ŠKODA Poznań Bike Challenge 2018 – trzecie starcie

Trzeci rok z rzędu ŠKODA zaprosiła mnie na ŠKODA Poznań Bike Challenge i bawiłem się równie dobrze co za pierwszym i drugim razem. W 2016 na starcie mieliśmy niezły upał, w zeszłym roku było zimno i kropiło, natomiast tym razem – temperatura była optymalna, asfalt suchy, tylko całkiem mocno wiało. Taki urok pogodowy w naszym kraju :)

Zmieniła się także trasa, nie startowaliśmy z poznańskiej Malty, a spod Stadionu Miejskiego. Dodatkowo przez roboty drogowe, trasa została wydłużona z planowanych 45 km do 53 km. Dobrze, że dzień przed startem zauważyłem informację o tej zmianie – przydała się w rozłożeniu sił podczas jazdy.

Skoda Bike Challenge

Ale od początku – przyjechaliśmy w sobotę, aby odebrać pakiety startowe. Tym razem oprócz Moniki, która w poprzednich latach pomagała mi w ogarnięciu zaplecza logistyczno-technicznego (a w tym roku oprócz tego również wystartowała, co opisała u siebie na blogu) do Poznania przyjechali także moi rodzice, którzy wystartowali na tandemie (znajdziecie ich na Instagramie). Oczywiście zjadłem tradycyjnego, przedstartowego burgera, zrobiliśmy szybkie zwiedzanie Starego Miasta i wróciliśmy spać. Nocleg mieliśmy w hoteliku H31, który mogę polecić za bliskość do stadionu (przyda się zwłaszcza tym, którzy nie lubią rano wcześnie wstawać) i fajne śniadanie. Oprócz nas, spało tam kilku innych uczestników wyścigu :)

Skoda Bike Challenge

Jak się jechało w ŠKODA Poznań Bike Challenge 2018

Wystartowałem tradycyjnie na średnim dystansie (53 km), ale do wyboru był także długi ŠKODA Challenge (120 km) oraz ŠKODA Family Challenge (11 km). Wiele osób pytało mnie, dlaczego nie pojechałem na 120 – odpowiedź jest prosta – nie wiem czy byłbym w stanie utrzymać takie tempo jazdy przez tyle kilometrów. Sam dystans nie robi na mnie żadnego wrażenia (biorąc pod uwagę chociażby moje tegoroczne 400 km w 24 godziny), ale obawiam się, że jadąc ze średnią 30-33 km/h przez tyle czasu, po prostu bym spuchł.

Na starcie każdy ustawiał się do sektora, który wybrał podczas zapisów. Ustalono podział na rowery szosowe oraz inne (wśród których startowały tandemy), a dodatkowo pogrupowano sektory według deklarowanej prędkości przejazdu. Jak co roku zdarzały się przypadki, że ktoś startował nie ze swojego sektora. Jeszcze rok czy dwa lata temu potępiałem takie zachowanie – pisałem, że cwaniaki nie będą musiały nikogo wyprzedzać, a ich sektor najwyżej odjedzie. Ale w sumie ta teoria okazała się bez sensu, jadąc samemu pod wiatr, jedzie się gorzej, niż gdy trzeba kogokolwiek wyprzedzać. Mi przenosiny do innego sektora w ogóle nie przeszkadzały, póki nie wypychało to z niego innych, którzy do niego należeli.

Sama trasa została przygotowana bardzo dobrze. Asfalt w większości był dobry (może na odcinku 500-800 metrów nie robił szału), co chwila stał ktoś z obsługi imprezy, a wszystkie skręty moim zdaniem były dobrze oznaczone. Pewną uwagę mam do tego, że przez pierwsze kilkanaście kilometrów trasa biegła tym samym odcinkiem, którym potem wracaliśmy (możecie zobaczyć to na mojej Stravie). Na początku na środku stały pachołki, które odgradzały przeciwległe pasy ruchu, co niestety utrudniało wyprzedzanie – z mojego sektora (rowery szosowe – 35 km/h) uformował się długi „wąż” i przeskakiwanie na lewy pas utrudniały właśnie pachołki. W szybszych sektorach były także kraksy (co widać na nagraniu powyżej), bo widać, że kolarze od razu zajęli dwa pasy (inna sprawa, że kraksy zdarzały się im także bez pachołków).

W wolniejszych sektorach nie był to problem, natomiast tak czy siak, w poprzednich dwóch edycjach trasa miała lepszy przebieg, ponieważ schodziła się do jednej drogi dopiero po kilku kilometrach, czyli w momencie gdy każdy kto miał wyprzedzić – już to zrobił i robiło się dużo spokojniej.

Skoda Bike Challenge

W poprzednich latach pisałem Wam o tym, aby zapisywać się do sektora z prędkością 5 km/h wyższą, niż jeździ się na co dzień. W 2016 startowałem z sektora 25 km/h (dla rowerów z kategorii inne), a przyjechałem ze średnią 30 km/h, przy okazji tracąc trochę czasu przez brak możliwości wyprzedzania. Rok później pojechałem z sektora 30 km/h (dla rowerów szosowych), jadąc ze średnią 33 km/h. W tym roku postanowiłem zaszaleć, zapisując się do sektora szosowego z deklarowaną prędkością 35 km/h. I to był mały błąd.

Pisząc o prędkości, mam na myśli średnią, bo chwilami jechałem nawet 40 km/h, gdy wiatr i warunki sprzyjały. Natomiast złapałem się na to, że nie byłem w stanie zbyt długo utrzymać tempa jazdy większości osób z mojego sektora, a znowu dużo osób z kolejnej kategorii jechało ciut za wolno, aby mnie dogonić (przez różnicę w czasie startu, ponieważ sektory były wypuszczane w odstępach). Oczywiście kilka razy wyprzedziła mnie jakaś szybka grupka z kolejnych sektorów, ale musiałbym tak naprawdę albo się zatrzymać, albo mocno zwolnić, aby pojechać z dużą liczbą osób z kolejnego sektora.

Tym samym przez kilka ładnych kilometrów jechałem albo sam, a potem w rwanych grupkach po 3-4 osoby. Nie było tak jak rok temu, że naprawdę spory odcinek przejechałem w większej, kilkunastoosobowej grupie, idealnie pasującej mi tempem. No nic, mam nauczkę, żeby nie świrować i jeżeli będę startował za rok – ruszyć jednak z grupą 30 km/h :)

Skoda Bike Challenge

Z ostatecznego wyniku i tak jestem zadowolony – godzina i 39 minut na 53 kilometrach dają średnią +/- 32 km/h. W życiu sam nie osiągnąłbym takiego wyniku – na takiej imprezie nie dość, że można jechać w grupie (mniej lub bardziej zgranej), to jeszcze nie trzeba martwić się o samochody i dodatkowo działa adrenalina :)

Aha! Jak słusznie zauważył czarny43 pod moim zdjęciem na Instagramie – zawsze pisałem, że nie czas na mecie jest najważniejszy, ale sam udział. I tak w rzeczywistości jest, choć jeżeli jedzie się po raz kolejny, to jednak ma się ochotę być trochę lepszym niż poprzednim razem :) Bo ścigamy się tak naprawdę sami ze sobą, a nie z innymi.

Skoda Bike Challenge Skoda Bike Challenge

Monika zaliczyła fajny przejazd (średnia ok. 26 km/h), a (bardzo pozytywnym) zaskoczeniem byli moi rodzice! Przed startem marudzili, że oni jeżdżą emeryckim tempem, że lepiej czują się na turystycznych wyjazdach, że na taki wyścig pewnie sami wytrenowani kolarze przyjeżdżają itd.

Jaki rower na takie zawody

Od razu dementuję – na taką imprezę można przyjechać w zasadzie KAŻDYM rowerem. Na mecie widziałem rowery trekkingowe, crossowe, górskie, fatbike’i (choć nie wiem czy akurat oni startowali) – po prostu pełen przekrój. I nie trzeba jechać ani w rowerowych ciuchach, ani specjalnie trenować. Potrzebny jest tylko kask, sprawne hamulce i choć kilka porządniejszych przejażdżek rowerowych za sobą.

Wracając do moich rodziców – przyjechali z czasem wolniejszym od mojego o raptem 8 minut i 40 sekund, co dało im średnią ok. 29 km/h! Tak się odgrażali, że słabo jeżdżą, a widać, że wszystkie ich wyjazdy i przejechane kilometry – bardzo się przydały. Strach pomyśleć, co by było, gdyby jechali na szosowym tandemie (zainteresowanych odsyłam do odcinka na YT, gdzie opowiedzieli mi co nieco o ich jeździe na tandemie).

Skoda Bike Challenge

Skoda Bike Challenge

Po ogarnięciu się na mecie, zajrzałem jeszcze na stoisko ŠKODY, gdzie opowiedziałem co nieco o moich rowerowych przejazdach i oczywiście nie mogło zabraknąć pytań o to jaki rower kupić :) Dziękuję za wszystkie przemiłe rozmowy, które miałem okazję z Wami odbyć!

Połaziliśmy jeszcze po innych namiotach, gdzie m.in. Pearl Izumi zrobiło niezłą wyprzedaż odzieży (nie mogłem się nie skusić na koszulkę), a potem został już tylko powrót do domu.

Skoda Kodiaq

Skoda Kodiaq

Tak jak rok temu, ŠKODA pożyczyła nam KODIAQ’a – za co bardzo dziękujemy, zarówno my, jak i rowery – jechaliśmy bardzo wygodnie :) Czy pojawimy się z Moniką (a coś czuję, że także z rodzicami, bo będzie ich korciło, aby poprawić swój czas) na tej imprezie w przyszłym roku? Myślę, że tak :) Atmosfera była bardzo fajna (czyli zero napinki, a jedynie zdrowa motywacja) i od czasu do czasu przydaje się poczuć trochę pozytywnej adrenaliny :)