My vs Oni – czego nie lubię w dyskusjach o rowerach

Długo zbierałem myśli, aby napisać ten tekst. Ale bardzo chciałem go opublikować, bo siedzi mi ten temat mocno w głowie. Będzie to typowe narzekanie na rzeczywistość, którą obserwuję :) Ale może ktoś po przeczytaniu, spojrzy na ten temat z zupełnie innej strony. Od razu zaznaczę – zdecydowana większość czytelników Rowerowych Porad, nie zachowuje się tak jak ci, o których tutaj opowiem. Jesteście najlepsi i bardzo się z tego cieszę :)

Jest pewna grupa osób, która żywi się podkręcaniem wzajemnej niechęci do innych grup. Takie my vs oni. My oczywiście dobrzy i cali na biało. A oni zbłąkani, głupi i ślepi. Dotknął mnie ten problem, w zaskakującym miejscu. W sierpniu opublikowałem wpis o przygotowaniu do dłuższej trasy rowerowej, w którym cytowałem jedną z czytelniczek bloga, Basię. Taki luźny, trochę wspominkowy tekst. Natomiast w komentarzach pod tekstem, ujawnił się ktoś, komu nie spodobało się, że autorka cieszy się z przejechanych 200 kilometrów. Część dyskusji znajdziecie pod tamtym wpisem, część poszła do kosza. Niestety nawet mi puściły trochę nerwy i wymiana zdań zrobiła się na poziomie, który nie powinien był się tu znaleźć.

 

W każdym razie komentator pisał o „dziecinnych dystansach”, że „200 km to i jego babcia przejedzie”, „a czym tu się chwalić?”. Wbijał szpile na każdym kroku tak skutecznie, że rzucili się na niego inni czytelnicy Rowerowych Porad i całkiem skutecznie spacyfikowali :) Potem ten człowiek opowiadał, że poszedł jeździć swoje olbrzymie dystanse bez śniadania, tylko po jednym napoju energetycznym. Pozostawię to bez komentarza.

O tego typu walkach sprzętowych, naśmiewaniu się z kogoś, że chce kupić do roweru górskiego stopkę i o innych „ciekawych” przypadkach, opowiadam w jednym z odcinków Rowerowych Porad na YouTube. Będzie mi miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał :)

Z drugiej strony „barykady” są osoby, które otwarcie śmieją się z tych, którzy chcą jeździć coraz więcej, kupują rowerowe ciuchy, jeżdżą w kasku (!), myślą o zmianie roweru na lepszy. Uparcie twierdzą, że prawdziwą i jedyną przyjemność daje jazda rowerem przez łąki i pola, bez pośpiechu, bez licznika, bez planu. Ci, którzy jeżdżą w rowerowych strojach, to szpanerzy i nowobogaccy. O tych, którzy zabierają rower na Wyspy Kanaryjskie, żeby tam pojeździć, już nie wspominam. W tyłkach się poprzewracało. To jazda na pokaz, a nie prawdziwa przyjemność.

Inny spór, który dość często widzę, to walka „sprzętowa”. Jedni mówią – ja mam rower za 300 złotych i jeżdżę nim już 20 lat. Nigdy w nim nic nie wymieniałem, nigdy nie smarowałem łańcucha, nigdy nie pompowałem opon – a rower chodzi jak nóweczka! Po co ludzie kupują droższe rowery?! No po co?! Szpanerzy cholerni. Szwagier brata mojej żony ma kolegę, który słyszał w sklepie, że sąsiad prezydenta ma rower za 10 tysięcy złotych. Dziesięć tysięcy! I ja go na ulicach w ogóle nie widzę na tym rowerze! W ogóle! Na co mu ten rower? To tańszych nie było? Czym ten rower się różni od mojego??? Ja na moim składaku go prześcignę!

I drugi punkt widzenia – rowery za mniej niż 4000 złotych NIE JEŻDŻĄ. No po prostu, nie jeżdżą. A i tak za czwórkę to kupisz podstawowy model, taki na początek, na pierwszy rok. Potem będziesz musiał wymienić na coś lepszego. Ja nie wiem, jak ludzie mogą na takich złomach jeździć. Przecież to żadna przyjemność! Karbonowa rama, lekkie koła, SPD – tylko tak można jeździć. Siodełko, które waży więcej niż 100 gramów? Do badziewia!

I tego typu „mądrości”, możemy znaleźć chyba w każdym zakątku internetu, nie tylko rowerowym. Benzyna vs diesel vs gaz. Android vs iOS. Canon vs Nikon. Wakacje w Polsce vs zagranicą. I tak dalej, i tak dalej. Dwa obozy, okopane na swoich pozycjach, które z zajadłością atakują tych po drugiej stronie. I co najzabawniejsze, tych największych radykałów jest niewielka garstka. Ale oni najgłośniej krzyczą i często swoimi komentarzami podburzają innych, którzy wpierw stoją z boku, a potem się dołączają.

Wyszła mi z tego tania psychoanaliza ;) Ale to jest po prostu smutne. Jan Tomaszewski nie tak dawno powiedział: „Mam swoje zdanie i się z nim zgadzam”. I to pięknie podsumowuje tych, którzy nie chcą i nie potrafią spojrzeć na coś z innej perspektywy.

Dlatego kochani, apel z mojej strony – patrzmy na wszystko szerzej. Naprawdę nie ma znaczenia, na czym kto jeździ. Nie ma znaczenia ile jeździ. Nie ma znaczenia gdzie jeździ. Ważne, że jeździ. Mamy różne poglądy na różne sprawy, super. Ale to nie musi od razu oznaczać, że tych, którzy robią inaczej, trzeba opluć, zdyskredytować i ośmieszyć. Warto wyrażać swoje poglądy, ale w trochę bardziej wyważony sposób. Tak by powiedzieć, co ma się do powiedzenia, jednocześnie nie wbijając szpilek w innych.