Kadencja na rowerze – czyli co amator musi wiedzieć

Zapraszam do obejrzenia najnowszego odcinka Rowerowych Porad. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.



Kadencja to w przypadku jazdy na rowerze, liczba pełnych obrotów korbą na minutę. Wystarczy włączyć stoper i policzyć, ile razy kręcimy pedałami w tym czasie. Jest też wygodniejszy sposób – możemy wyposażyć się w licznik rowerowy z pomiarem kadencji lub dokupić do swojego licznika odpowiedni moduł, jeżeli oczywiście jest to możliwe. Ale szczerze mówiąc – jeżeli nie trenujesz, wystarczy jeżeli dokonasz pomiaru samodzielnie.

Zawodowi kolarze szosowi oraz górscy zazwyczaj jeżdżą z wysoką kadencją. W zależności od warunków fizycznych oraz danego odcinka trasy, jest to od 80 do 120 obrotów na minutę, choć jest to tylko przybliżony zakres. Pedałowanie z dużą częstotliwością, pomaga w efektywniejszym napędzaniu roweru. Ale ja nie chciałbym pisać o walorach sportowych, bo takimi tematami zajmują się inni, chociażby Grzegorz.

Wolę skupić się na czysto amatorskiej jeździe. Nieraz widzę osoby, które pedałują jakby napędzały młyńskie koło – powoli i ciężko. Nie wpływa to dobrze na kondycję kolan, które są podczas takiej jazdy przeciążane. No i sama jazda jest mniej efektywna, szybciej się męczymy. Tak, tak, kręcąc szybciej pedałami można zmęczyć się mniej, niż kręcąc wolniej!

Wśród początkujących rowerzystów, często pokutuje mit, że potrzebują twardych przełożeń, aby jeździć szybko. Chcą wymieniać tarcze w korbie na większe, a na kasecie mieć najmniejszą zębatkę z jedenastoma, a najlepiej z dziesięcioma zębami (takie rzeczy tylko w kasetach SRAM z serii XG). Sam kiedyś tak myślałem… A co się okazuje? Weźmy przykład typowego roweru crossowego/trekkingowego – znajdziemy tam korbę z tarczą 48 i kasetę z 11 ząbkami lub wolnobieg z 14 ząbkami. Teraz wystarczy te dane wprowadzić do kalkulatora (jak z niego skorzystać opisałem we wpisie o napędach z jedną tarczą z przodu).

Kadencja na rowerze

Wychodzi na to, że kręcąc 50 razy na minutę, faktycznie nie będziemy bili rekordów prędkości. Niecałe 30 km/h w przypadku przełożenia 48×11 i ledwie 23 km/h na przełożeniu 48×14. Trochę marnie, a my przecież chcemy jeździć szybciej (chociaż przez chwilę)! Ale wystarczy kręcić z większą częstotliwością, aby przy kadencji 80 jechać już 46/36 km/h, co wygląda już o wiele, wiele lepiej. Czyli jednak da się pojechać szybciej, nie zmieniając nic w napędzie i przy okazji oszczędzając kolana :)

Zobaczcie jeszcze jedną ciekawą rzecz. Wiele osób myśli, że gdy zmienią z przodu bieg na niższy (w naszym przypadku na tarczę z 36. zębami), nie uda im się pojechać wystarczająco szybko. A tu niespodzianka – kadencja 80, która nadal nie jest jakoś specjalnie wysoka, na przełożeniu 36×11 pozwoli na jazdę 35 km/h. Jeszcze wyższa – nawet ponad 40 km/h.

Ale! Próba zmiany kadencji z 50 na 80, jeżeli zrobi się to od razu, niestety się nie uda. Nogi nie będą w stanie pedałować z taką szybkością, a my będziemy mieli wrażenie, jakbyśmy mieli zaraz je urwać. Dlatego warto robić to stopniowo. Jak? Jadąc na swoim ulubionym przełożeniu, zmień na kasecie bieg o jeden „w górę”, czyli na lżejszy. I staraj się tak jeździć, wybierając zawsze o oczko lżejszy bieg przez kilka dni. Następnie spróbuj jazdy na jeszcze lżejszym biegu.

Jaka jest optymalna kadencja? Do którego momentu ją zwiększać? Czy jest mi to do czegokolwiek potrzebne?

Nie ma czegoś takiego jak idealna kadencja. Wszystko zależy od indywidualnych preferencji, warunków fizycznych i oczywiście samej trasy, którą jedziemy. Nie chodzi też o to, aby zwiększać kadencję w nieskończoność. W podejściu czysto amatorskim, chodzi tylko o to, aby pedałowało się lekko, bez wkładania wielkiego wysiłku w naciskanie na pedały. Ten wysiłek oczywiście będzie, ale rozłożony na większą liczbę obrotów korbą na minutę.

A po co to wszystko? Aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej ;) A tak serio – kręcąc trochę szybciej, mniej obciążamy swoje kolana, wolniej się męczymy i jesteśmy w stanie przejechać więcej kilometrów. Nie namawiam Was na skrupulatne liczenie kadencji i zastanawianie się, czy jedziecie z dobrą. To nie o to chodzi! Proponuję tylko zastanowić się, czy nie pedałujecie za ciężko, co do niczego dobrego nie prowadzi.

Zapraszam do obejrzenia odcinka Rowerowych Porad, w którym pokazuję jaka jest różnica między niższą, a wyższą kadencją. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał :)



  • dobek1985

    Kiedyś sam jeździłem według zasady: najwieksza zębatka z przodu, najmniejsza z tyłu. Na kadencję nie zwracałem uwagi. Pedałowało się ciezko, z bólem w nogach, ale myślałem że tak ma być. Dzisiaj jestem mądrzejszy i wiem, że da się jeździć bez bólu, odpowiednio dobierając przełożenia i szybkość kręcenia korba.

    • Paweł Więch

      I lubisz tak szybko pedałować? No ja no nie znoszę.

      • dobek1985

        Lubię pedałować lżej i bezboleśnie dla kolan.

      • Warto operować konkretnymi liczbami, wtedy będziemy wiedzieli co to znaczy „szybko” czy „wolno”. W każdym razie Pawle, to nie jest system zero-jedynkowy. Zawsze można tak dobrać przełożenie, aby kręcić „średnio” :)

        Jeżeli dobek napisał, że pedałowało mu się ciężko, no to dobrze, że zmienił styl jazdy.

  • EmG

    Od siebie mogę dodać tylko, że bardzo łatwo wyuczyć się jazdy z zadaną kadencją na rowerze stacjonarnym(np. na siłowni), mają one z reguły licznik kadencji. Jak jeździłem normalnym rowerem, to z reguły słuchawki w uszy i metronom ustawiony na zadaną częstotliwość. Po jakimś czasie ciało samo zaczyna pamiętać jaka to częstotliwość ;).

    • Borubar

      Przecież to było by bez sensu. Jechać trzeba tak aby było wygodnie i aby się nie męczyć.

      Jeśli czujesz, że zbyt mocno naciskasz na pedały to redukujesz bieg – to wszytko.

      kadencja podczas jazdy nie jest stała, gdy jedzie się powoli jest niższa gdy jedzie się szybciej wyższa.

      • Prawie ze wszystkim się zgadzam, poza ostatnim fragmentem – można jechać szybko z niską kadencją (tylko po co?), tak jak można jechać powoli (kwestia co to znaczy powoli) z wysoką kadencją.

        Ale sama kadencja nie musi wcale zależeć od prędkości, chyba, że pisząc „powoli” myślałeś o prędkościach rzędu 10-14 km/h, wtedy faktycznie kadencja 80-90 nie jest potrzebna. Choć 40-50 to też zły pomysł. Piszę oczywiście o jeździe po płaskim. Pod górkę to zupełnie inna bajka i tam także (a może tym bardziej) warto trzymać wysoką kadencję, przynajmniej na asfalcie.

  • Paweł Więch

    Z większościa się zgodzę. Jeżdżę na rowerze dobre 25 lat i jak sięgam pamięcią zawsze lubiłem jeździć na niskiej kadencji. Nie lubię kręcić korba jak wariat (szybko),a powoli. Każdy jest inny.
    Dlatego brakuje mi w dzisiejszym kolarstwie górskim blatów 3 rzędowych z największym 42 a nawet 44t…. Piękna sprawa
    Żadne wykresy i nikt nie wpłynie na zmianę mojego zdania na ten temat, gdyż mam obecnie 2 „górale” jeden z blatem 38t i starzy model 44t. Spadki prędkości są naprawdę bolesne. A ja lubię niczym dziecko z górki 60kmh kręcić, nawet przez 30 sekund.

    • john

      „jak wariat”? Serio? kto tu jest wariatem…

    • Tak jak napisałem Ci wyżej, pomiędzy „szybko”, a „wolno” jest jeszcze cała masa miejsca. No i wszystko zależy co to znaczy „wolno”, bo jeżeli to 50 obrotów na minutę, to szkoda kolan. Jeżeli 70, to już nie jest tak źle.

      Co do Twojej ostatniego zdania, o jeździe 60 km/h, to do takich prędkości jak najbardziej przydają się twarde przełożenia, ale to nie zmienia faktu, że na bardzo niskiej kadencji, rzędu właśnie 50, nie ma sensu jeździć.

  • jarod

    Zapomniałeś dodać że prędkości zależą też od wielkości koła. Wysoka i niska kadencja mają swoje wady i zalety, pisanie o wyższości jednej nad drugą przypomina pytanie, które święta są ważniejsze. Na „lekkim pedałowaniu” nie zbudujesz raczej silnych mięśni co może być istotne w górach na ekstremalnych podjazdach, kiedy przełożeń już brakuje, wtedy liczą się mięśnie. Kadencję zawsze trzeba dobierać do aktualnych potrzeb, nie unikać dogmatycznie ani wysokiej ani niskiej.

    • Zanzinabru

      Wielkość kół nie musi mieć znaczenia jeśli tylko ma się odpowiednio dobrany osprzęt – nawet na 20 calowych kółkach można ostro zamiatać mając z tyłu Capreo (CS-HG70 9-26) ostatecznie jakiś Nexus 8 z zębatką 16 a z przodu szosowy kompakt 53/39 – ważna jest umiejętność mieszania biegami i właśnie kadencja.

    • Tak, na prędkość ma wpływ wielkość kół, ale nie o tym jest ten wpis. Podałem link do kalkulatora i tam każdy może sobie sprawdzić co i jak.

      A w tym tekście skupiłem się tylko na lekkim wytknięciu „ciężkiego pedałowania”, podając jako przykład kadencję 50, czyli naprawdę bardzo, bardzo wolno. Nikomu nie każę jeździć z bardzo wysoką kadencją, 80 to nie jest jeszcze tak strasznie szybko, ale nawet 70 będzie lepsze i zdrowsze od 50.

  • Tomasz Nowak

    Wszystko zależy od trasy. Ja jeżdżę przeważnie w górach po trasach gdzie głównie muszę się wspinać coraz wyżej i wyżej. Tutaj wolę się wspinać na niższej kadencji i bardziej siłowo pokonywać wzniesienia z rozpędu,bo wiele razy na wysokich obrotach wyjechałem do połowy góry i dalej nie dałem radę. Niby siła była w nogach, ale rower już zaczął w miejscu buksować. Na płaskim terenie za to bardziej lubię na wyższej kadencji jechać w równym tempie. Jak to mówią, trening czyni mistrzem, ale trzeba trenować z głową i powoli budować lepszą formę, a nie na wariata jeździć,bo to tylko może zniechęcić do jazdy. Kupiłem w tym roku licznik z kadencją i to był strzał w dziesiątkę, bo dzięki niemu wypracowałem sposób jazdy, dzięki któremu mogę pokonywać wzniesienia, które kiedyś były dla mnie nie do pokonania.

    • Zgadza się, trening to już inna para kaloszy, tam się robi interwały i kładzie nacisk na inne rzeczy, w zależności od dyscypliny.

      W przypadku amatorskiej jazdy, chodzi mi głównie o zwrócenie uwagi, aby nie jechać na siłę na najtwardszych przełożeniach z kadencją oscylującą w granicach 50, bo to ani wygodne, ani zdrowe.

      • Tomasz Nowak

        Powiedz to mojej żonie:) Kupiła niedawno rower górski i od początku jej mówiłem żeby ustawiła siodełko w miarę wysoko, tak żeby przy kręceniu pedałami nie jeździła ze zgiętymi kolanami, bo będą ją boleć. Do tego mówiłem jej żeby pedałowała szybciej na miększych przełożeniach. Ona oczywiście swoje, że ją pouczam i że ona sama wie jak najlepiej jeździć. Efekt naszej pierwszej wycieczki był taki, że ciągle zostawała w tyle za mną chociaż jechałem najwolniej jak się da ,a kolana do dzisiaj ją bolą i już zniechęciła się do dalszej jazdy rowerem. Morał z tego taki, że każdy jeździ jak mu wygodnie, ale czasem dobrze posłuchać kogoś bardziej doświadczonego i zmienić styl jazdy, jeśli widzę, a zwłaszcza czuję w nogach, że przynosi złe korzyści dla mojego zdrowia i zniechęca do dalszych treningów.

        • Ja tylko dla formalności dodam, że warto poświęcić chwilę na odpowiednie ustawienie siodełka: https://roweroweporady.pl/jak-ustawic-siodelko-w-rowerze/

          W praktyce nowa powinna być lekko ugięta w najdalszym położeniu podczas pedałowania. Ale tylko lekko. Oczywiście trzeba pamiętać jeszcze o ustawieniu siodełka tył-przód, no i ustawić dziób.

          Jeżeli chodzi o przyzwyczajanie się do lżejszego pedałowania, warto robić to bardzo, bardzo stopniowo. No i fakt, od złego ustawienia siodełka i zbyt ciężkiego pedałowania, można się zniechęcić do jazdy (a niepotrzebnie :)

  • Wojt

    Ja mam pytanie troszkę nie na ten temat.
    Ostatnio jeżdżę mniej leśnymi dróżkami, a więcej asfaltem i mój problem dotyczy sygnalizacji świetlnej. Już nie raz zdarzyło mi się, że na lewo/prawoskręcie sygnalizacja nie wykrywa mnie i muszę kombinować jak przejechać skrzyżowanie bez łamania prawa -> przejeżdżania na czerwonym. Jedyną szansą dla mnie jest obecny już samochód czekający na zielone lub inny dojeżdżający do mnie od tyłu.
    Jest na to jakiś sposób bo nie chcę za bardzo stwarzać zagrożenia na drodze i samemu kombinować pajacując przed sygnalizatorem żeby ten mnie wykrył :)
    Dodam, że sytuacje przytrafiają mi się w dzień kiedy nie posiadam oświetlenia z przodu.

    • Zdzisław

      Ja dojeżdżając do świateł gdy nie ma nikogo, jadę środkiem swojego pasa ruchu. Przecinam wtedy pętlę która jest zatopiona w jezdni i zapala się zielone. Działa!

      • Wojt

        Właśnie próbowałem na różne sposoby i chyba sygnalizacja nie działa za pomocą indukcji bo ustawianie się po jakiejkolwiek stronie nic nie daje :/

    • Bywam regularnie w dwóch takich miejscach w Łodzi. No i oprócz tych dwóch możliwości, które wymieniłeś, czyli przejazdu na czerwonym, albo poczekaniu na samochód (ta druga opcja nie zawsze się sprawdza, ta pierwsza… niesie za sobą pewne ryzyko mandatu) – jest jeszcze trzecia, której używam w ostateczności. Schodzę z roweru, wciskam przycisk na przejściu dla pieszych i pasami przedostaję się w miejsce, z którego mogę ruszyć dalej.

      • Wojt

        No cóż, będę musiał lekko zmodyfikować moją trasę ale kilometrów nigdy za wiele :D

    • Marcin Gryszkalis

      Niestety problem znany dobrze rowerzystom ale także właściciele skuterów i motorów potrafili narzekać. Ja np. często czekałem na skrzyżowaniu z „jedynką” w Starowej Górze. W Łodzi teoretycznie można zgłaszać problem do ZDiT-u i bo podobno jest możliwość regulacji czułości. Gdzieś w internecie znalazłem podpowiedź, że trzeba wtedy na pętli położyć rower (czyli, żeby koła i rama były równolegle do płaszczyzny jezdni) – ale nie sprawdzałem :)

  • przempu

    Umieściłbym w artykule uwagę, że w pewnym zakresie kadencję determinuje geometria, a konkretnie kąt podsiodłowy i długość ramy. Dla dużych kątów bardziej naturalne jest szybkie kręcenie (wtedy dobrze mieć długą ramę), dla osób lubiących mocno i relatywnie wolno ‚cisnąć’ lepsze będą ramy z kątem mniejszym i ramą krótszą.

  • ren

    Ze wszystkim się zgadzam. Jeśli chodzi o liczby, od kiedy mam Suunto, staram sie utrzymywać kadencję 90 RPM. Dla mnie jest optymalna. Przy podjazdach wrzucam przełożenie 1×2 lub nawet 1×1 prędkość 13kmh i kadencja też 90. To jest świetne nie tylko dla kolan ale też dla kondycji. Utrzymywanie jednostajnej kadencji i wyregulowanie oddechu sprawia, że serce pracuje długo w tym samym rytmie a to też jest zdrowsze niż gwałtowne zmiany. Na prawdę tak się da i bardzo dużo daje, polecam:)

  • Morgan Jones

    We wtorek wracając z Koszalina jechałem jak zwykle, lekki wiatr w twarz, z przodu 38T a z tyłu Nexus 8 i zębata 16T. Moja kadencja to zazwyczaj 60~70, na podjazdach 80~90rpm. No i tak sobie jadę aż tu nagle wyprzedza mnie jegomość i jedzie dalej i co ja pacze, kadencja rzędu 45rpm a gość wygina miednicę jakby była z gumy. Po trzech kilometrach dogoniłem go na szczycie pagórka, chyba spuchł. Nie wiem jaki jest sens zarzynania swoich kolan ale ja preferuję kadencję 60~80, szybciej to tylko chwilowo a wolniej to jak jadę obok kogoś kto idzie… :)

    • Borubar

      Dokładnie – jadąc po płaskim na dłuższych dystansach (nie na wyścigi) jedzie się ekonomicznie, z kadencją około 60 przy prędkości około 25km/h siły używa się przy tym również niewiele.
      Szybciej pedałuje się tylko na podjazdach bo trzeba zredukować przełożenie albo gdy się chce na chwilę przyspieszyć – wtedy może być i 100-120rpm przy 50km/h ale taka jazda bardzo szybko męczy więc nie zajedzie się tak daleko.

      • Traf chciał, że wczoraj próbowałem jechać z kadencją 60 i to był dla mnie zły wybór. Umęczyłem się, bo musiałem włożyć sporo siły w pedałowanie.

        Oczywiście, można mieć kadencję 60 + lekki bieg i kręcić od niechcenia. Ale przy twardszym przełożeniu przy kadencji 60 słabo to wygląda. No i nie pojedziesz wtedy 25 km/h. Z ciekawości sprawdziłem i żeby jechać na rowerze crossowym z taką prędkością i kadencją, musiałbyś mieć przełożenie 48×15, albo 36×11, a to nie są już lekkie przełożenia.

        • Borubar

          Zwykle właśnie jeżdżę 48×15 przy prędkości 25km/h na rowerze trekingowym o 28 calowych kołach. Przy takim przełożeniu najlżej mi się jedzie, ani nie trzeba mocno naciskać na pedały ani szybko machać nogami.

    • Zanzinabru

      No cóż każdy uświadomiony dzisiaj, kiedyś zaczynał i nie wiedział co należy i jak aby było dobrze lub przynajmniej sprawniej. Niestety obecnie wiele mitów i prawd ludzie dowiadują się z ulicy (czytać: z internetu) w sposób chaotyczny i nieuporzadkowany – powód: większości się nie chce analizować tylko ryj we wiadro i zjeść gotowe. Dobrze byłoby zaczynając przygodę z rowerem zacząć od przepisów ruchu drogowego w wersji uproszczonej (jak na kartę rowerową) potem teorii poruszania się po drodze, następnie wyregulowania roweru pod siebie i kllku technikaiiów m.in. o zdrowotności szybszego machania odnóżami. Oderwane od konkretnych warunków i okoliczności wartości liczbowe są nic nie warte jeśli za wolno sprawia nam ból a za szybko „spadywanie nogów” z pedałów. Przyjęło się że 90 to optimum tyle że to wynik z sufitu bardziej wiarygodny dla zawodowców uzbrojonych w wiedzę i dla tej optymalnej kadencji budujących moc (jak silnik w skuterze z automatem na stałych optymalnych obrotach) do wyścigów i zawodów. Normalny użyszkodnik rowerowy powinien tylko wiedzieć – machaj szybciej bo to zdrowe dla krążenia, serca i kolan – poza tym wysmukla nogi ;). Sam kręcę w miarę szybko (75-85) ale tylko dlatego że się nauczyłem pomalutku i dostosowałem do swojego odczucia co dla mnie dobre, do tego ciągła prace z manetką – każdy drobny spadek czy wzniesienie to teraz automatyczne przerzucanie już bez patrzenia i kontrolowania – jak praca biegami w samochodzie … i można jechać gapić się wkoło i podziwiać co się wkoło dzieje godzinami bez zmęczenia drałując właśnie między 24-28/h. I polecam lusterka i SPD bo bardzo pomagają nie myśleć tylko reagować.

      • Morgan Jones

        Lusterko mam, do SPD mam dystans…

  • Sebastian Gruchacz

    IMHO ta tabelka pierwsza jednak wprowadza w błąd – sugeruje że na tym samym przełożeniu wystarczy po prostu kręcić szybciej, żeby jechać szybciej… No ale przecież skoro przy kadencji 50 przy danym przełożeniu jest ciężko, to przy 80 to będzie jakaś masakra… Trzeba by raczej porównać konkretne zużycie energii i zmęczenie przełożone na osiągnięcie prędkości przy danej kombinacji zębatek… Ale to pewnie nie będzie proste ;-)
    Sam preferuję kręcić lekko i w miarę szybko, ale… Szybkie kręcenie oznacza może mniejsze zmęczenie mięśni, ale odczuwam to jako większe zużycie tlenu, a ponieważ mi płuca padają przed nogami, oznacza to szybszą przerwę w jeździe. Przy moich 110+kg i głównie jeździe po górzystej części Gdyni i tak jeżdżę niemal wyłącznie na najniższych przełożeniach (no chyba, ze akurat jest z górki ;-)). W momencie gdy jadę już na „1/1” (26/11) a prędkość mam w okolicy 5-6 km/h to po prostu zsiadam z roweru zanim stracę przytomność i go prowadzę :-/
    Jakieś porady? ;-)

    • Maciej Miechoński

      Jeśli dobrze zrozumiałem z Twojego posta to wrzucasz z tyłu najmniejszą zębatkę (11) pod górę??? Jeśli tak – a nie jesteś zawodowym kolarzem – to Twój organizm reaguje całkiem prawidłowo tracąc przytomność ;-)
      Jeśli jedziesz pod górę to powinieneś wrzucać z tyłu coraz większe zębatki!!! Im stromiej – tym większa zębatka z tyłu a mniejsza z przodu!
      Pozdrawiam serdecznie

      • Sebastian Gruchacz

        Oh, no jasne – nie powinienem pisać w pośpiechu między spotkaniami ;-)
        1/1 czyli 26/36…

    • „tabelka pierwsza jednak wprowadza w błąd – sugeruje że na tym samym przełożeniu wystarczy po prostu kręcić szybciej, żeby jechać szybciej”

      No ale przecież tak jest :) Praw fizyki się nie przeskoczy. Oczywiście kwestia czy da się radę tak szybko pedałować na danym przełożeniu. Ale jeżeli się nie da, wystarczy zmienić bieg na lżejszy. I wtedy próbować szybciej kręcić.

      „Trzeba by raczej porównać konkretne zużycie energii i zmęczenie przełożone na osiągnięcie prędkości przy danej kombinacji zębatek”

      To bardzo indywidualna kwestia, zależąca nie tylko od danej osoby, ale także od typu roweru, rodzaju nawierzchni, pogody, jazdy po płaskim/podjeździe itd.

      Ja w tekście zwracam uwagę tylko na to, aby próbować jeździć na trochę lżejszych przełożeniach, kręcąc trochę szybciej. Co to znaczy „lżejszych” i „szybciej”, każdy musi już sobie sam odpowiedzieć :) Tak czy owak, kadencja 50 to jest dramat dla kolan i ogólnego zmęczenia organizmu.

  • Janek Warchoł

    To ja mam takie pytanie: jak się ma kadencja do pedałów z zatrzaskami, np. SPD? Zauważyłem że czasem przy wysokiej kadencji mam problem z zachowaniem równomierności pedałowania (robi się takie szarpane i stopa jest dużo mniej stabilna). Wydaje mi się, że zatrzaski powinny tutaj bardzo pomóc, bo można wtedy nie tylko naciskać na pedały w dół ale też napędzać przez resztę czasu (czyli najpierw do dołu, potem w tył, do góry, do przodu i tak dalej) – mam rację?

    • Pedałowanie „na okrągło” nie jest takie proste, a jego skuteczność jest przez wiele osób podważana. Natomiast nie zmienia to faktu, że z takimi pedałami jeździ się dużo wygodniej, stopa nie ześlizguje się z pedału, ani od niego nie odbija. Tak więc pod tym kątem w 100% polecam. Sam jeżdżę w SPD od ponad 10 lat i nie planuję wracać do zwykłych pedałów.

      • Janek Warchoł

        Dzięki, to mnie utwierdza w przekonaniu żeby się przesiąść na SPD :)

  • Green Velo Official

    Na krótsze i dłuższe treningi zapraszamy na nasz Szlak Green Velo! ;) http://greenvelo.pl/