Oświetlenie roweru – przepisy

Oświetlenie to obowiązkowe wyposażenie każdego roweru (w nocy). Nie każdy o tym pamięta i niestety wieczorami czy w nocy(!) można na naszych ulicach czy ścieżkach rowerowych spotkać sporo „batmanów„, który myślą, że jeżeli oni widzą, to ich też widać. Oczywiście takie podejście jest bardzo niebezpiecznie. Brak oświetlenia to jeden z grzechów głównych rowerzystów. I ja nie rozumiem tłumaczeń, że zapomniałem lampek, że baterie się wyładowały, że miałem wyjść z domu na chwilkę, ale się przeciągnęło, że lampki są drogie (bo nie są, przyzwoity komplet lampek kupi się już za 100 złotych). Trzeba dbać o oświetlenie roweru i już. Wokół oświetlenia roweru narosło również wiele mitów i niedomówień. Dlatego postaram się przedstawić najważniejsze przepisy dotyczące tego tematu.

Oświetlenie roweru w dzień
fot. Richard Masoner

Oświetlenie roweru według przepisów

Rozporządzenie Ministra Transportu z 6.06.2013 w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz ich niezbędnego wyposażenia, Dz. Ustaw 2013 poz. 951

Art. 53, ust. 1. Rower oraz wózek rowerowy powinny być wyposażone:

1. z przodu – co najmniej w jedno światło barwy białej lub żółtej selektywnej;
2. z tyłu – co najmniej w jedno światło odblaskowe barwy czerwonej o kształcie innym niż trójkąt oraz co najmniej w jedno światło pozycyjne barwy czerwonej.

Oba światła mogą być migające:

Art. 56, ust. 1, punkt 1. W przypadku roweru i wózka rowerowego dopuszcza się migające światła pozycyjne.

Dodatkowo, przepisy regulują kwestię zamocowania oświetlenia. Nie musi być ono założone do roweru, jeśli jest jasno. Wiem, że są osoby, które np. skaczą na rowerach i zamontowane oświetlenie bardzo szybko by się urwało. Ale nawet w takich przypadkach zalecam wożenie lampek w plecaku, ponieważ nigdy nie wiadomo jak potoczy się dzień i może nas zaskoczyć noc.

Art. 53, ust. 5, p. 1a Dopuszcza się aby światła pozycyjne roweru były zdemontowane, jeżeli kierujący tym pojazdem nie jest zobowiązany do ich używania podczas jazdy.

Jak nie widać rowerzysty bez oświetlenia, bardzo dobrze widać na nagraniu poniżej. W tym filmie porównałem widoczność rowerzysty bez lampek, z tym, który włączył oświetlenie, a nawet założył kamizelkę odblaskową poza terenem zabudowanym. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.

Kamizelki odblaskowe dla rowerzystów

Oglądając to nagranie, przypomina mi się gorący ostatnio temat kamizelek dla pieszych, poruszających się w terenie niezabudowanym. Rowerzyści nie mają obowiązku jazdy w kamizelkach odblaskowych. Wystarczy przepisowe oświetlenie. Ze swojej strony mogę jedynie poradzić, że jeżeli planujesz jechać po takiej drodze jaką widać na drugiej części nagrania (nieoświetlona ulica) – dobrze jednak taką kamizelkę założyć. Lampki sporo dają, ale w światłach nadjeżdżających z naprzeciwka pojazdów, mogą zginąć. Tym bardziej, że nie musi to być samochodowa kamizelka-fruwajka, tylko można kupić jakąś sensowną, dobrze skrojoną i wyglądającą kamizelkę. Warto tylko zwrócić uwagę na liczbę odblasków, bo to one są najistotniejsze.

Czasami w rowerowych dyskusjach pojawia się pytanie, czy trzeba mieć zapalone lampki przez całą dobę (tak jak kierowcy samochodów i motocykli). Tę kwestię reguluje Prawo o Ruchu Drogowym.

Prawo o Ruchu Drogowym z dnia 30 sierpnia 2012

Art. 51, ustęp 1.

Kierujący pojazdem jest obowiązany używać świateł mijania podczas jazdy w warunkach normalnej przejrzystości powietrza.

ALE:

Art. 51, ustęp 6.

Przepisów ust. 1 nie stosuje się do kierującego pojazdem, który nie jest wyposażony w światła mijania, drogowe lub światła do jazdy dziennej. Kierujący takim pojazdem w czasie od zmierzchu do świtu lub w tunelu jest obowiązany używać świateł stanowiących obowiązkowe wyposażenie pojazdu.

W rowerze nie mamy świateł mijania, drogowych czy do jazdy dziennej – zatem rowerowe oświetlenie należy mieć włączone jedynie w nocy oraz w podczas jazdy w tunelu (co jest całkowicie zrozumiałe). Do tego dochodzi kwestia złych warunków pogodowych. Reguluje to także Prawo o Ruchu Drogowym.

Art. 30. 1. Kierujący pojazdem jest obowiązany zachować szczególną ostrożność w czasie jazdy w warunkach zmniejszonej przejrzystości powietrza, spowodowanej mgłą, opadami atmosferycznymi lub innymi przyczynami, a ponadto:

2)  kierujący innym pojazdem niż pojazd, o którym mowa w pkt 1, jest obowiązany:

a)  włączyć światła, w które pojazd jest wyposażony,

b)  korzystać z pobocza drogi, a jeżeli nie jest to możliwe, jechać jak najbliżej krawędzi jezdni i nie wyprzedzać innego pojazdu.

Tak więc jazda w dzień, ale we mgle czy silnych opadach deszczu, także wymaga włączonego oświetlenia. Ale myślę, że to nakazuje także zdrowy rozsądek, a nie tylko przepisy.

Jakie oświetlenie wieczorem na rower
fot. Weichao Zhao

Inne warunki techniczne

Mam jeszcze dla Was garść innych przepisów z Rozporządzenia o warunkach technicznych pojazdów.

Art. 56, ust. 5. Światła czerwone nie mogą być widoczne z przodu, a światła białe (żółte selektywne) z tyłu.

Czasami zdarzy się zobaczyć takiego agenta, który zamieni przednią lampkę z tylną. Takie ustawienie świateł potrafi bardzo zmylić, zwłaszcza gdy będzie się dojeżdżać do skrzyżowania.

Artykuł 56 dopuszcza również stosowanie świateł odblaskowych barwy żółtej zamocowanych na kołach roweru i na pedałach. Można również stosować białe odblaski z przodu roweru. Dopuszcza się również stosowanie pasków odblaskowych na boku opony.

W artykule 56 możemy również przeczytać, że: światła pozycyjne oraz światła odblaskowe oświetlone światłem drogowym innego pojazdu, powinny być widoczne w nocy przy dobrej przejrzystości powietrza z odległości co najmniej 150 m.

To oznacza, że nie powinniśmy zakładać lampek, które ledwo co świecą. Niektórzy kupują takie malutkie lampeczki, z jedną, lichą diodką. Nie dają one za wiele światła i często są widoczne dopiero w ostatniej chwili. Technologia poszła do przodu i nawet jeżeli kupujesz malutką lampkę, warto wybrać taką, która będzie dawała mocniejsze światło. Całkiem nieźle radzą sobie pod tym względem lampki Author Shot. Oczywiście nie świecą tak, aby oświetlić drogę, ale jako błyskacze nieźle dają sobie radę.

Artykuł 56 mówi nam również: lampki w przypadku roweru i wózka rowerowego powinny być umieszczone nie wyżej niż 1500 mm i nie niżej niż 250 mm od powierzchni jezdni.

I muszą być trwale przymocowane do roweru. Czołówka na głowie, raz, że będzie za wysoko, dwa – nie stanowi wyposażenia roweru. Czołówką można oświetlać sobie drogę w lesie. Ale na drogach publicznych to bardzo mylące, ponieważ każde obrócenie głowy sprawia, że zaczynamy świecić gdzie indziej. No i dodatkowo jest dużo większe ryzyko oślepienia innych.

Świecące wentyle

Dość często pojawia się też pytanie, czy można stosować świecące nakrętki na wentyle. Według przepisów, takie nakrętki nie są legalne, ponieważ można stosować jedynie to, co znajduje się w Rozporządzeniu. Tutaj przyznam Wam szczerze, że jestem w kropce. Z jednej strony takie wentyle zwiększają widoczność roweru, z drugiej strony mogą działać myląco na kierowców. Do niedawna paski odblaskowe na oponach były niezgodne z przepisami, ale i tak życie pokazało, że bardzo dużo osób miało takie opony i nikt się tym nie przejmował. W końcu ustawodawca dostosował przepisy, by można było je legalnie stosować. Być może tak będzie ze świecącymi wentylami, choć powtórzę, że nie jestem specjalnie do nich przekonany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

173 komentarze

  • Wiadomo, że dla swojego bezpieczeństwa powinienem używać oświetlenia na rowerze po zmroku, ale..
    Czasami, ma się do przejechania niewielki odcinek przy małym natężeniu ruchu i wtedy uważam, że odblaski, które mam na stałe zamocowane przy rowerze czyli 1 czerwony z tyłu + na pedałach w zupełności wystarczy, abym został zauważony przez kierowcę, który jedzie nie szybciej niż 90 km/h.
    I tutaj ubolewam, że na filmach przedstawiających widoczność rowerzysty w takim scenariuszu ( odblaski rowerowe) nie został przeprowadzony :(
    Mam też biały odblask z przodu roweru, ale szczerze to jeżeli tylni jest faktycznie potrzebny to ten z przodu już nie jest aż tak istotny. Najwyżej będziemy uciekać rowerem do rowu :D

    • Naprawde fantastyczna logika, jestem pelen podziwu dla Twojego sposobu rozumowania. – Czyli jadac w troche dalsza trase, wystarczy podzielic ja sobie na kilka czy kilkanascie takich ‚niewielkich odcinkow’ i mozna ciac smialo na odblaskach, robiac po drodze krotkie postoje. ??

      • TO jest myśl !!!
        Muszę zdemontować ten odblask przynajmniej z przodu bo nie jest obowiązkowy a waży chyba pierdyliard gram :)
        A tak na serio puki nie leje deszcz tak, że jechać rowerem się nie da to odblask też widać.
        Oświetlenie roweru – pierwsze co ci zap***olą z roweru z pod sklepu !

        • Masz racje, zdejm to swiecidelko, bo nie dosc, ze waga, to przeciez przy tej powierzchni rowniez kolosalne opory powietrza, a tu przeciez liczy sie kazda chwila, by zdazyc oszukac przeznaczenie na tych niewielkich odcinkach. ?

          Pozostalym argumentom chyba nie podolam. W kazdym razie milo bylo spotkac w necie kogos z poczuciem humoru. ?✌️

    • „Czasami, ma się do przejechania niewielki odcinek przy małym natężeniu ruchu”

      Nawet jeden samochód przejeżdżający na godzinę, może Cię zmieść z drogi, bo nie będziesz wystarczająco widoczny.

      „i wtedy uważam, że odblaski, które mam na stałe zamocowane przy rowerze czyli 1 czerwony z tyłu + na pedałach w zupełności wystarczy, abym został zauważony przez kierowcę”

      Nie, nie wystarczy. Kierowca jadąc nie jest w stanie skupić się na tym, czy coś w czym odbija mu się światło, to przydrożny słupek, pieszy, rowerzysta czy inny samochód, stojący na poboczu.

      „który jedzie nie szybciej niż 90 km/h.”

      Od razu widać, że nie masz prawa jazdy. A nawet jeżeli masz, to jeszcze wiele lat jazdy przed Tobą, aby zebrać doświadczenie.

      Lampki, poza tym, że są OBOWIĄZKOWE po zmroku (i przy złej pogodzie), to dramatycznie zwiększają naszą widoczność na drodze, także tej oświetlonej w mieście. A przednia lampka jest równie ważna co tylna.

      „to ten z przodu już nie jest aż tak istotny. Najwyżej będziemy uciekać rowerem do rowu”

      Jak Ci wyjedzie samochód z bocznej uliczki, to czasami nie będziesz miał jak uciekać.

      Dodatkowo, jeżdżąc poza terenem zabudowanym, warto założyć na siebie kamizelkę (albo szelki) z solidnymi odblaskami. Warto zwracać na siebie uwagę, jak tylko się da, w nocy z ludzkim wzrokiem potrafią się dziać różne rzeczy.

      • OK, ok bezpieczeństwo przede wszystkim.
        „Jak Ci wyjedzie samochód z bocznej uliczki, to czasami nie będziesz miał jak uciekać.”
        Tu możesz mieć rację xD

        „Od razu widać, że nie masz prawa jazdy. A nawet jeżeli masz, to jeszcze wiele lat jazdy przed Tobą, aby zebrać doświadczenie.”
        Samochodem jeżdżę już z 10 lat, ale nie zapierniczam po zmroku na między miastowej krętej drodze bez pobocza jak nie widzę dalej niż X metrów przed sobą gwarantującą mi bezpieczne hamowanie (nie liczę wskakujących pod maskę saren bo to jest chyba wpisane w ryzyko bycia kierowcą).
        Mam świadomość, że jak potrącę kierowcę roweru to raz, że nie chcę tego ani ja ani rowerzysta, to dwa ja będę winnym zdarzeniu drogowym a co gorsza mogę stać się przestępcą gdy dojdzie do tragedii.
        Tylko teraz jeżeli potrącę rowerzystę, który nie miał wymaganego oświetlenia to grozi mi co najwyżej mandat!
        Więc będąc kierowcą wychodzi na to, że za bardzo uważam na drodze, ponieważ mógłbym jechać szybciej bo potrącenie pieszego po zmroku bez kamizelki poza terenem zabudowanym tudzież rowerzysty bez oświetlenia zwalnia mnie z odpowiedzialności karnej?
        Przecież nikt mi nie udowodni, czy jechałem 90 km/h czy 110 km/h.
        Od strony rowerzysty czy pieszego to wygląda tak, że zwiększając swoją widoczność przyzwyczajamy kierowców do szybszej jazdy, i tak wiem, że nikt nie stosuje się do ograniczenia prędkości do 90km/h. Teraz gdy drogi od czasu naszego członkostwa w UE drogi remontuje się na potęgę można zauważyć jak co roku zwiększa się średnia prędkość poruszania się pojazdów motorowych po naszych drogach (oczywiście nikt nie prowadzi takich danych ale na pewno łatwo jest to dostrzeżone przez każdego), a tymczasem w analogicznym okresie doczekaliśmy się jedynie coraz surowszych ograniczeń dot. prędkości na drogach jak np.: zmniejszenie prędkości w mieście z 60 km/h do 50 km/h.
        Tylko proszę się nie unosić ja tylko teoretyzuję, aby ugryźć temat trochę z innej strony.
        Zrozumcie moje odczucia.
        Kiedyś jadąc rowerem z odblaskami człowiek czuł się bezpiecznie a teraz… Nie dość, że ci wpiepszą mandat za brak oświetlenia to jeszcze ciebie potrącą. I się będą unosić, że ciebie nie widać! ale przecież kierowca ma dostosować prędkość jazdy do warunków panujących na drodze. A tutaj taki dress pędzący swoim BMW może okazać się bezkarny, gdy potrąci dziadka na rowerze bez lampki, bo akurat odpalał szluga.

        • Twój tok rozumowania idzie zdecydowanie w złą stronę. Po co w takim razie samochody mają włączone oświetlenie, czy motocykle? Przecież wystarczy, aby kierowcy dostosowali prędkość do warunków – co przy Twoim schemacie oznaczałoby jazdę cały czas 20 km/h, z wzrokiem wbitym w skraj jezdni, bo może tam jedzie rowerzysta. Aha, tylko trzeba jednocześnie obserwować także to co się dzieje przed samochodem i na przeciwległym pasie (bo tam może jechać inny samochód bez świateł). Bądźmy poważni.

          Oświetlenie samochodu/motocykla/roweru – jest właśnie po to, aby inni dostrzegli nas z daleka. I mieli dużo czasu na odpowiednią reakcję.

          „ja tylko teoretyzuję, aby ugryźć temat trochę z innej strony.”

          Burze mózgów są spoko, ale fajnie jak mają jakiś cel. Na razie w tym teoretyzowaniu nie widzę żadnego. Bo skończymy na tym, że po co w samochodzie/rowerze hamulce? Przecież wystarczy jechać na tyle wolno, żeby udało się wysiąść/zeskoczyć i zatrzymać pojazd.

          Przekraczanie prędkości na drogach i nieutrzymywanie odpowiedniego odstępu podczas wyprzedzania, to jest problem na polskich drogach. Ale to nie zmienia faktu, że oświetlenie po zmroku i w złych warunkach pogodowych trzeba na rowerze włączać. Nawet gdyby wszyscy jeździli przepisowo.

          • Idziesz w zaparte :P
            OK, dałem upust swoim emocjom, już nie będę zaśmiecał bloga moimi bezwartościowymi nieracjonalnymi komentarzami…
            Btw. Świetny blog :)
            Btw.2 Świetne zdjęcie z tą zamotowaną latarką do roweru. Zainspirowałeś mnie :D

  • jakoś na całym świecie wentyle nie sa mylące można używac innych kolorów oświetleń tylko w Polsce są mylące…w Polsce wszytko przeszkadza i wszytko myli kierowców…już robią z nich idiotów totalnych…

    • IMO robienie z roweru choinki tez nie jest jakos tak za specjalnie fajne… Dobrze, kiedy jest na drodze porzadek, a nie jakis festyn, samowola i dekoracje jak z okazji Bozego Narodzenia.

      • To twoja opinia to że coś mi się podoba nie znaczy że tobie ma sie podobać i przeciwnie…więc to rozumię ale jeśli ktoś chce zrobić sobie z roweru choinke to powinien mieć do tego prawo.jakby ten rower się nie świecił to jednak lepiej by się świecił niż jakby miał się nie świecić.

        Ja dużo jeżdżę w nocy po zupełnie nieoświetlonym terenie,widziałem kiedyś w programie shark tank gości co wymyślili fajny patent na przedniej obręczy montuje się światło.I to światło się zapala cyklicznie tzn tylo ta część blisko ziemi się podświetla i widać co masz przed kołami a że jesteś w ruchu to dodatkowo wygląda to ciekawie … mnie by to akurat pomogło praktycznie a nie wizulanie bo światęłko rowerowe mam tak ustawione by widzieć dużo do przodu ale zarazem nie widzę co mam w danym monencie pod kołąmi i takie swiatełko byłoby dla mnie optymalnym rozwiązaniem…obecnie muszę mieć 2 zwykłe światełka jedno ustawiona na dalsze drugie w dół… i też wyglądam jak choinka czy chcę czy nie chcę
        ale nie moge sobie na obręczy ustrojstwa zamontować bo u nas to zakazane.Wkurza mnie po prostu to że zabrania nam się wszytkiego.Powiedz mi czemu prawie na całym świecie wolno i jakoś nikt z tego powodu nie jakoś nie ginie
        Tylko u nas u nas nie wolno bo zakłada się że rozpraszałoby to uwagę…Tylko tyle i aż tyle.czyli na całym swiecie nie rozprasza ale u nas rozpraszałoby.

        • Wiesz, wiele lat temu, nie mozna bylo u nas namalowac sobie na samochodzie czegokolwiek, czy nakleic jakiejkolwiek wiekszych rozmiarow naklejki, bo rozpraszaloby to innych kierowcow… Glupie to jak cholera, wziawszy pod uwage jak dzis wygladaja poruszajace sie po ulicach auta, w szczegolnosci zarzygane od kol az po dach oczoj’bnymi reklamami; ktorych badz co badz sensem jest przyciagac uwage i niestety tym samym odciagac ja od tego, co rzeczywiscie w ruchu drogowym istotne. A jednak ktos w tamtych czasach widzial w tym sens, ktos inny zgodzil sie z tym i na ulicach bylo szaro, buro i do dupy, jednak podobno bezpieczniej. W kwestii zakladania czegokolwiek na obreczach kol rowerow, wlasciwie z Twojego posta dowiedzialem sie ostatnio, ze sa jakies tam zakazy odnosnie swiatelek na wentylkach. Nie wiem, nie posiadam wiedzy na ten temat, nawet nie chce mi sie teraz tego szukac chocby z braku czasu, ale powiem Ci, ze zaiste, z doswiadczenia wiem, ze takie rzeczy zwrocilyby moja uwage – byc moze akurat na te kilka sekund, moze ulamki sekundy – odwracajac ja od czegos potencjalnie niebezpiecznego dla mojego zdrowia i zycia, co wydarzyloby sie niespodziewanie rownolegle z pojawieniem sie tych fajnych, bajeranckich, zakreslajacych w ciemnosci swietlne kola, wentylkow… Mysle, ze o ile faktycznie jest to niedozwolone, to ktos na uwadze mial festyniarskie korzenie tego typu gadzetow, ktore niezbyt znaczny maja wplyw na poprawe bezpieczenstwa, natomiast w sposob wystarczajaco skuteczny moga sprawic, ze zagrozone zostanie bezpieczenstwo innych uczestnikow ruchu. Przypominam, ze swiatla w rowerze, tak jak w innych pojazdach, poza oswietleniem drogi przed pojazdem, maja zaznaczac nasza pozycje na drodze i sygnalizowac nasza na niej obecnosc, nie zas skupiac na sobie ponadprzecietna uwage, jak niewatpliwie czynia to rowery na ‚calym swiecie’, fantazyjnie udekorowanie swietlistym kwieciem. Twoj argument z ‚calym swiatem’ nie jest w sumie najgorszy, jednak poki co nie wiemy, czy na tym ‚prawie calym swiecie’ poza Polska, poziom bezpieczenstwa by sie nie podniosl, gdyby zakazac uzywania rowerzystom roznobarwnych lampek i swiecidelek, ktorymi zdobia sobie rowery. Moze gdyby te swiatelka nie odbiegaly barwa od przyjetych standardow, ich stosowanie w jakichs rozsadnych granicach mialoby sens, jednak strojenie sobie rowerow w sposob chaotyczny, kazdy sobie inaczej, swiatlem we wszystkich kolorach teczy i z palety poza nia, IMO nie jest dobre i uwierz mi, nie ma to zadnego zwiazku z tym, czy mi sie takie ozdoby podobaja, czy nie. Wlasciwie jestem im poki co obojetny i nie wykluczam, ze wlasnie dlatego, ze ich nie spotykam. Byc moze gdybym je widywal i byloby ich coraz wiecej, zaczelyby irytowac, jak chocby swiecace, migajace… wroc – blyskajace po oczach wielobarwnymi, mocno kontrastujacymi z otoczeniem swiatelkami, lyzworolki, jakie gwalca mnie ostatnimi czasy na rowerowych sciezkach… Serio, jesli tak mialyby wygladac rowery w niedalekiej przyszlosci, to ja przepraszam, odstawiam rower, zwijam sie do UK i latam tam przez caly rok na moto. Chociaz w sumie jesli nurt ten sie rozwinie, to niebawem i u nas rolkarze beda zapierdzielac na takich rolkach po ulicach, jak to od dawna juz robi sie za tzw. oceanem…

          Tak jak Ty, jezdze duzo w nocy i do tej jazdy wystarczaja mi dwie konkretne lampki koloru bialego i czerwonego, odpowiednio na przod i tyl. Z tylu mocne, migajace swiatlo czerwone, z przodu latarnia ze swiatlem pulsujacym, od 50 do 300 lumenow, z zapasem do ~970 lumenow, w zaleznosci od okolicznosci i pory dnia. Na tych 300 jezdze w dzien, w nocy wystarczy polowe mniej, jesli brac pod uwage szacunek dla innych uczestnikow ruchu. Jezdze zazwyczaj szybko, bo wlasciwie tylko tak lubie, wiec podswietlenie tuz przy kole jest mi totalnie zbedne, poniewaz jest tam zazwyczaj do ogladania to, co zaledwie przed chwila widzialem przed soba z pozycji rowerzysty pedzacego zdecydowanie przed siebie. Naprawde nie potrzebuje do tego wszystkiego zadnych dodatkowych, bajeranckich, kolorowych swiatelek, a juz totalnie budowania do nich tezy, jakoby mialy wplywac na poprawe mojego bezpieczenstwa na drodze – o lesie i podobnych zadupiach juz nie wspomne. Jesli jedynym powodem uzywania takich dodatkow jest cos w rodzaju wyroznienia sie z tlumu, to zaiste sens uzywania tego dostrzegam znikomy – moze dlatego, ze rower mam taki fajny. ;) Niemniej jednak rozumiem Twoj punkt widzenia i Twoje potrzeby, choc zdecydowanie wolalbym obcowac na drodze ze swiatlem bialym i czerwonym, ktore o czyms mnie informuja i ostrzegaja jako takie, niz pedzac na zlamanie karku trafiac na rozkminke typu ‚oooo! a coz to takiego fajnego mu sie tam swieci?! jak to jest zrobione?? po co mu to?? tez powinienem takie miec?’ i temu podobne. :)

          Wracajac jeszcze do tego swiecenia sobie w okolicy kola… Rzucilo mi sie ostatnio w oczy u Alibaby oswietlenie, ktore mogloby sprostac Twoim potrzebom. – www.aliexpress.com/item/…87427.html – Takze jesli jestes cierpliwy, lubisz sobie poczekac na paczke z dalekiego kraju, nie pozostaje nic innego, jak przemyslec sobie zakup, zamiast tych swiatelek na wentyle, ktorych podobno nie mozna u nas uzywac. ;)

          Z pozdrowieniami.

  • Witam chciał bym sobie kupić przednie oświetlenie do roweru ale no właśnie , kiedyś widziałem taką lampkę w aluminiowej obudowie z dwoma led cree i takich jest pełno ale tamta jeszcze miała zielone ringi jak się chyba wyłączało ”główne światło” to zapalały się te zielone ringi na jakiś czas lub zapalało się je po prostu osobno,już nie pamiętam no i takową bym sobie chciał kupić tylko ze nigdzie takiej nie mogę znaleźć na aliexpress jest taka jedna ale pojedyncza i z białym ringiem…czy może ktoś coś wie gdzie takową dostać???

  • No ok… barwa taka, a nie inna, nie za ciemne, a czy jest jakiś przepis mówiący o tym jaka ma być maksymalna jasność lampy rowerowej ? Mijam teraz samochodem masę ludzi na rowerach wyposażonych w jakieś mega wielkie i mocne lampy podłączone do akumulatorów, które albo walą ciągłym światłem albo stroboskopem o mocy flasha z lampy błyskowej. Takie coś nieźle oślepia.

    • Smutne to, ale prawdziwe – tych nie-oslepiajacych, kierowcy nie widza, traktuja je jak powietrze, przed silnym swiatlem zdecydowanie czuja respekt. ?

    • W przepisach nie ma o tym ani słowa. Cóż, widać powstawały w czasach, gdy w sklepach nie było takich mocnych, rowerowych lamp. Ale policja powinna zwracać uwagę na tych, którzy oślepiają innych uczestników ruchu.

      • IMO to przede wszystkim uzytkownicy powinni dostosowywac oswietlenie do warunkow, w jakich sie poruszaja, zamiast bawic sieswiatlem wedlug powszechnej obecnie zasady ‚im mocniej swiece, tym jestem fajniejszy’. Osobiscie uzywam mocniejszego swiatla do jazdy w dzien i slabszego do jazdy w nocy, co jest max 1/3 dostepnych lumenow, ktore uzywam noca w terenie badz na okolicznosc ostrzezen krotkimi blyskami. Jest jeszcze kwestia tego, ze wielu kierowcow zdecydowanie za bardzo podnieca sie moca tych naszych swiatel, zapominajac czesto czym sami nas racza, nadjezdzajac z przeciwka. Przez lata przyzwyczajali sie do dynamowych swieczek, w zwiazku z czym panikuja teraz, jak tylko zobacza oswietlony porzadnie rower. ‚Zobacza’ jest tu kluczowe, gdyz jak wspomnialem juz wczesniej, wielu asow za kierownica, pomimo tego nawet rzekomo za mocnego oswietlenia, dostrzega nas dopiero na swoich drzwiach… I w kwestii tej mocy jeszcze i przepisow, ktore jej nie reguluja – mowa jest w kodeksie przede wszystkim o tym, by nie oslepiac uzytkownikow ruchu nadciagajacych z przeciwka, natomiast sama moc jako taka, nawet jesli kosmicznej wartosci, nikomu nie zaszkodzi, jesli ten warunek zostaje spelniony. Poki nie jestesmy ulomni, wystarczy samemu sprawdzic z sensownej odleglosci jak nasze swiatlo dziala na nasze oczy, wyciagnac wnioski i ustawic je tak, by bylo znosne dla innych. Aczkolwiek raz jeszcze powtarzam, z doswiadczenia – wielu kierowcow zlewa totalnie swiatlo pochodzace z rowerow, poki to nie przekracza w jakims stopniu mocy znosnej dla w miare swobodnego patrzenia w naszym kierunku, dlatego sila rzeczy czesto zwiekszam te moc, za kazdym razem, gdy ja kilka dni, czasem godzin wczesniej pomniejsze, chcac byc widocznym, ale rowniez nie uciazliwym innych. Ewidentnie bezpieczniejszym dla mnie jest swiatlo troche mocniejsze, niz troche slabsze – empatie mimo dobrego serca i silnej woli, w zderzeniu z rzeczywistoscia jaka kreuja cwaniaki pozawijane w blache, niestety mozna sobie w buty wlozyc. ? I zeby nie bylo – ja rowniez jestem kierowca i rowniez spotykam na swojej drodze rowerzystow, z tym, ze jako rowniez rowerzysta, chce ich widziec, majac swiadomosc co grozi im z mojej badz ich wlasnej winy. Chce ich rowniez widziec, kiedy jade rowerem, z niemalze tych samych powodow. Zatem swiecmy sobie po oczach z rozwaga. ?✌️

  • Wentyle nie są stosowane celem oświetlenia pojazdu zgodnego z KD a celem ozdobnym. I temat zamkniety. naciąganie i znajdowanie paragrafu dla każdorazowego odstępstwa od życia jest zboczeniem w mojej opini utrudniającym życie.

  • To przednia lampa mrugająca jest zgodna z przepisami czy nie. Bo to mega stresujące, w przypadku, kiedy ścieżka rowerowa jest połączona z chodnikiem dla pieszych

    • Owszem, zarowno przednia jak i tylna, sa zgodne z przepisami. Inna sprawa, w jaki sposob ludzie tego uzywaja. Osobiscie w sytuacjach, o ktorej piszesz, zdecydowanie zmniejszam natezenie swiatla, ewentualnie zdarza mi sie przyslonic latarnie reka, zwlaszcza gdy naprzeciwko pojawia sie dziecko.

    • Jest zgodna z przepisami. Tylko przydaje się najbardziej w dzień. W nocy i tak nie ma sensu jeździć migając, bo nic nie widać pod kołami. Lepiej włączyć tryb ciągły.

      • A propos zgodności z przepisami… rozporządzenie ministra było wielokrotnie zmieniane przez te kilkanaście lat, natomiast artykuł 56 w prawie o ruchu drogowym (o którym wspomniał Łukasz)- został wykreślony. Gdzieś przed chwilą czytałem, że przednie światła migające, czy jak wolicie pulsacyjne zostały zalegalizowane na 2-3 lata, po czym ta możliwość zniknęła i… dalej nie wolno, tak jak było kiedyś . Gdzie jest aktualny zapis w prawie? ,

  • Witaj
    Przymierzam się do zakupu oświetlenia rowerowego i w związku z tym proszę o doradę. Najlepiej bez dodatkowych baterii-akumulatorów.
    Moje typy:
    – Mactronic ROY 02 600lm
    – Mactronic Tripper 500 lm

    Na tył nie mam pojęcia, ma być mocne i widoczne (światło stałe i pulsacyjne).
    Proszę o doradę i pozdrawiam

    • Hej,
      na tył mogę Ci polecić kultową lampkę Mactronic Walle, w wersji 2 x 0,5W. Jest naprawdę mocna i długo trzyma na paluszkach AAA. Jeżeli nie chcesz oświetlenia na paluszki, to może model Red Line, ale tej lampki nie znam osobiście.

      Jeżeli chodzi o przednie lampki, to musiałbyś poszukać jakichś testów, może ktoś takie przeprowadził. Roy jest zdecydowanie zgrabniejszy, natomiast Tripper ma tę funkcję, że może działać jako awaryjny powerbank, który będzie ładował np. telefon komórkowy. Choć szczerze mówiąc traktowałbym go i tak, jako awaryjną możliwość. Pełne naładowanie telefonu podejrzewam, że szybko wyładowałoby akumulator w lampce.

      Zerknij jeszcze na lampkę Lezyne Macro Drive 800 XL: www.lezyne.com/produ…-41IiiLS9I

      Można ją kupić za około 280 złotych.

  • Bezpieczeństwo ponad wszystko – Zwłaszcza w zimne, deszczowe dni – Dobra widoczność może uratować życie. Lampy montowane na rowerach oświetlają rowerzystę z przodu i tyłu, ale brakuje widoczności na bokach. Polecam do tego odpowiednią folie odblaskową – Najlepiej mikropryzmatyczną. Gwarantuje ona najlepszą widoczność – nawet w złych warunkach pogodowych.

    www.eko-tech.biz/produ…-pojazdow/

  • Mogłeś poruszyć jeszcze problem używania na drogach publicznych mocnych lamp diodowych przeznaczonych do jazdy w terenie, poza drogami publicznymi.

    Problem w tym, że rowerzyści są czasami bezmyślni – albo jeżdżą bez jakiegokolwiek oświetlenia (wielokrotnie ratuje im życie to, że nie zdemontowali odblasków w pedałach), albo idą po bandzie w drugą stronę – montują mocne lampy, które – zwłaszcza z przodu – potrafią skutecznie uprzykrzyć korzystanie z dróg publicznych innym użytkownikom.

    Lampa emitująca 500 lumenów czy obecnie 2x (i więcej) mocniejsza jest obecnie coraz częściej zakładana i uruchamiana na pełnej mocy świetlnej. Problem w tym, że obojętnie przy jakim ustawieniu (a większość ustawia lampkę tak, aby świeciła te 100 i więcej m do przodu) to i tak będzie dość skutecznie oślepiać kierowców samochodów jadących z naprzeciwka (albo rowerzystów na DDR). A są jeszcze bezmyślni, którzy włączają taką lampę na strobo lub migaczu: 1000 lumenów na migaczu/strobo w nocy? Idiotyzm…

    Rozwiązaniem zdawałoby się wprowadzenie regulacji prawnych jak w Niemczech czy Holandii i skuteczne ich egzekwowanie przez policję. Tak brak świateł jak też oświetlenie niezgodne z przepisami powinno być karane (choć na początku łagodnie, ale później z całą stanowczością), bo tylko w ten sposób można wymusić rozsądek… Choć odblaski dla pieszych poza terenem zabudowanym obowiązują już dłuższy czas, to i tak spotkanie pieszego z choć małym odblaskiem jest rzadkością.

    Tymczasowym rozwiązaniem dla posiadaczy mocnych lampek byłoby dopasowanie odbłyśników/soczewek do ograniczenia świecenia ich do góry – czyli najprościej zakleić taśmą (najlepiej alu) albo połowy reflektora od dołu (w przypadku lamp z odbłyśnikami) albo od góry (lampy z soczewką – kolimatorem), tak aby w większej części odciąć emisję światła w górę, które i tak nie oświetla szosy.
    Albo w przypadku latarek zastosować daszek odbijający światło od góry i kierujący je na szosę. Choć daszek musi mieć pewną długość, to jednak jest to dobre rozwiązanie.

    Oczywiście najlepiej zastosować oświetlenie, które kieruje światło na szosę wzorem samochodowych/motocyklowych świateł mijania. Przy dobrze skonstruowanych reflektorach tych świateł, nawet przy nie najmocniejszych diodach uzyskujemy doskonałe oświetlenie, nie powodujących oślepiania kierowców.
    Doskonałym przykładem jest niestety już nie produkowana lampa Philipsa SafeRide 80 – z moich kilkuletnich doświadczeń z różnym oświetleniem ta lampa jest na razie najlepszą lampą rowerową do zastosowań na drodze publicznej. Jest porównywalna ze światłami mijania samochodu, zwłaszcza starszych samochodów ze światłami halogenowymi (samochody oświetlają całą szerokość jezdni – 2 pasy ruchu, choć niesymetrycznie, a SafeRide jeden pas plus część pobocza), robiłem testy z dwoma lampami jednocześnie i wtedy żaden samochód nie miał lepszych świateł mijania (czytaj: nie oświetlał lepiej szosy na 50 m)! Porównując jedną SafeRide 80 i lampę 2 LED 2 soczewki o mocy nieco powyżej 1000 lumenów (realnie z wyliczeń mocy zastosowanych LED’ów) wybrałbym SR.
    Niestety, Philips SR 80 nie jest bez wad.
    Pierwsza: lampka nie jest już produkowana, czyli z dostępnością może być problem. Zwłaszcza lamp z końca produkcji oznaczonych „generacja 2” z poprawionym sterownikiem, umożliwiającym dłuższe świecenie na wyższej mocy (choć minimalnie słabiej niż poprzednia generacja – optymalizacja długości świecenia) i świecenie niemalże do pełnego wyczerpania akumulatorów, oraz cieplejszymi diodami LED.
    Druga: wymiary i ciężar. Pi razy oko: mydelniczka. Duży reflektor też nie wszystkim się będzie podobać, ale za to jest widoczny, po mimo, że nie oślepia – i o to chodzi… Ciężar z akumulatorami ok. 330g (wykonana z blachy aluminiowej), trochę waży, ale…

    Na tył mam również Philipsa, ale SafeRide LumiRing. Co prawda lampa dedykowana do mocowania na typowym bagażniku, ale bez problemu można zamocować np. na torebce podsiodłowej (ja tak mam) lub w dodatkowym uchwycie na sztycy. Ma co prawda spore wymiary, nie emituje bardzo mocnego światła, za to powierzchnia rekompensuje to z nawiązką. Na dodatkek w środku jest powierzchnia odblaskowa, coś o czym większość rowerzystów zapomina lub z czystą świadomością ignoruje…

  • Nie wiem gdzie zasięgałeś informacji ale białe światło z przodu nie może magać, musi świecić stałym światłem ale z tyłu już nie ma problemu może być pulsacyjne.

    • Ooo, brawo nasz dzielny wybawco, oczekiwalismy Ciebie z niecierpliwoscia, teraz juz wszystko jasne, na pewno nikt nie bedzie mial wiecej watpliwosci. :)

    • Masz w tekście wyraźnie podane:

      Prawo o Ruchu Drogowym, Art. 56, ust. 1, punkt 1. W przypadku roweru i wózka rowerowego dopuszcza się migające światła pozycyjne.

  • Miałem dziś ciekawe spotkanie z policją w temacie oświetlenia roweru. Fabrycznie rower ma dynamo = przednią i tylną lampkę elektryczną, natomiast samodzielnie dołożyłem lampkę przednią 3w LED i tylną LED. No i z takim włączonym zestawem (akcesoryjna lampka LED mrugała) poruszałem się chodnikiem już grubo po zmierzchu, jezdnia średnio bezpieczna w tej części miasta. Zatrzymał mnie pieszy patrol policji i wywiązała się nast. dyskusja: (P – policjant, R – rowerzysta) P – a co pan ma z tą lampką? R – a co mam mieć, mruga P – a zna pan w ogóle przepisy kodeksu? R – no trochę znam [tu wymieniam konieczne oświetlenie] P – no właśnie, z tyłu światło barwy czerwonej… jest, no bardzo dobrze, to niech pan to przednie przełączy na ciągłe, da się [sięga dłonią do lampki, wyprzedziłem go]? R – no da się, proszę P – no, to do widzenia

    WTF? ;)

    • Cóż, nie jest powiedziane, że każdy policjant dobrze zna wszelkie przepisy, choć oczywiście powinien. Od razu przypomina mi się rysunek Marka Raczkowskiego :)

  • Czy jak zamontuję sobie na przodzie lampkę co daje 14 tys. lumenów, to mam szansę na mandat za oślepianie?

    • Jeżeli będziesz oślepiał to tak. Nie moc się liczy, a jej wykorzystanie. To tak jak długie światła w samochodzie. Możesz ich używać, byle byś nikogo nimi nie oślepiał. Ale po mieście nie ma totalnie sensu jeździć z takim palnikiem, co innego w lesie.

      Kwestia jeszcze czy myślisz o zakupie tych chińskich tandet (latarka lub czołówka) z Allegro za 30-kilka złotych. Jeśli tak, to tam z pewnością nie będzie tych 14 tysięcy lumenów. Zdziwiłbym się gdyby miały więcej niż 200 :)

      • jeżdżę głównie za miastem nawet w zimie, więc potrzebuję dobrego palnika, być może kupię coś na allegro ale na pewno nie za 30 zeta

        • Po prostu 14 tysięcy lumenów kojarzy mi się z czymś naprawdę mega z dodatkowym akumulatorem w plecaku albo na ramie. Albo z chińszczyzną, gdzie parametry po prostu kłamią.

          • przecież nie będę kupował luksometra, żeby sprawdzić rzeczywiste parametry lampy, tak samo jak nie sprawdzam zawartości cukru w cukrze

            • Mimo wszystko lepiej kupować świadomie. Zawsze to sobie powtarzam, gdy widzę akumulatorki AA o pojemności 5000 mAh w cenie 2 zł za sztukę ;)

              • tylko, że z tą świadomością jest zawsze tak samo, to znaczy, że zawsze jest wprost proporcjonalna do głębokości portfela przysłowiowego Kowalskiego

              • Stare przysłowie mówi, że nie stać nas na kupowanie tanich rzeczy. Ale tu chodzi jeszcze o coś innego. Jeśli najwięksi producenci akumulatorków, tacy jak Varta, Energizer, Sanyo wypuszczają akumulatorki AA o maksymalnej pojemności mniej więcej 2600 mAh, to jeśli widzisz potem na Allegro akusy o dwukrotnie większej pojemności, to powinna zaświecić lampka ostrzegawcza. A ludziom jednak się nie zapala…

                A potem na forum elektrody ludzie się nabijają, że te cudowne akumulatorki nie mają 5000 mAh, tylko co najwyżej 500 :)

        • www.swiatelka.pl … tam masz wszystko co potrzebujesz. Dariusz70… convoy S2+. Przeczytaj, wybierz, zamów, używaj zgodnie z przepisami. Będziesz miał najlepsze oświetlenie na rower. Ja wydałem 250 pln z ogniwami , ładowarką , uchwytem i robie furorę wieczorami jak jedziemy w teren. W lesie nocą możesz zbierać grzyby… wiem co piszę :)

          • Poza tym, ze poszukiwal tego oswietlenia ponad pol roku temu, troszke przesadziles z tym ‚najlepszym oswietleniem na rower’. Owszem, jest dosc dobre, mocne i na rower zdecydowanie wystarczajace, jednak nie jest to oswietlenie na rower najlepsze; pomijajac juz, ze zdarzy mu sie w tym lesie kilka grzybow przegapic. ? Zeby nie bylo, osobiscie korzystam z modyfikacji Greg’a, wiec temat rowniez Twojej latarki, jest mi tak jakby znany. ?

            BTW Znacznie wieksza furore niz grzybobranie wieczorem w lesie, robi swiatlo dobrze widoczne w sloneczny dzien, jesli masz okazje za dnia jezdzic rowerem po miescie. Co nie zmienia faktu, ze proponowana przez Ciebie latarka jest godna uwagi i z pewnoscia znacznie lepiej niz tradycyjne swietliki, poradzi sobie rowniez w takich warunkach.

            • Obecnie jakiej latareczki używasz, z jakimi prędkościami max po zmroku jeździsz , jaki teren po za miastem pokonujesz? Czym zasilasz? Co masz za rowerek? Wiem że można mieć lepsze oświetlenie np 5x convoy s2+ ale po co ? No chyba ze chcesz wieczorami wspomagać oświetleniem ekipy na budowie. Najważniejsze aby dobrać barwę, kolimator optyke, najlepiej owalny daleko i szeroko. Moc zależy od zastosowanych ledow i prądu podanego z ogniwa. W mojej mam trzy ledy i pali krzaki w nocy. Osobiście potrzebowałem coś co spełni moje oczekiwania. Zjazdy nocne po lesie z prędkościami dochodzącymi do 35 km muszą być dobrze oświetlone, szeroko !!! Dariusz70 zrobił za 250pln jupiter. Czemu w nocy? A bo mamy taką zajawkę :)

  • Bardzo dobry artykuł. Mamy listopad i często widuję nieoświetlonych rowerzystów jadących po zmroku, nierzadko na „wypasionych” rowerach za kilka tys. zł.

    Zresztą, większość dni jest szaroburych. W takie dni warto jeździć z ciągle włączonym oświetleniem, które pozwoli na lepszą widoczność rowerzysty na tle szarych ulic.

    Warto zaopatrzyć się także w opaski odblaskowe wyposażone dodatkowo w diody. Dzięki temu po ciemku widać jest sygnalizację zamiaru zmiany kierunku jazdy. Dodatkowo rowerzysta ma też światło „obrysowe”. Opaski takie mają dwa tryby ciągły i mrugający. Ten drugi potrafi „zainteresować” psy, które zazwyczaj przechodzą obojętnie obok rowerzysty, więc lepiej używać go ostrożnie.

  • @Arni – błagam, nie pisz wielkimi literami, ponieważ w internecie jest to po pierwsze odbierane jako krzyk, a po drugie bardzo, ale to bardzo źle się to czyta.

    1. Kask nie jest obowiązkowy i oby nigdy nie był.

    2. Jeśli pas jest po przeciwnej stronie drogi, to jest on wyznaczony dla jadących w przeciwną stronę.

    3. Nikt nie musi wozić ze sobą dowodu zakupu roweru, chyba żartujesz. Wszystko jedno czy to południe czy północ.

    4. Musiałbyś wysłać zdjęcie tego miejsca, bo z tego co piszesz to nie bardzo łapię sytuację. W większości miejsc sprawa jest dość jasno wyjaśniona odpowiednimi znakami.

  • A WIEC TAK;
    ŚWIATŁA OBOWIĄZKOWE Z PRZODU I Z TYŁU W 100%
    KAMIZELKA ODBLASKOWA NIE KONIECZNIE
    CZY POSIADANIE KASKU JEST OBOWIĄZKOWE PRAWNIE?
    JAK JEST Z PRZEPISAMI JEŚLI PAS DLA ROWERÓW WYTYCZONY JEST POZA TERENEM ZABUDOWANYM PO PRZECIWNEJ STRONIE DROGI-JEDZIEMY DROGĄ CZY TRASĄ ROWEROWĄ TAK JAK BY POD PRĄD?
    CZY KIERUJĄCY ROWEREM W PÓŹNYCH GODZ.NOCNYCH POWINIEN POSIADAC JAKIŚ DOWÓD JEGO ZAKUPU?BO POLICJA RÓŻNIE MOŻE TO ODEBRAC I PYTANIE OSTATNIE JEST TAKA SYTUACJA;
    MAMY DROGĘ ROWEROWĄ KTÓRA JEST TAK JAK BY PRZERWANA MOSTEM ZWODZONYM NA KTÓRYM SZEROKOŚC PRZEJŚCIA DLA PIESZEGO JEST JAKIŚ 1 M.SZEROKOSCI,BO MIAŁEM TAKI PRZYKŁAD ŻE KIERUJĄCY ROWEREM WYZWAŁ MNIE ZE MU NIE CHCĘ USTĄPIC PIERSZEŃSTWA ŻE ON JEST NA ŚCIEŻCE ROWEROWEJ I ŻE JA Z WÓZKIEM I DZIECKIEM NIBY MIAŁEM WYCOFAC SIE 100M ŻEBY GO PRZEPUSCIC,CZY KIERUJĄCY ROWEREM NIE POWINIEN PRZEPRAWIC SIE PRZEZ MOST DROGA DLA SAMOCHODÓW?POZDRAWIAM WSZYSTKICH ZAPALONYCH KWIATKOWSKICH… ; -)

  • BTW nawiązując do tego co napisałem: ktoś poleca jakąś odblaskową folię samoprzylepną, która by się nadawała na rower?

  • „Dobrym rozwiązaniem są odblaski w pedałach, ”

    Faktycznie, one rzucają się w oczy już ze sporej odległości, te przy tylnym światełku już wyraźnie mniej. Z tego powodu zawsze pilnuję, żeby pedały miały odblaski i to solidne. Alternatywą są odblaskowe opaski, ale łatwo o nich zapomieć.

    ” Zauważyłem że rowery przywożone gdzieś z Belgii czy Holandii mają z tyłu malowane błotniki na biało, podobno jest to obowiązkowe.”

    Było; już nie jest. Ale niektóre modele „old dutch” nadal tak mają, ale to głównie kwestia trzymania się klasyki. Przypomniałeś mi w ogóle, że miałem poszukać jakieś dobrej taśmy odblaskowej, czerwonej, którą mógłbym nakleić na błotkik (w sumie wzorując się tej białej farbie).

    „nną wadą kamizelek jest to że jeżeli ktoś jeździ z plecakiem to przysłania większą część tej kamizelki, pozostają widoczne fragmenty, co jest równie z używaniem innego rodzaju elementów odblaskowych.”

    Podobny problem jest z mocowaniem tylnego świateka do sztycy siodełka. Dużo osób zapomina o nie zasłanianiu go podświetlając sobie cztery litery na czerwono.

    W deszcz i w nocy warto mieć coś odblaskowego na rękawiczkach/dłoniach: sygnalizowanie manewrów jest lepiej widoczne. W zasadzie wystarczy lewa ręka, gdyż manewr skrętu w lewo jest bardziej niebezpieczny.

  • Jak już trafiłem na ten temat to chciałbym napisać swoje zdanie na temat kamizelek. Uważam że kamizelka spełnia swoje zadanie głównie w dzień i w gorszych warunkach widoczności. W nocy kamizelka traci całkowicie swój kolor luminescencyjny. Odblaski działają kiedy światło pada bezpośrednio na ten odblask, w nocy więc będziemy widoczni kiedy kierowca jedzie na światłach drogowych (tzw. długich) światła mijania ustawia się tak że mają być na wysokości chyba 40 cm, z odległości 10 m. więc kiedy kierowca włącza światła mijania a kamizelka jest na wysokości 1 m. to odblaski na kamizelce będą niewidoczne, dochodzi do tego jeszcze fakt że z przeciwka jadą samochody i oślepiają.

    Podobnie jest z stosowaniem czerwonych świateł odblaskowych z tyłu, im one będą niżej tym lepiej, takie światła są w lampach na dole błotnika. Dobrym rozwiązaniem są odblaski w pedałach, jak również właśnie naklejki na widełki. Osobiście zakładam opaski odblaskowe na dole nogawek, które je jednocześnie obciskają. Zauważyłem że rowery przywożone gdzieś z Belgii czy Holandii mają z tyłu malowane błotniki na biało, podobno jest to obowiązkowe.

    Inną wadą kamizelek jest to że jeżeli ktoś jeździ z plecakiem to przysłania większą część tej kamizelki, pozostają widoczne fragmenty, co jest równie z używaniem innego rodzaju elementów odblaskowych.
    Ja osobiście zakładam na plecak szeroki pas pomarańczowy z odblaskami.

    Niedawno w Lidlu były opaski świecące, do zakładania na buty i takie na ramię, świecą światłem czerwonym ciągłym lub migającym, ciekawe jak się ma do przepisów używanie takich rzeczy. Kupiłem sobie taką na ramię, zakładam nad lewym łokciem, coś w rodzaju obrysówki, żeby kierowca nie zaczepił mnie lusterkiem za łokieć wpychając się na trzeciego, według przepisów właściwie powinna być chyba pomarańczowa. Kiedyś chciałem kupić takie lampeczki montowane w końcach kierownicy, ale ciężko coś takiego znaleźć.

  • @Rowerzysta – tak jak napisał MaciekR, liczy się też zdrowy rozsądek. Światła do rowerów nie są homologowane i oby nigdy nie były. Ciężko mi sobie wyobrazić, by policjanci biegali teraz z przyrządami do mierzenia światła i oceniali czy rowerzysta oślepiał czy nie.

    Wystarczy zdrowy rozsądek. Za jazdę z lampą 1000 lumenów po ulicach i skierowaną prosto przed siebie, też by się jakiś paragraf znalazł, gdyby dobrze poszukać.

    W pozostałych, łagodniejszych przypadkach liczyłbym bardziej na rozsądek i ew. pouczenie przez policjanta.

  • Przepisy (przynajmniej w teorii) zajmują się poprawieniem bezpieczeństwa, szukaniem winnego i wyjaśnieniem spornych kwestii. Oprocz tego masz do dyspozycji zdrowy rozsądek, kulturę na drodze (jest też w przepisach) oraz instrukcję obsługi roweru czy światełka (tam miałem opisane co i jak). Korzystaj z nich i wszystkim nam będzie lepiej. Przepisy to za mało.

  • Spostrzegłem, że nigdzie nie ma mowy o tym, jak ustawiać przednie światło (chodzi mi oto, że część rowerzystów ma za wysoko skierowane latarki, przez co oślepiają innych, a sami niewiele widzą…). Nie widzę również żadnych ustaw, które by określały, gdzie i kiedy mogę mieć włączoną więcej niż jedną przednią latarkę. Rozumując tokiem Art. 53, ust. 1. wychodzi, że mogę mieć w rowerze np. 4 latarki ustawione na 100% mocy i mogę tak sobie jeździć po mieście?

    Przepraszam Cię Łukaszu za to głupie pytanie, ale ja nie rozumiem tej ustawy – dla mnie (i chyba nie tylko), jest to zbyt mało precyzyjna ustawa.

  • @Rowerzysta – kierunkowskazy są wymagane jedynie w przypadku rowerów, których konstrukcja uniemożliwia dostrzeżenie wyciągniętych rąk rowerzysty.

    W każdym razie na normalnym rowerze trzeba wyciągać ręce przy skręcie. I dla mnie to jest najlepsze rozwiązanie. Jeśli ktoś będzie miał wyczerpane baterie w kierunkowskazach, to inni uczestnicy ruchu mogą tego nie zauważyć.

    A kierowców rozumiem, kierunkowskazów w rowerach nie używa prawie nikt, więc nikt też nie zwraca na to uwagi.

  • @Marek – w niektórych miejscach lepiej by powstawały drogi rowerowe, np. przy trzypasmowych trasach. Tam moim zdaniem wprowadzanie rowerów nie ma sensu, nawet w postaci pasów dla rowerów. Jazda wśród pędzących samochodów i TIR-ów nie jest przyjemna.

    Ale bardzo popieram pomysł, który obecnie jest w Łodzi, by z budżetu obywatelskiego namalować kilkadziesiąt kilometrów pasów rowerowych. Jest wiele szerokich ulic, taki „na półtora samochodu”, gdzie spokojnie zmieści się pas dla rowerów, a przy okazji kierowcy będą się przyzwyczajać do rowerzystów na ulicach.

    Wszystko powoli będzie się zmieniać i cywilizować, ale niestety na to potrzeba czasu. Dużo czasu.

  • Z tym papierem to jest tak, że jakoś prawo jazdy nie sprawia, że kierowca przestrzega przepisów. No może przez pierwszy miesiąc, a potem robi jak wszyscy. Brakuje nam przede wszystkim kultury, obojętnie od środka transportu.

  • Fajna dyskusja, przeczytałem całość, a blog oczywiście też przydatny :) Mimo że nie jestem jakimś zapalonym rowerzystą to moje Evado służy mi codziennie :)

    Dodam swoje 3 grosze:
    – Oświetlenie potrzebne i konieczne. Ludzi, którzy nie chcą zainwestować tych 20zł w swoje bezpieczenstwo – zwyczajnie nie rozumiem.
    – Nie rozumiałem zakazu przejeżdżania przez przejście dla pieszych dopóki sam o mało nie wpadłem na kolesia, który bez zwalniania wpadł na przejście. Od tamtego zdarzenia zawsze zsiadam z roweru i przeprowadzam rower. Nie żebym był szczęśliwy z tego powodu.

    Jestem za tym że każdy uczestnik ruchu w miastach i poza nimi powinien mieć równe prawa w ramach rozsądku. Bezpieczenstwo pieszych jest najważniejsze ale pamietajmy też że rower w starciu z samochodem jest również bez szans i nawet jeśli rowerzysta ma kask (rzadkość) to i tak grozi to śmiercią lub trwałymi urazami.

    Kierowcy muszą przyjąć do wiadomości że nie są jedynymi uczestnikami ruchu, rowerzyści powinni robić papier do poruszania się na drogach (oprócz tych nieszczesnych babć 70+) a piesi powinni być widoczni dla całej reszty bo jak widzę kolesia idącego poboczem (lub blisko) w nocy poza miastem bez najmniejszego odblasku to normalnie śmierć w oczach.

  • A ja mam teraz ciut odmienne pytanie – jak wygląda sprawa związana z kierunkowskazami? Ja nie ukrywam, że nie mam już kierunkowskazów, bo dla mnie był to totalny bezsens – kierowcy zwyczajnie olewali to, że mam włączony kierunkowskaz.

  • Oświetlenie oczywiście należy posiadać bezwzględnie..

    Sam takowe posiadam, Oświelenie na dymano w piaście, plus cos mocniejszego (w moim wypadku Conwoy s8 950 lmn) by „ripostować” pacanów w samochodach złośliwie przejeżdżaj1ących na długich światłach.
    Do tego jarzeniowa przeciwdeszczówka od b’twina i czuje się naprawdę bezpiecznie.

    Samochody omijają mnie przynajmniej o metr, a niektóre trąbią w ramach „dziękować” żeś jest pan widoczny.
    Ostatnio ze względu na brak czasu w ciągu dnia, sporo jeżdżę w nocy i mając zestaw jaki wymieniłem, mam komforcik.

    Niestety sam doświadczam sporej ilości „batmanów” głównie pieszych, którzy ze względu na ciepłe noce i mały ruch, chodzą sobie między wioskami przy drodze, albo chamsko jej środkiem. Jedna próba zwrócenia uwagi skończyła się tekstem: „odpie***ol się”

    No cóż, tylko czekać, aż kogoś samochód pacnie i będzie dramat.

    Świetny blog, pozdrawiam.

  • Na Młot Thora.. to więc jednak doczekałem czasów, że teraz to mamy za dużo ścieżek rowerowych… i też źle… zdecydujcie się w końcu ludzie…

    No ale wracając do oświetlenia – również popieram głos, aby zabronić migania przednimi światłami. W niektórych krajach ten przepis funkcjonuje. Przecież to jakiegoś udaru mózgu można dostać jak ci jeden z drugim poziomo po oczach trzepie.

  • To prawda. Wjazd np. z Łomianek do Warszawy to jakaś tragedia. Trzeba się przedzierać przez las, albo szukać po malutkich uliczkach drogi na południe, bo do miasta prowadzi tylko szeroka dwupasmówka na sporej części bez chodnika nawet.

  • „Co innego jak wydziela się miejsce kosztem „silniejszego” (samochód), a nie gdy silniejszy (rower wobec pieszego) wymusza sobie przestrzeń na chodniku. BTW w większości przypadków sami sobie utrudniamy życie, wszystko kwestią „dogadania się” na drodze.”

    Z tym bym dyskutował – pojazdy silnikowe są ciężkie i mają dużą energię kinetyczną, same w sobie stanowią zagrożenie – nawet stojący potrafi się stoczyć przygnieść.
    Rower to tylko kilka do kilkunastu procent masy człowieka i właściwie poza szczególnymi sytuacjami nie osiąga większej prędkości niż biegnący człowiek, tyle, że na rowerze można biec długo bez zmęczenia.

    Uważam, że pierwszeństwo w swobodzie poruszania powinien mieć człowiek o własnych siłach przed urządzeniami napędzanymi obcą energią. To naturalne i uzasadnione zdrowotnie oraz ekonomicznie.
    Na czym to pierwszeństwo ma polegać? wszędzie musi być dostęp pieszo, na rowerze, wózku inwalidzkim. Pojazdami silnikowymi dopiero, jeżeli ten pierwszy jest zapewniony. Nie może być tak, że np. jedyna droga do miasta jest tylko dla zmotoryzowanych. Tak twierdzę nie tylko ze względów społecznych, również bezpieczeństwo państwa tego wymaga. Nie można nie brać pod uwagę możliwości kryzysu paliwowego.

    Ktoś tu zauważył, że cudzoziemcy zwracają uwagę na bardziej rozwiniętą u nas infrastrukturę rowerową i mniejszą ilość rowerzystów. Ano właśnie! Już 10 lat temu na jakimś amerykańskim forum (z grona znajomych Sheldona Browna) głoszono, że dla rowerzystów i dla zmotoryzowanych lepiej jest, jak rower jest traktowany jako równorzędny pojazd na drogach a nie spychany do getta czy skansenu „ścieżek rowerowych”. W bogatej Polsce rower to rekreacyjna fanaberia burżuazji a w biednych krajach Europy i w USA oszczędni ludzie tym dojeżdżają do pracy.
    No i właśnie – u nich „musi działać” a u nas „ma wyglądać”.

  • Zdefiniuj mi „bezpieczna odległość i prędkość” – prawodawca wielokrotnie stosuje te pojęcia, więc pewnie są w kodeksie lepiej zdefiniowane niż ja potrafię.

    Oczywiście dodam, że prędkość i odległość pozostają w zależności (kwadratowej) a cel jest taki, żeby człowieka nie przestraszyć, a w razie gdyby wykonał niespodziewany ruch – zatrzymać się nie dotykając go. Tak się ma jechać po chodniku tam, gdzie ustawa pozwala.

    A teraz jak nie używając niecenzuralnych słów opisać rzeczywistość?
    Jadę DDR (jak to się fajnie kojarzy – jestem z 1956r.) – piękna różowa wstęga wzdłuż dwupasmówki rozdzielonej tramwajami. Wstęga się kończy, żadnych znaków – na wprost trawnik i dwa pasy płyt chodnikowych – przy krawężniku i pod murem kamienic. Pas do jazdy w moją stronę jest po drugiej stronie torowiska. Nie ma jak się tam dostać. Jadę po tym, po czym się koła toczą. Piesi tam raczej nie chodzą, chociaż są jakieś kamienice. Nie wiem, jakie są dozwolone prędkości na dwupasmówce. Nie widać.

    Albo wąska droga zapełniona dwoma rzędami samochodów – jazda na rowerze musiała by spowodować na niej korek. Droga w szczerym polu. Z jednej strony pobocze lub chodnik (jak to odróżnić?) – jadę po tym czymś i na prawdę mi wisi jak to prawnie wygląda. Ale jak mi wlepią mandat, będę miał pretensje. Bo prawo i państwo są dla ludzi a nie odwrotnie.

  • @Marek

    „Przecież to dokładnie tak samo dotyczy pieszych – pieszy może przepisowo wejść wolno albo nieprzepisowo wbiec – czy ma rower, czy go nie ma.
    Mogę z rowerem na ramieniu „wtargnąć na przejście” równie dobrze jak bez roweru czy z rowerem pod sobą.”

    Przeczytaj proszę jeszcze raz co w tym temacie napisałem. Jak nie rozróżniasz pieszego od rowerzysty na przejściu to ja odpadam.

    „A problem jest istotny, bo jak mam przed każdą przecznicą zsiadać i wsiadać, to dziękuję za przywilej jazdy.”

    Masz rację, rower najwyraźniej nie jest dla Ciebie (przynajmniej w mieście). Ja zsiadam i nic nie tracę z przyjemności dojeżdżania do/z pracy, zakupów itp.. Zsiąść i wsiąść to sekunda z zegarkiem w ręku, w zimę — z racji grubszych ubrań — ciut dłużej.

    BTW konieczność zejścia przed przejściem zdarza się w dwóch przypadkach:
    – niechlujnie poprowadzona DDR, albo CPR, ale czemu się nie zorganizować i wysłać grupowo petycję do odpowiedzialnych za bubel? To działa!
    – jedziesz chodnikiem — poza paroma wyjątkami, jest to nielegalne, bo co tam robisz?

    „Rowerzysta prowadzący rower zajmie o 1 m kw tej cennej przestrzeni więcej.
    Jeżeli rowerzysta przemieszcza się obok pieszego w bezpiecznej odległości lub z bezpieczną prędkością, to nie ma dyskomfortu.”

    Zdefiniuj mi „bezpieczna odległość i prędkość”. Zapamiętaj sobie jedno: pieszy jest najważniejszy, a nie Twoje czy moje widzi-mi-się. Dorabianie ideologii i potrzeb w tej sytuacji to totalna abstrakcja.

    „Obligatoryjne zatrzymanie gwarantuje czas potrzebny na sprawdzenie – bo widoczność jest taka, że wymaga dokładnego oszacowania.”

    Jest też inna zasada, którą wbijał mi instruktor na nauce: nie widzisz — nie jedziesz. STOP nie jest tutaj konieczny, ale bardzo przydatny. Na zwykłym trójkącie, gdy nic nie widzisz też pewnie się zatrzymasz, albo niemal do zera zwolnisz. Wątpie czy byś pojechał „w ciemno”.

    „Tu chodzi wyraźnie tylko i wyłącznie o poniżenie człowieka, pokazanie kto tu rządzi, sprowadzenie każdego do poziomu winnego.”

    Znowu robisz z siebie ofiarę losu i pokrzywdzonego. Nie czuję się gorszy faktem, że muszę zsiąść z roweru, albo się zatrzymać, nawet gdy pieszy mi „wlezie” na DDR. Gdzie tu masz poniżanie? Nie przesadzasz?!

    „Zwróć uwagę, że mechanizm jest taki, że zwęża się jezdnie, żeby wygospodarować pas dla pieszych i rowerzystów, po czym tak wygospodarowane miejsce się tak organizuje, żeby jedni drugim utrudniali życie. Dziel i rządź.”

    Co innego jak wydziela się miejsce kosztem „silniejszego” (samochód), a nie gdy silniejszy (rower wobec pieszego) wymusza sobie przestrzeń na chodniku. BTW w większości przypadków sami sobie utrudniamy życie, wszystko kwestią „dogadania się” na drodze.

    Wyjdę na to, że mam obsesję: ale pieszy w mieście (i w zasadzie wszędzie poza ekspresówką i autostradą) to dla mnie „święta krowa”, którą trzeba uszanować i niepotrzebnie niepokoić (a jazda chodnikiem tego nie ułatwia), nawet jak niekoniecznie porusza się zgodnie z przepisami. Ot, taki dziwny jestem. Uważam też, że 99% kierowców jest bardzo w porządku wobec rowerzystów. 1% to zwykle frustraci, którym w zasadzie obojętne czy napotkają rower czy samochód — muszą po prostu leczyć kompleks małego.

    A może po prostu zacznij jeździć rowerem jak bozia przykazała, nie utrudniając innym (i pieszym, i samochodom)? Dla samej przyjemności. Ja tak robię i jakoś się da współegzystować ze wszystkimi na tej samej drodze. Ba, nie jestem jedynym, który tak robi.

    A że nie robię to tak idealnie jak powinienem to też moja wina. Pocieszam się tym, że jeszcze dwa lata temu irracjonalnie bałem się zjechać z chodnika. Co do wspomnianych 100 metrów chodnika: szukam objazdu (nie lubię jeździć po chodniku, kiedyś sobie uszkodziłem obręcz, a i komfort jest beznadziejny, o prędkości nie wspomnę), bo kolega mnie uświadomił, że jest fajna alternatywa, w zimę odśnieżana. Szybko zmieniłem pracę i nie miałem jeszcze okazji poznać trasy.

    EOT, bo dyskusja dochodzi już do poziomu, przy którym moja głowa robi się już za ciasna.

    @Lavinka,

    Ilekroć wracam z delegacji/urlopu/itp. do Kraju, to powrót zawsze boli. Mogę porównać rowerzystów i u nas, i „tam”: anarchia i roszczeniowość (w szczególności) to chyba największe problemy naszych rodzimych rowerzystów.

  • „Owszem pojawiaja się głosy, żeby dopuścić rowerzystów wolno jadących w tempie pieszego. Teraz powiedz mi jaka to prędkość to „wolno”? Idealne pole do naginania przepisów i odwoływania się od mandatów.”

    Przecież to dokładnie tak samo dotyczy pieszych – pieszy może przepisowo wejść wolno albo nieprzepisowo wbiec – czy ma rower, czy go nie ma.
    Mogę z rowerem na ramieniu „wtargnąć na przejście” równie dobrze jak bez roweru czy z rowerem pod sobą.
    Istotny jest sposób pojawienia się na kolejnych pasach ruchu – po sprawdzeniu, że są puste, lub że pojazdy się zatrzymały aby mnie przepuścić.
    A problem jest istotny, bo jak mam przed każdą przecznicą zsiadać i wsiadać, to dziękuję za przywilej jazdy. Kupię najbardziej smrodliwego blachosmroda i będę sobie jechał jak dawniej mogłem na rowerze na równych prawach z innymi.

    „Różnica jest dosyć spora. Ma to zapewnić całkowite bezpieczeństwo i spokój pieszemu (gwarancja, że nie spotka na chodniku *jakiegokolwiek* poruszającego się pojazdu). Co robi rowerzysta w miejscu, gdzie mu nie wolno się pojawić bądź nie ma takiej potrzeby? Tylko zajmuje niepotrzebnie przestrzeń, która bezwzględnie się przynależy pieszemu.”

    Rowerzysta prowadzący rower zajmie o 1 m kw tej cennej przestrzeni więcej.
    Jeżeli rowerzysta przemieszcza się obok pieszego w bezpiecznej odległości lub z bezpieczną prędkością, to nie ma dyskomfortu.
    Jeżeli robi na odwrót, to pieszy ma dyskomfort bez względu na inne okoliczności.
    Oczywiście drażnią mnie idioci, którzy na mało ruchliwej ulicy, bez powodu jadą chodnikiem – ale bardziej dlatego, że przez nich spodziewam się nastania kiedyś represji wobec nas wszystkich.

    Co do znaku STOP – pełna nazwa opisuje wszystko: „zakaz wjazdu na skrzyżowanie z drogą z pierwszeństwem przejazdu, bez uprzedniego zatrzymania się celem sprawdzenia, czy można przejechać skrzyżowanie.”
    Obligatoryjne zatrzymanie gwarantuje czas potrzebny na sprawdzenie – bo widoczność jest taka, że wymaga dokładnego oszacowania.

    Podobnie na przejściu dla pieszych – jeżeli na przejściu szerokości 5 m jadę ok 2 m obok równolegle idącej osoby z tą samą prędkością, co ona, to dlaczego ja niby stwarzam zagrożenie a ona nie? To podnoszenie nogi jak pies na słupek, to jakaś magia zapewniająca bezpieczeństwo?
    Tu chodzi wyraźnie tylko i wyłącznie o poniżenie człowieka, pokazanie kto tu rządzi, sprowadzenie każdego do poziomu winnego.

    Oczywiście, że był kiedyś wypadek, kiedy to rowerzysta kogoś potrącił w parku i poważnie uszkodził. Ale też były i takie wypadki, że auto wypadło z jezdni i zabiło ludzi na chodniku. I oczywiście od razu słychać głosy, że powinno się zabronić jazdy rowerami tu i owdzie ale nikt nie mówi o zakazie używania samochodów.

    Zwróć uwagę, że mechanizm jest taki, że zwęża się jezdnie, żeby wygospodarować pas dla pieszych i rowerzystów, po czym tak wygospodarowane miejsce się tak organizuje, żeby jedni drugim utrudniali życie. Dziel i rządź.

    Na koniec – pytałeś, czy kpię, czy o drogę pytam – otóż jedno i drugie. Kpię z takich, którzy sami przyznają, że się nie stosują do przepisów a jednocześnie ich bronią a pytam o drogę – dokąd z taką postawą zajdziemy.

  • Pomiń jeszcze co drugie cywilizowane państwo w Europie, czyli Francję, Niemcy, Szwecję, Danię, w zasadzie nawet na Słowacji kultura poszanowania dla pieszych jest o lata świetlne przed nami. To niestety bardzo bardzo smutne, że aspirujemy do cywilizacji, a zachowujemy się jako naród jak w trzecim świecie. Tylko brakuje dzieci wysyłanych na żebry za dolara.

  • @Marek

    „Tu się nasuwa pytanie – jaka jest różnica, czy rowerzysta jedzie po chodniku legalnie czy nielegalnie, (warunki określone w przepisach – np śnieg) – skoro i tak musi przestrzegać powyższych zasad albo je łamie?”

    Różnica jest dosyć spora. Ma to zapewnić całkowite bezpieczeństwo i spokój pieszemu (gwarancja, że nie spotka na chodniku *jakiegokolwiek* poruszającego się pojazdu). Co robi rowerzysta w miejscu, gdzie mu nie wolno się pojawić bądź nie ma takiej potrzeby? Tylko zajmuje niepotrzebnie przestrzeń, która bezwzględnie się przynależy pieszemu.

    „Następna zagadka – zsiadanie przed przejściem dla pieszych.
    Jaki sens? Pieszemu też nie wolno na przejście wbiegać (nazywa się to wtargnięciem) – czy w takim razie pieszy, żeby było wiadomo, że nie wtargnął, nie powinien wchodzić na czworaka? ”

    Cytując klasyka: „kpisz, czy o drogę pytasz?”

    Na przejściu (jak sama nazwa wskazuje) oczekujesz (jako kierowca, rowerzysta, mason i traktorzysta), że ludzie bedą przechodzić. Nie przebiegać, nie wjeżdzać, nie wturlać się (i co sobie wymyślisz). Czyli jasno określa to prędkość pieszego. Owszem pojawiaja się głosy, żeby dopuścić rowerzystów wolno jadących w tempie pieszego. Teraz powiedz mi jaka to prędkość to „wolno”? Idealne pole do naginania przepisów i odwoływania się od mandatów.

    Takie ograniczenie mocno ułatwia życie kierowcom. Z drugiej strony nie podoba mi się, że dopiero trzeba przepuścić pieszego jak już znajdzie się dopiero na tym przejściu. Pojawiły się ambitne plany zmiany tego, ale na ambicjach się skończyło (raz na 4-5 lat).

    „A samochód przed znakiem STOP?
    Może kierujący powinien zgasić silnik i przepchać auto przez skrzyżowanie”

    Znowu mam ochotę zacytować klasyka. Wiesz po co się wprowadza znak stopu? Nawet (po zatrzymaniu) jak ruszysz i się zagapisz, to jeszcze masz zbyt małą prędkość, aby narobić większych szkód (są od tego oczywiście sytuacje wyjątkowe). Chyba że ktoś ma problemy z ruszaniem, ale to pierwsza czynność którą uczy się na kursach prawa jazdy.

    I uprzedzając, nie jestem święty: w jednym miejscu (100m z 24km)) jadę chodnikiem (choć status prawny tego odcinka jest niejasny) do pracy. Wracając co prawda schodzę z roweru (tłumy ludzi), ale gdybym dostał mandat, to bym nie dyskutował i nie dorabiał teorii. Fakt jest taki, iż pieszy w mieście powinien być świętą krową (a nie rowerzyści, jakby niektórzy chcieli). I na dwóch lokalnych uliczkach przejeżdzam przez przejście dla pieszych. Nie tłumaczyłbym się, że to tylko dlatego, że ktoś zapomniał połączyć dwa odcinki DDRa ze sobą na skrzyżowaniu, bo to by było śmieszne wytłumaczenie.

    Totalną głupotą jest jednak zrobienie takiego manewru na dużym skrzyżowaniu, co często widzę.

    „Wyjątek – gęsty tłum ludzi – wtedy lepiej zsiąść – ale to i tak regulują przepisy o jeździe po chodniku (jeżeli nie utrudnia … itd.)”

    Zdefiniuj „gęsty” i „nie utrudniać”? Niektórym sprawia trudność zrozumienia definicji „wymuszenia pierwszeństwa”, a co dopiero taka abstrakcja, która nie jest mierzalna (i niemożliwa do zastosowania w prawie, w żadnym kraju).

    „Zresztą w Polsce taki znak można spotkać – zwykły znak zakazu a kawałek dalej krzyżyk i lampioniki, zasuszone kwiatki. Wymowne.”

    To świadczy tylko i wyłącznie o debilizmie ofiar. Dla mnie to tzw. „pomniki głupoty”. Większość na własne życzenie.

    BTW odbiegamy od tematu. Swoją drogą czemu nie możemy wzorować się na cywilizowanych krajach, a tylko wymyślać dziwne teorie. Ja jako osoba korzystająca z roweru chciałbym, żeby to pieszym lepiej się żyło. Wbrew pozorom my (rowerzyści) także na tym zyskamy. My nie potrzebujemy więcej praw niż mamy teraz. Ostatnio mieliśmy w firmie gościa z Kanady. Kobieta była zaskoczona ilością DDRów w Gdańsku i Gdyni, ale stwierdziła, że jednak u nich więcej osób jeździ rowerami, mimo że infrastrukturę mają znacznie uboższą niż u nas.

    Pojeździj za granicę i popatrz jak tam wyglądają przepisy i infrastruktura dla rowerzystów. Niekiedy są zaledwie tolerowani na drogach (ale w granicach bezpieczeńśtwa), za to pieszy to niemal święty. Pomijam Norwegię, gdzie kierowca mnie przepuścił na przejściu jak czekałem na czerwonym, bo to już skrajność. Generalnie nie róbmy z siebie ofiar losu i świętych krów. Bo niektórym się chyba w d… poprzerwacało.

  • Że ludzie nie patrzą jak jadą, to mi nie musisz mówić. Zawsze biorę na to poprawkę i pewnie tylko dlatego jeszcze mam całe ręce i nogi. Na swoją obronę podaję fakt, że wtedy dopiero zaczynałam jazdę za miastem i zwyczajnie nie byłam przyzwyczajona do uważania na kolarzy. ;)

  • Z tego wynika, że facet wjechał na równorzędne skrzyżowanie nie patrząc, co się dzieje z prawej. Warto o takich zdarzeniach pamiętać, to się nazywa „zasada ograniczonego zaufania” i przedłuża życie. Każdy się może pomylić.

    Kiedyś drogi powstawały spontanicznie i życie weryfikowało ich konstrukcję. Dzisiaj organizacją dróg zajmują się zawodowcy z uprawnieniami i mamy prawo wymagać od nich zdolności przewidywania. I odpowiedzialności. Lepiej jak nie ma żadnego oznakowania, niż jak jest niekompletne.

  • Marku, to były równorzędne wiejskie drogi pod Kampinosem (puszcza, nie miejscowość), moja wina ewidentna, ale też on powinien zwolnić w takim miejscu. Stałam i ruszyłam prosto, żeby przejechać na prawy pas i on mi śmignął z mojej lewej. Nie było żadnych rowerowych pasów, tylko zwykła jezdnia i to chyba nawet nie pod kątem prostym. Ja byłam z jego prawej, więc w teorii miałam pierwszeństwo, ale nie miał szans mnie zobaczyć (zobaczyliśmy się w ostatniej chwili i każde uciekło w swoją stronę, przy jeździe samochodem nie skończyłoby się to tak różowo).

  • Nie rozumiem, jak się można włączyć do ruchu skręcając z jezdni w lewo.
    Jak już jesteś na jezdni i jedziesz, to już jesteś „włączona do ruchu”.

    Prawdopodobnie skręcałaś w lewo na skrzyżowaniu z drogą podporządkowaną i już na tej drodze okazało się, że tam za żywopłotem jest jeszcze jeden ukryty pas dla rowerów. Oczywiście, gdybyś wtedy akurat jechała samochodem, była by burza nienawiści. Jak już wcześniej pisałem, projektanci dróg realizują postulaty użytkowników tak, żeby im bokiem wyszło. Oczywiście jak się będziemy za bardzo buntować, to pozamykają te drogi rowerowe a zakaz ruchu rowerów na głównych zostawią i będzie to, co miało być.

  • Czołówki na jezdni nie, ale półczołówkę omal nie zaliczyłam kilka lat temu, gdy włączałam się do ruchu. Wtem rozpędzony człowiek na kolarce niemal we mnie wjechał. Oboje byliśmy trzeźwi więc każde odbiło w swoją stronę i zderzenia udało się uniknąć, ale od tamtej pory sto razy patrzę w lewo, jak skręcam w lewo z jezdni, gdzie narożnik zasłania żywopłot ;)

  • do „MaciekR”
    1. Tam, gdzie wolno jechać rowerem po chodniku dla pieszych oraz w miejscach, gdzie dopuszczony jest ruch pojazdów i pieszych, kierujący obowiązany jest jechać z taką prędkością, żeby móc w razie potrzeby pojazd natychmiast zatrzymać. Czyli z prędkością pieszego. Pieszy ma w takich miejscach pierwszeństwo i na kierującym ciąży obowiązek czuwania, żeby pieszego nie najechać. Czyli każde potrącenie będzie winą kierującego. Inaczej – na pustym chodniku, w otwartym terenie niezabudowanym, możesz jechać 90 km/h ale jak się pojawi żywopłot czy krzak, to masz zwolnić tak, żeby nie najechać na wychodzące zza niego dziecko.

    To przykład abstrakcyjny oczywiście. Ale w praktyce w mieście po jednej stronie chodnika są zwykle bramy a po drugiej zaparkowane auta. Stamtąd może wyjść ktoś (dziecko może być niższe od auta) i wcale nie ma obowiązku spodziewać się pojazdu na chodniku. To Ty masz obowiązek dostosować prędkość do takich miejsc (do odległości od nich).
    Tu się nasuwa pytanie – jaka jest różnica, czy rowerzysta jedzie po chodniku legalnie czy nielegalnie, (warunki określone w przepisach – np śnieg) – skoro i tak musi przestrzegać powyższych zasad albo je łamie?

    Następna zagadka – zsiadanie przed przejściem dla pieszych.
    Jaki sens? Pieszemu też nie wolno na przejście wbiegać (nazywa się to wtargnięciem) – czy w takim razie pieszy, żeby było wiadomo, że nie wtargnął, nie powinien wchodzić na czworaka? A samochód przed znakiem STOP?

    Może kierujący powinien zgasić silnik i przepchać auto przez skrzyżowanie?
    Przed przejściem dla pieszych rowerzysta powinien się zatrzymać i sprawdzić, czy może na nie wjechać bezpiecznie a potem przejechać z prędkością pieszego. Tak powinno to prawo wyglądać. Wyjątek – gęsty tłum ludzi – wtedy lepiej zsiąść – ale to i tak regulują przepisy o jeździe po chodniku (jeżeli nie utrudnia … itd.)

    Absurdalne zakazy powodują lekceważenie słusznych zakazów a to następnie śmierć ludzi. Śmierć jest nieodwracalna, przepisy można zmieniać.
    Przykład – sławne 30 km/h – ograniczenie prędkości stawiane gdziekolwiek, gdzie coś kiedyś dawno było robione albo gdzie milicja polowała na mandat. Ograniczenie tak nadużywane, że przydał by się odrębny znak „naprawdę 30”.

    Zresztą w Polsce taki znak można spotkać – zwykły znak zakazu a kawałek dalej krzyżyk i lampioniki, zasuszone kwiatki. Wymowne.

  • Żyjemy na styku co najmniej 2 kultur i odczuwamy ich wpływy, w tych warunkach próbujemy sobie wypracować naszą „normalność” i i tak nam to nieźle wychodzi. U tych po lewej na mapie „tak” znaczy tak a „nie” znaczy „nie” i prawo przynajmniej w warstwie przyziemnej odnosi się do realiów życia, jest dopracowane i przestrzegane. To wygodne, praktyczne i opłacalne. Warunek: – wszystko musi być rzetelnie dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Wschodnie podejście w skrócie – jest odwrotne. 2×2 rzadko się równa 4 ale można zależnie od kontekstu nauczyć się wyliczać właściwy wynik. (po ludzku – ile policjantowi dajesz w łapę).

    My, w mieszanym systemie, musimy się jakoś dostosowywać ale jednocześnie dążyć do tego zachodniego, bo jest nam jednak bliższy. To wymaga myślenia i działania, bo władza (każda) ma ciągotki do stawiania obywatela w sytuacji, kiedy tak czy owak jest winny.

    Władza również lubi spełnić postulaty uporczywie nękających ją obywateli. Nie cieszcie się z tego przedwcześnie. Można to zrobić tak, żeby Wam „wyszło bokiem” a przy okazji jeszcze ukręcić niezłą kasę.

    Kiedy kilkanaście lat temu zaczęły się nagłaśniać ruchy na rzecz budowy dróg dla rowerów, ostrzegałem, że każdy kij ma dwa końce. Droga dla rowerów może umożliwić jazdę tam, gdzie to było skrajnie niebezpieczne lub trudne, może również uniemożliwić tam, gdzie dotychczas się dało jakoś jeździć.

    Odpowiednio poprowadzona droga dla rowerów otwiera rowerzystom nowe możliwości poważnych wypadków, dostępnych dotychczas jedynie zmotoryzowanym. Czy to Was dowartościowuje?
    Słyszał ktoś o zderzeniu czołowym dwu (trzeźwych) rowerzystów na normalnej, dostępnej dla wszystkich jezdni?

  • @Mociumpel – tak jak mało rozgarnięci są niektórzy piesi, niektórzy kierowcy, tak samo i rowerzyści. Tutaj nie ma wyjątków, natura na wszystkie grupy rozdzieliła rozumu sprawiedliwie.

  • Swoją drogą czemu, wzorem bardziej cywilizowanych krajów, nie można zrobić tak, że w przypadku potrącenia pieszego, czy ogólnie słabszego uczestnika ruchu, to ten „silniejszy” w pierwszej kolejności musi się tłumaczyć. Zerknijcie w przepisy holenderskie jak jest traktowany kierowca, który potrąci dziecko poniżej 14-go roku życia. Jakoś w tych krajach nie boję się przechodzić przez przejście dla pieszych. W Polsce tak. Jeszcze pomysły z kamizelkami, kaskami itp dla pieszych/rowerzystów. Oznakowywanie fotoradarów, żeby kierowca się nie zestresował jak je zobaczy… Dobrze że konwencja genewska trochę przystopowuje niektóre pomysły.

    A policja u nas by mogła wreszcie ruszyć tyłki i, poza jednorazowymi akcjami dla statystyk, sprawdzać regularnie stan techniczny rowerów i łamanie najbardziej „niebezpiecznych”* przepisów. Parę świętych krów by się obraziło i by — ramach protestu — wymyśliło kolejną masę krytyczną, ale dla ogółu by było bezpieczniej. W innych krajach (Belgia i Holandia) są dosyć częste. Ja nie mogę się doczekać zimy, kiedy na DDRach pozostaje najbardziej rozsądna grupa rowerzystów.

    * mam na myśli przejeżdzanie na czerwonym, czy przejściu dla pieszych, wymuszanie pierwszeństwa, ale nie zaliczam do tego babci jadącej „sopockim” tempem rekreacyjnym (5km/h) po pustym chodniku, bo co to za zagrożenie dla innych.

  • Do Gościa – właśnie w tym jest problem że karta rowerowa tak jak każdy dokument mający COŚ wnosić (w sensie dawać poświadczenie o znajomości PORD) dokumentowałby przynajmniej, że osoba go posiadająca wie co robi poruszając się po drogach czy DDR-kach i wykonując na nich swoje manewry czyni to świadomie a nie z pełną nieświadomością i niewiedzą. Zaraz ktoś zarzuci że to się nie sprawdzi i w ogóle babcie ze wsi to już absurd – jeśli tak myślą to przypomnę o przepisie który obecnie ze względu na zapadające szybko ciemności będzie respektowany następująco: droga poza miastem, ktoś jedzie, potrąca pieszego, wysiada ściąga mu kamizelkę !!! (tak, tak kamizelkę ściągnie bo od razu wina to pieszego będzie że NIE POSIADAJĄC od razu jest winnym !!!) – i jak udowadniać bez świadków że było inaczej??. Przepis moim zdaniem trochę dziwny ale możliwe że okaże się skuteczny chociaż moim zdaniem będzie martwy podobnie jak skuteczność walki z pijaństwem w Polsce.

    Karta rowerowa choć nie uczyniłaby dla ich posiadaczy bezpiecznymi ale dawałaby świadomość WSZYSTKIM KORZYSTAJĄCYM z dróg czy DDR-ek, że KAŻDY jej użytkownik wie i rozumie jak poruszać się po drogach – a tak to gdybam czy rowerzysta jadący za mną, przede mną nie jest jakimś upośledzonym paralitykiem z porażeniem wzroku i kończyn bo huśta się z prawej do lewej świadomie czy z przyczyn chorobowych.
    Jak już doszło do „absurdu” noszenia kamizelek odblaskowych po zmroku poza miastem dla poruszających się po poboczach pieszych to karta rowerowa winna natychmiast do nich dołączyć – tak aby świadomość ruchu na drodze byłą świadomością wielokrotnego użytku a nie jednorazową wedle zasady „raz wjechał ale jakoś dziwnie pod samochód i to na pasach bez wyznaczonej ścieżki DDR i na czerwonym”.

    O OC nie wspomnę, bo sam posiadam w pakiecie z ubezpieczeniem mieszkania za niewielka dopłatą (40 zł rocznie) na ok. 50000 zł – suma odszkodowania jak na np. OC samochodowe niewielka, ale i szkody przez rowerzystów wyrządzane innym są zazwyczaj niewielkiej wartości.

    Irytującymi są sytuacje w których rowerzysta naginający przepisy czy też nie znający ich w ogóle najgłośniej krzyczy o winie innego, jak go ktoś potrąci czy przejedzie jakoś tak czasem nawet na śmierć – no wtedy to może nie krzyczy ale sprawia kłopot na drodze bo angażuje niepotrzebnie tyle osób – Policje, karetki, gapiów – sarkazm to ale momentami wraz z „modą na rowery” i w ogóle z ruchem na świeżym powietrzu na moich oczach rosną statystyki dziwnych zachowań i odzywek (np.nocą: „jak jeździsz batmanie – s .. dalaj, a po chwili o ku.. moja noga kto tu słupek postawił – na pomoc”) a przejechanych na pasach bez wydzielonych ścieżek małolatów na czerwonym (k.. ja mam pierwszeństwo!!!, no nie dość, że nie masz, to poleżysz se w szpitalu młody bo właśnie noga Ci chyba odpadła, … aua ratunku jestem w szoku”) – powyższe to prawie oryginał z lekkim podbarwieniem ale prawdziwe.

  • Goldwin: „Abstrakcją jest dla mnie pozwolenie na jazdę bez karty rowerowej”

    Jakby to miało wyglądać? Logiczne, że osoby z prawem jazdy byłyby zwolnione z obowiązku posiadania karty rowerowej. Co z resztą? Z dnia na dzień tracą prawo do poruszania się rowerem po drodze? Muszą iść na kurs? Chyba, że nowa ustawa obejmowałaby konkretne roczniki np. urodzeni od 1997 wzwyż. Bo jeśli nie, to już widzę te starsze osoby z małych miejscowości wyjeżdżające PKS-em do miasta na egzamin ;)

  • ” Ja mam bagażnikową lampkę z wbudowanym odblaskiem, szach-mat. ;) ”

    Ja cie!
    Czarne poddały grę. Król upadł :)

  • Cóż, świat 21 wieku jest coraz dziwniejszy…

    Baby z brodą, kobiety z k… przyrodzeniem mówią jak ma wyglądać rodzina, przepisy się zmieniają…

    Abstrakcją jest dla mnie pozwolenie na jazdę bez karty rowerowej, ogrom ludzi nie ma pojęcia o zachowaniu na ulicy (przecież z prawej strony można skręcać w lewo), że wspomnę i na ścieżce rowerowej (parki, kawalkady a Ty biedny z naprzeciwka kombinuj).

    Światła powinny być podstawą już w momencie zakupu. Jak ktoś sobie chce to zdejmie. Albo wymóg egzekwowany jak przejazdy na pasach dla pieszych.

    To. że ktoś ma wzrok po sowie i widzi w nocy, nie oznacza iż ja go widzę. I nie mam na myśli jakichś późnonocnych eskapad tylko zwykłego zmierzchu. Wystarczy wpaść na ścieżkę za ścianą pochłaniającą hałasy ulicy czy też pod drzewami i robi się baaardzo nieciekawie. A lampy czasem potrafią „zgasnąć” zwłaszcza jak komuś załączy się oszczędzanie.

    Przypnę się jeszcze do „mrugaczy”: o ile z tyłu nie mam nic przeciwko a nawet jestem za bo to pozwala wypatrzyć różnicę pomiędzy statycznym światełkiem gdzieś w oddali to biała z przodu staje się udręką. Błysk – widzisz, za chwilę ciemność i nie widać nic… Koszmar!
    Jedźcie rowerem w biały dzień i mrugajcie oczami, może to pomoże zobrazować jak się ktoś czuje z naprzeciwka. Swoją drogą, to jakiś dziwny wynalazek. Lampa z przodu miała pokazywać kogoś w ciemności ale i oświetlać drogę przed.

    No, tyle smęcenia :P

  • Ja mam bagażnikową lampkę z wbudowanym odblaskiem, szach-mat. ;) Tak naprawdę nabyłam, bo sztycową zasłaniała karmiata upchnięta na górze, na sakwach. Do zwykłej jazdy sztycowej starczała poprzednia. Czy sztycówki nie mają jakiejść membrany odblaskowej, tak bajdełej? Bo przecież świeci tylko malutka dioda, reszta to malowane tło.

  • Tak żeście mnie zakręcili tymi wszystkimi lampkami, że zaraz założyłem czerwony odblask co go wprzódy zdjąłem, bo mnie złościł. Teraz na sztycy pod tyłkiem mam i lampkę ( migającą na siedem różnych sposobów :) ) i czerwony odblask. Innymi słowy, Policja może mi skoczyć…

  • Kamizelka odblaskowa sprawdza się jeśli mamy prostą trasę bez manewrów skrętu – główna poza miastem.

  • @Anonim – wiesz, przepisy sobie, życie sobie. Generalnie odblaski muszą być barwy samochodowej żółtej. Ja nie napiszę Ci – tak, jeździj w innych. Ale policjant musiał by być mocno nadgorliwy, żeby się czegoś takiego czepić.

    @Michał – no niestety, nawet jak komuś się zwróci kulturalnie uwagę (o czymkolwiek), to można się nieźle nasłuchać. Oto Polska, nieelegancja Francja…

  • Włączone światło (szczególnie przednie) przydaje się też w przypadku słonecznego dnia, kiedy kontrasty potrafią być bardzo duże. Przykładem jest jazda w cieniu budynków czy drzew. Praktycznie stajemy się wtedy niewidoczni dla np. wyjeżdżających z bocznych ulic, czy też skręcających.

    Co prawda ubrania z odblaskami nie zakładam (wyjątek przeciwdeszczowe spodnie i kurtko-płaszcz), ale poza terenem miejskim bym jednak pomyślał o wrzuceniu do sakwy jakieś żarówiastej kamizelki lub dodatkowych odblasków na rzep.

    Nie rozumiem ludzi włączających tylko tylną lampkę. Przednia ma kapitalny wpływ na naszą widoczność przez innych kierowców na skrzyżowaniach.

    @Lavinka

    W poprzednim rowerze miałem dynamo w piaście, w obecnym lampki są na baterie i to jedyna rzecz, którą bym chciał mieć ze starego. Ale tragedii nie ma; po prostu wożę zapasowy komplet akumulatorków, choć to upierdliwe i trzeba o nich pamiętać.

  • Gdzieś już pisałem ( pewno na fb ;p ) o tym jak wracałem z dawnej pracy do domu. Trzeba było przejechać ok 1,5 – 2 km w terenie niezabudowanym aby dojechać do pierwszego oświetlonego skrzyżowania. Normą niestety było to że połowa ludzi nie miała oświetlenia, jeździła poboczem pod prąd, miała generalnie wszystko w… siodełku. Były też 3 agentki które spotykałem podczas powrotów z pracy – o dziwo jechały jedna za drugą co też było zaskoczeniem, jedynym miłym.

    Otóż – przodowniczka grupy miała oświetlenie zamontowane prawidłowo. Druga w kolejności jechała bez oświetlenia i kamizelki, ba, nawet odblasków w pedałach nie miała. No i zostaje ostatnia. W pierwszej chwili nie wiedziałem co jest, ale po chwili intensywnego myślenia doszedłem do wniosku że ma odwrotnie lampki założone… Raz je dogoniłem (musiałem skrzyżowanie za wiaduktem płynnym poślizgiem pokonać i auta z prawej strony wyprzedzać) i im kulturalnie zwracam uwagę, nawet chciałem jednej dać chińskie silikonowe lampeczki (tandeta spora, ale lepsze to niż nic) – efekt? Dowiedziałem się iż jestem mały gówniarz (gówniarz – no spoko, mam 21 lat, ale mały? 189 cm wiadomo rekordem światowym nie jest, ale… :D) i wiem czym się moja rodzina, głównie płeć piękna zajmowała – nie mam powodów do dumy i chwalenia się :)

    Kupiłem też kiedyś na allegro neony na koła – złączka na baterię 9V, pstryczek elektryczek, kabelki, diody i takie przezroczyste rurki. Wziąłem czerwone i białe. Jako że na koło nie wiedziałem jak to założyć, zamocowałem na ramę. Z przodu dwa „neony” na kierownicę, jeden powędrował na rurę sterową i pozostałe dwa na widełki. Z tyłu czerwony na rury siodełka i sztycę. Na początku dawało to po oczach niesamowicie, miałem oświetlone kilka metrów przed rowerem, jak i to co mam pod kołem, świecący na czerwono tyłek też był bardzo widoczny – do tego czerwona kurtka i żółta kamizelka i byłem widoczny niczym latarnia morska w nocy. Przejeżdżałem wielokrotnie przy patrolach – zero problemów :) Niestety te 9V bateryjki szybko padały.

  • Nieśmiało przypomnę o wynalazku dynama… fajna rzecz, choć lampki przestają świecić, gdy człowiek się zatrzymuje i tu odblaski na sakwach są Kanadą. Niestety ostatnio padło mi dynamo w holendrze, a raczej padła tylna lampka i nie wiem czy to żarówka, czy kabelek, chyba czas na fachowca (nawet na holendrze mam zapasowe oświetlenie diodowe, bo niestety dynamo jest nie w piaście, ale tradycyjne i np. po kostce bauma ciężko się jedzie z szurającą gumą, niemniej wynalazek bezbateryjny uważam za coś genialnego).

  • Ja osobiście polecam kupić porządne niekoniecznie drogie oświetlenie.
    Bardzo ważne jest także wzięcie ze sobą zapasowych baterii gdy wybieramy się na wycieczkę lub krótką przejażdżkę ponieważ zawsze istnieje możliwość, że oświetlenie się wyłączy z powodu rozładowanych baterii.

    Najlepiej kupić oświetlenie zasilane bateriami ze względu na możliwość szybkiej wymiany ich na nowe sprawne.
    Wszelkie wbudowane akumulatory trzeba ładować, a nie zawsze będąc w trasie mamy dostęp do gniazdka i nie zawsze mamy przy sobie ładowarkę.

  • Czołówka raczej nie przejdzie, bo trzeba mieć kask ;-)

    A co z odblaskami białymi ktore w liczbie ok 10 sie montuje na szprychy?

  • Na krajówkach jest często bezpieczniej niż na zwykłych drogach. Wiem co mówię, bo głównie poruszam się za miastem. Krajówki mają zazwyczaj szerokie pobocza i równy asfalt, pobocza są jak DDRki, nawet tiry nie robią na człowieku wrażenia. Najgorzej jest na podrzędnych typu Grodzisk-Błonie, Żyrardów-Skierniewice i inne takie przypadki. Kamizelka w takim wypadku nic nie daje. I tak mnie mijają na gazetę i trzeciego i tak. Chyba że jadę środkiem jezdni i ładnym łukiem zjeżdżam na bok, gdy minie mnie ostatni z rzędu samochód z naprzeciwka. Tylko to działa.