Rowerzyści vs kierowcy – jak żyć?

Z Waldkiem, który prowadzi kanał Moto Doradca na Youtube przyjaźnimy się dobre kilkanaście lat. W swoich filmach, oczywiście skupia się głównie na samochodach, ale prywatnie jeździ także rowerem i na rolkach. Zawsze zastanawiała nas niezdrowa niechęć rowerzystów i kierowców do siebie. Ale nie ma się co oszukiwać, zarówno jedni, jak i drudzy mają sporo za uszami. Piesi też dorzucają swoje kamyczki do ogródka niechęci. Ale czy wszyscy? Ano właśnie nie. Przedwczoraj pisałem o rowerzystach jeżdżących nocą bez oświetlenia. Ale to nie jest tak, że wszyscy tak robią. Większość o oświetleniu pamięta. Tak samo jest z kierowcami czy pieszymi, mają sporo na sumieniu, ale przecież nie wszyscy. Bo jest tak, że głupie zachowania niektórych uczestników ruchu, potem rzutują na opinii o wszystkich.

kierowcy-vs-rowerzysci

Wracając do Moto Doradcy. Rozmawialiśmy na ten temat już nie raz. Aż w końcu przyszedł moment „konfrontacji” przed kamerą :) Usiedliśmy i po prostu porozmawialiśmy o tym, czy kierowcy mogą żyć w zgodzie z rowerzystami. Zapis rozmowy znajdziecie poniżej, a ja w kilku słowach uzupełnię o to, czego nie zdążyłem (albo zapomniałem) powiedzieć.

Ludzie nie myślą. Taki wniosek sam się nasuwa, po każdej mojej jeździe po mieście. Duże miasto i infrastruktura taka, a nie inna. A w to wszystko wrzuceni ludzie. Stres, pośpiech, remonty, opóźnienia komunikacji miejskiej – to wszystko powoduje, że coraz mniej skupiamy się na tym co robimy, a bardziej denerwujemy na to co widzimy. Błędne koło.

Brakuje cierpliwości i przewidywania. Ba, mi też tego brakuje. Nie da się ukryć, że gdy podczas wyprzedzania na drodze rowerowej, ktoś nagle odbija w lewo, bez spojrzenia za siebie – potrafi to podnieść ciśnienie. Albo gdy na wąskiej drodze, kierowca jadący z naprzeciwka, zaczyna wyprzedzać, licząc na to, że wszyscy się na tej drodze zmieścimy. Niejedno „urwał nać” potrafi się z ust wymsknąć. Ale wielu nieprzyjemnych sytuacji udaje mi się uniknąć, po prostu przewidując, że coś się może stać. Wielu kierowców traktuje zieloną strzałkę, jak zielone światło – więc zawsze zwalniam na przejeździe i upewniam się, że prawym pasem nikt nie jedzie. Wielu rowerzystów nie wie, że na drodze rowerowej, także obowiązuje zasada „prawa wolna”, tak więc dojeżdżając do skrzyżowania, zawsze patrzę czy w kogoś nie wjadę, mając pierwszeństwo. I tak dalej, i tak dalej. Zresztą na blogu było już sporo wpisów, w których pisałem o tym, jak się poruszać rowerem po ulicach, m.in.: Prawa i obowiązki na drodze rowerowej, Dylemat zielonego światła, Jazda po alkoholu, Jak się nie dać zabić na rowerze.

W każdym razie, wszystkich nas obowiązuje zasada ograniczonego zaufania. Niestety, kierowca może nas nie zauważyć, rowerzysta może wyprzedzać tramwaj z lewej strony przez przejście dla pieszych, pieszy może wbiec prosto pod koła, choć wydawało się, że pobiegnie gdzie indziej. Dlatego ze swojej strony, jedyne co mogę na tę chwilę poradzić – to zasugerować wolniejszą jazdę, myślenie o tym co dzieje się na drodze i przewidywanie co może (ale nie musi) się stać.

Waldek słusznie zasugerował, że rowerzyści i piesi powinni być objęci ubezpieczeniem OC. Jak to z ubezpieczeniem, oby się nigdy nie przydało, ale nigdy nic nie wiadomo. Czy obowiązkowo? Niekoniecznie, bo i tak wiadomo, jaka byłaby ściągalność takiego ubezpieczenia. Ale powiem Wam, że chyba zamiast obowiązkowego abonamentu na media publiczne (są plany, żeby był doliczany do rachunku za prąd), wolałbym, żeby te 10 złotych miesięcznie, zostało przeznaczone na składkę OC. A przydałaby się nie tylko na ulicach, ale chociażby przy zalaniu sąsiadowi mieszkania. Ale tak mogę sobie gdybać, na razie trzeba się ubezpieczać na własną rękę.

A jak zakopać topór wojenny, między kierowcami i rowerzystami? Według mnie, poprawa infrastruktury może przynieść duże zmiany. Miasta nie są przygotowane, na tak gwałtowny wzrost ilości rowerzystów na ulicach. Co w tym kierunku robią politycy, nawet nie będę się wypowiadał, bo nawet jak robią sporo, to często bez głębszego zastanowienia. Ale to temat na zupełnie inny wpis :) Dobrym kierunkiem, byłoby też wprowadzenie obowiązku przepuszczania pieszych, którzy oczekują przy przejściu dla pieszych (pisałem o tym po pobycie w Hiszpanii). To uspokoiłoby trochę ruch, a także wyczuliło kierowców na to co się dzieje wokół nich. Niestety nie mam na razie recepty, co zrobić z rowerzystami, którzy kompletnie nie znają przepisów. Ale będę myślał nad większą akcją edukacyjną, która wyjdzie poza ramy bloga. I mam nadzieję, że powoli dojdziemy do czasów, gdy uda się nam wszystkim żyć w zgodzie, w mniejszym stresie i bez pośpiechu :)