Długa trasa rowerem w 24 godziny – jak się przygotować?

Od czasu do czasu, odzywa się we mnie głos, który podpowiada – a może by tak spróbować się na jakiejś dłuższej, rowerowej trasie? Tak cztery lata temu przejechałem trasę Łódź – Częstochowa – Łódź (260 km), czy dwa lata temu także do Częstochowy i z powrotem, ale tym razem z tatą na tandemie (290 km).

Do ponownego zmierzenia się z dłuższą – jak dla mnie – trasą, zachęcił mnie start Marcina Hinza, mojego znajomego, w Pierścieniu Tysiąca Jezior. To rowerowy ultramaraton, gdzie jest do przejechania 610 kilometrów, z limitem czasu 40 godzin (rekord to niewiele ponad 21 godzin!). I gdzieś w głowie zaczął tlić mi się pomysł – a może zobaczyłbym, ile kilometrów uda mi się przejechać w 24 godziny? Tak dla sprawdzenia się, bez bicia rekordów, jazdy na zabój, tylko tak jak zawsze – dla przyjemności.

Ten temat mi ciągle umykał, aż w końcu przyszedł wrzesień, ze swoją paskudną pogodą. W zeszłym roku o tej porze było gorąco, w tym – niestety padał deszcz. Ale w prognozie pogody pojawiła się w końcu bezdeszczowa noc, z zapowiadaną temperaturą 14 stopni. Uznałem, że jadę, teraz albo nigdy (z tym nigdy trochę przesadzam, w momencie gdy piszę te słowa, znów zrobiło się pogodnie). Przygotowałem sprzęt, ustaliłem trasę oraz godzinę startu i ruszyłem.

Zapraszam do obejrzenia krótkiej relacji wideo z trasy. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał :)

Ostatecznie udało mi się przejechać 330 kilometrów, co zajęło ok. 14,5 godziny samej jazdy (średnia 22,7 km/h) + 7,5 godziny przerw (nie spałem po drodze). Razem 22 godziny, a nie 24, jak planowałem, ale o tym napiszę za chwilę. Przygotowałem dla Was krótki poradnik, jak przygotować się do takiej, ale myślę, że i dłuższej trasy. Będę tam wplatał historię mojego przejazdu.

Toruń wypadł mniej więcej w połowie trasy

Ustal ile chcesz przejechać – mierz siły na zamiary. Jeżeli do tej pory jeździłeś/jeździłaś niewiele, a Twoja najdłuższa trasa wynosiła 20 kilometrów, nie rzucaj się od razu na 200 km. Musisz wcześniej trochę się rozjeździć. Warto również zainwestować w licznik lub skorzystać z aplikacji na smartfona, by na wcześniejszych przejażdżkach wiedzieć jaką masz średnią prędkość. Dzięki temu będzie można tak zaplanować dzień, by nie okazało się, że zapada noc, a Ty jesteś w szczerym polu, 50 kilometrów od domu, bez żadnych lampek.

Droga rowerowa we Włocławku

Opracuj trasę – nawet jeżeli nie masz konkretnego planu na liczbę kilometrów (tak jak ja, w tym przypadku), powinieneś mieć ustaloną trasę oraz cel (punkty na trasie) – tak aby było do czego dążyć. Jazda na zasadzie – pojadę gdzie oczy poniosą, staje się w pewnym momencie mało motywująca.

Koniecznie weź pod uwagę natężenie ruchu na danej trasie, jakość nawierzchni, dostępność pobocza, sklepów, stacji benzynowych. Nie polecam jeździć głównymi drogami, na których nie ma szerokiego pobocza, lepiej wtedy trzymać się spokojniejszych tras. Warto podczas wytyczania drogi, spoglądać na Street View, czyli zdjęcia danej drogi, udostępniane przez Mapy Google. Dzięki nim, łatwiej jest ustalić, jakiego typu jest to droga. Jazda drogą krajową, gdzie pędzi kawalkada TIR-ów, nie ma pobocza, a do tego pada deszcz – nie należy do przyjemności i nie jest bezpieczna.

To w dzień. Natomiast w nocy, gdy ruch słabnie, warto zastanowić się, czy nie wytyczyć trasy tak, aby co jakiś czas, mijać całodobowe stacje benzynowe. Można tam uzupełnić zaopatrzenie, zjeść i wypić coś ciepłego, skorzystać z toalety i się ogrzać. Ja cały czas jechałem drogą krajową nr 91, która biegnie wzdłuż autostrady A1. Dzięki temu na „starej jedynce” ruch nie był dokuczliwy, a bardzo szerokie pobocze (przez 90% trasy) pozwala na spokojną jazdę.

Bądź widoczny, zwłaszcza w nocy – jeżeli chcesz spróbować jazdy przez 24 godziny, bądź dłuższej, nie obędzie się bez dobrego oświetlenia. Porządne lampki warto mieć zawsze, ale w tym przypadku to konieczność. Jeżeli jeździsz po asfalcie, przydałoby się co najmniej 500 lumenów w przedniej lampce. Natomiast jeżeli planujesz jazdę także po bezdrożach czy lesie – miło byłoby mieć 800 lumenów, tak aby w porę dostrzec wszystkie przeszkody. Ja oprócz mocnej lampki do oświetlenia tego co przed przednim kołem, założyłem na kierownicę drugą, sygnalizacyjną, dzięki której w nocy byłem lepiej widoczny.

Światła nigdy za wiele

Dobrze jest, jeżeli tylna lampka również dość mocno świeci. Nie musi przyprawiać kierowców jadących za nami o ból oczu, ale powinna być wyraźnie widoczna z bardzo daleka. Na ten przejazd założyłem dwie sztuki, tak abym w nocy był widoczny możliwie jak najwcześniej. Zabezpieczało mnie to również, przed ewentualną awarią jednej z nich.

Wszystkie lampki, oprócz tej oświetlającej drogę, są na baterie AA lub AAA. Nie mam problemu, aby w razie potrzeby kupić je w każdym sklepie. Natomiast przednią lampę mam ładowaną przez micro-USB i zasilałem ją z power banku.

No i nie obejdzie się bez szelek lub kamizelki odblaskowej! Możecie się ze mną zgodzić, albo nie, ale to akcesorium sprawia, że jesteśmy widoczni z naprawdę daleka. I nie ma opcji, aby ktoś nas przegapił na drodze. Chciałem kupić sobie szelki, ponieważ są lekkie i zajmują mało miejsca, ale ostatecznie nie zdążyłem i pojechałem w zwykłej, samochodowej kamizelce. Do tego założyłem odblaskową opaskę na nogę, którą na co dzień zabezpieczam spodnie, aby nie wkręcały mi się w łańcuch.

Ważne jest, aby kamizelka czy szelki, były wyposażone w szerokie, odblaskowe elementy. W sklepach można często dostać rowerowe kamizelki, które mają wszyte jedynie cienkie, odblaskowe paseczki. Lepiej poszukać czegoś, co bardziej rzuca się w oczy nocą. Mi kamizelka w niczym nie przeszkadzała, a rano po prostu ją zdjąłem i schowałem do torby.

 

Miej się w co spakować – da się oczywiście pojechać bez żadnych akcesoriów do pakowania, ale to tylko przy założeniu, że będzie przepiękna pogoda, Tobie nie przydarzy się żadna awaria roweru i że na swojej drodze, co chwila będziesz spotykać otwarte sklepy (zwłaszcza w nocy). W przeciwnym wypadku, dobrze jest uzbroić się w coś, do przewiezienia niezbędnych rzeczy. Jest kilka możliwości zapakowania się, sposób trzeba wybrać w zależności od tego, co chce się zabrać. Choć od razu napiszę – nie warto nadmiernie przesadzać z ilością rzeczy.

Plecak – jego plusem jest to, że zazwyczaj każdy jakiś ma, więc nie będzie trzeba nic kupować. Niestety obciąża plecy i zazwyczaj przeszkadza w odprowadzaniu potu. Ale jakiś mały plecaczek, do zabrania kilku rzeczy, dla wielu osób może być rozwiązaniem idealnym.

Sakwy – jeżeli w rowerze masz cały czas założony bagażnik i nie chcesz go zdejmować, to może być najlepsze rozwiązanie. Zawsze można zabrać tylko jedną sakwę, jeżeli masz je dzielone. Natomiast w innych przypadkach, dobrze zastanowiłbym się nad taką opcją. Sakwy są super, można do nich zapakować dużo rzeczy, ale razem z bagażnikiem dokładają sporo do wagi roweru, więc jeżeli jest to dla Ciebie kluczowa sprawa – zachowaj je na bardziej turystyczne wyjazdy.

Bikepacking – pod tym pojęciem kryje się cała plejada toreb i torebeczek. Możesz założyć torbę na kierownicę, na ramę, pod ramę, pod siodełko, na wspornik siodełka. Przykłady większych toreb do bikepackingu pokazałem na YouTube. Nie obciążają tak roweru, bagaż można rozłożyć równomiernie, a same torby mogą być naprawdę pojemne.

Vaude Carbo

Torba podsiodłowa Merida

Xiaomi Power Bank 20000 mAh

Na ten przejazd zabrałem torebkę na ramę Vaude Carbo, w której trzymałem dokumenty kamerę GoPro i jakieś drobiazgi. Do tego Monika pożyczyła mi torebkę pod ramę Meridy, do której zmieściłem power bank Xiaomi o pojemności aż 20.000 mAh (bardzo się przydał) i kilka batonów zbożowych. Niestety, z racji tego, że górna rura w rowerze, którym jechałem, dość szybko opada, po założeniu takiej torebki, musiałem zrezygnować z jednego koszyczka na bidon. Warto to wziąć pod uwagę, zwłaszcza gdy jest gorąco.

Ortlieb Saddle Bag

Aby nie zajmować miejsca w torbie, zamontowałem swoją pompkę Lezyne Tech Drive pod koszyczkiem na bidon. Do tego, pod siodełko założyłem torbę Ortlieb Saddle Bag o pojemności 2,7 litra. Mam także torbę SKS Tour Bag XL o pojemności 2 litrów, ale okazała się tym razem ciut za mała.

SKS Raceblade Pro XL

W co jeszcze wyposażyć rower – nawet jeżeli prognoza pogody nie przewiduje ani kropli deszczu, warto pomyśleć o błotnikach. Gdy mimo wszystko jakiś deszcz się zdarzy, woda wylatująca spod kół nie działa zbyt dobrze na samopoczucie. A rano, nawet jeżeli nie padało, potrafi zbierać się wilgoć na asfalcie. Ja jechałem z błotnikami SKS Raceblade Pro XL, które swój pierwszy chrzest bojowy przeszły w tym roku w Bieszczadach. Muszę kiedyś przygotować ich test, bardzo je lubię, ponieważ nieźle chronią przed wodą, a jednocześnie można je w szybki sposób zdemontować.

Drugie akcesorium, które bardzo się przydaje, jest lusterko. Już kiedyś pisałem Wam o lusterku Zefal Cyclop, a w tym roku, do kierownicy typu baranek, założyłem mniejszy model Zefal Spy. Dzięki niemu nie trzeba odwracać głowy w 90% przypadków i widać z daleka nadjeżdżające samochody. Kiedyś nie byłem przekonany do lusterka, ale spróbowałem i teraz nie chcę bez niego jeździć :)

 

Co ze sobą zabrać – tak jak pisałem wcześniej, im mniej, tym lepiej. Niepotrzebny bagaż tylko obciąża rower i spowalnia jazdę. Ale warto mieć ze sobą: pompkę, dętkę, łatki, dwie łyżki do opon, skuwacz do łańcucha, narzędzia (ja od lat używam kluczy CrankBrothers Multi). Do tego malutkie opakowanie kremu na odparzenia, np. Sudokrem, zwłaszcza jeżeli chcesz przejechać dystans dużo większy, niż Twój ostatni rekord.

Warto mieć ze sobą także podstawową apteczkę. Można kupić gotową, ale polecam skomponować ją samemu, w zależności od potrzeb. Ja zabrałem plastry z opatrunkiem, bandaż, gazę jałową, coś do odkażania ran (Octenisept), folię NRC (koc ratowniczy, który zmniejsza możliwość wychłodzenia się), tabletki przeciwbólowe, węgiel w kapsułkach i dobry żel przeciwzapalny (tym razem bardzo się przydał, a na kolana i nogi, najbardziej pomaga mi Reparil).

Poza tym, cały czas miałem ze sobą żelazną rezerwę, w postaci dwóch batonów zbożowych. Warto je trzymać na wypadek np. zamkniętej stacji benzynowej w nocy lub tzw. „odcięcia prądu” na trasie.

Zefal Z Console

Miałem ze sobą także telefon, którego używałem jako nawigacji. Na YouTube pokazałem uchwyt na telefon, z którego korzystam. Pisałem wcześniej o power banku – warto się w niego wyposażyć, zwłaszcza jeżeli korzystasz z nawigacji albo rejestrowania trasy, a także gdy będziesz ładować z niego lampki.

 

W co się ubrać – wszystko zależy od tego, jaka jest pogoda. Jeżeli w dzień jest 35 stopni, a w nocy 25, zastanowiłbym się, czy nie lepiej przełożyć tak długiej jazdy, na inny termin. O tym, jak jechać w upale, opowiadałem już na YouTube. Najważniejsza kwestia to krem z mocnym filtrem, dużo odpoczynku w cieniu i dużo, dużo, dużo picia. Ale tak czy owak, nie polecam dalekich tras w upale.

Natomiast jak każdy dobrze wie, w Polsce „idealną” pogodę do jazdy (w dzień i w nocy), mamy może przez 10 dni w roku. Przez resztę czasu zawsze coś może być nie tak – a to deszcz, a to wiatr, a to poranne zimno. Ja zawsze przed wyjazdem korzystam z pogody na meteo.pl oraz na norweskiej stronie yr.no Zapomnijcie o długoterminowych prognozach, są nic nie warte. Trzeba patrzeć maksymalnie dwa dni do przodu, później to już loteria. Dobrze jest zerknąć nie tylko na temperaturę i opady, ale także na kierunek i siłę wiatru.

Temperatura o 1:30

Temperatura o 3:50, ale chwilę później zaczęła spadać

Mi prognoza zapowiadała 14 stopni w nocy i kilka więcej w dzień. I choć zwłaszcza podczas jazdy, chłód mi nie przeszkadza, to nie mogłem nie zabrać ze sobą dodatkowych warstw ubrań. Tym bardziej, że dość mocno wiało (na szczęście w plecy). Podstawa to dobre spodenki – ja mam od dłuższego czasu Pearl Izumi na szelkach. To krótkie spodenki, ale gdyby zapowiadała się gorsza pogoda, oczywiście wziąłbym coś z długimi nogawkami. Ale z racji tego, że najzimniej miało być dopiero nad ranem, a nie chciałem zabierać drugich spodenek, zdecydowałem się wziąć jeszcze nogawki. Używam długich nogawek Etape, które dobrze chronią nogi i kolana.

Do tego zapakowałem rękawki Rogelli, rowerową bluzę Kelly’s z długim rękawem, proste rękawiczki z długimi palcami i najważniejsze, czyli cienką kurtkę z membraną windstopper, która nie przepuszcza wiatru. Ja używam kurtki Gore Element WS AS – nie jest tania, ale przerabiałem już różne kurtki i jednak membrana tego typu najlepiej odprowadza pot na zewnątrz. A ochrona przez wiatrem jest bezcenna. Kurtka jest też do pewnego stopnia wodoodporna, choć jeżeli miałoby lać cały dzień, wolałbym coś z Gore-Texem.

Do kompletu zabrałem chustę typu buff (przydała się do ogrzania szyi) i cienką czapeczkę pod kask, polskiej firmy Brubeck. O kasku chyba nie muszę pisać, bez niego nawet nie ruszajcie się z domu, zwłaszcza jadąc w nocy.

I jeszcze okulary. Kiedyś jeździłem bez nich, ale odkąd kilka razy oberwałem w oko jakimś robakiem (wpływ na to może mieć moja pomarańczowa koszulka), staram się nie wychodzić na rower bez szkieł na nosie. Na wieczór i noc mam okulary z przezroczystymi szkłami. Tym razem jechałem w nich cały czas, ponieważ nie było ostrego słońca i jasne szkła zupełnie mi nie przeszkadzały w dzień. W inną pogodę albo zabrałbym drugie okulary, albo drugie szkła.

Trochę tego wyszło, ale jak się okazało – wszystkie elementy ubioru się przydały. Popełniłem tylko kardynalny błąd, czyli przeszacowałem swoje możliwości jazdy w niższej temperaturze. Tym bardziej, że cały czas wiało. Po prostu za późno zacząłem się ubierać. W kurtce jechałem od samego początku, ale dopiero w środku nocy założyłem nogawki, rękawki i bluzę. To sprawiło, że trochę mnie wyziębiło i niestety za Toruniem miałem sporą przerwę na stacji benzynowej, gdzie dochodziłem do siebie, przy kanapkach i gorącej herbacie. Nie ma co kozaczyć i w nocy, gdy informacja o temperaturze bywa zdradliwa (wilgoć!), lepiej trochę szybciej zakładać dodatkowe warstwy odzieży. Nie powinniśmy się oczywiście przegrzewać, ale jak się okazało, nawet po założeniu wszystkich ciuchów, nie było mi za gorąco.

Ktoś pożałował na wiadukt, no to są szlabany

Pij dużo, jedz lekko, ale kalorycznie – nigdy nie byłem ekspertem, jeżeli chodzi o żywienie, ale wiem jedno – na żelach energetycznych ciężko jechać przez cały dzień i trzeba zjeść coś porządniejszego. Osobiście nie polecam robienia sobie przerw na schabowego z ziemniakami (popijanego piwem albo colą), ponieważ potem można mieć problem z ruszeniem w dalszą drogę. Lepiej co jakiś czas przegryźć kanapkę, banana, czekoladę, batonika zbożowego czy słodką bułkę. W moim wypadku sprawdzają się również kabanosy – są tłuste, ale szybko dają uczucie sytości i nie trzeba ich dużo jeść.

Co jakiś czas, nie robiąc postoju, zjadałem kawałek czekolady lub batona, by stale dostarczać organizmowi paliwa. Warto mieć albo w tylnej kieszonce, albo torbie na ramie/kierownicy coś do przegryzienia. Jak zgubne w skutkach może być „odcięcie paliwa”, przekonał się kiedyś zwycięzca Tour de France – Chris Froome, któremu na jednym z odcinków, ekipa nie dowiozła żeli energetycznych (był problem z dostaniem się samochodu do kolarzy). Brytyjczyk nagle stracił tempo i nie był w stanie jechać zaplanowanym tempem. A to zawodowiec, to co dopiero my amatorzy możemy powiedzieć? :)

Picie jest równie ważne. Ja jestem olbrzymim zwolennikiem koszyczka na bidon i popijania podczas drogi, przez praktycznie cały czas. Picie dopiero na postoju może się szybko zemścić, zwłaszcza na długiej trasie zacznie wychodzić brak nawadniania. Pić można np. izotonik własnej roboty, choć ciężko go zabrać w większej ilości ze sobą. Ja potem bazowałem na gotowych izotonikach, przeplatanych sokami owocowymi, które mieszałem z wodą mineralną. Jako bidon polecam model Camelbak Podium, o którym już kiedyś pisałem na blogu. Mam już trzecią sztukę (wymieniam co roku, ze względów higienicznych) – a zaletą tego bidonu jest to, że nie śmierdzi plastikiem.

Ile pić? Ile się da :) Nie możesz dopuścić, aby złapało Cię pragnienie. Po wielu godzinach jazdy, może się zdarzyć, że napoje nie będą „wchodzić” – niestety, trzeba się przemóc i pić małymi łykami dalej. Dlatego właśnie zmieniam typy napojów, aby jeden mi się nie znudził podczas jazdy.

Wisła

Miej plan awaryjny i bądź elastyczny – na trasie wszystko się może zdarzyć, także miej wyjście awaryjne. Pociąg lub PKS gdzieś po drodze albo kogoś bliskiego, kto w każdej chwili, może po Ciebie przyjechać samochodem. Warto być również przygotowanym na zmianę trasy. Mój początkowy plan zakładał, że wyjeżdżam z Łodzi, jadę w kierunku Torunia i po około 11 godzinach zawracam do Łodzi. Tymczasem okazało się, że przez całą noc, zgodnie z prognozami, wiatr wiał mi w plecy. W dzień także miało wiać kierunku, w którym jechałem, a w dodatku w okolicach Łodzi rozpadało się. Szybko zmieniłem plany, uznając, że jadę dalej trasą 91 w kierunku Gdańska, dzięki czemu miałem sprzyjający wiatr i lepszą pogodę. Do Gdańska nie udało mi się dojechać (nie zdążyłbym na ostatni pociąg, a musiałem wrócić do domu), ale wróciłem z pobliskiego Tczewa.

 

Bądź rozjeżdżony – wspomniałem już, że trzeba trochę pojeździć, zanim zabierzemy się za coś większego. Ile? Wszystko zależy od celu i ciężko mi powiedzieć ile i jak trzeba jeździć, ponieważ nigdy nie byłem pasjonatem treningów, jeżdżę tylko dla przyjemności. Ale to się po prostu czuje, z każdym przejechanym kilometrem. Warto także stopniowo zwiększać dystanse. Dziś 50 km, za dwa tygodnie 100 km, za miesiąc 150 km itd. Im częściej będziesz jeździć, tym szybciej forma sama przyjdzie, wyczujesz jakim tempem najlepiej Ci się jeździ i popracujesz nad zwiększeniem kadencji, jeżeli będzie taka potrzeba.

Zakłady Anwil we Włocławku

Nie zgrywaj twardziela  gdy na Facebooku Rowerowych Porad, pochwaliłem się przejechanym dystansem, jeden z czytelników zapytał, czy nie miałem problemów z koncentracją. W końcu jazda bez snu może wpłynąć na to, jak zachowujemy się za kierownicą. Chwilę przed wyjazdem (ruszyłem o 19:30, tak aby przejechać „najgorsze” na początku) przespałem może 1,5 godziny, niestety na więcej zabrakło czasu. Ale jak się okazało, nie miałem żadnego problemu z sennością czy brakiem koncentracji. Samochodem czy motocyklem, raczej nie dałbym rady jechać, bez przynajmniej zdrzemnięcia się po drodze. Ale tam siedzimy praktycznie w bezruchu, non stop w tej samej pozycji. A na rowerze cały czas ruszamy nogami, co poprawia krążenie. To trochę jak wyjście na dyskotekę czy wesele, gdzie człowiek bawi się do białego rana :)

Ale! Jeżeli tylko czułem, że nie mogę jechać – od razu odpuszczałem i robiłem przerwę. Bo od założonego celu ważniejsze jest zdrowie. I tak robiłem pod koniec trasy, przejeżdżane odcinki były coraz krótsze, a przerwy dłuższe. Spać zachciało mi się dopiero w pociągu, ale kolano dokuczało mi przez prawie całą drogę. No właśnie, kolano…

Przyjaciel każdego rowerzysty, czyli przystanek :)

Bądź w pełni sił – trzy dni przed tym przejazdem, brałem udział w poznańskim Bike Challenge. Znów udzieliła mi się atmosfera i przejechałem trasę na 90% moich obecnych możliwości (średnia 33 km/h, czyli sporo więcej, niż na co dzień). Choć nie jechałem „na zabój”, to i tak przeciążyłem trochę prawe kolano. I niestety, kilka dni później, na jakimś 80. kilometrze, zaczęło się odzywać. Tak jak napisałem wcześniej – za późno je osłoniłem od wiatru i za późno zacząłem smarować. Tak czy owak, jechałem tak, aby je oszczędzać, a gdyby tylko zaczęło mi przeszkadzać, od razu przerwałbym jazdę. Na szczęście to było tylko lekkie przeciążenie stawów i udało mi się jechać przez te 22 godziny. Ale następnym razem po jakimś intensywnym przejeździe, odczekam kilka dni więcej, zanim wybiorę się na kolejny :)

Zamek Krzyżacki w Świeciu

To chyba najważniejsze porady. Pozostaje kwestia czy jechać samemu czy w więcej osób, ale to już zależy od Ciebie. W grupie jest raźniej, bezpieczniej, można się schować przed wiatrem za kimś i jest ciut większa motywacja do jazdy. Ale z drugiej strony, jadąc samemu ma się wolną rękę, jeżeli chodzi o tempo czy liczbę i długość przerw. Ja preferuję jazdę solo :)

Śmiało piszcie w komentarzach, ile kilometrów udało się Wam przejechać w formule non-stop (czyli bez spania). Ja na pewno nie powiedziałem ostatniego słowa, popracuję nad kondycją i w przyszłym roku spróbuję jeszcze raz. Bo coś czuję, że jestem w stanie przejechać więcej :)

  • Adgro

    Szacun za 330 km ale bardziej za samotne 22h w siodle. Ja w tym roku szarpnąłem się na ponad setkę jednego dnia (66 rano i 66 popołudniowy powrót) Tak jak piszesz rozjeżdżałem się stopniowo. Codziennie do pracy 2x13km, weekendy po 40km, potem 50, kolejna trasa 75. Kusi mnie 140km na raz (do rodzinki rowerem zamiast tradycyjnego auta 😉) ale pewnie to w przyszłym roku

    • Ja po prostu lubię jeździć sam :) W ogóle mi to nie przeszkadza. Muszę tylko mieć jakiś konkretny cel, żeby podtrzymywało mi to motywację, no i muszę mieć w słuchawkach cichuteńko puszczoną muzykę albo jakiś podcast. I się jedzie :)

      • Adgro

        Ciekawi mnie temat przerw w takiej długiej trasie. Poprostu stop na ustalony czas, siadasz na przekąskę, spacerujesz, ćwiczysz? W innych trasach opisywanych na blogu to zwiedzanie, foto, lokalne jedzonko 😉 A jak w trasie 24h?

        • Zazwyczaj jak jeżdżę turystycznie, to robię tak, że staję co jakiś ustalony dystans, np. 20-25 km, na ustalony czas, na początku krócej, potem trochę dłużej. Mam zazwyczaj wszystko pi razy oko wyliczone, tak aby się z jednej strony nie spieszyć, a z drugiej, zdążyć dojechać na nocleg.

          Natomiast tutaj wszystko mi się posypało :) W nocy z naturalnych przyczyn nie widziałem wskazań licznika, a że wyczerpywała mi się bateria, nie chciałem włączać podświetlania zbyt często. Na postojach łapało mnie rozleniwienie, ale na początku jeszcze starałem się nie stawać na dłużej niż 10 minut. Potem, gdy mnie przechłodziło, miałem dwie długie przerwy, jedną przed i drugą za Toruniem. A potem też miałem dość długie postoje, ze względu na kolano. Także teoria, teorią, a potem trasa przynosi praktykę :)

          A co robię na postojach? To zależy gdzie stanę, jeżeli na przystanku to zazwyczaj ściągam buty i siedzę. W lato siadam na ziemi, jeżeli mam co podłożyć pod tyłek. Raczej nie ćwiczę, może poza kilkoma przysiadami czy podciąganiem stóp do pleców, w ramach delikatnej rozgrzewki przed ruszeniem dalej.

  • Michał Majki

    Sam będę musiał za jakiś czas spróbować, podobnie jak Ty, jazdy non-stop przez 24h. Może nawet uda mi się nakłonić swoją „drugą połówkę” do tego choć nie przepada za jazdą nocą za miastem. Na obecną chwilę mogę się pochwalić raptem 140km z Włocławka przez Toruń do Grudziądza. Muszę przyznać, że byliśmy bardzo zaskoczeni (jechaliśmy we dwoje), że aż tyle udało nam się wykręcić, bo dzień przed rekordowymi kilometrami mieliśmy już w nogach prawie 120km z Łodzi do Włocławka :-)

    • W nocy bardzo poprawia komfort mocna lampka z przodu. Kiedyś jeździłem z taką 300 lumenów i myślałem, że jest super i lepszej mi nie trzeba. Dopóki nie zacząłem jeździć z taką, która daje 800 lumenów :) Odpowiednio ustawiona, tak aby nie oślepiać kierowców, sprawia, że jedzie się dużo przyjemniej.

  • Marcin Trzaska

    Takie-tam z lipca. ;-) http://czach.bikestats.pl/1605835,Tour-de-PoMorze-2017-ultramaraton-kolarski.html
    Na starcie rano: 15 °C, w dzień: 29 °C, w nocy: 9 °C, w dzień: 36 °C, wieczorem: 14 °C
    Oczywiście jazda w grupie.

    • Wow, piękna trasa :) Widziałem w komentarzu kwestię muzyki na YT. Jeżeli chcesz jakąś wstawiać, to w Studiu Twórców masz całą bazę muzyki, którą można za darmo wykorzystać na YT :)

      • Marcin Trzaska

        Dzięki za hint. :-)

    • o kurde, musiało mi to umknąć ale pewnie dlatego ze miałem załączony Tryb Urlopowy.

      Gratuluję :)

  • Michał Trocha

    Gratulacje! Ja w tym roku świętowałem Boże Ciało :) pokonując samotnie 205 km w dużej pętli wokół Poznania. Zajęło mi to prawie 7:45 h jazdy i niecałe 9 h w sumie, średnia prawie 26,5 km/h. W gratisie załapałem się na 7 procesji :D Miało to być przygotowanie pod trasę Poznań-Berlin i z powrotem w 2 dni (260 km x 2), ale ze względów rodzinno-logistycznych nie wyszło. Może w przyszłym roku. https://uploads.disquscdn.com/images/5fc66f54603f5b98b78c51d0204138101ec9fd0a0100720510e5d9e15a3627ed.png https://uploads.disquscdn.com/images/01586f32b7e5d048c6845094eea67e49712fa592c5d0f581bc7252d3bd8c1aeb.png

    • Trzymam kciuki za powodzenie na trasie Poznań – Berlin – Poznań :)

    • Michal P

      No fajnie. Miałem zamiar w tym roku zrobić ok 190km. Wypadek i zmiana pracy pokrzyżowały te plany. Mój dotychczasowy rekord to 156km. I jakies 2000 metrów wzniesień. Jutro biorę udział w wyścigu na 80km i 1400m wzniesień

  • Super wynik, gratuluję :) Mój rekord jest dużo niższy, ale przecież tak naprawdę nie chodzi o cyferki, a o emocje, dawanie z siebie wszystkiego i radość z jazdy :) Ponad rok temu zrobiłem trasę na ok 175 km, z wyjazdem w dzień i powrotem w nocy, w domu byłem przed 6-tą, razem ze wschodem słońca – wrażenia bezcenne :)

    • Oczywiście, że tak, ma być przyjemność i uśmiech na ustach, a nie „zazdrość”, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto przejechał więcej od nas :)

      • Dokładnie. Ja jestem totalnie pozbawiony genu rywalizacji, także trzymam kciuki za wszystkich i ich rekordy :)

  • odrion

    W tym roku przejechałem 350 km w 13 netto jazdy i 17 brutto, wiec podzielę się moimi spostrzeżeniami.
    Uważam, że lepiej wyjeżdżać rano niż wieczorem. Sam napisałeś ze ruszyłes po 1.5h snu. Jak położę się np o 21 i ruszę o 4 rano to mam spokojnie ponad 6 snu przed długim wysiłkiem. Warto też użyć lemondki. Nie chodzi tylko o areodynamike ale głównie o odpoczynek dłoni i tyłka. No i zdecydowanie trzeba skracać przerwy bo długie tylko wybijają z rytmu.
    Trasę warto podzielić sobie na odcinki. Np ja miałem 1 odcinek 150 km (taki był ślad w nawigacji), 2 wyniósł 110 km i ostatni 90 km. U mnie było inaczej bo przejechałem całą zaplanowaną trasę.

    • Hej, świetna trasa :)

      Jeżeli chodzi o porę wyjazdu, to wszystko zależy od indywidualnych preferencji. Jeżeli jechałeś 17 godzin brutto, to faktycznie wyjazd z samego rana brzmi spoko. Wyjeżdżasz o 4 i dojeżdżasz o 21 – czyli praktycznie w ogóle nie jedziesz w nocy, jeżeli to lato.

      Natomiast jeżeli chce się jechać 24 godziny, warto zastanowić się, czy nie lepiej wyjechać wieczorem (zdrzemnąć się wcześniej i trochę dłużej niż ja) i zrobić „najgorsze”, czyli noc, właśnie na start. Moim zdaniem, jeżeli mamy mieć spadki koncentracji, to lepiej aby przyszły w dzień, a nie w nocy – będzie łatwiej zrobić gdzieś postój.

      Ale to oczywiście wszystko indywidualne preferencje. Są wśród nas sowy, są i słowiki. Ja nigdy nie miałem problemów z siedzeniem do późna, natomiast o 4 wstaję, jeżeli NAPRAWDĘ nie ma innej opcji (np. na pociąg).

      A jeżeli chodzi o dzielenie trasy na odcinki, to nie łapię. Chodzi Ci, żeby do pamięci nawigacji wpisywać trasę odcinkami?

      • odrion

        Hej Łukasz,
        Co do godzin wyjazdu, to oczywiście rozumiem motywację w sprawie Twojego wyboru. Jeżeli jednak wyjeżdżamy po cały dniu (np o 19, bo zakładam, że nie spaliśmy w ciągu dnia) to i tak jazda 24h oznacza, że będziemy np 12h na nogach w ciągu dnia + kolejne 24h na rowerze.
        Ja też jestem „sową”, ale dla mnie ruszenie po całym dniu, to jednak za duże obciążenie.

        Co do podzielenia sobie trasy, to jest to zabieg czysto psychologiczny. Jak mam trasę w nawigacji odcinkową, to inaczej się to odbiera. Umysł nie skupia się na tym, że jeszcze 250 do mety, tylko np 50 do końca danego odcinka. Ja np po pierwszym odcinku 150km miałem zaplanowany obiad. Człowiek nie skupia się co będzie dalej tylko na tym małym fragmencie.

        Jeszcze co do przerw, to u mnie mimo planów przerw 3h wyszło 4h. Powodem była mała kontuzja (dokuczające pasmo biodrowo piszczelowe). Generalnie postoje warto robić, ale trzeba je skracać do minimum, bo wtedy dużo łatwiej na nowo rozruszać organizm.

        • Każdy jest inny, i tak wolałbym jechać nocą, po całym dniu pracy, niż jechać nocą, po całym dniu jazdy. Oczywiście, najbardziej polecam po prostu wyspać się przed jazdą, o którejkolwiek byśmy nie ruszali :)

          A, z tym podziałem, to w ten deseń. Tak, to jest pomysł, jeżeli kogoś „przeraża” duży cel. Natomiast mnie motywuje :) Choć nie powiem, w pewnym momencie zaczynam odliczać, ile mi jeszcze zostało. Tym razem odliczałem podwójnie, bo musiałem zdążyć na pociąg :D

  • Michal P

    Witam! Dawno mnie tu nie było. Tez preferuje jazdę solo. Lukasz szacunek :)

  • Agnieszka Witkowska

    gratuluję podjęcia takiego wyzwania! ile łącznie zrobiłeś przerw i ile litrów płynów wypiłeś? dla mnie najtrudniejsze jest zawsze nawodnienie, wydaje mi się że dużo piję w trakcie bardziej intensywnej lub dłuższej jazdy (pow. 5 godz) a potem suszy mnie jeszcze przez dobę, jak można tego uniknąć? czy na trasie przydarzyły Ci się jakieś niebezpieczne sytuacje? mam nadzieję że nie, pozdrawiam :)

    • Dzięki :) 14,5 godziny samej jazdy + 7,5 godziny przerw. Niestety przerwy wyszły mi zdecydowanie za długie, ale wyjaśniłem w tekście, dlaczego tak się stało.

      Niestety nie wiem ile wypiłem, na krótkich trasach jestem w stanie sobie przypomnieć, a tutaj straciłem rachubę. Na pewno sporo, choć temperatura ani razu nie przekroczyła 20 stopni, więc na pewno mniej, niż gdyby było 25-30 stopni.

      Jeżeli chodzi o suszenie, to trzeba pić :) Najlepiej izotoniki. Niekoniecznie tylko takie napoje, ale u mnie w co drugim bidonie lądował właśnie taki napój.

      Na tej trasie nie przydarzyło mi się absolutnie nic niebezpiecznego. W nocy widziałem lisa i sarnę, i to w sumie wszystkie nietypowe atrakcje, jakie mnie spotkały :) Mało przyjemny był wjazd do Torunia, gdzie remontują drogę i jest bardzo wąsko, a ja wjeżdżałem w porannym szczycie. Ale takich sytuacji się nie uniknie :)

  • Jacek

    szacunek, bardzo dobry wynik!

  • Dawid

    Witam Panie Łukaszu, a nie lepiej byłoby kierować się Grudziądz zamiast na Świecie? Skrecając w Stolnie w prawo zaoszczedzilby Pan kilkadziesiąt kilometrów i napewno dojechał do Gdańska. W tamtym roku z Radogoszacza w Łodzi do centrum Gdańska wyszło mi dokładnie 339km. A i pytanie…..jak ocenia Pan realne szanse na powodzenie właśnie takiej trasy (łódzki Radogoszcz – Gdańsk) w 18 godzin? Rower planowany to Triban 540

    • Cześć, mapa Google pokazuje mi, że oszczędziłbym 3 kilometry. Jechałem kiedyś przez Grudziądz, gdy pedałowałem na Blog Forum Gdańsk. I drogę nr 55 bardzo źle wspominam. Jest wąsko, nie ma pobocza, a ruch jest duży.

      Mi wyszło 330 kilometrów do Tczewa, ponieważ nie jechałem prosto na Gdańsk. Wyjechałem z Retkini i pojechałem na Konstantynów, potem Aleksandrów i dopiero Zgierz. Dzięki temu dołożyłem sobie trochę kilometrów, jednocześnie nie przejeżdżałem przez całą Łódź, stając co chwila na światłach. Gdybym od razu planował dojechać do Gdańska, pojechałbym od razu na Zgierz. No ale plany były inne, miałem zawrócić po 11-12 godzinach.

      A 339 km w 18 godzin (zakładam, że pytasz o czas brutto, czyli z postojami), jest jak najbardziej do zrobienia. Sam bym mógł tak pojechać, gdybym miał wypoczęte kolano i gdybym się nie wychłodził, bo przerwy miałbym krótsze. I w sumie można w lato kombinować nad wyjazdem o 4 i dotarciem na miejsce o 22.

    • Tomasz No

      Cześć, Dawidzie a jeszcze w tym roku planujesz tę trasę? I co byś powiedział na towarzystwo z LDz do Torunia? Ewentualnie czy masz ochotę na trip do Bydgoszcz główna i powrót pociągiem do Łodzi? No oczywiście przy jakimś wietrze z południa/południowego wschodu żeby był lepszy fan.

      • Dawid

        Trasę planuje napewno już w przyszłym roku. Myślę że teraz aura średnio sprzyja tak dalekiej wędrówce. Coraz krótsze dni, deszcze i pizgawa w nocy. Jeśli chodzi o trasę to wręcz wiem ze w mojej głowie to 300 zakiełkowało na dobre i juz chyba tego nie da się zmienić:)

        • Tomasz No

          OK, jak coś daj znać. 300 km to może rzeczywiście już za długo na tę porę roku, ale póki w nocy jest chociaż 5 st, to korzystam. A chciałbym zakończyć sezon jakąś dłuższą przejażdżką z wiatrem (Ldz-Bydgoszcz, albo Ldz-Wrocław ;)

  • sim_co

    Ja w sierpniu z Łodzi do Stronia Śląskiego przez Czechy:
    https://www.strava.com/activities/1143301897 – 310km, średnia: 28,5, czas netto: 10:53, brutto: 13:30
    i parę dni później powrót odrobinę krótszy:
    https://www.strava.com/activities/1143334115 – ostatnie 100km z bolącym przeciążonym kolanem.

    Z ekwipunku wożę: 2 dętki, zestaw naprawczy łatki + klej, multitool z kluczami, rozkuwaczem i łyżkami do opon, zapinki do łańcucha, pompkę na sprężone powietrze (polecam taką z Decathlona – wcześniej miałem droższą Zefala i przy zdejmowaniu zdejmowałem razem z wentylem :-/) i 2 naboje CO2, rękawiczki ochronne – żeby się nie ubrudzić np przy zmianie dętki. Na kierownicę mam uchwyt Topeak wodoodporny na telefon – polecam i mapy LocusMap – warto zapłacić 30 PLN na premium i można ściągnąć całą Polskę i jeszcze jeden kraj i mieć mapy offline. Jechałem właśnie na mapach offilne z wgranym śladem trasy – można to zrobić na desktopie przy pomocy https://www.gpsies.com – wtedy wystarczy tylko włączony GPS. Na ten wypad miałem jeszcze Camelbaka z bukłakiem. W plecaku oprócz bukłaka nie mieści się wiele – dokumenty, klucze od domu. Resztę mam w małej torbie podsiodłowej i w jednym ‚bidonie’ – co jest pojemnikiem na inne rzeczy.
    Z tyłu w kieszeniach koszulki żele, batoniki itd., ale jak napisał Łukasz ani nie jest to super smaczne, ani nie da się na tym ‚pociągnąć’ cały dzień. Ja posiłkowałem się jeszcze hotdogami na stacji, może być jakiś energetyk.

    Zatrzymywałem się głównie na stacjach i tam już w zależności od obsługi różne sytuacje – ale z reguły jak się grzecznie pytałem, czy można z rowerem wejść i coś kupić (nie wożę ze sobą zapięcia) – to nie było problemu, wręcz na jednej stacji pani z obsługi schowała mi rower na zaplecze, żebym mógł skorzystać z toalety, zjeść, napić się herbaty itd :)

    Aha – dobrze popracować nad techniką jazdy. Jak zaczynałem jeździłem bardziej siłowo i wręcz dziwiłem się jak ktoś jeździł inaczej. No ale na naukę nigdy za późno. Poczytałem trochę, kupiłem licznik z czujnikiem kadencji i przestawiłem się na jazdę z kadencją 90+. Przy takiej jeździe mniej obciążamy stawy, a i przy jakiejś kontuzji łatwiej wrócić do domu.

    Generalnie i tak nie przewidzimy wszystkiego – kiedyś jechałem na działkę i zerwała się linka od tylnej przerzutki. Raz że nie miałem zapasu, a dwa przy klamkomanetkach wymiana nie jest prosta – na razie nie umiem tego sam zrobić ;) Jak jest blisko domu to można kogoś z samochodem spróbować poprosić o podwózkę, a gdzieś dalej to chyba tylko pociąg.

    Pozdrawiam!

    • Ja na stacjach benzynowych po prostu opieram rower przy wejściu. Mało to bezpieczne, ale liczę na to, że nikt przy kamerach nie będzie kradł roweru. Wiem, że to naiwne, bo w necie jest mnóstwo nagrań, gdzie ktoś wynosi rower z monitorowanego osiedla. Kurczę… muszę pomyśleć nad czymś bezinwazyjnym, co pozwoli zabezpieczyć rower przed „przypadkowym” odjechaniem.

      A jak zerwie się linka od przerzutki, to zawsze można skrócić łańcuch i jechać na jednym przełożeniu. To na wypadek, gdyby do jakiejkolwiek komunikacji było dalej niż kilka kilometrów :)

      • Też zostawiam przy wejściu rower – jak zeby inaczej, z mieszanymi uczuciami – ale trzeba być idiotą, ze ktoś miał przypadkowo wziąć rower i zwiać ;-)

        • Idiotów niestety nie brakuje :( Ale mam nadzieję, że aż takich śmiałków jest malutko. Na stacji benzynowej prędzej można spotkać miłośników trunków, którzy pytają jaką trasą się jedzie :D

          • Piotr D.

            Do takich szybkich zakupów w sklepie zapinam rower na tanią (i lekką!) linkę. Chodzi mi o to, żeby rower nie skusił kogoś przypadkowego.

  • Robert

    Nasuwa się pytanie. Po co odzież termiczna, skoro kamizelka odblaskowa nie przepuszcza powietrza ? Na większości stacji paliw można kupić odblaski

    • Hej, nie łapię pytania. Chodzi Ci o to, że taka kamizelka będzie robić za warstwę ogrzewającą (nie będzie), czy o to, że nie będzie dobrze oddychać (ale to wtedy pytałbyś nie o odzież termiczną, a o oddychającą) – ale taka luźna kamizelka samochodowa nie przeszkadza w ogóle w cyrkulacji powietrza. Zresztą w nocy jest chłodniej i człowiek się tak nie poci.

      Tak czy owak, w tekście napisałem, że najlepszym rozwiązaniem są szelki odblaskowe, w które jeszcze się nie zaopatrzyłem. Można oczywiście dodatkowo okleić odblaskami rower, ale najlepiej mieć jeszcze coś dużego na sobie.

      • Robert

        Odzież termiczna oddycha, na tym polega jej podstawowe działanie. Kamizelka ani nie oddycha ani nie chroni przed zimnem. Zdecydowanie lepsze są opaski na nogach.

        • O widzisz, zapomniałem napisać, że miałem opaskę na nodze. Zaraz dopiszę :)

          To ja jeszcze raz napiszę – taka samochodowa „fruwajka”, zaburza oddychanie pozostałych warstw w minimalnym stopniu (myślę o temperaturze rzędu 15 stopni). Ja przynajmniej nie odczułem, że ją mam na sobie w żaden sposób.

          Tak czy owak, najlepsze są szelki, bo najbardziej widoczne, ale jeżeli się takich akurat nie ma, lepsza będzie kamizelka samochodowa, niż nic.

  • Romek27c

    Gratulacje! Mój rekord to 100 km w jeden dzień (wiek 64 lata) W tym roku był plan wyjazdu do brata rowerem zamiast autem 96 km w jedna stronę. Niestety w czerwcu miałem kraksę i paskudne złamanie nogi, więc jazda przełożona na 2018 rok.

  • Tomasz No

    Łukaszu, a kiedy jechałeś? Pytam bo piszesz o tym ciągłym piciu i dwóch bidonach i jakiejś super temperaturze w nocy. A jak teraz jechałem w sobotę (30.09) z Ldz do Włocławka i z powrotem i tak około godz 6, na tym wyświetlaczu na obwodnicy Kowala (chyba go sfotografowałeś) miałem 6 stopni. Tak więc na całej trasie moje picie ograniczyło się tylko do tego co ze sklepu w sumie dwa razy i pod koniec przed Zgierzem kiedy zawartość bidonu się już ogrzała. Bo do godziny 11 nie odważyłem się pić tego co w bidonie. Generalnie jakoś to przewidziałem i wcześniej ćwiczyłem rzadkie picie, ale jest to dość upierdliwe. Polecasz jakiś bidon termiczny, taki żeby np. przy 5 stopniach na zewnątrz po jakiś 4 godzinach temperatura plynu była zdatna do picia? Czy jak coś to lepiej jakiś zwykły termos wziąć, bo tańsze to i lepiej temperaturę trzyma?

    • Jechałem 13 i 14 września, trafiłem na fajne okienko pogodowe.

      Co do „ćwiczenia rzadkiego picia”, to słyszę to już któryś raz i nie jest to dobre. Organizm nie wyczaruje sobie płynów sam z siebie. Oczywiście, w niższej temperaturze mniej się pocimy, stąd mniejsze zapotrzebowanie na wodę. Ale tak czy owak, lepiej stanąć po drodze, kupić sobie na stacji herbatę i część wody po prostu dolać do bidonu.

      Jeżeli chodzi o bidon termiczny, który w 5 stopniach utrzyma temperaturę przez 4 godziny… to już raczej w grę wchodziłyby jakieś termosy, pewnie są jakieś cienkie, rowerowe, choć musiałbym poszperać w tym temacie. Camelbak robi lekko izolowane bidony, ale wątpię żeby utrzymywały ciepło tak długo.

      Na zimę mam taki termos i trzyma temperaturę rewelacyjnie: https://roweroweporady.pl/termos-coleman-1l-test/
      Oczywiście popijanie podczas jazdy odpada :(

      • JS

        Długo trzyma temperaturę taki termosik pasujący do koszyka na bidon: https://www.decathlon.pl/kubek-termiczny-035-l-id_8331659.html Niestety nie da się z niego popijać w trakcie jazdy. Jeżdżąc w zimie używam też konfigurację z dużym termosem w sakwie i małym w koszyku – ten mały słabo trzyma ciepło (max 2-3 godziny żeby pić wyraźnie ciepłą herbatę), ale za to da się popijać i w trakcie jazdy. Dopełnianie na postojach małego termosika z dużego pozwalało mieć i wygodę i stale ciepłe picie.

      • Tomasz No

        Wiem, najlepiej pić w miarę często, ale przy tych temperaturach do 3-4 godzin jazdy nie mam wielkiego zapotrzebowania na picie i na postój w ogóle. Termos to chyba rzeczywiście najlepsze rozwiązanie. A ten coleman 1l, to raczej do plecaka, w koszyk chyba nie wejdzie?

        • W koszyk zdecydowanie nie wejdzie i najlepiej na postojach przelewać z niego napój do bidonu.

  • To jeszcze co nieco ode mnie z mojego przykrego doświadczenia. :P

    1. Miej nawigacje. Ja wgrałem ślad zawodów do bikeGPX i się bardzo sprawdził ale telefon jest prądożerny, więc włączałem ją tylko w newralgicznych punktach. Lepiej mieć dodatkowo papierowy spis z numerami dróg i miejscowościami, tak by móc po takim spisie przejechać całe 610 km (jeśli mówimy o P1000J, a nie sprawdzeniu siebie na znanej trasie). Mapa taka powinna być cały czas w widocznym miejscu.

    2. Opady. Przygotuj wszystko tak jakby miało lać. Jeśli nie masz wodoodpornego telefonu, rozwiąż ten problem jakoś. Ważne by telefon z mapą był łatwo dostępny i „włączalny”. Mój iPhone jest wodoodporny ale touchID nie działał gdy był zalany deszczówką. Możesz mieć wgrany ślad mapy do komputerka rowerowego, który nie zjada tyle prądu ALE zasilanie i tak jest potrzebne na 30h jazdy. Przemyśl poprowadzenie i osłonienie kabli od schowanego (przed deszczem) powerbanka do twojej nawigacji. I przetestuj czy to na pewno działa bo mi garmin (zegarek) coś się nie chciał czasami ładować podczas jazdy.

    3. Dostępność. Mapa, picie, coś do przekąszenia w trakcie jazdy – te produkty muszą być super łatwo dostępne. Zatrzymywanie się by sprawdzić mapę może być bardzo irytujące. Pamiętaj, że możesz być skrajnie zmęczony, psycha może być ubita przez nawet jakieś drobne szczegóły.

    4. Ubrania. Najzimniej będzie pewnie nad ranem. W środku nocy możesz mieć wrażenie, że jest przyjemnie ciepło i ci wszyscy ostrzegający przed zimnem się nie znają. Ale organizm pracuje całą noc, ciągle powoli się wyziębia, a temperatura też spada w ciągu nocy by minimum osiągnąć nad ranem, a nie w środku nocy. Ja właśnie przez zimno (no i kolano :P) miałem największe problemy.

    Powodzenia i… nie zazdroszczę pomysłów. :P

    • Aha no i z uwagi na jazdę nocą: światełka, światełka, odblaskowe wszystko i jeszcze raz światełka. ;) I zapasowe baterie do światełek + najlepiej nowe baterie zamontowane przed długą jazdą. Lampki na zwykłe baterie świecą dłużej i szybciej można je wymienić (tzn. baterie). Chyba że znowu chcesz z powerbanka zasilać lampkę na USB… wtedy lepiej mieć zapasowego powerbanka :P

      • Ja tylko przednią lampę doładowywałem z powerbanku, dlatego mam pb o pojemności 20.000 :) Ale resztę lampek, które działają na miganiu po kilkadziesiąt godzin, mam na akumulatorki AA/AAA i wyrobiłem w sobie nawyk regularnego ładowania, nawet jak nie są rozładowane. Tak aby zawsze były w gotowości, zresztą na akumulatorkach trochę inaczej wygląda oddawanie prądu, niż w bateriach.

        • Piotr D.

          Na dłuższe nocne jazdy fajne są lampki na wymienne akumulatorki 18650. Ja mam Convoy S2+, z maksymalnym prądem 1,4A, normalnie w nocy jeżdżę na 0,6A. Moje akumulatorki wytrzymują ok. 2 godziny w maksymalnym trybie 1,4A i 4-5 godzin w średnim trybie 0,6A. A gdy jedziemy oświetloną ulicą, można przełączyć na najniższy tryb.

    • 4. No właśnie to mnie zgubiło na tej trasie. 14 stopni o 4 nad ranem, ale spora wilgoć, wiatr, a potem temperatura szybko spadła. A ja jej nie kontrolowałem. No i się wychłodziłem, nawet nie wiem kiedy. Ale następnym razem będę o to dbał :)

    • @MarcinHinz:disqus
      1. smartfon smartfonem ale dedykowana nawigacja jest tutaj najlepszy wyborem ;-) + powerbank
      2. ja mam problem z powodu aparatów słuchowych (siłą rzeczy nie są wodoodporne) i muszę mieć szczelne etui do telefonu ( mozna kupić za parę złotych w decathlonie). Co do garminowskich urządzeń, trzeba dobrze zabezpieczyć porty usb od urządzenia i powerbanka (z doświadczenia znajomego, w Edge 1000 jest trudno ostatecznie zalać ale może przez chwile świrować) . Podobnie jak z samsungiem S7
      3. I warto mieć kasę przy sobie, nie wszedzie można płacić kartą a co dopiero zbliżeniówka z telefonu.
      4. Też słyszałem o tym, ze noc wcale nie jest taka chłodna ale nad ranem potrafi przymrozić i … lepiej za wczasu przygotować się do momentu wschodu słońca a chwile później można z powrotem sie rozebrać ;-)

  • Waldek

    23 czerwca 2016 roku. 327km w 22godz. z bagażem 25kg po Czeskich górkach w ostatni dzień mojej wycieczki z Drezna przez Zurych, Berno, Lozanę, Genewę, Grenoble, Cannes, Niceę, Monako, Mediolan, Sankt Moritz, Innsbruck, Wałbrzych. Łącznie 2990km w 18 dni. Była to moja nie pierwsza i nie ostatnia wyprawa. Zawsze w końcówce bije swoje rekordy. W tym roku w cztery dni 900km na zakończenie wyprawy po alpejskich przełęczach. W przyszłym roku mam zamiar sprawdzić się na trasie do Neapolu.

  • JS

    A ja bym nie zniechęcał do sakw na bagażniku – dobry bagażnik to niecałe 700g a jedna sakwa to też coś koło tego. Czyli raptem 1.5kg a wygoda ogromna: możesz zabrać wszystko czego w drodze potrzebujesz, bez walki z pojemnością sakiewek. Walki szczególnie trudnej o tej porze roku, gdy w ciągu dnia masz +20 a w nocy koło 0 stopni, co oznacza, że albo musisz mieć miejsce w sakwie na cieplejsze rzeczy (zdejmowane w ciągu dnia), albo będziesz zakładał bardzo wąski margines bezpieczeństwa – w cienkich ciuchach nie zmarźniesz w nocy tylko wtedy gdy będziesz stale, intensywnie jechał, a każdy kryzys, awaria lub choćby długi zjazd będzie oznaczała wychłodzenie. Sakwa, choćby niewielka, to także odrobina luksusu, który bywa nie do przecenienia w długiej drodze – np. można wtedy wziąć termos, normalne kanapki czy ulubione wafle ryżowe.

    • Każdemu według potrzeb :) Jeżeli potrzebujesz większej pojemności – no to pewnie, że sakwy, czy torba na górę bagażnika będą dobrym rozwiązaniem. Ale co do wagi – to 1,5 kg ważyła moja torba, razem z tym, co już do niej napchałem, a weszło tam zaskakująco sporo. Można też pokusić się o torbę od bikepackingu, a one mają po kilkanaście litrów :)

      Do sakw nie zniechęcam, sam z nimi jeżdżę wycieczkowo. Ale dobrze wiem, że cholernie kuszą – a to wezmę jeszcze to, tamto, siamto, bo MOŻE SIĘ PRZYDA. I kończy się z dodatkowym bagażem nie 2 kg, tylko 5-6 kg. Co nie ma znaczenia na wycieczkach, ale na dalszych dystansach już ma. Ale, tak jak napisałem na początku, każdemu według potrzeb.

  • Gratulacje ! :-) jazda solo na takim kilometrażu jest sporym wyzwaniem (coś wiem o tym) ale jak widać – ukończyłeś z powodzeniem. I w zasadzie ja też przyzwyczaiłem się do samotnej jazdy, gdyz nie kazdemu pasował termin / nie każdemu też pasowała destynacja i tempo jazdy. Dlatego Cię doskonale rozumiem ale warto mieć plan awaryjny, w postaci serwisowego pojazdu / wsparcia kolejowego na wypadek niespodziewanej awarii.

    Ja co prawda 330km na koncie nie mam ale kolejna 300+ wpadła w tym roku: https://blog.bobiko.pl/2017/08/rowerem-kolobrzegu-edycja-2017/ i wględem poprzednich edycji wypadło najlepiej i najszybciej. Pamiętam Twój komentarz z 2015 i w tym roku podstawiłem na lekką odmianę bikepackingu; same niezbędne rzeczy, łącznie z kurtką przeciwdeszczową bo..zapowiadali istny armagedon na Pomorzu (którego na szczęście nie było). A pojazd to MTB ako uniwersum na nasze polskie (lokalne i powiatowe) drogi i to było strzałem w 10tke; trafiły się polne i leśne szutry, których nie spodziewałem sie.

    @MarcinHinz:disqus wspomniał o nawigacji i tutaj go poprę. Co prawda mi Edge 810 przeerwało rejestracjętrasy (posłużyłem tanim arc ) ale jako nawigacja była bezbłędna, wręcz nie zastąpiona.

  • YeLLoW

    Ja trochę inaczej podchodzę do bicia moich rekordów najdłuższych dystansów. Założyłem sobie że taki przejazd ma być w ciągu jednej doby, od północy do północy.
    Na razie moim rekordem jest 203 km. Późno wyjechałem z domu bo zastanawiałem się czy nie będzie padać, ledwo się rozgrzałem to przebiłem dętke. A jak wracałem to miałem do przejechania odcinek przez las, gdzie spotkałem dziki :-)

  • Franciszek Rawicki

    Ja coś koło 700 km bez snu. Z tymi lumenami przesadziles trochę, wystarczy 200 na szosę, ja nawet czesto mam nawet 50 bo oszczedzam baterie, stosuje głownie AA, z kablami trzeba uważać jak pada. Pozdrawiam

    • Tak, kable podczas deszczu to nie jest najlepsza sprawa. Co do lumenów, sam kiedyś miałem lampkę 300 lumenów i mi wystarczała. Dlaczego? Bo nie miałem mocniejszej :) A im więcej światła, tym większy komfort jazdy.

      • Robert

        Wystarczy szczelny futerał/torba na kierownice. U mnie się sprawdza bez problemu.

  • Michał Wilk

    Jeśli chcemy częściej jeździć długie dystanse – to dedykowane nawigacje zdecydowanie przeważają nad telefonem. Telefon jest bardzo prądożerny, wykorzystuje się go też do innych spraw i gdy jedziemy na cały czas włączonym ekranie prąd szybko się kończy. A powerbank to też nie jest 100% rozwiązanie, ładowanie na deszczu obarczone jest zauważalnym ryzykiem, kabel też może paść, przestać kontaktować. Dlatego najpewniejsze nawigacje to te zasilane z baterii AA, w tym roku na najcięższym polskim ultra MRDP, gdzie trzeba było jechać w silnym deszczu kilkanaście godzin – padały zarówno telefony jak i Garminy z serii Edge z wewnętrzną baterią. Gniazdo do ładowania zawsze będzie najsłabszym punktem takiego sprzętu, mokry kabel też łatwo może przestać kontaktować

    • Tak, zgadza się, dydykowana, porządna nawigacja to najlepsze rozwiązanie, zwłaszcza na trasach dłuższych niż 24 godziny, gdzie ciężko przewidzieć pogodę.

      Ale… każdy musi się zastanowić, jak często będzie jej używał. Jeżeli mamy zamiar włączyć ją 3-4 razy do roku, to moim zdaniem nie jest to niezbędny wydatek. Ja długo broniłem się przed nawigacjami i korzystałem z opisu trasy, przygotowanego na kartce: https://roweroweporady.pl/wyznaczanie-trasy-rowerowej/

      W tym roku przestawiłem się w końcu na aplikację na telefonie i choć znam jego ograniczenia, to jeszcze nie myślę o dedykowanym urządzeniu. Ale kto wie, co czas przyniesie :)

  • Daniel Sadzak

    Łukaszu, miałem zapytać czy miałeś wykupiony bilet na pociąg z Tczewa ale gdzieś w komentarzach pisałeś że cała wyprawa odbyła się z 13 na 14 września więc widzę że logicznie zaplanowałeś ją w tygodniu, a nie tak jak moje 255 km które udało mi się zrobić w ostatnią sobotę sierpnia. Wstępnie planowałem tylko trasę Pabianice-Włocławek i powrót PKP. Nie myślałem jednak że w pociągu relacji Gdynia-Kraków będzie całkowita rezerwacja miejsc więc nie pozostało mi nic innego tylko wracać ponownie rowerem :) Na szczęście pogoda w ciągu całego dnia była wręcz idealna. Nie tylko bezchmurnie z temperaturą około 24 stopni ale co najważniejsze wiatr wiał z prędkością 3-5 km/h więc tak jakby go nie było. Z drugiej strony dostałem trochę nauczkę żeby następnym razem lepiej planować alternatywną opcję powrotu, o czym również wspomniałeś na blogu. Dla mnie przy takich trasach ważne jest umiejętne rozłożenie przerw na posiłki i przekąski bo jednak organizm spala je, w moim przypadku dość szybko, a bez paliwa daleko się nie zajedzie. Pozdrawiam :)

    • Bilet kupiłem po drodze, gdy już wiedziałem, że muszę wrócić do Łodzi tego dnia, a do Gdańska na ostatni pociąg się nie wyrobię. Na szczęście mamy XXI wiek i wszystko mogłem sprawdzić i kupić przez internet :)

      Ja pierwotnie miałem plan, aby jechać właśnie w weekend, kiedy ruch jest jeszcze mniejszy. Zwłaszcza na wjeździe i wyjeździe z Torunia, poczułem akurat poranny szczyt samochodowy. W weekend byłaby cisza i spokój.

      A awaryjna alternatywa powrotu czekała w Łodzi – Monika chyba aby mnie zmotywować, pisała ze dwa razy, że może po mnie przyjechać. No to robiłem wszystko, aby nie musiała :P

  • Kiopo

    Przede wszystkim szczere gratulacje Łukaszu. ;) Mam takie pytanie, czy opony na których jechałeś to Kojaki? Czy o wiele ciężej by się jechało na tej trasie na CX Compach o których też wspominałeś w którymś wpisie? Bym był wdzięczny za odpowiedź, pozdrawiam serdecznie!

    • Jechałem na Schwalbe One 28C. Na Kojakach myślę, że też spokojnie dałbym radę przejechać taki dystans. Natomiast CX Compy to bardzo fajne opony, ale do uniwersalnej jazdy, trochę na asfalt i trochę na bezdroża. I na asfalcie stawiają już większy opór niż Kojaki czy One.

      Nie mówię, że nie dałoby się na nich przejechać, ale wolałbym tego nie sprawdzać :)

  • Szacun:) Ja jeszcze nie wiem, gdzie jest mój limit.
    Co do okularów — polecam okulary warsztatowe do prac na zewnątrz — takie żółte. Zadziwiająco dobrze robią podczas jazdy w pochmurny dzień oraz w nocy, poprawiają kontrast. O odporności na owady, kamyki i gałęzie nawet nie wspominam :)

  • etiop

    Rewelacja, mi osobiscie po roku jezdzenia udało się w 12 godzin z przerwą 90 minutową i 5-6 przerwami 5-10 minutowymi przejechać 260 km, Dębica – PolaŃczyk- Dębica. Dystans ten pokonałem na kolarce. największy problem w tego typu wycieczkach (jeżeli znasz swoje moŻliwosci i trzymasz sie założeń) to jazda w pojednke, Ostatnie 20-30 km męka psychiczna, po 2 rozmowach 5 minutowych przez telefon udało sie zebrac do „kupy i dojechac. na wiosnę planuje 500 km w limicie 24 h, szukam tylko chętnego o podobnych moŻliwosciach żeby nie zanudzic go swoim tempem.

  • D.G.

    A ja planuje trase Wieden – Chrzanow, ale w 3 dni (ok.130/dzien) :)