Topeak Ninja P – test pompki czytelniczki

Ten test pompki rowerowej Topeak Ninja P, przygotowała czytelniczka bloga – Elle. Jeżeli także chciałbyś/chciałabyś podzielić się opinią o częściach/akcesoriach/rowerach, których używasz, zajrzyj do tego wpisu, na samej górze znajdziesz informację, jak to zrobić. Na blogu pojawiło się już kilka takich testów i mam nadzieję, że będzie ich dużo więcej :)

Od dłuższego już czasu walczę z nadmiarem bagażu, który zaczyna budzić wątpliwości szczególnie na krótkich dystansach. Jednym z elementów, z którego – przynajmniej w porywach radosnej spontaniczności – zrezygnować najłatwiej, wydają się podręczne narzędzia. Ile razy tak naprawdę przydały mi się podczas ostatnich 8000 km? Właściwie chyba tylko raz, a i to rzecz dyskusyjna. Z drugiej strony, intuicja podpowiada, że przecież statystyki kłamią, tak więc mimo wszystko warto być przygotowanym. O ile jednak garść kluczy można zastąpić multitoolem, a zapasową dętkę łatkami, do końca sierpnia nieustannie powracał problem pompki. Rozwiązania były trzy, ale każde z nich miało swoje wady.

1. Malutka pompka mieszcząca się w kieszeni, podsiodłówce lub… bidonie, ale przy której namacham się nieludzko
2. Duża, którą trzeba będzie gdzieś przyczepić, obarczona ryzykiem zagubienia lub kradzieży, a dodatkowo wystawiona na działanie warunków atmosferycznych
3. Dziwny wynalazek opisany już jakiś czas temu przez Łukasza, czyli pompka wbudowana we wspornik siodełka.

Na szczęście są jeszcze amerykańscy naukowcy ;) Okazało się, że firma znana ze swoich oryginalnych rozwiązań, jak pompowane błotniki, rowerowy namiot czy lusterka ukryte w rogach, wymyśliła również własny patent na pompkę, a mowa tu o Topeak Ninja P. Dlaczego Ninja? Producent zdecydował się ochrzcić tak całą gamę produktów, dyskretnie montowanych w rowerze. Jednym z nich jest właśnie pompka, którą możemy ukryć w sztycy siodełka.

Jej cena – jak na Topeaka i/lub na nieco lepszej jakości pompki – nie jest wygórowana i katalogowo wynosi 79,90 zł, przy czym można znaleźć ją ponad 15 zł taniej. Co za te pieniądze otrzymujemy? Plastikowe przezroczyste pudełeczko (znane nam chociażby z liczników Sigmy, jak i wielu innych urządzeń elektronicznych) wraz z zawartością:

Pompka Topeak Ninja P

Jak widać, wewnątrz wszystkie elementy zostały oddzielone, więc nie ma obaw, że któryś zaginie lub się poobija. W skład zestawu wchodzi pompka (co oczywiste) pasująca do okrągłych sztyc o średnicy 27,2 mm, adaptery (gumki) do sztyc 30,9/31,6 mm, znaczniki wysokości siodełka na oba rozmiary sztyc (o czym szerzej w dalszej części), a także instrukcja z obrazkami (między innymi w języku polskim, ale i bez tego jest wystarczająco czytelna). Skromnie, ale niczego więcej raczej nie ma potrzeby zamieszczać. No, może poza adapterem do innych typów wentyli.

Topeak Ninja P

Na pierwszy rzut oka pompka jest zgrabna i lekka. Elementy bardziej podatne na uszkodzenia wykonano z aluminium (tj. tłok i cylinder), natomiast rączkę oraz główkę z dobrej jakości plastiku. Całość jest dobrze spasowana i nie sprawia wrażenia, jakby miała się rozlecieć przy pierwszym, a nawet dziesiątym czy pięćdziesiątym pompowaniu (ktoś to liczy? :D). Długość pompki wynosi 18 cm, zaś katalogowa waga to 62 g (według mojej wagi kuchennej 63 g, więc zgodnie z prawdą) – trzeba przyznać, że to naprawdę niewiele. Kompaktowość idzie w parze z pewnymi ustępstwami. Pierwszą i zasadniczą wadę pompki stanowi otwór dedykowany wyłącznie do wentyli Presta (FV/SV). Można oczywiście użyć adapterów, te jednak nie zostały do pompki dołączone, a że sama takowych nie posiadam, trudno mi odpowiadać na pytania dotyczące działania wynalazku.

Topeak Ninja P

Pompka została zabezpieczona, by zapomniana przez miesiące i lata wewnątrz roweru (czego wszystkim rowerzystom życzę), nie zawiodła w tym jednym, krytycznym momencie. Przede wszystkim na główce oraz między rączką a cylindrem umieszczono dwa gumowe pierścienie, które są wymienne w zależności od średnicy sztycy. Z jednej strony chronią one zarówno sztycę, jak i samą pompkę przed obijaniem się o wewnętrzne ścianki rury, z drugiej zaś pozwalają zapomnieć o dodatkowym elemencie, do atutu niskiej wagi dorzucając bezgłośność. Ponadto za pomocą ruchomego pierścienia chroniony jest także otwór (z uszczelką wewnątrz), w którym umieszczamy wentyl.

Topeak Ninja P

Montaż jest dziecinnie prosty i – jeśli mamy szybkozamykacz na rurze podsiodłowej – zajmuje może 1-2 minuty (jeśli nie, trzeba doliczyć czas na poluzowanie siodełka). Z racji swojej średnicy pompka luźno wpada do sztycy, a zatrzymuje ją odpowiednio przykręcony pierścień, znajdujący się między rączką i cylindrem. Jego średnicę regulujemy za pomocą klucza imbusowego 5 mm (czyli jednego z podstawowych dla rowerzystów), kręcąc śrubą znajdującą się w rączce. Przy jej dokręcaniu należy zachować umiar, ponieważ stosowanie zbyt dużej siły, może doprowadzić do przekręcania się klucza w gwincie, a w konsekwencji jego wyrobienia. Jakkolwiek przy normalnym użytkowaniu – mimo że mamy do czynienia z gwintem plastikowym – nic takiego nie powinno się stać, zaś nawet lekko dokręcona śruba zapewnia, że pompka nie wypadnie, co można sprawdzić, na przykład dociskając kciukiem. Na dowód moich słów nadmienię, że z pompką przejechałam jak na razie 750 km, w tym po mocno spękanych asfaltowych drogach, kamieniach przed położeniem asfaltowej nawierzchni, dziurach, kocich łbach, a także zaschniętym twardym błocie. O szutrach nawet nie wspominam.

Topeak Ninja P

Jak pisałam na wstępie, w skład zestawu wchodzą także dwie dodatkowe gumki (dla dwóch średnic sztycy), które pełnią rolę znaczników wysokości siodełka. Początkowo pomyślałam: bajer, jednak po zastanowieniu stwierdzam, że taki drobiazg naprawdę potrafi umilić życie, sprawiając, że wskutek jednego kapcia nasze zabawy z książką, goniometrem i kalkulatorem nie pójdą na marne. Szczególnie, jeśli ktoś nie ma sztycy z podziałką.

W teorii, jak i „suchej praktyce” dla pewnej grupy osób pompka może z powodzeniem stanąć do walki o miano idealnej. Tyle że pompki nie kupuje się po to, aby wyglądała, była dyskretna, poręczna lub też przetrwała lata. Czy może inaczej – nie kupuje się jej wyłącznie po to. Najważniejszym jej zadaniem jest bowiem napompowanie koła i wobec tej funkcji wszystko inne – nawet jeśli ważne – schodzi na plan dalszy. Warto więc przyjrzeć się bliżej, jak radzi sobie w tej kwestii Topeak Ninja P.

Pompki rowerowe

W moim teście udział wzięła – z braku innych pod ręką – jedna opona w rozmiarze 700x25C (według producenta można ją napompować maksymalnie do 8 barów, więc siłą rzeczy, deklarowanych przez Topeaka 11 barów nie dałam rady zweryfikować) oraz trzy pompki:

1. Topeak Ninja P – jako bohater główny
2. Kellys (prawdopodobnie model KP-202, bliźniaczo podobna do modelu Kross Hornet) – jako przedstawiciel tanich, uniwersalnych plastikowych pompek ręcznych
3. tegoroczny model podłogowego Crivita z Lidla (piszę tegoroczny, bo mam też w piwnicy model sprzed kilku lat i wygląda zupełnie inaczej)

Do mierzenia ciśnienia skorzystałam z manometru w pompce nr 3, który nawet jeśli lekko przekłamuje (choć nie mam podstaw, aby go o to podejrzewać), daje pewne porównanie między testowanymi produktami. Początkowo test został przeze mnie zrobiony tuż po zakupie w sierpniu, a następnie powtórzony przed napisaniem tego tekstu. Mimo różnych warunków, wyniki były bardzo zbliżone.

Przyznam, że pompka Kellysa rozczarowała mnie całkowicie i o ile do MTB na dojazd się nadawała, to przy tak cienkiej oponie zawodzi na całej linii. Dodam, że aby mieć więcej siły, specjalnie wzięłam ją na początek testu, kiedy byłam wypoczęta. Od całkowitego spuszczenia powietrza – od początku z pewnym oporem – zdołałam pompować przez około 1 minutę. Potem pompka już nie dawała rady, tłok wracał i z wielką siłą trzeba by go było dobijać, żeby wpompował cokolwiek więcej. Pod kciukiem niby było w porządku, ale gdy oparłam się na kole, opona uginała się dość poważnie. Sprawdzając ciśnienie podczas pierwszego sierpniowego testu, pomyślałam, że manometr się zepsuł – wskazywał ledwo 3,5 bara (!) Późniejsze użytkowanie wykazało jednak, że z lidlowską pompką wszystko w porządku, zwłaszcza, iż w późniejszym teście wynik się powtórzył. A ponieważ minimum dla testowanych opon wynosi 6 barów, więc nawet w kwestii dowleczenia się do domu trudno na niej polegać.

Jako krótki przerywnik pojawiła się pompka Crivita, której test zajął mniej niż pół minuty. W tym czasie, bez większego wysiłku z mojej strony, opona dobiła do 7 barów. Nie ma oczywiście sensu porównywanie i dyskredytowanie na tej podstawie pompek ręcznych. Uzyskany wynik zamieszczam bardziej po to, aby uświadomić niektórym, że dobrze jest posiadać oba rodzaje pompek i ręczną traktować jedynie jako awaryjną, na co dzień natomiast używać stacjonarnej.

Powróćmy zatem do bohatera tytułowego. Pierwsze kilka machnięć ujawnia drobny mankament, który podczas oględzin na sucho umyka – główka mogłaby być ciut dłuższa, ponieważ przy szybkim pompowaniu, łatwo przez przypadek uszczypnąć dłoń, co nie jest przyjemne. Najprawdopodobniej jednak stałoby się to kosztem tłoka, toteż trudno ocenić jednoznacznie, na ile jest to wada, a na ile wynikowa kompaktowych rozmiarów. Mając to na uwadze i zachowując pewną ostrożność, samo pompowanie jest szybkie, łatwe i przyjemne. Przynajmniej do drugiej minuty. Potem pompka zaczyna się robić ciepła, a testująca ją jeszcze bardziej. Wreszcie po 3 minutach i 10 sekundach dobiłam do satysfakcjonujących 6 barów. Jak się to ma do rzeczonych 11? Niewykluczone, że główne ograniczenie stanowi moja siła czy raczej jej brak. Po kolejnej minucie i 40 sekundach (z czego mniej więcej połowa była kombinowaniem, jak jeszcze to uchwycić, żeby było łatwiej) doszłam do 7 barów i skapitulowałam. W przeciwieństwie do Kellysa, tu na więcej nie pozwoliła mi ręka – tłok Topeaka, choć ciepły i z wyraźnym oporem, nadal dobijał do końca.

Czas na podsumowanie i odpowiedź na pytanie: czy warto? Według mnie tak, ale… No właśnie, jest kilka „ale”, Sama konstrukcja zawęża grono odbiorców do posiadaczy wentyli Presta (FV) oraz standardowych sztyc. Standardowych to znaczy: okrągłych, o średnicy 27,2 mm, 30,9 mm lub 31,6 mm, wykonanych z aluminium. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie w umieszczeniu pompki w sztycy karbonowej, jednak aby ją przykręcić, wskazane byłoby posiadanie klucza dynamometrycznego, którego raczej nie wozi się w bagażu podręcznym. O ile więc można rozważyć zakup dętek FV lub odpowiedniej przejściówki, o tyle nikt z myślą o pompce, nie będzie wymieniał sztycy.

A czy dla właścicieli rowerów kompatybilnych z pompką, jest to wybór idealny? Mimo plastikowych elementów, Topeak Ninja P sprawia wrażenie solidnej, zaś wynik testu (zwłaszcza w tej klasie cenowej) jest co najmniej satysfakcjonujący. Zgoda, nie jest to może 8 czy 10 barów, tylko kto w ogóle do takich wartości potrzebuje dobić? Być może zagorzały szosowiec, ale on bez względu na wynik i tak zrezygnuje, dowiedziawszy się, że w celu wymiany dętki, ma się jeszcze bawić imbusem, tracąc tym samym dodatkowe minuty. Z drugiej strony, za cenę tych kilku machnięć kluczem, otrzymujemy pompkę rozwiązującą za jednym zamachem problem zapomnienia z domu, zagubienia, kradzieży oraz wpływu warunków atmosferycznych, a przy tym o znikomej wadze. Na pytanie, co z tego jest ważniejsze, każdy musi odpowiedzieć sobie sam.