Topeak Ninja P – test pompki czytelniczki

Ten test pompki rowerowej Topeak Ninja P, przygotowała czytelniczka bloga – Elle. Jeżeli także chciałbyś/chciałabyś podzielić się opinią o częściach/akcesoriach/rowerach, których używasz, zajrzyj do tego wpisu, na samej górze znajdziesz informację, jak to zrobić. Na blogu pojawiło się już kilka takich testów i mam nadzieję, że będzie ich dużo więcej :)

Od dłuższego już czasu walczę z nadmiarem bagażu, który zaczyna budzić wątpliwości szczególnie na krótkich dystansach. Jednym z elementów, z którego – przynajmniej w porywach radosnej spontaniczności – zrezygnować najłatwiej, wydają się podręczne narzędzia. Ile razy tak naprawdę przydały mi się podczas ostatnich 8000 km? Właściwie chyba tylko raz, a i to rzecz dyskusyjna. Z drugiej strony, intuicja podpowiada, że przecież statystyki kłamią, tak więc mimo wszystko warto być przygotowanym. O ile jednak garść kluczy można zastąpić multitoolem, a zapasową dętkę łatkami, do końca sierpnia nieustannie powracał problem pompki. Rozwiązania były trzy, ale każde z nich miało swoje wady.

1. Malutka pompka mieszcząca się w kieszeni, podsiodłówce lub… bidonie, ale przy której namacham się nieludzko
2. Duża, którą trzeba będzie gdzieś przyczepić, obarczona ryzykiem zagubienia lub kradzieży, a dodatkowo wystawiona na działanie warunków atmosferycznych
3. Dziwny wynalazek opisany już jakiś czas temu przez Łukasza, czyli pompka wbudowana we wspornik siodełka.

Na szczęście są jeszcze amerykańscy naukowcy ;) Okazało się, że firma znana ze swoich oryginalnych rozwiązań, jak pompowane błotniki, rowerowy namiot czy lusterka ukryte w rogach, wymyśliła również własny patent na pompkę, a mowa tu o Topeak Ninja P. Dlaczego Ninja? Producent zdecydował się ochrzcić tak całą gamę produktów, dyskretnie montowanych w rowerze. Jednym z nich jest właśnie pompka, którą możemy ukryć w sztycy siodełka.

Jej cena – jak na Topeaka i/lub na nieco lepszej jakości pompki – nie jest wygórowana i katalogowo wynosi 79,90 zł, przy czym można znaleźć ją ponad 15 zł taniej. Co za te pieniądze otrzymujemy? Plastikowe przezroczyste pudełeczko (znane nam chociażby z liczników Sigmy, jak i wielu innych urządzeń elektronicznych) wraz z zawartością:

Pompka Topeak Ninja P

Jak widać, wewnątrz wszystkie elementy zostały oddzielone, więc nie ma obaw, że któryś zaginie lub się poobija. W skład zestawu wchodzi pompka (co oczywiste) pasująca do okrągłych sztyc o średnicy 27,2 mm, adaptery (gumki) do sztyc 30,9/31,6 mm, znaczniki wysokości siodełka na oba rozmiary sztyc (o czym szerzej w dalszej części), a także instrukcja z obrazkami (między innymi w języku polskim, ale i bez tego jest wystarczająco czytelna). Skromnie, ale niczego więcej raczej nie ma potrzeby zamieszczać. No, może poza adapterem do innych typów wentyli.

Topeak Ninja P

Na pierwszy rzut oka pompka jest zgrabna i lekka. Elementy bardziej podatne na uszkodzenia wykonano z aluminium (tj. tłok i cylinder), natomiast rączkę oraz główkę z dobrej jakości plastiku. Całość jest dobrze spasowana i nie sprawia wrażenia, jakby miała się rozlecieć przy pierwszym, a nawet dziesiątym czy pięćdziesiątym pompowaniu (ktoś to liczy? :D). Długość pompki wynosi 18 cm, zaś katalogowa waga to 62 g (według mojej wagi kuchennej 63 g, więc zgodnie z prawdą) – trzeba przyznać, że to naprawdę niewiele. Kompaktowość idzie w parze z pewnymi ustępstwami. Pierwszą i zasadniczą wadę pompki stanowi otwór dedykowany wyłącznie do wentyli Presta (FV/SV). Można oczywiście użyć adapterów, te jednak nie zostały do pompki dołączone, a że sama takowych nie posiadam, trudno mi odpowiadać na pytania dotyczące działania wynalazku.

Topeak Ninja P

Pompka została zabezpieczona, by zapomniana przez miesiące i lata wewnątrz roweru (czego wszystkim rowerzystom życzę), nie zawiodła w tym jednym, krytycznym momencie. Przede wszystkim na główce oraz między rączką a cylindrem umieszczono dwa gumowe pierścienie, które są wymienne w zależności od średnicy sztycy. Z jednej strony chronią one zarówno sztycę, jak i samą pompkę przed obijaniem się o wewnętrzne ścianki rury, z drugiej zaś pozwalają zapomnieć o dodatkowym elemencie, do atutu niskiej wagi dorzucając bezgłośność. Ponadto za pomocą ruchomego pierścienia chroniony jest także otwór (z uszczelką wewnątrz), w którym umieszczamy wentyl.

Topeak Ninja P

Montaż jest dziecinnie prosty i – jeśli mamy szybkozamykacz na rurze podsiodłowej – zajmuje może 1-2 minuty (jeśli nie, trzeba doliczyć czas na poluzowanie siodełka). Z racji swojej średnicy pompka luźno wpada do sztycy, a zatrzymuje ją odpowiednio przykręcony pierścień, znajdujący się między rączką i cylindrem. Jego średnicę regulujemy za pomocą klucza imbusowego 5 mm (czyli jednego z podstawowych dla rowerzystów), kręcąc śrubą znajdującą się w rączce. Przy jej dokręcaniu należy zachować umiar, ponieważ stosowanie zbyt dużej siły, może doprowadzić do przekręcania się klucza w gwincie, a w konsekwencji jego wyrobienia. Jakkolwiek przy normalnym użytkowaniu – mimo że mamy do czynienia z gwintem plastikowym – nic takiego nie powinno się stać, zaś nawet lekko dokręcona śruba zapewnia, że pompka nie wypadnie, co można sprawdzić, na przykład dociskając kciukiem. Na dowód moich słów nadmienię, że z pompką przejechałam jak na razie 750 km, w tym po mocno spękanych asfaltowych drogach, kamieniach przed położeniem asfaltowej nawierzchni, dziurach, kocich łbach, a także zaschniętym twardym błocie. O szutrach nawet nie wspominam.

Topeak Ninja P

Jak pisałam na wstępie, w skład zestawu wchodzą także dwie dodatkowe gumki (dla dwóch średnic sztycy), które pełnią rolę znaczników wysokości siodełka. Początkowo pomyślałam: bajer, jednak po zastanowieniu stwierdzam, że taki drobiazg naprawdę potrafi umilić życie, sprawiając, że wskutek jednego kapcia nasze zabawy z książką, goniometrem i kalkulatorem nie pójdą na marne. Szczególnie, jeśli ktoś nie ma sztycy z podziałką.

W teorii, jak i „suchej praktyce” dla pewnej grupy osób pompka może z powodzeniem stanąć do walki o miano idealnej. Tyle że pompki nie kupuje się po to, aby wyglądała, była dyskretna, poręczna lub też przetrwała lata. Czy może inaczej – nie kupuje się jej wyłącznie po to. Najważniejszym jej zadaniem jest bowiem napompowanie koła i wobec tej funkcji wszystko inne – nawet jeśli ważne – schodzi na plan dalszy. Warto więc przyjrzeć się bliżej, jak radzi sobie w tej kwestii Topeak Ninja P.

Pompki rowerowe

W moim teście udział wzięła – z braku innych pod ręką – jedna opona w rozmiarze 700x25C (według producenta można ją napompować maksymalnie do 8 barów, więc siłą rzeczy, deklarowanych przez Topeaka 11 barów nie dałam rady zweryfikować) oraz trzy pompki:

1. Topeak Ninja P – jako bohater główny
2. Kellys (prawdopodobnie model KP-202, bliźniaczo podobna do modelu Kross Hornet) – jako przedstawiciel tanich, uniwersalnych plastikowych pompek ręcznych
3. tegoroczny model podłogowego Crivita z Lidla (piszę tegoroczny, bo mam też w piwnicy model sprzed kilku lat i wygląda zupełnie inaczej)

Do mierzenia ciśnienia skorzystałam z manometru w pompce nr 3, który nawet jeśli lekko przekłamuje (choć nie mam podstaw, aby go o to podejrzewać), daje pewne porównanie między testowanymi produktami. Początkowo test został przeze mnie zrobiony tuż po zakupie w sierpniu, a następnie powtórzony przed napisaniem tego tekstu. Mimo różnych warunków, wyniki były bardzo zbliżone.

Przyznam, że pompka Kellysa rozczarowała mnie całkowicie i o ile do MTB na dojazd się nadawała, to przy tak cienkiej oponie zawodzi na całej linii. Dodam, że aby mieć więcej siły, specjalnie wzięłam ją na początek testu, kiedy byłam wypoczęta. Od całkowitego spuszczenia powietrza – od początku z pewnym oporem – zdołałam pompować przez około 1 minutę. Potem pompka już nie dawała rady, tłok wracał i z wielką siłą trzeba by go było dobijać, żeby wpompował cokolwiek więcej. Pod kciukiem niby było w porządku, ale gdy oparłam się na kole, opona uginała się dość poważnie. Sprawdzając ciśnienie podczas pierwszego sierpniowego testu, pomyślałam, że manometr się zepsuł – wskazywał ledwo 3,5 bara (!) Późniejsze użytkowanie wykazało jednak, że z lidlowską pompką wszystko w porządku, zwłaszcza, iż w późniejszym teście wynik się powtórzył. A ponieważ minimum dla testowanych opon wynosi 6 barów, więc nawet w kwestii dowleczenia się do domu trudno na niej polegać.

Jako krótki przerywnik pojawiła się pompka Crivita, której test zajął mniej niż pół minuty. W tym czasie, bez większego wysiłku z mojej strony, opona dobiła do 7 barów. Nie ma oczywiście sensu porównywanie i dyskredytowanie na tej podstawie pompek ręcznych. Uzyskany wynik zamieszczam bardziej po to, aby uświadomić niektórym, że dobrze jest posiadać oba rodzaje pompek i ręczną traktować jedynie jako awaryjną, na co dzień natomiast używać stacjonarnej.

Powróćmy zatem do bohatera tytułowego. Pierwsze kilka machnięć ujawnia drobny mankament, który podczas oględzin na sucho umyka – główka mogłaby być ciut dłuższa, ponieważ przy szybkim pompowaniu, łatwo przez przypadek uszczypnąć dłoń, co nie jest przyjemne. Najprawdopodobniej jednak stałoby się to kosztem tłoka, toteż trudno ocenić jednoznacznie, na ile jest to wada, a na ile wynikowa kompaktowych rozmiarów. Mając to na uwadze i zachowując pewną ostrożność, samo pompowanie jest szybkie, łatwe i przyjemne. Przynajmniej do drugiej minuty. Potem pompka zaczyna się robić ciepła, a testująca ją jeszcze bardziej. Wreszcie po 3 minutach i 10 sekundach dobiłam do satysfakcjonujących 6 barów. Jak się to ma do rzeczonych 11? Niewykluczone, że główne ograniczenie stanowi moja siła czy raczej jej brak. Po kolejnej minucie i 40 sekundach (z czego mniej więcej połowa była kombinowaniem, jak jeszcze to uchwycić, żeby było łatwiej) doszłam do 7 barów i skapitulowałam. W przeciwieństwie do Kellysa, tu na więcej nie pozwoliła mi ręka – tłok Topeaka, choć ciepły i z wyraźnym oporem, nadal dobijał do końca.

Czas na podsumowanie i odpowiedź na pytanie: czy warto? Według mnie tak, ale… No właśnie, jest kilka „ale”, Sama konstrukcja zawęża grono odbiorców do posiadaczy wentyli Presta (FV) oraz standardowych sztyc. Standardowych to znaczy: okrągłych, o średnicy 27,2 mm, 30,9 mm lub 31,6 mm, wykonanych z aluminium. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie w umieszczeniu pompki w sztycy karbonowej, jednak aby ją przykręcić, wskazane byłoby posiadanie klucza dynamometrycznego, którego raczej nie wozi się w bagażu podręcznym. O ile więc można rozważyć zakup dętek FV lub odpowiedniej przejściówki, o tyle nikt z myślą o pompce, nie będzie wymieniał sztycy.

A czy dla właścicieli rowerów kompatybilnych z pompką, jest to wybór idealny? Mimo plastikowych elementów, Topeak Ninja P sprawia wrażenie solidnej, zaś wynik testu (zwłaszcza w tej klasie cenowej) jest co najmniej satysfakcjonujący. Zgoda, nie jest to może 8 czy 10 barów, tylko kto w ogóle do takich wartości potrzebuje dobić? Być może zagorzały szosowiec, ale on bez względu na wynik i tak zrezygnuje, dowiedziawszy się, że w celu wymiany dętki, ma się jeszcze bawić imbusem, tracąc tym samym dodatkowe minuty. Z drugiej strony, za cenę tych kilku machnięć kluczem, otrzymujemy pompkę rozwiązującą za jednym zamachem problem zapomnienia z domu, zagubienia, kradzieży oraz wpływu warunków atmosferycznych, a przy tym o znikomej wadze. Na pytanie, co z tego jest ważniejsze, każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

  • Pompka wygląda bardzo interesująco. Na początku pomyślałem – cholercia, przecież jakbym miał potem ustawiać wysokość siodełka, to bym chyba oszalał. Bo nawet mimo gumki, która to ułatwi, to zawsze może się coś przesunąć.

    Ale potem zacząłem myśleć, kiedy ostatnio złapałem kapcia, ale takiego, żeby powietrze zeszło mi od razu. I to było… dobre 5 lat temu :) W ostatnim czasie zdarzały mi się przebicia dętek, ale były na tyle małe, że powietrze schodziło powoli i dowiadywałem się o tym w domu, następnego dnia.

    Tak więc, jeżeli ktoś nie ma problemów z ciągłym przebijaniem się dętek (a jeżeli się ma taki problem, warto zastanowić się dlaczego), to może być fajna opcja, aby schować pompkę i nie zastanawiać się, gdzie ją schować.

    https://www.youtube.com/watch?v=Isd8bNWHMEE&ab_channel=RowerowePorady

  • Maciej Rutecki

    Widzę że pompka solidna, bo mimo swoich rozmiarów i wagi pozwala jednak napompować do dosyć wysokiego ciśnienia. Muszę poczytać jak współpracuje z adapterami do innych zaworów — 62 gramy to świetny wynik. Do ideału brakuje jakiegoś prostego manometru — nie musi być precyzyjny, ale +/- 0,5 bara wystarcza w awaryjnej sytuacji.

    Z jednej strony nie pamiętam czy kiedykolwiek musiałem użyć pompki „w terenie”, jak zmieniłem opony na bardziej pancerne (czyli od 4-5 lat). Z drugiej źle się czuję, jak nie mam jakieś ze sobą.

    • Myślę, że w awaryjnych sytuacjach wiedza o ciśnieniu nie jest aż tak potrzebna. Byleby dojechać do najbliższej stacji. A manometr oczywiście byłby przydatny, ale nie wiem czy nie podniósłby gabarytów pompki, która mogłaby się już nie zmieścić w sztycy.

      • Marcin Bogucki

        Z tymi stacjami to jest różnie. Spotkałem się z tym że sprężarka została ograniczona i dobijała ledwie do 3 atm.,

  • Piotr z bagien

    Mam mieszane uczucia jeżeli chodzi o produkty Topeaka. Szczególnie jakość ich narzędzi jest do xxxx. Jedyna rzecz, która im dobrze wyszła to poręczny manometr oraz regulowany koszyk na bidon. Co zaś tyczy się samej pompki to jej uchwyt raczej nie jest na męskie dłonie. :)

    • Akado

      Nie uzywalem manometru Topek’a, ale narzedzia(!), pompki (takze do amorka), torby podsiodlowe i mini torebki na rame tej firmy bardzo sobie cenie za jakosc i funkcjonalnosc. Kiedy jeszcze wozilem w rowerze bagaznik (juz nie woze!) mialem taka sztywna torbe na specjalne szyny. Super patent, milion razy lepszy od malej sakwy. Zdejmowane na „klik” w ciagu 3 sekund, mozna jej tez uzyc jako podrecznej torby…

  • Akado

    1. Lubie firmr Topeak – przemyslane i solidne produkty.
    2. Dla mnie wazniejsze jest, zeby pompka byla mozliwie najmniejsza, najlzejsza i nie zajmowala cennego miejsca. Jesli kapcia lapie soe raz na kilka lat, to maprawde nie ma znaczenia, czy opone pompuje sie 10 minut czy pol godziny. Wazne, zeby nqpompowac. Sam uzywam podobnej pompki wymiarow i wagi wiekszego dlugopisu.
    3. Nie rozumiem, dlaczego przystosowanie pompki wylacznie do Presty ktokolwiek moze uwazac za wade. Dla mnie to duza zaleta. Nie musze sie zastanawiac, do jakiego typu wentyla jest aktualnie skonfigurowana, rozwiazania uniwersalne sa zawsze kompromisem, no i najwazniejsze – chyba nikt nie ma w rowerze w przednim kole innego wentyla niz w tylnym. Po prostu kupujemy detki z Presta i zapominamy o innych systemach.
    Pozdrawiam…

    • rowerowy365

      p.3 – nie do końca masz rację. O ile w rowerach szosowych presta jest jakby naturalnym rozwiązaniem, o tyle w turystycznych czy MTB już nie secjalnie. W rowerze turystycznym lepsze są Schrader-a, bo możesz napompować na każdej stacji, co jest bezcenne w dłuższej tracie. Oczywiście można mieć przy sobie adaptery, tylko po co.
      Paweł.

      • Akado

        Zwykle jak sie zorientuje, ze mam malo powietrza, to nie mam stacji benzynowej pod reka. Wiec wyjmuje pompke i pompuje. I stacja mi juz nie potrzebna. W lasach i w terenie tez ich malo bywa.
        Piszesz, ze „mozna miec adapter, tylko po co”… Odwrocmy to pytanie: Adapter wazy tyle co nic i tylez zajmuje miejsca, wiec wozenie go nawet „na wszelki wypadek” nie boli i nie kosztuje. MOZNA zatem stosowac wentyl, jak sama nazwa wskazuje: samochodowy, tylko po co? Lepiej miec jednolity system Presta, a jak juz zdarzy sie potrzeba skorzystania z kompresora samochodowego – adapter jest zawsze pod reka.
        Tak na marginesie – od wielu lat woze jednak taki adapter ze soba, a skorzystalem z niego (i kompresora) dwa razy w zyciu – raz jak wstapilem kiedys na stacje po izotonik i wtedy akurat zobaczylem, ze trzeba dopompowac i drugi, kiedy po wyjeciu roweru z samochodu zobaczylem, ze mam „kapcia”. Kompresor pod gniazdko zapalniczki i juz. A w domu i tak mam duza pompke (tylko na Preste) i jest szybciej niz kompresorem.

        • Adapter nie zajmuje miejsca, tylko nie każdy ma miejsce, żeby go schować :) Ja wożę niezbędne rzeczy w pojemniku, który wkładam do koszyczka na bidon. M.in. mam tam właśnie taki adapter. Natomiast nie każdy ma w rowerze nawet podsiodłówkę :)

          • Akado

            Ok. Wydawalo mi sie, ze nikt nie rusza sie rowerem nawet „po przyslowiowe bulki” bez multitoola i zapasowej detki lub zestawu naprawczego. Zatem dolozenie do tego adaptera to juz drobiazg. Czy faktycznie sa osoby, ktore nie maja ze soba podstawowego wyposazenia?
            Podsiodlowke da sie zamontowac zawsze, choc czasem wymaga to zachodu (kolo 29″, full suspension i osoba 160 cm wzrostu). Torba musi byc naprawde mikro, zeby nie ocirala o opone na wiekszych nierownosciach. Ale sa tez super mini-torby (Topeak) umieszczane na gornej rurze ramy przy samej glowce. Jesli tylko linki nie ida tamtedy, to jest to super rozwiazanie. Mieszcza sie narzedzia, klucze od domu, telefon, zelki itp…

            • Maciej Rutecki

              „Ok. Wydawalo mi sie, ze nikt nie rusza sie rowerem nawet „po
              przyslowiowe bulki” bez multitoola i zapasowej detki lub zestawu
              naprawczego. Zatem dolozenie do tego adaptera to juz drobiazg. Czy
              faktycznie sa osoby, ktore nie maja ze soba podstawowego wyposazenia?”

              Na przykład ja. :-)

              Od 2013 (czy 2014) roku miałem dwie awarie: za każdym razem zerwana linka od przerzutek (biegi w piaście). Multitool nic by nie pomógł (pomijam fakt, że dwa serwisy po drodze także rozłożyły ręce). Zablokowałem manetkę i jechałem twardo na jednym biegu (20km).

              Z tym że ja jeżdżę tylko po mieście (5000 km rocznie), więc mam komfortowe warunki.

              //edit: a i raz mi się zablokowało zapięcie rowerowe. Potrzebna była szlifierka (nie, nie wożę ze sobą).

    • Jeżeli masz w obręczy większy otwór, to oczywiście można tam wsadzić także Prestę, ale raczej zwiększa się ryzyko, że wentyl, nawet mimo dokręcenia go nakrętką do obręczy, zegnie się i zrobi się dziura przy samym wentylu. A może to tylko moje czarne wizje…

      Natomiast tak jak napisał rowerowy365, wentyle schrader (samochodowe) są o tyle fajniejsze, że można je napompować na stacji, bez pamiętania o posiadaniu adaptera.

      • Akado

        Sa takie specjalne pierscienie zmniejszajace srednice „dziury” na wentyl.
        A podporzadkowywanie systemy stacjom benzynowym – w ogole nie dostrzeglem tego problemu. A z drugiej strony lepiej wozic i miec ze soba adapterek do „stacji benzynowej” niz podporzadkowywac jej system wentyla. Ten argument mnie nie przekonal…

  • rowerowy365

    @Elle.
    Fajny test. Przyznam, że zachęciłaś nim do posiadania takiego wynalazku. Co prawda mam inną pompkę ale jeśli dożyje swoich dni to Ninja stanowi ciekawą alternatywę.
    Paweł.

  • Marcin Bogucki

    Problemy z wysokim ciśnieniem znikają kiedy używa się grubszych opon. Do kół 700x38C pompuje max 3,5 atm, do kół 27×2,0 pompuje max 3 atm. Używam wentyli samochodowych. Zdecydowałem się na pompkę z uchwytem pod koszyk na bidon za cenę wysyłki z Decathlon :-) Czemu taka tania mała pompka? Jeżdżę głównie po bliższej lub dalszej okolicy i w razie awarii napompuje sobie wstępnie małą pompką. Po drodze zawsze są jakieś gospodarstwa rolne gdzie w razie czego będę mógł mocniej dopompować koło po ewentualnej awarii. Ale fakt jakbym jeździł na cieniutkich oponach, miał wentyle presta, albo często jeździł na odludziu to bym na pewno kupił tą pompkę. Test potwierdził że jest warta swojej ceny.

  • kuba

    odpada jeśli masz w rowerze napęd elektryczny, np. Di2 bo wtedy w jej miejscu jest bateria.

    • Marcin Bogucki

      A ile taki rower kosztuje?

  • JS

    Dzięki za ten test! Do nowego roweru (szosa) próbowałem zaczepić tanią pompkę z wężykiem z Lidla, ale szybki test pokazał, że ta pompka nawet nie zbliża się do wymaganego ciśnienia. Czyli jakąś pompkę musiałem nabyć i dzięki temu tekstowi nabyłem Ninja. I już tydzień później się przydała! Opony niby coś antyprzebiowego mają, ale pineska złapana 100km od domu nawet tej ochrony nie zauważyła – straciłem całe powietrze w sekundy po wyjęciu pineski. Pompeczka jest malutka, ale ilość powietrza koniecznego do wtłoczenia w 28mm opony też nie jest duża – kilka minut zabawy i gotowe. Dzięki małej średnicy nawet pod koniec pompowania tłoczek chodzi lekko – obawy o trzymanie filigranowej końcówki okazały się niepotrzebne. Gumka na sztycy zadziałała jak miała zadziałać (nic się nie przesunęło), a demontaż siodełka okazał się kłopotliwy tylko w z powodu konieczności pamiętania o jednej czynności więcej (najpierw wyjąć pompkę i dopiero potem stawiać rower do góry kołami :-)) Zapewne nie jest to sprzęt na zawody (nabojem na pewno napompujesz szybciej) i raczej tylko do wąskich opon, ale działa jak powinien, jednocześnie dając o sobie zapomnieć podczas normalnej jazdy. Czyli jak dla mnie ideał do mojej szosy.