikołka w powietrzu, upadając na stopy i dłonie ^^ (za mocno pociągnęłam za przedni hamulec i mnie wywinęło do przodu). Natomiast jak mi się podwinie koło na konarze, mam tendencję do zeskakiwania w bok, zanim wypierniczę się z całym rowerem. Ale możliwe, że w końcu się na kask zdecyduję z racji możliwej stłuczki z innym rowerem / samochodem.

    No i jeśli kiedyś uda mi się śmigać z takimi prędkościami jak szosowcy, to nawet się nie będę zastanawiać ;P

    • Jeżeli chodzi o kwestię wygody kasku, to jeżeli będziesz kupować, musisz poświęcić trochę czasu na połażenie po sklepach i przymierzenie kilku modeli. Ja mam kask od wielu lat i co prawda zakładam go na głowę za każdym razem dopiero od roku (wcześniej sporadycznie to robiłem), to nigdy mi nie przeszkadzał. Trzeba po prostu dobrze dobrać kask do głowy.

  • Gdy siedzę za kółkiem jako kierowca to mam dokładnie odwrotne odruchy niż podane w argumencie (skądinąd debilne te argumenty). Kiedy widzę rowerzystę w kasku zawsze odwdzięczam się bardzo przepisową jazdą, zwalniam, wyprzedzam z ogromnym łukiem by mu nie przeszkadzać.

    Rowerzysta w kasku jest dla mnie bardziej widoczny na drodze i mam przed nim większy respekt. Kiedy widzę idiotę bez kasku to mam go w poważaniu niech walczy z wiatrem harpagan od siedmiu boleści. Wtedy wyprzedzanie robię w wersji middle (choć i tak bardzo uważam bo jako, że sam jestem rowerzystą to po prostu zawsze uważam na rowerzystów nawet bez kasku).

    Rękawiczki, okulary i kask to podstawa i przedmioty te mają często po kilka funkcji.
    Np.
    Kask po za bezpieczeństwem kask pomaga w lesie gdy przedzieramy się i na wysokości głowy pojawią się gałezie. Kask ma też daszek, który pomaga
    czasem pod slońce, pod deszcz itp.
    Rękawiczki pomagają jako ochrona dłoni ale także absorbują uderzenia od kierownicy (zwłaszcza gdy mamy sztywny wideł), poprawiają komfort jazdy, służą jako wycieraczki potu co na dużych dystansach jest ważne.
    Okulary nie tylko chronią przed intensywnym słońcem lub poprawiają kontrast i ocieplają ale też chronią przed owadami w lesie czy nadmiernym łzawieniem od wiatru.

    Bagatelizowanie podstawowego ekwipunku rowerzysty to przejaw niewiedzy, braku doświadczenia i głupoty.

    • „Rowerzysta w kasku jest dla mnie bardziej widoczny na drodze”

      ?!

      „Bagatelizowanie podstawowego ekwipunku rowerzysty to przejaw niewiedzy, braku doświadczenia i głupoty.”

      No to w samej Kopenhadze jeździ jakieś pół miliona głupich ludzi, w Holandii i Francji liczby idą w miliony. Oj dzieci, dzieci….

      • Tak jak napisałem, jak widzę rowerzystę w kasku to zdecydowanie ostrożniej podchodzę do niego na drodze i staram się zwracać uwagę na jego sytuację, kiedy go wyprzedzić by nie robić mu kłopotu itp. Jestem dla niego zwyczajnie życzliwszy bo wiem, że traktuje kwestię bezpieczeństwa poważnie, jest prawdziwym rowerzystą, dużo jeździ i mam dla niego szacunek. Dodatkowo kask poprawia widoczność rowerzysty.

        To, że 90% ludzi to płycizna umyslowa to oczywisty fakt i dotyczy to również Holandii, Francji i każdego kraju na ziemi. Powszechny dostęp do internetu tylko to potwierdza.

        • „To, że 90% ludzi to płycizna umyslowa to oczywisty fakt i dotyczy to
          również Holandii, Francji i każdego kraju na ziemi. Powszechny dostęp do
          internetu tylko to potwierdza.”

          Oj tak, potwierdza ^.

          BTW może wyjedź kiedyś z tego kraju cebuli i zobacz jak wygląda cywilizacja. Polecam. Zobaczysz jak tam wygląda „płycizna umysłowa”, bo skompromitowałeś się niesamowicie, bo widzę, że kompletnie nie wiesz o czym piszesz.

          BTW jak już mówimy o głupocie itp. Dla mnie największymi debilami są osoby, które mają wywrotki w mieście i nie wyciągają z tego wniosków. Sorry, ale ostatni raz miałem wywrotkę jak byłem głupim gówniarzem.

          W krajach „płycizny umysłowej” nie widziałem nikogo, kto miałby wywrotkę, a ruch jest dużo większy, rowerzyści jadą obok siebie w odległości kilkunastu centymetrów(!), wbrew pozorom nie powoli i wśród samochodów. Mówimy o miastach, gdzie w dzień, o każdej porze w ruchu masz od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy rowerzystów. Przez cały rok.

          Można? Można.

          Po takich wizytach wiem, że to polscy rowerzyści nie potrafią się zachowywać na drodze, a z techniką jazdy są na poziomie ucznia podstawówki w Holandii. Ale polscy janusze uważają się za najlepszych, zwalając winę na kierowców, infrastrukturę, pieszych i kogo się da.

          A trudno się przyznać do własnej głupoty.

          „Dodatkowo kask poprawia widoczność rowerzysty.”

          Jak? Odpowiesz na pytanie, czy nadal będziesz farmazony pisał?

          • W Polsce jadę sam, tam (NL, DK) jak sam piszesz i widać na załączanych przez Was w filmikach jeźdżą swoiste peletony. Dla mnie to właśnie stanowi różnicę w podejściu kierowców dupowozów do rowerzystów. Ponadto większość kierowców uważa, że rower jedzie na pewno bardzo powoli a niektóre jednak umieją szybciej:). Większość moich problemów wynika właśnie z tego (wymuszenia pierwszeństwa, zajeżdżanie drogi przed skrzyżowaniem zaraz po wyprzedzeniu) a nie z tego że się przewracam (Twoje insynuacje są żałosne). Jedynym moim błędem jest to, że czasem zachowuję się jak kierowca Kamaza a nie roweru – ale przecież nie będę się zatrzymywał przed każdy autem z prawej bo może mi nie ustąpi?? (przy założeniu że mam pierwszeństwo)

          • „Większość moich problemów wynika właśnie z tego (wymuszenia
            pierwszeństwa, zajeżdżanie drogi przed skrzyżowaniem zaraz po
            wyprzedzeniu) a nie z tego że się przewracam (Twoje insynuacje są
            żałosne).”

            Taka prośba, odwiedź kogoś znajomego w pogotowiu ratunkowym i zapytaj się z jakimi typowymi urazami do nich trafiają rowerzyści po wypadkach komunikacyjnych (nie mówię tutaj o sportowej jeździe, bo sam przyznasz, że to zupełnie co innego).

          • urazów głowy jest mniejszość ALE jak już jest to najtrudniej go wyleczyć i następstwa ciągną się długo, ręka zrośnie się po miesiącu a po trzech nie będzie boleć, kolega jeszcze po dwóch latach skarżył się na częste i mocne bóle po przygrzaniu makówą o stok
            co do potwierdzeń medyków to z ciekawości zapytałem kiedyś moją neurolog – utwierdziła mnie w powyższym
            a co do sportu – czy jazda 30-35km/h w ruchu to tylko bezpieczny transport czy coś więcej? wjeżdżając do Cieszyna jest ok. 1.5km zjazdu, prędkość pow. 50km i kilka podporządkowanych do minięcia – chciałbym choć raz tam zjechać nie myśląc za innych:)

          • Że urazy głowy, choć rzadkie, to często są poważne, to mnie zaskoczyło, że na oddział ratunkowy w najgorszym stanie trafiali rowerzyści z urazami wielonarządowymi (czy jak to się fachowo nazywa). Łatwo się domyśleć, że po spotkaniu z samochodem. Gdyby ktoś wymyślił jakiś patent na to, to byłby bogaty.

            A tak pozostaje nam:

            ” chciałbym choć raz tam zjechać nie myśląc za innych:)”

          • Oj zawiało kompleksami, oczywiście polscy rowerzyści są gorsi bo są z Polski. Najwyraźniej to ty nigdzie jeszcze nie byłeś po za krajem zesłania emigracyjnego skoro takie pierdoły piszesz.

            –„W krajach „płycizny umysłowej” nie widziałem nikogo, kto miałby wywrotkę, a ruch jest dużo większy, rowerzyści jadą obok siebie w
            odległości kilkunastu centymetrów(!)”–

            Hahahaha tia, takie rzeczy to tylko w Chinach :D

            W Polsce też mamy przykłady takich peletonów rowerzystów jadących z zakładzików przy małych mieścinach po pracy i tam też „nie widziałem” żadnego wypadku. Za to zapraszam do takiego peletonu np. w Poznaniu na rondzie JNJ gdzie metrowej szerokości ścieżka zaczyna się wuj wie gdzie jakieś 20m przed rondem i dosłownie wyrzuca rowerzystów na dwupasmówkę zaraz za sygnalizacją. Na bank cały holenderski peleton przejedzie to zgodnie z przepisami bo przeciez to wyższe formy ewolucji ahahahah rozbrajasz mnie człowieku :D

            To jak kask poprawia widoczność bo to jest prawdopodobnie po za twoim poziomem percepcji jeśli tego nie zauważasz jakie mają formy wizualne kaski i jak zmieniają sylwetkę rowerzysty.
            Do tego kaski mają często jaskrawe kolory, specjalne naklejki i na pewno są elementem wyróżniającym się w ruchu drogowym jak kamizelki, odblaski i inne elementy ostrzegawcze.

            –„BTW jak już mówimy o głupocie itp. Dla mnie największymi debilami są
            osoby, które mają wywrotki w mieście i nie wyciągają z tego wniosków. „–

            Dla mnie największymi debilami są osoby, które nie wygrały w totolotka i wypełniają kupon ponownie.

            To teraz pytanie do Ciebie znawco: miałeś kiedyś wywrotkę w mieście? Rozumiem, że jeśli tak to Twoim wnioskiem jest własnie zaniechanie jeżdżenia z kaskiem? GRATULACJE

            Co do bezpieczeństwa w mieście to zależy w ogóle o jakim mieście mówimy bo są miasta bardziej mniej przyjazne rowerzystom. Widać od razu, że nie masz zielonego pojęcia o czym piszesz. Z rowerem masz tyle wspólnego co ja z lotami na marsa. Twój udział w tej dyskusji można skwitować jako hejterstwo.

            A tak szczerze: jestes taksówkarzem prawda?

          • A i owszem kaski mogą zwracać uwagę swoimi kolorami i wzorami tu nie ma wątpliwości. Tak jak i koszula. No ale jak nie widzisz wystarczająco użytkownika drogi bo nie ma kasku to kto cię puścił na drogę? A jeszcze teksty typu „nie ma kasku to mam go w poważaniu niech walczy z wiatrem harpagan od siedmiu boleści.
            Wtedy wyprzedzanie robię w wersji middle (choć i tak bardzo uważam bo
            jako, że sam jestem rowerzystą to poprostu zawsze uważam na rowerzystów
            nawet bez kasku” Może czas przesiąść się do MPK? nawet nie saugeruję jazdy na rowerku bo jeszcze innych użytkowników drogi nie zauważysz (albo celowo będziesz miał w dupie bo jeżdzą bez kasków)…

          • Kaski nie mogą tylko ZAWSZE zwracają uwagę kierowcy i wzmacniają efekt respektu przed rowerzystą na drodze i to chciałem właśnie podkreślić to pisząc. Co natomiast ty chcesz osiągnąć obrażając mnie? Odpowiedz sobie sam na jakim poziomie merytorycznym stoi Twoja wypowiedź.

          • Na podstawie czego twierdzisz że kask zawsze zwraca uwagę kierowcy? I jak to się przekłada na respekt?
            W żadnej dziedzinie życia nie ma rzeczy która ZAWSZE działa. Może wpływać mniej lub bardziej znacząco na coś ale nie w 100 procentach.

          • Podobnie jak nie zawsze musisz zobaczyć, że masz czerwone światło przed sobą? Ach to wersjonowanie faktów, relatywizm dla koleżków z blożka… nigdy nie bijmy się w pierś, nikt z nikąd nie moze mieć racji, trzeba zawsze znaleźć 1%, który obali wpis natręta bo prawda leży zawsze po naszej stronie. Jakie to żenujące…

          • Uwaga, nie karmimy trolla, poszukałem w Sieci i widzę że jest ciężko z tym panem.

            Zgłoszone do Łukasza.

          • Ja nie jestem niczyim koleżką. Zawsze i nigdy to słowa, jak parę innych, które nic nie mają wspólnego z życiem/rzeczywistością itd. Zmuś się troszkę, poczytaj więcej komentarzy to zauważysz że jeżdżę w kasku, bez względu na to czy to miasto czy teren.
            Gdybyś napisał że kask zawsze zwraca TWOJĄ uwagę to można się zgodzić.

          • Dobrze, dziękujemy koledze za gościnne występy, ale na Rowerowych Poradach obrażanie innych osób nie jest mile widziane. Gorące dyskusje – tak, wyzywanie personalnie od idiotów i wysyłanie do szpitala – nie.

            Masz swoje zdanie, inni mają swoje. Można na ten temat pogadać, a nie spieniać się niepotrzebnie.

          • „Kaski nie mogą tylko ZAWSZE zwracają uwagę kierowcy i wzmacniają efekt respektu przed rowerzystą na drodze”

            Kurczę, ktoś coś pisał, niemal słowo w słowo, niedawno podobnego: Kask->respekt->profesjonalista… I było także coś o rękawiczkach i okularach.

            To już naprawdę przestaje być śmieszne.

            @disqus_7CAgtcsZTa:disqus zrobił się śmietnik, IMO ostatnie dwa-trzy dni powinny pójść na śmietnik.

          • nie powinno póść na śmietnik – Wasza pyskówa jest świetnym obrazem obrazem relacji na polskiej drodze

          • „Oj zawiało kompleksami, oczywiście polscy rowerzyści są gorsi bo są z
            Polski. Idź się leczyć człowieku, najwyraźniej to ty nigdzie jeszcze nie
            byłeś po za krajem zesłania emigracyjnego skoro takie pierdoły piszesz.”

            Oj uwierz mi, że byłem.

            Widzę co się dzieje na DDRach w Gdańsku jak jest więcej niż kilkanaście osób czekających na światłach. Widziałem co jest na DDR w Amsterdamie gdy na światłach czeka 30-40 osób. Widziałem też jak masa rowerzystów w Holandii potrafi współdzielić drogę z autami, a droga ma 2,5 metra szerokości (centrum). Widzę w Polsce jak rowerzyści nie potrafią korzystać z kontrapasa (nagminne) i DDR jednokierunkowego. Śluza rowerowa to abstrakcja. Generalnie, umiejętność współdzielenia drogi jest największym problemem.

            „Na bank cały holenderski peleton przejedzie to zgodnie z przepisami bo
            przeciez to wyższe formy ewolucji ahahahah rozbrajasz mnie człowieku :D”

            No właśnie zabawna rzecz; z zeszłych wakacji na DK22 (ciągnie się chyba od Malborka do Chojnic, średnio przyjazna droga dla rowerzystów), drogą zapierdziela rodzinka: dwoje dorosłych, jedno dziecko w przyczepce, drugie, chyba nastoletnie już jedzie samodzielnie. Typowi sakwiarze. Zgadnij z jakiego kraju?

            Tabuny niemieckich turystów na drogach to drugi przykład. Łatwo poznać obcokrajowców z rowerowych krajów. Jadą ulicą, przy okazji mało chaotycznie, pod tym względem w zasadzie tylko właściciele szosówek i sakwiarze zachowują się podobnie: płynnie, swoim tempem, wystarczająco daleko od brzegu drogi, że są dobrze widoczni i nie utrudniając ich wyprzedzania.

            „To jak kask poprawia widoczność bo to jest prawdopodobnie po za twoim
            poziomem percepcji jeśli tego nie zauważasz jakie mają formy wizualne
            kaski i jak zmieniają sylwetkę rowerzysty. ”

            Aaaa, no patrz, myślałem że do tego są odblaski i światła, gdyż są skuteczniejsze. W PORD mnie oszukali.

            BTW Jakoś mało kasków ma solidne odblaski (porównywalne do tych na ubraniach). W każdym razie ciekawa interpretacja i cieszę się, że odpowiedziałeś na pytanie.

            „To teraz pytanie do Ciebie znawco: miałeś kiedyś wywrotkę w mieście? ”

            Nigdy, przykro mi.

            „Z rowerem masz tyle wspólnego co ja z lotami na marsa. ”

            Uhm. Przyznaje się bez bicia, mało jeżdżę: co prawda cały rok, ale do pracy mam zaledwie 24km. Co podług osiągów jednej z osób, którą znam z widzenia jest przeciętny wynik.

            „A tak szczerze: jestes taksówkarzem prawda?”

            Nie, przykro mi.

          • „Nigdy, przykro mi.”

            I tu mamy odpowiedź na pytanie o Twoje doświadczenie w temacie. Jest żadne. Po co zabierasz głos w dyskusji? Należysz do typowej grupy osób, którzy zawsze najlepiej jeżdżą i zawsze wiedzą co ich czeka na drodze, wszystko kontrolują i nigdy nie będą mieli wypadku.

          • W każdym razie radzę Ci, zobacz jak to wygląda na Zachodzie i spróbuj jeździć tak samo i u nas. Zdobędziesz ciekawe i wartościowe doświadczenie. Nadal podtrzymuję tezę, iż polscy rowerzyści są najgorszymi, porównując ich do krajów „starej” Europy. I nie piszę tylko o przestrzeganiu przepisów, ale umiejętności jazdy w mieście w ogóle. Kierowcy są przy nich niemal święci.

            Ale — z drugiej strony — jeśli doświadczenie mierzyć ilością upadków, to mamy chyba samych ekspertów. :D

            Ja jednak się cieszę, że przy moich dystansach w mieście nie mam jakiś stresujących sytuacji, o upadkach nie wspomnę. Przy zmianie nastawienia jakoś przyjemniej mi się jeździ, bez obawy, że coś mnie potrąci, albo ja kogoś uszkodzę. A chyba w jeździe chodzi o to aby jeździć, co nie?

            „Należysz do typowej grupy lekkomyślnych pajaców, którzy zawsze najlepiej
            jeżdżą i zawsze wiedzą co ich czeka na drodze, wszystko kontrolują i
            nigdy nie będą mieli wypadku.”

            Niemniej, myślę że czas zakończyć dyskusję; zniżyłeś ją do żenującego poziomu.

          • Wiele kasków ma bardzo proste kształty, jest w kolorze czarnym. I to bez względu na to czy jest to kask szosowy, „miejski” czy mtb. Są to produkty także znanych producentów.

            http://www.giro.com/eu_en/products/men/helmets/urban.html

            Tu produkty Giro z działu urban. W przeciwieństwie do mtb czy szosy forma jest bardzo prosta, minimalistyczna wręcz. Tylko 3 modele z całej kolekcji mają opcjonalnie kolor żółty „sygnalizacyjny”.
            Kask nie zmienia sylwetki rowerzysty.

            I cokolwiek twierdzisz na temat ichniej płycizny umysłowej: kultura poruszania się po drogach i świadomość ludzi POD TYM względem jest na innym – wyższym poziomie.
            Podstawowym powodem różnicy jest to że w krajach płycizny kierowca samochodu bardzo często jest też rowerzystą. Będąc w obu rolach zmienia się sposób postrzegania pewnych rzeczy i podejscia do nich.

          • „Tu produkty Giro z działu urban.”

            Ooo, ktoś zwrócił uwagę na fakt, że są kaski z myślą o mieście. Co prawda, ktoś powie, że to tylko nabijanie kasy i każdy się nada, ale zdecydowanie nie. Jakbym się zdecydował na kask, to zdecydowanie na tego typu.

            Abus także ma coś w swojej ofercie. A jakby ktoś kiedyś by szukał jak ja, to największy — jak na razie — wybór jest tutaj:
            https://www.rowerystylowe.pl/c-279/miejskie-kaski-rowerowe

            powiem szczerze, że niektóre na tyle mi się podobają, że nawet kiedyś być może się skuszę. Warto też odwiedzić sklepy stacjonarne będąc w Francji/Belgii itp. (ale w Holandii kask jest rzeczą nieznaną), drogie, ale fajne.

            „Podstawowym powodem różnicy jest to że w krajach płycizny kierowca
            samochodu bardzo często jest też rowerzystą. Będąc w obu rolach zmienia
            się sposób postrzegania pewnych rzeczy i podejscia do nich.”

            Ooo tak, w Brukseli kierowcy czasem mają różne „fazy” (choć daleko im do nas). Ale rowerzysta czy pieszy jest nietykalny i absolutnie nikt nie parkuje na chodniku. Ci drudzy też nie odwalają takich numerów jak u nas: przejeżdżanie na czerwonym (inna sprawa, że chyba mogą na swoją odpowiedzialność) czy przejściu dla pieszych nie należy do rzadkości, ale na ulicy wiedzą gdzie ich miejsce.

          • Oczywiście, że zmienia sylwetkę, zarys głowy jest o +3-4 większy a to daje naprawdę dużo.
            Czarne kaski tak samo robią wieksze wrażenie na drodze niż ich brak.
            Nie pisałem tutaj ARTYKUŁU o ochronie w DH/enduro i daleki byłbym od tego.

            Kolejny wpis tylko po to żeby sie przyczepić i naprawdę nie wiem co chcecie udowadniać, ze kaski są bez sensu?

            Ty lepiej o kulturze już nic nie pisz człowieku bo podobnie jak retszta dyskutantów tutaj się skompromitowałeś.

            Żenada i opuszczam kółeczko wzajemnej adoracji w myśl zasady „nie dyskutuj z idiotą…”

          • „Oczywiście, że zmienia sylwetkę, zarys głowy jest o +3-4 większy a to daje naprawdę dużo. Czarne kaski tak samo robią wieksze wrażenie na drodze niż ich brak.[…]”

            looool. Człowieku, jestem Twoim idolem. :D

            „Żenada i opuszczam kółeczko wzajemnej adoracji w myśl zasady „nie dyskutuj z idiotą…””

            Ale posprzątaj po sobie, proszę. Najlepiej z kolegą podpisującym się jako „Wojtasss”. :-)

          • Nie, jedynie że to co piszesz jest momentami bez sensu, a nie wszystko.
            Na drodze raczej nic nie robi wrażenia. Jeśli już to na użytkownikach dróg i to nie na wszystkich.
            Znam kilka osób które w mieście miały wypadek, kolizję z samochodem. Wszystkie miały na głowach kaski,każda ubrana w rowerowe ciuchy, niektórzy w specjalne ciuchy do jazdy miejskiej (fluorescencyjne, zintegrowane oświetlenie w kaskach, w kurtkach), widoczność też była dobra. Takie wrażenie zrobili że skończyło się wypadkiem. Kierowcy nie byli pijani, nie mieli wad wzroku. Dlaczego tak się stało? Bo widocznie czynnik ludzki bywa bardziej problematyczny.
            I uświadom co znaczy +3-4 większy.

    • nikt nie napisał że kask nie ma zalet a i owszem w niektórych formach uprawiania sportów rowerowych się sprawdza np. enduro, downhill, kolarstwo ale wprowadzenie obowiązku oznaczałoby że wszyscy będą z tego rozliczani również osoby jeżdżące po lasach rekreacyjnie, parkowi niedzielni turyści czy rasowi rekreacyjni rowerzyści co jest komedią (w enduro i kolarstwie do kasku nie trzeba nikogo ustawą zmuszać – KAŻDY sam potrafi ocenić ryzyko) a to to samo jakby rozliczać kierowcę miejskiego za brak kasku (takiego jak noszą kierowcy rajdowi)
      Mamy za dużo ustaw więcej debilnych nam nie potrzeba. I tylko o to chodzi

      Kombinezon płetwonurka czy kurtka puchowa też się sprawdziłyby na rowerze kiedy jest zimno bo świetnie chronią przed zimnem ale zmuszanie do jazdy w nim ustawą byłoby co najmniej debilne. Tak samo jak pisanie że ten kto nie jeździ w … to bezmyślny kretyn i amator.

      • W enduro i downhillu?

        O czym my tu piszemy? To są dyscypliny gdzie stosuje się extremalne środki bezpieczeństwa. Tam głupcem jest ten, kto wyjeżdża bez integrala, zbroi lub ochraniaczy na całym ciele a nawet z tymi środkami są to dyscypliny ekstremalne i skrajnie niebezpieczne.
        Mówimy tu o zwykłym kasku dla rowerzystów jadących w ruchu drogowym i na leśnej ścieżce. Daleki jestem od postulowania obowiązku, też nie lubię przepisów i tego nie proponuje. Wskazuję tylko na głupotę nie stosowania kasku przez zwykłego rowerzystę. No ale jak ktoś myśli, że rower może kosztować 300 zł to kask jest dla niego nieosiągalnym kuriozum. Dla mnie to przejaw debilizmu i tyle. Zwłaszcza, że taki świeżo upieczony rowerzysta ma często później skłonności do szarżowania i pokazywania czego ten jego cud za grosze z dziwną sprężynką w ramie nie potrafi.

        • Kaski enduro to nie są kaski integralne. Są to bardziej rozbudowane kaski otwarte. Integrale są stosowane przez niektórych użytkowników, jednak również producenci fullfejsów nie uwzględniają ich w tej kategorii. Zbroja od bardzo dawna nie jest stosowana jako środek ochrony w dh czy enduro, nawet wśród profesjonalistów. Ochraniacze na piszczele/kolana i na łokcie, owszem. Nie uważam że to kwestia mody ewentualnie głupoty.

      • I byłbym daleki od stwierdzenia, że każdy potrafi ocenić ryzyko. To jakiś farmazon i twierdzenie, że każdy jest jasnowidzem.
        Jeden drobny przykład z życia wzięty: Śmiem twierdzić, że rzadko który rowerzysta miał okazję zderzyć się z problemem śmiesznie łagodnego zjazdu po drodze polnej przeoranej przez naprawdę ciężki sprzęt budowlany. Jedna utwardzona, zwirowa koleina potrafi być pułapką dla rowerzysty. Dostanie się w koleinę, która sie tylko pogłębia oznacza brak możliwości wydostania się z niej. Gdy stracisz balans nie możesz zachamować bez ruchu korygującego a jeden drobny ruch podtrzymujący rownowagę może oznaczać zderzenie ze ścianką koleiny i lot przez kierownicę z prędkościa 35km/h.

        Dla rowerzysty bez kasku zagrożenie jest śmiertelne, ja miałem tylko zdartą skórę na obu ramionach. Oczywiście kalkulowałem ryzyko jak każdy… tylko, że mialem kask, czy rzeczywiście kazdy by go założył wiedząc, ze będzie jeździl spacerkiem po lesie?

  • Kask jeśli ma pomóc w jednym przypadku na 100 wypadków to i tak warto go mieć, czasem może uratować życie lub zdrowie czasem nie lecz jeśli pomoże w tym jednym przypadku wolę go mieć i jak już pisałem ludzie patrzą na Ciebie jak na profesjonalnego rowerzystę a nie żula na rowerze to widać i czuć i nawet kierowcy patrzą inaczej jak jedziesz w kasku i ubraniu rowerowym a nie w bawełnianej koszulce i bez kasku

    • Jak kask jest miarą profesjonalizmu, to chyba wolę być tym żulem.

      „Kask jeśli ma pomóc w jednym przypadku na 100 wypadków to i tak warto go mieć”

      I na tej samej zasadzie: ochraniacze na kolana i łokcie, gumiaki izolujące od podłoża (dotkniesz uszkodzonego kabla i żegnaj: kiedyś taki leżał na drodze po burzy jak jechałem później rowerem), defibrylator (AED — bardzo mądra rzecz; powinny być wszędzie) i tysiące innych rzeczy, bez których boję się wyjść (o jeździe nie wspomnę) na ulicę w Polsce. Myślałem jeszcze go gazie pieprzowym (oj może uratować życie i zdrowie).

      Nie mogłem się powstrzymać i nie skomentować tego. :D

      • Człowieku twoja wypowiedź brzmi jak wypowiedż totalnego laika ja yczestniczę często w maratonach rowerowych, mieszkam w Beskidzie Wyspowym a na rowerach zjadłem zęby. Ale nie chodzi tu o przechwałki, mam zjechać z Radziejowej albo z Obidzy bez kaskuuuu mam jechać drogą ogólnokrajową ze śrendią ponad 35 na MTB bez kaskuuuu, ale ignorant skąd tacy na tej stronce.

        • „Człowieku twoja wypowiedź brzmi jak wypowiedż totalnego laika ja
          yczestniczę często w maratonach rowerowych, mieszkam w Beskidzie
          Wyspowym a na rowerach zjadłem zęby,,, ale nie chodzi tu o
          przechwałki,,, mam zjechać z Radziejowej albo z Obidzy bez kaskuuuu mam
          jechać drogą ogólnokrajową ze śrendią ponad 35 na MTB bez kaskuuuu,,,,
          ale ignorant skąd tacy na tej stronce”

          „No i jeszcze ubierz bawełnianą koszulkę i bez rękawiczek no bo w sumie po co ręce się tylko grzeją ,,,, Boże skąd się tacy biorą i być może jeszcze uważają za rowerzystów.,,,, Przyjedź w góry kiedyś to pojeździmy zobaczysz czy kask nie jest potrzebny :)”

          „W sumie po co kask na skuter 50 ja takie wyprzedzam :) no po co kask i tak Cię nie uratuje a jaki ciężki może wręcz źle działać na kręgi szyjne.”

          Aaaa to przepraszam. Jak będę jeździł w maratonach to na pewno kask założę, jak w każdym innym niż komunikacyjnym zastosowaniu roweru.

          BTW ten ignorant i laik co go tak nazwałeś ma 24 km do pracy w jedną stronę i jeździ cały rok (tak a propos Twoich wcześniejszych przechwałek).

          Ale z mistrzem nie mam co się równać, cóż… a przynajmniej w umiejętności rzucania wyzwisk. Wybacz, ale nie zamierzam tolerować chamskich odzywek pod czyimś i swoim adresem. Może i masz doświadczenie w jeździe rowerem, ale w kulturze osobistej zerowe.

          EOT

          //Edit: i nie spamuj tylko edytuj wcześniejsze posty.

          • No widzisz jeździsz do pracy ja uprawiam szeroko pojęte Enduro rowerowe zjechałem cale Beskidy od Niskiego po Żywiecki 70% mojej jazdy to tereny górskie i nie utwardzone szlaki ale na asfalt też wkładam kask. Wypadków mialem 10 i nieraz kask pomógł.

          • Ja zjechalem na rowerze całe beskidy i nieraz kask pomógł,,, uprawiam Enduro rowerowe i jeżdżę w 70% po nieutwardzonych szlakach gorskich ale na asfalt też zakładam kask miałem dziesiątki upadków i wypadków i nieraz pomógł

          • Aha a jakoś moi znajomi rowerowi których mam kikunastu każdy jeździ w kasku i nie wyobraża sobie inaczej

      • No i jeszcze ubierz bawełnianą koszulkę i bez rękawiczek no bo w sumie po co ręce się tylko grzeją. Boże skąd się tacy biorą i być może jeszcze uważają za rowerzystów. Przyjedź w góry kiedyś to pojeździmy zobaczysz czy kask nie jest potrzebny :)

      • W sumie po co kask na skuter 50 ja takie wyprzedzam :) no po co kask i tak Cię nie uratuje a jaki ciężki może wręcz źle działać na kręgi szyjne.

  • Po pierwsze dobry kask to profesjonalizm i tak powinni myśleć Ci co jeżdżą dużo na rowerze,,, Dużo pojęcie względne ja jeżdżę 7000-8000 rocznie, bardzo często 5-6 razy w tygodniu po minimum 40 km i kask daje mi poczucie, że nie jestem byle rolnikiem na rowerze tylko rowerzystą amatorem ale zawsze.

    Po drugie kiedyś bez kasku zaliczyłem upadek w lesie i wstrząśniecie mózgu 2 tygodnie w szpitalu a i tak dobrze, że tak się skończyło jak bym mial kask, to tylko kask by ucierpiał.

    Po trzecie lubię swój biały kask Foxsa i nie wyobrażam sobie już jeżdżenia bez niego, daje poczucie jakiegoś małego profesjonalizmu, a do tego koszulka rowerowa i nie wyglądamy jak za przeproszeniem żul spod budki z piwem co wsiadł na rower i jedzie, tak że tylko kask :)

  • Rozumiem to że wypadek spowodował u Ciebie zmianę podejścia do kasku. Jak jednak wytłumaczysz mniejszą ilośc ofiar zdarzeń na rowerze w Dani i Holandi , przy większej ilości rowqerzystów, oraz ogromnej ich ilości jeżdżących bez kasków? Mówię o jeździe komunikacyjnej, nie rekraacyjnej i sportoej, w lesie, bezdrożach, itp.

    • U nas wypadków też nie ma aż tak wiele, jakby się wydawało, ale u nich jest bardzo rozwinięta infrastruktura rowerowa. Chociażby poza miastami przy każdej większej (a często i mniejszej) drodze idzie równolegle droga dla rowerów.

      Dochodzi do tego inna kultura jazdy kierowców samochodów i ciężarówek. Stąd pewnie mniejsza liczba ofiar.

      • No widzisz, też myślę że mniejsza ilość ofiar u nich to wynik lepszych zachowań użytkowników dróg, jak i infrastruktury po za miastami. Ja do kasku nic nie mam, kto chce niech w nim jeździ. Jednak uważam że powinno się w nim jeździć:
        – po lasach, bezdrożach
        -uprawiając sport
        -dzieci wszędzie.
        W pozostałych sytuacjach uważam że nie jest niezbędny.
        Podobnie podchodzę do kamizelki odblaskowej. Używam :
        – od zmroku do świtu
        – przy opadach
        – przy znacznym zachmurzeniu
        – gdy jadę przez las ( szuter, polna, asfalt nawet krajówka) i gdy przy jezdni rosną gęste krzaki, a nie jest długą prostą.
        W pozostałych sytuacjach uważam że wystarczy nie ubierać się w ciemne kolory.

        • Dlaczego uważasz że leśna droga jest bardziej niebezpieczna niż krajówka bez pobocza? swoją drogą na osiedlowej drodze jest dużo więcej „blondynek” czy „władców szos” niż w lesie, a to oni powodują podbramkowe sytuacje:)

          • Z tego co wiem, kask rowerowy jest skuteczny przy upadkach z i uderzeniach z nieweielkimi prędkościami.
            Dlaczego kask w lesie? Aby ochronić baniak przed gałęziami.

            Dlaczego nie na krajówce? Bo jak walnie mnie auto z prędkością 30+ to przy upadku kask i tak dużo nie pomoże. Przy 30-50 około może i baniak jakoś jeszcze jako-tako ochroni, ale inne obrażenia i tak będą znaczne, jak nie śmiertelne. Przy wyższych to nawet baniaka nie ochroni. A jeździć w pełnym motocyklowym nie mam zamiaru, a tylko taki by miał sens. No oczywiście razem z pozostałą częścią „zbroi” motocyklisty.

            To jest moje zdanie, i moje podejście do tematu kask na rower. Nikogo nie chcę namawiać do jego powielania. Każdy ma swój rozum, i zrobi po swojemu. Jak chce jeździć w kasku, proszę bardzo, nie będę jego krytykował.

          • Nie zapominaj, że wystarczy dziura w asfalcie lub przypadkowe złapanie pobocza, by się wygrzmocić.

            Ja do kasku też nie namawiam, ale nie stawiałbym sprawy zero-jedynkowo, że albo życie albo śmierć. Albo nic albo rozpędzony TIR :)

  • proponuję cytat na początek artykułu:)
    „Wypadek to dziwna rzecz. Nigdy go nie ma, dopóki się nie wydarzy” A. A. Milne, „Kubuś Puchatek”

  • Czytam ten post i nasuwa mi się jedno pytanie. Od zeszłego sezonu postanowiłem sobie, że jednak zainwestuję trochę gotówki i kupię kask. Zaszkodzić na pewno nie zaszkodzi, wręcz przeciwnie, tak jak piszesz, może uratować przed przykrymi konsekwencjami upadku.
    Pytanie – koniecznie markowy kask czy nie do końca?

    • Gdzieś w komentarzach była już dyskusja czy warto dać za kask stówkę i więcej, czy taki kask za 30 złotych będzie działał tak samo.

      Powiem Ci tak, ja od dawna staram się nie kupować najtańszych rzeczy, bo często jest tak, że te najtańsze rzeczy albo się szybciej zużywają, albo są wykonane po linii najmniejszego oporu. Tak by tylko wyglądały, a potem się okaże, że taki kask spadnie Ci na ziemię i pęknie na pół.

      Kask nie musi być markowy, ale te 80-100 złotych bym zainwestował w coś porządniejszego.

      • Dzięki! W sumie racja, lepiej dołożyć i mieć na kilka sezonów niż za pół roku szukać nowego :) Postawiłem na kask firmy BELL a dokładnie na model UKON. Sądzę,że w kwocie 110zł to dość dobry wybór.
        Cześć!

  • Ja zawsze jeździłem bez kasku i broniłem się przed nim rękami i nogami. dostałem w prezencie szosówkę z zastrzeżeniem, że bez kasku nie wolno wsiadać. Cóż było robić – kupiłem, przyzwyczaiłem się i raczej mi nie przeszkadza.
    Co do argumentów, że „jeżdżę spokojnie” i „po ścieżkach”, to w ciągu ostatnich 3 lat 3 razy miałem kolizję z samochodami, wszystkie 3 na ddr, wszystkie z winy kierowcy, w jednym przypadku samochodu nie powinno tam w ogóle być, w jednym mogłem ewentualnie przewidzieć nieodpowiedzialność kierowcy, w ostatnim ja nie miałem szans go widzieć. Jazda na ścieżce jest bardziej niebezpieczna niż poza nią – na ulicy jesteś użytkownikiem drogi i wszyscy wiedzą jakie masz parawa i cię widzą. Na DDR przy przejeździe przez ulicę jesteś intruzem, którego nie widać, można przeoczyć, na którego nie zwraca się uwagi. Wiem, bo więcej jeżdżę szosą i to od lat, a trochę ścieżkami i tu należy więcej uważać na kolizje.
    A koronnym argumentem za noszeniem kasku jest zdanie mojej córki, która pracuje na SOR i czasem w karetce. Ona wie, bo widuje.

    • koronnym argumentem za noszeniem kasku jest zdanie mojej córki, która pracuje na SOR i czasem w karetce. Ona wie, bo widuje.
      Jestem pewien że widzi też złamania. Złamania rąk i nóg, potłuczenia zdarzają się na placu zabaw, na korcie, na boisku, na lodowisku – zakażmy wszelkich sportów ustawami. Najlepiej siedźmy w domach, przykuci do wózków inwalidzkich. Na przykład na facebooku. A nie, od tego można oślepnąć. Cóż zakażmy więc facebooka.
      Tworzenie cywilizacji strachu powinno być karane prawnie. Bo odnoszenie się do SOR i karetek w przypadku jazdy na rowerze przeciętnego adepta dwóch kół faktycznie może wpędzić w głęboką obsesję na punkcie bezpieczeństwa a w najlepszym wypadku – zniechęcić do jazdy.

      • Motocykliści też jeżdżą w pełnych kaskach i się specjalnie nie buntują, choć mój teść jeździł w berecie w latach 50.
        Ja jeździłem rowerem około 40 lat bez kasku i w późnym wieku zostałem niejako przymuszony. Naprawdę, noszenie kasku to kwestia przyzwyczajenia – mówi ci to starszy pan, całe życie nieuznający kasku.
        Ani pasy bezpieczeństwa, ani elementy odblaskowe na kurtkach pieszych, ani bariery między nitkami autostrady, nakolanniki u rolkarzy, żólto-czarne paski na stopniach w zakładach pracy, ochronniki słuchu – to wszystko nie jest kultura strachu, choć kiedyś tego nie było, a dziś w pewnych okolicznościach jest uregulowane przepisami. Wiem, że niektórym wolność osobista kojarzy się z brakiem uregulowań dotyczących bezpieczeństwa osobistego i ekologii.
        Niestety, nie można wprowadzić odpłatności za ratowanie życia w wypadku świadomego lekceważenia zasad bezpieczeństwa. Stan naszej cywilizacji nie dopuszcza zostawienia człowieka samemu sobie „bo był nieroztropny”. Z tym, że płaci za nieroztropność solidarnie całe społeczeństwo. Niektórzy nazywają to socjalizmem, ale taka reguła zależy bardziej od poziomu cywilizacyjnego państwa niż od ustroju. Karetka jedzie po każdego w USA, niezależnie od posiadanego ubezpieczenia i możliwości późniejszej spłaty kosztów akcji ratowniczej. Społeczeństwo płaci, społeczeństwo wymaga.A że w imieniu społeczeństwa wypowiada się ustawodawca – to paradygmat demokracji przedstawicielskiej.

        • Lud łyknie wszystko więc wprowadzmy więcej zakazów. Do niewoli też da się przyzwyczaić.
          Cóż, nie odpowiadam za to że lud nie potrafi walczyć o swoje – to już wasz problem, wyuczona posłuszność Polaczka.
          Ale nie u mnie kolego, Jeśli kiedykolwiek rząd w PL wprowadzi nakaz jazdy w kasku to biorę race i kamienie i idę na zadymę.
          Nie chodzi wyłącznie o mnie bo ja taki nakaz zleję.

  • Warto posłuchać tego pana i jego opowieści o kaskach rowerowych i nie tylko (po angielsku z możliwością włączenia napisów angielskich).
    http://www.wykop.pl/link/1942112/dlaczego-nie-powinnismy-nosic-kaskow-rowerowych-tedx-kopenhaga/
    Film w skrócie:
    1) kask chroni przy prędkości do 20km/h,
    2) kask jest testowany na okoliczność uderzenia w jego górną część – czubek głowy,
    3) test polega na upadku na głowę z pozycji pieszego,
    4) kaski nie są testowane na okoliczność urazów bocznych,
    5) w krajach gdzie wprowadza się obligatoryjne noszenie kasku spada zainteresowanie rowerami – bo sport zaczyna być postrzegany jako niebezpieczny,
    6) ryzyko wypadku wzrasta o ok 14% gdy masz na sobie kask – przypuszczam, że chodzi o fałszywe poczucie bezpieczeństwa właściciela kasku, przez co myśli, że może sobie pozwolić na więcej, ale także w innych uczestnikach ruchu zmniejsza poczucie ostrożności, bo przecież „inni mają kaski, mam i ja”.
    7) Poprzez takie akcje z kaskami budujemy cywilizację strachu, która za niedługo będzie się bała wyjść z domu.

    Spoza filmu: kask amortyzuje uderzenie, ale również przez to je rozszerza. Zamiast uderzenia w punkt, mamy „falę” uderzeniową, która działa na całą głowę. Czasem jest to dobry efekt, a czasem może spowodować większy uraz mózgu niż gdybyśmy byli bez kasku.

    Nie zamierzam Cię Łukaszu przekonywać do nienoszenia kasku. Co więcej sama zamówiłam dwa dla siebie i męża. Warto tylko zdawać sobie sprawę z konsekwencji noszenia kasku: tych dobrych i złych. a nade wszytsko jeszcze raz polecam film.

    • Ja nikogo nie namawiam do jeżdżenia w kasku. Sam mam od roku zawsze kask na głowie, bo popękana czaszka raz mi wystarczy. Nawet przypadkowe uderzenie w to samo miejsce może się dla mnie skończyć gorzej.

      Odnośnie punktu 6, to tak jak pisałem w tekście, złudne poczucie bezpieczeństwa daje jedynie ludziom z mózgiem wielkości orzeszka. To tak jakby mówić, że ubezpieczenie samochodu zachęca do szybszej jazdy, bo przecież w razie czego mi oddadzą kasę.

      Odnośnie „fali uderzeniowej” to nie znam się za bardzo na anatomii, ale trochę fizyki liznąłem i mimo wszystko ciężko mi sobie wyobrazić taki przypadek w którym lepiej oberwać w gołą głowę.

      Jeżeli chodzi o cywilizację strachu… Ja bym aż tak bardzo nie szerzył strachu przed cywilizacją strachu :) Na ulicach może co 10 rowerzysta ma kask i myślę, że tak pozostanie. Wyboru dokonuje każdy indywidualnie.

  • Niedawno trafił mnie w głowę kamień , który wystrzelił spod kół nadjeżdżającego samochodu. Na szczęście miałem kask i skończyło się na wgnieceniu w piance. Gdybym miał odkrytą głowę, byłaby uszkodzona skroń, wywrotka i kontuzja… Noście kaski.

    • I nie wychodźcie pod żadnym pretekstem z domów. Tak będzie lepiej i najbezpieczniej. A po domu tylko w kasku!

      • i znowu się czepiasz? ale o co?
        facet opisał że mu się przydało i tyle, bez żadnych insynuacji n/t bezkaskowców.
        czy gdybym napisał, że przydał mi się parasol i warto go nosić w plecaku, to też byś mi odpisał, że najlepiej żebym z domu nie wychodził bo się roztopię na deszczu? a i bym po domu chodził w pelerynie bo co to będzie jak mnie sąsiad zaleje:)

        • Czepiam? Przecież ja dokańczam jego myśl. Gdyby napisał że mu się przydał ok. On oczywiscie stworzył insynuacje co by było gdyby (skąd wie po co insynuuje? Wiem czemu – to modne wśród zwolenników kasków
          ) no i populizm: noście kaski.

          • Chyba oczywiste jest, że jeśli jest wgniecienie w kasku to na skroni mielibyśmy zadrapanie lub rozcięcie oraz guz lub przynajmniej by zabolało. Nigdy nie widziałeś pękniętej szyby w aucie? to zawsze jest mały kamyczek:)
            Z treści wynika że kask się przydał – NAWET JEŚLI NIE JEST TO NAPISANE WPROST DUŻYMI LITERAMI!

          • no i co z tego? Zadrapać się możesz wszędzie – nie tylko na rowerze. Nawet w kasku. A co gdyby ten kamień uderzył ciebie w oko? Nosisz gogle? Nie podoba mi się retoryka neurotyków

          • Tak zawsze jeżdżę w okularach i rękawiczkach:)
            Wożę też ze sobą zestaw małego wulkanizatora i światła+zapasowe baterie, często też ubieram (lub zakładam na plecak) kamizelkę (podpatrzone 10 lat temu w Londynie)
            A w zimie noszę czapkę nie tylko dlatego że mama mi każe:):)

          • Wiem o tym, fajnie że mu się przydał ale co to do mnie ma i co ma do innych? nie podoba mi się tworzenie potencjalnych czarnych scenerii, dramatyzowanie i gdybanie o tym co by się stało gdyby nie kask. Równie dobrze na pewno wiesz że kamień może trafić cię gdy idziesz szosą – masz nawet większą szansę że będzie bardziej bolesny – bo prędkości samochodu na trasie są duże – lepiej nie używać tego argumentu do „straszenia” innych i nie gdybać za dużo bo zamiast zachęcić to zniechęcacie – do jazdy.

  • Kiedyś też jeździłem bez kasku. Do czasu kraksy i czołówki z drzewem.
    Wtedy przyszła myśl….czas kupić kask. Ale odstraszyły mnie ceny..od 150 w górę…i jeździłem dalej bez aż do kolejnej kraksy (przewrotka przez stery na schodach).
    Od tej pory w każdym momencie w kasku. 5 minut do sklepu..kask..3 minuty od kolejki do pracy ..kask. rolki..kask..
    Nie ma innej opcji.
    Człowiek uczy się na błędach..niestety swoich.

    • kolego, jeżeli dla ciebie spotkania z drzewami i przewrotki na schodach to chleb powszedni to może tobie zbroja potrzebna nie kask..
      „Od tej pory w każdym momencie w kasku”
      w kasku też śpisz i jesz śniadanie

      • Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą i gdyby kózka nie skakała to by nózki nie złamała oraz nie śmiej się dziadku z czyjegoś upadku.
        Zawodnikom też zdarza się pojechać szybciej niż swoje mozliwości, czy to znaczy że są daremni?

        To że Paweł „wydachował” to zapewne znaczy że jeździł a nie się woził. Czy Ty kiedyś zjechałeś ze schodów na swoim Horizonie Crazy?

        Jak sam napisałeś 22 dni temu „Nie jeżdzę po ruchliwych jezdniach i nie wjadę na takie nawet w zbroi” – ja jeżdżę po ruchliwych drogach krajowych bez pobocza, nieobce mi są centra większych miast (aglomeracja katowicka).

        Dlatego nam kaski się przydają a Tobie na placu zabaw niepotrzebny. Twój sarkazm jest infantylny, na zasadzie stada wróbli zadziobujących kanarka bo ma żółte piórka.

        • ‚To że Paweł „wydachował” to zapewne znaczy że jeździł a nie się woził.’
          Tak, z tego tytułu stał się prawdziwym rasowym rowerzystą a nie to co ja.
          Schody pokonuję w bardziej tradycyjny sposób, nie potrzebny mi do tego rower.
          ‚Dlatego nam kaski się przydają a Tobie na placu zabaw niepotrzebny.’
          Dopiero teraz stwierdzasz że wam są potrzebne – a ile to epitetów poleciało w stronę przeciwników kasków i osób neutralnych – i że tylko debile i idioci jeżdzą bez nich – zapominacie o potrzebach i różnych stylach jazdy, o preferencjach i przeznaczeniu kasków. Owszem mi na placu zabaw kask nie będzie potrzebny.

          Kierowca rajdowy nie daje upustu swoim emocjom pisząc o idiotach bez kasków za kółkami w mieście a w środowisku rowerowym jest to powszechne że osoba bez kasku na każdym wątku o słuszności kasków jest nazywana idiotą i lekkomyślnym durniem który na rowerze jeździ od święta.
          Dzięki za komplementy

          • Ani ja ani Paweł nie nazwaliśmy Cię głupkiem, więc nie wrzucaj wszystkich do jednego worka, wyżyj się na nich a nie na nas.
            Z twojego cytatu wynika że na drodze widzisz zagrożenie, ja również dlatego używam kasku i zalecam go też innym. (zalecam a nie każę)
            Zdaję sobie sprawę że sposób jazdy i okoliczności jazdy starszej pani na wsi powoduje, że jej zagrożenie jest mniejsze niż moje i zmuszanie jej do ubrania orzeszka byłoby przesadą. Ale jeśli ta pani wjedzie na drogę wojewódzką to już taka bezpieczna nie będzie – tym bardziej że nie ma świateł i ubiera się raczej na szaro.
            Co do kierowców rajdowych to znajdź mi wywiad z takowym który sugeruje, że pasy bezpieczeństwa są niepotrzebne w przysłowiowej drodze do kościoła – bo temat pasów też Cię dręczy:)

  • Walter, masz 1000% racji. Jak White i inni chcą jeździć w kaskach, to niech sobie jeżdżą, ale niech nie terrroryzują pozostałych, którzy sobie nie ŻYCZA, aby ktoś narzucał kask. Co do policji to jestem zdania, że te „nasze” Geheimes Staatspolizeiamt, będzie urządzać polowania np. na babcie jadące rowerem polną drogą do sąsiadki kilometr dalej.

    • 1- Dziękuję że to widzisz i przyznajesz rację.
      2 – Najważneijsze że nawet gdyby ścigali samobójców – to też jest absurdem i niejeden glina Ci to powie. Policja ma ścigać tych którzy stanowią zagrożenie dla innych a nie dla samego siebie

      • artykuł dotyczył kwestii czy WARTO jeździć w kasku a nie czy TRZEBA, na zasadzie zalecenia a nie nakazu, nikt tu nie rzucił propozycji penalizacji braku kasku – więc jeśli Walterze ktoś ma ścisk tyłka (co mi ostatnio zarzuciłeś) to Ty i tobie podobni:)

        • „nikt tu nie rzucił propozycji penalizacji braku kasku”

          Przeczytaj wszystkie komentarze (wiem, że ich jest sporo do przejrzenia). Znajdziesz niejedną taką wypowiedź. :-)

    • Nick fajny. :) Czujesz się terroryzowany przez dyskutanta w polemice internetowej? Jego podejście przekłada się w jakikolwiek sposób na twoją rzeczywistość albo ogólnie polską?
      Wychodzisz z domu, nie zakładasz kasku, jedziesz. Żadnego terroru. nie pamiętam by kiedykolwiek zwolennicy kasków zablokowali jakąkolwiek drogę uczęszczaną przez rowerzystów….

  • Właściwie, to miałem na razie jeden wypadek. To było na trasie dla pieszych gdzieś w okolocach Zamościa. Jechałem wolno, naprawdę. :) Co więcej stwierdziłem, że jeszcze zwolnię.
    no to daję po hamulach, za chwilę poczułem nieważkość przy spadaniu, chwilę później leżałem na ziemii. Przywalilem ostro głową. Na szczęście miałem kask, to mnie uchował. Ale niewiele brakowało, bo czasami go zdejmowałem (gorąco było). Ale już nie będę :D

  • Taka ogólna uwaga.

    Ja właśnie wróciłem z Amsterdamu: spotkałem tylko dwójkę rowerzystów z kaskami wśród tysięcy bez.

    Kto tam był zrozumie, ale w skrócie dla tych co nie mieli okazji zobaczyć rowerowej Holandii: rowerzyści są wszędzie, byłem ciągle przeganiany wręcz z przejścia dla pieszych (to jest rowerowy terroryzm), bo rowerzyści nagminnie łamią wszelkie możliwe przepisy, nawet zajeżdżając drogę tramwajom(!). Ale co śmieszne: mimo tego chaosu i dzikiego tłumu rowerów ani jednej kolizji, wywrotki itp. Co jest grane?

    Może po prostu potrafią jeździć w mieście? Co mi z kasku jak mnie potem najedzie auto, albo rozpędzony rower?

    Dlatego zwracam uwagę kolejny raz: jak ktoś ma problemy z częstymi wywrotkami bądź zajeżdżaniem drogi przez auta, to niech koniecznie się zastanowi nad swoją techniką jazdy i swoją widocznością na drodze, bo tragedia będzie kwestią czasu.

    Wychodzi na to, że przeciętny rowerzysta w Holandii umie lepiej jeździć od przeciętnego rowerzysty w Polsce. I nie ma co tutaj zwalać winy na auta, infrastrukturę czy klimat.

    • Jeżeli w Czechach przy tej samej technice jazdy i tym samym ubiorze czuję się bezpieczniej niż w Polsce tzn. że co?
      Przez samochód przeleciałem w dzień bez „ruskiej” mgły ubrany w zieloną fluoroscencyjną bluzę – kierowca zeznał że mnie nie widział.
      Kuzyn od trzech lat mieszka w Szwecji, też twiedzi że jazda tam a u nas to niebo a ziemia, dlatego Twoje porównanie Polski i Holandii jest wg mnie „nieporównywalne”.

      • To jajco. Nie lubię się powtarzać: jeżeli lubisz jeździć w stroju supermana, różowej sukience kopciuszka czy kasku to ok i twoja sprawa. Jeżeli lubisz jeździć bez kasku to również twoja sprawa. Zwolennikom jazdy w kaskach to jednak nie wystarczy i są na tyle upierdliwi żeby z niewiadomych przyczyn zatruwać przeciwników i próbować jechać po ich ambicjach odwołując się do głupoty i rozsądku. A najchętniej by wprowadzili zakazy. Zwolennicy, apeluję, zluzujcie poślady.

        • to jajco? a coś bardziej konstruktywnego umiesz wymyśleć?
          użyj siły argumentu a nie argumentu siły (w tym wypadku słabego hejtu)

      • Tak tylko się zastanawiam: 8000 km rocznie, przez cały rok, tylko po mieście (Trójmiasto). Żadnej niebezpiecznej sytuacji, porównywalnie często wymuszano na mnie pierwszeństwo jazdy gdy jechałem samochodem czy rowerem po zbliżonej trasie. Wręcz częściej kierowcy ułatwiali mi np. skręt (szczególnie w lewo) na ulicach niż bym jeździł samochodem. Podobnie wrażenia ma moja dziewczyna (podobny dystans) czy znajomi. Jacyś inni jesteśmy? Ciągle mówimy o Polsce? Nie ubieram się niczym choinka; tylko obowiązkowe oświetlenie, które używam zawsze.

        Czuje się mniej bezpiecznie niż w aucie, ale to tylko przez świadomość, że na rowerze nic mnie nie chroni w zderzeniu z autem, a nie przez obecność samochodów. Bądźmy poważni — rower wybrałem dla przyjemności.

        Wbrew pozorom na bezpieczeństwo w Holandii ma wpływ ilość rowerzystów, którzy wręcz sterroryzowali resztę. Nie infrastruktura, której w zasadzie w centrum Amsterdamu nie ma (jest zbyt wąsko na oddzielenie ruchu rowerowego i samochodowego, dopiero dalej od centrum pojawia się separacja. I na pewno nie przestrzeganie przepisów. :D

        Największym zagrożeniem dla mnie są rowerzyści-debile, bo inaczej ich nazwać nie można. Chyba to było rok temu: koleś na wysokości Sopotu — Kamienny Potok wyprzedzał mnie na ostrym i wąskim zakręcie, w miejscu, gdzie jest fatalna widoczność (przy stacji benzynowej, na Niepodległości). Głupich jak wielu, dosłownie 2-3 minuty później go zbierali inni rowerzyści z DDR. Miał kask, nawet myślę, że mu się przydał, choć po co przyłbica skoro łeb zakuty?

        Pomijam masę niepełnosprytnych jeżdżących pod prąd na wąskich DDR.

        Zalet kasku nie neguję, ale większość zdarzeń do głupota i niedorozwój samych rowerzystów, którzy chyba prosto z lasu wyjechali i nie potrafią się zachowywać w mieście.

        Dlatego z uporem maniaka będę pisał, że jak ktoś ma problemy z umiejętnością jazdy w mieście, to powinien ją sobie odpuścić, albo sobie przemyśleć swój styl jazdy, bo to kiedyś może się skończyć tragicznie.

        • Jeden człowiek gra w totka całe życie i nic nie wygra – inny zagra raz i trafia szóstkę – jacyś inni są?
          Ty mieszkasz w Gdańsku, ja na zadupiu – 90tys. robotniczna wioska.
          Rok temu jechałem na Tour de Pologne do Katowic, trasa 110km.
          Katowice, Chorzów, Ruda Śląska – ciasno, duży ruch, zero problemów.

          Po drodze wieś, droga przez las, pusta droga, na skrzyżowaniu z boku wyjeżdza auto wymuszając pierwszeństwo.
          Ktoś pisał o poczuciu bezpieczeństwa – zapewnia mi je na skrzyżowaniu jadący za mną TIR:)

          • „Jeden człowiek gra w totka całe życie i nic nie wygra – inny zagra raz i trafia szóstkę – jacyś inni są?
            Ty mieszkasz w Gdańsku, ja na zadupiu – 90tys. robotniczna wioska.”

            Jakoś _nikt_ z moich znajomych nie miał żadnych przygód na rowerze w mieście, więc nie jestem odosobniony. Mieszkałem przez parę dekad w 13 tysięcznym mieście i też czułem się bezpiecznie.

            Tak BTW, ktoś kto chce zacząć przygodę z codziennym używaniem roweru to po takich wpisach, jakie można znaleźć pod tym artykułem zrezygnuje z tego pomysłu. Bo jak byk wynika z tego, że bez zbroi nie wychodź na rower: trup ściele się gęsto, kierowcy aut polują na rowerzystów, co chwilę się ktoś przewraca, cudem (albo dzięki kaskowi) zachowując twarz. No normalnie wojna na ulicach. Nie idźcie tą drogą, albo chociaż nie róbcie wody z mózgu normalnym ludziom przez swoją histerię. :D

          • Masz mieszkanie/dom? zapewnie masz je ubezpieczone?
            ale po co? czy Tobie lub znajomym dom się spalil, zawalił, zatopiła powodź, ukradli wszystko? bo mi i moim znajomym nie.
            ubezpieczenie to wyrzucone pieniądze! i nie siejmy paniki z ubezpieczeniami bo nikt już domu nie kupi:)
            Inny przyklad – odprowadzacie swoje dziewczyny w nocy bo sama się boi? ale dlaczego? zgwałcili ostatnio kogoś? bo w moim mieście nie.
            To że ryzyko jest małe nie znaczy że go nie ma.

          • „[…] To że ryzyko jest małe nie znaczy że go nie ma.”

            A „ruskie” czają się już za granicą…. Tylko proszę bez populizmu. :-)

  • Ja zawsze jeżdżę w kasku. Trzeba mieć wyobraźnię i potrafić sobie uświadomić, że nie wszystko można przewidzieć. Np. to, że nie zauważy się szarej linki holowniczej na tle szarej ścieżki rowerowej – ja tak miałem i gdyby nie kask, nie pisałbym tych słów – poleciałem do przodu na łeb. Samochód holujący był już za ścieżką, a holowany przed. Na lince nie było żadnych elementów ostrzegających.

  • moim zdaniem kask warto mieć na głowie ,jednak nie powinno być to obowiązkiem .Do jazdy z kaskiem trzeba przekonać się samemu.

  • Według mnie kasku trzeba używać, a argumenty przeciwników są po prostu słabe. Sam miałem wiele sytuacji, w których mogło dojść do większej lub mniejszej stłuczki. Na szczęście koniec końców jeszcze wypadku nie miałem, ale zawsze jeżdżę w kasku.

    • Piotrze, według mnie kasku w znaczącej większości przypadków nie trzeba używać a argumenty przeciwników są po prostu słabe. Sam miałem wiele sytuacji, w których nie doszło do żadnej stłuczki. Na szczęście jazda rowerem jest bezpieczną formą poruszania się po mieście i nie tylko. Przestałem jeździć w kasku. ;)

      Wszystko pięknie, byle tylko nie wprowadzono u nas nakazu jazdy w kasku :)

      Apropo dyskusji gorącej wyżej, między Walther, white (przypadkowa zbieżność? :D) i Maciejem Ruteckim – Też się dziwię co ci ludzie wyprawiają, że się tak przewracają na tych rowerach? Jeżdżę codziennie do pracy rowerem, średnio 6000 km rocznie od jakichś 3 lat, nigdy się nie przewróciłem, nigdy nie miałem sytuacji podbramkowej, żaden z moich znajomych także nie. Chyba jednak zbyt dużo tu wyczynowców :)

      Zresztą jak to w internecie, jeśli szukasz opinii, znajdziesz głównie negatywne, gdyż pozytywnych nikomu się nie chce umieszczać :D.

      • Mój tata za kierownicą samochodu pokonał ok. pół miliona kilometrów i nigdy nie miał czołówki – czy to znaczy że pasy w samochodze może wyrzucić bo mu nie potrzebne?
        Wierzę że nie miałeś wywrotki ale w brak sytuacji podbramkowej już nie wierzę, nigdy nikt Ci nie wymusił pierwszeństwa, nie zajechał drogi i nie zepchnął Cię na pobocze? Szczęściarz z Ciebie! Gdybym był Tobą to bym sobie kupil totolotka:)
        Statystycznie rzecz biorąc, to w sumie mi też kask niepotrzebny, bo nigdy poważnie nie wyglebiłem w lesie ani w górach. Miałem dwa spotkania z samochodami (raz przeleciałem przez auto razem z rowerem) i nigdy nie uderzyłem głową! Dodam że to były wymuszenia z ich winy.
        Statystycznie patrząc (tak jak Ty) stwierdzam że rosyjska ruletka jest bezpieczna – przecież większość strzałów jest pusta:):)

        • Po prostu straszysz ludzi. Prosiłbym też nie używać też tego rodzaju statystycznych wycieczek, gdyż nijak się mają do statystyki. Wyjaśniliśmy już chyba sobie, że kask rowerowy pomaga tylko w bardzo szczególnych warunkach (i tylko dobrze założony) i w równie szczególnych może po prostu zaszkodzić. Obie sytuacje są niezwykle rzadkie bo rowerzyści nie są problemem jeśli chodzi o wypadki. Porównywanie samochodu i roweru nie ma sensu. Samochód to maszyna do zabijania, zdolna wyrżnąć dziesiątki osób w jednym zdarzeniu. Jest więc jasnym, że do prowadzeniu samochodu potrzeba prawa jazdy i, że w czasie jazdy obowiązują dodatkowe przepisy (dziękuję za obowiązek świateł mijania – bardzo zwiększa nasze bezpieczeństwo), ograniczenia (nie wiem czy wiesz – z postu nie wynika – że pasy bezpieczeństwa nie służą tylko bezpośredniemu bezpieczeństwu kierowcy w wypadku i są jak najbardziej słusznie obowiązkowe).
          W Poznaniu, po którym się głównie poruszam, zauważyłem znaczące zwiększenie rowerzystów, normalnych, w normalnych ubraniach, na codzień poruszajacych się rowerem. Jest pięknym widokiem gdy po podniesieniu np szlabanu, najpierw przejeżdża grupa rowerzystów a za nimi ruszają samochody. Dzięki powszechności cyklistów ja czuję się znacznie bezpieczniej – po prostu kierowcy uczą się, że jest nas więcej. Są też piękne panie, które nigdy nie pojechałyby w kasku ;). Należy za wszelką cenę zapewnić im bezpieczeństwo każdym innym możliwym sposobem! :D Ja w każdym razie zamierzam walczyć o zwiększenie liczby rowerzystów jako najlepszym sposobem poprawy bezpieczeństwa. Obawiam się, że np obowiązek kaskowy i straszenie ludzi POGARSZA nasze bezpieczeństwo.

          -OSTRZEŻENIE PRORODZINNE-
          Czy wiesz, że każdy głos prokaskowy usuwa jedną Cycle Chick z naszych ulic?
          ;)

          • Nie porównywałem roweru i samochodu – przykład z pasami był analogią do Twojej argumentacji „nigdy mi się nie przydało tzn. jest to niepotrzebne”.
            Nie straszę statystyką – napisałem że nigdy nie uderzyłem głową, nawet podczas kolizji z samochodem, czyli statystycznie mi też kask niepotrzebny:) (opierając się na Twojej argumentacji).
            Piszesz o światłach mijania i pasach – te kwestie też są szeroko komentowane i też mają dużo przeciwników.
            Zgadzam się że wzrost ruchu rowerowego zmniejsza poziom chamstwa u kierowców.
            Kontrowersyjnie (nie do końca na serio) – chcesz jeździć bez kasku to jeździj ale ewentualne następstwa urazu lecz/rehabilituj za własne pieniądze a nie NFZ (on i tak biedny jest).
            I na koniec pół żartem – co z tego że pani jest piękna jak mało rozsądna?:)

          • Pasy i samochód pojawiają się w tej dyskusji (w wielu postach) moim zdaniem bezsensownie i ta powyższa samochodowa wycieczka miała na celu rozłączenie tych tematów (jako nieporównywalnych, analogie błędne).

            Tak jak piszesz, wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi, na dziś kask jest Ci niepotrzebny. ;)

            Dla mnie jazda w kasku nie ma nic wspólnego z rozsądkiem, jazda bez niego również.

            W każdym razie dziękuję za dyskusję i do widzenia być może w innym temacie.

          • Analogia pasów i kasku wg mnie jest słuszna – obie rzeczy są zalecane jako zwiekszające bezpieczeństwo, obie są negowane, a to że w samochodzie ryzyko jest większe nie ma tutaj dużego znaczenia (swoją drogą dopiero na przełomie lat 80/90 wprowadzono nakaz jazdy w pasach w terenie zabudowanym, nie było ich też na tylnych siedzeniach ale to raczej nie dowód, że są nieprzydatne, prawda?)

            Kask potrzebny czy nie ale wolę go mieć (mam od 17lat) – punkt patrzenia zależy od punkt siedzenia:
            po pierwsze – mieszkasz w dużym mieście gdzie poziom kultury kierowców jest zapewnie większy niż np. u mnie (widzę różnicę pomiędzy moją 90tys. robotniczą wioską a aglomeracją katowicką, a jeszcze większą między Czechami)
            po drugie – nie wiem jak Ty ale przeciętny rowerzysta na wsi czy przytoczony przez Ciebie cycle chic porusza się z prędkością 15-20km/h a ja zazwyczaj 25-35km/h (czyli też żaden wyczyn), co powoduje, że jak mi samochód wymusi pierwszeństwo/zajedzie drogę, to muszę hamować (często tylko na przednim kole) a przed cycle chic samochód zdążyłby odjechać.

            po trzecie – powyższa różnica gra też rolę podczas jazdy w sznurku aut jadących z prędkością podobną do mojej, auto zamiast jechać za mną to jedzie obok mnie a następnie spycha mnie na krawężnik – cycle chic byłby tylko wyprzedzany
            po czwarte – ta sama różnica działa dla mnie niekorzystnie gdy samochód wyprzedza mnie przed samym skrzyżowaniem i skręca w prawo często zanim do końca mnie wyprzedzi
            Być może to jest powodem dlaczego Ty nie masz sytuacji podbramkowych a ja mam często, co nie znaczy że kiedyś Cię nie spotka (życzę by nie).

            Gdzieś wyżej pisałeś, że kask przydaje się w lesie a w mieście jest niepotrzebny – ja bezpieczniej czuję się w lesie, bo wiem że drzewo mi żadnego numeru nie wywinie:)

            Podsumowując – każdy jeździ inaczej, gdzie indziej, w innych warunkach – każdy sam dba o swoją mózgownicę.

          • Z ostatnim zdaniem się zgodzę. Po prostu pochopnie nie naklejajmy sobie łatek typu nierozsądny. To nie jest argument w dyskusji.

          • „Kontrowersyjnie (nie do końca na serio) – chcesz jeździć bez kasku to
            jeździj ale ewentualne następstwa urazu lecz/rehabilituj za własne
            pieniądze a nie NFZ (on i tak biedny jest).”
            Ach więc o to ci chodzi!
            1-Rzeczywiście chyba serio tego nie piszesz.
            2- Ja też płacę składki więc dlaczego poza własnymi powodami które wymieniłem w punkcie 4 miałbym nie korzystać z usług państwa gdybym chciał?
            3- Jeżeli tak bardzo boisz się, że ktoś skorzysta z twoich składek to postuluj likwidację NFZ – przynajmniej się na coś przydasz. Rozumiem, że nie latasz za innymi i nie zakazujesz im chodzenia na szpilkach (można skręcić nogę), palenia papierosów (można dostać wiele chorób układu oddechowego – i nie tylko), zażywania narkotyków dożylnych jedną igłą przez wiele ćpunków i jakiegokolwiek kontaktu z obcą krwią (łatwo jest tak złapać HIVka a terapia jest w pełni refundowana – koszt na jedną osobę to ok. 42 000 rocznie!). Więc zejdź z rowerzystów. W zamian już lepiej działaj na rzecz HIV.
            4-NFZ jest biedny. Nie jest biedny tylko jest nieudolnie zarządzany a większość pieniędzy płynie na opłacanie zbędnych stanowisk. Usługi finansowane przez NFZ stoją na bardzo niskim poziomie. Publiczną służbę zdrowia omijam, cenię swoją godność i czas. Zresztą po co o tym w ogóle pisać skoro czyjaś jazda w kasku nie zmniejszy kolejek. Pisał o tym ktoś powyżej. Zakazy i nakazy jazdy w kasku i inne bzdety w krajach w których jazda rowerem jest bardziej powszechna niż w zaściankowej i zapatrzonej w zachód Polsce nie istnieją a liczba wypadków nie jest większa.

          • Bieda NFZ była skrótem myślowym, pod którym miałem na myśli niewesołą sytuację służby zdrowia na poziomie usług.
            Kask nie ma zmiejszyć liczby wypadków (bo niby jak?) ale zmniejszyć ich ewentualne następstwa.
            Przykład o szpilkach był dobry:)
            Skoro rusza Cię kontrowersja to dorzucę jeszcze trochę czarnego humoru: jeśli kask zmiejszy skutki urazu to maleją wydatki NFZ,
            ale z drugiej strony jeśli przy cięższym wypadku kask uratuje życie ludzika, którego „naprawa” może być bardzo kosztowna i niegwarantująca sukcesu, to spowoduje jeszcze większy wzrost wydatków – oj ja się muszę poważnie zastanowić czy warto promować kaski:):)

          • To prawda, należy się zastanowić bo co jeśli kask zwiększy skutki wypadku? To jest właśnie pytanie, którego nie biorą chyba pod uwagę prokaskowcy (nikt się do niego nie odniósł pomimo, że wielokrotnie temat podnosiłem). Źle założony kask (kto zakłada dobrze? – mniejszość?) Kask „gigantyczny”(powstaje dźwignia na szyję – uraz szyi aż do skręcenia karku?). Taki posiadam – „Author Basic” swego czasu za jakieś 120zł, „certyfikaty cztery” (czyli wszystko cacy?), regulacja na potylicy. Obwód głowy dwa razy większy, do tego albo go założysz tak, że nie będziesz mógł ust otworzyć, albo rusza się niemożebnie. Wybacz ale z takim kaskiem to może bym się wybrał na budowę i ochroni mnie przed cegłą zrzuconą z niedużej wysokości (certyfikat).

            Dobra, załóżmy że lękam się dzień i noc, spać nie mogę bez kasku. To jaki mam kupić? Bez certyfikatów (nic niewarte)? Za XXXX zł, tylko „tej” marki? Badany on jest jakoś? Przecież to kupowanie kota w worku! To może jeździć w kasku budowlanym BHP (przynajmniej bardziej przetestowane)?
            Nonsens!

            Masz losowy (powiedzmy „jedyny dobry”) kask i kupiłeś sobie spokój sumienia itd. Ok. Ale nie opowiadaj, że to się nazywa rozsądek.

            Skomentuję dziwne wycieczki o NFZ, gdyż to sprowadzanie życia do absurdu typu „przywiąż się pasami do łóżka byś nierozsądnie nie spadł i karm dożylnie gdyż normalne jedzenie jest niebezpieczne (zadławienie) inaczej narażasz mnie na zapłatę za Twoje leczenie a przecież tego byśmy nie chcieli. Chcielibyśmy, by ludzi, których my uznamy za nierozsądnych nie leczyć a karać, surowo”

            Po co ja to piszę? Poniosło mnie ;)

          • masz kupić kask dopasowany i dobrze go wyregulować/założyć.
            to tak jakby nie kupić butów bo większośc z nich ma inny rozmiar niż napisano:)

  • Według mnie kask to konieczność. Do tej pory na rowerze jeździłem sporadycznie, jednak od kilku lat zawsze jeżdżę w kasku pomimo tego, że na rowerze przewracałem się tylko w dzieciństwie. Zachęciły mnie do tego dwa zdarzenia. Po pierwsze był to upadek w czasie jazdy na nartach. Jechałem w kasku (nie myślałem wtedy o bezpieczeństwie, a o tym, że kask nie przemaka i lepiej chroni głowę przed różnicami temperatur) po miejscami oblodzonym stoku. Lodu unikałem jak tylko mogłem jednak w pewnym momencie tuż przede mnie wyjechało jakieś dziecko i się przewróciło. Żeby go nie zabić musiałem wjechać na lód, przewróciłem się i dosyć mocno uderzyłem głową w ziemię. Nic mi się nie stało, ale sądząc po sile uderzenia tylko dzięki kaskowi. Drugie wydarzenie to historia opowiedziana mi przez Tatę. Jego znajomy dużo jeździł na rowerze, nigdy się nawet nie przewrócił. Pewnego razu wybrał się na ok. 100 km wyjazd. Wracał do domu jak zaczęło się ściemniać. I pół kilometra od domu jakiś mądry człowiek ukradł właz kanałowy. Było to w takim miejscu, że znajomy nie mógł tego zauważyć. Wjechał w dziurę i na niecałe 3 miesiące wylądował w szpitalu – pęknięty obojczyk i bardzo mocny uraz głowy. Na szczęście jechał w kasku – gdyby nie to, prawdopodobnie zmarłby na miejscu.

  • Kasku uratował mi głowę, kiedy w lipcu 2014 (jak Ciebie) zahaczył mnie przejeżdżający samochód. Nie ma czasu na wyjęcie ręki i osłonięcie twarzy, walisz głową w asfalt jak leci. Dzięki niemu mogę jeździć dalej, a nie jestem warzywkiem.

  • Mnie do jeżdżenia w kasku skłoniła podobna jak Twoja historia. Podobna w skutkach ponieważ akurat ja się nie zagapiłem tylko zap….. po lesie jak dureń. Opisałem to pod artykułem „kask rowerowy, jaki wybrać”. Nie chcę spamować, więc jeśli chcesz to przenieś mój wpis tutaj. Ps: ja nadal nie znoszę kasku. Ale się z nim nie rozstaję.

  • Heh jezdze duzo po gorach i moze by mi sie kask przydal, ale w zyciu go nie zaloze bo by mnie ludzie na wiosce smiechem zabili :D Niestety kask to tylko w miescie bo na wsi to ludzie patrza na ciebie jak na kosmite ;/

    • Wolisz ,zeby sie nie smiali ,a w najgorszym przypadku byc warzywem przykutym do lozka lub nie byc juz w cale, czy moze lepiej ,zeby idiota sie smial ale bedziesz o wiele bardziej bezpieczny i co najwyzej zarobisz siniaka?

      • Heh no niby wiem, ze powinno sie jezdzic w kasku a tymbardziej w gorach, ale… no wlasnie ale :D Narazie nie mam odpowiedniego stroju wiec sam kask faktycznie glupio wyglada ale jak zakupie stroj to mysle, ze zaczne w nim jezdzic :>

        • Tez tak mialem kiedys . Dostalem kask od zony,nie jakies cudo tylko lidlowski. O dziwo bardzo wygodny i po 5 h przejazdzce nawet go noe czulem specjalnie. Od kiedy go dostalem to sie przelamalem i zaczalem jezdzic w kasku,teraz bez niego nie wychodze :)

    • a nie smiali sie jak kupiles taki drogi rower? i ze jezdzisz nim po lesie zamiast isc na dziewuchy lub flaszke obalic z kumplami?:) liczy sie to czego Ty chcesz a nie jakas stara baba z ktora nie masz nic wspolnego

  • Rozbiłem na głowie przynajmniej 3 kaski – to, że tu piszę to najlepszy dowód, że warto mieć kask. Nie uważam, żebym jeździł jak wariat czy nie umiał jeździć. Zwykle uszkodzenia kasku zdarzały się momentach bardzo błahych. Kilka przykładów:

    1. Leśna ścieżka, trochę gałązek zwisa na nią. Pochylam głowę, małe gałązki stukają aż tu nagle BUM. Za małymi gałązkami był gruby konar. Huknęło, ale głowa cała. Nawet się nie zatrzymałem. Pęknięcie na kasku zauważyłem przypadkiem po kilku dniach

    2. Kraksa w peletonie. Akurat schodziłem ze zmiany, w grupie, ktoś kogoś liznął koło i spowodował efekt domino. Dostałem czyimś rowerem i poleciałem przez kierownice na głowę. Blizna na twarzy jest do dziś ale to co osłonił kask całe. Z ciekawostek ukończyłem maraton jako jedyny z uczestniczących w kraksie dlatego, że tylko mój rower przetrwał upadek. Kupiłem nowy kask i kilka dni później…

    3. …Coś śliskiego rozlanego na jezdni. Gdy chciałem zwolnić przed pasami (przepuścić pieszych) rower dosłownie zniknął mi spod tyłka. Było tak ślisko, że po upadku przejechałem parę metrów po asfalcie i nawet się nie zadrapałem. Taki efekt jak na basenowej zjeżdżalni. Niby trzesz o coś, a skóra się nie ściera. Niestety kaskiem trafiłem w krawężnik. To był jedyny raz kiedy przez kask nabiłem sobie guza.

    Wniosku nie muszę chyba pisać.

    • Poironizuję sobie trochę:)
      1. nie szaleję w lesie – ja jeżdżę w mieście gdzie mamy samych kulturalnych i myślących kierowców którzy nigdy się nie śpieszą, więc co mi się może stać?

      2. ja nie jestem sportowcem – spokojnie jeżdżę tylko po chodniku i ścieżkach rowerowych, więc po co mi kask?
      3. jestem ostrożny i przewidujący, stosuję zasadę ograniczonego zaufania, a Ty gdybyś umiał jeździć i patrzył na drogę a nie na panienki, to byś zauważył w porę tę plamę na jezdni i ją ominął
      Wniosek – powinni Ci odebrać kartę rowerową – stanowisz na drodze zagrożenie dla siebie i innych – kask tego nie rozwiąże!

      • Karta rowerowa to za czasów prl’u. A ja zycze tobie,zebys zmadrzal ,albo w sumie- nie nos kasku- niech selekcja naturalna zrobi swoje :)

        • pierwsze zdanie brzmialo „poironizuje troche”, czyzbym zapomnial dodac przymiotnika „przewrotnie”?:)

      • cytuję: stanowisz na drodze zagrożenie dla siebie
        i co z tego co chcesz zeby panstwo mu (nam) zabraniało sobie szkodzić???

  • To się zawsze tak kończy. Do pierwszej poważnej gleby. Kumpel jak spotkał marsjan, którzy go porwali (czyt. obudził się w szpitalu) zakłada kask nawet jak jedzie po bułki do sklepu. Warto zawsze i wszędzie mieć na głowie kask. Mimo, że wygląda się w nim jak pół dupy za krzaka ;) Oby Ci co nie noszą po wywrotce mogli go już zakładać. Pozdrower

  • Kaski moim zdaniem raczej dla dzieci, początkujących, niedzielnych kierowców albo hardcore wyczynowców. Dla osób jeżdżących na co dzień po mieście to bardziej uciążliwość niż realne zabezpieczenie. Ja od 5 lat codziennej jazdy nie miałem sytuacji w której kask by się przydał a często nawet przeszkadzał ograniczając pole widzenia.

    • Powala takie rozumowanie. I brak wyobraźni – nie wydarzyło się dotychczas, to nie wydarzy się nigdy. A jak się już wydarzy, to potem będzie w mediach skamlanie o zrzutkę na rehabilitację.
      Żeby kask nie ograniczał pola widzenia, to należy dobrać jego (kasku) wielkość, by nie wpadał na oczy. Kask to nie garnek.
      Kierując się takim rozumowanie, należałoby zadać sobie pytanie czy w samochodzie poduszki powietrzne lub odpowiednie strefy zgniotu są, też, tylko dla dzieci, początkujących i niedzielnych kierowców?

      • Pan to widzę z tych co chciałby żeby wszystko było obowiązkowe: kaski, kamizelki, oc dla rowerzystów… co dalej pasy rowerowe i śledzenie z satelity? Do tego pierdyliard przepisów ograniczających swobodę jazdy a wszystko w imię bezpieczeństwa.

        • Człowieku – czytaj ze zrozumieniem i mów za siebie, a nie przypisuj własnych interpretacji innym. Pokaż mi, gdzie cokolwiek napisałam na temat jakichkolwiek nakazów czy zakazów?
          Tak, najlepiej znieść wszelkie przepisy – pełna swoboda, luz-blues, hulaj dusza…

  • Kaski i ogólnie wszystko co jest związane z bezpieczeństwem to dość specyficzna grupa towarów. Pamiętam jak wyglądały zakupy fotelika samochodowego dla córki – w czasie wizyty w sklepie z akcesoriami dla dzieci zastanawialiśmy się z żoną, który model wybrać. Ostatecznie na placu boju zostały 3 foteliki w cenach od „średniej” do „wysokiej”. Poprosiliśmy sprzedawcę o radę bo nie mogliśmy się zdecydować – cenowo każdy z nich był do zaakceptowania – chodziło nam o względy bezpieczeństwa, komfort dziecka, opinie klientów itp. Zamiast merytorycznej odpowiedzi usłyszeliśmy mniej więcej coś takiego: „chyba nie chcą państwo oszczędzać na bezpieczeństwie swojego dziecka”… Fotelik kupilismy w innym sklepie ;)
    Ale faktem jest, że kupujemy nie tylko bezpieczeństwo dla dziecka, ale także spokój sumienia dla siebie.

  • Bardzo często, podobne dyskusje prowadzą do przekonywania przekonanych, bo nieprzekonanych żaden argument nie przekona.
    Aforyzm przypisywany Owidiuszowi mówi: „Quidquid agis, prudenter agas et respice finem!” czyli „cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrz końca!” Właśnie, trzeba przewidywać POTENCJALNE konsekwencje. Wbrew temu, co się niektórym wydaje (to moja głowa) konsekwencje niepomyślnych zdarzeń ponosimy my wszyscy.
    Tym, którzy patrzą z góry na tańsze kaski (np. z Lidla), chciałbym przypomnieć, że autor tego bloga opisywał kask z Lidla – identyczny z markowym, wyprodukowanym przez uznaną firmę, który w ofercie Lidla był sprzedawany pod lidlową marką Crivit. Cena nie zawsze jest sztywnym wyznacznikiem jakości. Kryterium ceny: poniżej 100 zł – be, powyżej – cacy może być bardzo zawodne, bo w wyższej cenie zawarty jest haracz za markę, firmę.

    • No to ja jestem skrzywiony mentalnie :D
      Po Twoim wpisie stwierdzam, że kupno „lepszych” akcesoriów działa chyba
      u mnie jak placebo :D, chociaż z drugiej strony jakoś nie potrafię się przekonać
      do „tandety” bo zawsze sobie ceniłem solidność i jakość wykonania i tak np wolę zapłacić drożej za mebel, narzędzie czy ciuch by używać go długie lata niż kupić tanio i wymieniać daną rzecz co roku lub co dwa lata…stanowczo mówię NIE towarom krótkiej użyteczności.

      • Mam kask z lidla,kosztowal 59.99,jakosc wykonania -super-lekki,wygodny.porownywalem go wczoraj z kaskiem znanej firmy w martes sport.Roznica-kask z martes kosztowal 299zl a nie posiadal nawet siatki zabezpieczajacej przed owadami na otworach wlotowych,dodatkowo kask z lidla posiada swiatlo czerwone diodowe z tylu. Jedyne co bylo lepsze w drozszym kasku to kolor-czarny mat.
        Oba kaski posiadaly te same atesty na dodatek.

        • Jeśli tylko pamietać, że kaski z lidla są przeznaczone do miasta/rekreacji to wszystko jest ok.
          Co do siatki, nie we wszystkich kaskach jest wymagana. Mam meta bez owej siatki i jakoś nie czuję, aby jej obecność cokolwiek poprawiła.
          Za to obniżona część potyliczna to jest coś czego darmo szukać w tanich kaskach.

          • Jak podczas jazdy wleci Ci pszczoła pod kask to zrozumiesz potrzebe jej posiadania :)

          • Ta pszczoła dała mi trochę do myślenia, hmm
            Przejrzałem kilka kasków do enduro: ixs trail rs; met parabellum; fox striker; bluegrass golden eyes.
            Są to kaski z dość sporymi otworami wentylacyjnymi w cenie, o której można powiedzieć, że jej bardzo daleko do 100 pln, a siatek na owady w nich się nie uświadczy. W to, że producent chciał oszczędzić na najwyższych i zarazem najdroższych modelach w swojej kolekcji raczej nie uwierzę.
            Może pszczoły omijają rowery z daleka :)

          • Siatka jest rzadkością w markowych kaskach. Nie znam przyczyny, tak po prostu jest.

          • A to już zależy od modelu, w giro: transfer i remedy jest siatka, a w hex nie ma

        • Rzadko który markowy kask posiada siatkę.
          Jak wyglądało porównanie kasku? Oprócz oględzin wizualnych?

      • Nie wiem jak z mentalnością, ale z ortografią fatalnie! Pozwolę sobie zauważyć, że pisze się RZECZ, a nie ŻECZ – tego nie trzeba nawet umieć ani pamiętać, bo edytor sam wskazuje błąd.

        Trzeba umieć czytać ze zrozumieniem – napisałem: Cena Nie ZAWSZE jest sztywnym wyznacznikiem jakości. Tandeta czy „tandeta” jest bezcenna czyli nie zna ceny, nie kieruje się ceną. Może być drogie dziadostwo i zupełnie solidny tani produkt. Niestety, teraz większość towarów ma krótki czas użyteczności – taki trend. Więc, może nie warto przepłacać?

  • Witam
    Ja po pierwszym upadku bez kasku (na szczęście nie groźnym) na drugi dzień polecialem i kupiłem kask.
    Do pracy bez kasku. Po pracy każda moja krótka/długa wycieczka tylko w orzeszku :)

  • Do kasku dołączam plecak ze zwiniętą kurtką przeciwdeszczową i np. cieplejszą bluzą. Zwłaszcza przy enduro przydał mi się kilka razy doskonale chroniąc plecy.

  • @ Olek: „Podtrzymuję swoje określenie dla osób, które jeżdżą na rowerze bez kasku – deb…”

    Dlaczego? Bo zwiększają prawdopodobieństwo kontuzji, śmierci? Równie dobrze można tak nazwać każdego, kto decyduje się jeździć rowerem po polskich drogach, w kasku czy bez. Wszak bezpieczniej pobiegać po parku, lesie. Tak więc Olek uważaj, żeby jakiś biegacz nie nazwał cię w podobny sposób.

  • Jazda w kasku czy bez . Jazda z zapietymi pasami bezpieczenstwa czy bez pasów.Kazdy powinien zadac sobie pytanie dlaczego to robie . Robie to ze wzgledu na obowiazujace przepisy albo robie to dla mnie samego .Kazdy z nas jest juz na tyle swiadomy ze zna albo moze sobie wyobrazic konsekwencje w przypadku bezposredniej konfrontacji .Nie wyobrazam sobie jazdy na rowerze , na nartach ,jazdy autem bez zapietych i dopasowanych pasów. Mam wspanialych znajomych ,rodzine z których w zaden sposób nie chcialbym zrezygnowac .

  • Hej,
    Mam pytanie, a jako, że temat o pulsometrach umarł to pytam tutaj – Dla amatora jeżdżącego koło 2 tys. km rocznie, jaki poleciłbyś pulsometr? Główny cel to poprawa kondycji oraz zrzucenie zbędnych kg :P Na oku mam POLAR FT1,FT2 lub FT4. Mógłbyś coś doradzić? Będę wdzięczny

    • Wszystkie komentarze staram się przeglądać na bieżąco, więc wolałbym na to pytanie odpowiedzieć w tamtym wpisie. Ale ok, niech już będzie tutaj.

      Różnica między FT1 a FT4 to około 90 złotych. Za to dostajesz kilka usprawnień (licznik kalorii, procentowy HR, więcej planów treningowych). Ale są to w sumie drobne różnice i ja nie widzę jakiejś super różnicy między tymi modelami.

      Co ciekawe, Polar podaje, że tylko te dwa modele są kompatybilne z uchwytem na kierownicę, a FT2 już nie. Nie wiem czy to niedopatrzenie czy naprawdę tak jest, ale warto o tym pamiętać.

      • Dzięki za odpowiedź.Doszło kilka nowych modeli polar rs300x,suunto m2 i kilka sigm .Ciężki wybór i ciężko znaleźć dobre testy ich . :(

  • Jeszcze niedawno byłem człowiekiem który twierdził, że ludzie w kaskach są zwyczajnie śmieszni. Otóż jakieś 2 miesiące temu, jak zaczynałem swój sezon przypadkiem załapałem się na jakiś konurs w media expert i dostałem od nich kask rowerowy. Stwierdziłem no dobra, mam kask zobaczę jak się z nim jeździ i pech chciał, że właśnie tego dnia miałem wypadek… przeleciałem przez ramę i wyrżnąłem głową w chodnik (samochód zajechał mi drogę). Gdyby nie kask, który wygrałem z czystego przypadku i do którego sceptycznie podchodziłem, dzisiaj mogłbym być kaleką. Kask może i wygląda śmiesznie, ale lepiej śmiesznie niż w ogóle.

  • Młody, obiecujący 16-letni piłkarz został śmiertelnie potrącony przez samochód http://sport.wp.pl/kat,1726,title,Tragedia-w-Groblach-16-letni-pilkarz-nie-zyje-Wracal-z-kosciola,wid,17426352,wiadomosc.html
    Zginął na skutek obrażeń głowy. Gdyby tylko miał kask lub hełm… Choćby taki stary, z czasów II wojny światowej. Można się śmiać, ale śmiechy „legną w gruzach, gdy nasza głowa spotka się z krawężnikiem, kamieniem czy asfaltem.” To jest zatem ostatecznym dowodem za słusznością tezy noszenia przez pieszych hełmów.

    • Gdzie tam kask! Hełm i zbroja? – Po prostu trzeba jechać samochodem – najbezpieczniej w trakcie potrącenia przez samochód ;) Ja nawet jak idę do sklepu 200m to jadę samochodem. ;)

      • Ale bez kasku autem? Rajdowcy i sportowcy używają. O klatce bezpieczeństwa i innych zabezpieczeniach nie wspomnę. ;-)

        A tak po Świętach wszystkim życzę zdrowego rozsądku i bezpiecznej jazdy. :-)

  • Argument nr 3 jest bzdurny. Badania owego „naukowca” wykazaly, ze kask powoduje, ze kierowcy mijaja cie srednio 2cm blizej, podczas gdy srednia wyniosla cos kolo 134, czyli nie wykazano bezposredniego zwiazku z bezpieczenstwem, ktory nastepnie dorobili sobie „interpreterzy badan”.

    Jezeli chcemy z tych badan wyciagnac jeszcze ciekawsze wnioski, to uwaga, kobiety byly wyprzedzane w odleglosci srednio 10 cm wiekszej niz mezczyzni. Czyli bycie facetem jest 5 razy gorsze niz jezdzenie w kasku!

  • Cóż… Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Też kiedyś myślałem że nigdy, PRZENIGDY NIE ZAŁOŻĘ kasku. Myślałem… do czasu. Teraz nawet jadąc 500 m do bankomatu zakładam kask. Czasem zdarza mi się o nim zapomnieć, ale wtedy wystarczy 50 m i natychmiast po niego wracam. Jako ciekawostkę powiem tylko, że odkad jeżdzę w kasku, nie zdarzył mi się ani jeden niebezpieczny incydent, ale to nie ma znaczenia. Te które zdarzały mi się wcześniej mam wciąż w pamięci, i to wystarcza. Życie ma się jedno. Koniec, kropka.

  • Moje doświadczenia z kaskiem. W 2008 roku dostałem fuchę jako kurier pocztowy. Piszę fucha bo było to dodatkowe zajęcie i ze względu niskich dochodów raczej dla zdrowia niż poprawy finansowej. Jako kurier miałem rower 28″. Nie jeździłem zbyt szybko ale raz o zmroku nie zauważyłem nadjeżdżającego z lewej rowerzysty a innym razem (czy liść się przykleił czy przymrozek zadziałał) przy skręcie wylądowałem na siatce ogrodzenia.

    Pomyślałem wówczas o dwóch rzeczach: bądź widoczny i chroń głowę. Kości zawsze da się poskładać. Z powodu różnych dodatkowych odblasków i migoczących lampek dzieci nazwały mnie „Pan Światełko”. Przyznacie że wdzięczna łatka. A kask prócz roli ochronnej stał się świetnym termoregulatorem. W chłodne dni głowa nie marzła a w upalne nie przegrzewała się.

    Po paru latach dowiedziałem się że na zachodzie Europy to co robię jest powszechne. A wkrótce i u nas coraz więcej ludzi zaczęło używać kamizelek odblaskowych i kasków. Nie przypisuję sobie zasługi wdrożenia ale uważam się za prekursora w swoim środowisku.

    I jeszcze w kwestii kamizelki odblaskowej. Z początku kierowcy okazywali większy respekt myśląc że jestem funkcjonariuszem.

    • No funkcja termoregulacji głowy przynajmniej w upał,jest dla mnie argumentem przeważającym w skali 4 do 5 jeśli chodzi o wybór przydatność/ochrona.
      Kask wydaje mi się lepszy od bawełnianej czapki – to jest powód dla którego się tą sprawą zainteresowałem.

        • W pełnym słońcu latem chroni przed bezpośrednim wpływem słońca,w efekcie i przed udarem.Czapka oczywiście nie musi być bawełniana,może to być chusta,czy czapka kolarska,etc.
          Może się mylę,ale wydaje mi się że w kasku jest chłodniej niż w jakiejkolwiek czapce.

          • Bawełna jako włokno tkanin do zastosowań sportowych jak jazda na rowerze jest ostatnim (najgorszym) wyborem, za syntetykami i wełną. Włókno bawełniane pęcznieje, zatrzymując wodę, co jest nieprzyjemne a w temperaturach innych niż mocno letnie mniej lub bardziej niebezpieczne.
            W kasku nie jest chłodniej, tak czy inaczej w tym czy tamtym miejscu jest on barierą dla przepływu powietrza. Wentylacja jest jednak bardzo dobra od paru lat, nawet w tańszych produktach. Są jednak osoby które na podjazdach zdejmują kask mocując go na kierownicy.
            Zawodowcy długo opierali się kaskom podając za powód właśnie gotowanie się głowy, dopiero kilka śmiertelnych wypadków w peletonie spowodowało zmianę przepisów.

          • Zaraz, jakich wypadków? Przecież kask „nie chroni przed wypadkami”… ;-)

          • Oczywiście. Chroni w pewnym stopniu przed konsekwencjami wypadków.

  • Jeżdżę także motocyklem, więc kask podczas jazdy jednośladem jest dla mnie czymś tak naturalnym, że się nie zastanawiam I wkładam go nawet, gdy jade do odległego o 200 m sklepu. Zresztą podobnie jak buty SPD, bo w zwykłych byłoby strasznie niewygodnie…

    A kilak razy kask się przydał – pieszy któy wyskoczył pod koła I przeleciałem przez kierownicę, konar drzewa, któego nie zauważyłem szybko jadąc przez las, zaczepieniem kierownicą o rower jadący (zataczający się) z przeciwka…

  • Zostałem przekonany do kupna kasku lecz nie zamierzam wydać więcej niż 100zł.
    Czy waszym zdaniem istnieją sensowne kaski do tej kwoty?

    • W cenie do 100 zł na allegro są produkty Meridy, Muddyfoxa, Krossa, Authora, Alpina, B-twin. To są albo producenci Rowerów, albo bezpośrednio kasków. W ciemno można je polecić zamiast wielu innych o dziwnych nazwach, których nigdy nie widziałem, a rozeznany w tej kwestii jestem nieźle.

      https://allegro.pl/author-kask-mtb-skiff-niebieski-52-58cm-2015cr-i5108469320.html

      To przykład,kask ma technologicznie to samo co drożsi konkurenci (więcej rozmiarów niż jeden, regulowaną uprząż, skorupę stapianą z zewnętrznym plastikiem, siatkę przeciw owadom). Nie ma może wyrafinowanego kształtu, nie wiadomo ile waży ale jest od producenta który naście lat jest na rynku.

      Inne są tańsze.

      https://allegro.pl/kask-bell-roam-niebiesko-czarny-m52-58-cm-siewierz-i5083713107.html

      kolejny przykład, bardzo znany producent kasków, także motocyklowych.

      • Zwróć uwagę by miał regulację obwodu głowy, można go lepiej dopasować, przydaje się gdy jedziesz w czapce lub bez. Kaski sa robione na wymiar od/do – taki bez regulacji ciężko dopasować – ja swój miałem pomniejszony uszczelkami do okien, bez czapki bylo oki ale w czapce znów za ciasno i siedział automatycznie wyżej na głowie. Generalnie kaski tanie są słabo wentylowane, rozważ czy nie warto wydać więcej niż potem narzekać jak to źle się jeździ w kasku. Ja kiedyś miałem najwyższy dostępny w Polsce model Prowell’a (robili też kaski dla Alpinusa) który jest dużo cieplejszy, niż też niedrogi (na wyprzedaży 159zł) Met Dedalo http://www.bikekatalog.pl/2008/?ppg=show&baza=ubiory&pid=651, w aktualnej ofercie masz podobne http://velo.pl/odziez/kaski/met/pilgrim i http://velo.pl/odziez/kaski/met/gavilan
        No i najważniejsze – nie kupuj kasku bez przymierzenia!

        • Trudno kupić bez przymierzenia na necie,a w moim mieście (czytaj wiosce) to mogę sobie sprawdzić tylko te z lidla albo mediaexpert,a bawić się w: zamówienie kilku kasków w celu przymierzenia i odsyłanie tych niedopasowanych się nie zamierzam.
          A co do wentylacji to nawet kiepsko wentylowany kask daje więcej powietrza na głowę niż najlepsza bawełniana czapka z daszkiem (tak mi się wydaje).
          Będę się posuwał raczej za radą doświadczonych w tym temacie :)

  • Dużymi zwolennikami kasków są widzę wyczynowcy. Przepraszam, co mają wyścigi (ewentualnie skakanie na rampie, MTB) do obowiązku jeżdżenia w kasku? Jestem absolutnie za jazdą w kasku po lesie, w Tour de France, wspinaczce wysokogórskiej, Paryż-Dakar, etc. I co z tego?

    Dyskusja o kasku mnie osobiście bardzo denerwuje (stąd w ogóle zabieram głos, normalnie nie ma to sensu – patrz nasza dyskusja) gdyż dla mnie to jest to temat zastępczy. Są być może dziesiątki ważniejszych spraw niż kask dla rowerzystów, ważniejszych dla bezpieczeństwa rowerzystów! Dużo ważniejszą sprawą byłoby staranie się o przeprowadzenie solidnych badań apropo co i jak zrobić by do wypadków nie dochodziło i by ich skutki minimalizować, też można dorzucić kaski do sprawy. Bez porządnych badań dyskusja nie ma sensu bo się przerzucamy „rozsądkiem”, który nie musi być nic wart (proszę sobie przeczytać jak do dziś nawet „testuje” się kaski dla rowerzystów). Kto powiedział, że przykład z lusterkiem nie jest ważniejszy niż kask? Kto powie mi czy noszenie czapki z daszkiem i okularów słonecznych gdy blask oślepia użytkowników drogi nie jest ważniejsze od kasku? Ja twierdzę, że powyższe jest dużo ważniejsze. Prowadzi do uniknięcia niebezpiecznych sytuacji. Zasada ograniczonego zaufania, edukacja w tym zakresie, o to się spierajmy a nie o jakieś (być może) bzdury. Kup kask (najlepiej w cenie roweru testowany jak reszta kawałek styropianu), jesteś bezpieczny i rozsądny. Strata czasu.

    • Nie jestem wyczynowcem. Przez ostatnie 5 lat poruszam się w mieście po asfalcie. Nie jestem na nim sam, na lokalnie rozpowszechnionych ścieżkach rowerowych również.
      Nie napisałem nigdzie o obowiązku noszenia kasku.
      Skakanie z rampy ma w tym przypadku tyle wspólnego że odniosłem się do spostrzeżeń odnośnie mojego komentarza. Dla niektórych żaden argument, obowiązek czy nawet duże własne nieszczęście nie jest żadnym argumentem. To moje spostrzeżenie a nie przywołanie do rozsądku. Nie jestem w stanie do niego przywołać.
      Jest wiele spraw ważnych dla bezpieczeństwa rowerzystów, jednak tak czy inaczej dyskusja o nich nie maja właściwie sensu, bo nie masz mocy sprawczej, żeby coś w tych kwestiach zmienić. Wyedukować kogokolwiek też nie nie możesz. Jaka ważna kwestia by to nie była to jedynie internetowa burza mózgów, która skończy się gdy uczestnicy wrócą do swojej rzeczywistości.

      • Przeciwnie, każdy może edukować, byle nie nachalnie (jako ktoś w stylu nauczyciela mam czasami okazję). Jeśli też nie będziemy kręcili się w kółko jednego tematu i nie damy się zadowolić wymijającymi przepisami, które tworzone są dla poklasku, to jest szansa, że coś się zmieni. Internetowe dyskusje w tym pomagają. Temat rowerowy jest moim zdaniem coraz bardziej obecny w mediach i myślach ludzi – rowerzystów po prostu przybywa, a wśród rowerzystów jest coraz więcej polityków na różnych szczeblach. Z pewnością niektórzy czytają fora. Oby ;)

        • Możesz – ale nie jesteś tak naprawdę w stanie. Chyba że masz informację zwrotną, potwierdzoną że ktoś przyjął Twoją edukację w tym względzie. Kolega, znajomy, ktoś kogo znasz i wiesz jak się zachowuje teraz.

      • A to ciekawe bo mnie uczono, że każda dyskusja ma działanie edukacyjne. Edukacja to właśnie dyskusja na dany temat połączona z wyciąganiem wniosków i ustaleniem danego kierunku postępowania. Trudno mówić o edukacji gdy jesteś zmuszony do „wkuwania” regułek, których nie rozumiesz lub nie wiesz jak je zastosować w życiu codziennym.

    • „Dużo ważniejszą sprawą byłoby staranie się o przeprowadzenie solidnych
      badań apropo co i jak zrobić by do wypadków nie dochodziło i by ich
      skutki minimalizować, też można dorzucić kaski do sprawy.”

      Są, ale w Holandii i Danii. U nas (patrz dyskusja) nie ma chęci podawania argumentów (faktów) za, czy przeciw. Lepiej się wyzywać kogoś od debili.

    • Chcesz badań n/t minimalizacji skutków badań i jednocześnie jesteś za jazdą w kasku po lesie? To znaczy że widziałeś badania o skutkach wypadków w lesie?:)
      Lusterko fajna rzecz ale wiesz – moja głowa się obraca i zanim skręcę w lewo to się obejrzę. Okularów też używam, mam światła, hamulce, często jeżdżę w opaskach i kamizelce odlaskowej oraz nie ufam innym.
      Aspektów bezpieczeństwa jest wiele i dlaczego nie wykorzystać wszystkich dostępnych?
      Przy małej prędkości kask może i niepotrzebny, przy dużej zapewnie odpadnie razem z głową ale jest wiele sytuacji pośrednich gdzie może pomóc.
      Nie wierzę że kask czy nawet downhillowa zbroja ochroni mnie na 100%, ale zmniejszy ewentualne następstwa wypadku. Dużo powyższych wpisów jest o fakcie kupna kasku po wypadku – a czy jednak nie lepiej przed?

  • Parę lat temu była afera z kaskami co niby jakiegoś polityka ktoś w rodzinie produkował certyfikowane kaski i dlatego chcieli przepchnąć tą ustawę ale wtedy jakiś jajogłowy od statystyk powiedział, że lepiej pieszym nakazać chodzenie w kaskach bo procentowo oni częściej ulegają wypadkom niż bajkerzy.

  • Prawdopodobieństwo przydzwonienia głową jest małe ale ewentualne konsekwencje duże.
    Fajny jest argument typu „jestem ostrożny/a – nic mi się nie stanie” a jesteś pewny/a że nikt Ci nie przygrzeje z tyłu?
    Co do obowiązku noszenia kasku czy zapinania pasów – zakładam, że gdyby leczenie/rehabilitacja nie było za darmo, to ilość oponentów byłaby mniejsza:). Oczywiście to kontrowersyjny wniosek bo zaraz pojawi się kolejny, że kolarstwo górskie jest niepotrzebne i skoro naraziłem się na niebezpieczeństwo to mam się sam leczyć. Ale skoro istnieje groźba niebezpieczeństwa to dlaczego go nie ograniczyć, na tej samej zasadzie jak w pracy (BHP)?.
    Co rozumiecie przez jazdę miejską? Jazdę z prędkością 10km/h? Bo w moich pagórkowatych miastach daję radę jeździć szybciej niż przepisowe 50km/h.

    • Rehabilitacja jest co prawda darmowa, natomiast dostęp do darmowej jak i jej skuteczność – z tym jest gorzej. Korzystałem dwa razy, z czego drugi z kilkumesięcznym poślizgiem.

    • „Co rozumiecie przez jazdę miejską? Jazdę z prędkością 10km/h? Bo w moich
      pagórkowatych miastach daję radę jeździć szybciej niż przepisowe
      50km/h.”

      Średnia: 15-20, w Sopocie 5 (jest ograniczenie prędkości), chwilowa 25. Czyli spacerowe, „holenderskie” tempo. Jakbym jechał >30, to na bank bym już miał kask. 50km/h nie rozwinę ze względu na światła i inne ograniczenia znakami, czy infrastrukturą (pomijam typ roweru). Nawet elektryk nie był w stanie mnie przyśpieszyć.

      „Fajny jest argument typu „jestem ostrożny/a – nic mi się nie stanie” a jesteś pewny/a że nikt Ci nie przygrzeje z tyłu?”

      Wtedy masz przetrącony kręgosłup i urazy narządów. Dosyć częste w mieście, w Polsce, niestety.

      „Oczywiście to kontrowersyjny wniosek bo zaraz pojawi się kolejny, że
      kolarstwo górskie jest niepotrzebne i skoro naraziłem się na
      niebezpieczeństwo to mam się sam leczyć.”

      Jak ktoś jeździ inaczej niż rekreacyjnie i nie ma kasku i/lub ochraniaczy, to faktycznie świadczy o braku rozsądku i głupocie.

      Opinię opieram tylko i wyłącznie na obserwacji rowerzystów w Holandii oraz Belgii: nieśpieszne tempo (do 25km/h), bardzo mały odsetek rowerzystów, którzy na skutek upadku, czy potrącenia (to ostatnie z resztą rzadkie) mają coś więcej niż siniaki. Mówię o codziennych rowerzystach, którzy jeżdżą także w ściegu i gołoledzi (dosyć częsta). Żyją w innym świecie, z innymi prawami fizyki? Problemem są u nich głównie obrażenia narządów w okolicach brzucha i kończyn w przypadku potrącenia.

      Swoją drogą co Wy robicie? Od czasu jak miałem 6 lat ani jednej wywrotki. Do pracy 24km, jeżdżę cały rok.

      • Nawet w mieście jadąc pomału zdarza się, że samochód mnie zamyka (tzn. wyprzedza i skręca w prawo), jak na razie zawsze wyhamowałem, ale jak kiedyś się nie uda?
        Rzadko jestem w dużym mieście ale bywam w Katowicach, Gliwicach, Bielsku, Ostravie, jeśli nie ma korka to bez problemu jadę 30, oni 50 a na wylotowych szybciej. Jeśli jest wolniej to jest ciasno i tu też częste są sytuacje, że ktoś wyprzedza z małą różnicą prędkości i tak sobie jedziecie koło siebie aż on o Tobie zapomni (szczególnie ciężarówki, autobusy) i zaczyna Cię dociskać do krawężnika. W korku natomiast omijając z prawej czy między pasami możesz spotkać akurat otwierane drzwi czy ktoś z chodnika wejdzie by przejść bo auta stoją.
        Oczywiście można jechać 10 km/h ale to nie jest jazda:)
        Hipotetycznych sytuacji można wymyśleć dużo, zdarzają się rzadko ale wykluczyć ich nie można i ja wtedy wolę mieć orzeszka:)
        Kolega przywalił na nartach o glebę mózgownicą, jak go znam to szybko nie było, stok narciarski raczej nie ma ostrych krawędzi – niby nic mu nie było, do domu zjechał sam ale na bóle głowy uskarża się już dwa lata.

        Dlatego właśnie jest nacisk na kaski – złamana ręka się z rośnie a głowa jest trudna do leczenia.

      • Jeździmy. :)
        Niektóre miejskie wypadki w których przydał się kask, były absurdalne ale okazały się realne.