Skocz do zawartości

unavailable

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    3080
  • Rejestracja

Zawartość dodana przez unavailable

  1. Zdecydowanie. Zwłaszcza na poziomie straży miejskiej ? Faktycznie, @tygrysku, w Waszym świecie ludzi stworzono dla prawa, a nie na odwrót. Lepszego zresztą przykładu znaleźć nie mogłeś, bo wiadome, że każdy w tym kraju, psiocząc na przepisy, myśli tylko o dwóch rzeczach. Jedno to jazda po jednym piwie, drugie to głupie ograniczenia prędkości. Ale zauważ proszę, że kodeks jest znacznie dłuższy i że niestety w pewnych okolicznościach zdrowy rozsądek oraz człowieczeństwo po prostu zawsze będą stać ponad nim, tak jak wobec super mocy obliczeniowej komputerów, umysł ludzki wciąż ma pewne atuty. Masz chociażby wspomniany przykład policji - teoretycznie powinni byli dać mi wtedy mandat za jazdę po chodniku. Czy na ich miejscu bym to zrobiła? Nie, bo ten chodnik jest wiecznie pusty (okolice cmentarza, zero domów), za to auta po niezbyt szerokiej drodze do rzadkości utrzymują przepisowe 50km/h. I to jest dla mnie przykład odgórnego głupiego przepisu, którego egzekwowanie nie jest najważniejszą rzeczą świata. Czy znaczy, że wykreśliłabym ten przepis z kodeksu? Nie. Naturalnym jest dla mnie, że nie ma tam gwiazdki: jeżeli na chodniku nie ma ludzi, a samochody nie przestrzegają obowiązujących przepisów. Niestety, kodeks musi zakładać świat idealny - odśnieżone DDRy, kierowców wyprzedzających z zachowaniem 1,5-metrowego odstępu, czyste oraz równe pobocze, sensownie zaprojektowane ścieżki i tak dalej. Rzeczywistość jest zgoła odmienna. Są ścieżki niebezpieczne dla zdrowia i życia, i są kierowcy oraz rowerzyści mający wyrąbane na wszystko. Więc wybacz, ale dla mnie straż miejska, policja oraz sądownictwo zostały powołane do ochrony człowieka, a nie kodeksów. I fajnie, jakby o tym ci ludzie pamiętali.
  2. W pełni się zgadzam (no, może poza tym bezwarunkowym zwrotem - od kiedy w stacjonarnym sklepie można coś oddać?). Tak naprawdę najgorsza byłaby opcja zakupu roweru używanego, bo wtedy jest pozamiatane - wiem, bo ja tak kupiłam w grudniu za dużą szosę, dłuższa historia. Chociaż używka ma przynajmniej tę zaletę, że sprzedawać za dużo mniej nie trzeba ? Tobie natomiast zawsze pozostaje możliwość podejścia i dopytania. Zanim jednak to, warto posłuchać rowerowego - przesiadka z kół 26" może być szokiem. Początkowo wydawało mi się, że była to kwestia moich 164cm wzrostu, ale jak widać nie omija to także normalnych dorosłych ? W każdym razie może po prostu trzeba jedynie się przyzwyczaić? Ja na mojej krowie zrobiłam przeszło 1000km w niespełna trzy miesiące i tak naprawdę pozbyłam się jej przede wszystkim z tego powodu, dla którego Ty ten rower wybrałaś - zbyt wyprostowana pozycja. Całkiem zatem możliwe, że trzeba dać sobie szansę. Uwierz mi, zjadłam na tym zęby przez ostatni rok - źle dobranego roweru nie poznaje się na dywanie, panelach ani nawet na 20-minutowej przejażdżce. Źle dobrany rower poznaje się po dłuższej jeździe, po tym, że nie chce się na niego wracać, a samą jazdę pamięta się przez kilka dni nie z powodu wrażeń, nawet nie zakwasów, ale bólu rozmaitych części ciała, które normalnie podczas jazdy nie bolą. Oczywiście nie mylmy tego z brakiem formy - wiadome, że nieprzyzwyczajona pupa po każdym siodełku protestuje, podobnie jak i całe ciało musi przyzwyczaić się do, co tu dużo mówić, średnio naturalnej pozycji ? Podsumowując, chłodno wprawdzie jest, ale słoneczko raz po raz zza chmurek wygląda, więc polecam jakąś przejażdżkę w celu weryfikacji. A tak na marginesie - mierzyłaś w ogóle ramę 19" czy po prostu powiedzieli Ci, że 21, to wzięłaś 21 bez porównywania z niczym innym?
  3. Myślę, że tak. Jakkolwiek w Defym dolny chwyt jest prawdopodobnie na poziomie niektórych górnych chwytów w rowerach o sportowej geometrii. Tym bardziej problem siodła powinien być rozwiązywalny.
  4. Pytaj Jacka albo innych zaprawionych szosowców. Dla mnie zbyt długa jazda w dolnym chwycie jest niewygodna z przyczyn zdrowotnych, których raczej nie przeskoczę (ale to jest anomalia, a nie norma). Pepe z kolei chyba szosowcem nie jest. Natomiast na stronach studiów bikefittingowych raczej zgodnie piszą, że nie, nie powinno powodować żadnego dyskomfortu. Ostatecznie jest to rower stworzony do pokonywania bardzo długich dystansów, a nie tylko robienia czasówek. Zwłaszcza tak wygodny, jak na przykład Defy.
  5. No takie szczęście w nieszczęściu w tym moim przypadku. Zresztą w ogóle nie jestem z tych, co to uważają, że policji się nudzi. Raz tylko miałam taki przypadek - absurd w najczystszej postaci, ponieważ policjant wylegitymował wszystkie osoby, które siedziały ze mną w samochodzie dlatego jedynie, że staliśmy pod klatką i czekali aż dziadziu zejdzie na dół. Dodam, że to nie jest droga pożarowa - po prostu wąska droga osiedlowa przed wejściem do klatki, na której każdy, kto ma do wyładowania zakupy czy w ogóle kogokolwiek podwozi (nawet najzdrowszą osobę), zawsze się zatrzymuje. Znacznie częściej nudzi się strażnikom miejskim i z tymi nie mam ani jednego pozytywnego wspomnienia (chyba że za pozytywne uznać podarowanie dyskusyjnego mandatu z uwagi na fatalną sytuację materialną). Natomiast policja jest z zasady jednozadaniowa - jeśli stali, aby łapać na alkomat, to nie łapali za prędkość i na odwrót. A jak stoją, aby kierować ruchem, to nie dadzą mandatu za złe parkowanie czy przekroczenie prędkości. Takie chyba odgórne mają założenia ? Poza opisaną wyżej przygodą na rowerze miałam z nimi styczność tylko jeden raz i również ta historia potwierdza moją teorię. Jechałam chodnikiem w terenie zabudowanym, a oni stali z suszarką, jak to zwykle - nieźle zabunkrowani. Gdy ich zobaczyłam, było już niestety za późno, więc stwierdziłam: trudno - powiem, że skoro tu stoją z radarem, to sami najlepiej wiedzą, jaką prędkość osiągają kierowcy i może skończą na pouczeniu. Jakież było moje zdziwienie, gdy pan policjant zrobił jeszcze krok w tył, żebym sobie wygodnie przejechała i uśmiechnął się uprzejmie. No i druga zaleta policji - w przeciwieństwie do straży miejskiej, tam czasem funkcjonariusze myślą. I można się z nimi dogadać, jeśli widzą, że mają do czynienia z kimś rozsądnym. Straż miejska musi natomiast zarobić. Możesz im wyjaśnić swoje przewinienie, możesz przeprosić za zagapienie albo możesz wyjaśnić (grzecznie!), czemu przepis nie ma sensu, a oni i tak zawsze w odpowiedzi wystawią mandat dokładnie takiej samej wysokości, jak komuś, kto nie ma pojęcia o przepisach i jeszcze powiedzą, że przepis jest, bo jest i koniec, kropka, dwie dziurki w nosie. Choćby był najgłupszy na świecie, dadzą radę go obronić - taką mają silną wiarę ? Ja ich zawsze przyrównuję żartobliwie do krytyków oraz artystów - wiadome, krytyk to ten, któremu brakło talentu, by zostać artystą, więc sobie odbija recenzjami. Strażnicy miejscy też pewnie woleliby zająć się czasem przynajmniej czymś naprawdę poważnym, zamiast wiecznie zakładać blokady na koła i jeździć z interwencją w sprawie nieodśnieżonego chodnika ?
  6. Ja miałam niedawno (ze 2-3 mies. temu) totalnego pecha - mam do jazdy po mieście takie lampidełka na alibi, ale działają bez zarzutu od kilku miesięcy. No to akurat jak wypadła śnieżyca stulecia, w przedniej lampce siadła bateria dosłownie 100m od domu. Zjeżdżam więc pod sklep, żeby już dojść te parę kroków na piechotę, a tu naprzeciwko zajeżdża suka i dokumenty, bo jestem kompletnie niewidoczna (tak niewidoczna, że specjalnie podjechali mnie zatrzymać :p). Na szczęście jak zobaczyli adres zamieszkania, to mi odpuścili. W każdym razie o ile tutaj nie czuję się jakoś strasznie winna, to jednak warto mieć takich bździdełek dwa komplety, bo - zwłaszcza na mrozie - nigdy nie wiadomo, gdy siądzie bateria. Zwłaszcza w tych ledach widzę, że one nie mają tendencji świecenia słabiej czy coś - po prostu, nagle zdechł pies i tyle. Co do ustawiania wiązki to i tak tych całych biksenonowców nie przebijemy - regularnie walą na wprost, jakby jechali na długich i widać chyba nikt z tym nic nie robi, skoro regularnie mnie ktoś na trasie oślepia (czasem auto za mną daje większe światło niż mój własny samochód przed maską). Dla mnie to chyba gorsze niż w ogóle brak świateł, bo dzięki takim kierowcom zasadniczo nie widzę niczego, podczas gdy w przypadku nieoświetlonego rowerzysty nie widzę co najwyżej rowerzysty.
  7. To jest jakaś totalna bzdura jak opisy produktów w Decathlonie (do pływania przez 1h w tygodniu), więc nawet nie wciskaj sobie ani innym takiego myślenia. Po prostu Tobie to siodełko nie pasuje i tyle. Przypominam, że poleciłam Ci je właśnie ja i dokładnie z podobnych przyczyn weszłam w jego posiadanie - na szosie okropnie bolała mnie kość łonowa, ponieważ taki był ucisk nosa na tę część ciała. A jeździłam na kilku Specach, Trekach, Giantach... I właśnie na Wittkopie robię teraz bez żadnych wkładek czy obniżania nosa trasy powyżej 100km. Tak samo było u mnie z geometriami rowerów - miałam takie za 7k, za 5k i za 3k, i akurat najtańszy okazał się idealny, przy czym do 40km zasadniczo każdy był super, a problemy zaczynały się wraz ze wzrostem dystansu. Więc nie powielajmy marketingowych mitów, tylko szukaj czegoś, co po prostu Ci odpowiada. I właśnie dokładnie jak z rowerem - jednym udaje się za pierwszym razem, inni już za drugim wiedzą wszystko, a jeszcze inni muszą takich prób wykonać co najmniej kilka. Oczywiście Ci, którym udało się to szybko, znów jak z wartościami stack i reach, powiedzą, że w zasadzie wszystko kryje się w szerokości i długości, może zagięciu nosa i tyle. Albo że szukasz nieistniejącego ideału i trzeba się przyzwyczaić do pozycji na szosie. Nie wierz im. Idź tym tropem, co radzi pepe - to może być kwestia, że "za dobre", bo za miękkie, bo żelowe, bo coś tam jeszcze innego (nie zmienia to faktu, że pozostałe matematyczne wartości też mają znaczenie). I nie zniechęcaj się, bo takie dolegliwości to niestety nie tylko kwestia tego, że poboli i przestanie, bo mogą mieć poważne konsekwencje. Nie, że Cię straszę. Po prostu lepiej wiedzieć, niż za parę lat płakać, że rower zrujnował mi życie.
  8. Pieluszka ma średni wpływ na przepływ krwi w kroczu. Może po prostu masz za wąskie siodełko lub źle ustawione w poziomie. Wtedy ciężar może opierać się wyłącznie na kroczu zamiast także na pośladkach i mimo wszystko trochę rękach. To niestety jest bardzo indywidualna sprawa i trudno coś wymyślić na odległość. Ja na przykład (oczywiście, rozumiem, że mamy inną budowę) nie mogę mieć idealnie poziomego siodła, choć wszędzie czytam, że tak jest pro. Ale jednocześnie nos muszę mieć długi. Inaczej niż metodą prób i błędów chyba do tego nie dojdziesz. No, poza jakimiś profesjonalnymi usługami. Bo to, co mają na stronie Shimano, to sama bez ankiety bym doszła - tylko co z tego, jak na przykład z doświadczenia wiem, że siodełka damskie to dla mnie katorga.
  9. Co do samego uczucia pozycji na rowerze crossowym, to potwierdzam, że sprawia wrażenie ogromnego. Bez względu na rozmiar ramy ? Ja to zawsze przyrównywałam do jazdy na krowie (choć w sumie krowę widziałam najwyżej z odległości jednego metra :p). I w zasadzie z tą opinią zgodziła się i siostra, i potem koleżanka (obie wyższe 5 i 10cm), które ode mnie mój rower przejęły. Tak więc widać chyba taki jego urok.
  10. I tu pięć łapek w górę ? Żaden kask czy przepisy nie uchronią nikogo nie tylko przed bezmyślnością, ale też zwykłym gapiostwem czy nawet chwilową zniżką koncentracji. Dlatego uważam, że odpowiedzialność trzeba brać także za innych uczestników ruchu - jednego dnia ja ratuję komuś życie, innemu ktoś mi. Podstawą jest ograniczone zaufanie, również (przede wszystkim?) do siebie. Szkoda, że o tym ludzie nie chcą pamiętać. Jakby to była jakaś ujma, że jednak są tylko ludźmi.
  11. No, ale co z tego? Napęd nie jeździ - jeździ rowerzysta i warto, aby było mu wygodnie. Tymczasem 26" dla 180cm człowieka, to mniej więcej tak, jakbym ja kupiła sobie teraz rower juniorski (np. na kołach 24" lub szosę na 26"). Kiedyś nie było wyboru, to ludzie jeździli, jednak dziwnym trafem, odkąd pojawiły się 29ery, to nie znam nikogo mierzącego powyżej 175cm, kto w ogóle zechciałby spojrzeć choćby na 27,5", a co dopiero wrócić do 26. No i druga rzecz, to w ogóle sam stan roweru - nie wiemy, do czego był używany i jak był używany, nie jesteśmy w stanie sprawdzić ramy, a jednak pakowanie się w kilkuletni karbon bez znajomości jego historii to trochę ryzykowna sprawa.
  12. Kupiłaś rower, nawet go nie użyłaś i planujesz sprzedać zamiast oddawać/wymieniać na mniejszy? Czy masz świadomość, że on stracił na wartości już w samym momencie wyjścia ze sklepu? Jedyna sensowna możliwość dopasowania polega na tym, co już masz zrobione - regulacji mostka i skróceniu dystansu między kierownicą i siodełkiem. Natomiast, co tak naprawdę Ci nie odpowiada, że masz podejrzenie, iż rama jest za duża? Bo jeśli wymienisz na mniejszą, to automatycznie pozycja stanie się trochę bardziej pochylona, a kierownica będzie niżej o ok. 10cm (wg tabelki). Mimo wszystko rower crossowy to nie jest rower miejski - nigdy nie uzyskasz tam takiej pozycji, jak na holendrze.
  13. unavailable

    Giant Defy 1

    Bagażnik srebrny, bo był najtańszy, a sakwy i tak przykryją ? Patent dobry. Są też takie obejmy do kupienia jako zacisk sztycy, ale jak widać, po co dopłacać ?
  14. Na szczęście. Jedyne przymusy, jakie mają sens (choć są na wpół martwe, jeśli idzie o ich egzekwowanie), to jazda ze sprawnymi hamulcami oraz oświetleniem po zmroku. Nie chodzi o to, że namawiam na jazdę bez kasku, ale robienie z tego obowiązku nie uważam w żadnym razie za stosowne. Ano, racja. Zresztą jak sam zauważyłeś, żona i tak będzie jeździć od wielkiego dzwonu. Więc albo weź najtańszy, albo własnie taki, który sama wybierze. Żaden się w cudowny sposób nie rozleci podczas użytkowania ?
  15. Jaka szkoda, że pewnie Łukasz wpadnie i temat usunie ? Do tej prędkości to chyba nie tylko łańcuch trzeba w tym specyfiku moczyć, ale także i samemu popijać, hm?
  16. Zależy chyba jak definiujemy to "dziko" ? Mi chodziło o to, że muszę uwzględniać na trasie jak najwięcej cywilizowanych większych sklepów, po których wiem, czego się spodziewać - Biedronki, Lidle, ewentualnie Delikatesy Centrum. Natomiast do sklepów "specjalistycznych" podchodzę z ogromną dozą nieufności. To samo z półkami ze zdrową żywnością w większych sklepach. Napiszą Ci bezglutenowe, zapłacisz dwa razy tyle, a skład gorszy niż w zwykłej rzeczy, tylko żeby wiedzieć jakiej firmy. Zawsze tak się śmieję z tego, że są parówki i są Berlinki. Te drugie mają bodaj najgorszy skład ze wszystkich, a już na pewno gorszy niż tańsza seria pure z Lidla. Tak że to nie jest tak, że piszę, że to niemożliwe. Chodzi mi jedynie o to, że bardzo nie lubię wywalać kasy w błoto bez takiej konieczności. A za takie coś uważam kupowanie w sklepach dla alergików albo płacenie za nocleg ze śniadaniem, z którego nie mam możliwości skorzystać. To tak, jakby wziąć pokój z kablówką i widokiem na jezioro. No można, ale po co, skoro mam tylko przenocować i jechać dalej? Natomiast jeśli idzie o towarzystwo... Nie, nie szukam w znaczeniu takim, że nie mam ochoty wchodzić na jakieś grupy, które są na to nastawione ? Muszę kogoś dobrze znać, nabrać zaufania i dopiero przy okazji decydować się na tak ekstremalną wspólną przygodę. Więc prędzej przy okazji, a nie tak, żeby umawiać się z kimś, o kim wiem niewiele. Jakie tempo preferuje, co lubi zwiedzać, jakie ma priorytety i tym podobne. A jeszcze jak trafię na jakiegoś gadułę, to już w ogóle chyba padnę. Ja jednak wolę jak @rowerowy - nacieszyć się swiatem, kontemplować widoki, zatrzymywać się na zdjęcia i tak dalej. To wymaga dużego zgrania, a nie tak znalezienia sobie po prostu kogoś, żeby ze mną gdzieś pojechał. Jakbym miała chęć, to przede wszystkim pisałbym już na tym forum. Ale dziękuję, może komuś się rada przydać ? Na razie forum podróży rowerowych trochę mnie zniechęciło, takie negatywne pierwsze wrażenie, może się kiedyś jeszcze przekonam. A z Facebooka nie korzystam. Jeny, na jaką marudę wyszłam. Sorry, weź przez pół ? Nie jestem taka straszna, tylko jasno wiem, czego chcę lub - bardziej jeszcze - czego nie chcę ?
  17. No u mnie dochodzi jeszcze ogromny problem z jedzeniem, więc całkiem "dzika" wyprawa i tak odpada, a śniadania wliczone w cenę to w zasadzie marnotrawstwo pieniędzy. Zero pszenicy, zero nabiału, w tym masła, zero jajek, a do tego takie "smaczki", jak na przykład brak sezamu, żurawiny, przede wszystkim zaś słonecznika - czyli wszystko, co usmażone na oleju słonecznikowym, także odpada. Niestety, ludzie szybko nauczyli mnie, że w tej materii kompletnie im wierzyć nie można, bo "jak to? smażenie na masełku to też mleko?" albo "naprawdę w wędlinie są białka mleka krowiego?". Poza tym "tyle to przecież nic się nie stanie" i generalnie w większości robią, co chcą. A nie będę łazić po kuchniach i patrzeć im na ręce, bo nie robię tego z jakiejś fanaberii czy przekonania, że polepszam życie kochanym zwierzątkom, tylko dlatego, że jest to dla mojego organizmu szkodliwe. Tak więc u mnie tylko produkty z literaturą etykietek wchodzą w grę - wątpię, że jakakolwiek gastronomia to ogarnie, skoro nawet wegańskie knajpy czasem nie czają ?
  18. Wiesz, ja nawet nie mówię o technicznym problemie z praniem, tylko o efektywności tego prania. Skoro w domu miska oraz bardzo ciepła woda z proszkiem nie pomogły, to worek raczej niczego nie zmieni. Zresztą mydło też jest delikatniejsze. Co pralka, to jednak pralka (jak szczoteczka elektryczna vs. zwykła) - można nastawić na kwadrans i tylko 30 stopni, a i tak nie da rady osiągnąć takiego efektu w rękach ? Jeśli natomiast idzie o higienę osobistą, to na krótką metę dobrze sprawdzają się chusteczki dla niemowląt (na dłuższą nie testowałam, tylko dwudniowy wyjazd, przy czym następnego dnia wieczorem miałam już dostęp do prysznica). Właściwie wszystko się da umyć... no, twarzy nie próbowałam, ale reszta ciała przyjęła godnie i bez żadnych alergii. Tylko, przynajmniej dla mnie, muszą być bezzapachowe, bez aromatów i w ogóle bez wszystkiego ? Spodenek nie używam, nie używałam i nie planuję. Szkoda mi kasy na eksperymentowanie, szczególnie, że odkąd mam bokserki Brubecka, praktycznie nie zaliczam ani otarć, ani uczuleń. Poza tym w razie zniszczenia (raz tak przetarłam na niby tylko leciutko haczącym rzepie od ass savera) kosztują jednak tylko 15zł, to nie szkoda. Na pierwszy wyjazd mimo wszystko i tak planuję kwatery. Bo na dziko to nie wiem, kiedy zdecyduję się samotnie. Wolałabym na początek z kimś doświadczonym, żeby co nieco podpatrzeć, bo wiadome, że praktyka uczy najlepiej, tyle że jedyna osoba, jaką znam, to niestety już od kilku lat nie jeździ wskutek przepukliny kręgosłupa, a poza tym kontakt się nam urwał już jakiś czas temu. A Wy z kolei gdzieś daleko, o ile w ogóle byście mnie przygarnęli ?
  19. W sumie też myśl. A na resztę naklejam: i jadę dalej ? Na razie niestety aż tyle bokserek na rower nie mam, ale myślę, że nim gdzieś pojadę, to się dorobię ? A koszulki trudno. Jakby nawet baterie w tylnej lampce siadły, będą mnie omijać ?
  20. No powiem Wam, że brzmi to niepokojąco ? To znaczy u mnie poza dolegliwościami odkręgosłupowymi (głównie kark i potem ból głowy) jedynym problemem są właśnie uczulenia w miejscach intymnych (bo żołądek mam na przykład ze stali). A te łapię wyłącznie z braku higieny i przepocenia. W dodatku taka uroda, że na rowerze skarpetek mogłabym dwa dni nie zmieniać, a majty to i dwa razy dziennie by nie zaszkodziło. Tak że mam pewne obawy czy pranie w wodzie cokolwiek pomoże, bo ja nawet w rękach ich nie piorę, tylko używam pralki. No i to suszenie w pyle drogi też tak na dwa razy przemawia, jeśli idzie o uczulenia. Tuż po zakupie, jak mi się zdawało, że "pralka wrogiem profesjonalnego mundurku", próbowałam prać ręcznie koszulki. Nawet z detergentami po trzecim razie skapitulowałam i teraz też używam pralki. Co tu wiele mówić - po prostu capiła i tyle. Więc wychodzi na to, że trzeba się pogodzić albo ustalić sieć paczkomatów i wymieniać odzież ? Odnośnie hamaka - cóż, raz w życiu ma szansę przydać się na coś te 164cm, a nie ciągle tylko utrudnienia ?
  21. Na asfalt przy 180cm wzrostu w ogóle rozważasz koła 26"? Chyba dużo nagrzeszyłeś i chcesz coś odpokutować ?
  22. Bardzo ładny ? Jakby jeszcze ramię korby było czarne, mogłabym sobie powiesić jako obrazek ? Mam nadzieję, że będzie równie wygodny i przez cały sezon cieszył tak samo, jak dziś. A jak tam żeńska część rowerowej rodziny? Coś się wykluło?
  23. Nasz znak firmowy ? Skoro przy biwakowaniu jesteśmy, chciałam zapytać Was o dwie kwestie. Bo ja jestem na razie na etapie marzeń, których nie mam odwagi zrealizować, ale też przepełniona nadzieją, że przed 40-tką zdążę. No i zbieram dane na odwagę ? Pytanie pierwsze odnośnie hamaków - nie boli po tym kręgosłup? O ile w ogóle macie z nim problemy na co dzień. Bo ja czasem mam potrzebę wyciągnięcia i się zastanawiam, czy taki "banan" naprawdę jest komfortowy. A drugie pytanie typowo organizacyjne, bez względu na miejsce noclegu. Może i głupie, ale proszę o wyrozumiałość, bo tak jak piszę - nie mam ani doświadczeń, ani kogo zapytać. Tak więc co z przepoconymi ubraniami? Bielizna czy koszulki nie zawsze mają możliwość wyschnięcia, tymczasem mówicie o spakowaniu się nawet na dwutygodniową wyprawę do kilku toreb na krzyż. Przecież same koszulki na zmianę jakbym miała upchać (zakładając, że miałabym ich aż tyle), to sakwy starczyłyby chyba na styk. Bez namiotów ?
  24. O, w tym roku zrobili nawet znośną wersję kolorystyczną ? Choć nie ukrywam, że bawi mnie to czarno-żółte kółeczko na dole i rower z seledynowym wykończeniem. Kto tam te palety ogarniał? ? Sam rower moim zdaniem w zupełności wystarczający na normalne rekreacyjne jeżdżenie. I rozmiar też powinien być okej. Mnie jak mierzyłam pod sklepem bardzo odpowiadał. Siostra jest od nas wyższa ok. 4-5cm, ma 54 i sobie chwali, więc tym bardziej powinno to potwierdzić trafność wyboru. Jedynie cena z kosmosu, jak to za nowego Speca. Nie dość, że oszczędzają na czym się da (korba, kaseta, łańcuch pozagrupowe), to jeszcze rower prawie 1000zł droższy niż Domane na pełnej Sorze (bez żadnych szwindli). Jakość kół zapewne podobna, ale tego nie wiem.
  25. Lampka lampką, myślałam, że jakbyś mnie przenocował, to moglibyśmy nawet na jakąś wycieczkę rowerową się wybrać. A liczyć, że Ty tu dotrzesz, to jak liczyć, że wkrótce będzie lato ?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...