Rowery elektryczne – czy są potrzebne?

Dziś rano wrzuciłem na Facebooka nagranie, na którym pokazano ciekawy sposób na błyskawiczne przerobienie zwykłego roweru na elektryczny. Wymieniamy przednie koło na koło orbitalne (nie jestem pewny czy tak się tłumaczy na polski „orbital wheel”), montujemy sterownik na kierownicy i gotowe. Więcej o samym projekcie przeczytacie tutaj, a tak wygląda takie koło w praktyce:

 

 

Co sądzicie o tak prostej możliwości przerobienia zwykłego roweru na elektryczny? Pomysł wydaje się ciekawy.

Opublikowany przez Rowerowe Porady na 9 maja 2016

W każdym razie pod moim postem – jak w większości przypadków – gdy pojawia się temat rowerów elektrycznych, pojawił się wątek – czy rowery elektryczne są w ogóle potrzebne? Przecież rower to pot pod pachami, zmęczenie i poprawianie kondycji. A jazda na rowerze elektrycznym to wstyd.

Sam tak kiedyś myślałem, zostawiając margines dla osób starszych lub chorych, którym rower elektryczny pomógłby w dojeżdżaniu tam gdzie potrzebują. Nie zastanawiałem się nad innymi, równie praktycznymi zastosowaniami elektryków.

A rower elektryczny wyśmienicie nadaje się do dojeżdżania do pracy/szkoły/na zakupy/na randkę. Przyjeżdżamy na miejsce bez grama potu na skórze, możemy jechać w ciuchach, których nie będziemy już zmieniać po dojechaniu, odpadnie branie prysznica czy „kąpiel” w umywalce.

Tu pojawiają się głosy sprzeciwu. Pierwszy mówi, że można jechać na zwykłym rowerze tak, aby się nie spocić. Ja odpowiadam – ano można, ale dużo zależy od indywidualnych predyspozycji. No i najczęściej wiąże się to z jazdą 15 kilometrów na godzinę. Poza tym, jest wiele miejsc, gdzie po prostu nie da się nie spocić. Wystarczy mieszkać w lekko górzystym miejscu i już podjeżdżając pod pierwsze wzniesienie (na drodze do pracy) mieć całą koszulę czy bluzkę mokrą. Gdy byłem w tym roku na Gran Canarii, dobrze pamiętam gdy wylewałem siódme poty, aby podjechać pod jakieś wzniesienie (i bardzo dobrze, nie narzekam). I w pewnym momencie wyprzedziła mnie z prędkością 25 km/h pewna Pani, ubrana w typowo biurowy strój. Jechała lekko i z gracją, a ludzie idący chodnikiem aż obracali za nią głowy. Rowery elektryczne rewelacyjnie sprawdzają się w takich miejscach.

Drugi głos sprzeciwu mówi – rower to rower! Jeżeli już ktoś chce silnik, niech kupi sobie skuter albo motorower. Ja odpowiadam – skutery i motorowery to bardzo fajne pojazdy i absolutnie ich nie skreślam. Natomiast nie można nimi jeździć po drogach rowerowych (i bardzo dobrze, że nie można), zajmują więcej miejsca, nie wniesie się ich do mieszkania, trzeba je rejestrować i płacić OC, może pojawić się spory problem, jeżeli motorower złapie awarię/kapcia. Rower nawet samemu jakoś uda się przetransportować do domu/serwisu, z większym i cięższym motorkiem będzie trudniej. Także skuter nie jest idealnym zamiennikiem roweru elektrycznego, trzeba dobrać sprzęt do własnych warunków i potrzeb.

Trzeci głos sprzeciwu mówi – rowery elektryczne są drogie! Tu mogę się zgodzić i nie zgodzić jednocześnie. Rowery elektryczne nie są drogie, tylko – spójrzmy prawdzie w oczy – to my za mało zarabiamy. Bardzo podstawowy, nie robiący szału rower elektryczny, ale już z normalnym, litowo-jonowym akumulatorem, sensowną gwarancją i ważący 23-24 kilogramy, a nie 40, kosztuje ok. 3000 złotych. To na nasze warunki sporo, a przypominam, że rower swoją klasą będzie stał na poziomie zwykłego roweru za góra 1000 złotych. Tylko trzeba pamiętać o tym, że dla Niemca różnica między tymi rowerami będzie wynosić ok. 430 euro, czyli w luźnym przeliczeniu tyle co dla nas 430 złotych.

Tak więc zgodzę się – rowery elektryczne nie są w przystępnych cenach, jak na naszą kieszeń. Ale myślę, że z czasem będzie się to zmieniać. Same technologie stanieją, plus Polacy będą z roku na rok się bogacić i nasza siła nabywcza będzie rosnąć.

Rowery elektryczne MTB

Ciekawi mnie jeszcze koncepcja wkładania silników elektrycznych do rowerów górskich. Podejrzewam, że u nas jest to już zupełna nisza (znów ze względu na cenę), ale taki rower daje możliwość szybszego i wygodniejszego wjechania na górę, tak aby cieszyć się ze zjeżdżania. I pozwala szybciej ponownie dostać się na szczyt.

Rower szosowy z silnikiem elektrycznym

Trochę dziwi mnie za to, że można też kupić rower szosowy z silnikiem elektrycznym. I nie myślę tu o tych, które są ukryte w ramie i pomagają w wygraniu wyścigu, bo to akurat rozumiem. W sporcie zawsze pojawiały się osoby, które chciały wygrać w nieuczciwy sposób. Natomiast do codziennej jazdy taka elektryczna szosówka… Też można by powiedzieć, że dzięki silnikowi łatwiej będzie pojechać np. w Alpy, by podjeżdżać pod najwyższe wzniesienia. Ale równie dobrze można to zrobić na rowerze trekkingowym wyposażonym w silnik, a przynajmniej nie będzie to wyglądało osobliwie. Jestem ciekawy, co wy myślicie o szosowych rowerach elektrycznych, bo z nimi mam pewien zgrzyt :)

Podsumowując – rower elektryczny niekoniecznie musi oznaczać, że ktoś nie lubi wysiłku fizycznego. Może po prostu chce dojeżdżać do pracy w suchych ciuchach. Albo jest para, w której jedna połówka uwielbia jeździć na rowerze, a druga niekoniecznie, ale chcą od czasu do czasu wybrać się gdzieś razem. I jedna z nich jedzie zwykłym rowerem, druga bez stresu i niepotrzebnego wypluwania płuc, nadąża za nią na elektrycznym. Albo jest… No właśnie, nikt nikomu na siłę nie wciska rowerów elektrycznych. Sam nie planuję na takim rowerze jeździć, ale daleki jestem od skreślania ich, bo jest cała masa osób, którym się taki rower po prostu przyda. Zresztą rosnące wyniki sprzedaży elektryków mówią same za siebie.

A tutaj przeczytacie więcej o rowerach elektrycznych, ich budowie i przepisach, które ich dotyczą.

 
  • Dr J

    Zapomniales jeszcze o jednej kategorii – elektrycznych rowerow towarowych (cargo). Tutaj wlasnie ujawnia sie cala moc rowerow elektrycznych. Wciagniecie dwojki dzieci i tygodniowych zakupow pod stroma gorke nie stanowi wtedy problemu.

    Generalnie uwazam, ze w transporcie rowery elektryczne maja sens czyli wlasnie w rowerach towarowych, dojazdach do biura (szczegolnie w gorzystym terenie), itp.
    Maja tez sens dla osob starszych lub inwalidow.
    Natomiast nie widze sensu uzywania e-bike’ow w rekreacji. W koncu wtedy po to jezdzimy na rowerze zeby sie zmeczyc i troche popracowac wlasnymi miesniami.

    • O faktycznie, rowery bagażowe to jest to, gdzie silnik się dobrze sprawdzi. No i ma się więcej miejsca na mocniejszy akumulator :)

  • NND Newbie

    Na filmie widać jak wiele osób ma problem z utrzymaniem równowagi, nawet jadąc prosto potrafi ich zachwiać. A na samym początku nagrania widać jak podczas skrętu trzeba było nawet balansować nogą.

    Albo źle dobrali osoby do nagrania, albo rower z tym kołem ma problem ze stabilnością.

    Ale ogólnie pomysł fajny. A rowery elektryczne do celów użytkowych jak najbardziej mają sens

    • Ja mam wrażenie, że te osoby wsiadły na rower z tego typu kołem po raz pierwszy i przy okazji musiały uważać na kamerę :) Ale fakt, przydałoby się to przetestować :)

  • Tadek

    Jestem ciekaw jak się ma dużo większa waga roweru do pomocy przy pedałowaniu, skoro silnik pomaga tylko do określonej (i to wcale nie dużej) prędkości. Pod górę owszem, rozpędzanie jak najbardziej, ale jazda po płaskim czy lekko pod górkę na rowerze dwa razy cięższym ostatecznie może być uciążliwe. Sam bym raczej się nie zdecydował, bo czuję przyjemność z jazdy i taka pomoc to trochę jak ściąganie, ale idea jest jak najbardziej ok.

    Swoją drogą ciekawe stwierdzenie – rowery elektryczne nie są drogie tylko my za mało zarabiamy. To samo można powiedzieć o samochodach, Porsche też jest tanie dla pewnej grupy osób… Patrząc na podany przykład rower elektryczny za 3000zł odpowiada zwykłemu za 1000zł, nasuwa się jednoznacznie że to jest jednak po prostu drogie.

    • Silnik wspomaga do 25 km/h (według przepisów, choć ponoć da się zdjąć blokadę) ze względów bezpieczeństwa. To po pierwsze, po drugie taki rower nie służy do ścigania :)

      Jeżeli chodzi o zarobki, to zobacz ile miesięcy musi pracować na Porsche przeciętny Niemiec, a ile przeciętny Polak. Tak jest ze wszystkimi dobrami materialnymi. Kosztują dla każdego tyle samo. To, że rowery elektryczne są sporo DROŻSZE od tradycyjnych, to już inna sprawa.

      • mr T

        Zdjąć blokadę można, na różne sposoby. Nielegalność napędów obchodzi się w różny sposób – można je te rowery sprzedawać legalnie a klienta informować że kupuje coś co wymaga rejestracji i legalizacji. Od kiedy pojawiły się w handlu elektryki jeżdżące bez problemu 35-45 na godzinę wzięcie na nie jest.

        • Marcin

          Taki rower nie jest wcale „nielegalny”, tyle tylko że nie ma prawa poruszać się po drogach publicznych (w tym po ścieżkach rowerowych). Ale poza drogami publicznymi to inna sprawa, o ile oczywiście nie naruszasz innych praw :)

    • mr T

      Nie jest drogie. Zarobki są mizerne. Taki napęd to silnik zapleciony w kole, elektronika i akumulatory z układem kontrolnym. Sensowne komponenty będą kosztować, można na tanio po chińsku tylko wtedy będziesz musiał doinwestowywać zakup.

  • E.T. PhoneHome

    ja mam trajeczkę z silnikiem, do pracy wygodnie jadę, a mieszkam w górzystym terenie, dzisiaj na potwierdzenie usłyszałem z parkingu taxi „Ten to ma wygodnie!” :D Jak chcę się zmęczyć, to baterię zostawiam w garażu ;)

  • joszko

    mam niedawno rower elektryczny i 78 lat,ponadto inne rowery.Rower el.ma 5 poziomów wspomagania i 0 na którym wspomagania brak Rower jest ciężki i ma dużą bezwładność,
    50% drogi jadę bez wspomagania oszczędzając baterię.Mogę jechać 120 km i nie
    odczuwam wstydu.Pozdrawiam

    • Absolutnie nie ma się czego wstydzić, trzeba jeździć swoje i tak jak piszesz, dobierać poziom wspomagania tak, żeby samemu też trochę pokręcić :)

  • Marcin Bartusch

    Jeżdżę na Prox 27’5 i sobie chwalę. Trójmiasto jest otoczone wzniesieniami w pięknych lasach więc elektryk mi naprawdę pomaga. A czemu nie jeżdżę zwykłym rowerem? Z prostej przyczyny: zdrowie. Więc jestem z grupy „inwalidów” :).
    To mój drugi rower elektryczny. Pierwszy był typowo miejski ale to nuda.

    • O tak, byłem rowerem w Trójmieście dwa razy w zeszłym roku i macie tam sporo niezłych podjazdów. Jeżeli ktoś ma dalej do pracy, a chce jeździć rowerem, to elektryk może także tam być ciekawą opcją.

      • Maciej Rutecki

        Nic mi nie mów. Do pracy mam 24km (Gdynia-Gdańsk) i rano korzystam z SKM, a wracam rowerem. Wtedy robi się zaledwie 30km dziennie, ale i tak (szczególnie jak jest sztorm) podjazdy czasem dają w kość na mieszczuchu. Gdybym miał elektryka, to na 99% bym podziękował komunikacji zbiorowej i używał tylko roweru.

  • pedro

    Jeśli chodzi o tłumaczenie to można zostawić orbital wheel, aczkolwiek może dzięki Panu zacznie funkcjonować w języku polskim nazwa: koło orbitalne :)

    • Lard Vader

      Lepsze, niż koło napędzane krawędziowo. ;-)

  • Tom Horn

    Fajnie, że temat wraca i fajnie, że nie budzi już tak skrajnie złych emocji. Kiedyś pamiętam odbyłem już dyskusję na ten temat tutaj :) Uważam, że to absolutna przyszłość i każdy może dowolnie taki silnik wykorzystać, zwłaszcza, że pojawiają się niesamowite możliwości, a mam na myśli przede wszystkim silniki bezoporowe, przekładniowe, takie które mało ważą a generują sporą moc (której nie trzeba wykorzystać w całości). Dwa dni temu jechałem rowerem z Krakowa do Wrześni (380 km, dwa dni) i przyznam, że wróciłem z obolałym kolanem. Myślę, że gdybym używał takiego silnika (np 8Fun 750w) przy wzniesieniach, których nie brakowało, kolano by mnie tak nie bolało i przejechałbym więcej km, co planowałem. Kiedyś miałem silnik, oporowy, w przedniej piaście (550W). Do tego ciężkie żelowe akumulatory.. Minęło kilka lat i technologia się bardzo rozwineła jeżeli chodzi o wagę silników i akumulatorów. Problem faktycznie jest cena, bo za taki zestaw o którym wspomniałem, trzeba zapłacić z baterią 12 Ah około 4 tys zł.. Serdecznie pozdrawiam. T

  • kaczan

    Dla mnie pytanie o elektryki jest nie na miejscu (Łukasz bez urazy). Każdy niech jeździ sobie jak chce i gdzie chce, na sprzęcie jakim chce, lub na jaki go stać. Spełnić należy tylko kilka prostych warunków – nie jeździmy na sprzęcie kradzionym (jeśli nie będzie zbytu, to nie będzie kradzieży). Jeździmy na sprzęcie sprawnym, aby nie zrobić innym krzywdy (wliczam w to wszystko batmanów). Nie powodujmy zagrożenia dla siebie, dla innych i dla przyrody (rozjżeżdżanie cennych gatunków roślin). Poza tym cieszmy się własną jazdą, gdyż jazda rowerem powinna być przyjemnością, a nie dyskredytujmy innych którzy jeżdżą na innym sprzęcie niż my. Każdy z nas jest inny, każdy ma prawo wyboru i cieszmy się możliwością wyboru, oraz różnorodnością oferty jaką dają nam producenci sprzętu

  • barklu

    Co do szosówek – wydaje mi isę, ze chodzi o zasięg. Jako że na szosówce traci się najmniej energii na wszelakie opory, to i zasięg może być większy niż innych rowerów. A jeśli droga jest równa, to czemu nie?

    • radziu

      Na erobajku tłumaczyli to w ten deseń: wyobraź sobie, że odcina Cię 80km od domu.

      • Ale odcina Cię, czy odcina Ci prąd, bo akumulator się wyczerpał? :D

        • radziu

          Odcina Cię :)

  • Krzysztof

    A ja zrobiłem coś takiego i zasięg mojej maszyny to ok 120km. Prędkość maxymalna jak do tej pory to było ok 65km/h. Koszt to 6500zł. więc nie było tragedii :)