Plaga pieszych na drogach rowerowych

Wczoraj na Facebooka wrzuciłem nagranie na którym człowiek na rowerze zmierzył się z pieszymi tłumnie spacerującymi po drodze dla rowerów. Wątek spotkał się z Waszym olbrzymim zainteresowaniem (tutaj link do dyskusji na Facebooku), postanowiłem więc napisać kilka słów własnego komentarza. Na nagraniu, które widzisz poniżej możemy spotkać się z Polską w całej swojej okazałości. Po dłuższym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że tak naprawdę wszyscy i wszystko w tamtym miejscu poszło źle. Wasze głosy rozkładały się powiedzmy, że na trzy równe części. Że winni są ślepi i mało myślący piesi, że winny jest rowerzysta, bo czego on się spodziewał w niedzielę pod kościołem i że winne są osoby, które zaprojektowały tam infrastrukturę tak, a nie inaczej. Oberwało się też kierowcom samochodów.

Tak naprawdę wszyscy dali ciała. Zacznę od projektu drogi rowerowej w tamtym miejscu. Totalna nielogika – chodnik idzie tuż przy ulicy, a droga rowerowa jest od niej odsunięta. Kto przy zdrowych zmysłach będzie szedł chodnikiem z małym dzieckiem? Tuż przy przejeżdżających samochodach! Zdaję sobie sprawę, że to normalne, że chodniki zazwyczaj są tuż przy ulicy. Ale jeśli da się człowiekowi wybór – to odsunie się od samochodów.

Druga sprawa – przy jednym ze skrzyżowań projektanci stanęli na głowie, żeby było „dobrze”. Pieszy żeby przejść na drugą stronę zgodnie z prawem, musi przeciąć drogę rowerową przed przejściem dla pieszych i potem jeszcze raz przeciąć rowerówkę za przejściem. Paranoja. Kolejna sprawa – droga rowerowa nie ma wystarczającej ilości oznakowań poziomych. Wiem, że niewiele osób na to zwraca uwagę, ale oznakowania powinny znajdować się częściej, zwłaszcza w newralgicznych miejscach.

Kierowcy samochodów – cwaniaki stają nieprzepisowo pod samym kościołem. Tak żeby tylko nóżek nie przemęczyć idąc pieszo 20 metrów. Zajmują cały chodnik, zostawiając wolną jedynie drogę rowerową, więc to naturalne, że piesi szli rowerówką, gdy na chodniku nie było miejsca. Rowerzysta w tym miejscu zamiast trąbić na przechodniów powinien wyjąć z kieszeni naklejki z „Karnymi…” i obkleić wszystkie samochody, które w ten sposób zaparkowały. Poza tym kierowca busika, który chce wyjechać z bocznej uliczki też jest niczego sobie, zamiast zrobić więcej miejsca pieszym (i rowerzystom), zrobił wąskie gardło i to naturalne, że ludzie wolniej stamtąd pójdą. Strategia godna Napoleona.

Piesi oczywiście też nie są bez winy. Okej, to nie ich sprawa, że jakiś baranek puścił chodnik tak, a nie inaczej. Ale gdy się im uważniej przyjrzeć, zauważymy, że tam działa zasada „Alleluja i do przodu”. Nieważne, że rower jedzie (także z naprzeciwka), nieistotne co jest namalowane pod nogami, nieważne, że będziemy się tłoczyć, a tuż obok jest prawie pusty chodnik. Byle do przodu i nic mnie innego nie obchodzi.

Tak, wiem. Msza, dużo ludzi, jakoś tak wyszło. Ale to nagranie to tylko esencja tego, co się codziennie dzieje na polskich drogach dla rowerów. I to nie tylko z pieszymi, rowerzyści też potrafią wkurzyć tak, że brakuje słów. Kiedyś na rowerówce facet zaczął naprawiać rower, do tego pomagało mu w tym dwóch kolegów. Na grzeczne zwrócenie uwagi, że lepszym miejscem byłby chodnik, zostałem poczęstowany taką wiązanką, że w odpowiedzi mogłem mu jedynie życzyć miłego dnia. Chociaż nawet pisząc te słowa najchętniej wsadziłbym mu… nieistotne, szkoda nerwów.

Zakochane pary, matki z wózkami często idące w parach (o matkach na drogach rowerowych pisałem tutaj), rodzice z dziećmi, które jeszcze nie nauczyły się jeździć w linii prostej, „rodzinki” idące w kilkuosobowym szyku bojowym całą szerokością chodnika i drogi rowerowej. Inwazja pieszych trwa. Komukolwiek zwrócisz uwagę, w odpowiedzi dowiesz się do którego pokolenia wstecz Twoja rodzina wypasała świnie. Ja już się nauczyłem omijać wszelkie drogi rowerowe w weekendy i to ze względu zarówno na pieszych-baranków, jak i rowerzystów-baranków. Szkoda moich nerwów.

O podejściu pieszych do samochodów bardzo fajnie powiedział Waldek Florkowski z kanału Moto Doradca. Warto zobaczyć, bo on przełamuje stereotyp, że jeśli mówi się o samochodach, to tylko o koniach mechanicznych i o paleniu gumy pod marketem. Słuchając go można zamienić samochód na rower i też będzie się zgadzało. Z tym, że przy spotkaniu z pieszym, rowerzysta też może sobie zrobić ładne kuku.

Rowerzyści bez rozumu. Tych zostawiłem sobie na koniec, bo za nich najbardziej mi wstyd. Nawet nie wiecie jak nieparlamentarne słowa cisną mi się na usta, gdy widzę po zmroku kogoś bez oświetlenia. Ale opanowuję się i krzyczę „KUP LAMPKI, BO KOGOŚ ZABIJESZ„. Pisałem o tym na blogu nie raz i nawet tutaj znajdywały się oszołomy, które uważały, że brak oświetlenia to nie problem (zerknijcie na komentarze w tym wpisie). Autor tych złotych myśli mam nadzieję, że nigdy nie będzie miał przyjemności spotkać się z cichociemnym jeźdźcem, albo sam na kogoś nie wpadnie.

Kochani rowerzyści wyprzedzają nie sprawdzając czy przypadkiem to ich ktoś nie wyprzedza. Jeżdżą parami blokując cała drogę dla rowerów. Na skrzyżowaniach stają po lewej stronie, jeżeli po prawej jest większa kolejka, a potem ruszają jak muchy w smole. A ludzie z naprzeciwka muszą ustępować drogi. Albo nie muszą – bo ja twardo jadę po swoim pasie, niech się dzieje co się chce. Już nie mówię o tym, że zasada prawej wolnej dla większości osób nie istnieje. I tam gdzie krzyżują się drogi rowerowe dochodzi co wielu mało przyjemnych sytuacji.

No to wylałem swoje żale i smutki. Mam nadzieję, że z roku na rok będzie coraz lepiej jeżeli chodzi o kulturę i zachowanie wszystkich grup poruszających się po drogach i chodnikach. Was, stałych czytelników Rowerowych Porad edukować nie muszę. Dobrze wiem, że staracie się zwracać uwagę na to by nie wchodzić innym w drogę podczas jazdy. Ale warto zwracać też uwagę innym. Grzecznie, ale stanowczo. Wszyscy będziemy uczyć innych jak się powinno jeździć i chodzić, to może wreszcie wszyscy się nauczą jak się powinno to robić.

Jeszcze dziesięć lat temu wszyscy śmiali się ze sprzątania po psach. Teraz śmieją się co najwyżej baranki, które lubią umazać sobie buty kupą. Coś w nas się zmieniło, pojawiła się pewna społeczna presja i taka drobna sprawa sporo zmieniła. Mam nadzieję, że w rowerowych sprawach też tak będzie. Wierzę w to.



Aby napisać komentarz pod wpisem, nie musisz się rejestrować! Wystarczy, że podasz swoją nazwę i e-mail oraz zaznaczysz ptaszkiem "Wolę pisać jako gość". Trzeba odhaczyć jeszcze dwa okienka od góry, gdzie zgadzacie się na przetwarzanie Waszych danych. Zapraszam do komentowania - odpisuję na wszystkie pytania, nawet w starych wpisach.