Mactronic Scream – test lampki rowerowej

Lampkę Mactronic Scream mam już od ponad trzech lat, tak więc śmiało mogę powiedzieć, że jest to test długodystansowy. Zabierałem się do napisania tego tekstu tak długo, ponieważ mam do niej mieszane uczucia i chętnie napiszę Wam co mnie w niej urzekło, a co nie do końca przypadło do gustu. Na moje wnioski musisz popatrzeć przez własne potrzeby, to co ja widzę jako wadę, Tobie może być zupełnie obojętne. Szukanie idealnej lampki, to trochę jak poszukiwanie świętego Graala. Teoretycznie gdzieś istnieje, ale tak naprawdę jeszcze nikt go nie odkrył. Problemem do rozwiązania przez ludzkość, tak jak przy większości energochłonnych urządzeń, jest czas pracy na bateriach/akumulatorach. Im dłużej urządzenie ma pracować, tym większy i cięższy akumulator musimy zastosować. Ale o tym trochę więcej za chwilę.

Mactronic Scream Test

Zacznę od budowy latarki. Tak, Scream’a śmiało można nazwać rowerową latarką. Po wyjęciu z uchwytu śmiało może pełnić taką rolę. Obudowa jest wykonana z aluminium, bardzo dobrze leży w dłoni, w czym na pewno pomaga frezowana tylna część. Z tyłu znajduje się przycisk, który delikatnie wciśnięty zmienia tryby świecenia, a wciśnięty mocno włącza i wyłącza lampkę. Tryby można też zmieniać włączając i wyłączając latarkę, za każdym razem aktywuje się kolejny tryb świecenia. Jest to wygodne rozwiązanie, zwłaszcza jeżeli musimy obsługiwać ją w grubych rękawiczkach.

Mactronic Scream Lampka Rowerowa test
fot. Mactronic

Dodatkowo w przedniej części znajdziemy wymienny pierścień, dzięki któremu kierowcy łatwiej nas zauważą jadąc z boku. Producent załącza pierścienie w kolorze pomarańczowym, lekko szarym oraz czarnym. Ten ostatni nie przepuszcza światła i ja zdecydowałem się zostawić na stałe właśnie ten, ponieważ pomarańczowa lub szara poświata rozpraszała mnie podczas jazdy. Fotka powyżej pochodzi ze strony producenta, ja te dwa pozostałe pierścienie już gdzieś zawieruszyłem.

Obudowa jest wodoodporna, co sprawdziłem wielokrotnie podczas jazdy w deszczu. Lampka posiada certyfikat IP65, co oznacza, że jest pyłoszczelna i odporna na strugi wody. Producent nie deklaruje, że Scream będzie działać pod wodą i tego nie testowałem, ale wydaje mi się, że krótkotrwałe zamoczenie też wytrzyma. Obudowa jest bardzo solidna i wytrzymała. Dałem kiedyś Scream’a kilkuletniemu dziecku do zabawy, a chłopak urządził jej później jesień średniowiecza, upuszczając kilka razy na beton czy obijając przypadkowo o różne rzeczy. Na obudowie zostało tylko kilka zadrapań, nic się nie uszkodziło. W każdym razie za jakość wykonania obudowy daję 10/10, jest o wiele lepiej niż w przypadku wielu plastikowych wydmuszek.

mactronic scream uchwyt lampka

Za to nie do końca jestem przekonany do uchwytu rowerowego. Trzyma on latarkę dość pewnie i jego montaż nie wymaga narzędzi, ale bardzo daleko mu do rozwiązania, które stosuje chociażby Cateye. Napiszę może tak, z uchwytem nie miałem problemów, złamał się co prawda podczas mojego wypadku, ale akurat wtedy miał do tego pełne prawo. Po wymianie na nowy znów jest okej. Ale przykręcając go do kierownicy, widzę spory kontrast pomiędzy latarką, a jej uchwytem. Tu solidne, lotnicze aluminium, tam wątpliwej jakości plastik z takim sobie mocowaniem. W każdym razie uchwyt jej nie skreśla, po prostu fajnie byłoby gdyby producenci popracowali nad tym elementem, zwłaszcza, że lampka nie jest z najniższej półki cenowej.

Jak świeci Scream? Mój model generuje strumień świetlny o jasności 243 lumenów. Nie jest już produkowany (ale można go jeszcze gdzieniegdzie kupić), obecnie dostępne są modele dające 300 i 400 lumenów. Kiedyś w ofercie był także model Superior o jasności 750 lumenów (jako jedyny zasilany ogniwem 18650, ale o tym później). Lampka generuje okrągły snop światła, bardzo dobrze oświetlając drogę. Nie jest to może światło pozwalające pędzić 30 km/h przez bardzo ciemny las, ale do spokojniejszej jazdy w terenie lub szybszej jazdy po asfalcie nadaje się wyśmienicie. Odpowiednio ustawiona jednocześnie dobrze oświetla drogę przed nami, nie oślepiając zbytnio innych. Niestety soczewka nie ma odcięcia światła, które ułatwiłoby jej ustawienie w taki sposób, aby nie oślepiała jadących z naprzeciwka. Ale przy odrobinie wyczucia da się to zrobić.

Latarka daje możliwość regulowania wielkości oświetlanego obszaru. Kręcąc przednią częścią obudowy, można skupić światło na mniejszej powierzchni, co może być przydatne podczas używania jej jako typowej latarki. Podczas jazdy rowerem najlepiej ustawić ją na szeroki kąt świecenia.

Latarka posiada pięć trybów świecenia: 100%, 50%, 10%, SOS (czyli miganie) i stroboskop. Już 50% wystarcza do doświetlenia drogi w ruchu miejskim, 10% jest używalne jedynie w przypadku korzystania z niej jako typowej latarki, gdy chcemy coś podświetlić, ale nie potrzebujemy dużej mocy. Nie jestem zwolennikiem stroboskopów, tak więc na ten temat powiem jedynie tyle, że „wali” po oczach bardzo mocno i spełnia swoje zadanie, ale mam mieszane uczucia odnośnie jego wykorzystywania w ruchu ulicznym.

mactronic scream 100
100% mocy, światło maksymalnie rozproszone
mactronic scream skupiony
100% mocy, światło maksymalnie skupione
mactronic scream test
50% mocy
mactronic scream test lampki
10% mocy

Osobny akapit poświęcę trybowi SOS, czyli migającemu. Jestem zwolennikiem jazdy przez całą dobę z włączonym oświetleniem. Niestety producent wymyślił to tak, że lampka miga na 100% swoich możliwości, przez co bardzo szybko wyczerpuje baterie. Do czasu świecenia za chwilę dojdę, ale jeżeli potrzebujesz lampki, która wytrzyma kilkadziesiąt godzin migania – to niestety Scream nie będzie dobrym wyborem. Gdyby Mactronic zdecydował się dołożyć jeszcze tryb migania z intensywnością 30%, byłoby po prostu idealnie. Ale jeżeli nie używasz lampek podczas jazdy w dzień, nie będzie Ci to przeszkadzało.

Czas świecenia mierzyłem używając trzech akumulatorków AAA Varta o pojemności 1000 mAh. Lampka ustawiona na 100% mocy świeciła przyzwoicie przez około godzinę. Potem szybko jasność zaczęła spadać i pół godziny później praktycznie nie świeciła. Po włączeniu trybu migającego, bardzo dobrze świeciła przez około 1,5 godziny, po 3 godzinach jasność trochę spadła, ale nadal świeciła dobrze. Później jasność świecenia znów się zmniejszyła i po 5 godzinach migała już tylko na jakieś 5% swoich możliwości. Dalej już nie sprawdzałem, ponieważ takie miganie określiłbym jako „pic na wodę”, niby świeci, a niewiele daje.

mactronic scream test

Jak widzisz, Scream jest prądożerny. Do tego akurat pretensji nie mam, ponieważ wiem, że aby świecić mocno, musi swoje pobrać. Ale zastosowanie trzech paluszków AAA do zasilania takiej lampki jest kiepskim pomysłem. Zastanawiam się jeszcze jak krótki musi być czas świecenia w wersji 400 lumenów… Nieprodukowana już wersja 750 lumenów była zasilana albo trzema AAA (co pewnie kończyło się na świeceniu przez 20 minut) lub ogniwem 18650, które jest moim zdaniem o wiele rozsądniejszym rozwiązaniem, jeżeli zależy nam na dłuższym czasie świecenia. Co prawda takich ogniw (w razie awaryjnej potrzeby) nie kupimy w każdym kiosku, a także jest potrzebna do nich specjalna ładowarka, więc jeżeli ktoś już używa akumulatorków AA i AAA, musiałby uzbroić się w kolejną.

Można też spróbować przerobić lampkę z zasilania bateriami AAA na ogniwo 18650. Tu znajdziecie instrukcję jak to zrobić. Sam jeszcze nie próbowałem robić takiej modyfikacji, ale może za jakiś czas się skuszę.

Z technicznych spraw: sama latarka waży 90 gramów, z włożonymi akumulatorkami 130 gramów, uchwyt to kolejne 40 gramów. Jej długość to 11 centymetrów, a średnica zmienia się w granicach 2,7-3,2 centymetra. Jest bardzo poręczna, nie zajmuje wiele miejsca na kierownicy i dobrze leży w dłoni. Dostęp do baterii i ich wymiana jest bardzo prosta, nie potrzeba do tego żadnych narzędzi ani ostrych przedmiotów. Lampkę można w łatwy sposób rozebrać i dostać się chociażby do soczewki, by wyczyścić ją z obu stron.

mactronic scream lampka

Podsumowując – z mocy świecenia i jakości wykonania lampki jestem bardzo zadowolony. Małego minusa daję za uchwyt, ale to jest do przeżycia. Natomiast czas działania na akumulatorkach jest bardzo, bardzo słaby i tak naprawdę ratowałoby go wprowadzenie przez Mactronica wydajniejszego źródła zasilania oraz dodanie trybu migającego na 30%. W tej chwili trzeba ratować się albo przeróbką na ogniwo 18650 (nie jestem przekonany czy nie będzie miało to wpływu na jej żywotność) albo wozić ze sobą zapas akumulatorków AAA. Jeżeli tylko nie przeszkadzają Ci minusy przedstawione przeze mnie, śmiało mogę ją polecić, chociażby ze względu na jakość wykonania. Lampkę Mactronic Scream można kupić od ok. 110 złotych.