Czy opłaca się jeździć rowerem do pracy?

Choć nasz kraj powoli się cywilizuje i coraz więcej osób wybiera rower jako środek transportu – to nadal jest on traktowany przez niektórych, jak pojazd dla biednych ludzi. Pokutuje stereotyp „jeździsz rowerem – nie stać Cię na samochód”. Wielu wysoko postawionych urzędników, lekarzy, prawników czy biznesmenów nie wyobraża sobie, by miało dojeżdżać rowerem do pracy – choćby mieli tam tylko kilka kilometrów. Oczywiście jest wiele chlubnych wyjątków, są w Polsce firmy, urzędy, szkoły, które promują tani, zdrowy i ekologiczny środek transportu jakim jest rower. Zapewniają parkingi rowerowe, szatnie i prysznice. Z dojeżdżania do pracy rowerem płyną same korzyści. Poprawia się nam zdrowie i odporność, poprawia się też kondycja. Jeżeli odpowiednio wyznaczymy sobie trasę (na przykład przez park), jazda będzie miłym odpoczynkiem po pracy i energetyzującym kopniakiem przed nią.

Oczywiście pojawiają się też wątpliwości – w co się ubrać, gdzie przypiąć rower, co będzie gdy przyjdzie jesień i zima. O tym z pewnością napiszę niebawem, dziś skupię się na finansowo/czasowym aspekcie dojazdów do pracy. Czy jazda rowerem się opłaca?

Czy jest sens jeździć rowerem do pracy?
fot. redjar

Moje obliczenia będą szacunkowe. Nie da się wszystkiego przełożyć na liczby i oczywiście każdy może mieć inną sytuację. Warto zawsze rozważyć połączenie dwóch środków transportu. Np. dojechać rowerem do kolejki podmiejskiej, następnie przejechać się kolejką i później kontynuować podróż rowerem.

Do moich obliczeń przyjmuję następujące założenia: Mamy programistę Włodka, który pracuje w samym centrum Łodzi (skrzyżowanie Kościuszki z Mickiewicza), w małej firmie wynajmującej biuro w kamienicy. Włodek mieszka na ulicy Ekologicznej i do pracy najkrótszą drogą ma 6 kilometrów. Jeździ 10-letnim Fiatem z instalacją gazową. Planuje przesiąść się na rower lub komunikację miejską i zastanawia się czy mu się to opłaca. Policzmy.

Trasa rowerowa do pracy
fot. Google Maps (kliknij aby powiększyć)

1) Samochód – silnik w samochodzie Włodka nawet nie zdąży się dobrze rozgrzać podczas jazdy, spali więc około 12 litrów na setkę. Na dojazd w obie strony potrzebować będzie 1,44 litra gazu, co daje nam 3,74 zł (przyjąłem 2,6 zł za litr gazu). Miesięcznie (21 dni) wyjdzie mu 78,5 zł na samo paliwo. Ale to nie koniec kosztów. Samochód trzeba przecież ubezpieczyć, co jakiś czas naprawić i uwzględnić utratę jego wartości. Zakładając, że Włodek przejeżdża rocznie 15 tysięcy kilometrów, na ubezpieczenie OC wydaje 600 złotych, rocznie inwestuje w samochód 1000 złotych (przegląd, wymiana części) i utrata wartości wynosi 1000 złotych rocznie – dodatkowy koszt jednego przejechanego kilometra to 17 groszy. Czyli dojazdy do pracy kosztują Włodka dodatkowe 43 złote miesięcznie. Razem z paliwem to 121,5 złotego.

Średnia prędkość poruszania się samochodem po Łodzi wynosi ok. 35 km/h, według serwisu korkowo.pl Oczywiście do tego dochodzą lokalne utrudnienia, stanie na światłach, nieprzewidziane sytuacje. Zakładamy, że Włodek ma swoje miejsce do parkowania w podwórku kamienicy, inaczej musiałby spędzić dużo czasu na poszukiwaniu wolnego miejsca w okolicy i za nie zapłacić. Nasz bohater średnio będzie potrzebował ok. 20-25 minut na dojazd do pracy w jedną stronę.

2) Komunikacja miejska – trzydziestodniowy, imienny bilet miesięczny na wszystkie linie kosztuje w Łodzi 80 złotych. Cenę biletu można obniżyć do 64 złotych kupując bilet trzymiesięczny. Oczywiście bilet można wykorzystać na inne przejazdy, ale to liczymy jako bonus. Włodek ma szczęście, do pracy może dojechać jednym tramwajem. Na przystanek idzie około 4 minut, tramwaj zatrzymuje się prawie pod jego pracą, więc z przystanku ma minutę. Sam tramwaj jedzie około 26 minut, co razem w jedną stronę daje 31 minut.

3) Rower – Włodek rowerem jeździ rekreacyjnie, do pracy też nie zamierza się spieszyć. Może i mógłby być pięć minut szybciej, ale zdecydowanie woli nie przyjeżdżać mocno spocony. Część trasy do pracy biegnie drogą rowerową, w dodatku tak poprowadzoną, że Włodek nie stoi na kilku skrzyżowaniach razem z samochodami. Drogę poprowadził tak, że omija najruchliwsze ulice, ma trochę dalej, ale o wiele przyjemniej. Dojazd do pracy zajmuje naszemu rowerzyście 35 minut. Koszty nie są duże, Włodek rocznie wydaje 200 złotych na serwis roweru i wymianę potrzebnych części oraz 100 złotych na zakup ubrań rowerowych na gorszą pogodę. Średnio daje to 25 złotych miesięcznie.

Na przykładzie powyżej widać, że jazda rowerem do pracy zdecydowanie się opłaca. Choć czas dojazdu jest trochę dłuższy – zdecydowanie lepiej wychodzi się na tym finansowo. Pośrednią opcją jest komunikacja miejska. W tym wypadku Włodek miał bezpośrednie połączenie, gdyby musiał się przesiąść – jechałby sporo dłużej. Komunikacja miejska to dobra alternatywa, w przypadku załamania pogody – nie każdy lubi jeździć w ulewie.

Oczywiście, tak jak pisałem wcześniej – nie zawsze jazda rowerem ma sens. Powyżej 15 kilometrów dojazd rowerem będzie trwał dość długo i maleje szansa, że dotrzemy do pracy świeży i pachnący :) Oczywiście, zachęcam do takich dojazdów – ale warto też zastanowić się nad braniem roweru do podmiejskiej kolejki lub autobusu.