Najczęstsze błędy kierowców i rowerzystów

O błędach albo rowerzystów, albo kierowców, napisano już wiele artykułów. Ale nie każdy potrafi stanąć i obiektywnie spojrzeć na obie grupy jednocześnie. Zazwyczaj jedni napuszczają się nawzajem na drugich, a racja każdej grupy jest najmojsza. Dlatego bardzo się cieszę, że wspólnie z Waldemarem Florkowskim, który prowadzi kanał Moto Doradca, stworzyliśmy projekt w którym pokazujemy i komentujemy najczęstsze błędy zarówno rowerzystów, jak i kierowców. Partnerem naszego projektu została marka TESCO, która bardzo aktywnie włącza się w kampanię na rzecz poprawy bezpieczeństwa.

W nagraniu, które przygotowaliśmy, pokazujemy osiem scenek, które następnie krótko komentujemy. Nie chcieliśmy aby materiał trwał godzinę, bo pewnie tyle zajęłoby nam dogłębne przeanalizowanie tych sytuacji. Pomyślałem, że na blogu bardziej rozwinę to co mówiliśmy. A w komentarzach będzie udzielał się również Waldek, którego bardzo szanuję za zrównoważone podejście, do wszelkich form przemieszczania się.

Nieustąpienie pierwszeństwa rowerzyście

1) Nieustąpienie pierwszeństwa na przejeździe dla rowerów

2) Wjazd rowerem na przejazd z dużą prędkością i bez zachowania ostrożności

Te dwa błędy są ze sobą bardzo mocno związane. Przejazdy dla rowerzystów bywają kiepsko oznaczone, a kwestie pierwszeństwa bywają dyskusyjne. Dlatego zarówno kierowca, jak i rowerzysta muszą oprócz przepisów, stosować się także do zasady ograniczonego zaufania. Dojeżdżając do przejazdu dla rowerów, zwłaszcza gdy ten prowadzi równolegle do drogi, kierowca musi się tak naprawdę zatrzymać i upewnić, że nie nadjeżdża rowerzysta zarówno z lewej, jak i z prawej strony.

Tak samo rowerzysta – nawet jeżeli ma pierwszeństwo – musi pamiętać o tym, że kierowca może być zamyślony, zagapi się, czy nie zauważy przejazdu dla rowerzystów (w wielu miejscach, nawet tych bardzo ruchliwych, przejazdy nie są pomalowane czerwoną farbą, nad czym bardzo ubolewam). Nie powinno się wjeżdżać na przejazd z dużą prędkością, nawet jeżeli mamy zielone światło. Tak jak powiedział w materiale Waldek – gdy trafi się do szpitala, nie ma znaczenia kto miał pierwszeństwo, a kto go nie miał. Ja już wiele razy miałem taką sytuację, że wjeżdżałem na zielonym świetle na przejazd, a rozjechać chciał mnie kierowca, który nie zatrzymał się na poprzecznej drodze, na zielonej strzałce (traktując ją po prostu jako zielone światło).

Dlatego warto pamiętać, że na skrzyżowaniach, nawet jeżeli mamy pierwszeństwo, warto zachować szczególną ostrożność.

 

Parkowanie na drodze rowerowej

3) Parkowanie na drogach dla rowerów

Liczba samochodów na drogach rośnie, ale nie przybywa miejsc parkingowych. Kierowcy od zawsze parkowali na chodnikach, bardzo często zapominając, że należy zostawić pieszym 1,5 metra wolnego miejsca. Gdy pojawiły się drogi dla rowerów, zwłaszcza te pierwsze, z kostki, które były często fatalnie oznakowane – wielu kierowców naturalnie zaczęło na nich parkować, traktując jako przedłużenie chodnika. A na DDR-ach się po prostu nie parkuje. Utrudnia to lub uniemożliwia przejazd rowerem, a także zmusza do zjechania rowerem na chodnik. A skoro o jeżdżeniu po chodniku mowa…

 

Jazda rowerem po chodniku

4) Jazda po chodniku

Jest to chyba najczęściej wymieniany (obok przejeżdżania przez przejście dla pieszych) błąd rowerzystów. Częściowo wynika ze strach przed poruszaniem się ulicą, częściowo z wygody, częściowo z braku empatii i przewidzenia konsekwencji swoich czynów. Rowerem po chodniku można jechać tylko wtedy, gdy na drodze dopuszczalna prędkość przekracza 50 km/h i nie ma drogi rowerowej lub pobocza, a także w sytuacji załamania pogody (ulewa, intensywne opady śniegu) oraz w przypadku, gdy opiekujemy się rowerzystą do 10 roku życia.

Niestety, na niektórych drogach aż się prosi, aby jechać po chodniku (mimo, że nie wolno). Głównie dlatego, że jezdnia jest bardzo wąska i jednocześnie bardzo ruchliwa. Tak jest np. na drodze z Łodzi do Konstantynowa, gdzie w godzinach szczytu jadą tysiące samochodów i ciężarówek, droga jest wąska, a dodatkowo jest tam bardzo wysoki krawężnik. Jeden fałszywy ruch i lecisz albo pod koła samochodu, albo na krawężnik. Jednocześnie ruch na chodniku jest minimalny i szanując pierwszeństwo pieszych, można tamtędy pojechać. Są to miejsca, w których włodarze miasta powinni postawić znak C-13/16, czyli stworzyć ciąg pieszo-rowerowy. Oczywiście jeszcze lepszym rozwiązaniem byłoby przebudowanie drogi tak, aby dla rowerzystów znalazło się miejsce na drodze. Ale dobrze wiemy, że to nie takie proste.

Poza takimi, wyjątkowymi sytuacjami, miejsce rowerzysty jest na drodze. Tak jak powiedział w nagraniu Waldek, m.in. po to jest tworzona infrastruktura rowerowa, by zachęcić wszystkich do jazdy po ulicach (o tym pisałem niedawno na blogu), czyli tam gdzie jest ich miejsce.

 

Wyprzedzanie na gazetę

5) Wyprzedzanie „na gazetę”

To bardzo niebezpieczny i brzydki manewr, uskuteczniany przez pewną część kierowców. Według przepisów, odległość w jakiej należy wyprzedzać rowerzystę to co najmniej jeden metr. Często zdarza się, że ciężko jest ten metr zachować i kierowcy wciskają się między rower, a jadących z naprzeciwka. Łatwo zahaczyć rowerzystę lusterkiem i tragedia gotowa. Ale jest jeszcze gorszy typ kierowców – to ci, którzy mają wolny pas obok i zamiast na niego zjechać, podczas wyprzedzania, i tak mijają rowerzystę w bliskiej odległości. Oni na pewno nie jeżdżą na rowerach, a jeżeli jeżdżą, to pewnie tylko po chodnikach.

Warto również pamiętać o kulturze, siedząc na siodełku. Ostatnio jechałem trasą, na której odcinkami jechało się tylko po jednym pasie, a ruchem sterował sygnalizator. Zupełnie bez sensu było wpychać się jako pierwszy na zielonym świetle, ponieważ kierowcy za każdym razem (a były trzy takie odcinki) musieliby mnie wyprzedzać, a ja uważać na pachołki i samochody. Lepiej poczekać i wjechać jako ostatni. Potrwa to chwilę dłużej, ale ułatwimy przejazd wielu osobom.

 

6) Jazda bez oświetlenia

Z „batmanami” walczę na blogu od dawna. Czasem nawet na ulicy za kimś krzyknę (oczywiście aby zachęcić, a nie obrazić). Jazda bez najprostszych nawet lampek powoduje, że nie tylko samochód może nas potrącić. Także my możemy wpaść na kogoś, kto nas nie zauważy i nie zdąży uciec. I tutaj nie ma żadnego tłumaczenia: baterie mi się wyczerpały, ja tylko kawałeczek, ja tak mało jeżdżę i (najlepsze) przecież ja widzę, gdzie jadę. Nie, nie, nie. Zresztą zobaczcie sami materiał, który jakiś czas temu przygotowałem. Czy jedziemy przez oświetlone miasto, czy przez nieoświetlone wiejskie drogi, batmanów widać tyle co nic.

Cofanie na parkingu Tesco

7) Cofanie bez upewnienia się, że można

Do tego punktu, dopisałbym jeszcze wysiadanie z samochodu, bez upewnienia się, że obok nie przejeżdża rowerzysta. Tak to niestety jest, że wielu osobom za kierownicą (także rowerową), włącza się tryb pana i władcy. Uwaga, jadę! Zjeżdżać z drogi. Na całe szczęście, nie dotyczy to zbyt dużej grupy osób. Ale warto mimo wszystko, jadąc rowerem, trzymać się na dystans od zaparkowanych, zwłaszcza tyłem lub bokiem, samochodów.

Wrócę jeszcze na chwilę do poprzedniego punktu. Przepisy nakazują jazdę rowerem z włączonym oświetleniem, jedynie po zmroku (oraz w tunelu). Natomiast ja zachęcam do włączania lampek przez całą dobę – głównie po to, by dać się zauważyć innym uczestnikom ruchu w problematycznych sytuacjach. Takich jak właśnie cofanie, gdzie mamy ograniczoną widoczność i błysk światła może pomóc w zauważeniu rowerzysty. Także wjeżdżając do zacienionego lasu czy podczas opadów deszczu, stajemy się częściowo niewidoczni dla kierowców.

 

Telefon Tesco

8) Rozmawianie przez telefon podczas jazdy

Ten podpunkt dotyczy oczywiście obu stron, ale my pokazaliśmy go na przykładzie rowerzystów. W przypadku jazdy na rowerze, używanie telefonu jest jeszcze bardziej niebezpiecznie niż w samochodzie. Jadąc ze słuchawką przy uchu, nie kontrolujemy tak dobrze ruchów kierownicą i może się pojawić problem z sygnalizacją skrętu. Dlatego jeżeli chcemy pogadać, lepiej stanąć (na chodniku, nie na drodze rowerowej!) i wrócić do jazdy po skończonej rozmowie.

 

Jak widzicie, do listy błędów przygotowanych przeze mnie i Waldka, w naturalny sposób dołożyłem jeszcze kilka innych. Zapraszam do dyskusji w komentarzach, na temat kultury jazdy zarówno rowerzystów, jak i kierowców. Zachęcam do merytorycznych wypowiedzi. Nie chodzi o to, aby kogokolwiek mieszać z błotem, ale abyśmy wypracowali wspólnie rozwiązania, które poprawią bezpieczeństwo na drodze.

Dziękuję TESCO, za zostanie partnerem naszej akcji. Mam nadzieję, że wspólnie przygotujemy kolejne odcinki na YT i wpisy na blogu, w których razem z Moto Doradcą przekażemy Wam więcej wiedzy, przydatnej by poprawiać bezpieczeństwo na naszych drogach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

277 komentarzy

  • Jeśli tylna lampka miga tak wolno jak kierunkowskaz samochodu, to to jest jeszcze do przyjęcia. Niestety nie da się tak nastawić.

  • Jadący z przeciwnej strony może mijać pojazd zmieniając na pas ruchu roweru. Światła roweru są potrzebne żeby on widział że nie może wyprzedzać bo nadjeżdża pojazd na drugim pasie.

  • Na jezdni jest wygodniej jechać ale jezdnia musi być w dobrym stanie. Jest wiele miejsc gdzie jezdnia jest łatana nierówno i przy prędkości większej niż 30 km/h rower zaczyna niebezpiecznie podskakiwać. Poza tym tradycje rowerowe są różne. W Hiszpanii rowery są rzadko używane a w Holandii często.

  • Kiedyś jeździłem na motorze, rowerze… miewałem też wypadki… po tym wszystkim przez co przeszedłem i widziałem uważam, że powinno się zabronić jakiegokolwiek ->wymijania<- pojazdów dwuśladowych przez jednoślady. Lawirowanie między stojącymi pojazdami przed światłami czy w korku jest tak praktycznie niebezpieczne i mało zyskowne w czasie zarazem, że każdy przepis który na to zezwala jest po prostu zły.

    • Oooo… z tym mało zyskownym w czasie, to bym się nie zgodził. Przy większym korku oszczędza się masę czasu, jeżeli uda się przejechać na zielonym, zamiast zostać zatrzymanym przez kolejne czerwone. Ale tak jak piszesz, trzeba bardzo uważać wykonując takie manewry. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i trochę rozumu, by zakończyć manewr zanim samochody zaczną ruszać.

  • Jadąc z kolegą krajową 9-ką zostaliśmy przez młodzieńca siedzącego na fotelu pasażera obrzuceni jajkami. Na szczęście żaden z nas nie został trafiony. Auto poruszało się dość prędko i chyba to spowodowało, że „dowcipniś” któregoś z nas nie trafił.

  • Jak dla mnie jazda na chodniku zawsze powinna być dozwolona dla rowerzysty ( nie zaliczając sytuacji w której obok jest ścieżka rowerowa). Oczywiście w takiej sytuacji piesi maja pierwszeństwo i robią co chcą, a my nie powinnismy mieć pretensji. Nie zapominajmy bowiem, że nawet gdy jest ograniczenie prędkości do 10 km/h to i tak i tak jest sporo kierowców, którym zależy na zabiciu siebie i innych i będą zasuwać. U mnie w mieście tylko spojrzeć i zaraz spotkasz jakiegoś gościa z przyrostem testosteronu, który zasuwa, bo ma wywalone na przepisy rowerowe. Dodatkowo, jak ładnie powiedzieliście na krześle inwalidzkim do końca życia nie jest dużym pocieszeniem ,,Bo ja miałem pierwszeństwo i on złamał prawo”.
    A tak to z resztą się zgadzam.

  • Noc, środek miasta wojewódzkiego, wielkie, odsłonięte, oświetlone skrzyżowanie. Szerokie przejście, wygodny przejazd rowerowy. Wielka baba na wpół srebrnym rowerze, oświetlona i odblaskowana. Ale kuźwa niewidoczna. Pusto oprócz mnie (miałam zielone) i jednego debila, który przejechał długie przejście, na czerwonym i zatrzymał się pare metrów ode mnie. Jakbym wyciągnęła rękę bym go dotknęła. I weź tu nie zejdź na zawał.

    Jako rowerzystkę wkurza mnie wyjeżdżanie bez obejrzenia się jeżdżenie w słuchawkach, przejeżdżanie chodnikiem, aby ominać czerwone światła (szczególnie jak piesi są), jeżdżenie chodnikiem, jeżdżenie bez kamizelki po zmierzchu (bo to taka siara co nie?).

    Niestety rowerzyści muszą uważać bardziej niż kierowcy. Jak samochód walnie w rower to kierowcy nic sie nie stanie. A rowerzysta nawet nie zdąży powiedzieć, że przecież to on miał pierwszeństwo.

  • Ja bym dodał jeszcze to co mnie strasznie irytuje u rowerzystów. Ścieżka rowerowa plus skrzyżowanie i światła. Ja np. przestrzegam tego i trzymam się zawsze prawej strony i gdy jest już inny rowerzysta czekając na zielone staję za nim jak samochody na ulicy. Wielu również tak robi i się robi ładny sznurek za mną i naprzeciwko podobnie. Niestety jest to rzadszy przypadek, częściej jest tak, że stoję za jednym, a po lewej ustawie się jeszcze dwóch przy samej jezdni, jeden po prawej i po drugiej stronie to samo. Ruszyć w takim gąszczu to jest często paranoja i kończy się to tak, że spotykając się na środku ulicy wszyscy unikają lewo prawo, wjeżdżają ludziom na pasy i robi się jeden wielki chaos uliczny. Nagminnie widzę takie zachowania we Wrocławiu, a jak kiedyś zwróciłem jednemu uwagę to powiedział mi tylko „spier****j”. Kiedyś też byłem świadkiem jak tacy rowerzyści, co jak mrówki się ustawiają tworząc koło zamiast sznurek potrącili starszą osobę na środku jezdni do tego rozbijając jej połowę zakupów. Chamy się nawet nie zatrzymały, tylko pojechały jak najszybciej, by uniknąć odpowiedzialności

  • Widzę że też jesteś z Łodzi. Co to tego dodałbym pieszych wychodzących na ścieżki gdzie nawet nie spojrzą czy nie jedzie rower. Reszta pięknie się zgadza wymuszanie przez samochody praktycznie nie ma tyg abym nie miał takiej sytuacji . I jeszcze denerwująca rzecz u rowerzystów mianowicie światła , przejazd rowerowy i wszyscy muszą stać jako pierwsi i tacy jadą na siebie nie ważne że ktoś jedzie prawidłowo po prawej stronie , jadą na Ciebie bo musieli się ustawić wszyscy jaki pierwsi …

  • do tego denerwującym błędem rowerzystów, i to dla innych rowerzystów jak i kierowców samochodem jest brak sygnalizacji „gdzie chce skręcić” warto o czymś takim pomyśleć bo nie jesteśmy sami na drodze.

  • Ja chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jedno bardzo niebezpieczne zachowanie kierowców tirów na szosach. Na szosie jak to na szosie rower potrafi jechać z dość sporą prędkością powiedzmy 30km/h i niejednokrotnie zdarzyło się że wyprzedzający mnie tir zaczyna zjeżdżać do boku jak ledwo tylko minie mnie kabiną zmuszając mnie do zjazdu na pobocze co przy dużej prędkości i zwykle złym stanie pobocza jest bardzo niebezpieczne, jeżeli obok drogi jest chodnik z wysokim krawężnikiem to już w ogóle masakra.

    • Na szosie rower powinien osiągać prędkość 40 km/h. Jeśli jest mniej, to droga ma złą jakość.

  • Jakieś 2 lata temu wpadłem na pomysł że założę światła i będę świecił też w dzień, jaki był tego efekt? Średnio co drugi dzień zatrzymywała mnie policja i kazali dmuchać w mikrofon. Kapujesz? Co drugi dzień. W końcu zacząłem im awantury robić że chcę zaświadczenia o wyniku kontroli, oni oczywiście że nie dadzą. Ale tknęło mnie coś pomyślałem że przecież tak nie było, zdjąłem światła, i … się odwalili, od tamtej pory ani razu.

    • Może po prostu zaczęli Ciebie zauważać.

      Nikt Ci nie da na drodze zaświadczenia z wyniku kontroli. Skoro już miałeś okazję tyle razy „dmuchać” to wiesz, że „paragon” dostaniesz tylko na komendzie.

      Swoją drogą gdzie mieszkasz, że policja tak często i chętnie usiłuje ogarnąć problem pijaczków na drodze? Byliby wzorem dla innych miast.

        • Jak już tak operujesz statystykami, to podaj ilu (szacunkowo — są dane na podstawie kontroli policyjnych) jest nietrzeźwych* kierowców na drogach. Okaże się ilu krotnie więcej wypadków powodują nietrzeźwi ze swojej grupy do tej „trzeźwej”.

          *1.8% w 2013 roku. Czyli pijani są ponad dwukrotnie częściej sprawcami wypadków.

          • Trzeźwi są sprawcami 96% wypadków, czas się zająć tymi 96% a nie robić w mediach sztucznego problemu. Przeczytaj sobie raport za 2015 rok. Każda informacja w mediach o wypadku ma dołączona notatkę czy kierowca był trzeźwy, po co ?

          • Dokładne dane:

            „W 2015 roku nietrzeźwi użytkownicy dróg uczestniczyli w 3 128 wypadkach drogowych,
            z czego spowodowali 2 211 wypadków, w których zginęło 318 osób, a 2 535 osób
            zostało rannych. Najliczniejszą grupę nietrzeźwych sprawców wypadków stanowili
            kierujący pojazdami, którzy spowodowali 1 575 wypadków, w których zginęło 218 osób,
            a ranne zostały 1 973 osoby. W odniesieniu do ogólnej liczby wypadków spowodowanych
            przez kierujących pojazdami, nietrzeźwi stanowili 5,8%. W porównaniu do roku ubiegłego
            zmniejszyła się liczba wypadków spowodowanych przez nietrzeźwych kierujących o 263
            (-14,3%), zginęło mniej osób o 38 (-14,8%) oraz zanotowano mniej rannych o 340 osób
            (-14,7%).”

            Ilu jest nie trzeźwych ? Mam lepsze pytanie. Ilu nie złapano ?
            Nie ma takich danych ilu jeździ po spożyciu piwa. Po 1 piwie dorosła osoba ma 0,3 promila i jest uważana za nie trzeźwego, co jest totalną bzdurą, porównywać 0,3 promila do 1 promila. We Francji czy Niemczech nie miałem takiego problemu aby wypić jedno piwo czy kieliszek wina do obiadu, nikt z tego powodu nie traktował mnie jako przestępcę. W Polsce za to mogą ci odebrać prawa rodzicielskie, po po spożyciu nawet nie możesz iść z dzieckiem na plac zabaw, bo zostaniesz oskarżony o zaniedbanie.

  • Innymi częstymi zachowaniami są prowadzenie roweru po ścieżce rowerowej, oraz przeprowadzanie roweru przez jezdnię po pasie rowerowym przy przejściu dla pieszych :)

  • Ja dorzucam do błędów rowerzystów jazdę bez trzymania kierownicy. W dodatku z rękami w kieszeniach.

    • To ja dorzuce do tego jeszcze jazde z fajem w zebach, co mnie totalnie rozwala za kazdym razem kiedy to widze, niczym za kazdym razem na nowo zachwycajacy helikopter. W ogole fenomen polaczenia jazdy na rowerze z zatruwaniem sie jakims cuchnacym zielskiem… no ludzie… o_O

      Jazde bez trzymanki osobiscie rowniez stosuje i zapewne nie jestem jedynym, jednak zazwyczaj za miastem, celem chwilowego odciazenia nadgarstkow i rozciagniecia plecow kiedy jestem w jakiejs dluzszej trasie, upewniwszy sie wczesniej, ze nic z tylu nie nadjezdza. Jazda z rekoma w kieszeni to gruba przesada, spotykana raczej rzadko i w wiekszosci wsrod nastoletnich rowerzystow, pragnacych zyskac wzgledy u mocno oddzialujacej na ich hormony samicy badz szacun ziomali na dzielni. ?

  • Przepraszam że się wtrącę…powiedzcie mi proszę,co zrobić w przypadku,gdy muszę jechać główną,dość ruchliwą,niezbyt szeroką drogą na której to pobocze jest zniszczone na tyle mocno,że utrzymanie toru jazdy na rowerze jest trudne.Jechać po jezdni czy ze względów bezpieczeństwa lepiej jechać po chodniku?.

    • Zgodnie z prawem: po ulicy. Chyba że tam można jechać szybciej niż 50 km/h, a chodnik ma minimum 2 metry szerokości.

      Pomijam skrajnie złe warunki pogodowe lub dziecko do lat 10.

      A praktyce czasem lepiej poszukać objazdu, albo jak kierowcy zdecydowanie przesadzają z prędkością, to chyba bym wybrał chodnik, o ile jest pusty (wiem, że nie jestem konsekwentny w swojej wypowiedzi, ale rozumiem obawy).

  • I tak jeszcze w temacie – ddr (ddrip), jezdnia czy chodnik – warto w tych dwóch ostatnich przypadkach skupić się na podstawowym elemencie – czyli BEZPIECZEŃSTWIE !Rower na chodniku (oczywiście pomijam IDIOTÓW – bo tacy znajdą sie w każdej grupie, rowerzystów także…) – w razie kolizji – parę podrapań, siniaków , parę mocnych słów o osobie i jej przodkach bliższych i dalszych, i to by było na tyle…. Kolizja na jezdni rower + auto – no tu już bez pogotowia a nawet szpitala to trudno się obejsć, a zdarza sie i najgorsze…. I wina nie ma tu nic do rzeczy – żadna to pociecha, że kto inny był winny jak leżysz połamany w szpitalu czy opłakujesz najbliższych…. Dlatego – sorki, ale jak mam wybór – wpychać się w gęsty ruch samochodowy czy jechać chodnikiem – zawsze wybiorę chodnik !

  • Mam pytanie co do ulic jednokierunkowych (np. o dwóch pasach ruchu), o normalnej dopuszczalnej prędkości, bez kontrapasu dla rowerzystów. Jak mam się nimi poruszać? Pod prąd nie pojadę, chodnikiem mi nie wolno. Czyli trzeba nadrabiać drogi wybierając trasę , po której można jechać przepisowo?

    • Trzeba nadrabiać drogi.

      Albo zebrać się w grupę zainteresowanych i lobbować za kontrapasem w urzędzie. W miastach gdzie je wprowadzono się sprawdzają. Jeśli w Twojej okolicy są aktywne stowarzyszenia rowerowe, albo oficer rowerowy w urzędzie, to warto uderzyć.

      • Dzięki za odpowiedź. Tak właśnie myślałam. Akurat w miejsce, o którym myślę wybieram się dość rzadko i nie trzeba by nadrabiać dużo drogi, ale nie sądzę żeby w ogóle był możliwy kontrapas w tym miejscu. Przy lewej krawędzi jezdni są wyznaczone miejsca parkingowe, które są tam bardzo potrzebne, bo np. jest tam dość popularny wydział uczelni, więc przez cały tydzień parkingi wzdłuż ulicy są zastawione.

        • Miejsca parkingowe nie muszą być przeszkodą. Często jest układ: parking-kontrapas-pas jezdni. Pytanie na ile jest obecnie szeroki pas jezdni i aktualne ograniczenie prędkości. Jedyny zgrzyt widzę gdy kierowcy parkują jak popadnie i zaczną blokować kontrapas.

          • Ograniczenie do 50km/h, dwa dość wąskie moim zdaniem pasy ruchu i niestety właśnie to że przez to że każdy by chciał zaparkować zaraz pod uczelnią to w tym jednym miejscu różne rzeczy się widuje. Na szczęście przecznicę dalej jest analogiczna ulica jednokierunkowa z przeciwnym kierunkiem ruchu. Jednak miasto mogłoby coś w tej kwestii pomyśleć, bo jest to ścisłe centrum, a w dodatku sami zachęcają do jazdy rowerowej w tych okolicach, bo jest tam spore stężenie stacji roweru miejskiego. Niestety same ulice w tej okolicy niezbyt zachęcają by się po nich poruszać, ze względu na duże natężenie ruchu i brak udogodnień (np. skandalicznie mała ilość stojaków rowerowych).

  • Jazda po chodniku, V max >50km/h i rownoczesnie chodnik min 2m i brak ddr.
    Samo > 50 i brak ddr to za malo, musi byc min 2m szerokosci chodnik.
    Art.33 ust 5 pkt 2

      • Łukasz,
        jestem z Wrocławia i widzę tu mnóstwo opisywanych przez Ciebie rozwiązań jednak CODZIENNIE spotykam się z miejscami gdzie tych rozwiązań nie ma i dopiero gdy kierowca lekko się odsunie od krawężnika rowerzysta może sobie podjechać. Uważam, że zawsze warto ze sobą rozmawiać (między poszczególnymi grupami użytkowników dróg).

  • ad. 1 Niestety, ale kierowcy bardzo często wymuszają pierwszeństwo. Z resztą w zeszłym tygodniu miałem taki przypadek. Kraków, skrzyżowanie Półłanki i Ch. Botewa. Jadę z Półłanki, przed światłami zjeżdżam na DDR. W międzyczasie kierowcy dostali czerwone światło i zapaliła się strzałka do skrętu w prawo (w T. Śliwaka). Nawiązując do ad. 2 zwolniłem przed samymi pasami (jest wydzielony przejazd dla rowerów), i mam już intensywniej ruszyć, gdy tuż przed kołem wyjechał mi pojazd. Kierowca mimo, że widział, że pali się zielone światło da przechodniów i rowerów, olał sprawę i sobie przejechał, patrząc się na mnie jak na nie wiadomo kogo. Gdyby nie to, że żal mi roweru, strach przed jakimiś uszczerbkami na zdrowi oraz ogólnie całą problematyką wypadku, chętnie bym takiemu wjechał pod koła.
    ad. 4 Problemem jazdy po chodniku bardzo często jest „wyganianie” przez kierowców. Średnio raz, na jakieś 50km jazdy, na rowerze jakiemuś kierowcy nie podoba się fakt, że musi wyprzedzić rowerzystę i trąbi. Do tego dochodzą liczne wyprzedzania (ad. 5), ledwo co. Kilka razy miałem sytuacje, że lusterko musnęło mi kant koszulki. Do tego skrajnie niebezpieczne są manewry, gdy wyprzedzają się na wąskiej drodze samochodów jadące z nad przeciwka – raz zjazd na pobocze uratował mi życie, gdyż jakiś, mówiąc kolokwialnie wieśniak w BMW, na wsi, jadąc przeszło 100km/h, wyprzedził inny samochód aja jadąc swoją drogą, nagle byłem na wysokości kierowcy.
    Jeszcze jedną rzeczą, którą można by dodać, a we wpisie nie było, jest wymuszanie pierwszeństwa na rowerzyście, samochodem, który włącza się do ruchu. Bardzo często kierowcy widząc nadjeżdżającego rowerzystę olewają fakt, że ma pierwszeństwo i wyjeżdżają tuż przed przednim kołem, wymuszając ostre hamowanie. Gdyby jechał inny samochód zapewne nikt by nie ryzykował zatopienia się samochodu w drzwi kierowcy.
    Osobiście uważam, że podczas robienia prawa jazdy, powinna być minimum 2 godzinna edukacja, że rowerzysta to taki sam uczestnik ruchu jak inny samochód, motor, ciężarówka, itd. W tym mogłoby się zawrzeć teoria, jak poruszać się po drodze, jako rowerzysta. Dodatkowo podczas egzaminu, powinny być sytuacje: wyprzedź rowerzystę, ustąp pierwszeństwa, itp.

  • Dodam kilka własnych:
    1) wyprzedzanie samochodem na/przed przejazdem dla rowerów
    2) jazda samochodem poboczem (poza miastem)
    3) brak oświetlenia rowerzystów lub niewłaściwie ustawione (oślepia innych, zwłaszcza poza miastem)
    4) jazda całą szerokością drogi/ddr niezważając na innych uczestników ruchu
    5) jazda po ddr dzieci poniżej 10 roku życia – nieprzewidywalne
    6) przejeżdżanie rowerem przez przejście dla pieszych – przeprowadzenie roweru uratowało mi kilka razy życie

  • Bardzo dobry filmik. Jeżdżąc rowerem bardzo często spotykam się z tym, że kierowcy wymuszają pierwszeństwo, czasem zdarza się też wyprzedzanie „na gazetę”.

  • Ja jak jadę rowerem do babci to jadę w niezłym strachu.Babcia mieszka na wsi-dwie miejscowości ode mnie.Główne drogi na wsiach przez ktore muszę przejechać są bardzo wąskie na domiar złego nie ma chodnika ani pobocza gdzie mógł bym w wazie czego „uciec” .Zamiast tego tuż przy drodze są barierki.Dodajmy do tego fakt,że w wiosce gdzie mieszka babcia jest zjazd z autostrady… .Że by było gorzej,jakiś urzędnik wpadł na genialny pomysł,by na skrzyżowaniu zlikwidować sygnalizację świetlną,bo oszczędność… .Drogi w wiosce są że się tak wyrażę „przeciążone” .Najbardziej przeraża mnie,gdy słyszę w lokalnym radiu we wiadomościach że zginął pieszy,że zginął rowerzysta,że zginą motocyklista,a o potrąconych dzieciach które idą/wracają ze szkoły już nie wspominam.Na prawdę ciężko to opisać.Po prostu tragedia.Gdy by był chodnik to jechał bym nim,po mimo że niewolno.Jeszcze parę lat temu,tj.gdy nie było autostrady to ruchu na drogach praktycznie nie było.Na drogach byli piesi,jeździli rowerzyści i ogólnie było bezpieczniej.

    • Ano, to jest duży problem, że brakuje na większości dróg sensownego pobocza, choćby o szerokości metra. I bardzo współczuję, że musisz jeździć taką drogą, a domyślam się, że alternatywy nie ma.

  • DDR wiadomo, stworzony został z myślą o cyklistach. Tylko nie wiedzieć czemu jacyś „ynteligenci” z tytułem mgr. przed nazwiskiem decydują o tym by ścieżka była wykonana z kostki. Wysuwam zatem tezę, iż posiadają oni dwu cyfrowy iloraz IQ i nigdy w życiu nie poruszali się na dwóch kółkach. Najwyżej na czterech, w wózku dziecięcym. Dlatego zdecydowanie wolę poruszać się szosą, poboczem oczywiście, niż jeździć zygzakiem po takiej ścieżce co chwilę w dodatku zaliczając slalom pomiędzy mało kumatymi / nie wiem, nie potrafią interpretować znaków, mają problem z odróżnianiem kolorów ????/ mieszkańcami pewnego miasta, którzy to lubią sobie spacerować z pociechami tudzież pieskami zamiast ruszyć się parę metrów dalej na deptak dla pieszych blisko dwu i pół metrowej szerokości. Co do rozmawiania przez telefon to osiołków nie brakuje z każdej ze stron. Plaga. I oczywiście jazda „rojem” bez ustąpienia osobie nadjeżdżającej z naprzeciwka miejsca w moich okolicach to już standard. Co niektórym kierowcom zalecałbym ponowne udanie się na egzamin z prawa jazdy z uprzednią wizytą u lekarza specjalisty psychiatry – w Polsce wciąż obowiązuje ruch prawostronny! Nie tak dawno miałem tę „przyjemność” przekonać się na własnej skórze jak to jest mieć śmierć w oczach. Takie przypadki prowadzenia auta powinny być piętnowane i po za karą utraty dożywotniego prowadzenia auta taki kierowca na co najmniej 5 lat czapy w izolatce winien spędzić. Pociesza mnie fakt, że nieraz zdarzają się nad wyraz kulturalni co potrafią do łez swoją uprzejmością doprowadzić. Najlepsza zabawa jest, kiedy obie strony są tak kulturalne, iż żadna nie chce ustąpić. :))

    • W Łodzi na całe szczęście, nowe DDR-y robione są już z asfaltu. Ale jak się pojeździ po Polsce, to można niezłe cuda infrastrukturalne zobaczyć. Często niestety projektowane przez ludzi, który na rowerze nie jeździli od pierwszej komunii.

          • Z płyt to jeszcze pół biedy.Na leśnej DDR łączącej Pawłowice ze Strumieniem(woj.śląskie) można spotkać…motory typu enduro/cross(chodzi mi o te typowo terenowe motory )a czasem,głównie w niedzielę na tej DDR pojawiają się również quady.Nie wiem jak sprawa ma się tam obecnie,bo od jakiś 3mies. nie jeżdżę tą ścieżką-powód jest oczywisty.Z tego co spostrzegam,to na leśnych/polnych DDR’ach pojawia się co raz to więcej motomaniaków oraz quadowców.Szkoda że nikt z tym nic nie robi.
            Bezpiecznej jazdy.

            • Z calym szacunkiem, ale wedlug Ciebie, co maja zrobic – wygonic ich z lesnych drog, bo ktos oznaczyl je jako trasa rowerowa? o_O Odrozniasz w ogole miejska droge rowerowa, od sciezyn przez lasy, czy to ja jestem w bledzie i nie dotarlo jeszcze do mnie, ze w lasach buduje sie drogi przeznaczone tylko dla rowerow? Jak mozna w ogole traktowac w taki sposob ludzi, ktorzy badz co badz tak jak rowerzysci, maja swoja pasje, ktora chca w jakis sposob realizowac… Sam spotykam takich ludzi i konczy sie to zazwyczaj na pozdrowieniach, czasem na wspolnej przerwie i krotkiej rozmowie. Wiecej empatii i zyczliwosci dla innych…

              • No cóż niektórym rowerzystom pomylił się las z miastem, i w lesie chcieliby mieć asfalt. Czy to wynik lenistwa – wygody ?

              • No to może wyobraź sobie teraz wąską leśną drogę zrobioną na nasypie.Na tak wąskiej dróżce ledwie co miną się dwa rowery,a co dopiero motor i rower,albo nie daj boże,quad i rower.Rowerzysta z reguły nie ma wyjścia i musi usunąć się jakiemuś d’ebilowi.
                A tak na zdrowy rozum,to drogi dla rowerów są przeznaczone dla rowerów,nie dla motocyklistów.Gdy by na DDR’ach mogli jeździć motocykliści to porzucił tym już dawno tę rowerową pasję.

              • Tak tez uczynilem – wyobrazilem ja sobie, jednak wciaz mi to do konca nie wyjasnia, ze drogi rowerowe przez las i pole z przeznaczeniem wylacznie dla rowerow, jako takie istnieja. Wspomnialem o tym wczesnie, zadajac pytanie:

                Odrozniasz w ogole miejska droge rowerowa, od sciezyn przez lasy, czy to ja jestem w bledzie i nie dotarlo jeszcze do mnie, ze w lasach buduje sie drogi przeznaczone tylko dla rowerow

                ale najwyrazniej sibie tego nie wyobraziles. ? Chcialbym miec orient, czy masz faktycznie podstawy nazywac tych motocyklistow debilami, tym bardziej, ze osobiscie z DDR’ami przez las i pole jeszcze sie nie spotkalem. Owszem spotykam szlaki rowerowe przebiegajace przez parki krajobrazowe, lasy, pola i rowniez drogi asfaltowe, ale takie ich oznaczenie nie wyklucza uzytkowania ich przez motocyklistow, zwlaszcza na cross’ach i enduro, jak rowniez przez inne pojazdy w przypadku drog asfaltowych, co dla kazdego z wymienionych reguluja odrebne przepisy, stosowne do kategorii pojazdu. No i tak jak napisales – z reguly kiedy jade rowerem przez jakis las, park krajobrazowy i temu podobne, usuwam sie z drogi tym, ktorzy moga szybciej, dalej i wiecej, i poki co zadna zylka mi od tego w dupie nie pekla, wrecz przeciwnie, milo jest wymienic z kims w lesie gesty przyjazni. ?
                Moze masz jakies zdjecie tej drogi, o ktorej pisales i moglbys je tu udostepnic? Chetnie osobiscie zobacze, czy faktycznie slusznie nazywasz tych ludzi debilami.

        • W Gdańsku, na Przymorzu (koło falowca) jest DDR z płyt ażurowych (a przynajmniej była rok temu).

      • Lukasz, trzeba wziac poprawke na fakt, ze wiele takich wynalazkow pochodzi z odzysku i rozwazyc, czy lepszym jest dla nas, ze sa jakie sa, czy lepiej, zeby nie bylo ich wcale. Osobiscie znam kilka takich miejsc, w ktorych zastosowane adaptacje nie powinny zaistniec, co w efekcie koncowym zwiekszyloby bezpieczenstwo, niestety wciaz jest tak, ze jedni chetnie biora, a drudzy jeszcze chetniej daja, by wspolnie osiagnac korzysci na jakiejs tandetnej inwestycji. Jednym z takich ewenementow, ktorych nie potrafie ogarnac rozumem, jest wymalowana w kolorze krwistej czerwieni sciezka szerokosci srednio ~1.2m, ktora nagle zwezana jest kwadratowa wysepka umieszczona na tej sciezce do ~40cm, na okolicznosc ustawienia na niej znaku C-10, plus tabliczka, ze nie dotyczy rowerow. Moja kierownica w Walecznej ma 66cm, lokcie wychodza poza nia z pewnoscia okolo 10cm, wiec, zeby pokonac ten wynalazek bez uszkodzenia lokcia badz wdzianka, ktore mam na tym lokciu, musze zdecydowanie zwolnic, a przynajmniej mocno zblizyc sie do krawedzi jezdni i wciagnac lokiec, albo pochylic sie w kierunku rowu, co uatrakcyjnia mi fakt, ze mam lekko pod gorke. Jakis czas temu zatrzymywalem sie i obracalem ten znak razem z tabliczka, ale kilka kolejnych przejazdow w przyszlosci utwierdzilo mnie w przekonaniu, ze tak ma byc, a ja najwyrazniej sie nie znam. ?

    • Kostka wbrew pozorom kest spoko, ale musi to byc kostka o odpowiedniej fakturze i jakosci. Zdecydowanie do dupy jest popularna kostka chodnikowa typu prostokaty, z mocno fazowanymi krawedziami, ulozona wzdluz drogi. Efekt jest taki, ze niezbyt przyjemnie jedzie mi sie po tym na MTB, rzuca mi kolo na lewo i prawo, a co dopiero kiedy ktos porusza sie po niej na szosie, czy chocby wezszej od MTB oponie cross’owej. Jakis czas temu mialem przyjemnosc podrozowania okolo 4km po kostce ulozonej wzdluz walu przy Wisle, na odcinku Stezyca – Deblin, gdzie kostka byla zupelnie plaska, a cala ta sciezka byla rowna jak stol. Z doswiadczenia wiem, ze taka kostka po deszczu schnie szybciej niz asfalt, wiec tu zastosowanie kostki akurat na plus. Niestety tanie badziewie stosowane nagminnie w miastach, istotnie moze powodowac lekkie wkurw… lekka irytacje. W sumie nie dziwne, ze ci cokolwiek ograniczeni piesi, wciaz lgna do tych sciezek rozniacych sie od chodnika wlasciwie tylko kolorem. Ostatnio jakis koles lecial sobie rowerkiem pod prad, dzierzac w dloni sznureczek, na koncu ktorego przywiazanego mial pieska. Rzecz jasna koles w prawo, piesek w lewo, a Waleczna gora, nad sznurkiem. Zawracam do kolesia, mowie, ze ta sciezka jest tylko w jednym kierunku, ze jedzie z tym wiernym kompanem na sznurku pod prad, a on mi ma to, ze jedzie sobie chodnikiem… o_O
      Z reszta Twoich doswiadczen sie zgaszam, nie mam wlasciwie nic do dodania, poza tym, ze wczoraj na trasie Gora Kalwaria – Kolbiel, doswiadczylem wszelkich zjawisk, jakich mozna doswiadczyc za sprawa kierowcow. Standardowo niekonczacy sie sznur TIR’ow i cala masa poirytowanych idiotow, ktorym ich obecnosc tak bardzo przeszkadza, plus wyscig kto pierwszy do ronda w Kolbieli. Efekt gazety poczulem dziesiatki razy, spotkalem rowniez co najmniej jednego idiote, ktory wyprzedzal z przeciwka, bo to tylko rower, jakby co, to sobie zjedzie do rowu, ucieknie i takie tam. Oczywiscie nie zabraklo rowniez tych, co to mimo przerywanej lini na osi jezdni, nie widza potrzeby przekraczac jej na okolicznosc wyprzedzania rowerzysty. Generalnie najmiejsze zagrozenie odczuwam na trasie ze strony kierowcow TIR’ow, ktorzy ewidentnie pogodzeni sa z obecnoscia rowerzystow na drodze i nie maja problemow tak z zachowaniem bezpiecznej odleglosci, zostawieniem miejsca po prawej dla rowerzysty nadciagajacego z tylu, nawet jesli widziany byl setki metrow przed skrzyzowaniem, jak rowniez stosownym dochamowaniem tudziez zwolnieniem, kiedy z braku miejsca musza przeciskac sie w bliskiej odleglosci od rowerzysty. To tylko takie podstawowe kwestie na plus, ktore zupelnie odwrotnie wygladala w wykonaniu wiecznie na wszystkich wk’rwionych kierownikow osobowych klatek. Rzecz jasna nie twierdze, ze tak jest wszedzie, nie wszedzie mialem okazje pojezdzic rowerem, ale tu na Mazowszu tak to wlasnie wyglada – kierowcy TIR’ow w zdecydowanej wiekszosci moga byc wzorem dla innych, tak jak warszawscy kierowcy wzorem sa w kwestii swiadomosci istnienia posrod nich motocyklistow. Najbardziej niebezpieczni sa dla nas ludzie wiecznie majacy pretensje do swiata, nieprzystosowani do zycia wsrod innych, gleboko wierzacy, ze to jest wlasnie ich czas, ze teraz oni sa centrum wszechswiata i tylko oni teraz moga rzadac od innych wszystkiego co dla nich najlepsze, nie dajac od siebie nic w zamian.

  • Dużo komentarzy a nie mam czasu czytać. Chciałbym dorzucić 3 grosze.

    Grzeszki rowerzystów.
    1) Bezmyślne wyprzedzanie z prawej strony „bo mogę”. Nawet gdy dojeżdżamy do skrzyżowania, nawet gdy pojazd ma włączony prawy kierunek. Nawet inne rowery.

    2) Źle ustawione silne światła i nie ma znaczenia czy stałe czy strobo. Notorycznie widuje gwiazdorów z latarkami na diody XM-L ustawiony żeby oświetlać znaki nad pasami a nie drogę przed rowerem.

      • A jak to się ma do przepisów? ;-)
        Jak dobrze wiesz, nie wolno mieć mrugającego światła w rowerze. Poza tym przyjęło się, że mrugające światło to sygnał wzywania pomocy. Inna sprawa, że mrugające światło może wywołać napad padaczki u kierowcy (o której może nie wiedzieć, że ma) i wtedy będzie problem…

        • „Jak dobrze wiesz, nie wolno mieć mrugającego światła w rowerze.”

          ?!

          Zdaje się, że przepisy jak najbardziej na to pozwalają.

          Co do tej padaczki: prędzej się wkurzy i mu ciśnienie podskoczy, a nie będzie miał padaczkę (nie te częstotliwości).

          Nie jestem fanem migających lampek, ale opierajmy się na faktach.

          • Ja się opieram na badaniach naukowych. Wystarczy zobaczyć wyniki badań Austriackich. Świecenie nie jest dobrym rozwiązaniem. W USA i Japonii doszli do podobnych wniosków

        • Niestety przespałeś nowelizację przepisów, która była cztery lata temu.

          PoRD, Art. 56, ust. 1, punkt 1. W przypadku roweru i wózka rowerowego dopuszcza się migające światła pozycyjne.

          Nie wiem niestety w jakim kraju przyjęło się, że migające światło to sygnał wzywania pomocy, ale w takim razie chyba wszyscy kierowcy sygnalizując manewr skrętu, proszą się o pomoc :)

          Nie wypowiadam się o osobach z padaczką, ponieważ nie znam dokładnie tej choroby. Ale z tego co wiem, nie jest zalecane, aby takie osoby prowadziły samochód. I nie chodzi o lampki rowerowe.

        • Przespałeś przepisy, sugerujesz jakieś farmazony tyczące przyjętych norm i zachowań w sytuacjach awaryjnych oraz możliwych skutków stosowania migaczy u kierowców? – nie trolujesz aby przypadkiem zbyt mało skutecznie? – jeśli chcesz aby Twoje domniemane „prawdy” miały rację bytu znajdź argumenty na czasie wraz z cytatem który uprawomocni Twoje wymysły.
          Dawno nie czytałem takich głupot n/t mrygającyh latarek i ic wpływu na zdrowie kierowców …
          masakra

          • Nie ma żadnego powodu aby rowerzyści używali migających lamp. Wszyscy inni są w nocy widoczni a nie migają

            • Moim zdaniem lepiej widać rowerzystę z większego dystansu, jak ma migające światełko z tyłu niż stale świecące. Wiem z własnego doświadczenia, że niejednokrotnie widziałem takowego wcześniej, niż mając stale świecące.

              Z resztą nawet w F1 mają tylne światło migające na czerwono, by podczas deszczu, neutralizacji, itp. było widać bolid.

              • Jeździsz podczas deszczu. Po drugie gdyby to było dobre rozwiązanie wprowadzono by je w samochodach. Migające światło ma za zadanie skupić uwagę kierującego na tym migającym obiekcie, co powoduje ze kierowca nie zwraca uwagi na nie migające obiekty, albo niedoświetlone jak pieszy. Co robi kierowca widzący uprzywilejowany pojazd z włączonymi migającymi światłami ? zwalnia i ustępuje miejsca, rower nie jest uprzywilejowanym pojazdem. Skutery nie posiadają migających świateł a są widoczne. Przepisy prawa nie zabraniają ci posiadać dwa tylne czerwone światła. Autor bloga na filmie nie ma włączonych lamp w dzień, a film w warunkach nocnych przedstawia to wyraźnie ze migające światło utrudnia kierowcy ocenienie pozycji i prędkość rowerzysty.

              • Na co dzień jeżdżę z włączonym, migającym oświetleniem roweru. Także w dzień.

                Jeżeli chodzi o porównanie widoczności samochodu z rowerzystą czy skuterem, to jest ono bardzo nietrafione. Rowerzysta jest dużo, dużo mniej widoczny, bo jest po prostu mniejszy. I zazwyczaj nie jeździ środkiem pasa.

              • Na filmie nie świecisz, po drugie po co świecić jak jest jasno, to jest bez sensu. Latarnia w dzień nie świeci a jej obwód jest mniejszy niż ty masz w pasie. Piesi nie chodzą z latarkami a są widoczni na przejściach po pieszych w dzień

              • Na filmie nie świecisz, świecenie w dzień jest bez sensu. Latarnie w dzień nie świecą a ich obwód jest mniejszy niż obwód twojego pasa. Jeżdżenie środkiem pasa 20km/h utrudnia ruch drogowy. Piesi przechodzący przez jezdnię nie chodzą z latarkami w dzień a są widoczni.

              • Widzę, że nie jeździsz samochodem, albo jeździsz bardzo mało. Są sytuacje, gdzie rowerzysta ginie w cieniu i oświetlenie pomaga w jego szybszym dostrzeżeniu.

              • Kula w płot, jestem zawodowym kierowcą
                Jak dla mnie, wyjasnia to ostatecznie Twoja beznadziejna, pozbawiona logiki postawe, jaka z rozmachem i uporem, bedac przekonanym o swojej racji, zaprezentowales w swoich komentarzach w temacie, za nic majac konkretne i rzetelne argumenty innych, ktorzy zdecydowanie maja w kwestii oswietlenia wieksze od Twojego pojecie, wynikajace nie tylko z ogolnie przyjetych przepisow, ale rowniez wlasnych doswiadczen za kierownica roweru i samochodu, na podstawie ktorych owe przepisy dla nas wszystkich powstaly. Generalnie nagadales sie, wlozyles w to duzo niepotrzebnych emocji, ale nic prawdziwego, a tym bardziej pouczajacego w tych wypowiedziach nie zawarles. Zebys mial jasnosc, odpowiedzi do Twoich postow pojawily sie, by Twoje dalekie od rzeczywistosci teorie nie zaszkodzily innym, zwlaszcza mlodszym rowerzystom, ktorzy sila rzeczy trafia tu na nie, kiedy zajrza tu po kolejne porady doswiadczonego cyklisty – nie dlatego, ze ktos mial ochote sie z Toba spierac, uzerac, czy jakkolwiek to zwal, bo Ty masz jakies tam swoje skrzywione wyobrazenie, ktorego uparcie, wbrew wszystkiemu sie trzymasz. Ode mnie tyle – nie mam absolutnie przyjemnosci debatowac z kims takim, wole to juz przemilczec i zaoszczedzic nerwow sobie i Lukaszowi. Szerokiej i bezpiecznej drogi Ci zycze i wbrew Twojej postawie, jak najwiecej rowerzystow z migajacym oswietleniem w rowerach, ktore pozwoli Ci na czas ich zauwazyc, odroznic od innych uzytkownikow ruchu i zjawisk panujacych na drodze i zareagowac adekwatnie do zarejestrowanej sytuacji. Z pozdrowieniami.

              • No właśnie, jak brak naukowych argumentów to potem kończ się to jakaś personalną dyskusja. Podaj mi wyniki badań potwierdzające twoją teorię.

              • Łukasz, jeśli tobie piesi lub rowerzyści giną w cieniu to zapraszam do okulisty. Piesi latem wolą iść w cieniu drzew , bo w pełnym słońcu taki spacer w upalny dzień nie należy do zbyt przyjemnych. W cieniu stoją często znaki, a znaki widać, znaki maja powłokę odblaskową , ale żadna latarka w letni dzień nie doświetli znaku. Samochody z dziennymi światłami nie mają włączonych tylnych świateł a widać je z daleka . Ile pokonuję? Służbowo 1200- 1300 km tygodniowo. I co to zmienia ?

              • A gdzie ci rowerzyści idą w cieniu? Rozumiem, że masowo ulicą, szczególnie po pasie drogowym tak jak rowerzyści? I pewnie z tą samą prędkością?

                „Samochody z dziennymi światłami nie mają włączonych tylnych świateł a widać je z daleka .”

                Jako osoba z takimi „dużymi” przebiegami tygodniowymi pewnie wiesz czemu światła dzienne z przodu są ważniejsze niż z tyłu (przy okazji może wyjaśnisz mniej doświadczonym kierowcom).

              • Skoro widać tyl bez świateł na 300m , to i przód na 300m. W Polsce panuje masowa hipnoza-halucynacja, rowerzysta wjeżdża w cień i robi się przezroczystym ?

              • 300 metrów w każdą stronę? Zgoda, nie sprawdzałem. Tylko w którą stronę zazwyczaj porusza się samochód i z jakiej strony wolałbyś go zobaczyć wcześniej?

                (taka mała podpowiedź do mojej ostatniej prośby).

              • Samochód mnie wyprzedza, więc i tak go nie widzę do póki mnie nie wyprzedzi, a lusterka na kierownicy nie mam. Moje MTB do czegoś innego służy, w miejskim to bym sobie zamontował, bo w takim mi na zwrotność i szybkości nie zależy, zresztą miejski służy do wygodnego przemieszczenia się po mieście, no i pozycja bardziej wygodna.

              • Podpowiedź druga: pojazd A (dla ułatwienia samochód) zbliża się do skrzyżowania. Pojazd B (rower) jedzie też w kierunku skrzyżowania, ale z prawej strony (skrzyżowanie równorzedne, albo to przejazd rowerowy, A wyjeżdża z bocznej uliczki itd.), co gorsza w słoneczny dzień w cieniu. O ile wcześniej pojazd A zobaczy B i ile będzie miał czasu na podjęcie decyzji (jechać, zatrzymać się itd.) gdy B jednak będzie miał włączone przednie światło?

                Żaden z pojazdów (szczególnie rower) nie jedzie do tyłu.

                Więcej podpowiedzi nie będzie. To nie Familiada. :D

              • 1.Z zasady gdy mamy do czynienia ze skrzyżowaniem równorzędnym, to przed skrzyżowaniem trzeba się zatrzymać lub zwolnić do takiej prędkości aby móc się upewnić czy ma się pierwszeństwo :)

                2. Skoro pojazd lub rower jest z prawej strony, to i tak widzę go z boku a nie z przodu (na wprost) , ściślej lewy róg.

                3. W mieście przez ścianę nic nie zobaczysz więc i tak pozostaje się zatrzymać aby się upewnić.
                4. Pojazdy duże tzn ciężarówki, dostawcze duże o max DMC mniejszej lub równej 3,5 tony i tak mają mocno ograniczoną widoczność w prawo. Patrz pkt 1.

                5. Skrzyżowanie równorzędnie, na którym ulice nie wszystkie krzyżują się pod kątem prostym mają duże ograniczenie widoczności. Patrz pkt 1.
                6. Na „wsi” , na krzyżowaniu gdzie nie ma drzew czy innych barier architektonicznych utrudniających widoczność, zobaczę dojeżdżający pojazd do krzyżowania, zanim dojadę do skrzyżowania.
                7. Jak nie widzisz pojazdu czy roweru z odległości 50 metrów, to czas odwiedzić okulistę.

                Skoro widzę pojazd z przodu, jadącego w moim kierunku, i widzę pojazd jadący przede mną, bo mnie wyprzedził, to tym bardziej zobaczę bok samochodu , w końcu powierzchnia boku jest większa niż przodu czy tyłu.

                Tak samo z rowerem, ba rower nie raz mnie wyprzedzi w mieście z prawej strony, widzę go w lusterku.

              • I Ty pisałeś, że przejeżdżasz jakieś tysiąc kilometrów tygodniowo… Punkt 6 mnie osłabił całkowicie. Gdzie widziałeś wieś bez drzew i „barier architektonicznych”? Na Kamczatce?

                Ja odpadam… :D

              • Sieraków Śląski , Wola Krzysztoporska, Jeżowa pow Ciasna, Wędzina pow. Sieraków, mam więcej wymieniać ?

              • Rety!. Wycieli wszystkie drzewa! Budynków i płotów też nie ma? Skandal!

                Wolę Krzysztoporską znam. Mają drzewa, domy, ogrodzenia. Nawet skrzyżowania przy nich. Nie mieszkają w ziemiankach.

              • Kurcze, rowerzyści chowają się za drzewami, (a kuku tu jestem ), a latarki swoim mega mocnymi ledami prześwietlają drzewa na wylot.

              • Zwracam uwagę, że pisałem o widoczności pojazdów w cieniu, a nie świeceniu przez drzewa na wylot. To Twoja wypowiedź. Nie wmawiaj mi ponownie czegoś, co nie napisałem. Nie trolluj, inaczej pisząc.

                W zamian wynajdujesz miejscowości, gdzie nie ma drzew i barier architektonicznych. Miałeś pecha, bo jedną znam doskonale i skłamałeś. Po co? Naprawdę myślisz, że to nie wyjdzie?

              • Skoro jest cień to musi być jakaś przeszkoda dla padającego światła: drzewo, dom, budka z hamburgerami, cokolwiek.
                Co ma do tego latarka, prześwietli te obiekty na wylot ?
                Dalej nie odp. na pytanie. Jak można nie widzieć pojazdu czy roweru dojeżdżającego do skrzyżowania równorzędnego ? Dystans 50m.

              • Świecenie w dzień mimo pewnych kontrowersji związanych głównie z przypisaniem „świecenia” do samochodu i motocykla ma sens – poza miastem głównie, gdzie łatwiej „wyhaczyć” wzrokiem szybkie kontrastujące z otoczeniem światełko na drodze niźli poruszająca się szarawą plamę. W przypadku roweru znowu rozsądek podpowiada że będąc wąskim niekoniecznie plamisto-oczo.bnym stworem na kolarce RACZEJ jestes niezauważonym uczestnikiem ruchu – moim zdaniem warto w miejscach o gęstej przeplatance słońce-cień-słońce zapalić mrygające światełko.
                Udowodniono że impulsy elektryczne w ciele wysportowanego i przygotowanego na zdarzenie/stres człowieka osiągają ok.120 m/s (dotyczy to głównie kierowców rajdowych, pilotów i … graczy ;) ). Skutkuje to reakcją na poziomie 0,30-0,40 s.
                Dla przeciętnego którego zaskakuje się nieoczekiwanym zdarzeniem jest to ułamek wartości – jego reakcje są na poziomie 15-30 m/s czyli około 1 sekundy i więcej.
                Oznacza to jedno – im szybciej mnie zauważą, tym nawet powolna jakakolwiek reakcja typu „o coś jedzie trzeba uważać” odniesie skutek w postaci ruchu obronnego osoby która mnie dostrzeże.
                A mryganie za dnia pełni taka rolę.
                Więcej o dziwo mam problemów z batmanami za dnia niż wieczorem gdy szarawo robi się wkoło – za dnia już z daleka słyszę reakcje dziwne „że jakiś głupol, że idiota, bo świeci” ale reakcje obronne typu zejście ze ścieżki rowerowej czy odsunięcie się bądź komentarz osoby stojąc toru mojej jazdy, a nie w ruchu znacząco podnoszą bezpieczeństwo.
                Jeżdżę rekreacyjnie głównie w weekendy tasy długie miejskie i podmiejskie – widzę poprawę ale wciąż i wciąż dostrzegam te same błędy co roku i u młodych i starych – stosując metodę dziennego walenia po oczach światłem jako argument o swojej obecności widzę pozytywne reakcje na powyższe – moim zdaniem warto tak niźli pięścią czy nogą.
                Metody siłowe obarczone są ryzykiem różnym a poza tym są „niemoralne” ;)

              • Bardzo bym prosił o źródło badań (może być w oryginale).

              • Dziękuję.

                Pierwszy link (dadrl.pl/docs/fema.pdf)

                „A study conducted in 1975 by[…]”

                Najświeższe to:
                „The Japanese Government commissioned its
                own motorcycle masking studies, Morita
                et al 2001 and JASIC 2003. JASIC 2003, ”

                A może jednak jakieś opracowanie bazujące na świeższych obserwacjach?

                Etyka badań naukowych polega na sformułowaniu tezy, pomiarach (czy fizycznych, czy choćby badanie opinii publicznej itp.) i przedstawieniu dowodu. Teza jest, pomiary mało aktualne, dowód siłą rzeczy traci swoją siłę.

                Może jestem trochę zboczony po kilku latach pracy naukowej, ale ten dokument nic nie udowadnia. 40 lat to w motoryzacji przepaść. Czynników wpływających jest już tak dużo, że nie wiesz co jest przyczyną: może to natężenie ruchu, stan aut, a może nawet warunki pogodowe i kryzys paliwowy (choćby ten słynny z lat 70-tych).

                Dokument nic nie udowadnia, ani nie obala.

                Drugi link:
                dadrl.pl/docs/epigus.pdf

                Podsumowanie jest ciekawe. Niby nie ma zalet, ale też nie ma jednoznacznie negatywnej opinii (w zasadzie poza idealną pogodą, gdzie i bez badań wiadomo, że to niewiele daje). No i bazuje na bardzo prostym modelu ludzkiego wzroku, ciekawe na ile poprawnym, bo nie odniesiono się do tego w tekście.

                Trzeci link (dadrl.pl/docs/NHTSA.pdf) po przeczytaniu „Data Sources” sobie odpuściłem, z tego samego powodu co pierwszy.

                Ostatni artykuł był dla „The Association of Drivers against Daytime Running Lights” więc wiadomo jaki będzie wynik, z resztą to nie artykuł naukowy i nikt nawet się na to nie silił.

                Jak mam być szczery to tylko pierwszy miał cechy poważnego badania. Szkoda, że tak nieaktualnego.

              • Od tego czasu prawa fizyki się nie zmieniły. Ewolucja człowieka, mogę śmiało stwierdzić nic się nie zmieniło. Badania, 1975, w tamtych latach w tym Państwie, infrastruktura drogową była rozwinięta na poziomie obecnej Polski. Gdyby to świecenie bylo takie dobre już by to wprowadzili w EU, w Brukseli mają chopla na punkcie nadmiernego bezpieczeństwa. Przez ponad 100 lat jeździli bez i nikomu krzywda się nie działa.

              • Prawa fizyki nie, ale ruch samochodowy, jakość świateł (były wtedy chociaż H4?) itd.

                Bruksela/UE nie ma *nic* do prawa drogowego w krajach członkowskich. Traktat dotyczy swobodnego przepływu towaru i usług.

                „Przez ponad 100 lat jeździli bez i nikomu krzywda się nie działa.”

                Szczególnie, że te 100 lat temu były trochę inne warunki na drogach. :D

              • Akurat ma EU, komisja eu chciała wprowadzić te przepis na terenie całej eu

              • Stwierdzili że nie ma jednoznacznych dowodów na poprawę widoczności.

              • Co mają warunki do widoczności, nic ! Na wsi czy w mieście w dobrych warunkach meteorologicznych z tej samej odległości zobaczę znak, słup, pieszego czy rowerzystę.

              • Zasadnicza różnica jest taka, że rowerzysta zazwyczaj (pomijam efekty relatywistyczne i silny wiatr) porusza się szybciej od słupa, co zdecydowanie skraca czas przeznaczony na reakcję, np. po dostrzeżeniu takiego obiektu wyłaniającego się zza cienia itp.

                Jak Boga kocham. Onet się tutaj robi. :D

              • Rowerzysta który porusza się w tym samym kierunku co ty ?
                Co ty piszesz , latarnia stoi, pojazd jedzie 50km/h, jak jest różnica w prędkości między latarnią z pojazdem ? 50km/h
                Rowerzysta jedzie w tym samym kierunku co pojazd, rower 20km/h, pojazd 50km/h, jaka różnica ? 30km/h

                Wniosek, zawsze szybciej dojadę do obiektu stojącego niż do obiektu „oddalającego się”

                Wyłaniającego się z za cienia w moim kierunku ? Jedzie moim pasem ruchu ? :) pod prąd ? hehe :) W Polsce obowiązuje ruch prawostronny. Każdy jedzie swoim pasem :)

              • „Rowerzysta który porusza się w tym samym kierunku co ty ?”

                Nie. Przeczytaj jeszcze raz co napisałem.

                „Wyłaniającego się z za cienia w moim kierunku ? Jedzie moim pasem ruchu ?
                :) pod prąd ? hehe :) W Polsce obowiązuje ruch prawostronny. Każdy
                jedzie swoim pasem :)”

                I ich drogi nigdy się nie przecinają… nie ma kolizji, wypadków, bo przecież każdy jedzie swoim pasem. Wiesz, coraz mniej wierzę w Twoje 1000km miesięcznie. I nie tylko ja. Z takimi tekstami zapraszam na Onet. Tutaj to nie przejdzie.

              • Tak, masz rację, światła niwelują, a dokładnie uniemożliwiają wymuszanie pierwszeństwa hehe :) Skoro jedzie w moim kierunku to porusza się po swoim pasie, a ja po swoim.
                No chyba że nastąpiła nowelizacja prawa, gdzie rower jedzie pod prąd ?

              • „Tak, masz rację, światła niwelują, a dokładnie uniemożliwiają wymuszanie pierwszeństwa”

                Prośba: nie wmawiaj mi opinii, których nie napisałem. Nie rób tego.

              • No to skoro jedzie w kierunku pojazdu swoim pasem, to niby w jaki sposób pojazd ma go przejechać jadący też swoim pasem ruchu ? I co ma do tego widoczność ?
                Miną się bez względu czy ma włączone światła czy ich nie ma, z cieniem czy bez cienia, w słoneczny dzień.

              • Jest taki element infrastruktury drogowej, co się nazywa „skrzyżowanie”. Widoczność na skrzyżowaniu, to bardzo pożądana rzecz (a gdzie nie).

                BTW. bo teraz to zauważyłem:

                „No chyba że nastąpiła nowelizacja prawa, gdzie rower jedzie pod prąd ?”

                I kolejny element infrastruktury drogowej: „kontrapas”.

                EOT. Wypociny zgłoszone do Łukasza, bo śmietnik się zrobił.

              • Samochody, jadą po kontra pasie ? Nie.
                Samochody jadą po chodniku ? Nie.
                Co do tego mają światła ? Zresztą w mieście gdzie są kontrapasy , obowiązują ograniczenia prędkości <50km/h
                Jak nie widzisz rowerzysty stojącego przy skrzyżowaniu czy jadącego przez skrzyżowanie to problem dotyczy oczu a nie braku świateł.

              • Świecenie w dzień jest bez sensu. Latarnie maja mniejszy obwód niż rowerzyści w pasie, a piesi nie chodzą z latarkami a widać ich dobrze na przejściach.
                Świecenie 24h, upał żar się leję z nieba, a ludzie podświetlają asfalt.

              • Świecenie w dzień jest bez sensu. Latarnie maja mniejszy obwód niż rowerzyści w pasie, a piesi nie chodzą z latarkami a widać ich dobrze na przejściach.
                Świecenie 24h, upał żar się leję z nieba, a ludzie podświetlają asfalt.

              • Ma sens:
                — wystarczy że wjedziesz w cień drzewa, budynku w słoneczny dzień
                — słabo być na ulicy jedynym uczestnikiem bez światła z przodu
                — pieszy, patrząc z przodu, jest tak samo widoczny jak rowerzysta, ale to rowerzysta porusza się kilkukrotnie szybciej, o porównaniu z latarnią nie wspomnę
                — od kiedy (2 lata) zawsze mam włączone przednie światło, sytuacje, gdy kierowca mi zajechał drogę należą do rzadkości, przypadek bądź nie, ale czuję się lepiej widoczny i bezpieczniejszy.

              • Bardzo slusznie, rowniez jezdze na okraglo z wlaczonym oswietleniem i mam nadzieje, ze bedzie tak postepowac coraz wiecej rowerzystow. Poprawa bezpieczenstwa jest ewidentna, kontakt z innymi uzytkownikami ruchu zdecydowanie lepszy i przede wszystkim zauwazalny. BTW Wczoraj mialem bardzo przyjemna sytuacje pokonujac asfaltowa jezdnie wiodaca przez las, kiedy to jakas mila pani nadjezdzajaca z przeciwka z dzieckiem w foteliku zamontowanym na bagazniku, widzac z daleka moje pulsujace swiatlo kopnela bardzo sprawnie w dynamo, uruchamiajac oswietlenie w swoim rowerze. Najwyrazniej wyciagnela blyskawicznie wnioski z tego co zobaczyla przed soba i postanowila jeszcze bardziej chronic siebie i swoje dziecko. Nastroila mnie tym tak pozytywnie, ze z krotkiego wypadu na rower odwalilem spontanicznie kolejny objazd Mazowsza. ?
                Odnosnie tej widocznosci skuterow i wspomnianych gdzies jeszcze motocykli – pomijajac juz srednice/rozmiar reflektorow – skutery i motocykle sa przede wszystkim glosne, podczas kiedy rowery sa niemal bezszelestne, przy czym w przypadku szosowek, poruszaja sie one czesto z predkoscia skutera, co nie mniej jest istotne majac na uwadze kwestie widocznosci.

              • Zauważyłem że migające światło bardzo męczy wzrok i kierowca który przez dłuższy czas jedzie za mną może źle się czuć. Ten przepis powinien być zmieniony. Lampki mogą migać bardzo szybko i to jest naprawdę uciążliwe.

              • Hej, w jakich sytuacjach kierowca będzie jechał za Tobą dłuższy czas? Bo jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić :) Dajmy spokój z tym męczeniem wzroku. Kierunkowskazy w samochodach też migają i zazwyczaj są większe – i wszyscy żyją.

              • Choćby w mieście. W mieście rower co nie jest rzadkością jest często szybszy od samochodu. Jak migające są takie dobre, to wprowadźmy migające postoje dla wszystkich pojazdów. Dyskoteka

              • Tak sobie pomyślałem, co by było jakby Holendrzy przerzucili się na migające światełka, nie wiem czy by się dało wytrzymać. Na szczęście oni rzadko kiedy mają sprawne oświetlenie. ;-)

                Z resztą z naszego podwórka: w Gdyni są organizowane nocne przejazdy rowerowe. Proponuję jechać w końcu peletonu, gdy kilkaset, a czasem więcej, rowerów jest w grupie i część z nich ma migające tylne lampki — nie jest to zbytnio komfortowa sytuacja. Szczególnie że zauważyłem taką zależność, że migające lampki zwykle mają gorszy rozkład światła (czymś muszą nadrobić widoczność).

                Ale wątpię żebym dożył takiego ruchu rowerowego jaki jest w Holandii, więc problemu nie ma.