10 rzeczy, które wkurzają mnie u rowerzystów (jako rowerzystę)

Z roku na rok przybywa rowerzystów. Niewątpliwie jest to duży powód do radości. Infrastrukturę mamy coraz lepszą, korki na drogach są trochę mniejsze, a ludzie zdrowsi i bardziej uśmiechnięci :) Niestety wzrost liczby rowerów na drogach ma także swoją ciemną stronę. Nieznajomość przepisów, brawura, bezmyślność – cechy od lat zadomowione wśród kierowców, przenoszą się teraz na rowerzystów. Od zawsze powtarzam, że to tak naprawdę nie rowerzyści, kierowcy czy piesi są „tymi złymi”. Nie, to po prostu ludzie.

W tym tekście skupię się na dziesięciu błędach popełnianych przez rowerzystów, które irytują mnie (jako rowerzystę) najbardziej. Zdaję sobie sprawę z tego, że każdemu zdarzy się zagapić czy zamyślić. Są jednak takie rzeczy, których robić się po prostu nie powinno. Pod żadnym pozorem. Kolejność na liście jest zupełnie przypadkowa, wszystkie podpunkty są jednakowo istotne.

Błędy Rowerzystów
Fot. Adnan

1. Wyprzedzanie bez upewnienia się czy można to zrobić – to plaga na drogach rowerowych. Na ulicach rowerzyści są zazwyczaj podwójnie czujni. Na rowerówkach z wielu osób schodzi powietrze, rozluźniają się i zapominają (a może po prostu nie chcą) obrócić głowy, aby upewnić się czy mają wolną drogę do wyprzedzania. A ktoś może jechać szybciej (tak, tak) i wcześniej zacząć manewr wyprzedzania. Nie na darmo mówi się, że jest to w przypadku samochodów, najniebezpieczniejszy manewr do wykonania.

2. Stawanie przed przejazdem dla rowerzystów parami, a czasami nawet trójkami – rowerzystów mamy coraz więcej, więc siłą rzeczy potrafią się zrobić małe korki. Niektórzy, co sprytniejsi, próbują ominąć kolejkę, stając na światłach na pasie pod prąd. Jestem to w stanie zrozumieć, jeżeli delikwent po zapaleniu się zielonego światła, wypruje do przodu i wróci na swoją stronę, nie robiąc nikomu problemu. Ale co jakiś czas trafiam na kogoś, kto nie chce stać w kolejce, ale jazda też mu kiepsko wychodzi. Wjeżdża na przejazd pod prąd, próbując wymusić na jadących z naprzeciwka, aby mu zjechali. Albo rusza jak mucha w smole i w ostatniej chwili próbuje wepchnąć się między rowerzystów, którzy jadą w jego stronę. Ja nigdy nie zjeżdżam i nigdy nie robię miejsca.

3. Stawanie na drodze rowerowej – bo telefon dzwoni, bo chcę zrobić zdjęcie, bo mi się nie chce jechać, bo chciałam pogadać z koleżanką i tak sobie stanęłyśmy, bo naprawiam rower(!). DDR-ka służy do jazdy, a ty parkując na niej swoim rowerem, tę jazdę utrudniasz. I to bardzo. A naprawdę szczytem wszystkiego było naprawianie roweru, postawionego na środku rowerówki, a wokół niego jeszcze trzy osoby. Na delikatne zwrócenie uwagi, dowiedziałem się tylko gdzie mam się udać i w jakim tempie.

4. Brak wymaganego oświetlenia wieczorem i w nocyo „batmanach” pisałem już nie raz. Ta kwestia powoli zmienia się na plus, ale nadal bez problemu można spotkać kogoś, kto myśli, że jeżeli on widzi, to i jego widać. Są tacy, którzy twierdzą, że jeżeli jadą po chodniku albo DDR-ce, to lampek nie potrzebują. Staram się grzecznie zwracać uwagę, ale najczęściej dowiaduję się gdzie mam… A przecież lampki nie są takie drogie. Prosty zestaw oświetlenia kupi się już za 50 złotych, a porządniejszy myślę, że za góra 150 zł. Drugą kategorią, choć aż tak często ich nie spotykam, są osoby, które mają źle ustawioną przednią lampkę. Świecą oślepiającym, bardzo mocnym światłem prosto w oczy. Ewentualnie włączają tryb stroboskop, od którego idzie dostać wścieklizny. A przecież miganie w zupełności wystarcza.

5. Nieznajomość zasady, że na skrzyżowaniach równorzędnych, pierwszeństwo ma nadjeżdżający z prawej strony – skrzyżowań dróg rowerowych nie mamy jeszcze w Polsce zbyt wiele. Ale się zdarzają. Kto ma pierwszeństwo na takich skrzyżowaniach? Ano ten, kto jedzie szybciej. Albo ten, komu bardziej zależy, aby to pierwszeństwo mieć (gra w cykora). Albo ten, kto za skrzyżowaniem ma zielone światło na przejeździe (bo przecież światła obowiązują na przejeździe i do 100 metrów przed nim i za nim). Warto podczas jazdy zachowywać zasadę ograniczonego zaufania, ale na skrzyżowaniach szczególnie.

Błędy rowerzystów
Fot. Nelson L.

6. Uczenie dzieci jazdy rowerem na drodze rowerowej – przecież nie ma lepszego miejsca, by sześciolatek złapał trochę ruchu i podszkolił technikę jazdy. Zwłaszcza jazdy od krawężnika do krawężnika. Albo pobawił się we „wjadę ci prosto pod koła”. Kochani, zarażajcie w swoich dzieciakach pasję rowerowania. Ale błagam, póki pociecha nie potrafi jechać prosto, warto podszkolić je w tej umiejętności w innym miejscu.

7. Brak elementarnej dbałości o rower – zdaję sobie sprawę, że mamy w kraju „ekspertów”, którzy twierdzą, że łańcucha się nie czyści, a jedynie raz w roku smaruje (bo od czyszczenia łańcuch szybciej się wyciąga, hahah). Są tacy, którzy twierdzą, że trzymanie roweru cały rok na powietrzu, wcale mu nie szkodzi – a rdza na ruchomych elementach, to tylko taki ozdobnik. Klocki hamulcowe wymienia się dopiero wtedy, gdy zaczynają trzeć o obręcz czy tarczę metalowymi elementami. A sparciałe opony sprzed 20 lat nadal dobrze trzymają się nawierzchni, zwłaszcza tej nie do końca suchej. Stan techniczny czyjegoś roweru w zasadzie mnie nie obchodzi – dopóki nie zagraża to mojemu bezpieczeństwu. Niesprawne hamulce czy sparciałe opony – to prosta droga do wypadku. O dźwiękowych walorach zardzewiałego, nienasmarowanego łańcucha już nie wspominając.

8. Jazda parami, trójkami, całymi rodzinkami obok siebie – czasem, gdy jest szeroko, a na chodniku nikogo nie ma – to zjadę z rowerówki. Trzeba sobie i innym życie ułatwiać. Ale nie zawsze jest taka możliwość, przecież nie będę pieszych tratował. Jadący z naprzeciwka zazwyczaj mają na twarzach wymalowane zdziwienie, że rowerówka nie jest jednokierunkowa (oczywiście w ich kierunku). I wykonują dziwne akrobacje, aby tylko nie zrobić miejsca jadącym z naprzeciwka. W drugą stronę jest jeszcze gorzej. Gdy jedziemy z Moniką obok siebie, często zerkam w lusterko czy ktoś za nami nie jedzie. Kiedyś, bez lusterka, po prostu się obracałem. Niestety nie wszyscy posiedli tę umiejętność, a na dźwięk dzwonka reagują takim zaskoczeniem, jakby od stu lat tą drogą nie jechał nikt, oprócz nich.

9. Wnoszenie roweru do sklepu/autobusu, gdy nie ma tam miejsca – rowerem można podjechać i załatwić różne sprawy na mieście. Nie wszędzie jednak są zamontowane sensowne stojaki. Ba, często brakuje jakichkolwiek stojaków czy infrastruktury przydatnej do przypięcia roweru (barierki, poręcze, kraty). Niestety, nie każdemu chce się przypiąć w takiej sytuacji roweru trzydzieści metrów dalej. Ładują się np. do sklepu (tylko na chwilę), w wielu miejscach zabierając praktycznie całą wolną przestrzeń. I nie da się tam wejść, bez ubrudzenia sobie spodni od łańcucha. W komunikacji miejskiej jest o tyle lepiej, że kierowcy/motorniczowie dbają o to, by na zatłoczonych kursach, nie przewozić rowerów. Oczywiście niektórzy są pod tym względem nadgorliwi, ale są to jednostkowe przypadki. Nigdy nie miałem problemu, aby w razie potrzeby przewieźć rower, jeżeli w autobusie czy tramwaju było względnie luźno i nikomu nie przeszkadzałem.

10. Słuchanie bardzo głośno muzyki przez słuchawki (lub jazda ze słuchawkami dokanałowymi) – ostatnio przez internet przetoczyła się mała burza dotycząca jazdy w słuchawkach. Zdecydowana większość kierowców chciałaby wprowadzenia zakazu używania słuchawek na rowerze. A wszystko przez grupkę przygłuchych melomanów. Ja nie mam nic do słuchania muzyki na rowerze. Sam to robię, bo na kilkugodzinnych trasach uwielbiam wspomóc się energetyzującymi kawałkami, czy posłuchać podcastów np. Michała Szafrańskiego. Ale tylko w zwykłych pchełkach, które nie odcinają od świata zewnętrznego. I puszczone na takiej głośności, aby dźwięk tylko przebijał się przez szum wiatru. Dzięki temu nadal słyszę wszystko, co dzieje się wokół mnie. I jeżdżę tak, aby nie robić złej reklamy jeżdżącym w słuchawkach. A „głusi” mają sporo za uszami, także wobec rowerzystów.

Lista większych i mniejszych grzechów rowerzystów mogłaby być dłuższa. Nagłe stawanie, bez upewnienia się, czy nikt z tyłu nie jedzie. Rozmawianie przez telefon trzymany w dłoni. Zmienianie kierunku jazdy, bez sygnalizowania go ręką. I tak dalej, i tak dalej. Liczę na Wasze komentarze – napiszcie co Was najbardziej irytuje w zachowaniu rowerzystów, wobec innych rowerzystów. Temat błędów wobec kierowców już poruszałem, tak więc odłóżmy go dziś na bok.