Matki na drogach rowerowych

Miałem już dziś nic nie pisać, ale poczułem się „wywołany do tablicy” przez mini-wojenkę, którą zobaczyłem na blogach, które regularnie czytam. Zaczęło się od tekstu Kamila „Matki z dziećmi jak krowy na zielonej łące„, w którym autor opisuje min. obserwacje na temat matek spacerujących z dziećmi po drogach rowerowych. Opisuje jakie to według niego jest niebezpieczne i jak reagują osoby, którym zwróci się uwagę. Na wpis zareagowała Marlena z bloga makoweczki.pl, która stanęła w kontrze do wpisu Kamila i opisała swoją historię z drogą rowerową w roli głównej. Pod wpisami oczywiście pojawiła się góra emocjonalnych komentarzy, zarzucających brak empatii i zrozumienia dla jednej czy drugiej strony. Postanowiłem spróbować wyciszyć emocje i napisać coś od siebie, być może nawet uda się zakopać „topór wojenny”.

Zacząć należy od tego, że jesteśmy tylko ludźmi. To żadna nowość, a animozje na linii kierowca-rowerzysta-pieszy były i są, ale mam nadzieję, że kiedyś znikną. Uprzedzając jakiekolwiek ataki na mnie, napiszę, że u mnie na blogu w równym stopniu dostawało się każdej z tych grup. Pisałem o irytujących kierowcach, o pieszych na drogach rowerowych, ale także, a może przede wszystkim – o błędach rowerzystów, o niewłączaniu oświetlenia w nocy, o dzwonieniu na pieszych, gdy jeździ się po chodniku. Wychodzi na to, że to rowerzyści są przeze mnie karceni częściej. W sumie taka jest grupa docelowa mojego bloga :) Jak widać więc – nie jestem rowerowym schizolem, nie mam również klapek na oczach (zbyt dużych przynajmniej).

Zgadzam się z Marleną – potrzeba nam więcej empatii, więcej luzu, więcej kultury wobec innych. Kilka dni temu wróciłem z Czech. Kraj po sąsiedzku, ludzie niby podobni, ale dało się tam zauważyć ciut inną mentalność. Kierowcy zatrzymywali się przed przejściami dla pieszych, przepuszczali rowery, pozwalali autobusom ruszyć z przystanku. Nie mówię, że wszyscy i nie twierdzę, że zawsze. Ale mimo wszystko trochę częściej niż u nas. U nas nikt nie wpuści samochodu z bocznej uliczki, bo oczywiście korona z głowy spadnie, „ale na pewno wpuści kto inny”.

Nie wiem jak w Czechach, ponieważ nie byłem w bardzo dużym mieście, ale u nas dokładnie tak samo jest z rowerzystami i pieszymi. Nie wszystkimi oczywiście, ale z pewną sporą grupą. Czy wyobrażacie sobie, że na środku drogi staje samochód, a jego kierowca wysiada, by uciąć sobie pogawędkę z kierowcą innego samochodu? Albo czy potraficie sobie wyobrazić, że ktoś na środku ulicy zaczyna naprawiać samochód, mimo tego, że mógłby bez przeszkód zjechać na pobocze? Powiecie zapewne, że nie. Że kierowcy zazwyczaj tak nie robią. A wyobraźcie sobie, że są dziesiątki rowerzystów, którzy potrafią stać na drodze rowerowej, albo nawet naprawiać tam rower. Gdzie jak chyba każdy wie, rower można bez problemu przenieść na bok. I jeszcze jak się grzecznie zwróci uwagę, można w odpowiedzi usłyszeć taką wiązankę, że aż ma się ochotę wrócić i zapytać, czy wszystko w porządku z głową.

Kto mnie trochę zna, wie, że jestem oazą spokoju. Ucieleśnieniem fali, dryfującej po spokojnym morzu. Ale zapasy mojej empatii bardzo szybko się wyczerpują, gdy ktoś próbuje mi przeszkadzać, bo jemu jest tak wygodnie. I tu zdecydowanie zgadzam się z Kamilem, który napisał: „Jezdnia jest dla samochodów, ścieżka rowerowa dla jednośladów, a chodnik dla przechodniów. Przecież tu nie chodzi o ‚widzi mi się’. Ale o bezpieczeństwo„.

Marlena ripostuje: „Ja dostaję świra oglądając się w dwie strony, czy ty nie nadjeżdżasz. I czy moje dziecko akurat nie zrobi kroczku w prawo, a ty nie wpadniesz na nie z impetem. Ty w kasku i ochraniaczach i wielki. Na moje roczne, czy dwuletnie dziecko, które w starciu z Tobą jest bez szans.

Zdaję sobie sprawę, że dzieci są wulkanem energii i niewyczerpaną kopalnią pomysłów (często głupich). Nie trzeba być rodzicem, by to rozumieć, w końcu każdy kiedyś był dzieckiem. Ale rolą rodzica, jest też przewidzenie pewnych sytuacji. To oczywiście truizm, ale przecież nikt nie zostawia noży w zasięgu ręki dziecka, otwartego Domestosa w łazience czy pistoletu na szafce nocnej. A przynajmniej do momentu, gdy dziecko samo nie zrozumie, że są to rzeczy potencjalnie niebezpieczne i nieumiejętnie używane – mogą zrobić krzywdę.

Marlena pisze „w każdej sekundzie może zobaczyć kurde motyla. Rozumiesz?! Motyla, który w danej chwili przesłoni mu świat. I pobiegnie za nim, głuchy na matczyne ostrzeżenia„. Nie chcę tutaj atakować zdania wyrwanego z kontekstu, ani sytuacji, ale przecież dziecko może pobiec nie tylko na drogę rowerową, ale także na ulicę. Zdaję sobie sprawę, że małego dziecka często nie da się upilnować – ale to przecież od tego są rodzice, by przynajmniej część ryzyka ograniczyć.

Ja zresztą odnoszę wrażenie, że Kamilowi chodziło o coś zgoła innego. Nie incydenty, nie przypadki, nie zagapienia. Ale osoby, które z premedytacją spacerują po drodze dla rowerów. I nie chodzi tylko o matki. Robią to ludzie w każdym wieku, każdej płci, często parami, czasami całymi rodzinami. I ja, mimo, że staram się jeździć rozważnie – nigdy nie wiem, czy zza pleców dorosłej osoby, nie wyskoczy nagle dziecko albo pies. „Bo Panie, toż to wymysł szatana jest, tutaj od 50 lat chodnik ino był, a teraz rowerzyści pędzą na złamanie karku, kto to widział”.

Tak – teraz „pędzą” i trzeba się do tego przyzwyczaić, że od komuny dostawaliśmy tylko wyciągnięty środkowy palec. A teraz trochę na hurra, czasami bez pomyślunku, ale jednak, są budowane drogi dla rowerów. By było wygodniej, czyściej, zdrowiej. A nie po to, by rowerzyści polowali na niewinne dzieciątka.

Oczywiście skarcić należy też osoby, które bez rozwagi jeżdżą na rowerach. Bo tacy oczywiście też są. Jeśli już widzi się małe dziecko, czy to na chodniku czy nawet na drodze rowerowej – trzeba absolutnie zwolnić. Nawet do zera, jeśli będzie taka konieczność. Jeśli spaceruje po drodze rowerowej z mamą/tatą – to przecież dziecko nie jest niczemu winne. Dlaczego miałoby być tutaj przypadkowo pokrzywdzone.

Reasumując – mam w sobie wiele empatii dla różnych życiowych sytuacji. Nie jesteśmy idealni, zdarza się nam zamyślić, dzieci lubią pobiegać, rowerzyści zapatrzyć. Ale mam zero tolerancji dla głupoty, świadomego łamania przepisów i braku poszanowania prawa innych do korzystania z tego, co im się należy.

 
 
  • Wiki

    W zupełności się z tobą zgadzam. Po ścieżkach rowerowych chodzą panowie z pieskami, babcie z wnuczkami, zakochane pary i grupki dresiarzy. A chodnik często świeci pustkami.

    W Łodzi, w parku Podolskim otwarto specjalny tor dla rolkarzy. Myślicie, że jeżdżą po nim tylko rolkarze? Oczywiście, że nie. Pół biedy jeśli są to dzieci na rowerkach. Ale większość stanowią spacerujący ludzie, mimo, że mają wokół dużo innych ścieżek, a ten tor jest pośrodku niczego i chodząc po nim nie ma czego oglądać.

  • Empatia empatią, a znajomość przepisów swoją drogą. Nie tak dawno inna blogerka zrobiła sesję foto swemu skądinąd ślicznemu dziecku. Na środku DDRki. Nie dziwię się, że ludziom się kończy cierpliwość. Mnie się skończyła już dawno temu, za często jeździłam slalomem wśród mamusiek, które obok miały chodnik, ale najwyraźniej czerwona kostka im bardziej przypadła do gustu niż szara. Nie opieprzam, ale swoje wiem. I dlatego popieram wpis Kamila. Sama jestem rodzicem i wiem, że myślenie i wyobraźnia nie bolą. Przynajmniej nie jojczę o tych cholernych rowerzystach, bo wiem co mi może rozpędzony rower, jako pieszemu, zrobić. A tym bardziej zrobić mojemu dziecku. I warto dodać, że dziecko na rowerze to wg przepisów nadal pieszy i nie ma prawa DDRką jechać. Do ukończenia 10 roku życia. I już. Widuję rodziców, którzy widząc rowerek na DDRce wpychają tam swoje kilkuletnie dzieci. Ostatnio tak mijaliśmy parkę na rowerkach biegowych. Zwolniliśmy do chyba 8km/h a i tak uważam, że było niebezpiecznie, bo w każdej chwili maluch mógł mi wjechać bokiem między koła. Nawet przy takiej prędkości mogłam mu złamać rękę czy nogę, rower trochę waży.

  • @Lavinka – dzięki za Twój komentarz :) Nie ukrywam, że czekałem w napięciu na Twoje zdanie.

  • @Łukasz: Nie przeczę, że pod wpisem Makóweczek puściły mi nerwy. W Polsce matki są jakąś dziwną sektą. Czytając ich blogi człowiek tylko utwierdza się w przekonaniu, że najmniejszą uwagę na swój temat traktują jak atak. Co, jej nie wolno!?! W bólach rodziła, to ma prawo do wszystkiego! Wpychać się bez kolejki, najeżdżać ludziom wózkiem na nogi, choć autobus czy metro nabite w pestkę i od razu widać, że pies się nie wciśnie, a co dopiero wózkiem z dzieckiem na DDRce. Ja to jakaś chyba frajerka jestem, bo jak się nie mieszczę do autobusu, to czekam na następny. A w sklepie sobie spokojnie czekam w kolejce, nie pali się, dziecko nauczone, że ma siedzieć cicho. To chyba pochodna PRLu i nadmiaru przywilejów dla matek w tamtych czasach. To generuje przekonanie, że nic nie muszą, bo im jest ciężko. Dobry materiał dla socjologa. :)

  • Ja z kolei stane po stronie „matek”. I juz wyjasniam dlaczego.często zdarza się tłumaczenie, że na asfalcie DDrki jest równiej dla wózka niz na chodniku i to juz powinno nam dać do myślenia.. bo to nie z ludźmi jest coś nie tak. Coś nie tak jest z infrastrukturą z której przyszło nam korzystać! A w zasadzie z jej projektantami i wykonawcami. Sam czesto chodząc pieszo łapie się na tym, że znalazłem się na przestrzeni rowerowej, a akurat zwracam szczególna uwage na infrę rowerową. Po prostu czasem nie da się z perspektywy pieszego połapac co jest co. a rowerzysta, ktory codziennie jeździ dana trasą ma poczucie, że to „jego teren! i won!”. I sa wybuchy agresji, zupełnie niepotrzebne. Osobiście nie używam, dzwonka, nawet jak ktos mi idzie po ścieżce rowerowej, jak moge to jakos sobie ominę, bez zwracania uwagi, bo zakładam brak złych intencji po drugiej stronie. jak mam problem z przejazdem to delikatnie zwróce uwagę na siebie. Ale rowerzyści, którzy agresywnie dzwonia, krzyczą, albo (o zgrozo!) straszą bliskim, szybkim przejechaniem to dla mnie juz idioci.

    Po prostu w Polsce na palcach mozna policzyć miejsca, gdzie jest odpowidnia infrastruktura, nie powodujaca konfliktów z pieszymi. A tam gdzie jest ruch dobrze zorganizowany, problemy z wózkarami i pałetajacymi się pod kołami dziećmi i starcami nie wystepują.

    • TUKAN TOM

      Podpisuje sie dwoma rekami i dodam -kultura panowie i panie a nade wszystko empatia i usmiech prostuje wiele zawilosci drog. U mnie w miasteczku jest taki odcinek (ok500m) gdzie spotykaja sie rowerzysci i piesi natym samym wyasfaltowanym pasie. Gdy tamtedy jade to zawsze gdy pieszy jest tylem do mnie delikatnie informuje dzwonkiem,ze nadjezdzam i zawsze dziekuje za ustapienie miejsca.

      Niby pas pieszo rowerowy ale przeciez nic mnie nie kosztuje zwolnienie bo i tak jestem szybszy od pieszego a jak bede chcial szarzowac to mam obok droge i tam jest miejsce na jazde 30+ co nie zawadzi kierowca bo ten odcinek pokonam w 3 min a oni przeciez tez moga zrobic dla mnie taki sam wyjatek jaki ja robie wzgledem pieszych 3 min i tak im nie przyspieszy sprawy przejazdu bo na obu koncach tego odcinka sa skrzyzowania.

      Gdyby takie przewazalo podejscie do wielu spraw „drogowych” swiat bylby weselszy i bardziej przyjazny.

      • Darek

        Opowiadasz bzdury, jak masz ścieżkę rowerową po prawej to musisz nią jechać, bo możesz dostać mandat!!!

        • TUKAN TOM

          A to Cię zaskoczę :D Ta zasada ma wyjątek :) Nie ma obowiązku korzystania z jakichkolwiek DDR’ów gdy jedziesz rowerem wyczynowym lub w peletonie – i co Ty na to ?

  • pg

    Przypomina mi się wykop sprzed paru miesięcy:
    http://www.wykop.pl/link/1747692/jade-z-dziecmi-mam-prawo-jechac-jak-mi-sie-podoba/
    Co za wydumane problemy – droga rowerowa jest drogą a nie przestrzenią dla 2-3latka na rowerku jak na zdjęciach, ale problem robi się wtedy gdy jest idiotycznie łączony z chodnikiem (taki się robi niemal wyłącznie i tak się robić nie powinno)
    Tak przy okazji nie wyobrażam sobie jechać 30km/h po czyms tak wąskim a przecież mam prawo jechać nawet i 30
    Po raz kolejny winna jest głupia infrastruktura rowerowa – na jezdni odpowiednio szerokiej można sobie spokojnie rowerem jechać i 20 i 30 i 50 a na tych dziwolągach rowerowych same problemy

  • Teodor

    Ciekawa sprawa. Jestem Twoim czytelnikiem, więc opiszę swoje zdanie tutaj, a nie na blogach Kamila czy Marleny.
    Przede wszystkim masz rację, że wszystko zależy od sytuacji i, że Marlena opisała sytuacje skrajne, kiedy rozchodzi się tak naprawdę o osoby, które opisałeś na końcu. Dlatego nie rozumiem czemu Marlena tak ostro atakuje Kamila.
    Ale Marlena nawet w swoich skrajnościach zupełnie nie ma racji! Pierwsza sytuacja: zatłoczony autobus. Pomińmy fakt, że Kamil pisał o autobusie zupełnie pustym. Jak ja jadę pociągiem z Warszawy do Siedlec w piątek wieczór, kiedy wszyscy studenci wracają do domu (tłok taki, że trudno o własne 0,5m2 do stania), to jak chcę wysiąść na stacji i muszę się przepchnąć przez tłok to robię to stację, dwie wcześniej i czekam chwilę pod drzwiami. To samo może zrobić matka z wózkiem – przejść pod drzwi przystanek, dwa wcześniej. Jeśli dała radę wysiąść na kolejnym przystanku oznacza to, że trzeba właśnie tyle czasu, żeby się przetransportować pod drzwi.
    I o ile sytuację z autobusem jestem w stanie jeszcze zrozumieć, to nie rozumiem zupełnie ścieżki rowerowej? Przecież opisana sytuacja „ścieżka obok chodnika” jest CAŁKOWICIE analogiczna do „jezdnia obok chodnika”. Każdy rodzic uczy swojego dziecka, że nie wolno wychodzić na ulicę bo „Cię samochód przejedzie” i dzieci to rozumieją. To dlaczego dzieci nie zrozumieją, że nie wolno wchodzić na ścieżkę rowerową, bo „Cię rower uderzy”. Zresztą dziecko tak samo może wylecieć za motylem nie pod rower, ale pod samochód. I oczywiście obydwie sytuacje wymagają ostrożności i rowerzysty i kierowcy (co w prawie nazywa się „obowiązek zachowania ostrożności”), tylko że to rodziców najbardziej powinno interesować, żeby uważać na dzieci.

    Przepraszam, że tak długo, ale chciałem wyrazić swoje zdanie.

  • @Elovelo: Ja to wszystko rozumiem. Ale jeśli mamy dwa oddzielne pasy ruchu z tej samej kostki tylko innego koloru, oddzielone pasem zieleni a matki i tak schodzą specjalnie na DDRkę, albo wpychają tam swoje dzieci na rowerkach – to już jest bezmyślność. BTW też mam wózek z małymi kółkami, też czasem mi ciężko, ale nie przychodzi mi do głowy jechać nim po asfalcie, po którym jadą samochody. Tam by mi było dużo wygodniej. Ale jednak tego nie robię. To samo z DDRką. A już na pewno nie uważam, że mam do tego prawo, bo mi niewygodnie.

  • Karolina

    Jak się jest nieustannie skupionym na cykaniu dziecku fotek i wstawianiu ich na insta ito. to rzeczywiscie mozna nie zauważyć biegnącego za motylkiem dziecka…

  • @Teodor: Bo infrastruktura rowerowa jest w Polsce dość młoda. I intensywny ruch rowerowy też. Kiedyś na rowerach jeździli tylko kolarze (na jezdni), babcie na wsi i dzieci po podwórkach. Teraz jest inaczej i ludzie się w tym gubią. Mnie denerwuje tylko postawa typu „ja ja ja moje moje moje bo jestem matką i reszta ma mi schodzić dlatego z drogi”. To jest nie fair. Matka też człowiek, żaden nadczłowiek. Mam wrażenie, że matki są tak drażliwe z dwóch powodów. 1. Są permanentnie niewyspane i zmęczone, bo im partnerzy rodzina mało pomagają w domu. 2. Ktoś im wmówił, że stając się matkami stały się lepszymi kobietami. Nie raz i nie dwa spotkałam się z sytuacją, gdy kobiety bezdzietne są traktowane przez matki z góry i z brakiem szacunku. Na zasadzie „nie masz dzieci, to się nie odzywaj, bo guzik wiesz”. No nie do końca. Zostając rodzicem zazwyczaj człowiek nie mądrzeje niestety.

  • Piesi zgodnie zgodnie z prawem drogowym NIE MOGĄ chodzić po drodze rowerowej. Koniec kropka.

    Żadne biadolenie tej paniusi nic tu nie zmienia… ona w zasadzie trochę w ogóle nie rozumie o czym mówi np. że dziecko może wyskoczyć na drogę rowerową… no oczywiście że może dlatego każdy uczestnik ruchu mimo wszystko musi zachować ostrożność i widząc dziecko (czy jadąc rowerem czy samochodem) dostosować się do tej sytuacji.

    Ale przecież nieupilnowane wyskakujące dziecko to zupełnie inna sytuacja niż mamusia świadomie poruszającą się drogą rowerową (czy inny pieszy np. z walizką czy co tam chciałby jeszcze)!

    I NIC NIE ZMIENIA w kwestii takiej że po drodze rowerowej z wózkiem nie wolno.

    A jak się ktoś na taką drogę z wózkiem świadomie wbija no to jak najbardziej jest to naganne i powinien się z tym liczyć że ktoś go w najlepszym przypadku opieprzy a w najgorszym dojdzie do wypadku.

    Wg. mnie można i NALEŻY zwrócić uwagę takiej osobie ale w sposób kulturalny.

  • @Elovelo – to prawda, jest trochę dróg rowerowych, gdzie oznaczenia się dawno starły, a kolor kostki jest identyczny. Tak jest np. w Łodzi na Łagiewnickiej. Ale w takich przypadkach zamykam buzię w ciup i jadę dalej.

    Ale jest naprawdę dużo dróg dobrze oznaczonych. I te białe, namalowane tam rowery nie wzięły się tam przecież przez przypadek :) Druga sprawa jest taka, że 90% ludzi to okoliczni mieszkańcy – a Ci to już w szczególności powinni wiedzieć co i jak.

    I uwierz mi, gdyby drogi rowerowe były w znacznym oddaleniu od chodnika – tym gorzej dla nich. Bo zawsze byłaby grupa ludzi, którym akurat rowerówka jest po drodze. Jeśli nie idzie w ulicy, to moim zdaniem powinny być właśnie przy chodnikach, by nie stanowiły alternatywy dla pieszych. Co i tak oczywiście robią.

  • pg

    @kosmosik
    Mogą chodzić, gdy nie ma chodnika
    ale to teoria bo zawsze jest chodnik a czasem DDR a nigdy odwrotnie

  • MM

    Lavinka widzę popłynęła na fali wyobraźni. Ja nie twierdzę, że mi się cokolwiek należy. Moje dzieci piesze pilnuję jak się da. Mam ich dwoje, więc czasami stopa jednego może zbłądzić. Porównywanie drogi rowerowej, która jest połączona z chodnikiem, a na której to pojawia się rower raz na godzinę, jest śmieszne. Moje dzieci nie biegają po drodze rowerowej, ale owszem poruszają się po niej na rowerkach mimo, że są małe. Pilnuję wtedy stron, komenderuję jazdę i najczęściej po prostu zabieram ich z drogi kiedy nadjeżdża rower. ALE.. jeśli ktoś czytał ze zrozumieniem, to dostrzegł, że pisałam o „rowerowych świętych krowach” z postawą „bo mi się należy, to pędzę na zabój”. Tak jak napisałam, moje dzieci poruszają się po tej drodze kilka razy dziennie, a taki rowerzysta potencjalnie jedzie tam raz.. na tydzień/miesiąc (?). Więc tak jak ja pilnuję i uczę dzieci tak proszę o tolerancję w moim kierunki kiedy raz na milion lat moje dziecko będzie na takowej drodze się znajdzie czy to jedną noga czy na biegówce. Tyle historii.
    I Kamil nie odebrał tego jako atak ani trochę :)

  • @Kosmosik – jasne, że kulturalny. To podstawa, podstaw.

    Ja kiedyś spotkałem starszego pana, który miał awarię roweru i prowadził go rowerówką. Podjechałem i poprosiłem, by przeszedł na chodnik, bo tak to tylko tamuje ruch. No i prowadząc rower jest przecież pieszym.

    Odpowiedział tylko, że o tym w sumie nie pomyślał i szybko uciekł na chodnik. Czyli można :)

  • Teodor

    @Lavinka
    Zgadzam się w zupełności z każdym Twoim zdaniem (:
    Jasne, że infrasktruktura jest młoda. Ba, u mnie jej prawie nie ma. Ale to nie może być powód, żeby ją olewać.
    I też mnie strasznie denerwuje postawa matek, którą opisałaś, a która wręcz bije z tekstu Marleny. A w tekscie Kamila chodzi o ludzi niemyślących. A niestety matka musi myśleć nie tylko za siebie, ale przede wszystkim za swoje dzieci. I to może to myślenie jest problemem…

  • @pg
    Fakt uprościłem… są drogi rowerowe bez chodnika np. całe okolice Borów Tucholskich (na pewno Swornegacie) są tak zorganizowane.

  • @ŁUKASZ. Nie chodzi o to jak i gdzie będą wzgledem siebie ddry i chodniki. W zdecydowanej większości przypadków problem polega na tym, że dla pieszych i rowerzystów jest za mało miejsca! A gdzie jest to miejsce? Oczywiście na jezdni, gdzie wytyczono kilka pasów dla aut szerokości autostradowej. I według mnie to jest głowny problem polskich miast… a nie mentalność ludzi.

  • @Elovelo – nie no, to już inna sprawa. Ale mentalność też. Mimo wszystko, wszystkiego się nie da załatwić infrastrukturą. Coś się musi też w ludziach zmienić. Jeszcze 25 lat temu, jak nasi rodzice wyjeżdżali do Niemiec, to w głowę się pukali, że tam zbiera się kupy po psach. Teraz u nas staje się to coraz popularniejsze i może za kolejne 25 lat też wszyscy będą to robić.

    @MM – bo ja mam trochę wrażenie, że zbyt emocjonalnie potraktowałaś wpis Kamila. I całkiem słusznie napisałaś o autobusie, a drogom rowerowym dostało się przy okazji. Przecież Kamil pisał o spacerowiczach :)

  • @M M

    Ale opisujesz zupełnie inną sytuację niż pierwotny rant.

    Pierwotny rant dotyczy pieszych którzy świadomie i celowo poruszają się drogą rowerową niezgodnie z prawem (modulo sytuacja w której faktycznie mogą – brak chodnika i pobocza). I oni jak najbardziej popełniają wykroczenie i jak najbardziej jest to naganne. I wszystko jedno czy komuś się spóźnił autobus.

    Ty piszesz o dzieciach wyskakujących na drogę rowerową i rowerzystach którzy w takiej sytuacji nie zachowują wystarczającej ostrożności. I to oczywiście (niezachowanie ostrożności) jest równie naganne ale to jest ZUPEŁNIE CO INNEGO.

  • MM

    Jasne, że emocjonalnie. Poczytaj komentarze u siebie. Są totalnie beznadziejne i nie na temat.
    Opisałam swoją sytuację, codzienność. NIE- KURDE- CHODZĘ ŚCIEŻKĄ ROWEROWĄ. Pisze o tym, że zdarza się moim dzieciom na nią wejść. Bo pokonują tą drogę miliard razy dziennie. To jest moja CODZIENNOŚĆ. Codziennie stresuję się idąc drogą pod własnymi oknami. Czy ja o tą rowerówkę prosiłam?!! Ja jej nie potrzebuję. Wolałabym, żeby jej akurat tam nie było. Wtedy bym się Wam nie wwalała na nią jak ta krowa z młodymi. Ale jest na nasze nieszczęście. I każde nasze wyjście to kurde skręt karku. Więc tak, podchodzę do tego emocjonalnie.
    Droga rowerowa należy się rowerzystom owszem, ale żeby widzieli cokolwiek poza czubkiem własnego nosa. EOT

  • MM

    @KOSMOSIK no już mi się obrywa jako „członkowi sekty matek co to się im wszystko należy”. A ja opisałam tylko swoją codzienność. Która jest bardzo utrudniona przez fakt, że na naszej jedynej drodze która prowadzi „wszędzie”, jest droga rowerowa.

  • damian

    Nie tak dawno bo 2 dni temu miałem sytuację idealnie pasującą do tego tematu. Pani z dzieckiem idzie środkiem drogi (był to odcinek gdzie dozwolony był ruch pieszych i rowerów, ale nie było specjalnie wyznaczonych pasów, a ruch rowerowy jest tam spory) zwalniam, dzwonie, a Pani nagle coś błysło w głowie, nie rozejrzała się, i gdy byłem już obok niej nagle skręciła i wlazła z dzieckiem prosto pod koła. Nikomu nic powaznego się nie stało prócz tego, że zaliczyłem glebę , żeby po nich nie przejechać. Nie powinnismy jedni na drugich narzekać, ale trzeba zachować jakies minimum rozsądku i ostrożności jednak rodzice z dziećmi w szczególności.

  • MaciekR

    Trochę pogeneralizuję, ale niektóre matki nie widzą świata poza swoim dzieckiem i nie mogą zrozumieć, że reszta świata nie podziela tej opinii. Trudno, wcześniej czy później ktoś je sprowadzi na ziemię.

    A wracając do rzeczywistości, to w sumie jako pieszy mam większy problem i to z wózkami dziecięcymi. Parę dni temu Świętojańską w Gdyni szły sobie trzy panie z swoimi pociechami w wózkach, jedna obok drugiej. Myślałem, że to jakiś atak i idzie pierwsza linia frontu, a nie było gdzie uciec.

    A już całkiem na poważnie. Dziecko czasem trudno upilnować, ale myślę że się da (nie próbowałem) i to rodzic będzie odpowiedzialny prawnie i sumieniem za potrącenie. Ale czy zawsze tylko on? Myślę że nie.

    Czy jadę autem/rowerem i widzę blisko dziecko, to nogę/rękę już trzymam nad hamulcem. Są sytuacje, których nie przewidzę i nie zapobiegnę, ale od tego masz oczy aby obserwować otoczenie. Nie rozumiesz tego, to znaczy, że nie dorosłeś. Żyjemy w społeczeństwie i musimy się przyzwyczaić do obecności innych. A rodzice niech pamiętają, że chodnik czy ścieżka to nie plac zabaw (pomijam psie placki i higienę).

    Czasem odnoszę wrażenie, że obydwie grupy nie widzą nic poza swoim nosem (i w każdej są osobniki z ADHD).

    Dziecko mijam szerokim łukiem, najlepiej tak, aby pomiędzy dzieckiem, a mną był opiekun. Trzeba zwolnić, to zwalniam; od tego mam hamulce, później przyśpieszę, nie ma co się spinać. Dziecko w zderzeniu z rowerem nie ma żadnych szans. Przyznam się, że trochę inaczej traktuję dzieci na rowerkach, kciuk w górę, uśmiech i jedziemy dalej. :-)

    A pisała to osoba, która nie cierpi dzieci. :-)

  • pg

    Ale naprawdę – miejcie pretensje wyłącznie do władz miasta a nie do użytkowników miasta
    U mnie w mieście – jest chodnik stary, robią remont i jest chodnik nowy i równy…. oraz C13/C16 po połowie dzielony jakimś wzorkiem z kostki
    Piesi łażą pełną szerokością i się wcale nie dziwię – nawyk i brak wiedzy
    Czy to jest niebezpieczne? Tak i to bardzo
    Rozpędzony albo nie rozpędzony rowerzysta wyskakuje z cicha zza pleców pieszego – starszego zamyślonego (bo na chodniku!!!) lub np matki z dziećmi
    nie dość ze trzeba jechać wolno to jeszcze stresować pieszych
    Winny jest zawsze projektant!!!!!!!!!!! co to za głupi zwyczaj pchania DDR na chodniki?
    w 90% przypadków lepsza będzie jezdnia i pasy ruchu

  • @ M M

    Fajnie że to opisujesz ale to nie ma związku z tym o czym napisał Kamil i z tym o czym pisze gospodarz. Są przepisy drogowe wszyscy powinni się ich trzymać to będzie OK. W momencie w którym ktoś stawia się ponad nimi czy to spacerując po drodze rowerowej pieszo (modulo sytuacje w których to dozwolone) czy to jeżdżąc rowerem po chodniku (modulo…) czy to nie zachowując odpowiedniej ostrożności.

    Kierowca, rowerzysta ma obowiązek zachować szczególną ostrożność w każdej sytuacji.

    Jeżeli rowerzysta widzi dziecko w pobliżu drogi rowerowej i widzi że to dziecko może tam niespodziewanie wtargnąć musi zwolnić czy nawet się zatrzymać aby uniknąć nieszczęścia.

    ALE w tej samej sytuacji taki rowerzysta jak mu dziecko wtargnie na ścieżkę ma prawo zwrócić uwagę mamie, która takiego dziecka nie upilnowała.

    Narzekasz na to że ta droga jest niebezpieczna. Zamiast narzekania może dowiedz się co można zrobić? Może ograniczenie prędkości (tak, można)? Może barierka?

  • @DAMIAN

    W tej sytuacji wina leży po Twojej stronie. Nie dostosowałeś się do sytuacji. Pieszy miał tam pierwszeństwo.

  • Teodor

    @M M
    Kosmosik pisze dokładnie to o co chodzi.
    I nikt nie twierdzi, że chodzisz ścieżką rowerową. Rozumiem to co piszesz doskonale, rozumiem, że ta ścieżka pod Twoim domem jest dla Ciebie uciążliwa, a dla Twoich dzieci niebezpieczna, ale przecież jest. Myślący rowerzysta jak widzi dziecko z daleka to zwolni i ominie jest większym łukiem. Ale matka w tej sytuacji musi uważać jeszcze bardziej.
    Zresztą jeśli dziecko chodzi tą drogą milion razy, to nie rozumiem czemu jeszcze nie zostało nauczone (a nawet samo się nie nauczyło), że jest to niebezpieczne?

  • @ DAMIAN

    Oczywiście dzwonek miałeś i go użyłeś przed mijaniem prawda? Hmmm… no właśnie po to on jest. :)

  • @Damian – jeśli jest to ciąg rowerowo-pieszy, to znaczy jedna strefa dla wszystkich – to pieszy ma tam bezwzględne pierwszeństwo.

    Dzwonienie tam według mnie jest dopuszczalne, ale powinieneś w razie potrzeby nawet się zatrzymać i poczekać, aż piesza się przesunie. Stety/niestety – taką mamy pokrakę w ustawodawstwie, ale nadal należy pamiętać, że to pieszy jest tam uprzywilejowany.

  • MM

    @TEODOR
    1. Jedno z dzieci ma lat 2. Rozumiem, że jako osoba bezdzietna możesz nie wiedzieć, że inteligencja takiego dziecka nie jest na tyle rozbudowana, żeby coś przewidywać. Ono działa pod wpływem chwili (stąd przykład o motylu). Więc nie można wymagać od niego 100%-towego zastosowania się do moich nauk.
    2. Tak jak pisałam rowery jeżdżą naszą drogą raz na godzinę. Więc być może właśnie dlatego czasami przymykam oko na ten jeden „krok w bok”. Mój błąd, przyznaję, ale znowu wracam do prostego faktu- to moje droga codzienna.
    3. Dzieciaki są uczestnikami tej drogi kiedy jeżdżą na rowerach. Ale wtedy jakoś mniej się boję, bo a) są widoczni b) mają kaski. Gorsze jest to głupie „wtargnięcie” malucha.
    4. Moje dzieci się tej drogi nie boją, bo obcują z nią na co dzień i nigdy nic złego im się tam nie przydarzyło. Głównie dlatego, że ja, rodzic pilnuję i rozglądam się i wypatruję tych pędzących.

  • @ Łukasz

    Wg. mnie dzwonienie (czy sygnalizowanie np. mówiąc „uwaga”, „przepraszam” tak żeby pieszy usłyszał)) w takiej sytuacji (omijanie pieszych na ciągu pieszo rowerowym) jest nie tyle dopuszczone co wręcz wskazane właśnie z tego względu aby pieszy wiedział że ktoś go omija i nie robił nagłych ruchów.

  • Teodor

    @M M
    Tak, jestem bezdzietny, ale mam 4 takich 2-3 latków w bliskiej rodzinie i wiem, że takich dzieci nie można nauczyć co jest niebezpieczne a co nie, ale można nauczyć co wolno a czego nie. I tak, te 2-3 latki nie wiedzą, że zabawa nożem, czy wyjście na ulicę jest niebezpieczne, ale wiedzą, że „nie wolno”.
    Więc skoro ta scieżka jest dla Ciebie codziennością, to musisz nauczyć swoje dzieci, że nie wolno na nią wchodzić. Tyle. Niestety w tej sytuacji nie możesz liczyć na to, że każdy rowerzysta myśli i się zatrzyma jak widzi dzieci.

  • @ M M

    A tu już właśnie się Pani załapała do kategorii omawianych (…) mamusiek. :(

    Dziecko do wieku 10 lat na rowerze jest formalnie pieszym czyli NIE MOŻE korzystać z drogi rowerowej. Takie jest prawo.

    I ma to sens bo jak sama Pani napisała dziecko takie nie myśli zbyt przewidująco, a na drodze rowerowej jest mniej bezpiecznie niż na chodniku.

    Dziecko na rowerze i Pani (również rowerem, jest taki wyjątek który zezwala na to) powinniście poruszać się chodnikiem.

    Te zdjęcia tych kilkuletnich dzieci na drodze rowerowej to jest dramat… raczej nie wtargnęły tam przypadkowo skoro im Pani cykała fotki prawda?

  • MaciekR

    @kosmosik

    „Wg. mnie dzwonienie (czy sygnalizowanie np. mówiąc „uwaga”, „przepraszam” tak żeby pieszy usłyszał)) w takiej sytuacji (omijanie pieszych na ciągu pieszo rowerowym) jest nie tyle dopuszczone co wręcz wskazane właśnie z tego względu aby pieszy wiedział że ktoś go omija i nie robił nagłych ruchów.”

    Akurat na dźwięk dzwonka pieszy reaguje nieprzewidywalnie.

    A tak ogólnie: ludzie, wyluzujcie. :-)

    Prawo prawem, ale wyszukałem filmik pokazujący rowerową Holandię z perspektywy kierowcy samochodu. I piesi (także matka z dzieckiem) i rowerzyści sprawiają wrażenie samobójców, którzy dosyć liberalnie podchodzą do przepisów. Ale jakoś wszyscy potrafią współegzystować ze sobą.

    https://www.youtube.com/watch?v=GUB7iwJx7DE

  • @MaciekR

    W Wiedniu jest podobnie ale jak wjedziesz rowerem na chodnik czy wleziesz pieszo na ścieżkę rowerową to momentalnie wszyscy dookoła zaczną Ci kulturalnie ale stanowczo zwracać uwagę abyś wrócił na swoje miejsce.

  • @Kosmosik – bardzo proszę o nie rozpoczynanie personalnych wojenek w komentarzach. Jesteśmy chamy na drodze ;) to chociaż tutaj odrobinę przystopujmy :)

  • mateusz

    Matki matkami… ale najgorsze są pieski na smyczy. Stoi sobie zadowolony właściciel po jednej stronie ścieżki, a piesek po drugiej stronie… po środku rozciąga się pułapka na rowerzystę. Ja nie wiem czy ludzie nie potrafią przewidzieć co się może stać w takiej sytuacji?
    Jedyna rada to myśleć za siebie i innych oraz mieć oczy dookoła głowy.

  • @ Łukasz

    To nie jest nic personalnego nawet nie znam tej Pani i w stosunku do dowolnej osoby tak bym określił tę sytuację więc nie jest to osobiste… po prostu uważam że wpuszczanie kilkulatków na drogę rowerową to wg. mnie jest bezmyślność, a na 100% jest to niezgodne z prawem. Chyba o tym jest ten wątek – rodzice nie przestrzegający prawa drogowego?

  • Marcin

    Chcialbym skorzystac z okazji i powiedziec ze kobiety z wozkami nazywam wraz z przyjaciolmi swietymi krowami. Dlaczego? Nie wazne ze idzie czlowiek lub grupa ludzi, samemu lub z ciezkimi zakupami czy z rowerem. Zadna kobieta z wozkiem sie nie odsunie. Wbija sie central ie w kogos nie patrzac przed siebie i KAZDY MUSI jej zejsc z drogi.

  • Michał

    „wybaczcie mi bardzo pędzący na zabój rowerzyści. Wy którym ta droga się należy jak psu kość. Wy którzy patrzycie na moje dzieci jak na diabły i wyrzutki, a na mnie jak na patologię” albo ” I ja to wiem drogi rowerzysto, że ty jedziesz i patrzysz na nas jako na zło najgorsze.”

    Ilość jadu, jaka jest wylewana na rowerzystów w tamtym wpisie jest niesamowita, a zakładanie z góry, że wszyscy rowerzyści są żądnymi dziecięcej krwi barbarzyńcami, podklasa cyklista, level 70 dosyć kontrowersyjne ;) Zgodnie z logiką autorki kiedy jej małe pociechy dorosną i spodoba im się rower (mam nadzieję), to czy wtedy nie staną się tymi złymi? :)

  • MM

    @KOSMOSIK (cześć, Marlena jestem :))
    Ja rozumiem, że prawo jest po stronie rowerzysty a nie moich dzieci na biegówce czy rowerze.
    Pojmuję to.
    Tyle, że na tej drodze rowerowej, naszej osiedlowej, rowerzysta jest kosmitą. Poczyniłam obserwację 30minutową na potrzeby komentarza. Więc tak: w ciągu 30 min. przebiegł nią jakiś chłopak (biegacz), przejechał tata z synkiem (lat około 6). Potem mama z córką (trzymając ją za kij, więc stawiam na lat 6-7). Następnie popędził nią chłopiec na rolkach (mniej niż 10-letni) teraz jeździ 6-latek rowerem w prawo i w lewo a za nim biega siostra (z rok starsza). Pewnie jakby postała drugie, trzecie czy piąte 30 min. to sytuacja wyglądałaby podobnie.
    Więc rozumie, prawo, droga rowerowa, ale to jest osiedle rodzin z dziećmi i to co piszę wyżej jest normą dla nas. I raz na dzień śmignie droga jakiś szaleniec. I ja go rozumiem po części, bo być może jeździ on drogami rowerowymi przy parku, czy w innych miejscach gdzie nie ma rodzin, ale u nas sytuacja wygląda inaczej. I nie piszę tu, że lepiej czy gorzej. Po prostu apeluję o empatię i rozwagę.
    Pewnie jakbym patrzyła następną godzinę

  • @Mateusz – w 100% racja. A już najgorzej gdy smycz jest grubości żyłki i za Chiny Ludowe jej nie widać.

  • @ Marlena

    Empatia i rozwaga oczywiście są pozytywnymi cechami ale nie są (rozwaga w pewnym sensie jest) obowiązkowe. Ponieważ ludzie żyją w grupach, tzw. społeczeństwie w którym często są sprzeczne interesy (np. matek dziećmi i rowerzystów) wymyśliliśmy tzw. PRAWO. Prawo drogowe wyraźnie traktuje o tym że dzieci do lat 10 po drodze rowerowej nie mogą (są wyjątki). Ze zrozumieniem czego w tym wszystkim ma Pani problem? To prawo jest również po to aby chronić te dzieci. Czemu nie wpuści ich Pani na ulicę? To również jest zabronione przecież więc zgodnie z Pani logiką wolno.

    Miałem się powstrzymać od tego komentarza ale ciężko… brak logiki w Pani wypowiedzi jest porażający…

    Napisała Pani o inteligencji dziecka która czyni je nieprzewidywalnym i dlatego stara się Pani aby nie wchodziło na drogę rowerową ale czasami się zdarzy że wejdzie bo trudno tego dopilnować. I to jest oczywiście słuszne, ja się z tym zgadzam. Takie dziecko nie powinno wchodzić na drogę rowerową (ani żadną inną).

    Tylko że zaraz potem się Pani chwali i to dokumentuje zdjęciami że z wpuszczeniem go na tę samą drogę na rowerku nie ma problemu.

    To ja nie rozumiem tej logiki. Na rowerze jest bezpieczniejsze bo ma kask? Bardziej przewidywalnie się zachowa?

  • MM

    Jeśli częścią drogi dla pieszych chodzi sporo ludzi a moje dzieci pędzą i wpadają na nich, to jest ok. Bo nie mogę wejść na drogę rowerową którą raz na godzinę przejedzie rower. No sry, ale nie dogadamy się, serio, wiec marnujemy czas. Miłego wieczoru życzę :)

  • @ Marlena

    Teraz wchodzimy już na tematykę wychowywania dzieci. Oczywiście praktyka bywa różna ale teoria jest taka że aby zasady były przestrzegane to muszą być jasne i zostawiać jak najmniejsze pole do interpretacji. Dlatego uczymy dzieci (piszę my bo ufam że Pani też tak robi) że BEZWZGLĘDNIE niezależnie od wszystkiego przykładowo nie gramy w piłkę na ulicy. KATEGORYCZNIE nie gramy. Nie robimy rozróżnień – na tej ulicy gramy, na tej nie, a na tej tylko po południu. Po prostu NIE GRAMY i już.

    Robimy tak dlatego że właśnie dziecko może mieć problem ze zdefiniowaniem czy dana ulica jest teoretycznie bezpieczna do gry w piłkę czy nie. Dlatego nie pozostawiamy mu w ogóle możliwości oceny tego. NIE GRAMY W PIŁKĘ NA ULICY. KONIEC. KROPKA.

    Czy do tego momentu jesteśmy w stanie się zgodzić? Ufam że tak.

    I teraz kolejne pytanie – czym różni się ulica od drogi rowerowej? Pani wprowadza właśnie takie niejasne definicje np. a bo tutaj ktoś jedzie raz na godzinę to można… oby to się kiedyś nie odbiło negatywnie bo dziecko może tego nie zrozumieć i postąpić podobnie na ruchliwej drodze rowerowej, a Pani akurat nie upilnuje…

  • @ Marlena

    No nie dogadamy się. To umówmy się tak skoro Pani nie szanuje prawa to ja też na Pani ulicy nie będę go szanował. Skoro Pani umieszcza kilkuletnie dzieci na drodze rowerowej to ja będę pędził chodnikami? OK?

    Oczywiście nie możemy się tak umówić ale skoro ja przestrzegam prawa to tego bym oczekiwał również od Pani.

    I tym zakończę tę dyskusję bo jednak udowodniła Pani tezę że matki z dziećmi stawiają się ponad prawem (no ewidentnie je Pani złamała i zrobiła zdjęcia).

  • Przyszłam i przywołana poniekąd do tablicy, bo żeś się z moim komentarzem u Kamila zgodził. Sama chyba ten temat poruszę, wszak uważam, że mam co nieco do napisania.
    Pierwsza i podstawowa zasada, którą poruszyłam u Kamila. Matki to takie g…, którego się nie tyka. Nierzadko święte krowy, którym po prostu wszystko wolno. Chodnik jest ich, autobus ich, sklepy, parkingi, kolejki – WSZYSTKO, no bo są matkami (Polkami-cierpiętnicami).

    Pisałam. Powtórzę. Miałam sytuację – chodnik wąski. Dwa wózki obok siebie. Plotkujące mamuśki w myśl zasady: „Mi wolno”. Ja „Przepraszam” a one obruszoną, warczące, przecież mogę zejść na ulicę. Nie, nie mogę. Chcę iść bezpiecznie przez CHODNIK.
    Sama byłam matką wózkową – hen czasu temu – ale na Boga (o ile istnieje) czasy te pamiętam i pamiętam jak źle manewrowało się wózkiem. Gdzie nie mogłam nim wleźć tam po prostu nie lazłam. Logiczne.

    Na potrzeby miejskiego buszu kupiłam wózek mniejszy i lżejszy, wiec nie musiałam jak kot ze Shreka prosić o pomoc przy wnoszeniu czy wynoszeniu, bo po prostu radziłam „se” sama.

    Kwestia rowerzystów jest dla mnie oczywista. Oni mają OBOWIĄZEK jechać albo po ulicy, albo po drodze dla rowerów. O ile dziecko na ulicę nie wybiegnie o ile wie, że wybiegać NIE może i nawet jak zobaczy „motylka/robaczka/kupę” nie wybiegnie, bo ma wpojoną zasadę! – o tyle w przypadku „drogi” dla rowerów, która niczym nie różni się od chodnika oprócz koloru cegieł dziecko może wybiec. To fakt.
    Tu znowu pojawia się ZASADA.
    Może jestem matką helikopterem, a może po prostu matką, której się wydaje, że miejsce dla rowerów jest miejscem dla rowerów – wpajałam mojemu dziecku zasadę, że owszem – po tym różowym polu może chodzić, ale jak się rozejrzy trzy razy i zobaczy, że nic z daleka nie nadjeżdża. A i tak wolałam jak chodził po szarym polu, bo nie wiedziałam, czy ktoś nagle nie wyjedzie i nie trzaśnie w niego.

    (tu dodaję, raz mieliśmy sytuację jak mi dziecię nie wychowało i wjechało rowerkiem biegowym na ulicę – ale to inna historYJa).

    Ja wraz z porodem nie wydaliłam jeszcze tej części mózgu, która odpowiedzialna jest za perspektywę patrzenia szerzej niż dziecko. Po prostu wychodzę z założenia, że poza tym, że jestem matką, jestem również osobną jednostką. Koniec. Kropka.
    A mamuśkom którym się wydaje, że ich dziecko może sobie biegać po drodze na rowerów radzę ściągnąć klapki z oczu. Bo jak rowerzysta wjedzie w dziecko to są pretensje do rowerzysty, żadna wtedy nie myśli o tym, że jej zas… obowiązkiem jest pilnować dziecko, żeby rowerzysta miał PRAWO jechać po drodze WYZNACZONEJ.

    Każdy kij ma dwa końce.
    Tylko nie każdy to rozumie. Są rowerzyści, którzy rzeczywiście pomylili chodniki z pasem startowym i są potencjalnym niebezpieczeństwem dla spacerowicza, ale są i tacy, którzy przemieszczają się po wyznaczonej trasie, a tu jakiś dzieciak wylatuje, bo matka go nie upilnowała …
    I tu znowu kij matek. Są takie „święte krowy”, którym się wydaje, że ich dziecko WSZYSTKO może! – no i jest drugi koniec – brak empatii, czy to przy wniesieniu wózka na jakikolwiek podest czy … milion innych sytuacji.

    To się rozpisałam.

  • @MM: Ale właśnie o to chodzi, że Twoje dzieci nie mają prawa się znaleźć na DDRce ani minuty. Nawet jeśli jest mało uczęszczana. To właśnie na takich dochodzi do najgroźniejszych wypadków. Trafi Ci się pechowo jakiś kretyn, co właśnie sobie kupił rower i kozaczy. I Ci dzieciaka rozjedzie. Trzeba od małego dzieci uczyć, że DDRka jest niebezpieczna tak samo jak jezdnia. A nie że mogę jechać po DDRce, bo jest krzywy chodnik. Powtórzę raz jeszcze, po DDRce nie wolno jeździć dzieciom na rowerach. Takie są przepisy, wymyślono je nie ludziom na złość, ale dla ich bezpieczeństwa. Dzieciak na rowerku uderzony przez mijający go rower może się naprawdę srodze poobijać. Rowerzysta, który wleci na matkę z wózkiem może wywrócić wózek. Co się stanie wtedy z niemowlakiem?

    To mnie tak naprawdę wkurza.

    Kompletny brak rozumu u matek. I całkowita oporność na argumenty ze strony ludzi, którzy nie są matkami. Tak jakby bycie kobietą po porodzie dawało +10 do mądrości. No niestety wszystko wskazuje, że nie daje.

  • I w sumie Matka Prezesa (Noemi) pozamiatała, że tak powiem. Nie mam zdolności humanistycznych, nie zawsze umiem dobrze się wysłowić, ona zrobiła to za mnie doskonale. Dokładnie tak. Jesteśmy za nasze dzieci odpowiedzialni i do pewnego stopnia musimy je chronić. A nie wystawiać na potencjalne niebezpieczeństwo. Jasne, wypadki się zdarzają. Ale tak samo jak nie lezie się na czerwonym świetle, tak nie łazi się z dzieckiem po DDRce. I nie jeździ się rowerem po chodniku, chyba że zaistniała konieczność opisana w ustawie (samochody obok mają dopuszczalną prędkość >50km/h oraz chodnik ma minimum 2m, albo są wyjątkowo złe warunki pogodowe, burza, zlewa, śnieżyca etc.).

  • W sumie droga Lavinko to od jakiegoś czasu wytrwale powtarzam,że ja do tej blogosfery rodzicielskiej to ni chuchu się nadaję.
    Bo jak widzę to roszczeniowe myślenie ,,świętych krów” do których racjonalne argumenty nie docierają i jak kwoki powtarzają jeden schemat (o czytaniu ze zrozumieniem nie wspomnę) to mi się po prostu rzygać chce (i to nie tęczą).

  • Wiesz, ja ten beton znam od kilkunastu lat, długo się tłukłam na ematce gazetowej zanim miałam dziecko i zdania na jego temat nie zmieniłam. Jednak lubię bronić swojego zdania, bo uważam je za głos rozsądku. Niech mój post czy komentarz przeczyta jedna osoba i się zastanowi. Albo ktoś inny poczuje, że nie jest sam w swych poglądach. I będzie odważniejszy i tak jak ja od czasu do czasu grzecznie wytłumaczy rodzicom, że „nie tędy droga”. Czasem mi puszczają nerwy, zwłaszcza jak czytam sensowny tekst i inny polemizujący, jakby autorka polemiki przeczytała z niego tylko pierwsze i ostatnie zdanie. A i tak wyszły za długie, bo nic z nich nie zrozumiała. Zrozumiała tylko, że ktoś krytykuje świętość matczyną, a zatem musi zostać potępiony. Krytykować matki może tylko inna matka. Chyba że jej nikt nie lubi, to wtedy też nie może ;)

  • I pozdrawiam serdecznie Makóweczkę, która ma poważny problem z zaakceptowaniem tego, że nie KAŻDY pisze o niej. ;)

  • Krzyszof Miernik

    Jako ojciec 3 latka o nieograniczonym potencjale szaleństw ale i jako rowerzysta nie wyobrażam sobie by:
    Przy ulicy, ścieżce rowerowej, brzegu jakiejkolwiek wody moje dziecko nie szło trzymane za rękę.
    By iść czy samemu czy z dzieckiem po ścieżce rowerowej bo jest cień, bliżej czy cokolwiek.

    I żadne motylki mnie nie interesują. Od zabawy jest park, plac zabaw, podwórko ale nie chodnik w bezpośrednim sąsiedztwie poruszających się jakichkolwiek pojazdów. I to jest bezstresowe wychowanie rodzica i dziecka. Bo ja się nie stresuję i dziecko też nie.

    I z troski o każde małe dziecko które widzę na ścieżce rowerowej czy to w wózku, czy za rączkę z mądrą mamą to zatrzymuje się i bluzgam taką mamuśkę na czym świat stoi za jej własną wrodzoną głupotę i brak szacunku do zdrowia i życia własnego dziecka. Bo co jak puści mi ciśnienie w hamulcach czy komuś zerwie się linka i nieszczęście gotowe i mimo że mojej prawnej winy w tym nie będzie to wyrzuty sumienia do końca świata. I wiecie co miałbym sumienie na pozwanie takiej mamusi za straty moralne – bo bałbym się dalej jeździć rowerem.

    Raz w życiu spotkałem się z kobietą która w wózku w południe wakacyjnego dnia przewijała swoje maleństwo na środku ścieżki rowerowej oddzielonej od chodnika zielenią bo jak robiła to na chodniku to parafrazując ją przeszkadzała pieszym. I wiecie co przestała jak zacząłem dzwonić na SM.

  • aga

    chyba przesadziłaś, Matko Prezesa, spokojnej nocy :)

  • Wojtas

    A ja wam powiem tak…. Skoro kierujący pojazdem w miescie w strefie zabudowanej jest ograniczony do poruszania się z maksymalną prędkoscią 50km/h to rowezyste na DDR w miescie gdzie pieszych wkoło jest sporo tez powinno obowiązywac jakies rozsądne ograniczenie. Z drogiej strony tak poł zartem poł serio to drogi dla rowerow powinny byc zielone niebieskie albo w prązki bo niestety piesi czują się na nich jak gwiazdy na czerwonych dywanach…

  • Taaak, też mi się wydaje że czerwień przyciąga pieszych. Na szczęście coraz więcej DDRek robi się asfaltowych. A z tą prędkością to też niewiele zmienia. Byłam kiedyś świadkiem (byłam małą dziewczynką) jak rowerzysta złamał rękę mojej starszej nieco koleżance. To była jej wina, bawiła się przy wiejskiej drodze i przewróciła się mu pod koła. Na oczach babci zresztą, która jej nie upilnowała. Jechał tyle, co zwykły wiejski rowerzysta w latach 80. Góra 15km/h a może i wolniej, bo to stary rower był. Przejechał jej po ręce przednim kołem. Rękę niestety jej złamał.

  • AGA – z czym przesadziłam? :)

  • bik4done

    @ Lavinka
    @ Matka Prezesa
    Uratowałyście honor dam.
    Już myślałem, że z momentem porodu młode matki tracą wyobraźnię.
    Jak widać nie wszystkie.
    No i część braku wyobraźni jest „nabyta” wraz z wychowaniem i wpływem wrogiego otoczenia.
    … Tego ostatniego za bardzo nie ogarniam, ale … od dziś się postaram starannie wypytać każdą idącą po DDR matkę z dzieckiem, czy nie ma w swoim otoczeniu jakiegoś „wrogiego czynnika”, aby jakoś to wytłumaczyć.

    Zdrowia życzę :-)

  • Lavinka i Noemi I love you. Nie znoszę roweroterrorystów jak w Łodzi np. Ale nie skumam tego nigdy i nie wyobrażam sobie wyjść z dzieckiem w ogóle na drogę dla rowerów! Sorry, ale dla malucha wybieram park. I nie ubieram go w kaski i kombinezony przeciwpancerne. Bo w parku może i zbije kolano, poleci krew, już czoło było rozbite, ale to nie to samo co na drodze rowerowej. A kwestia kultury matek wobec innych i innych wobec matek to osobna kwestia. Błędne koło i generalnie kultura Polaków. Tu mało kto się szanuje i to jest problem. Wina edukacji i domów. Ot co.

  • Kurde, dlaczego nie ma tutaj odpowiedzi do komentarzy? :D

  • @Matka Prezesa – dzięki za Twoje komentarze, musiałem je odrobinę wymoderować, wiem, że emocje – ale z brzydkimi słowami proszę tu u mnie ostrożnie, dzieci też czytają :)

    @Bik4Done – ech, żeby to były tylko mamusie, to by było spoko. Ale po DDR-ach łażą naprawdę WSZYSCY. Po prostu WSZYSCY ;)

    @Mira – myślałem nad tym, ale nie wiem czy nie zrobiłby się chaos, gdyby w odpowiedziach zaczęłyby pączkować nowe dyskusje. W sumie rozwiązaniem byłby system komentarzy Disqus, ale bronię się przed nim rękami i nogami.

    Na razie jest jak jest i zazwyczaj nie ma u mnie aż tak gorących dyskusji i wystarcza odpowiadanie małpą :)

  • Hahaha OK. Może teraz będzie goręcej! :)

    W każdym razie z bólem serca stwierdzam, że niektóre przy porodzie z łożyskiem wydaliły i mózg.

  • Bawi mnie nasze społeczeństwo. Matki są be, rowerzyści są be; tyle że świat nie jest czarny i biały. Prawda jest taka, że matki nie mają łatwego życia. Kiedy słyszę, że wszystkie matki są roszczeniowe to się we mnie GOTUJE, bo ja akurat chciałabym mieć po prostu takie same prawa jak inni którzy matkami nie są. Wejść do sklepu po zakupy (matki oraz ich dzieci też jedzą) i nie słyszeć durnych komentarzy, bo według innych mam zakopać się z dzieckiem pod ziemię (na tyle głęboko, żeby nie było nas słychać). Czasem wszystkim mądrzejszym, zwracającym uwagę chciałoby się odpowiedzieć słowem na „s”, bo generalnie to matki po prostu chciałyby żyć. Móc korzystać z dobroci komunikacji miejskiej i centrów handlowych na równi z innymi. Ale to nie u nas, nie w tym kraju gdzie każdy jest ekspertem od wszystkiego. Da się wypracować taki system, żeby można było mieć innych w nosie (w sensie móc egzystować bez liczenia na pomoc czy życzliwość, bo często można się zawieść).
    Co do tematu głównego – coście się tak wszyscy tych matek uczepili? Zapraszam do mojego miasta. Rolkostrada – szeroka ulica podzielona na trzy pasy: dwa boczne dla rolek i środkowy dla rowerów. Potem pas zieleni i szeroki, równiutki wyremontowany chodniczek dla przechodniów. I co? I nico. Nie bywam tam w weekendy, bo całe rodziny spacerują na 3/4 rozpiętości rolkostrady, na reszcie matki biegają za dziećmi na rowerkach biegowych, a chodnik pusty. No dramat. Ile razy zwracałam uwagę np. parze po 50-tce, że od spacerów jest chodnik, to jeszcze bezczelnie wracali po drugiej stronie. Nasze społeczeństwo to chamstwo, brak kultury, złośliwość i głupota. O dziwo nie zdarzyło mi się spotkać na owej rolkostradzie matek z wózkami, chyba, że na rolkach właśnie :)

    Podsumowując – rowery i matki z wózkami do podziemi! Byle daleko od siebie.

  • Goldwin

    Heh… I kolejna burza literek :)

    Powiedzmy, że popisać sobie możemy.
    Każda ze stron widzi swoją rację, albo „swojszą”, czy „najswojszą”.
    Część krzyczy o empatii, prawach takich czy siakich, paragrafach… a ja obserwując otoczenie i siebie mogę tylko stwierdzić: każdy z nas jest egoistą i będzie.
    Czy w stosunku do siebie (bo przecież świadomie nie damy sobie zrobić krzywdy), potomstwa (bo kolejny raz nie pozwolimy sobie zrobić krzywdy) itd.

    A byłoby tak miło gdyby każdy postępował według pewnych prawideł, chodnik dla pieszych, DDR dla rowerów, jezdnia dla samochodów ale… właśnie, z ogromnym ALE.
    ALE w sensie, zacznijmy myśleć czy też czytać ze zrozumieniem.
    Każdy ma prawo mieć gorszy dzień, stres, jakiś nerwik się obluzuje ale to nie zwalnia nas od odpowiedzialności za siebie czy kogoś.
    Tu można podać wiele przykładów lecz chyba każdy wie o co chodzi.

    Reasumując, było by naprawdę miło gdyby ludzie zaczęli poczuwać się do popełnienia jakiegoś błędu niż potem za niego drogo płacili (pieszy/rowerzysta w starciu z samochodem ma kiepskie szanse na ulicy, pieszy/pies/kot czy chomik wchodzący pod rower).
    Wydaje mi się, że problem nie leży w tym, że dziecko, czy matka, pary rowerzystów czy piesi znajdą się w nieodpowiednim miejscu. Odnoszę wrażenie, iż problem leży w postawie roszczeniowej do otoczenia (jadę/idę/jestem) i skłonności do przerzucania odpowiedzialności na innych.
    Bo my przecież jesteśmy nieomylni!

    A to czasem gubi i naprawdę może mieć nieciekawe konsekwencje :(

    PS. Tak, nie mam dzieci i mogę nie wiedzieć jak to być niewyspanym/ą ale zdaję sobie sprawę, iż jest to „żywe srebro” i trzeba być wciąż czujnym i mieć na nie oko. Jakoś mojej mamie udało się uchronić mnie od wypadków podczas spacerów.
    PS2. Tak, sam wlazłem przez nieuwagę na ścieżkę (na szczęście nie pod rower) ale zawsze liczyłem się z okazaniem skruchy. Bo to moja wina.
    PS3. Tak, kilka razy zostałem trafiony NA ŚCIEŻCE przez rowerzystę/kę (bo nie miał hamulców albo jakoś nie zadziałały), ale to ze mnie krew płynęła.
    PS4. Od czasu „trafień” rowerzystów i oglądania co poniektórych indywidualistów mniej boję się aut, a nawet wolę jeździć po ulicy. Serio, czuję się bezpieczniejszy. Kierowcy (o ile to nie oszołom lecący setką na lusterka) zwykle trzyma się na dystans.

    Ogólnie, przepraszajmy za swój błąd a nie warczmy na siebie. Będzie na pewno lepiej.

  • Martyna Powierza

    Jestem tu nowa , witam wszystkich stałych czytelników, tych przypadkowych oraz szanownego blogera. BTW fajny blog, więc się tu rozgoszczę ;) Jako że temat bezpośrednio mnie dotyczy , bo po pierwsze – jestem matką, po drugie korzystam z dróg rowerowych, więc się wypowiem . Maluchów mam sztuk 2 – 2 i 4 lata, starszak próbuje sił na 2 kółkach , młodszy króluje siedząc w wygodnym fotelu za moimi plecami podczas rowerowych wypraw. Starszaka nie odważyła bym się posłać na ścieżkę , ponieważ jeździ jeszcze bardzo niepewnie czym stwarza zagrożenie dla siebie i innych rowerzystów, ale kiedy jeżdżę z moja 2- latką jako pasażerem po ścieżkach rowerowych , trafia mnie szlag . O dziwo, z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że matki z dziećmi należą do mniejszości tych pieszych spacerujących po ścieżkach rowerowych, ja napotykam głównie starsze panie z zakupami oraz osoby wyprowadzające pieska na spacer. Kto jeździ na rowerze z dzieckiem w foteliku, wie jak ciężko jest omijać takie przeszkody z dodatkowym pasażerem, dzięki któremu rower staje się mniej stabilny, a rowerzysta mniej pewny siebie. Z drugiej strony, kiedy wcielam się w postać matki z wózkiem, przyznam się bez bicia- cholernie mnie nęci ta ścieżka rowerowa obok, bo chodnik, dziurawy , nierówny, albo z beznadziejnej kostki, a rowerówka z pięknego gładkiego asfaltu, no aż żal nie skorzystać, no więc czasem zdarza mi się wtargnąć na tą ścieżkę, co by się podelektować przez chwilę jak wózek pięknie po niej mknie. Ale , ale… w żadnym wypadku nigdy nie zapominam że to jest wciąż ścieżka dla rowerów, wypatruję prawowitych użytkowników z daleka i usuwam się czym prędzej , gdy nadjeżdżają. Nazwijcie mnie świętą krową i czym tam chcecie, gdyby chodnik był z gładkiego asfaltu być może ścieżka rowerowa nie była by tak nęcąca.
    Pozdrawiam wszystkie matki i rowerzystów ;)

  • NASZENKA

    Mnie można (jako pieszą) często spotkać na drodze rowerowej, a dlaczego? Bo niestety, ale ostatnio zrobiła się super moda na piękne chodniki, które na pewno nie mają nic wspólnego z funkcjonalnością. Kiedy idę sama to grzecznie drepczę po chodniku, bo mając dwie zdrowe nogi znakomicie sobie z tym poradzę. Jednak kiedy jestem z moją niepełnosprawną mamą (poruszającą się na wózku inwalidzkim) to w nosie mam to, że obok mam super chodnik i jedziemy ścieżką. Dlaczego? Ano dlatego, że pokonując czasem 10 kilometrów i więcej mojej mamie na tym pięknym chodniczku „wytrzęsłoby mózg”. I nie zmienię strony, bo uważam, że mojej mamie też należy się komfort jazdy.

  • Goldwin

    @Naszenka

    Współczuję :/
    I chętnie zgodzę się podzielić DDR z Wami, nawet ustąpię :)
    Tylko po co to warczenie…
    Jak nie ma DDR przy chodniku to też po jezdni, między samochodami?

    Ehh…
    Życie jest i tak okrutne.
    A ktoś kto reaguje negatywnie widząc Was na DDR to nie powinien również tam się znajdować :/

  • NASZENKA

    @ Goldwin

    Tak i po ulicach jeździmy ;) Bo niestety nie po każdym chodniku da się przejechać :/ Przykre to, ale prawdziwe, niestety.
    Czemu warczę? Może za często warczę, ale jak często słyszę „mądrości” zdrowych ludzi w sile wieku to po prostu szlag jasny mnie trafia. Chętnie pożyczę wózek i poproszę o opinię po tygodniu użytkowania (UWAGA! Nie wolno z niego zejść nawet, gdy wpadnie się w taką dziurę, że potrzebna będzie pomoc drogowa ;) ). Choć powtórzę raz jeszcze nie spotkałam jeszcze złego rowerzysty na ścieżce, na pogadance już tak ;)

  • Goldwin

    @Naszenka

    Bo tak to jest, że oko w oko to ciężko nawrzucać na takim spacerze.
    Ale literkami to ho ho ho…

    Co do jazdy po chodniku to czasem z buta są problemy, a co dopiero z wózkiem, takim czy innym :/
    Bądźmy dobrej myśli, że w końcu się obudzi to czy tamto miasto i zadba o nierówności dla nas, maluczkich :)
    Pozdrawiam.

  • @Naszenka – niepotrzebnie szablę ostrzysz. Są sytuacje wyjątkowe, gdzie inaczej się podchodzi do pewnych spraw.

    We wpisie raczej chodziło mi o wszelkiej maści osoby, którym poruszanie się po chodniku nie sprawia absolutnie żadnej trudności.

  • No pewno! Wyobraź sobie identyczne dwa pasy z tej samej nawierzchni. Szary i czerwony. Dlaczego ludzie łażą po czerwonym? Bo mają gdzieś, że komuś przeszkadzają. Bo są świętymi krowami. W Polsce takie przypadki są nagminne. Jasne że nie tylko matki z dzieckiem, ale one ryzykują najwięcej.

  • NASZENKA

    Nie ostrzę szabli – zwracam po prostu uwagę na pewne sytuacje. Napisałam dlaczego jestem na ścieżce. Napisałam też, że usłyszałam już nie raz, że mnie tam nie powinno być (nie bezpośrednio na ścieżce), więc dlaczego nie mogę zwrócić uwagi na mój problem?
    Ja podobno ostrzę szablę, a czy Lavinka nie ironizuje?
    Słowo pisane, ma to do siebie, że często odbiorca może go odebrać niezgodnie z intencją nadawcy (niestety).
    Skoro inni mogli się wypowiedzieć, dlaczego są/nie ma ich na ścieżce, to dlaczego ja nie mogłam napisać dlaczego ja tam jestem? Chyba tego nie zrozumiem. I wcale nie jestem teraz zła – tak po prostu przyszło mi to na myśl (żeby nie było, że w złości piszę).

    A na koniec dodam jeszcze, że największym głosem rozsądku wykazała się w dyskusji moim zdaniem Elovelo – nie mam pojęcia dlaczego drogowcy fundują nam serpentyny – przy takich zawijasach (w moim mieście jest ich mnóstwo i występują co kawałek) brak kontaktu pieszy – cyklista jest niemożliwy.

  • @Naszenka I widzisz, znowu się jeżysz :) A przecież każdy głos tutaj jest cenny.

    @Lavinka, komentarz poszedł do kosza. Bardzo proszę o nie urządzanie wycieczek zbyt osobistych.
    I jeden z Twoich komentarzy wpadł do spamu, pojęcia nie mam dlaczego. Ale już go wyciągnałem :)

  • MaciekR

    @mira:

    „Błędne koło i generalnie kultura Polaków. ”

    I to dotyczy: i matek, i masonów, i cyklistów. :-)

    Generalnie przeraża mnie świadome łamanie prawa i szukanie wytłumaczenia do tego. Sorry, jadę chodnikiem z różnych powodów, złapie mnie policja, albo kogoś potrącę– moja wina i świadomość wyrządzonej szkody. Kochane matki, też Was to dotyczy, to Wy będziecie miały na sumieniu swoje dziecko i fakt traumy (bo to nie jest przyjemne) u kogoś, kto Wam potrąci pociechę.

    @Łukasz:
    „dzięki za Twoje komentarze, musiałem je odrobinę wymoderować,”

    A to było już po moderacji? Ała. :D

    @Monika:

    Nikt się matek nie uczepił, po prostu swoimi zachowaniami często prowokują innych i średnio dobrą opinię wyrabiają innym matkom. Tak samo jak rowerzyści na przejściach/chodnikach. Nieostrożni kierowcy itp.

    I jak napisałem wcześniej: nie trawię głupoty w postaci łamania prawa i szukania durnego wytłumaczenia.

    @Goldwin

    „Jak nie ma DDR przy chodniku to też po jezdni, między samochodami?”

    A żebyś wiedział. Geniuszy, którzy stawiają znaki na chodniku ograniczając ich szerokość do 0,5 metra powinno się kastrować i zapobiegać rozprzestrzenianiu złych genów. Ja z rowerem nie mogę przejść. Na szczęście urzędy wolą nie ryzykować awantury i pozbywają się takich „kwiatków”. Dziurawe chodniki przecież widzimy na co dzień.

    @NASZENKA

    Osoby na wózkach dla niepełnosprawnych rozumiem. Co prawda dla mnie to normalny pieszy, ale jak on ma taki komfort podróżowania po chodniku jak ja rowerem, to się nie dziwię. Tylko proszę o jakieś odblaski. To pozwala zauważyć Was wcześniej i odpowiednio dostosować prędkość i odległość. Wszystkich, których spotykam na szczęście ich używają.

    Niewidomi za to mają przechlapane. Są takie ścieżki, że w deszczu bądź w nocy ja nie wiem gdzie się kończą. Np. Władysława IV w Gdyni i Armii Krajowej w Sopocie. Na tej ostatniej dosyć często ich widzę. Kolejny projektant do wykastrowania…

    I jeszcze raz: wyluzujcie i pomyślcie o innych. :-)

  • Zapytałam dzisiaj mojego lubego. Ojca. Wychowującego.
    – Czy dziecko Twoim zdaniem może biegać po drogach dla rowerów?
    Spojrzał na mnie jak na potencjalną idiotkę.
    – Oczywiście, że NIE.
    – A jak dziecko wybiegnie, bo wiesz motylka zobaczy?
    – Co to za argument? To wina dorosłego wtedy.

    No więc. Facet ma takie samo zdanie. Ojcem jest.

  • @Łukasz: A co ja napisałam, bo już nie pamiętam? ;) Wiesz, ja się przespałam z tą dyskusją, obudziłam rano i doszłam do wniosku, że ludziom trzeba czasem pewne rzeczy dokładnie wytłumaczyć. Oni często nie wiedzą, że im nie wolno, bo nie znają przepisów. I że to ryzykowne. Że nawet pomału jadący rowerzysta może im dziecko pokiereszować. Dziś rano oglądałam kreskówkę. Mama mówiła do małej dziewczynki: Nie bój się, masz kask, jesteś bezpieczna przy upadku. Tak chyba myśli większość rodziców. Nie, w kasku dziecko nie jest bezpieczne. Kask ochroni je przed guzem nabitym przy upadku, ale nie w przypadku kolizji z rowerem czy samochodem. Tu urazy kończyn, a może i urazy wewnętrzne mogą być bardzo poważne. Ale NIKT o tym nie mówi. Między innymi dlatego jestem kaskosceptykiem jeśli chodzi o dzieci na rowerach. Wmawia się im (i ich rodzicom), że kask zapewnia bezpieczeństwo. Przez co i dzieci i dorośli są skłonni do bardziej ryzykownych zachowań. Co zresztą wyszło w tej dyskusji. Ludzie kupują dzieciom kaski, by je ochronić przez niebezpieczeństwem, a jednocześnie wpychają je pod koła rowerzystom. Bo przecież jakby co to mają kaski. No niezupełnie.

  • Chodziło mi o żarty z osoby niepełnosprawnej. Wiem, że pisałaś z „żartem”, ale u mnie takie coś nie przechodzi. Ale nie martw się, nie Ty pierwsza i nie ostatnia trochę za dużo w emocjach napisałaś ;)

  • Ja też zapytałam dziś mojego lubego czy dziecko może wbiec na ścieżkę rowerową za motylkiem. Luby mój uwielbia jeździć na rowerze, zaliczył już wiele maratonów więc możemy go nazwać i rowerzystą, i wychowującym dziecko. Stwierdził, że skoro dziecko nie może wbiec za motylkiem na ulicę, to nie może za nim wbiec na ścieżkę rowerową, bo jest to po prostu niebezpieczne i to rodzice powinni wpoić swojemu dziecku.

  • @Łukasz: Efekt wieczornej głupawki, nawet się przyznawałam. A co do niepełnosprawnych, to myślę, że jednak po pasach dla rowerów na poziomie jezdni by nikt wózka nie pchał. Dlatego wolę to rozwiązanie na równi z kontrapasami. I tu kolejna prośba do Ciebie, warto by na blogu opisywać elementy nowoczesnej infrastruktury rowerowej, bo nawet sami rowerzyści często nie wiedzą, do czego służy kontrapas i jada nim pod prąd. Albo nie wiedzą, do czego służy śluza rowerowa (przypominam, do ustawienia się przed samochodami do skrętu w lewo, żeby bezpiecznie opuścić skrzyżowanie). Ja siedzę w półświatku, to dużo wiem, ale jak ktoś jeździ od kilku lat dopiero, nie bywa za granicą, to mógł się z czymś takim w życiu nie spotkać. Warto też pisać, kiedy rowerzysta może się znaleźć na chodniku. Oraz rozgraniczyć dziecko na rowerku od dziecka wiezionego na rowerze czy w przyczepce rowerowej. Bo to też czasem budzi wątpliwości. Sama czasem się dopytuję, bo bywa że je mam.

  • Yaro

    Powiem szczerze, że żaden ze mnie święty. Jeżdżę także chodnikami, tam gdzie nie ma DDR’ki, a drogi są zbyt ruchliwe (w mojej opinii). Jedno potrącenie wystarczyło mi na całe życie aby mieć „gdzieś” konieczność korzystania z ulicy – po prostu się boję. Drugiego potrącenia mogę nie przeżyć.
    Z tym, że jadąc po chodniku uważam pieszych (nawet tych co jak idioci idą zygzakiem) za „święte krowy” i omijam ich szerokim łukiem, albo jadę za nimi 0.0005 cm/h ;) aż łaskawie ustąpią mi miejsca lub będę miał opcję ostrożnego wyprzedzenia. To ich strefa i mnie tam być nie powinno. :|

    Mniej więcej tyle samo wymagam od pieszych – rozumiem, że może być 1000 w miarę sensownych powodów bycia na ddr. Samemu zdarza mi się (rzadko) na nią wchodzić durnym przypadkiem. Ale na litość boską – niech to chodzenie po ddr będzie z głową i pewna pokorą. Wtedy żadne przepisy nie były by potrzebne… :)

    Takie moje marzenie ściętej głowy… :] Chyba nie realne, bo dokładnie 4 dni temu miałem taką przygodę z pieszym na ddr, że „nawiedzone matki” z waszych opisów to pikuś…

  • @Yaro: Trochę Cię rozumiem, kiedyś mnie potrącił samochód na przejściu dla pieszych, do tej pory mam traumę (facet złamał przy tym milion przepisów, bo byłam na środku przejścia i próbowałam dojść do końca, jeden samochód już stał i mnie przepuszczał, drugiemu się śpieszyło). Ale jednak z zebr korzystam. Może warto się przełamać, tylko ostrożnie planować trasę i takoż ostrożniej jeździć?

  • Yaro

    @lavinka
    To nie jest tak, że nie jeżdżę ulicami. Ja je tylko wg jakiś tam własnych ocen kwalifikuje na bezpieczne i nie. Szczęśliwie w Gdańsku jest całkiem dużo ddr, a na trasach na których przez 90% czasu się poruszam są prawie wszędzie. :)
    Nie zmienia to faktu, że na tych ww 90% jest kilka odcinków gdzie powinienem jechać ulicą i żadna siła mnie nie przekona do tego. Z wyjątkiem pasa dla rowerów… Ale tego chyba mogę w tym wcieleniu nie doczekać. :(

  • MaciekR

    @Yaro

    „Nie zmienia to faktu, że na tych ww 90% jest kilka odcinków gdzie powinienem jechać ulicą i żadna siła mnie nie przekona do tego. ”

    Akurat też jeżdżę po Trójmieście i nawet Ciebie rozumiem. Ja trzymam się z różnych względów (nie tylko bezpieczeństwa) z dala od dojazdów do obwodnicy i przelotówki Gdańsk-Sopot-Gdynia (przez centrum). Choć świadom jestem, że przed policją się nawet nie mam co tłumaczyć. Ale jakoś trójmiejska policja jest wyrozumiała — wczoraj jechałem równolegle z radiowozem: oni po ulicy w korku, ja po chodniku, aczkolwiek już przeliczałem ile to by mnie kosztowało, to mnie zignorowali. :D

    BTW trochę zrobił się offtopic, zerknij tutaj:
    https://roweroweporady.pl/dzwonienie-na-pieszych-na-chodniku/

  • Yaro

    A tak w ogóle to uważam, że istniejąca forma ddr jest zupełnie do bani. Zupełnie, totalnie u podstaw.

    Kolor, który dla mnie w żaden sposób nie rzuca się w oczy. Powinien być żółty – ludzie mają wdrukowany instynktowną niechęć do wchodzenia na jadowicie żółte obiekty.
    Lokalizacja, chodniki ? serio? Przecież to się aż prosi, żeby pieszy tam wszedł. Wnerwia mnie to strasznie ale rozumiem. Szczególnie jeśli ddr jest w lepszym stanie niż chodnik. Oczekiwanie czegoś innego to jak wydzielenie na ulicy jednego pasa na chodnik (rozdzielać je tylko będzie tylko jakaś malowana linia czy jakiś tam kolor), możemy się wściekać ale to jest rozwiązanie które niemal prosi się o wypadki.

    Obecne ddr to rozwiązanie dla rolkarzy (?), niedzielnych rowerzystów(5km/h z wiatrem w plecy), wózków, chodzików i innego sprzętu rozwijających prędkość cwałującego żółwia i reprezentujących zbliżone zagrożenie. :)

    Jedyny sensowny ddr może być – w mojej opinii – na ulicy, na wydzielonym pasie, dla osób upoważnionych do jazdy po nim (właściwym dokumentem).

  • Bo cały pomysł na DDR w Polsce opierał się na tym, żeby wyrzucić rowerzystów z jedni i przeznaczyć ją wyłącznie dla samochodów. Pasy rowerowe? Fanaberia, won na chodniki! Że rowerzyści się skrzyknęli i zaczęli wymuszać europejskie standardy, to już w ogóle fenomen jak na poziom mentalności polskich urzędników.

    „Warszawa to nie wieś, żeby po niej rowerem jeździć”
    Marek Woś, rzecznik prasowy Zarządu Dróg Miejskich

    Na szczęście coraz mniej takich kwiatków w mediach. Jednak droga do normalności jeszcze daleka.

  • MaciekR

    @Yaro

    „Przecież to się aż prosi, żeby pieszy tam wszedł.”

    Pieszy zawsze wybiera najkrótszą drogę, a że polską specjalnością są wijące się DDR-y to nie dziw, że łatwiej o pieszego na ścieżce niż o rowerzystę.

    W zasadzie jako jedyne rozwiązanie widzę wzrost liczby rowerzystów, wtedy i kierowcy się do nas przyzwyczają, a piesi będą unikać coraz bardziej ruchliwych ścieżek.

    Tyle że to wymaga warunków zachęcających do używania roweru i innego postrzegania roweru — także jako środek transportu. To drugie jest w naszej gestii. Uważam, że infrastruktura to jeszcze za mało.

    Np. dlatego trochę jestem sceptyczny do wszelkich mas krytycznych. Ich cel jest jasny: zwrócenie uwagi na obecność rowerzystów na ulicach, a w praktyce mamy imprezę dla imprezy. Co innego jakby zamiast/obok były robione jakieś akcje/pikniki/warsztaty itp. Wielu rowerzystów nie potrafi się poruszać przy zwiększonym ruchu, a co będzie, gdy rowerzystów będzie 2-3 razy więcej? Sami się „podkładamy” swoim zachowaniem dając pretekst lokalnym władzom żeby nie traktować nas poważnie, tylko jak grupę niereformowalnych anarchistów (przerysowując).

    Mówiąc krótko jestem zwolennikiem pracy — nazwijmy ją — organicznej.

    @Lavinka

    Wolę ten tekst: „Ścieżki rowerowe będą czyszczone sporadycznie, więc zachęcam do saneczkarstwa”.:-)

  • Michał

    @Łukasz mógłbyś jakiś wpis na ten temat zrobić :) bo ładny offtopic się zrobił :)
    @Yaro a tak z ciekawości, bałbyś się jechać po czymś takim?

    https://www.google.pl/maps/@52.505627,13.412305,3a,45.1y,198.5h,76.51t/data=!3m4!1e1!3m2!1shXlzIvyUghIZKrqhepahIQ!2e0

    Berlin. 2 minuty zajęło mi znalezienie czegoś takiego. Asfalt wcale nie nowy, łatany i popękany. Ale połatany porządnie, dziur nie ma. Szerokie pasy, gdzie zmieszczą sie 2 rowery obok siebie. I to jest porządna infrastruktura rowerowa. I taka sytuacja porządkuje kilka rzeczy:
    -brak konfliktu pieszy-rowerzysta
    -brak konfliktu rowerzysta-kierowca (przynajmniej w teorii)
    -uspokojenie ruchu – węższe pasy, dzięki czemu kierowcy jadą wolniej. U nas w Polsce byłby z tym pewnie problem, przy obecnym podejściu do respektowania prawa przez niektórych.

    Ostatnio byłem autem w Łodzi, przejeżdżałem Żeromskiego i za głowę się złapałem.

    https://www.google.pl/maps/@51.76865,19.446184,3a,75y,169.47h,72.35t/data=!3m4!1e1!3m2!1sVn8cBdy7QplqRACZ50TIow!2e0

    Kierowcy jechali jak chcieli, raz za sobą raz obok siebie, bo 2 samochody też się tam mieściły bez większych problemów. Jechałem 50 i czułem się zawalidrogą…w centrum miasta :/

    Albo Więckowskiego

    https://www.google.pl/maps/@51.771078,19.44118,3a,75y,237.34h,79.82t/data=!3m4!1e1!3m2!1sW2mRKdpXmmaXV7UqqMaNig!2e0

    Swojego czasu mieszkałem tam, i oczywiście każdy zapieprza jak może, bo będzie później 2 minuty w domu/pracy/gdziekolwiek. Zwróćcie uwagę na parkowanie. Samochody parkują na chodniku ( przyjęty standard w Polsce, bo jak sama nazwa wskazuje, chodnik służy do tego, żeby na nim zaparkować, a nie żeby po nim chodzić ;)
    A potem powyginane i połamane płyty, i rzeczywiście komuś o kulach czy na wózku ciężko się przecisnąć o ile w ogóle łaskawy kierowca zostawił wystarczającą ilość miejsca między ścianą a autem (wiadomo, im bliżej tym szybciej do domu, nie będzie jak pospólstwo chodził piechotą, skoro ma samochód). No ale tu już temat mentalności kierowców i ogólnie społeczeństwa jako całości, kwestia kultury.

    No i kwestia osób odpowiedzialnych za wygląd infrastruktury. Często są to osoby, które swoją edukację ukończyły 30 lat temu. Z tego co wiem, to właśnie w Łodzi Pan Witold Kopeć zrezygnował z powodu zderzenia się z betonem:

    http://rowerowalodz.pl/aktualnosci/755-pelnomocnik-rowerowy-rezygnuje

    Niestety często w miastach infrastrukturę rowerową projektują, zatwierdzają i opiniują osoby nie mające z rowerem styczności.

    Trochę długi post mi wyszedł :)

    Pozdrawiam!

  • @Maciekr: Co będzie? Ano przy zwiększonym ruchu rowerowym uspokaja się ruch samochodowy. A więc spada liczba wypadków. Oczywiście nie od razu. Powiem Ci, że jeżdżąc rowerem pod koniec lat 90 nie czułam się tak bezpiecznie jak teraz i bałabym się jechać z dzieckiem ulicą. Dziś się już nie boję. Większość kierowców mnie widzi i wyprzedza szerokim łukiem. Kretyn zawsze się jakiś trafi, ale kretynów/ek jest z roku na rok coraz mniej. Wynika to z tego, że coraz więcej kierowców jeździ także rowerem, w tym z dziećmi i zmienia perspektywę dzięki temu. Akurat Masa Krytyczna to nie jedyna działalność Zielonego Mazowsza, polecam się przyjrzeć. Jest kupa innych mas okolicznościowych, jest blog polska na rowery i tak dalej. To im zawdzięczamy w Warszawie asfalt na DDRkach. Odwalili przez te kilkanaście lat kupę roboty. Mam wrażenie – bardzo niedocenianej.

  • Yaro

    @Michał
    To jest właśnie to co miałem na myśli pisząc o ddr z prawdziwego zdarzenia. W PL jakaś tam obawa zawsze zostanie, że idiota będzie musiał być 5 sekund szybciej w domu jadąc do domu z „warp 8” na liczniku ale z tym da się żyć…

  • MaciekR

    @lavinka

    „Co będzie? Ano przy zwiększonym ruchu rowerowym uspokaja się ruch samochodowy. ”

    Miałem na myśli co będzie od strony rowerzystów. Kierowcy są spoko, trafia się jeden na jakiś czas, co nie zauważa innych, ale w tej ilości samochodów co jeżdżą to jest ułamek promila.

    Nie potrafimy się (my, rowerzyści) zachowywać czekając na czerwonym. Jedni stoją w rządku, inni obok siebie (nie jest to głupie; jest więcej miejsca, pod warunkiem, że zostawimy je także dla jadących z naprzeciwka, a ruszamy jadąc „na zamek”). Jeden uprze się wyprzedzić wszystkich i stanąć w poprzek na samym początku inni mylą przejazd rowerowy z chodnikiem. Efekt jest taki, że robi się chaos jak zapala się zielone. Pomijam artystów piszących sms-y.

    Widzę to codziennie. Jak jest maks. 5 rowerów to jest spoko, ale jest dużo skrzyżowań, gdzie rowerzystów jest kilkanaście , często z przyczepkami. I ruszamy gorzej niż kierowcy na zielonym. Więc co będzie jak rowerów będzie choćby kilkadziesiąt?

    A co do masy krytycznej. Oceniam ją głównie po tej Gdyńskiej. Nikt z moich kolegów z pracy, co jeździ codziennie do pracy nie bierze w niej udziału. Nie widzę jej efektów, poza wywołaniem głupiego konfliktu pomiędzy organizatorem i policją (co się skończyło w sądzie przegraną organizatora). Większą skuteczność mają serwisy seeclickfix.com, czy bezpośredni kontakt z ZDiZ. Masa może być sobie organizowana, ale nie chcę, żeby mówiono, że jest organizowana przez gdyńskich rowerzystów, albo chociaż były jej konkretne efekty: np. zaproszenie mieszkańców na bezpłatny serwis i regulację w jakimś miejscu miasta, uświadamianie że światła w rowerze są konieczne, jak się zachowywać na chodniku/drodze. Czyli edukacja i pomoc mniej doświadczonym oraz jednoczesne pokazanie się mieszkańcom jako grupa normalnych ludzi (bo PR nam kuleje). Bez poparcia nie-rowerzystów, to faktycznie rowerem tylko do lasu.

    A obecnie masa krytyczna to impreza pod jakimś hasłem przewodnim, pojeździmy i wracamy do domu. I tak co miesiąc. Łódzką podobnie oceniałem, ale od kilku lat rzadko się w Łodzi pojawiam, więc nie wiem jak jest teraz.

    Jestem krytyczny, bo mnie stosunkowo łatwo spojrzeć na to z boku, dla mnie rower to środek transportu, cenne uzupełnienie samochodu. W zasadzie nie powinienem się nazywać pełnoprawnym rowerzystą: sportowo nigdy nie jeździłem, turystycznie w maju zeszłego roku. W Trójmieście widzę, że 2/3 wszystkich problemów stwarzają sobie rowerzyści, dopiero dalej: infrastruktura, kierowcy czy piesi.

  • @Maciek

    Łódzka masa to porażka po całości. Zmieniło się w naszym mieście wiele na rzecz rowerzystów, a oni się zmienili w terrorystów. Łódź się remontuje, wszystko stoi, a ci blokują jeszcze ruch swoją kretyńską demonstracją.

    Nie wiem czego oni jeszcze chcą i oczekują. Chyba tylko wprowadzenia zakazu ruchu samochodów. Bo mają swoje ścieżki, będzie rower miejski, wszystko o co nie pierdną od razu się pojawia a terroryzują nas nadal. Ostatnio przejechali na pasach dziadka.

    Nikt ich nie lubi, więc osiągają odwrotny efekt, bo jak kierowca auta widzi takiego cyklistę-terrorystę to od razu mu ciśnienie skacze i jeszcze może być gotów spowodować wypadek (ludzie to debile i myślą emocjami).

    Dlatego ja ich nie znoszę i chętnie bym zablokowała jakieś rondo i posiedziała pół dnia na leżakach na środku ulicy. Bo mi wolno. Jak im.

  • MaciekR

    @Mira
    „Łódzka masa to porażka po całości. ”

    Czyli nic się nie zmieniło. ;-)

    „Ostatnio przejechali na pasach dziadka. ”

    Z tym to nie wiem kto faktycznie był winien, więc się nie wypowiem. Przeraziła mnie tylko wypowiedź organizatora, który nazwał to „incydentem”. Dla mnie to był wypadek. Tak to nazywając, to codziennie w Polsce mamy śmiertelne „incydenty”…

    „cyklista-terrorysta”. Właśnie, też to słyszę po każdej masie krytycznej.

  • Tomek

    Ta Pani jest nieodpowiedzialna wypuszczając dzieci na ruchliwą ścieżkę rowerową. Do tego KASUJE MOJE WPISY (kulturalne, jednak przedstawiające odmienne zdanie), co uważam za totalną żenadę.
    Nie pozdrawiam autorki bloga.

  • @Mira – z tego co wiem, starszy pan wszedł w kolumnę rowerów. Według przepisów i zdrowego rozsądku – nie powinien tego robić.

    O Masie Krytycznej planuję coś napisać, ale ostatnio sporo tego w mediach i nie wiem czy temat nie jest już zbyt mocno wyeksploatowany. I jak cokolwiek napiszę – to dopiero zacznie się tu dyskusja ;)

    @Michał – o „złotych myślach” urzędników? Czy o infrastrukturze rowerowej?
    Odnośnie pasów, to coś się powoli w Łodzi dzieje, np. tu: http://rowerowalodz.pl/aktualnosci/914-pasy-rowerowe-na-teofilowie

    Oczywiście to pierwsze jaskółki.

    @Lavinka – systematycznie staram się opisywać różne aspekty rowerowego życia. W ogóle to jest zabawna sprawa, bo ja w zasadzie nie czuję się rowerzystą miejskim. Turystycznym też nie, sportowym absolutnie nie. Rekreacyjnym też nie do końca. W sumie to chyba każdym po trochu jestem ;) Dlatego tematy staram się rozkładać równomiernie na każdą z dziedzin.

  • Michał

    @Łukasz Chodziło mi o infrastrukturę. Jak kończyłem studiować w Łodzi, najpierw oficer rowerowy zrezygnował, potem zabronili poruszać się rowerami po buspasach, fajnie że coś się zmienia na +

  • Na środę szykuję o tym wpis. Trochę się poprzyglądałam na spacerach rowerzystom oraz matkom. ;) Stwierdzam, że jednak da się wytłumaczyć 2letniemu dziecku, że droga dla rowerów jest droga dla rowerów. Pewnie dlatego, że jest to na tej samej zasadzie co wpajanie dziecku, że NIE MOŻE wybiec na ulicę.

  • W sobotę jechałem nowiuteńką drogą rowerową na łódzką Dąbrowę. Z prawej strony, z takiej wydeptanej, dzikiej ścieżki leciał w moją stronę chłopczyk, no nie wiem, na moje oko 4-letni może. Za nim szła spokojnie mamusia z koleżanką.

    Odruchowo zwolniłem i odsunąłem się od niego. A on? Ten mały, zapatrzony w coś dzieciak, ten rozbrykany huncwot, roztrzepany zawadiaka – rozejrzał się, zobaczył, że ktoś jedzie rowerówką i się normalnie, zwyczajnie, jak bozia przykazała – zatrzymał.

    Jak widać można się tego nauczyć.

  • Są różne dzieci, ja swoje póki co przy ruchliwych ulicach i DDRkach trzymam na smyczy, bo najpierw leci, a potem dopiero patrzy gdzie. Mam nadzieję, że z tego za jakiś czas wyrośnie. ;)

  • MaciekR

    Bo widzicie, większość ludzi jest normalna. Każdej grupie znajdą się niepełnosprytni, którzy psują reszcie opinię: rowerzyści przejeżdżający na czerwonym, piesi wchodzący na ścieżkę, matki, które potraciły instynkt macierzyński, kierowcy wymuszający pierwszeństwo, motocykliści-„dawcy nerek” itd*.

    @Łukasz: „W sobotę jechałem nowiuteńką drogą rowerową na łódzką Dąbrowę.”

    A właśnie, jakie wrażenia? O tej drodze jeszcze się mówiło, jak w Łodzi pracowałem, a to już kilka lat temu. Swoją drogą Łódź ładnie się zmienia ostatnimi laty.

    * niektórzy doliczają do przykładów: obecność uczciwych polityków, jakby nie patrzeć też psują opinię reszcie ;-)

  • Na moje oko momentami jest ciut wąska, ale generalnie to świetna droga. Powstaje coraz więcej fajnych dróg i to mnie bardzo cieszy, bo po wielu ulicach nie da się mimo wszystko jeździć.

  • Ja byłam świadkiem sytuacji: pierwsza dwa rowery po CHODNIKU (nie,nie po drodze dla rowerów) zapieprzające jak na formule jeden. Dziecko się przesunęło w moją stronę (niespełna 5latek), a dwóch gówniarzy jeszcze mi dzwoniło tymi tandetnymi dzwonkami za dwa złote. Tu dodam, że gdybym była sama nie odsunęłabym się. ;)

    Druga sytuacja: dzieci biegnące po drogach dla rowerów (u nas to jednak są ruchliwe drogi, wiec tu ciągle coś jeździ – nasze miasto jest przyjazne rowerom, jakieś akcje nawet założyli). Rowery na bok, czyli na chodnik, czyli na nas.

    No jak żyć w tym kraju?
    Czy tam trudno wytłumaczyć dzieciakowi, że NIE WOLNO wchodzić na drogi dla rowerów?
    Tak samo jak NIE WOLNO wchodzić na ulicę?

  • Mnie kiedyś babcia na DDRce zaatakowała parasolką. Nie jechałam szybko. Gdybym jechała, to może by nie zdołała mnie trafić ;) Skutery, motory i samochody_próbujące_gdzieś_zaparkować na drogach i pasach rowerowych to standard. Taky klymat.

  • czasami rowerzysta

    Jako profesjonaliści nie powinniście popełniać błędów. Dziecko do 10 lat na rowerze MOŻE poruszać się na jezdni (pasie dla samochodów) tylko pod opieką osoby dorosłej. Skoro może po jezdni, to może i po DDR-ach. Chyba, że macie tylko przywileje a żadnych obowiązków… Jeżeli jako rodzic (ojciec – nie matka) jadę z dziećmi 7 i 9 lat rowerami to gdzie mam jechać ? Na jezdni ? Po chodniku czy po DDR ?
    Jak nie ma DDR to mogę jechać po jezdni. Jak jest dopuszczalna prędkość powyżej 50 km/h to po chodniku. Jak sprawuję nadzór na dzieckiem – też po chodniku. Jak jest DDR to jadę po niej, nawet jak jestem najwolniejszym jej użytkownikiem (ja nie dzieci). Jak jest droga dla rowerów to nie znaczy, że można po niej pędzić ! Prędkość należy dostosować do warunków, w tym do innych użytkowników. Ale do tego trzeba dorosnąć!

  • czasami rowerzysta

    Opiszę taki przypadek: Jadę z dziećmi na rowerach. Młodszy jeszcze nie umie, ma założone boczne kółka – prawda dość szerokie. Jedziemy po ścieżce rowerowej – dobrze oznaczonej. Z przeciwka jedzie rowerzysta – normalnie – dość szybko. Z tyłu jedzie rowerzysta – nie może normalnie nas wyminąć tylko wpycha się na trzeciego między naszą kolumnę (3 rowery) i tego z przeciwka. Najeżdża na kółko boczne i zalicza wywrotkę. Wzywa policję – bo jako pieszy byliśmy winni w jego mniemaniu spowodowania wypadku. Policja uświadamia mu jego winę, Dalej się kłóci więc dostaje mandat (pewnie by nie dostał – ale policjant nie lubi jak się na niego krzyczy) 500 zł. Do tego dostaje wszystkie dane sprawcy i pouczenie o przysługujących mi prawach. Tatuś owego 24 letniego „władcy dróg” kupuje rower mojemu dziecku i przychodzi z przeprosinami jeszcze tego samego dnia do szpitala. Czuje bardzo dużą ulgę jak okazuje się, że to tylko niegroźne potłuczenia i otarcia skóry. Bardzo bał się renty dożywotniej – wszak młodziak nie miał OC.
    Pozdrawiam rozsądnych.

  • Według „Prawa o ruchu drogowym” (Art. 2 punkt 18) dziecko do 10 roku życia jadące na rowerze jest pieszym. Tak więc jeśli jest chodnik, ma obowiązek korzystania z chodnika.

    Tak więc jako profesjonalista uważam, że jeżeli masz ulicę, DDR i chodnik takie dziecko musi jechać chodnikiem. Jeśli jest ulica i DDR, a nie ma chodnika (bardzo rzadkie przypadki), warunkowo można jechać oraz iść drogą rowerową.

    Jeśli nie ma ani DDR, ani chodnika, to oczywiście można poruszać się poboczem lub skrajem jezdni. Choć wskazane byłoby jechać lewą stroną. Ale to akurat jest dość głupie moim zdaniem.

    A jeżeli chodzi o samą drogę dla rowerów, to nie o pędzenie chodzi. Bo nawet jeśli rowerzysta zwolni do 10 kilometrów na godzinę, to dziecko które nagle bujnie się i wpadnie mu pod koła, nadal zostanie poszkodowane.

  • Yaro

    Łukasz w takim razie nie rozumiem, jakim cudem policjant mógł wystawić mandat temu gościowi na rowerze. Skoro w świetle prawa (i tego co piszesz), to obecność dziecka na ddr była nielegalna?

    Coś tu jest nie tak.

  • Łukasz Przechodzeń – Rowerowe Porady

    Nie jestem ani prawnikiem, ani policjantem, ale jeżeli wiedział, że się nie zmieści, nie powinien zaczynać wyprzedzania, tylko poczekać aż będzie mógł to zrobić.

    Nie ma w tym przypadku znaczenia, że dziecko było tam wbrew przepisom. To tak jakbyś jechał autostradą i zobaczył przed sobą biegnącego człowieka. No i przecież nie powiesz: „on nie powinien się tu znaleźć, dodam gazu i go rozjadę”.

    Tak przynajmniej mi się wydaje.

  • Yaro

    Racja – to ma sens. Z tym, że w mojej opinii obie strony powinny dostać mandat. Gostek na rowerze sporo wyższy ale obie strony.

  • pg

    Osoba, która nie ukończyła 10 roku życia, może poruszać się rowerem jedynie pod opieką osoby dorosłej, tylko na chodnikach i jest uznawana za pieszego.
    Ale równocześnie gdy nie ma chodnika pieszy może poruszać się po drodze rowerowej
    Czepianie się paragrafów a nie kultury i partnerstwa na drodze jest bez sensu
    Otóż wczoraj znajomy jadąc rowerem z dzieckiem do 10 lat po chodniku legalnie i w Krakowie prawie dostał mandat od straży miejskiej za przejazd przejściem dla pieszych
    Wolno czy nie? Skoro po chodniku wolno to czemu na przejściu nie wolno? Jedzie z dzieckiem wiec uważa, poza tym jadąc legalnie chodnikiem z dzieckiem ma się do parę metrów zatrzymywać i złazić? Nonsens a prędkość z dzieckiem i tak mała
    Ostatecznie dali mu spokój ale chcieli wlepić mandat

  • czasami rowerzysta

    Chodnik w pobliżu ścieżki rowerowej oczywiście jest (około 5 metrów, oraz ulica z ograniczeniem prędkości do 50 km/h), ale na chodniku są schody – kilkakrotnie, a ścieżka rowerowa jest ich pozbawiona. Według policjanta ścieżka rowerowa była najwłaściwszym miejscem do poruszania się z dziećmi na rowerach. Chodnik poza tym był dość mocno zatłoczony przez pieszych, i jazda 10 – 15 km/h mogłaby być dla nich uciążliwa.
    Według przedstawicieli prawa, nawet gdyby pieszy znalazł się na ścieżce rowerowej, to rowerzysta nie zachował należytej ostrożności. Tylko nagłe wtargnięcie byłoby usprawiedliwieniem (podobnie jak u kierowców). Przy czym nagłe oznacza takie które uniemożliwia reakcję prawidłowo jadącemu rowerem. Nawet gdyby dziecko wykonało nieoczekiwany manewr (co nie miało miejsca) to powinien był stosując zasadę ograniczonego zaufania takie zachowanie małolata przewidzieć i „odpowiednio” zareagować.

    Uprzejmość i myślenie na drodze nie dotyczy tylko kierowców spalinowych. Marzy mi się aby rowerzystów stawiano kierowcom za przykład. Niestety na to trzeba zapracować.

  • czasami rowerzysta

    A i dodam jeszcze, że według stróży prawa, minimalna odległość od wymijanego, omijanego roweru powinna wynosić 1m.
    Na moją uwagę, że przy szerokości ścieżki 1,5 metra zachowanie takiej odległości jest niemożliwe, policjant odparł: w takim razie nie należy wyprzedzać.
    Dla niego sprawa była oczywista.

    Pozdrawiam rozsądnych.

  • Jaaaasne, jacy wspaniałomyślni policjanci. Zapomnieli jednak o artykule 33 Prawa o ruchu drogowym, punkt 3a:

    „Dopuszcza się wyjątkowo jazdę po jezdni kierującego rowerem obok innego roweru lub motoroweru, jeżeli nie utrudnia to poruszania się innym uczestnikom ruchu albo w inny sposób nie zagraża bezpieczeństwu ruchu drogowego.”

    Pozdrawiam rozsądnych i myślących głową, a nie emocjami.

  • czasami rowerzysta

    Jeśli wiesz co znaczy „wyjątkowo” w kodeksie drogowym, to wiesz, że na własną odpowiedzialność. To oznacza, że mandatu za to otrzymać nie możesz, ale jakby co to „spowodowałeś” bo jednak zagrażało. Poza tym, obok nie oznacza, że bez żadnego limitu.
    Poza tym ten przepis nie odnosi się do wyprzedzania.
    Sam wolałbym, aby wyprzedzające mnie inne pojazdy – nawet motorowery – zachowały jednak bezpieczną odległość.
    Sam wykupuje OC nawet na rower. Nigdy nie wiem co się wydarzy, a cena jest bardzo rozsądna.

  • czasami rowerzysta

    Empatia to też emocje?

    I nie chodzi mi bynajmniej, że wyprzedzanie nie jest właściwe. Po prostu denerwują mnie polskie (innych nie znam) przepisy. Wyprzedzając zachować odległość 1 m, do tego szerokość 2 rowerzystów 2x 0,4 m skromnie licząc to wychodzi 1,8 metra. Z drugiej strony zgodnie z prawem można budować ścieżki rowerowe znacznie węższe. Jaka w tym logika ?

    Pozdrawiam rozsądnych

  • MaciekR

    „Uprzejmość i myślenie na drodze nie dotyczy tylko kierowców spalinowych. Marzy mi się aby rowerzystów stawiano kierowcom za przykład. Niestety na to trzeba zapracować.”

    Długo można gadać o kulturze rowerzystów. Nie wiem jak Wam, ale patrząc na codzienne moje trasy po Trójmieście, to najwięcej łamią prawa rowerzyści, potem dłuugo nic, następnie pojawia się problem pieszych na ścieżkach i kierowców wymuszających pierwszeństwo. Mówię o wykroczeniach, które są już uciążliwe bądź niebezpieczne, np. przejeżdzanie na czerwonym przez rowerzystów, szybka jazda po chodniku. Przykre to trochę.

    Śmieszna sytuacja z dzisiaj. Władysława IV w Gdyni, tuż przy Piłsudskiego, kierunek na Sopot. Jadę sobie i widzę, że z naprzeciwka idzie kobieta. Zwolniłem mówiąc „uwaga” i dzwoniąc. W końcu się zatrzymałem. Piesza i tak się zderzyła ze mną. Oczywiście przy tych „prędkościach” nic się nie stało, ale pierwszy raz widziałem kogoś tak zatopionego w myślach. Kobieta tak mnie przepraszała, że aż głupio było powiedzieć coś więcej niż „nic się nie stało”. :-)

    Druga sytuacja — już mniej zabawna — jakieś 10km dalej w Gdańsku Oliwie, gdzie najpierw wyminąłem ojca dziecka i widzę dalej samo dziecko (na oko 5 lat) jadące na rolkach po ścieżce. Zwolniłem do zera i całe szczęście, bo dziecko zobaczyło jadącego z drugiej strony innego rowerzystę i wbiegło mi przed rower. Jadący za mną rowerzyści mocno „zjechali” ojca. I słusznie — ścieżka jest o dużym natężeniu ruchu. Ale pomijając głupotę i niedorozwój umysłowy rodziców: widzisz dziecko w większej odległości od opiekunów? Zwolnij aż do prędkości pieszego!

    W sumie codziennie jakieś nowe doświadczenie.

    „Z drugiej strony zgodnie z prawem można budować ścieżki rowerowe znacznie węższe. Jaka w tym logika ?”

    W tym logiki nie szukaj. Kiedyś szukałem jej jeżdząc AK w Sopocie. Poddałem się. BTW Sopot pojechał po bandzie i po „sukcesie” z ograniczeniem 10km/h wprowadził też 5km/h. Z jednej strony cieszę się, że w ogóle w jednym miejscu pozwolili jechać rowerem (stacja z wypożyczalnią rowerów miejskich stała w miejscu, gdzie nie wolno jeździć rowerem), ale nawet dla mnie jest to prędkość, z którą mam kłopot. A jeżdzę spokojnie.

  • Z prędkością 10 km/h bardzo ciężko się jeździ (kto nie ma licznika i się dziwi, niech założy i spróbuje). A jazda 5 km/h na rowerze jest praktycznie niemożliwa. To znaczy da się, ale chyba tylko jako ćwiczenie na równowagę :)

  • MaciekR

    @Łukasz
    W Trójmieście mamy trochę pecha, że ciężko jadąc z Gdyni do Gdańska ominąć Sopot. Pomijam tramwaje wodne i Trójmiejski Park Krajobrazowy.

    W Sopocie do wyboru jest ścieżka nadmorska, gdzie na kiepskiej nawierzchni możesz ćwiczyć wspomnianą przez Ciebie równowagę przy 10 km/h, albo drogę przez Górny Sopot, gdzie ścieżka jest niezgodna z zasadami ruchu prawostronnego. :D Jeżdżę nią codziennie.

    Sopot na tle Gdyni i Gdańska przypomina zapyziałą prowincję niż kurort. I nie mam na myśli tylko ścieżki rowerowe, tylko przyjazność pieszym.

    Czekam teraz na limity 2 km/h. Można jakieś zawody w utrzymaniu równowagi zrobić. A 5 km/h się da, dzisiaj sprawdzałem z ciekawości. :D

    I mi się przypomniało. W Sopocie (al. Niepodległości) swojego czasu był znak zakazujący jazdy ścieżką rowerową rowerzystom… Krótko, ale był.

    I nie zgadzam się na usunięcie tych znaków z ograniczeniem prędkości. Z tego zrobiła się atrakcja turystyczna, jeszcze trochę i będzie konkurować z monciakiem i molo.

  • Yaro

    A to nie jest tak, że to ograniczenie to tylko taki pic na wodę? Jestem pewien, że nie muszę mieć licznika prędkości. A z tego wniosek, że chyba nawet polskie sądy nie łykną czegoś takiego… Mylę się ?

  • Łukasz Przechodzeń – Rowerowe Porady

    Była o tym spora dyskusja tutaj:
    https://roweroweporady.pl/dajcie-spokoj-rowerzystom/

    Wiele osób uparcie twierdzi, że czy się ma licznik, czy się go nie ma, czy jest homologowany czy nie jest – rowerem prędkości przekraczać nie można z tłumaczeniem „nie wiedziałem”.

    Im dłużej o tym myślę, tym bardziej się z tym zgadzam, choć nadal uważam to za absurd i wątpię by w Polsce takie rzeczy się działy. A już zwłaszcza na ograniczeniu do 5 czy 10 km/h.

  • MaciekR

    „Im dłużej o tym myślę, tym bardziej się z tym zgadzam, choć nadal uważam to za absurd i wątpię by w Polsce takie rzeczy się działy. A już zwłaszcza na ograniczeniu do 5 czy 10 km/h.”

    Ależ to łatwo sprawdzić: jeśli rowerzysta nie ma problemów przy tej prędkości utrzymać równowagę, to albo pijany, albo jedzie szybciej niż wolno. ;-)

    Ja odnoszę wrażenie, że chodzi o to, aby w tym przejściu pod torami z jednej strony umożliwić przejazd rowerem, a z drugiej żeby prędkość rowerzysty nie była dużo wyższa niż pieszego. Znam to miejsce i wcześniej schodziłem z roweru, bo źle się tam jedzie przy tłumie pieszych (pomijam wcześniejszy zakaz). Generalnie zdrowy rozsądek jest potrzebny, ograniczenie pachnie bareją.

  • Michał

    To ja pojadę off topem, choć będzie o ścieżkach rowerowych i o ludzkiej podłości. Jadę sobie dzisiaj DDRką koło Makro w Łodzi, wzdłuż Al. Włókniarzy. Nagle coś zaczyna mnie chwiać, patrzę – no tak, flak z przodu. Zsiadam z roweru, oglądam oponę i co widzę: jakiś kartonik czy też deseczka o wymiarach 1×1 cm, przyklejona do opony. Odrywam, a tu z drugiej strony gwoździk na sztorc, wbity w oponę. Wracam kilkanaście metrów po ścieżce i widzę że tych kartoników więcej leży. Każdy misternie wycięty, w każdym gwoździk malutki siedzi sobie, centralnie. Ile zauważyłem to posprzątałem i na pobocze wyrzuciłem. Potem już tylko trzykilometrowy spacerek do Manufaki ( Manufaktury :) ), zakup nowej dętki w Intersporcie, szybki montaż i do domciu.

    Po drodze dumałem sobie, ileż to energii w te kartoniki z gwoździkami włożył ten podły człowiek ( czytaj debil ) który zagiął parol na paskudnych rowerzystów. Ile jeszcze bezmyślnej nienawiści w narodzie siedzi, ile upodobania do bezinteresownego szkodzenia innym. Nawet zakładając że pułapkę zastawił bezmyślny nastolatek, to i tak źle o społeczeństwie świadczy, źle świadczy o jego rodzicach.

    Zaś się tyczy pieszych na ścieżkach tudzież mamusiek z wózkami, nie mam złych doświadczeń. Ot, czasem jakiś człek nieroztropny wlezie na czerwone, ja mu z daleka dzwoneczkiem podzwonię, on za mną grubym słowem rzuci, ja mu w zamian jeszcze grubiej odpowiem i środkowym palcem dam sygnał co o nim myślę i życie toczy się dalej. Raz tylko, jeden razik, z roweru zlazłem i do obywatela podszedłem gotów do dalszej dyskusji na temat praw i obowiązków, ale jakoś się po kościach rozeszło. Niestety.

    Tak więc na pieszych nie narzekam i mam dla nich dużo zrozumienia, na to samo licząc z ich strony.

  • Michał, bo Was w Łodzi nienawidzą! Rowerzyści generalnie zbierają żniwo durnej masy krytycznej. Nie wiem, czy w niej uczestniczysz, nie chcę obrażać Cię personalnie, ale nie rozumiem pobudek tych oszołomów. Nie wiem, jaki mają cel, co chcą osiągnąć? Pytam ich ciągle i nie uzyskuję odpowiedzi. Zmniejszenie liczby aut na drogach? To nie stanie się nigdy!

    Robią im ścieżki, robią im laskę (nie łaskę), czego jeszcze chcą? Przez tych wariatów ludzie tracą zmysły, więc wszystko się nakręca. A później cierpią niewinni, tacy jak Ty. To tak, jakbyś dostał kilka razy w ryj od Murzyna. Stajesz się rasistą i koniec. Ja nie znoszę Filipińczyków, bo mieszkałam nad nimi w Londynie i tak mi codziennie waliło ichniejszymi przyprawami, że nie mogę na nich patrzeć do dzisiaj.

    Tak się tworzą stereotypy, tak kategoryzujemy ludzi. Poprzez pewne odniesienia. I tak właśnie w Łodzi, po milionie masowych akcji rowerowych freaków, ludzie rozrzucają na ścieżkach gwoździe. Agresja rodzi agresję, a dla mnie masa krytyczna w Łodzi, to przejaw największej agresji wobec bliźniego swego kochanego! ;)

  • @Mira – ooo, to ja idąc tym tokiem myślenia nie lubię starszych kobiet. Bo śpiewają w nocy i smażą mielone na smalcu :)

    A o Masie Krytycznej pisałem tutaj:
    https://roweroweporady.pl/czy-masa-krytyczna-jest-jeszcze-potrzebna/

    Niestety, tak jesteśmy skonstruowani, że włącza się nam co jakiś czas agresor. Jednym częściej innym rzadziej. Już dawno ktoś powiedział, że nie zniszczy nas żadna asteroida. Sami się powybijamy.

  • Dobre, bo właśnie napisałam to w puencie swojego dzisiejszego posta – o tym, że niszczymy siebie sami.

    I dlatego ja mam na to wszystko wyłożone. Nie znoszę Filipińczyków, bo „śmierdzą”, więc nigdy w życiu już nie zamieszkam z nimi w jednym bloku. Mam wybór, korzystam z niego, póki co nikt mnie do niczego nie zmusza, więc i ja nie muszę z nimi walczyć, bo nie mam po co. Kamieniem nie rzucę, bo nie robią mi krzywdy jako takiej. Mam tylko uprzedzenie. Zero agresji.

    To samo się tyczy rowerzystów. Gwoździ na drogę nie rzucę (choć Barańskiemu tak przebić oponkę – zacieram rączki… ;))

    A tak serio, to dopóki ktoś mi personalnie nie robi krzywdy, to nie widzę sensu krzywdzić go tylko dlatego, że śmierdzi jak Filipińczycy, czy wstrzymuje ruch uliczny. Szkoda mi czasu i energii, by bawić się w Berka (świetna książka swoją drogą, właśnie w tym miejscu idealnie obrazuje tę grę). Raczej nie mogę tego zmienić, więc muszę się przystosować.

    Ale właśnie z tego względu, z tego, że mam wyłożone, po prostu nie uczestniczę w ruchu w piątek o danej godzinie. A i tak jeżdżę samochodem. Więc dla mnie masa nie ma sensu najmniejszego, do niczego mnie nie przekonuje, bo nawet nie wiem do czego by miała. Ludzie, którzy muszą jeździć autami, będą to robić. Nie rozumiem więc masy. Myślałam, że wyjaśnisz to w podanym linku…

    … I zawód. Przeczytałam Twój post i kompletnie nic z niego nie wynika. Czytałam i czytałam i czekałam na coś, a tu nagle koniec. Chyba zły tytuł dałeś, bo z pewnością nie jest to tekst o tym, czy masa jest jeszcze potrzebna. Myślałam, że podasz konkrety, a nie, że jest jeszcze TYLE do zrobienia. Co to za argument? Tyle czyli ile? Co konkretnie? Bo mnie, jako uczestnika ruchu samochodowego to nie przekonuje, bo… NIC tam nie ma. :(

  • Ciężko żebym wystąpił w roli mędrca, który napisze coś takiego, po czym rozstąpią się wody, a przeciwnicy Masy rzucą się w ramiona zwolennikom :)

    Wydaje mi się, że Masa do niczego nie zachęca. To po prostu manifestacja w której może wziąć udział każdy kto chce i tyle. Chęć pokazania się, krzyku: „oto jesteśmy”. Ciężko żeby przekonywała puszkarzy do przesiadki na rowery i to raczej nie jest jej cel. A przynajmniej nie w momencie przejazdu :)

  • No więc właśnie… Dlatego dla mnie to jest bez sensu. Ale na szczęście mamy wolność zgromadzeń zapisaną w konstytucji i to jest ich święte prawo. A że wzbudzają tak negatywne emocje w ludziach – to już ich sprawa. Ja, mimo, że uwielbiam jeździć rowerem, nigdy w życiu się do nich nie przyłączę. W ogóle się z tym nie identyfikuję, nie popieram i nie rozumiem. Ale szanuję, dlatego nie rzucam gwoździ pod koła :)

  • MaciekR

    „Ja, mimo, że uwielbiam jeździć rowerem, nigdy w życiu się do nich nie przyłączę. W ogóle się z tym nie identyfikuję, nie popieram i nie rozumiem. Ale szanuję, dlatego nie rzucam gwoździ pod koła :)”

    Dokładnie mam to samo odczucie. Czemu wszyscy, którzy jeżdżą u mnie do pracy rowerem nie chcą mieć z nimi nic wspólnego? I czemu się upierają, że reprezentują interesy rowerzystów? Nikt tych rowerzystów nie pytał o zdanie.

    Ale taka prośba: kontynuujmy dyskusję tutaj:
    https://roweroweporady.pl/czy-masa-krytyczna-jest-jeszcze-potrzebna/

    Tutaj zrobił się offtopic.

  • Michał

    Mira, poczułem się wywołany do odpowiedzi, więc napiszę co nieco, tworząc kolejnego offa, narażając się tym samym na retorsje ze strony Ojca Założyciela, z banem włącznie :)))

    Na rowerze jeżdżę od niedawna i choć kocham mojego crossa miłością czystą i niewinną ( co za tym idzie także bezrozumną ), przede wszystkim jestem kierowcą z przejechanym co najmniej milionem km na koncie. Widząc jakąś ludzką masę blokującą publiczną drogę ( nie ma znaczenia czy to będą rowerzyści, kowboje pędzący stada baranów czy księża pędzący kolejne stada w czasie bożociałowych procesji), dostaję białej gorączki, pluję śliną na przednią szybę i zanurzam się w świat najgorszych i najbardziej wyrafinowanych wulgaryzmów. Sam bowiem staram się nie utrudniać życia innym, tym samym swoje czyniąc bardziej znośnym. Nic mi do Masy Krytycznej, nie utożsamiam się z nimi, nigdy się do nich nie przyłączę jeśli dalej będą działać w ten sposób. Choć oczywiście cieszą mnie DDRy i coraz większa masowość sportu rowerowego. Bowiem rower jak wszyscy wiemy to samo zdrowie i endorfiny :)

    Zresztą lubię wszystko co służy do przemieszczania z miejsca na miejsce. Uwielbiam samochody, kocham rowery, czcią darzę jachty i żaglowce które od czasu do czasu mam zaszczyt prowadzić, tęsknię do szybowców którymi miałem przyjemność latać w młodości, marzę o nowym motocyklu i coraz bardziej skłaniam się do kupna. Stary sprzedałem kilka lat temu i od tamtej chwili nie jeździłem… chlip, chlip…

  • Michał, przechodź na tamten post! I tak, zgadzam się z Tobą ;)

  • Anonim

    Witam,
    jestem pieszym, jestem rowerzystką, jestem matką.

    O problemie pieszy -rowerzysta pisałam tydzień temu na swoim portalu. Zaczęłam od słów :”Prawda stara jak świat mówi, że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”.

    http://www.aleszprycha.pl/turystyka/item/248-jestem-ok-nie-chodze-po-drogach-rowerowych-kielecka-akcja-edukacyjna

    Niestety z przykrością stwierdzam, że większość na nas widzi tylko czubek własnego nosa i zachowuje się bezmyślnie. Popieram, za autorem, używanie mózgu w każdej sytuacji i w każdym wcieleniu: jako pieszy, jako rowerzysta, jako matka…

    Pozdrawiam

  • MaciekR

    A generalnie wystarczyłoby, żeby wszyscy starali się poruszać w zgodzie z przepisami, albo chociaż nie utrudniając życia innym, szczególnie najsłabszym…

    Mnie piesi, którzy się zapomną i wejdą na DDR nie przeszkadzają. Sam staram się jeździć jak najbardziej w porządku, ale pewnie nie raz nieświadomie łamię jakieś przepisy, więc sobie odpuszczam.

  • HD

    Gdańsk 2000 r. Piękny słoneczny sierpniowy poranek południe droga rowerowa przy plaży w kierunku Gdyni. Ja i mój nowiutki AUTHOR Traction sx. Test prędkości. Lece ok. 40km/h a tu nagle z jednego ogródka z barem rybnym wybiega mi może 3-4 letni dzieciak – leżę za mną cisną mój ziomek który wpada jeszcze we mnie i w mój nowy rower.

    Dzieciak cały nawet nie został draśnięty (w przeciwieństwie do mnie). Wstaje i odruchowo się rozglądam z nadzieją, że trafię na jego tatusia bo kobiet bić nie wypada :) ale nie zdążyłem się podnieść jak z ogródka wyleciała mamusia, bo tatuś dojadał śniadanie i zaczyna mnie najzwyczajniej w świecie j..ć, że jak można tak szybko jeździć, że jestem po…ny itp.

    Nie będę przytaczał dosłownie tego co jej odpowiedziałem, bo już pewnie byś mnie Łukaszu zbanował :) Wyraziłem swoje niezadowolenie z faktu, że sobie rodzice siedzą i jedzą śniadanie przy drodze rowerowej, zamiast pilnować swojej małej pociechy. Możecie się domyślać co by się stało jakbym akurat na sekundę stracił koncentrację i trafił to dziecko. Rodzice winą o całą sytuację obarczyli oczywiście mnie :)

  • Żeby tylko nie krążyły legendy, że ludzi banuję ;) powiem tylko tyle, że jakbyś zacytował, to żadnego bana byś nie dostał. Ja jedynie wykropkowałbym pewne słowa (co sam zrobiłeś) i tyle.

    U mnie na blogu można się spierać i dyskutować (byle choć trochę merytorycznie), a kasowane lub moderowane są tylko komentarze obraźliwe (głównie w stosunku do mnie, moich czytelników, albo rowerzystów ogółem).

    To tak tylko na marginesie, żebyś się HD czuł tutaj swobodnie :) Pod czujnym okiem polityki komentarzy oczywiście ;)
    https://roweroweporady.pl/polityka-komentarzy/

  • MaciekR

    @HD

    „Piękny słoneczny sierpniowy poranek południe droga rowerowa przy plaży w kierunku Gdyni.”

    Nadmorska ścieżka rowerowa, co się od Brzeźna ciągnie? To jest trasa albo dla osób o mocnych nerwach, albo którym zdecydowanie się nie śpieszy. Unikam jak ognia tego miejsca; wolę Grunwaldzką/Niepodległości/Zwycięstwa, po sąsiedzku z samochodami, tam jest bezpieczniej :D

  • HD

    @MACIEKR – Między porankiem a południem miał być przecinek, bo nie pamiętałem dokładnie w jakich godzinach to było. Dokładnie o tą właśnie drogę mi chodziło :) Tam teraz jest kocioł: rowerzyści, rolkarze cisnący ja przecinaki czasami biegacze – no trzeba jechać dosyć skupionym.

    @ŁUKASZU – Miło, że można się tu dosyć swobodnie wypowiadać. Prowadzisz fajną stronę której wszyscy potrzebujemy. Przeczytałem wszystkie wpisy poza działem „wyjazdy” w ciągu chyba trzech dni :)

  • Piotr

    Gdy jeżdżę w mieście po ścieżkach rowerowych Torunia mój dzwonek jest prawie w ciągłym ruchu.
    Jakiś czas temu jadąc ścieżką rowerową przez Rubinkowo dzwonię na dwie panie w średnim wieku i grzecznie zwracam uwagę, iż poruszają się nie po tej ścieżce co trzeba to jedna z nich odpowiedziała mi: bo my jesteśmy blondynki i dalej sobie wędrowały. I co z takimi zrobić? Nagrywać czy może dołączyć do wyposażenia maczetę lub broń gazową?

  • @Piotr: Mój znajomy ma na to sposób. Podjeżdża do takich z ogromną prędkością (oczywiście z zapasem) i ryczy: Uuwaaagaaa!!!!! oraz gwałtownie hamuje. Ponoć wpadają w popłoch i uciekają na boki aż miło. Gdyby tak każdy rowerzysta ich traktował, po paru spacerach nie miałyby ochoty łazić po DDRce (nie namawiam, sama tak nigdy nie robię, bo w ogóle DDRek z pieszymi unikam i je objeżdżam ulicami, jak się da).

  • Maciekr

    Zauważyłem, że najbardziej skutecznym „dzwonkiem” są piszczące hamulce. Do tego poćwiczyć grymas przerażonej twarzy rowerzysty, który ma problem z hamowaniem i nie ma mocnego, który stanie nam na drodze. ;-)

  • Arch

    Radosna twórczość cytowanej tu „Marleny” przyprawia o ból głowy.

    W tym kraju tak jest, że gdzie się da – człowiek człowiekowi Polakiem. Byle komuś przeszkodzić, zaszkodzić, pokazać mu, że robi coś źle albo choćby uprzykrzyć dzień, byle nie miał lepiej niż gorzej. Za kierownicą, na dwóch kołach, łyżwach, rolkach, wyciągach narciarskich, w pracy, w relacji rząd-obywatele etc. To już tu mamy we krwi.

    Rodzą się nowe pokolenia, mają różny bagaż. Te po czasach PRL, te w nich dorastające, wymierające te (reprezentujące jakieś wartości, o których już wszyscy zdają się zapominać), które pamiętają czasy wojny, i te, na które nie da się już patrzeć: w rurkach i z fryzurami a’la tani burdel z zapadłej argentyńskiej wsi.

    I nie wiem czy to po prostu „to samo”, gdy moja babcia nie mogła patrzeć na moje długie włosy i bała się muzyki lecącej z głośników, czy może jednak już rozpowszechniony i zakorzeniony w nierorozwiniętych głowach obecnej młodzieży styl na topie, czyli metroseksualizm, chamstwo i moda na robienie z siebie homosia; że teraz na mnie przyszło, że nie mogę na to patrzeć; a może to bieda, niedouczenie?

    To wszystko widać na każdym etapie życia. Nawet, jak widzimy, podczas jazdy rowerem :)

    Inne nacje to zupełnie co innego. Człowiek czuje się jak w bajce poruszając się po Czechach, Austrii, Niemczech. Wiadomo, trawa po drugiej stronie jest zawsze bardziej zielona, jednak coś w tym jest, to nie tylko legendy czy chęć do lepszego ciemiężonego wszystkim Polaka. Stereotypy nie biorą się znikąd. Nawet Polak „odchamia” się na czas takiego wyjazdu, by potem jednak znów dopadła go zgnilizna polskiej codzienności, gdy już z powrotem przekroczy niebieską blachę z napisem „RP”.

    Jesteśmy nauczeni przez takich naszych „rodaków”, realizujących w ten sposób polską codzienność, aby na agresję reagować agresją, bo inaczej tu się nie da obronić. Państwo okrada na podatkach, sądy nie robią swojej roboty, politycy jawnie wypinają na nas tyłki i ciągną ile wlezie na lewo publicznych pieniędzy, mali przedsiębiorcy muszą dopłacać do podatków, żeby ich nie zamknęli za kratami gdy nie zapłacą, bo mają mały zysk – mają płacić i już. Nawet nie zaczynam o czerwonych mediach.

    Co do przykładów autora domniemanych sytuacji, gdy kierowca miałby się zatrzymać na środku drogi i prowadzić rozmowę z innym kierowcą – wiadomo, brzmi jak fikcja, tu do śmiechu albo dla mocnego kontrastu – a ja takie sytuacje już nie raz widziałem… Piesi dyskutujący na środku przejścia, blokujący przejazd, kobieta za kierownicą auta stojąca na środku ekspresówki czytająca mapę, inny kierowca tudzież kierujący jadący pod prąd, parkujący naruszający miejsca parkingowe mieszkańców, rozjeżdżający zieleńce, kierowca zajeżdżający drogę motocykliście przez nagłe wjechanie na lewy pas autostrady jadąc 70 km /h (wolniej niż pas prawy), ciągnik z naczepą wjeżdżający do budynku jednostki publicznej i stojący na bramie wjazdowej tak, że blokuje przejazd (wyjazd!) z miasta na autostradę wszystkim innym pojazdom…

    Sądze, że u nas nie będzie kultury, dokąd ludzie będą okradani przez rząd, dokąd nie będą mogli rozwijać swoich przedsięwzięć bez poczucia, że są „legalnie” za to okradani, dokąd będą bali się zjeść bułkę, że im zabiorą, a te przebłyski, gdzie kulturę widać – to czyjaś ciężka praca – może dużo jeździ, widział, że da się inaczej, próbuje przenieść dobre schematy, ale i tak inni go tu zduszą go w zarodku.

    Taka panienka „Marlena” z ww. artykułu to dobry przykład osoby kompletnie wytrąconej z rzeczywistości. Skoro chciała mieć dziecko, ponosić za nie odpowiedzialność, to niech się spisuje. Jeżeli nie potrafi – niech je odda i przestanie udawać kogoś, kim nie potrafi być. Jeżeli porusza się przy ścieżce rowerowej, to oczywistym jest i jej obowiązkiem, aby upewnić się, że nie wywoła zagrożenia życia i zdrowia swojego, dziecka czy (a zwłaszcza!) osób trzecich (a jak chce sobie samej krzywdę zrobić, niech robi, byle nie moim kosztem ani kosztem moich podatków), a tłumaczenie, że na przeszkodzie stoi jej dziecko, które zachowuje się jak dziecko, to szczyt ŻENADY. Kompletne zero odpowiedzialności. Podobnie może być z wyprowadzaniem psa. Czy usprawiedliwi mnie to, że nie lubi kotów i pobiegł nagle za którymś, wyrywając mi się ze smyczą z ręki, przebiegnąwszy przez jezdnię wywołał stłuczkę samochodów – bo przecież on tylko „pobiegł za koteczkiem”!? Nigdy winny nie jest winny, winni są wszyscy inni. A może niewinni też są parkujący pod marketem na dwóch miejscach parkingowych w godzinach dużego ruchu czy w ogóle? No pewnie to moja wina, że mam za duże auto, które sie nie mieści w tą szparkę, którą (przypadkiem) łaskawie zostawił, mogłem kupić mniejsze, albo przylecieć na paralotni, przecież na dachu tyle miejsca do lądowania. Dramat.

    Jeżeli panna Marlenka wie, że 2 latek ma szansę na duże obrażenia gdy ta nieroztropnie wpuści go na ścieżkę rowerową (a gdyby wpadł na jezdnię, to by była wina przejeżdżającego przepisowo samochodu, nie jej!), dlaczego go nie pilnuje albo prowadzi tam, gdzie sama czuje się pewnie przez swój brak koordynacji i kontroli swojego własnego, prywatnego, bezpośredniego otoczenia? Jeżeli oczekuje, że każdy będzie ją prowadził za rączkę, to jest w błędzie. Ja nie chcę, żeby tacy ludzie tu żyli i się rozmnażali.
    Może po plaży niech z tym dzieckiem spaceruje, tam mało pojazdów jeździ, nie będzie miała powodów do narzekań. No chyba, że ten wstrętny kapitan żeglugi wielkiej wywoła 10 mil morskich od lądu taką falę, że ta chlapnie na jej ajfonika, gdy będzie robiła słit foto swojemu bachorowi, co za bydlak z tego kapitana! :D

    Pewnie też dlatego sama może nie mieć prawa jazdy – lewa czy prawa, prawa czy lewa, to przecież to samo.

    Może wspomnianemu tu Kamilowi chodziło o działania z premedytacją, jednak jak dla mnie – zachowanie takiej „matki” jak ta Marlena również takowym jest.

    Oczywistym jest, że tak samo jak matka z bachorem, rowerzysta na ścieżce czy kierowca w mieście i poza nim – muszą przestrzegać prawa, zasad rozsądku, zasad bezpieczeństwa.

    Mnie męczy jedno – aby mnie nie zamknęli za to, że jadąc sobie rowerem nie dam rady wyhamować, gdy bachor takiej roztargnionej Marlenki pod „protekcją całego świata” wpadnie mi nagle i w ostatniej chwili pod koła i zejdzie, gdy go walnę, bo wg. takiej matki muszę myśleć za innych i to x 100. Mam już tego dość. Miejcie pretensje sami do siebie za swoje błędy i oddawać kasę za zniszczone mienie.

    Ten sam schemat „marlenkowego” działania można wkleić do osoby z pieskiem na automatycznej smyczy (biegającego 10 metrów obok właściciela, rozwijającego niewidzialny sznurek morderstwa), grupy gimbusów mających wszystkich w poważaniu, byle fejs się łączył, dziadka za kółkiem, który nie odróżnia jezdni od chodnika, itp, itd…. Armia nieudaczników.

    Zgadzam się również z ostatnim zdaniem autora.

    I powtórzę – ja za tych ludzi myśleć nie będę. Wchodzisz mi pod koła na własną odpowiedzialność. Jeżeli po wypadku będę w stanie się ruszać i nie ucierpi telefon, od razu nagrywam wideo z miejsca zdarzenia, wypowiedzi sprawcy/świadków i wytaczam sprawę cywilną. I okaże się, że nawet po chodniku trzeba umieć chodzić!

  • kot

    Rowery to przekleństwo, zwłaszcza wobec autobusów miejskich. Nie istnieje, by rowerzysta zjechał na chodnik, gdy „po piętach” depcze mu autobus komunikacji miejskiej a nie ma dostatecznej szerokości jezdni, by autobus mógł swobodnie wyprzedzić rower. W efekcie autobus jęczy poruszając się na pierwszym biegu, spalając przy tym ogromne ilości paliwa (jazda na pierwszym biegu).

    Kierowcy autobusów nie powinni się tak cackać z rowerzystami, lecz TRĄBIĆ na każdy rower, który dyktuje tempo autobusowi. Rowerzysta powinien wtedy zjechać na chodnik i przepuścić przodem autobus. W ogóle to powinna być zakazana jazda rowerem po jezdni tam, gdzie kursują autobusy komunikacji miejskiej.

    Wobec pieszego autobus powinien być niemalże jak karetka pogotowia – przepędzać pieszych syreną z pasów, wjeżdżać na czerwone, gdy jest tylko dla zebry, bez skrzyżowania. A jeśli matka z wózkiem przechodzi przed autobusem (nawet przez zebrę), to zasługuje tylko na to, by ją zwyzywać za pomocą niecenzuralnego wyrazu na literę k.

    Autobus dla oszczędności paliwa wymaga wręcz autostradowych warunków ruchu (żadnego czerwonego światła, możliwie duża szybkość, wszędzie pierwszeństwo), natomiast tramwaj powinien stawać co krok i zapraszać pieszych na drugą stronę.

  • Zbigniew Rusek

    Matki z wózkiem to najgorszy uczestnik ruchu drogowego (a rowerzyści na drugim miejscu). Taka krowa z wózkiem bezczelnie wkracza na jezdnię, bezpośrednio przed pojazdy, szczególnie zaś przed autobusy miejskie. Uważam, że przechodzenie przed autobusem miejskim (nawet na pasach) powinno być zakazane i karane wysokim mandatem (normalny pieszy- 500 zł., matka z wózkiem powinna płacić 1000 zł. -w razie niezapłacenia mandatu-wózek pod zastaw) a autobus nie powinien się cackać, lecz rozpędzić się do 120 km/h i potrącić wózek (a jak przechodzi pieszy bez wózka, autobus powinien zatrąbić). Takie matki z wózkiem, które przechodzą przez jezdnię gdy jedzie autobus (nawet na pasach) zasługują na to, by je zwyzywać za pomocą niecenzuralnego wyrazu na literę k.
    Rowerzyści – też plaga. Jeżdżą jezdniami, którymi kursują autobusy, zmuszając kierowców autobusów do jazdy na PIERWSZYM biegu (automatyczna skrzynia nie włączy wyższego biegu przy tak małej szybkości) a to powoduje znaczny wzrost emisji spalin i zużycia paliwa. Rowerzysta powinien mieć OBOWIĄZEK zjechania na pobocze (czy chodnik, jeśli jest a pobocza nie ma), jeśli autobus nie ma warunków do bezpiecznego wyprzedzenia roweru i kierowca autobusu powinien TRĄBIĆ na rowerzystę, który nie domyślił się tego, że trzeba autobus puścić przodem i nie dyktować mu tempa. Lepiej, by autobusy komunikacji miejskiej jak najczęściej trąbiły, zwłaszcza na pieszych i rowerzystów a matki z wózkiem – niech je szlag trafi (matka z wózkiem na pasach – autobus -najlepiej przegubowy – 120 km/h wprost w wózek). Precz z wózkami. Dziecioroby powinny opuszczać przeludniony Kraków!!!