Bike Challenge – przemyślenia po moich pierwszych zawodach

W ostatni weekend wybrałem się do Poznania, aby wziąć udział w Škoda Bike Challenge. W sumie gdyby nie zaproszenie, które dostałem na te zawody, pewnie jeszcze długo nie zdecydowałbym się, aby wystartować w jakimkolwiek wyścigu rowerowym. Nigdy nie ciągnęło mnie do rywalizacji, daleki jestem również od słów takich jak sport czy trening. Rower traktuję wyłącznie w kategoriach przyjemności, braku przymusu czy realizowania wytycznych trenera. Nikomu oczywiście nie odbieram przyjemności z takiego podejścia do roweru, ale mi po prostu nie jest ono po drodze.

Ale… powiem Wam, że to co się stało w Poznaniu, przerosło wszystkie moje wyobrażenia. Przyjechaliśmy z Moniką dzień wcześniej, aby odebrać pakiet startowy, połazić trochę po Starym Mieście i nad Wartą. Był pyszny burger, kalmary i piwo, czyli dieta nie do końca sportowa, ale za to podbudowująca morale :) W miasteczku zawodów już rozstawiały się namioty, ludzie zaglądali już do tych otwartych, ale nie czuć było jeszcze tego co miało nadejść w niedzielę.

Skoda Bike Challenge

Startowałem na 50 kilometrów (ostatecznie trasa miała 45 km według mojego licznika i Endomondo), a na start wpuszczano nas od 9:30. Wcześniej pokręciłem się po miasteczku, robiąc zdjęcia i kręcąc wideo, które pokażę Wam za chwilę. Czuć już było atmosferę zawodów, pojawił się ogrom ludzi (przez cały dzień startowało w sumie ponad 5000 osób), do niektórych namiotów nawet ustawiały się kolejki :) A ja nadal nie wiedziałem co mnie czeka i jak to będzie.

Blog rowerowy

Na starcie ustawiło się 1800 osób. Ogrom ludzi, do mojej podstawówki, największej w mieście, chodziło za moich czasów tylu uczniów. Zapisując się należało wybrać deklarowaną średnią prędkość i tak byliśmy rozlokowani po sektorach. Ja wybrałem 25 km/h, ponieważ zazwyczaj tyle na płaskich odcinkach wynosi moja średnia prędkość. Wokół mnie ludzie na rowerach szosowych, górskich, fitnessowych, crossowych, trekkingowych (niektórzy nawet z sakwami), z tego co wiem startowała nawet jedna ekipa na tandemie. Jeżeli kiedykolwiek zastanawialibyście się, czy Wasz rower nadaje się do startu w tego typu zawodach, to mogę powiedzieć tyle, że wystarczy aby był sprawny technicznie :) Jedyne do czego mogę mieć zastrzeżenia, to widziałem potem na zdjęciach kogoś, kto startował na ostrym kole bez jakiegokolwiek hamulca. Nie za bardzo mi się to podoba, że jechał ktoś, kto w awaryjnej sytuacji nie będzie w stanie zahamować, a jadąc w takiej grupie osób, takie awaryjne sytuacje się zdarzają.

Skoda Bike Challenge

Organizatorzy wypuszczali uczestników z linii startu partiami. To oczywiste, że przy takiej masie ludzi nie moglibyśmy ruszyć wszyscy razem, bo zrobiłby się totalny chaos. Tak więc zanim dotarłem do startu, minęło dobre 20 minut. Mój błąd polegał na tym, że ustawiłem się prawie na samym końcu, wymieszany z sektorem, który był jeszcze za mną, czyli z deklarowaną prędkością 20 km/h. Spokojnie mogłem przejść do przodu, mając z głowy „wyprzedzanie” co najmniej kilkudziesięciu osób. Dlaczego błąd? O tym za chwilę.

Skoda Bike Challenge

Gdy w końcu ruszyłem, na początku jechaliśmy w sporym ścisku, który z czasem zaczął się rozluźniać. Nie wiedzieć czemu, obudziły się we mnie dodatkowe pokłady energii i zacząłem jechać szybciej, niż zazwyczaj to robię. Wyprzedzałem kolejnych rowerzystów, ale niestety nie zawsze było to łatwe. Choć to moje pierwsze zawody, dobrze wiedziałem, że w dobrym tonie jest zostawiać lewą stronę wolną dla tych, którzy wyprzedzają. Niestety, chyba nie wiedziała o tym połowa jadących. Zdaję sobie sprawę, że Ci, którzy deklarują przejazd z prędkością 25/20/15 km/h, to nie są stali bywalcy takich zawodów. Miło byłoby zatem, aby organizator na swojej stronie, przygotował mały poradnik pt. „Moje pierwsze zawody”, gdzie podałby kilka wskazówek, jak zachowywać się na trasie, co warto ze sobą zabrać, jak się przygotować itd. Ja mam mikre doświadczenie w tej materii, ale jeżeli wezmę jeszcze udział w kilku takich imprezach, to pewnie sam coś przygotuję :)

Skoda Bike Challenge

I tu wyszedł właśnie mój błąd z ustawieniem się na starcie. Mogłem bez problemu przejść do przodu i ustawić się na samym początku mojego sektora. Miałbym po prostu mniej osób do wyprzedzenia po drodze. I już nie chodzi o to, że oni mnie spowalniali. Było to po prostu mało przyjemne, przepychać się przy samym krawężniku. Czasem krzyknąłem „lewa wolna!” (oczywiście na końcu dziękując), a czasem mi się już nie chciało i wciskałem się w wolne miejsca. Ba, było też jak na wielu polskich drogach, że szybciej można było jechać po prawej stronie, z czego kilka razy skorzystałem :)

No właśnie, pierwsze zawody, tu gada, że żaden z niego sportowiec, a nagle się okazuje, że jedzie i wyprzedza. Moim pierwotnym założeniem było jechać swoim tempem, nie spieszyć się, po prostu przejechać trasę i tyle. Wszystko zmieniło się tuż po starcie, gdy okazało się, że pruję ponad 30 km/h. Przez chwilę chciałem się stopować, wiedząc, że jeżeli przesadzę z tempem, to mogę później tego żałować, ale w końcu machnąłem na to ręką, uznając, że co ma być to będzie :) Podejrzewam, że energii dodawali mi po prostu jadący przede mną. Gdy jadę sam, przed sobą nie mam zazwyczaj nikogo, nie ma żadnej motywacji aby pojechać troszkę szybciej. A tutaj non stop ktoś był przede mną :) No to wyprzedzałem.

Skoda Bike Challenge

Oczywiście szybciej niż swoje maksymalne możliwości i tak bym nie pojechał, ale gdy już wróciłem do Łodzi, próbowałem w poniedziałek pojechać tak samo, jak w Poznaniu. I nijak mi to nie wychodziło. Jednak „walka” wyzwala dodatkowe siły, które jest gdzie spożytkować. Choć jak się teraz dłużej nad tym zastanawiam, to ostatecznie i tak walczy się samemu ze sobą. Wyprzedzanie tych osób dawało tylko tyle, że mnie nie spowalniały, ale i tak o miejscu na mecie decydował czas, a nie to, którym się de facto przyjechało. W tabeli wyników widać kilku takich spryciarzy, którzy przenieśli się z sektora np. 25 km/h do tego z deklarowaną prędkością 40 km/h (łatwo to zauważyć patrząc na godzinę startu). Dzięki temu, choć „ich” sektor szybko im odjechał, to nie musieli wyprzedzać dziesiątek ludzi, którzy nieraz blokowali przejazd. Cóż…

Na mecie okazało się, że miałem średnią 30 km/h (45 km w dokładnie 1,5 godziny). Chyba raz w życiu miałem taką, na takim dystansie :) Tak więc pokazałem sobie, że się da, że mimo, że nie trenuję nic a nic, to te godziny spędzone w siodełku na luźnych przejazdach, na coś się przydają. Ale nawet gdybym miał niższą średnią, to moja satysfakcja byłaby równie duża. Tak czy owak, każdemu z Was polecam wzięcie udziału choć raz w tego typu imprezie. Sam podchodziłem do tego z dystansem i dość sceptycznie, a na końcu okazało się, że zdecydowanie było warto. Było warto chociażby obserwować reakcję swojego organizmu na strzał adrenaliny i endorfin, które towarzyszyły mi od startu do mety. Przed przyjazdem trochę narzekałem, że nie będę mógł jechać słuchając muzyki, że będzie mi się jazda dłużyła, że takie ściganie to nic fajnego. Bardzo się myliłem – półtorej godziny minęło nawet nie wiem kiedy, muzyka do niczego nie była mi potrzebna i okazało się, że było mega fajnie :)

Skoda Bike Challenge

 

Skoda Bike Challenge
Parking dla rowerów :)
Skoda Bike Challenge
Tablica z nieoficjalnymi wynikami na 50 km

Na mecie każdy dostał medal, było coś do picia i do jedzenia (napoje także w połowie trasy, gdzie zatrzymałem się na tankowanie bidonów), no i sporo miłych spotkań z czytelnikami i widzami. Nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować Škodzie za zaproszenie na poznański Bike Challenge. I do zobaczenia za rok!

Na koniec zapraszam Was do obejrzenia krótkiego odcinka, który nagrałem na zawodach. Przy okazji zachęcam do subskrybowania kanału :)