Jak się nie dać zabić na rowerze?

Zapraszam do obejrzenia najnowszego odcinka Rowerowych Porad. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.



Liczba rowerzystów na drogach z roku na rok rośnie. I to cieszy. Niestety, wolniej rośnie świadomość kierowców, w tym temacie. Ja w tym roku zostałbym potrącony trzy razy. Mój brat miał mniej szczęścia (akurat przez pieszą); a dziś dowiedziałem się, że moja znajoma w drodze do pracy, została potrącona przez samochód wyjeżdżający ze stacji benzynowej. Niestety nie zapowiada się, by w najbliższym czasie było lepiej. Kierowcom wszędzie się spieszy, są rozkojarzeni, gadają przez komórkę. Do tego dochodzi kiepska infrastruktura, która czasami sama prowokuje niebezpieczne sytuacje. Oczywiście niektórzy rowerzyści też nie są bez winy (patrz: Największe błędy rowerzystów), żeby nie było.

Co w takim razie możemy zrobić, by zmniejszyć ryzyko spotkania z samochodem (tudzież innym rowerem, pieszym itd). Jest kilka złotych zasad, które sprowadzają się do jednej, głównej: Zasady ograniczonego zaufania. Powiesz pewnie: „No tak, ale to rowerzysta jest słabszym uczestnikiem ruchu i to kierowcy powinni na niego uważać”. Zgadza się. Ale nie możemy zapomnieć, że po wypadku/stłuczce, jak mawia mój tata, nie ma winien – nie winien. Rower się naprawi (najlepiej z ubezpieczenia sprawcy), siniaki się zagoją, ale (odpukać) życia lub zdrowia już nam nikt nie zwróci.

Jak nie mieć wypadku na rowerze
fot. Mike Renlund

Nie chcę w tym wpisie hodować rowerowych tchórzy. Osób, które myślą, że każdy kierowca chce nas zabić, a jedna chwila nieuwagi spowoduje kataklizm. Tak nie jest. Ale im szybciej uświadomisz sobie, że tak naprawdę nie chcesz spotykać się z blaszaną puszką – tym lepiej dla Ciebie. Lepiej czasami odpuścić i niech sobie idiota jedzie, dogoni się go na następnym skrzyżowaniu i powie mu na spokojnie, co o nim myśli :) A oto kilka zasad, które polecam stosować.

1. Miej sprawny technicznie rower. Działające hamulce i dobrze napompowane dętki to podstawa. Słabe hamulce i za niskie ciśnienie w kole wydłużają drogę hamowania, co zwłaszcza podczas awaryjnych sytuacji ma olbrzymie znaczenie.

2. Przez cały dzień używaj oświetlenia. Okej, nie jest wymagane przez prawo (rowery muszą mieć zapalone światła jedynie w nocy), ale zobacz, że samochody jeżdżą cały dzień z włączonymi światłami, motocykle również. Żyjemy w takich czasach, że 4 akumulatorki AAA niezłej klasy można kupić za ok. 20 złotych, lampki również nie są drogie. Wiem, że część czytelników Rowerowych Porad się ze mną nie zgadza, ja jednak uparcie będę twierdził, że warto. A już zwłaszcza jesienią, gdy pada, a rano często są mgły.

3. Uważaj na wyjeżdżających z bocznych uliczek. To jest olbrzymi problem, a przyczyn jest wiele. Najczęściej problem dotyczy dróg rowerowych i małych, wąskich skrzyżowań. Kierowcy jeżeli nie wiedzą, że przecinają drogę rowerową – odruchowo dojeżdżają do skraju poprzecznej drogi. Często są zamyśleni lub zagadani. Czasami droga rowerowa jest niewidoczna, bo zarządca dróg nie zadbał np. o pomalowanie przejazdu na czerwono. Czasami zdarza się, że jadący rower jest po prostu niewidoczny, bo wyjeżdża zza rogu. Popatrzcie na ten przykład:

Rowerem do skrzyżowania
fot. Google Street View (kliknij aby powiększyć)

Kierowca dojeżdżający do takiego skrzyżowania, będzie bardziej zajęty obserwowaniem czy nie jedzie tramwaj/samochód, niż tym, że z prawej strony, zza ogrodzenia może wypaść rowerzysta. Okej, jest znak informujący o pieszych i rowerzystach, ale Zarząd Dróg nie zadbał o namalowanie przejścia dla pieszych oraz przejazdu dla rowerzystów. Skrzyżowanie nie jest duże, ruch tam nie jest wielki, ale to tym bardziej usypia czujność jednej i drugiej strony. Co robić? Jeżeli dojeżdżamy do miejsc, gdzie z góry wiadomo, że kierowca może nas nie zauważyć – warto zwolnić i samemu uważnie obserwować sytuację.
To samo tyczy się niestety stacji benzynowych, zwłaszcza tych przy jednokierunkowych ulicach. Kierowca dojeżdżając do jednokierunkowej drogi, zazwyczaj będzie patrzył w lewo, bo stamtąd nadjeżdżają samochody. Nie każdy spojrzy też w prawo, a coraz częściej można się „zdziwić”, bo przy głównych arteriach często budowane są drogi rowerowe.

4. Zielonostrzałkowcy. Będę starał się, nie rozbijać przykładów na zbyt szczegółowe grupy, ale o tych kierowcach muszę wspomnieć. Znów sprawa tyczy się głównie dróg rowerowych. Niektórzy kierowcy widząc zieloną strzałkę – traktują ją jako zielone światło. Zapominając przy tym, że ten znak uprawnia jedynie do warunkowego skrętu. Pierwszeństwo przed nim mają piesi i rowerzyści mające zielone światło. Ile to razy widziałem samochody niezatrzymujące się nawet, by upewnić się, że ktoś nie przechodzi przez pasy. Ile razy na pasie obok stała ciężarówka zasłaniająca widok na przejazd dla rowerów. A kierowca zamiast zwolnić praktycznie do zera – przelatywał jak gdyby nigdy nic.
Tak jak w poprzednim przypadku – gdy wiemy, że kierowca skręcający na zielonej strzałce może nas nie widzieć – zwolnijmy i uważnie obserwujmy.

5. Skręcający w prawo. Od pewnego czasu, kolumnę samochodów można legalnie mijać z prawej strony. Mamy sytuację – korek, rządek samochodów, a Ty ciesząc się posiadaniem roweru omijasz stojące auta jadąc przy krawężniku. Nagle samochody ruszają, a pan Mietek przypomina sobie, że chciał skręcić w prawo. Jesteś na wysokości jego tylnych drzwi, on skręca, bum, pierdut. Kiedyś się tak nadziałem niestety. Jak tego uniknąć? Założyć, że kierowcy się nas nie spodziewają (bo się nie spodziewają). Gdy rządek samochodów stoi – należy bacznie obserwować, czy któryś z nich nie włączył kierunkowskazu, albo nie zaczyna wykonywać dziwnych ruchów. Gdy samochody ruszają, najlepiej zwolnić. Ci których mijałeś – już Cię widzą i jest szansa, że nie przejadą. Kierowca który jeszcze Cię nie widział, może Cię mieć w martwym polu w lusterku i nawet jeżeli w nie spojrzy, to Cię nie zobaczy.

6. Omijający „na gazetę”. Ktoś ponoć zbadał, że kierowca widząc rowerzystę w kasku, przejeżdża bliżej niego. Traktowałbym to jako durną ciekawostkę z cyklu „amerykańskich naukowców”. Odnośnie samych kasków wypowiedziałem się w podlinkowanym przed chwilką wpisie, ale ja mam jeszcze inną obserwację. Zauważyłem, jeżdżąc poza miastem, że kierowcy zdecydowanie szerzej mnie omijali, gdy miałem na plecak założony odblaskowy pokrowiec. Nie namawiam Cię do jazdy w kamizelce odblaskowej, ale uwierz mi – duży, odblaskowy element, zwłaszcza na trasie – powoduje, że kierowcy odruchowo zdejmują nogę z gazu.

Jak widzisz większość problemów bierze się z tego, że kierowcy po prostu nas nie zauważają. Nie ma się co zżymać, w stosunku do innych kierowców też tak robią. Czasami jeżdżę samochodem i w różnych newralgicznych sytuacjach myślę sobie: wal, a co mi tam. Przy prędkości 20 km/h za wiele się nie stanie, gdy siedzę w puszce. Co innego na rowerze – tutaj takie spotkanie odczuje się o wiele boleśniej. Tak więc nie pozostaje nam nic innego, jak tylko myśleć za innych. Skoro oni nie myślą o nas.