Jak się jeździ na tandemie?

Tandemy to w Polsce bardzo niszowa grupa rowerów. Nikt nie zna dokładnych danych, ale obstawiam, że nie ma ich więcej niż kilkanaście tysięcy sztuk. Z tym większą ciekawością podszedłem do zakupu tandemu przez moich rodziców. A w zasadzie to tata był motorem napędowym :) Od pewnego czasu zbierałem się, by w końcu trochę pojeździć na tym rowerze. I udało się nawet bardziej niż się spodziewałem. Tata wymyślił, że przejedziemy się do Częstochowy i z powrotem, przy okazji zahaczając o łódzką, pieszą pielgrzymkę. Ja już dwa lata temu miałem taki przejazd za sobą, tym chętniej się zgodziłem, by sprawdzić możliwości tej maszyny. Dzień przed wyjazdem zrobiliśmy 30-to kilometrową rundkę, żebym oswoił się z jazdą na tandemie. A dopiero następnego dnia rano dotarło do mnie, że do przejechania mamy 290 kilometrów na rowerze, którym jechałem zaledwie raz. Oraz, że poznam wszystkie blaski i cienie tandemu w ekspresowym tempie. Zamontowałem tylko swoje siodełko oraz pedały, bo na takich dystansach wolę siedzieć na dobrze znanym siedzisku, a pedałów SPD już chyba nigdy nie wymienię na tradycyjne. Zresztą SPD bardzo się przydały, o czym napiszę za chwilę. Od razu uprzedzę wszystkich świeżo upieczonych posiadaczy tandemów. Nie ruszajcie na pierwszy raz w tak daleką trasę. Ja miałem ten plus, że jechałem z tatą, który przejechał już sporo kilometrów. Dwie niedoświadczone osoby najlepiej gdy zaczną od trochę krótszych przejazdów.

Jazda na tandemie

Zacznę od filozofii jazdy na tandemie. Trzeba stale pamiętać, że jedziemy w dwójkę na jednym rowerze i przenoszenie nawyków ze zwykłego roweru, nie zawsze się sprawdzi. Tandem ma sporą długość i zachowuje się inaczej niż tradycyjny bicykl. Wszystkie ruchy pasażera (tak będę nazywał osobę siedzącą z tyłu), są wyraźnie odczuwalne przez kierowcę. Tak więc pasażer, z jednej strony musi nauczyć się pozostawać niewidzialnym, z drugiej zaś pomagać w razie potrzeby. O pedałowaniu nie wspominając, bo jego brak jest z przodu dotkliwie odczuwalny :)

W tandemie pedałuje się jednocześnie i robi przerwy jednocześnie. Jest to spowodowane tym, że najpierw przednia korba łączy się z tylną, a następnie tylna korba z kasetą. Jest to uzasadnione od strony konstrukcyjnej, natomiast rodzi kilka niedogodności. Za każdym razem, gdy chce się zrobić przerwę w pedałowaniu, trzeba albo powiedzieć STOP albo „brutalnie” przestać pedałować. Jest to upierdliwe, ale z tego co mówili rodzice, można się przyzwyczaić. Ja nieraz złapałem się na tym, że chciałem poprawić spodenki i odruchowo przestawałem pedałować. Druga sprawa to ustawianie pedałów do startu. Przy każdym zatrzymaniu, pasażer powinien zadbać o takie ich ustawienie, by łatwiej było ruszyć.

Cannondale Tandem MTB

Dlaczego pisałem, że przydają się wpinane pedały SPD? Synchroniczne ruszenie tandemem nie jest może tak trudne, jak start promu kosmicznego, ale mimo wszystko jest szansa, że noga ześlizgnie się z pedału. My najczęściej robiliśmy tak, że ja nawet nie zdejmowałem nóg i siedziałem wpięty cały czas. Ale w niektórych sytuacjach odruchowo podpierałem się na skrzyżowaniu i potem o wiele łatwiej było ruszyć z SPD. Moja mama woli tradycyjne i nie narzeka. Być może moje wrażenie wynika z tego, że po prostu odzwyczaiłem się od jazdy na zwykłych :)

Jeżeli chodzi o zmienianie przełożeń, to tym zajmuje się kierowca. Siedząc na miejscu pasażera, trzeba się do tego przyzwyczaić. Trzeba się też zgrać pod kątem kadencji (czyli tempa pedałowania) i wyboru twardości przełożeń. Mój tata jeździ trochę bardziej siłowo, ja już od dawna preferuję kadencyjną jazdę. Mogłem odpuszczać i po prostu nie naciskać tak mocno na pedały, ale starałem się tego nie robić. Niestety w Częstochowie boleśnie to odczułem, gdy odezwały się lekko popalone mięśnie :) W drodze powrotnej jechaliśmy już na niższych przełożeniach, z większą kadencją. Tutaj mój tata miał większe obiekcje, za to ja odżyłem. Tak więc trzeba trochę razem pojeździć, żeby złapać wspólny rytm i złoty środek w doborze przełożeń oraz tempa jazdy.

Jak się jeździ z lusterkami rowerowymi

Kolejna sprawa – kierowanie. Po powrocie z Częstochowy pojeździłem trochę z przodu, za pasażerkę mając Monikę. Tandem jest długi, tak więc mniej skrętny od zwykłego roweru. Absolutnie nie przeszkadza to podczas normalnej jazdy, ale już manewrowanie nim czy zawracanie jest trudniejsze i wymaga więcej miejsca. Do jazdy niezbędne są również lusterka, właśnie ze względu na jego długość. I nie dlatego, że pasażer będzie zasłaniał coś kierowcy. Po prostu wszystkie mocniejsze ruchy są przenoszone na ramę. Do tego trochę trudniej utrzymać go w ryzach niż zwykły rower, więc częste obracanie się nie byłoby wskazane. Jadąc we dwoje po prostu trzeba pamiętać o większej masie i trochę mniejszej zwinności. Ale samej jazdy jako kierowca tandemu nie trzeba się uczyć, trzeba tylko zebrać odpowiednie doświadczenie jeżdżąc :)

Długość tandemu może być minusem podczas przewożenia go pociągiem. Wiadomo jak to jest z PKP. A raczej nie wiadomo :) Jeżeli podjedzie wagon z dostateczną ilością miejsca do wymanewrowania, nie będzie żadnego problemu. Natomiast w wąskich korytarzach, nie ma szans na jakiekolwiek kombinacje. Dlatego moi rodzice na wyjazdach jak ognia unikają jazdy pociągiem.

Co można robić na tandemie

A jak się jedzie z tyłu? Ten temat często przewija się w rozmowach o tandemie. Pasażer może tylko podziwiać plecy kierującego, nie ma wiele do gadania, a do dyspozycji pozostaje mu co najwyżej dzwonek. Nie do końca tak jest. Siedząc z tyłu nie miałem ani przez chwilę wrażenia, że leżę tacie na plecach czy innych częściach ciała. Tak samo on nie czuł mojego oddechu na swoich plecach. Rama w tym rowerze jest tak skonstruowana, że była zachowana odpowiednia odległość między nami. Ja za to miałem możliwość spokojnego rozejrzenia się po okolicy, w razie potrzeby wyciągałem telefon z kieszeni, aby spojrzeć na mapę czy odpisać na SMS-a. I tak naprawdę interesowało mnie jedynie to, żeby pedałować. Przez całą drogę nie musiałem skupiać się na omijaniu dziur i uważaniu na samochody. Na początku było to dziwne uczucie, ale szybko się przyzwyczaiłem i nawet mi to odpowiadało. Gdybym jeszcze dostał manetki od przerzutek, byłbym w pełni szczęśliwy :)

Jak się jeździ na tandemie

Czy tandemem jeździ się szybciej/łatwiej niż zwykłym rowerem? Odpowiedź na to pytanie brzmi: to zależy. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że na prostej drodze tandem łatwiej się rozpędza. Trochę łatwiej jest też utrzymać na nim prędkość. Natomiast spora różnica jest na podjazdach. Mimo, że Cannondale jest bardzo lekki jak na tandem (bez wyposażenia waży ok. 20 kilogramów), po dorzuceniu bagażnika, błotników, sakw – jest już co napędzać. Ale piszę to z perspektywy 10-kilogramowego roweru, być może ktoś, kto jeździ na co dzień rowerem trekkingowym ważącym 16 kilogramów, zauważy różnicę na plus.

Na pewno tandem jest dużym plusem w przypadku par, gdzie pojawiają się różnice zdań w kwestii ilości przejeżdżanych kilometrów. Jedną z przyczyn zakupu tandemu, z tego co wiem, był fakt, że moja mama jeździ sporo na rowerze, ale tata chciał jeździć więcej :) W tym wypadku mają taką możliwość, ponieważ „słabsza” osoba może po prostu trochę odpuścić, gdy zacznie brakować jej sił. W każdym razie, na tandemie pedałuje się tak samo, jak na każdym innym rowerze. Sam nie jedzie :)

Tandem to także bardzo dobre rozwiązanie dla osób niepełnosprawnych i niewidomych. Zainteresowanym polecę bardzo ciekawą inicjatywę „Niewidomi na tandemach„, projekt łączy wolontariuszy z osobami niewidomymi na wspólne wyjazdy. Znaleźć tam można także listę wypożyczalni tandemów.

Droga rowerowa Kleszczów

Jest jeszcze jedna „atrakcja” związana z tandemem. Niektórym może to nawet odpowiadać :) Tandem wzbudza zainteresowanie. OGROMNE zainteresowanie. Ludzie głośno komentowali nasz przejazd, pokazywali palcami, motocykliści przejeżdżając krzyczeli, że fajna maszyna, dzieciaki siedzące w samochodach przyklejały nosy do szyb. Można się do tego przyzwyczaić, ale na początku czułem się trochę dziwnie.

Czy warto kupić tandem? Na to pytanie nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Na pewno nie jest to rower dla każdego. Tandem ma sporo zalet, ale ma też kilka wad o których warto pamiętać. Na początek polecam poszukać wypożyczalni i trochę pojeździć, by wyrobić sobie o nim zdanie. Ja jednak pozostanę przy moim tradycyjnym rowerze. A tandem porównam do wędkowania czy pływania na kajaku – to bardzo fajne hobby, ale kompletnie nie dla mnie.

 


 
  • Gooseberry

    Chętnie wypróbowałbym takie cudo, ale po prawdzie to nie czuję się przekonany do zalet tandemu i na dłuższe wyjazdy wolałbym jednak tradycyjny rower. Wyjątkiem jest ta akcja dla niewidomych i w ogóle wszelkie zastosowania dla osób niepełnosprawnych – to uważam za świetny pomysł.

  • Bardzo przyjemny tekst. :) Dla mnie podwójnie, bo moi znajomi – para – przemieszczają się po mieście tandemem. Faktycznie, budzą spore zainteresowanie. Jako pasażer tandemu szybko załapałam, o co chodzi, ale jadąc z przodu zaliczyłam kompletną porażkę. Nie myślałam, że wymaga to więcej sprytu niż jazda na tradycyjnym rowerze!

    • Na pewno wymaga większej uwagi i cierpliwości na początku. Ale wszystko przychodzi z czasem :)

      • Mirosław Walczak

        A są takie z kołami 28″ ?

        • abc

          to jest chyba właśnie 28″.

        • Ten ma właśnie 28/29″.

          • Mirosław Walczak

            A Ja myślałem, że to jest 26/27″

  • Oskar Matzerath

    No dobrze a jekieś zalety? :)

    • Ryszard

      Opory toczenia – dwa koła zamiast 4. Opory powietrza – lepiej niż na kole na styk. Waga (podjazdy pod górkę) znów tylko 2 koła i jeden widelec. Generalnie 2 napędy do 1,5 roweru – byle się zgrać i mamy naprawdę szybką maszynę. No i druga osoba może udawać, że pedałuje, gdy pierwsza jest gentlemanem i mięśniakiem w jednym :)

  • CRUISERMAN

    Bardzo ciekawy wpis.
    I ja chętnie spróbowałbym się z taką maszyną. Zaskoczony jestem wagą. Bardzo niską w moim odczuciu. Dla mnie 20 kilogramów to norma. Moje rowery ważą 22,5 i ten drugi, który jest najpierwszą i ukochaną maszyną po pełnej customizacji 18, a dodatkowo kulam się na kołach jak wyjętych z motocykla. Faktycznie taki bajek musi robić zamieszanie. Ja zaledwie kilka razy na żywo widziałem tandem w ruchu. Ogromna wada takiego roweru, a zwłaszcza dla osób mieszkających w betonowych pudełkach to jego gabaryt. Z jednej strony fajne rozwiązanie umożliwiające wspólne eskapady, a z drugiej niemały kłopot z parkowaniem.

  • moja dziewczyna nie lubiła roweru, a ja jestem uzależniony, wyciągnąłem dwa stare rowery „damkę” i męski i pospawałem, na co dzień robię meble ale rower też potrafię polakierować. Gdy podjechałem była zachwycona. TO prawda ludzie się oglądali. Jeździ się spoko, chcę teraz zamontować korby szosowe by wyjechać na kilka dni i zrobić więcej km. Aktualnie dziewczyny brak a rower stoi :P

  • Widziałem kiedyś parę poruszającą na tandemie, przyjechali na majowy rajd we Wrześni. Niby nic nadzwyczajnego ale dopiero gdy zeszli z roweru, zorientowalem się, ze pasażerka jest osobą niewidomą / niedowidzącą a jej mąż był kierowcą. Nie powiem, byłem wzruszony tym widokiem, bo uświadomiłem sobie, ze można przecież takie przeszkody ominąć, przeskoczy, zwłaszcza dla fanatyków dwóch kółek.

    • Ryszard

      Na triathlonach staruje często para młodych ludzi, z których jeden jest niewidomy. Na rowerze jadą właśnie na tandemie i pomykają bardzo szybko. Widziałem ich kilka razy jako widz. Baaardzo widowiskowe.

  • Tomek

    A co to za gripy na kierownicy pasażera?

  • Krzysiek z Lublina

    „Trzeba się też zgrać pod kątem kadencji (czyli tempa pedałowania) i
    wyboru twardości przełożeń. Mój tata jeździ trochę bardziej siłowo, ja
    już od dawna preferuję kadencyjną jazdę. […] W drodze powrotnej jechaliśmy już na niższych
    przełożeniach, z większą kadencją. Tutaj mój tata miał większe obiekcje,
    za to ja odżyłem.”

    Łukaszu, jeśli mogę prosić – z ciekawości – jaki jest Twój obecny przedział kadencyjny – chodzi mi o to, na jakiej wartości Twoim zdaniem kończy się jazda siłowa a zaczyna kadencyjna?

    • Nie mam licznika kadencji, więc ciężko mi podawać jakiekolwiek zakresy. To po pierwsze.

      Druga sprawa jest taka, że nie ma czegoś takiego jak „idealna kadencja”. Wiele zależy od indywidualnych predyspozycji i upodobań.

      Trzecia sprawa – nie jeżdżę sportowo, a jedynie dla przyjemności. Tak więc określenia „siłowo” czy „kandencyjnie” są brane na podstawie moich odczuć, a nie wytycznych trenera :)

      • Krzysiek z Lublina

        Bardziej mi chodziło o taki szacunek „na oko” na zasadzie: „jeden obrót korbą na sekundę to kadencja 60, dwa – 120. Czyli mój przedział to mniej więcej…”. Ja słyszałem że najbardziej optymalna to 90, ale chociaż w ciągu ostatniego roku poszła mi bardzo w górę, to w spokojnej rekreacyjnej jeździe – takiej jaką lubię najbardziej, to przedział 65-85. Dodatkowo, jak wdrapuję się na strome wzniesienia, to wolę pedałować z mniejszym obciążeniem a szybciej. Ciekaw byłem jak Ty to oceniasz. Jeśli można to proszę – na zasadzie nawet odniesienia do sekundnika zegarka :) Pozdrawiam!

        • Pomiar na sekundę będzie bardzo niemiarodajny, lepiej sprawdzać w ciągu przynajmniej 15 sekund.

          Ale to i tak nie ma żadnego znaczenia, bo nie jestem sportowcem, żeby trzymać zadaną kadencję przez cały czas. Raz mam X, raz mam Y. Cokolwiek więcej może powiedziałaby średnia, ale i ten wynik jest obarczony sporym przekłamaniem.

          • Krzysiek z Lublina

            OK, dzieki. Pozdrawiam :)

        • Ryszard

          Poza tym, ze nie ma „najbardziej optymalnych”, to rzeczywiście 90 daje najwięcej mocy, ale tylko po wyuczeniu się. Na dystansie 15-20 km szybciej pojadę na 85, ale powyżej 50 km, to cisnąc 80 zabiłbym mięśnie. Z tym, że średnia licznikowa wychodzi koło 80-85 (górki, zatrzymania itp). Z zegarkiem, to jak napisał Łukasz – mierzyć dobrze na minimum 15 sekund, ale wtedy masz rozdzielczość ok 4 rpm, czyli nie odróżnisz 80 od 84 (bo nie dokładnie wiesz, czy było 20, czy 21 obrotów). Z kolei zliczać przez minutę – nudno. Dokładniej jest zmierzyć czas np. 20 obrotów, ale dzielenie pisemne w czasie jazdy jest sporym utrudnieniem :)
          to, że lubisz niskie kadencje, to normalne, bo większość ludzi „naturalną” kadencję ma ok. 75-85, ale to nie jest optymalna ze względu na wykorzystanie mocy (nawet na spacerze) kadencja i po prostu warto się nauczyć kręcić szybciej. Kiedy się już wprawisz, nie będziesz chciał wracać do wolniejszego pedałowania (chyba, ze jesteś osobnikiem lubiącym siłownię i mającym odpowiednie mięśnie i kiepskie płuca i serce).
          Acha! najtańszy licznik rowerowy można przerobić na licznik kadencji odpowiednio ustawiając wielkość koła i montując magnes na korbie, a czujnik na tylnym widelcu. Nie wiem, czy warto, ale ja tak zrobiłem na rowerze, który używam do trenażera, bo miałem akurat stary licznik. Na rowerze użytkowym lepiej mieć licznik „z kadencją”

          • Krzysiek z Lublina

            Czyli podsumowując – jaka jest Twoja rada dla mnie – dać se luz i jeździć tak jak do tej pory, czy poćwiczyć i jednak próbować nauczyć się tych kadencji dookoła dziewięćdziesiątki? Oczywiście cały czas przy założeniu że mowa o długodystansowej turystycznej jeździe z dużym obciążeniem w sakwach bez ABSOLUTNIE ŻADNEGO zacięcia wyścigowego, jeśli już to nacisk na optymalne wykorzystanie sił; redukcję zmęczenia i ewentualnie w przyszłości kolejny rekord dystansu dziennego(jakieś 230-250 km docelowo)

            Aha – mam licznik z czujnikiem kadencji :)

            • Ryszard

              Zdecydowanie poćwiczyć. Jazda turystyczna to jazda długodystansowa nastawiona na „przejecahnie”, a nie wynik czasowy. Ale ilość włożonej energii się liczy. Ja w wieku 14-24 lata jeździłem głównie turystycznie, ale wyglądało to tak, że na co dzień, po mieście i okolicach jeździłem na pustym rowerze, żeby się wyżyć i wtedy ćwiczyłem kadencję. Druga sprawa, że dość słabe nogi mam jak na kolarza, a przy odpowiedniej technice moc można wycisnąć „z płuc” :)
              Rada: ćwicz poza wycieczkami, ćwicz kadencje około 100 na wypadach 20-30 km, a na wycieczki 90 samo zostanie. Oczywiście możesz być jednym z tych, którzy preferują jazdę siłową i nikt w ciebie wyższej kadencji nie wmusi. Podobno to zależy od rodzaju mięśni. Swoją drogą jak pokonujesz hopki jako turysta? Ja mam taką metodę, że na dole zjazdu mam największą osiągalną prędkość i dość niskie przełożenie i pedałuję jeszcze z górki z dużą kadencją. Potem po trochu redukuję przełożenia i albo wjadę, albo na koniec cisnę. To wg mnie najlepszy sposób wepchnięcia bagaży na małą górkę (kiedy wcześniej jest zjazd). Z punktu widzenia kolarskiego to jest podjazd małą mocą, w dodatku zmieniającą się w trakcie podjazdu, czyli beznadziejnie :)
              W tamtych latach nie miałem żadnego czujnika kadencji, ani nie liczyłem obrotów (licznik miałem ruski, mechaniczny), po prostu z kolegą pedałowaliśmy jak najszybciej :)

              • Krzysiek z Lublina

                „[…]Swoją drogą jak pokonujesz hopki jako turysta?[…]”

                Od dłuższego już czasu powyżej 30km/h tracę poczucie bezpieczeństwa – że gdyby coś się stało, to zabraknie mi czasu na reakcję. Mam tak od kilku lat – gdy w trakcie przejazdu przez skrzyżowanie zaczęła mi się zmiana świateł – spanikowałem, dałem po heblach i poleciałem przez kierownicę. Efekt – ogólne potłuczenie(głowa szczęśliwie cała – mimo że bez kasku), ale ręce potłuczone tak, że potem przez półtora miesiąca rehabilitacja. Dlatego teraz z góry zjeżdżam bez pedałowania na hamulcach, tak, żeby nie rozpędzić się powyżej tej 30 – a potem zaczynam kręcić z kadencją możliwie zbliżoną do tej którą miałem wcześniej – najczęściej jest to 75-100, w miarę potrzeb redukując przełożenie do minimum – zaczynać „cisnąć” staram się dopiero na najbardziej miękkim – jak już nie mam innego wyjścia. Takie podejście mi się sprawdza – od dawna nie musiałem złazić z roweru na podjazdach :)

                „[…]Oczywiście możesz być jednym z tych, którzy preferują jazdę siłową i nikt w ciebie wyższej kadencji nie wmusi. Podobno to zależy od rodzaju mięśni[…].”

                no właśnie – też o tym słyszałem – prawda to czy bajka? Bo miewam też tak, że chwilę na wyższej kadencji daję radę, potem nagle jakby mi ktoś odciął nerwy w nogach – ani ruszyć, ani nic… Zatrzymuję nogi, i po kilku sekundach znów jest oki. Ale jakie to są wielkości, i na jakich mogę kręcić dłuższy czas – musiałbym sprawdzić. Na chwilę obecną mogę napisać tyle, że na dystansie ostatnich ponad 16 tys km średnią kadencję mam 64. Ale w to też wchodzi jazda w ruchu miejskim, załatwianie spraw, i inne – generalnie ja na rowerze poruszam się więcej niż nawet piechotą – bo tak mi wygodniej.

              • Krzysiek z Lublina

                Zastosowałem się do Twojej rady i pojawił się problem: podczas treningów kadencji tak jak pisałeś – gdy staram się trzymać 90-100, mam wrażenie że (podczas jazdy po płaskim terenie) obciążenie nóg spada mi prawie do zera i z tego powodu nogi zaczynają mi się „rozbiegać” – trochę tak, jak napęd miksera kuchennego włączony bez obciążenia – jedzie z obrotami w górę bez opamiętania. To normalne?

                • Ryszard

                  Na początek tak. Nogi nie nadążają za prędkością. Jeśli obciążenie masz za małe to oczywiście należy nieco zejść z przerzutką i przy tej samej kadencji obciążenie wzrośnie. Pytanie, czy zdołasz wówczas utrzymać kadencję. Generowana moc to kadencja x moment na pedale (stała zależność od siły na pedał, bo korby są stałej długości, zwykle 170 albo 175). Z drugiej strony w konkretnych warunkach moc przekłada się na prędkość, więc po zmianie przełożenia przy tej samej prędkości roweru (mocy dostarczanej) kręcisz szybciej, a naciskasz mniej. Wrażenie jest takie, że więcej pracują płuca, mniej mięśnie.
                  Jak czujesz, że nie nadążasz za rowerem, pedały uciekają, to znaczy, że go nie napędzasz. Ale może też po prostu nie jesteś przyzwyczajony do mniejszego naciskania. Ustal sobie kadencję, np. 95 i przełożenie, np. 50/17 (akurat ja mam kompakt) albo 48/17 w trekingowym, czy 45/15 w góralu. Wychodzi ok 35 km/h i po płaskim na pewno noga uciekać nie będzie :). Trzymaj się tych 95, łatwo nie będzie :)

                  • Krzysiek z Lublina

                    Dzięki serdeczne za porady, bo wszystko wskazuje na to, że powoli zaczyna mi to działać i to nawet przy prędkościach rzędu 15-25 km/h. Pojeżdżę jeszcze jakiś czas i zobaczę co i jak. pozdrawiam!!!

    • Ryszard

      Zależy dla kogo, ale przeciętny amator na szosie (tj. nie w lesie, chodzi o nawierzchnię, nie typ roweru) powyżej 90 to już jedzie „kadencyjnie”, a poniżej 70 zdecydowanie siłowo. Jak ja jadę szybko po płaskim 80-85 to zdecydowanie „cisnę”, a jak 90-100 to kręcę. Powyżej 100 to raczej z wiatrem, ale czasem kilka kilometrów się da, ponad 110 to trzeba wyćwiczyć. Pod górkę jest inaczej i już 80-85 to jest dość szybkie kręcenie.

      Dla człowieka, który nie starał się ćwiczyć i zawsze jeździł spacerowo to 90 jest już kosmosem, dla większości rowerzystów jeżdżących „poważniej” 90 to normalna jazda.

  • HD

    Mojej lubej rodzice maja tandem z silnikiem elektrycznym!! Raz ładnie sie załatwili bo niestety jak jest bum to cierpią dwie osoby odrazu

    • Ryszard

      W peletonie wszyscy maja osobne rowery, a jak jest bum, to cierpi duża grupa. Przy jeździe na kole dobre bum działa jak domino.

  • Robert Walczak

    świetny tekst.

  • Michał Stasiak

    Fajny tekst ale szkoda że tak mało napisałeś o użyciu tandemu przez osoby niepełnosprawne. Interesuje mnie, czy ma sens kupno takiego roweru jeżeli pasażerka jest chora na SM (stwardnienie rozsiane) i raczej robiłaby za „balast” a nie pedałowała razem z kierowcą. Czy to ma sens?

    • Witaj,

      nie jestem ani lekarzem, ani terapeutą, by w rzetelny sposób wypowiadać się na ten temat. Na pewno rower musi być przystosowany pod wymagania i potrzeby osoby niepełnosprawnej, zwłaszcza jeżeli nie może ona pedałować. Trzeba byłoby zmodyfikować gotowy rower lub wykonać go od podstaw na zamówienie. Polecam zajrzeć na stronę Warsztatu Rowerów Nietypowych TROP: http://rowerynietypowe.republika.pl/tandemy.html