Łódź – Częstochowa – Łódź rowerem – edycja 2018

Zapraszam do obejrzenia najnowszego odcinka Rowerowych Porad. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.



Od pewnego czasu przygotowuję się do rowerowego ultramaratonu Piękny Wschód. Pierwotnie zakładałem start na długim dystansie (510 kilometrów), ale gdy zapisywałem się w zeszłym roku, byłem chyba zbyt dużym optymistą. Taka trasa (z limitem 35 godzin) pod koniec kwietnia, to trochę za dużo, jak na moje skromne możliwości. Już dwa tygodnie temu podjąłem decyzję, że przepisuję się na krótszy dystans (261 km), który oczywiście ma także inny limit czasowy, wynoszący 16 godzin. Ultramaraton to nie powinien być spacerek, ale nie chodzi też o to, aby zrobić sobie krzywdę.

W ramach przygotowań robię sobie dłuższe i krótsze trasy, a wczoraj, tydzień przed startem, postanowiłem zaliczyć te 260 kilometrów, czyli tyle ile czeka mnie na Pięknym Wschodzie. Wybór padł na dobrze znaną mi trasę z Łodzi do Częstochowy, którą pierwszy raz w obie strony przejechałem pięć lat temu (w koszmarnym upale i to było głupie, że nie wróciłem z Częstochowy pociągiem), a trzy lata temu powtórzyłem ją z tatą na tandemie.

Tym razem postanowiłem uatrakcyjnić trochę wyjazd i w jedną stronę pojechałem przez Łask i Szczerców, a wróciłem przez Radomsko, Kamieńsk i Bełchatów.

Łódź - Częstochowa trasa rowerowa

Większą mapkę znajdziecie tutaj, przy okazji zapraszam do obserwowania mojego profilu w aplikacji Strava. Normalnie nie rejestrowałbym swoich przejazdów (kiedyś robiłem to w Endomondo, ale szybko mi się znudziło) – natomiast mój nowy licznik (z prostą, ale fajną funkcją nawigacyjną), który pokazywałem Wam na YouTube, automatycznie synchronizuje się ze Stravą. Więc korzystam :)

Gdyby to miał być zwykły przejazd, wystartowałbym rano – myślę, że na 7:00 dałbym radę się ruszyć. Ale postanowiłem „zasymulować” to, co będzie się działo za tydzień i wyjechałem o 9:50, czyli tak, jak mam wystartować z Parczewa. Oczywiście, na Pięknym Wschodzie dojdą emocje, inne warunki terenowe, jazda w grupie (jeżeli uda mi się zgrać z innymi, bo głównie jeżdżę solo), także pogoda może być inna (najważniejsze, żeby nie padało).

Łódź - Częstochowa

Jak zawsze ruszyłem swoim tempem, jadąc na 60-70% możliwości. Te procenty tylko szacuję, chodzi o to, że dłuższe trasy zawsze jadę tak, aby jak najmniej wysiłku wkładać w pedałowanie. Ma mi się przyjemnie kręcić i staram się nie dociskać, bo to się w dłuższej perspektywie potrafi zemścić. Na początek zaplanowałem sobie 10. minutowe przerwy, co 30 kilometrów – czyli tak akurat, aby dać trochę odpocząć nogom, zjeść coś na spokojnie (podczas jazdy też jem, ale nie daje to zbyt dużej przyjemności), ale nie wychłodzić mięśni do końca.

I udało mi się ten plan częściowo zrealizować :) To znaczy tylko raz zatrzymałem się na dłużej niż 10 minut (dokładnie na 14) i było to na stacji benzynowej na wylocie z Częstochowy, gdzie zjadłem kanapki, opłukałem się w toalecie i chwilę odpocząłem. Potem mój plan, aby stawać co 30 kilometrów trochę się posypał, ale ani razu postój nie trwał dłużej niż 5-6 minut. A zwykle były to krótsze przerwy, bo a to kurtkę założyłem, a to ubrałem się w getry i bluzę, a to stawałem na szybkiego siku-stopa lub zrobić zdjęcie.

Łódź - Częstochowa

Tak jak pisałem, normalnie wystartowałbym dużo wcześniej. I moje postoje wyglądałyby zupełnie inaczej – na turystycznych wyjazdach, nie lubię się spieszyć :) Natomiast teraz miałem jeden cel – zmieścić się w limicie 16 godzin (a najlepiej oczywiście dojechać szybciej). I dałem radę – łącznie przejechałem 265 kilometrów, co zajęło mi 14 godzin i 13 minut. Sama jazda to 11 godzin i 30 minut, czyli jak wynika z prostego obliczenia, postoje trwały 2 godziny i 43 minuty.

Przerw byłoby mniej, a i sama jazda trwałaby krócej, ale nie jechałem po zamkniętym torze, tylko w normalnym ruchu ulicznym. A tu czasem czają się niespodzianki, jak na przykład rozgrzebana na dystansie kilku kilometrów droga z Kamieńska w stronę Bełchatowa. Przez dobre 3 kilometry jechałem po drodze, gdzie zerwano asfalt i leżał sam tłuczeń. A potem stałem na dwóch czerwonych światłach na mijankach. Mam nadzieję, że na Pięknym Wschodzie nie będzie takich „atrakcji” – bo zwłaszcza jazda po kamulcach dała mi w kość, a stanie na dłuuuugich światłach, wybijało z rytmu.

Nawet moi rodzice, którzy przyjechali do Bełchatowa tandemem i tam na mnie czekali, nie zatrzymali mnie na długo. Pogadaliśmy chwilę, zatankowali mi bidon i ruszyliśmy razem, dziarskim tempem w stronę Łodzi. Holowałem się za nimi przez kilka kilometrów, a potem pojechałem już sam.

W każdym razie postawienie sobie jakiegoś (realnego) celu, bardzo motywuje do jazdy. A 23 km/h to moja standardowa średnia, niezależnie od dystansu (z niedużymi wahaniami, ale to zależy od wiatru), więc tak naprawdę czas zyskać lub stracić mogłem głównie na postojach.

Jasna Góra Jeszcze dwa słowa o wyposażeniu – pisałem Wam o tym więcej w zeszłym roku, we wpisie o tym, jak przygotować się do dłuższej trasy rowerem. Tym razem, do dużej podsiodłówki Ortlieba, doszła także torba pod ramę Frame Pack (zamiast małego trójkąta, który zakładałem wcześniej), od tego samego producenta (już niedługo pokażę ją i kilka innych toreb na YouTube). To pozwoliło mi na zwolnienie drugiego koszyczka na bidon (wcześniej trzymałem tam narzędzia i pompkę w pojemniczku). Ruszając miałem je prawie maksymalnie wypchane ciuchami (było ponad 20 stopni), by wieczorem założyć je wszystkie na siebie (temperatura momentami spadała do 5 stopni). Ja już po zeszłym roku miałem nauczkę, że gdy robi się ciemno, a temperatura spada poniżej 13 stopni, nie ma co czekać, tylko trzeba się szybko ubierać (jeżeli mamy w planach przejechać jeszcze kilkadziesiąt kilometrów lub więcej).

No to w sobotę Piękny Wschód :) Trzymam kciuki za pogodę – na razie zapowiadane jest 20 stopni (w nocy 12) i delikatny wietrzyk – czyli warunki idealne. Każdy z jadących będzie miał monitoring GPS, także podglądajcie i trzymajcie kciuki :)

PS Jak zawsze – wybieram się tam, aby cieszyć się z jazdy na rowerze. Oczywiście, liczę na to, że zdrowie pozwoli uzyskać dobry (jak na moje możliwości) czas, ale nie jest to dla mnie priorytetem.