Jak skompletować wyposażenie na wyjazd rowerowy

Zapraszam do obejrzenia najnowszego odcinka Rowerowych Porad. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.



Pakowanie się przed dłuższym wyjazdem rowerowym, zawsze stanowi dla mnie wyzwanie. Z krótkimi, jednodniowymi nie ma najmniejszego problemu. Do plecaka wrzucam pompkę, dętkę, klucze, przeciwdeszczówkę, telefon i coś do jedzenia (zazwyczaj kabanosy i czekoladę). Nawet jeśli czegoś zapomnę, to w jeden dzień nie zdążę się oddalić na tyle, żeby ktoś mnie awaryjnie nie zgarnął samochodem.

Zabawa zaczyna się przy dłuższych wyjazdach. Trzeba wszystko z głową rozplanować, by nie okazało się, że zabraliśmy za dużo sprzętu, a zapomnieliśmy o kilku ważnych rzeczach. Człowiek sobie zawsze jakoś poradzi, ale nikt nie chciałby zostać w środku lasu, sam, z przebitą dętką, bez pompki i to jeszcze pod wieczór. Trzeba się jakoś przygotować, by o niczym nie zapomnieć.

Długą listę rzeczy do zabrania na wyjazd znajdziesz tutaj. Oczywiście z rzeczy, które się tam znajdują należy zrobić własną listę, która będzie uwzględniała to, gdzie i na ile czasu jedziesz. Ja zazwyczaj takie listy robię na komputerze i ostatnio trafiłem na bardzo fajne narzędzie, udostępnione przez Tirendo: Wakacyjny niezbędnik.

Zasada działania jest bardzo prosta, przechodzimy przez kolejne listy przedmiotów i zaznaczamy, co będzie nam potrzebne. Warto pamiętać, by przy danej podkategorii zaznaczyć „Dodaj do swojej checklisty”

rowerowy-niezbednik

 

Do listy możemy wpisywać swoje własne rzeczy, nie musimy się ograniczać do produktów podanych przez autora niezbędnika. Na koniec, gotową listę można wydrukować i w wygodny sposób używać.

Lista na wyjazd rowerowy

A o czym należy pamiętać, szykując rzeczy na wyjazd?

Na pewno przygotowania warto zacząć wcześniej, nie wieczorem przez wyjazdem. Może się okazać, że nie mamy wielu rzeczy, które są akurat niezbędne, a ich zdobycie w dniu wyjazdu lub później będzie kłopotliwe. Najważniejsza sprawa to moim zdaniem leki, które musimy zażywać. Zwłaszcza te na receptę.

Ilość i rodzaj zabieranych ubrań, oczywiście trzeba dobrać do miejsca gdzie się jedzie i pogody jakiej się spodziewamy. Radzę nie przesadzać z ilością (takie zakusy mają czasami kobiety), potem każdy dodatkowy kilogram w sakwach trzeba ze sobą wozić. Przy ładnej pogodzie wystarczy jedna koszulka rowerowa, wieczorem uprana do rana spokojnie wyschnie. Jeśli jedziesz w spodenkach rowerowych z wkładką, warto mieć drugie spodenki, które założysz, gdyby rowerowe nie wyschły tak szybko.

We wpisie o koszulkach rowerowych pisałem, że najlepiej mieć typowo rowerowe koszulki. Takie, które szybko schną i dobrze odprowadzają pot. Jeśli nie przepadasz za sztucznymi materiałami, pomyśl o wełnie z merynosów. Bawełna na dalsze wyjazdy, to naprawdę średni pomysł.

Na każdym wyjeździe moją podstawą są klapki. Myślałem kiedyś o zakupie lekkich sandałów, ale klapki są lżejsze i zajmują trochę mniej miejsca. Bardzo przydają się pod prysznicami, a także by pójść np. na plażę wieczorem. Jeśli chodzi o buty, to najlepsze są takie o sztywniejszej podeszwie, lepiej przekazują naszą energię w kierunku pedałów. Pedałować można w zasadzie w każdych butach, ale najlepiej sprawdzają się buty turystyczne i oczywiście typowo rowerowe.

Warto mieć ze sobą długie spodnie, nawet gdy pogoda zapowiada się piękna. W nocy temperatura lubi ostro spaść i jeśli śpisz w namiocie, często dresowe spodnie (lekkie i wygodne) potrafią uratować przez przemarznięciem. Jeśli wiesz, że będziesz jeździć w długich spodniach, zawsze warto mieć awaryjnie drugą parę, by w przypadku przemoczenia, nie zostać z niczym na noc.

Jeśli jeździsz w kasku (a zakładam, że tak), dobrze wiesz, że w upały z jednej strony chroni głowę przed przegrzaniem, z drugiej zaś przeszkadza w jej wentylowaniu. By zapobiec laniu się potu po czole, wystarczy chustka albo w chłodniejsze dni specjalna czapeczka pod kask. Pamiętaj tylko, by regularnie je prać :)

Zabierając narzędzia do roweru, pamiętaj, że przynajmniej jedna osoba w grupie powinna mieć pompkę (dostosowaną do różnych wentyli) oraz łatki. Złapanie „kapcia” to w sumie najczęstsza awaria jaka może się przytrafić na rowerze i warto być na to przygotowanym. Pamiętaj by zabrać najpopularniejsze klucze: imbusy, śrubokręty, płaski klucz 15, a także klucz do kół, jeśli masz na nakrętki. Jeśli jedziecie w grupie, wystarczy, że jedna osoba będzie miała narzędzia. Pamiętajcie tylko, by jej nie zgubić ;)

Na dalszy wyjazd koniecznie zabierz ze sobą olejek do łańcucha oraz kilka suchych szmatek. Szmatki przydadzą się m. in. do przetarcia łańcucha, zwłaszcza po ulewie lub jeździe przez piaski jest to wskazane. Nie musisz mieć ze sobą rozpuszczalnika, ale… jeśli jedziecie w kilka osób, dobrze gdyby ktoś go miał. Przydaje się przy czyszczeniu łańcucha, ale także przy zabrudzeniu ubrania smarem.

Przy wyjazdach kempingowych, warto mieć latarkę-czołówkę. Myślę, że każdy doświadczony turysta się ze mną zgodzi, że jest to najwygodniejszy typ latarki, zwłaszcza jeśli musimy mieć dwie ręce wolne. Nie musi być bardzo mocna, najważniejsze by wytrzymywała kilkanaście godzin na bateriach paluszkach.

Przy wyjeździe w dzikie tereny, niekoniecznie za granicę, w Polsce też znajdziemy sporo takich – warto mieć ze sobą awaryjne zasilanie do telefonu. Może być to powerbank, może być bateria słoneczna, może być ładowarka na korbkę. W każdym razie coś, co pomoże nam naładować telefon w razie awaryjnej potrzeby. Niby teraz każdy w domu ma telefon i można gdzieś z wioski zadzwonić, ale kto wie kiedy będzie potrzebna pomoc.

Mimo wszechobecnej techniki, dobrze jest zabrać papierową mapę okolicy. Telefony lubią się psuć w najmniej oczekiwanych momentach, a papierowa mapa, jeśli tylko będzie dobrze zabezpieczona – przetrwa wszystko.

Gdy jedziesz w cywilizowane tereny, nie musisz brać ze sobą połowy lodówki. Jednak zawsze miej w pogotowiu choćby półlitrową butelkę niegazowanej wody i czekoladę. Jedzenie lepiej kupować na bieżąco, niż wozić niepotrzebnie ze sobą.

Takich drobnych porad jest dużo, dużo więcej. Mam nadzieję, że podzielicie się nimi w komentarzach. Najlepszym nauczycielem jest oczywiście praktyka i własnoręcznie zdobywane doświadczenie, ale dobrych porad nigdy wiele.

 


 
  • Witam! Ciekawy artykuł. A Jeśli chodzi o telefon- to od siebie dodałbym , że warto zaopatrzyć się w drugi, zapasowy model, najlepiej jak najstarszy ;) Czyli coś typu starych nokii, które na baterii wytrzymywały po kilka dni(czasem i tydzień). Dziś niestety nasze szajsfony oprócz tego że pozwalają wysłać maila, robić filmy i zdjęcia przy średniej intensywności padają po dniu… W razie w – lub po prostu gdy nie potrzebujemy najnowszych osiągnięć techniki,do komunikowania się można śmiało korzystać z naszego muzealnego telefonu :)

  • @Karol
    Wg mnie najlepszym „zapasowym” telefonem jest Nokia E52. Posiada moduł wifi, można sprawdzić pocztę czy awaryjnie skorzystać z przeglądarki, a bateria trzyma ponad 5 dni przy dość intensywnym użytkowaniu :) Ponadto posiada już złącze microUSB do ładowania.

    Ja mam taki patent, że w podróży telefon włączam tylko raz dziennie, wieczorem. Sprawdzam czy nic się nie działo, ewentualnie oddzwaniam i odpisuje.

    • Sebastian Gruchacz

      Ewentualnie e90 – tez trzyma długo a do tego jest niemal pancerna :P

  • Ja zawsze wożę ze sobą drugi telefon ( SE Yari który też długooo trzyma na baterii ) z tym że głównie używam go do nawigacji rowerowej .
    Na wycieczkę minimum 2 dniowa zawsze mam papierową mapę danej okolicy
    Z wyżej wymienionych to jak dla mnie wszelakie klapki odpadają , zakupic za to muszę wcześniej czy później jakiegoś powerbanka ( swoją droga to przydałby się tu jakiś test tego typu urządzenia )
    Wpis jak zwykle bardzo dobry.

  • chdnisxa

    akurat :) test powerbanka jest – kliknij na podlinkowany txt „powerbank”
    pozdr!

  • O ja ślepy …:)

  • Od kilku lat mam w domu skrzynię, a w niej wszystkie akcesoria, do których w razie wyprawy krótkiej czy długiej mogę zanurkować i dobrać odpowiednie komponenty. Ciuchy… otwieram przepastną szufladę z tylko rowerowymi i robię podobnie. Na wypadek zimna zawsze biorę rękawki i nogawki.Dzięki temu oszczędzam miejsce i wagę. W skrzyni jest też skrzynka narzędziowa, bo nie zawsze biorę np. bacik i klucz do kasety (szprycha od strony trybu). Ważne, że wspomniałeś o ubezpieczeniu. Ważna sprawa by nie obudzić się z ręką w nocniku. Wykupiłem na cały świat bez usa i kanady. Do usa się nie wybieram. Skoro chcą wizy niech się… Pozdrawiam.

  • smerek

    Zapomnijcie na te kilka dni, o telefonie, telewizji i radiu. Mózg człowieka, czasem jest bardziej potrzebującym odpoczynku, aniżeli mięśnie. Ponadto, nie bierzcie wszystkiego. Najważniejsza jest karta kredytowa. Namiot i śpiworek z karimatą, także. Jeśli trasa będzie wiodła przez np. prawie Tajgę. W sumie, im więcej weźmiesz, tym szybciej zakończysz. Gładkiej drogi, życzę!

  • MaciekR

    Kilka uwag ogólnych — niekoniecznie rowerowych.

    Świetne narzędzie (Tirendo). Ja do długich — wycieczek miałem listę w arkuszu kalkulacyjnym podzieloną na kategorie. Wybierałem z niej co w danej wycieczce jest potrzebne i wydrukowaną kopię miałem z sobą; używałem jej podczas powrotu, aby sprawdzić czy niczego nie pozostawiłem. Zastanawiałem się nad napisaniem jakieś prostej aplikacji na telefon, ale obiecuję to sobie od roku.

    Na podstawie własnych błędów i wypaczeń:
    – minimum kilka dni — tydzień przed trzeba mieć komplet wszystkiego, dobrze sprawdzić, czy nam to się pomieści w bagażu, szczególnie z myślą o samolocie
    – tydzień przed sprawdzam wszystkie akumulatorki i elektronikę — u mnie to najdroższy ekwipunek, a w przypadku aparatu foto także nietypowe źródła zasilania, których od ręki nigdzie nie kupię.

    „Radzę nie przesadzać z ilością (takie zakusy mają czasami kobiety)”

    Z obserwacji wiem, że zazwyczaj jest odwrotnie. :-) Z resztą ubrania kobiet jakoś mniej miejsca zajmują. Ja zawsze mam problem z wyborem ilości butów. Przy pieszych wycieczkach złe obuwie się mści. Niekoniecznie złe jakościowo, ale źle dobrane do warunków. :-)

    Co do ubrania: dobrze mieć jakiś komplet cywilnych (to dla rowerzystów) ubrań: czasem zwiedza się muzea, bądź miejsca, gdzie inne niż stonowane kolorystycznie i krojem ubrania są mile widziane. Koszula i spodnie, najlepiej takie, które nawet pogniecione, dobrze wygląda bardzo się przydaje. Len, nieśmiertelna flanela i jeansy są najbardziej uniwersalne. W miejsach kultu możemy zostać wyproszeni!

    Opcjonalnie: mały plecak, bądź torba na ramię z miękkiego materiału: na wypady na miasto, gdzie nie zabieramy roweru, a chcemy mieć miejsce na osobiste rzeczy, mapę picie (rower i sakwę np. zostawiamy w hotelu). Musi być lekka i łatwo składana, aby zajmowała jak najmniej miejsca. Na rynku jest spory wybór, polecam rozejrzeć się po lokalnych sklepach w małych miejscowościach.

    I ważne (uwaga, będę krzyczeć): LEKARSTWA, SZCZEPIENIA, WYLECZYĆ WSZYSTKIE ZĘBY I INNE DOLEGLIWOŚCI (potrafią zepsuć każdy wyjazd, a za granicą często to kłopot i koszt). Nie dotyczy to wyposażenia, ale dobrze o tym przypominać.

    A w domu ważę zawsze bagaż i za każdym razem staram się, żeby był lżejszy od ostatniego, bez rezygnacji z potrzebnych rzeczy. Na dwa tygodnie starczy mi walizka (nie mówię tutaj o wycieczce rowerowej, ale ogólnie), ważąca brutto 6,5kg i plecak foto, który waży 8kg (tego drugiego ciężko skompresować). Za każdym razem kupując choćby ubrania na co dzień patrzę pod kątem ich wykorzystania na wycieczkach. Wbrew pozorom można wagowo sporo zaoszczędzić na samym doborze spodni czy koszul. Mam koszule, które są lżejsze o 10% od t-shirtów bawełnianych.

    I trzymam się zasady: jeśli nie jestem w stanie na własnych rękach przez kilka kilometrów przenieść swoich rzeczy, to albo muszę poćwiczyć kondycję, albo zrobić przegląd zabieranych rzeczy.

    Więcej uwag nie mam, bo Twój wpis chyba wspomniał o najważniejszych rzeczach.

  • MaciekR

    Ech, nie wyspałem się, masa literówek i błędów, które „trochę” zmieniły sens zdania:

    „gdzie inne niż stonowane kolorystycznie i krojem ubrania są mile widziane.” -> „gdzie inne, stonowane kolorystycznie i krojem ubrania są mile widziane.”

    „W miejsach kultu możemy zostać wyproszeni!” -> „W miejscach kultu religijnego możemy zostać wyproszeni!”

    Z ciekawości zapakowałem i zważyłem walizkę: 6,8kg brutto. W zasadzie w samolocie by mi wystarczył bagaż podręczny. Więcej dupereli zabieram do pracy.

    Z rzeczy, które zawsze trzeba zabierać: woreczki strunowe na elektronikę, dokumenty i inne ważne rzeczy.

  • mati

    Polecam podczas deszczu skarpetki wodoodporne dexshell dostępne na allegro albo w sklepach z sprzętem wojskowym.

  • MaciekR

    Ja także polecam sklepy z ubraniami i akcesoriami militarnymi, ale tymi prawdziwymi. W połączeniu z odzieżą outdoorową można sobie skompletować bardzo wygodne zestawy. I jednocześnie bardzo trwałe.

  • Hej,
    Fajny wpis. Akurat wczoraj zainstalowałem aplikację iPacking (akurat jest za free – https://itunes.apple.com/us/app/ipacking-easy-trip-packing/id833049263?mt=8) i przy okazji tego artykułu zacząłem robić sobie listy na 1 dzień jak i 2-dniowe wypady. :)

  • Anonim

    zamiast klapków można zabrać buty do chodzenia po kamienistym dnie morza/ jeziora/. Po wejściu do wody nie spadają z nóg jak klapki. W związku z tym że mają podeszwę anty poślizgową są przydatne w surfing, na żaglówce itp. Można z nich korzystać pod prysznicem ale i na podwórku.

  • Niestety nie zawsze jest miejsce na zabranie klapek. Pół biedy jeśli w dalszą podróż wyruszamy pociągiem lub startujemy spod domu na kołach. Zabawa zaczyna się gdy do miejsca docelowego musimy dolecieć samolotem.

    Jeśli chodzi o dalsze wyprawy i cieplejsze ubrania to biorę tylko dwa komplety – jeden do jazdy, a drugi do założenia po dotarciu na miejsce i po ewentualnym prysznicu. Niestety często się zdarza, że komplet do jazdy będzie mokry czy to od potu czy deszczu, następnego dnia musimy w nim kontynuować jazdę, ponieważ drugi powinien być koniecznie suchy.

  • MaciekR

    ” Zabawa zaczyna się gdy do miejsca docelowego musimy dolecieć samolotem. ”

    Czasem (także w Polsce) warto ograniczyć swój bagaż i dokupić brakujące rzeczy na miejscu. Wbrew pozorom nie jest drożej np. na zachodzie Europy, a kosmetyki i drobne, jednorazowe w sumie rzeczy nie ma potrzeby wozić ze sobą.

    Pytanie co taniej wychodzi: płacić za nadbagaż czy kupić na miejscu.

    * nie dotyczy osób, które mają alergie i wtedy faktycznie bezpieczniej jest zabrać je ze sobą.

  • MarJusz

    Fajne narzędzie do planowania listy. Ja sobie zawsze radziłem przy pomocy kartki papieru. Ale ile tam było zawsze bazgrania i poprawiania.

  • MeHow

    z jedną rzeczą bym polemizował, a mianowicie buty z twardą podeszwą… jeździłem w wielu różnych ale od pół roku na bajka zakładam wyłącznie swoje buty do biegania (nie podam dokładnie modelu ale coś z serii Minimus od NB), które mają cienką, elastyczną podeszwę i powiem tak: nigdy w żadnych innych butach nie jeździło mi się lepiej :)

    oczywiście piszę tu o butach „cywilnych”, a nie stricte rowerowych. Moim skromnym zdaniem sztywność podeszwy nie ma znaczenia, tylko stopień amortyzacji jaki oferuje, to by potwierdzało, że giętkie ale zupełnie nieamortyzowane buty, spisują się wg mnie równie dobrze, bo po prostu siła nacisku nie jest rozpraszana przez „technologię”.

  • @Mehow – jeździłeś kiedyś w rowerowych butach? :)

    Przy rekreacyjnej jeździe, nie ma to większego znaczenia. Ale jeśli jeździ się dalsze dystanse (nawet nadal dla przyjemności, bez ścigania się), to naprawdę są mniejsze straty energii jeśli ma się sztywniejszą podeszwę.

    Tak jak piszesz, wtedy siła nacisku nie jest rozpraszana, co ma miejsce przy miękkim bucie.

    Oczywiście, pozostaje kwestia wygody. Dlatego ja mam buty z „dość” sztywną podeszwą, ale jeszcze taką, która potem nadaje się do względnie wygodnego chodzenia.

  • MeHow

    @Łukasz: w butach typowo rowerowych nie jeździłem i zaznaczyłem że nie o takich piszę. Nie kwestionuje tego co piszesz, chodziło mi o ciekawą alternatywę jaka z mojego doświadczenia są buty minimalistyczne, które mają też kilka innych zalet. Zresztą to w sumie bez znaczenia, nie ma co dyskutować nad takim „pierdoletami”. Bloga twojego zwiedzam od kilku dni i wciągnął mnie mocno, obawiam się że przeczytam całe archiwum jak tak dalej pójdzie ;)) pozdro ze Skierniewic, jakbyś kiedyś kręcił w moich okolicach to zapraszam na „zupkę regeneracyjną :)