Skocz do zawartości
Cookies

Amatorska pierwsza wyprawa

Polecane posty

Witam wszystkich ponownie!

Codzienna jazda do pracy po 30km robi się mało. Niedługo mamy w planach wybrać się na pierwszą dłuższa wyprawę (65km w jedną stronę i może na jednej pozostanie). Jeżdżę na rowerze Kross Evado 6.0 z tego roku. Dołożyłem do niego bagażnik. Dokupiłem też licznik z porad forumowiczów lezyne super gps. Mam kilka pytań odnośnie takiej wyprawy:

1. Jakie rogi najlepiej kupić - zwykłe "patyczki" starczy czy takie "barankowate" lepiej?

2. Skoro mam bagażnik myślę, o takich torbach zwisających z dwóch stron zamiast plecaka na plecy - wpływają one jakoś negatywnie na jazdę?

3. Kask mam krossa samum, spodenki długie kupiłem w decathlonie b'twin i mnie pozytywnie zaskoczyły - są ciepłe jak trzeba i dobrze oddaja ciepło. Narazie jeżdżę te spodenki + underwear górny firmy Magnum i na to kurtka deszczówka - lecz gdy jest więcej niż 15 stopni jest mi po chwili za gorąco - co myślicie o ciuchach z decathlonu na początek? Firma b'twin? Myślę, żeby kupić buty, potówkę i koszulkę. Same buty potrafią kosztować 800 zł i nie wiem czy jako pierwsze ciuchy warto tak w to ładować. 

4. Co z jedzeniem? Rano zjeść dobre śniadanko, po drodze banany, nawadniacze, jedna przerwa? Tak jak zawoła organizm? Przeliczać sobie mniej więcej ile energi potrzebuje i zaplanować posiłki ? Jaki puls najlepiej trzymać?

5. Rower evado 6.0 ma standardowo opony  Schwalbe CX Comp PP (28"x1.5", reflex) - jakie opony na trasę w las/ zimę ? Trasa zimowa do pracy głównie na asfalcie - w większości miejscach pewnie nie odśnieżony , lepiej oponę szerszą z większym bieżnikiem  czy węższą z większym bieżnikiem? W sklepie zaproponowali mi tę drugą


Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ad1. Może daj jakieś linki, bo nie wiem o jakie modele chodzi. Na początek zwykłe powinny wystarczyć.

Ad2. Tak, wpływają negatywnie, na asfalcie nie jest to duży problem, gorzej np. w terenie, lepiej za bardzo nie obciążać

Ad3. Lepiej stopniowo dokupować, w miarę wzrostu świadomości droższe.

Ad4. Normalnie można jeść, to nie jest na tyle długa trasa, żeby trzeba było jakość super planować, warto dodatkowo zabrać jakieś batoniki, bardzo pomagają w razie kryzysu. Woda ważna, ale bez przesady, może być isotonic. Puls średni, to przecież nie wyścig.

Ad5. Opony na zimę : na śnieg lepiej szersze, na lód tylko z kolcami. Opony do lasu : lepiej szersze, bieżnik średni.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie napiszę nic mądrzejszego niż poprzednik  :D 

1. W dalekie trasy najlepsza jest kierownica wielofunkcyjna (ósemka) ale zwykłe rogi też pozwolą oszczędzić ręce. Jeśli masz ochotę się pobawić to załóż je nie na końcach kierownicy ale bliżej środka np. tuż na manetkami. jest wg mnie wygodniej. Żeby było miękko może zastosować owijkę stosowaną w szosówkach. 

2. Sakwy powodują pewną bezwładność roweru i czasem lekkie zarzucanie, dodają też wagi więc będzie trochę cięzej kręcić. Gorzej też z wjazdem w cięższy teren. Pytanie co chcesz w nie pakować? Jeśli jedziesz 65 km, to w zasadzie nie potrzebujesz sakw tylko małą torbę na bagażnik lub nawet podsiodłówkę:

 http://www.alpinbike.pl/arsenalsport.php?photo_id=974

3. Ciuchy w miarę potrzeb i nie przepłacaj. Najpierw trochę pojeździj korzystając z tego co masz. Ale buty lepiej zwykłe trekingowe - są zdecydowanie tańsze, a w większości przypadków lepiej chronią przed zimnem. Chyba, że używasz SPD i "musisz" mieć buty do nich.  ;) 

4. j.w

5. Na śnieg najszersze jakie wejdą i z agresywnym bieżnikiem. No i zmniejsz ciśnienie do minimum. Kolce możesz sobie odpuścić - pomagają jedynie na lodzie. Jesli tylko do lasu ale "bezśnieżnie" to zwykłe trekingowe:

https://www.dadelo.pl/opona-schwalbe-land-cruiser-pd5320/?v_Id=94353

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tak naprawdę nie dystans się liczy, ale czas. Można taką trasę zrobić w 4, max 5h razem z dłuższymi postojami, a można poświęcić cały dzień. Pomijając wyjazd w jakieś prawdziwe góry, czyli 1000m przewyższeń, dziś poświęcanie całego dnia na taki wyjazd jest dla mnie niewyobrażalne, ale pamiętam pierwszą naszą "wyprawę". Liczyła w sumie 62km, które przejechałam niby w 3:02, jednak czas brutto na pewno był dłuższy. Z tym, że tu wycieczka po prostu taki zakładała, był środek lata i aż się chciało leżeć w trawie i ciepełku. A teraz? Wiatr chłodny, a dzień krótki, co sprawia, że tak naprawdę lepiej jechać niż robić postoje. Ale to moje zdanie.

 

Jako zadeklarowany wróg plecaków, na tę pierwszą wyprawę, oczywiście, zabrałam sakwy. Z perspektywy stwierdzam, że trochę przesadzone, ale to był czas, kiedy jeździłam jak osioł juczny przede wszystkim z uwagi na duży aparat fotograficzny oraz akcesoria na wszystkie ewentualności ;) Mimo wszystko i tak w połowie woziłam powietrze, więc efektu "zarzucania" raczej bym się nie obawiała. Grunt to rozłożyć równomiernie ciężar na obie strony. Obecnie na dłuższe, kilkugodzinne wyjazdy z dala od domu biorę torbę Sport Arsenala podlinkowaną przez @rowerowego. Jak się ją zbytnio obciąży, też się kolibnie czasem na boki, ale jest chyba najwygodniejsza (tylko przy grzebaniu uważać na rękawy z lycry, bo rzep na wejściu potrafi być wredny ;)).

Kiedy nie miałam jeszcze wykrytych alergii i jadłam wszystko, jedzenia raczej nie brałam. Kupowałam w Biedronkach to, na co akurat miałam ochotę. Jak była to bułka z jogurtem, to okej, a jak parówki, to także. Ważne jedynie, aby wędliny nie wozić w cieple, żeby się nie potruć. No i dobierać produkty, na które nasz żołądek zbytnio się nie bulwersuje. Nie tylko pod względem rewolucji, ale także obciążenia - posiłek powinien być lekki, a nie że na każdym hopku człowiek czuje, jak wszystko w nim wesoło chlupie. Jest to kwestia bardzo indywidualna. Ja na przykład ostatnio mam coraz mocniejsze podejrzenie, że kompletnie nie służą mi tak zwane wysokoenergetyczne posiłki typu owsianka czy nawet banan serwowane tuż przed wyjazdem oraz zbyt małym wysiłku. Wręcz przeciwnie - obciążają mi serce i od razu wali mi z byle powodu jak oszalałe. Za to po treningu lub przy bardzo ciężkim wyjeździe, taki banan, to już zbawienie. Poza tym bardzo dobrze jeżdżę "na mięsie", które niby trawi się najdłużej. Więc nie ma innej metody, jak ta prób i błędów, i ostrożnego sprawdzania, co organizm lubi, a czego nie. Na pewno ryzykowne są wszelkie smażeniny (nie tylko kotlety, ale też frytki czy nawet naleśniki) i owoce (podnoszą cukier i zwiększają przemianę materii, która i tak przy wysiłku jest podwyższona) oraz bąbelkowe napoje (jakkolwiek te słodkie izotoniki też potrafią zmulić i na początek często najbezpieczniejsza jest zwykła woda).

Kwestia ubrań jest dla mnie fundamentalna. W lecie można się bawić nawet w bawełnę, ale nie teraz. W pierwszym roku jeżdżenia właśnie po październikowym wyjeździe skończyłam w łóżku wskutek złych ubrań, czyli ciepło, gorąco, mokro i wreszcie przyjemny wiaterek. Wydaje się, że nic takiego, bo przecież piękne słoneczko, a dwa dni potem gorączka. W gruncie rzeczy można ubrać się relatywnie tanio, jednak jak się to zsumuje, zawsze po kieszeni trzepie. Ja tak miałam właśnie po tej chorobie, gdy kupiłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy i wyszło nagle 200-300zł. Ze swojej strony polecam koszulkę z długim rękawem Kipsta (według mnie lepsza od B'Twina, w którym byłam regularnie mokra) oraz potówkę Brubecka. Dodatkowo mam rękawiczki z długimi palcami do biegania (bo mi jakoś zawsze dłonie marzną), rękawki z Deca (jak się ochłodzi, zakładam pod ten długi rękaw), buff (również z Deca, żeby chronić gardło, a poza tym mogę sobie pod górki jechać z otwartym dziobem i łykać powietrze) oraz cieniutką wiatróweczkę (jako ostatnią deskę ratunku, gdy mocniej wieje). Każda z tych rzeczy nie kosztowała więcej niż 30zł, ale razem niestety już robią pewną sumkę. Co do butów, jeżdżę w trekkingowych SPDach za ok. 200zł i nie widzę sensu kupowania butów zimowych. Kiedy jest chłodniej, mam ochraniacze, które ocieplają, a przy okazji nie przepuszczają wody. Niestety, potu także, to ten minus, więc na zbyt wysoką temperaturę nie ma co brać. W każdym razie testowałam je również w zimie i z grubymi skarpetkami wystarczały mi na ok. 2-3h (na więcej nie wychodziłam).

Puls jest rzeczą indywidualną. Musisz poznać swój własny rytm i zobaczyć, co odpowiada Ci najbardziej. Oczywiście, można napisać tak, jak @pepe - ma być średni. Tylko dla mnie oznacza to 150-160, podczas gdy dla wielu innych takie tętno jest fazą wysiłkową. Pojeździj trochę z tym nowym licznikiem do pracy, zobacz kiedy byłeś mniej lub bardziej zmęczony, wtedy coś już naszkicujesz. A żeby nie tracić pogody, na te 60km po prostu jedź w wygodnym dla siebie tempie, bez patrzenia na pulsometr, ale i bez prób bicia rekordów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Witam,

Ciuchy kupiłem głównie z Deca, część kipsta - super sprawa! Dzięki Elle. Przejechałem, wyszło troszkę więcej 79 km. Super sprawa taki wypad - nigdy nie przypuszczałem, że to taka frajda. Próbowałem zrobić trasę przez ten program lezyne ale generalnie przy znanej trasie robił mi bardzo dziwne błędy , więc wybrałem google maps + telefon (w pokrowcu był jeszcze powerbank).  Najgorzej było wydostać się z Poznania... Trasy dobierał głównie rowerowe + przez lasy, pola - czasem dosłownie przez pola 😄. Przerwy w szczerym polu przy oborze gdzie wokół nie było nic lub na przystanku w "Sroczynie" dodawały ciekawego klimatu 🙂 Zjadłem dobry posiłek w domu + na przerwach pożywne buły, banany i batony energetyczne - energii nie zabrakło jak się obawiałem. Picie głównie domowej roboty izotonik (miód, cytryna, woda). Bardzo ciekawie na mnie zadziałała mała filiżanka kawki przy 50 km - dała takiego kopa, że nie pamiętam kiedy tak mnie kawa działała ostatnio 😄 .

Po powrocie, wieczorem (to była sobota miałem delikatny stan podgorączkowy i ból pleców w okolicy lędźwiowej. Następny tydzień przejechałem się kilka razy do pracy - około 40 km w dwie strony. Ból nie przechodził i tak naprawdę jeszcze dziś mnie trochę sypie - posmarowałem kilka razy naproxenem. Nie wiem czy to korzonki czy co przeciążenie. Zawsze myślałem, że korzonki to chwyta trochę starszych.

Generalnie jestem dość wysoki, niecałe 2 metry i mam wrażenie jakby siodełko było za blisko kierownicy - jak jadę to w lędźwiach mi się zagina trochę. Jednak siodełko mam maksymalnie oddalone, więc pomyślałem aby kupić tego rodzaju przedłużkę i kierownicę :

https://allegro.pl/przedluzka-wspornika-kierownicy-mostek-rrgulowany-i7453749065.html

https://allegro.pl/kierownica-zoom-mtb-al-181-wielopozycyjna-alu-cp-i7462182870.html

Czy ktoś miał podobny problem ??  Czy ten zakup może mi pomóc ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ta przedłużka z pierwszego linka, zadziałać pewnie zadziała, z tym że jest spora szansa, że całość będzie mocno wiotka, szczególnie ten mostek regulowany. Inna sprawa że i tak nie będzie pasować, w Twoim rowerze (Kross Evado 6.0 2018) jest jeśli dobrze patrzę kierownica o grubości 31,8 mm i do niej dostosowany mostek, a w tym linku mostek jest do cieńszej kierownicy 25,4 mm.

Może masz po prostu za mały rower ?  Długością mostka da się to trochę zniwelować, ale do pewnych granic.

Odnośnie bólu pleców, mam niestety podobny problem. U mnie znacznie pomogły ćwiczenia mięśni pleców, Jacek z forum też kiedyś o tym wspominał. Trochę trzeba poćwiczyć, ale u mnie efekty już są, po około 3 tygodniach ćwiczeń ból stopniowo się zmniejszył. A miałem tak, że nie mogłem nawet na krześle zbyt długo usiedzieć. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A mnie niepokoi to przesunięcie siodła, ponieważ ono nie służy do zmieniania dystansu od kierownicy! To często bardzo mylne pojęcie, które może być także przyczyną bólów kręgosłupa. Rozmiar ramy to jedno, ale przy źle ustawionym siodełku (lub źle dobranym) inaczej wygląda praca całego ciała.

Tak więc poza ramą:

1. siodełko ma być ustawione poprawnie względem osi pedałów i linii kolan (zobacz sobie w poradniku u Łukasza) i dopiero według niego dobiera mostek i kierownicę

2. przy za wąskim siodełku (nie może być też za szerokie) biodra mogą się kołysać (to samo przy siodełku za wysoko ustawionym) i wtedy także kończy się bólem krzyża

3. przy jeździe siłowej często nadrabia się braki obciążając odcinek lędźwiowy

4. po prostu możesz być nieprzyzwyczajony do jazdy na takich dystansach, trzeba to wprowadzać stopniowo i oswajać kręgosłup. Plus oczywiście wspomniane przez pepego ćwiczenia.

 

Mimo wszystko jednakże gratuluję wyprawy 🙂 Powodzenia w planowaniu i realizacji kolejnych!

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Widzę, że kolega z okolicy 🙂

Do nawigowania spróbuj mapy.cz mają zaznaczone szlaki piesze i rowerowe. Używałem dopiero dwa razy ale na takie wyjazdy są OK.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

Wczytywanie...

×
×
  • Utwórz nowe...