Co zrobić gdy od siodełka bolą cztery litery?

Zapraszam do przeczytania najnowszego testu roweru marki Kross. Możesz kliknąć na zdjęcie, aby przejść do tego wpisu.



Za oknem piękne słońce, ani jednej chmurki na niebie. Idealna pogoda na wyjście z domu. Czas przyszykować rower i wybrać się na rowerową wycieczkę. Wszystko idzie dobrze, do momentu gdy wrócisz do domu i stwierdzisz, że boli Cię tyłek. Co robić w takiej sytuacji? Jak się przed tym ustrzec? Czy to koniec przyjemności z jazdy na rowerze? ;) Oczywiście, że nie i zaraz się o tym przekonasz. Ból pewnych części ciała po jeździe, niekoniecznie jest złym znakiem i nie oznacza, że będziesz musiał rozstać się z rowerem na zawsze.

Po pierwsze, odpowiedz sobie szczerze: to była Twoja pierwsza lub druga jazda rowerem w tym roku, albo od dłuższego czasu? Jeżeli tak – zapewne znalazłeś przyczynę. Twoje cztery litery jeszcze nie przyzwyczaiły się do siodełka, ale wystarczy przejechać się kilka razy, by ból minął. A na złagodzenie, zwłaszcza jeżeli pojawiły się otarcia – warto posmarować się Sudokremem, albo inną łagodzącą maścią.

Po drugie, jeżeli jeździsz już od jakiegoś czasu i ból nie przechodzi, może masz źle ustawione siodełko? Jest o bardzo, ale to bardzo istotna sprawa. Warto poświęcić trochę czasu, by mieć siodełko w optymalnej pozycji. Pomoże Ci w tym mój wpis o regulowaniu siodełka. Nieraz na mieście widzę osoby z totalnie źle ustawionym siodełkiem, zazwyczaj za nisko (bo się łatwiej wsiada) i za bardzo do przodu. W każdym razie lepiej sprawdzić, bo to wpłynie nie tylko na komfort czterech liter, ale także Twoich stawów.

Po trzecie, być może siodełko się zużyło? To znaczy, jeżeli kiedyś jeździło się na nim dobrze, a teraz zrobiło się twardsze, to zapewne zbiła się w środku wyściółka i nie jest już tak przyjemnie miękka jak kiedyś. Rozwiązań jest kilka: można kupić żelowy pokrowiec na siodełko, można kupić spodenki z wkładką, można też po prostu wymienić siodełko na nowe. Jeśli jesteś pewny/pewna, że to wina utwardzenia się siodełka, zwłaszcza gdy ma ono już kilka ładnych lat, to wymiana siodełka moim zdaniem jest najlepszym rozwiązaniem. Nie warto bawić się w półśrodki. Jakie siodełko kupić? Zerknij do wpisu, w którym blogerzy rowerowi polecają siodełka. Warto również rozejrzeć się w cenach siodełek – tutaj w łatwy sposób porównasz ceny.

Po czwarte, być może masz nieodpowiednie siodełko? Jeżeli jest nowe, może tak być, że się po prostu nie dogaduje z Twoim siedzeniem. Zwłaszcza zakup pierwszego roweru, niesie ze sobą ryzyko kupna złego siodełka. Być może siodełko jest za wąskie, albo za szerokie. To nie jest tak, że siodełka są produkowane w jednym, uniwersalnym rozmiarze. Różnią się od siebie, zwłaszcza szerokością – czasami dość znacznie. Nie warto kupować nowego siodełka totalnie w ciemno, najlepiej pożyczyć od znajomego siodełko, najlepiej o innych wymiarach niż Twoje. Tą metodą na pewno uda się znaleźć coś dobrego.

Po piąte, siodełko z otworem. A może Twój ból nie bierze się do końca z tego miejsca, o którym myślisz. Wiem, że zazwyczaj ciężko pomylić te bóle ze sobą, ale zwłaszcza jeżeli jesteś facetem, warto pomyśleć o siodełku z otworem odciążającym wrażliwe męskie miejsca. Kobietom również zaleca się takie siodełka, oczywiście dopasowane do damskiej anatomii.

Po szóste, być może chodzi o odparzenia? Jeśli dość intensywnie się pocisz, a Twoje siodełko jest wykonane z nieoddychającego materiału (czytaj, nie jest skórzane) – zastanów się nad spodenkami z wkładką. Oczywiście, chyba nie muszę dodawać, że w takich spodenkach jeździ się bez bielizny. I od razu dodam, nie kupuj spodenek za 30-40 złotych, są zwykle zrobione z kiepskich materiałów i może się okazać, że po jakimś czasie wcale nie jeździ się z nimi lepiej. Zainwestuj 80-100 zł w niezłe spodenki – w końcu chodzi o Twoją…

Po siódme, jeżeli nie możesz sobie samodzielnie poradzić z bólem, być może warto udać się do firmy zajmującej się bike-fittingiem? Albo do sklepu, który posiada profesjonalny sprzęt do pomiaru rozstawu kości kulszowych.

Nie mam więcej rad, mam nadzieję, że jedna z nich pomogła Ci z tym nieprzyjemnym problemem. Warto szukać rozwiązania, w końcu jazda na rowerze ma być przyjemnością.

 
 
  • JDG

    Niedawno zanabyłem impulsywnie w formie kupna żelową nakładkę w jakimś markecie. Za 20 pln-ów.
    Założyłem ją próbnie na posiadane siodełko sprężynowe średniej klasy, na którym jeżdżę od kilku lat.
    Po pierwszej dłuższej przejażdżce moja pupa próbowała pocałować mnie w policzek z radości ;)

  • A może po prostu masz siodełko żelowe, od którego pupa boli z definicji i czas najwyższy kupić miękkie siodło ze sprężynami? Ja nie ujadę kilometra na tych zachwalanych sportowych. Do tego stopnia, że nie usiedzę na krześle. Za to przy miękkim siodle typu damskiego nie mam żadnych pupowych problemów :)

  • @JDG – prawie się popłakałem ze śmiechu przez Twoje ostatnie zdanie :D

    @lavinka – co tyłek to inne potrzeby – jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało ;)

  • JDG

    lavinka – nie zrozumiałaś mnie. Moja pupa pierwszy raz siadła na żelu i poczuła się jak w niebie ;)
    Aczkolwiek był okres kiedy jeździłem rowerem szosowym na siodełku wąskim i twardym na drutach (bez sprężyn) i moja pupa zarzekała się że go nigdy nie opuści – takie było wygodne. Ale wówczas jeździłem po szosie, a teraz jeżdżę po …. no właśnie – właściwie też po szosie. Ale dziur jakoś więcej ;)

  • @JDG: To znaczy że masz twardy tyłek jak skała w porównaniu do mojego ;)

  • JDG

    Otóż właśnie nie – teraz mam siodełko sprężynowe z żelową nakładką. Jest mięciutkie jak kaczuszka ;)
    Ale już chodzi mi po głowie siodło skórzane. Takie z daawnych lat.

  • SpinDoktor

    Wracając do doboru odpowiedniego siodełka, można poszukać dobrego sklepu rowerowego w okolicy, w którym na wyposażeniu mają odpowiednie krzesełko, na którym siadamy i następnie poprzez pozostawiony odcisk naszego tyłka, możemy zmierzyć odległość między kośćmi kulszowymi i dobrać odpowiedni rozmiar. Zakładamy, że nam kolarzom tyłki rosnąć nie będą, więc znamy też rozmiar na przyszłość, gdy siodełko się zużyje :)
    Uważam, że nic w 100% nie zagwarantuje nam braku rowerowego bólu tyłka, ale należy korzystać z każdej okazji by tę przypadłość zminimalizować bądź wyeliminować.

  • @JDG – mój tata ma Brooksa B17 i bardzo sobie chwali.

  • JDG

    No jeszcze by sobie nie chwalił…
    Naturalna skóra ma dwie wspaniałe właściwości:
    1. pozwala oddychać – co prawda ja staram się raczej oddychać przez gardło, ale druga strona korpusa też lubi mieć taką możliwość ;)
    2. dopasowuje się do anatomicznych kształtów właściciela w sposób trwały. Dlatego siodełko skórzane powinno mieć jednego właściciela.
    Siodełko Brooks to klasyka i piękno samo-w-sobie. Posiada same zalety. I tylko jedną wadę – kosztuje tyle co pół rowera.
    Ale jest i na to sposób. W latach 50 i 60 nasz rodzimy przemysł rowerowy produkował świetne skórzane siodła. Natomiast w latach 70 importowaliśmy rowerową myśl techniczną naszego, wówczas, większego brata ze wschodu w postaci radzieckiego* roweru m-ki Ukraina, z charakterystycznym skórzanym siodełkiem.
    Zarówno rodzime, jak i bratnie siodełka można jeszcze zanabyć drogą kupna na bazarkach za c.a. 20-40 zł, lub drogą wymiany od sinonosych starszych jegomościow za pół litra.
    Odrobina pracy i możemy stać się posiadaczami pięknego, wygodnego, oldskulowego skórzanego siodełka z duszą.

    *a’propos – wiecie kto wynalazł rower?

    Ruski u Niemca na strychu ;)

  • Michał

    @JDG @Łukasz – Ale klasyczne siodełko skórzane nie pasuje do każdego roweru, ja np do swojego bym takiego nie założył. Chociaż mój dziadek ma właśnie takie pamiętające czasy radzieckie i mega wygodne jest.

    @Łukasz – Po Twoim wpisie na temat siodełek zainteresowałem się trochę tematem, jako że ostatnio dużo czasu spędzam w siodle, moją uwagę zwróciła wypowiedź Szymonbajka na temat siodełek Speca. Znalazłem też kilka ciekawych artykułów, dotyczących bardziej zdrowia niż komfortu:

    http://mathmed.blox.pl/2012/10/Jazda-na-rowerze-dobor-siodelka-a-zaburzenia.html

    http://medicycling.eu/artykul-12-prostata_vs_siodelko.html

    http://turystyka.interia.pl/news/jedz-zdrowo-ergonomia-siodel,1552960

    Generalnie te artykuły nie napawają optymizmem ;)

    Zdecydowałem się na siodełko właśnie speca, model romin z body geometry. Jest to pierwsze moje siodełko z anatomicznym otworem, i naprawdę robi różnicę. Teraz 2,5 godziny na rowerze to żaden problem, a na drugi dzień powtórka. Żałuję, że nie wymieniłem wcześniej.

  • Porady, które przedstawiłeś w tym wpisie bez dwóch zdań mogą pomóc w zredukowaniu dyskomfortu. Jednak prawda jest taka, dopóki nie wyjeździmy swoich kilometrów żadne siodełko nie sprawi, że ból tyłka po prostu zniknie. Poza odpowiednim ustawieniem i doborem siodła polecam robić regularne przerwy oraz podczas jazdy unieść swój ciężar na nogach nawet jeśli tyłek nas jeszcze nie boli :)

  • Łukasz – Rowerowe Porady

    @Marek – zgadza się i o tym napisałem w punkcie pierwszym :)
    A wstawanie z siodełka co jakiś czas to podstawa, choćby po to by sobie trochę spodenki przewietrzyć :)

  • Anonim

    @ Michał. Dzięki za odnośniki. Sporo mi się rozjaśniło dzięki nim. Już jakiś czas temu instynktownie ustawiłem nosek mocno w dół.
    A i na Alleniedrogo w dziale rowery/akcesoria zwróciłem uwagę na skórzane używane siodełka bez nosków.
    Myślałem sobie: wtf!! A teraz już wiem ;) Jeszcze raz dzięki.

  • JDG

    I znowu zapomniałem wstawić nicka we wpisie powyżej.
    A przy okazji – „Ale klasyczne siodełko skórzane nie pasuje do każdego roweru” – Michale przyjdzie czas że własna pupa stanie się dla Ciebie ważniejsza niż uroda roweru ;)

  • E, przecież chodzi o wygodę, a nie o lans. Czas zacząć wybierać siodła po jakości, a nie po wyglądzie – inaczej będzie coraz więcej bubli na rynku. I tak jest nimi zalany. Wygląda toto jak nie wiem co, a tyłek obija.

  • @Michał – klasyczne być może nie, ale np. Brooks ma w swojej ofercie sporo siodełek, które pasowałyby do naprawdę wielu rowerów :)

  • MaciekR

    Brooks ma rewelacyjne siodełka, ale cena także „rewelacyjna”. Co prawda na to co mam nie narzekam, ale kiedyś miałem okazję siedzieć na skórzanym Brooksa i coś czuję, że do niego wrócę. :-)

  • 280 złotych za najtańszy model to faktycznie nie jest mało. Ale z drugiej strony wcale nie tak dużo jak za siodełko na lata, albo jak niektórzy twierdzą – na zawsze :)

  • Ja chciałbym wtrącić swoje 3 grosze ;)

    Jeśli mamy tendencję do odparzania pupy, to polecam smarować ją PRZED jazdą. Może to być sudokrem/alantan lub specjalna maść ze sklepu rowerowego.

    Co do wyboru siodełka i spodenek z wkładką to długa historia. Każdy ma inne preferencje, inne proporcje mięśni do tkanki tłuszczowej oraz roczne przebiegi. Zaobserwowałem, że im bardziej umięśnione mamy pośladki, tym mniej wygód (żeli, kanap i wkładek) nam potrzeba… Jednak i to nie zawsze jest regułą :/

  • MaciekR

    Ciekawi mnie jak skórzane siodełka sprawują się w upały. Na żelowym, w starym rowerze, tyłek miałem mokry, w nowym jeszcze nie miałem okazji sprawdzać w temperaturach powyżej 30*C.

    Upały to był jedyny powód, że w pracy miałem drugie spodnie na zmianę. Głupio paradować w marynarce z mokrymi spodniami w „strategicznym” miejscu. :-)

  • JDG

    Jak sama nazwa wskazuje, siodełko skórzane pokryte jest skórą.
    A skóra, jak wszystkie produkty pochodzenia naturalnego, jest produktem skończonym. Skończone jest jej piękno i skończona jest jej funkcjonalność. Skóry nie można „ulepszyć” – można ją tylko spieprzyć ;)
    Trochę o historii konkretnego kawałka skóry, który to kawałek leży obecnie na siodełku Brooks, lub Ukraina:
    Pierwotnie, kawałek ów okrywał krowę. Rzadziej byka. Pozwalał krowie się pocić – czyli odprowadzał wodę z krowy na zewnątrz gdzie woda ta parowała. Pozwalał krowie oddychać, czyli przepuszczał powietrze z zewnątrz do krowy. A jednocześnie nie pozwalał aby woda z deszczu lała się do środka krowy!! Czyż to nie wspaniały materiał?
    I teraz co się dzieje dalej – oto człowiek, jako że bardzo lubi krowy, to ją zjada. Ale skóry z krowy nie zjada, bo człowiek skórą lubi się pobawić (tylko bez skojarzeń:). Więc skórę wyprawia, żeby móc się nią bawić długo, ponieważ skóra niewyprawiona po krótkim czasie nie nadaje się do zabawy z powodu zapachu i szybko postępującego procesu rozkładu.
    Wyprawiając skórę, człowiek przy pomocy środków mechanicznych i chemicznych pozbawia skórę wszelkich błon i wszystkiego czym krowa nasączyła swoją skórę, a przede wszystkim tłuszczu. Skóra staje się mocno higroskopijna i pije wodę jak gąbka. Gdyby w taką skórę z powrotem ubrać krowę, to co prawda mogłaby ona wydalać wodę i oddychać przez skórę, ale w czasie deszczu sama skóra ważyłaby więcej niż krowa bez skóry, uniemożliwiając jej chodzenie. A poza tym nalałoby się krowie deszczu do krowy.
    No i na co człowiekowi skóra, która pije wszystko co się na nią wyleje? Człowiek sam woli to wypić. Więc próbuje naprawić skórze to co skórze spieprzył. Lakieruje, nasącza woskami…..
    I staje się cud – co prawda jeśli wrzucić skórę do wody, to ona nadal pije, ale licowa strona stawia opór deszczowi, a jednocześnie przepuszcza powietrze i wpuszcza wilgoć do środka skóry, gdzie odparowuje.
    Więc człowiek kładzie sobie ten kawałek skóry pod pupę w formie siodełka Brooks lub Ukraina ;)

  • MaciekR

    JDK, dzięki za wyjaśnienie. :-) Właściwości naturalnej skóry od dawna doceniam, choćby używając butów ze skóry.

    Takie pytanie do użytkowników siodełek Brooksa. Używacie sztyc amortyzowanych, czy też nie? Zastanawiam się, jakbym kiedyś zmieniał siodełko żelowe, na np. Brooksa, to czy jest sens zachować amortyzację, która i tak jest mniej trwała od samego siodełka. Pamiętam, że Brooks (w warunkach miejskich) sam w sobie zachowywał duży komfort.

  • JDG

    Domyślam się że siodełko które posiadasz, nie ma sprężyn.
    Natomiast Brooks, na którym się przejechałeś miał sprężyny (bo są też Brooksy bez sprężyn – czyli drutowe).
    Więc Twoje pytanie powinno raczej brzmieć: czy łączyć siodełko sprężynowe z amortyzowaną sztycą?
    A nie: czy łączyć siodełko Brooksa z amortyzowaną sztycą?
    Popraw jeśli się mylę.
    Zresztą sam jestem tego ciekaw, bo aktualnie posiadam siodełko na sprężynach z żelową nakładką, a zastanawiam się czy amortyzowana sztyca poprawiła by komfort jeszcze bardziej?

  • MaciekR

    Dokładnie, brooks, którego miałem okazję „dosiąść” miał sprężyny. Dlatego też zastanawiam się, co bym zyskał łącząc je z amortyzowaną sztycą. O ile gra jest warta świeczki.

  • Moim zdaniem amortyzowane sztyce, zwłaszcza te tanie są o kant… roztłuc. Bardzo szybko nadają się do wyrzucenia, poza tym pochłaniają trochę energii z pedałowania.

  • MaciekR

    No właśnie amortyzator w sztycy jest po to, żeby się o kant czterech liter roztłukł, im bardziej tym lepiej. ;-)

  • Taaaak, ale nie chcesz po roku jeździć w akompaniamencie pisków, skrzypienia i ruszania się siodełka na boki.

    A o naprawie takiej sztycy można zapomnieć. Raz w życiu miałem taką sztycę i jak się rozsypała od razu wymieniłem na zwykłą.

    Podczas jazdy po równej nawierzchni i tak ona nic nie daje, jedynie powoduje, że „pompujesz” ją niepotrzebnie i tracisz energię.

    Na nierównościach i tak lepiej podnieść się z siodełka.

  • MaciekR

    No właśnie ruszanie na boki i skrzypienie pamiętam ze starego roweru (ledwie po trzech latach). Ciekawe ile posłuży w nowym. Będę miał większą motywację, żeby przy okazji i siodełko zmienić. Obecne jednak mam wygodne i trochę mi jednak szkoda wydatku.

    Podnoszenie się z siodełka średnio się sprawdza np. podróżując po płytach. Po ostatniej podróży po wałach przeciwpowodziowych na Żuławach długo miałem w rękach syndrom operatora młota pneumatycznego, a o tyłku lepiej nie gadać. Pierwszy raz miałem lekkie objawy choroby lokomocyjnej. Musiałbym chyba ciągle stać na pedałach. ;-)

  • JDG

    Jednym słowem – po to człowiek dostał pupe, żeby go bolała ;)
    A poważniej – dobre siodełko sprężynowe chyba doskonale zastąpi amortyzowaną sztycę.
    Podobają mi się takie na podwójnych sprężynach, z których jedne pracują na ściskanie, a drugie są rozciągane. I jeszcze sprężyna pod noskiem.
    Ma ktoś takie?

  • sebapop

    Dobre miękkie siodełko, niekoniecznie firmowe i spodnie z wkładką. To najlepszy sposób, aby tyłek nie bolał. Wiem, że w takich spodniach nie wygląda się atrakcyjnie, ale dla mnie liczy się komfort jazdy.

  • Na obcisłe spodenki można założyć jeszcze drugie, cienkie. I wtedy nie jest źle :)
    Ja mam takie od Adidasa, że mają dwie rozdzielane warstwy i można ich używać razem lub osobno.

  • Y.

    Prawda jest niestety taka, że każdemu pasuje co innego. I nie wiadomo, czy nie w sposób najbardziej dotkliwy ujawnia się to właśnie w przypadku siodełka rowerowego.

    Z własnego doświadczenia. Stare siodełko plastikowe z jedną nakładką żelową dobre było na pierwsze kilkadziesiąt kilometrów dziennie. Po przejechaniu 250 km w dwa dni jednak przestałem czuć pachwinę – i to był sygnał, żeby kupić drugą nakładkę, gdyż byliśmy w drodze, a „nie zmienia się koni w trakcie przeprawy”. Na jakiś czas prowizorka pomogła, choć przy każdym wsiadaniu trzeba było jedną nakładkę na drugą nasuwać, by się nie rozchodziły. Koszmar, ale bez odparzeń i dodatkowych atrakcji, więc można to było jakoś znieść.

    A w końcu i stare siodełko się rozeszło. Niespecjalnie było wiadomo, co wybrać. Ale tutaj z pomocą przyszedł mój sklep rowerowy. Otóż okazało się, że mają skład cały siodełek sportowych, których klienci nie chcą brać, bo się ich boją i od razu z nowym rowerem montują zamiennik rekreacyjny. Już wiedziałem, że poducha rekreacyjna to murowane odparzenia, więc byłem gotów na sportowy eksperyment. A zasięg cen w okolicach 50-80 PLN, za nowe, markowe siodło, w dodatku z możliwością wymiany, gdyby jednak coś nie dopasowało się do podwozia. Krótko mówiąc, nic tylko próbować.

    I tak od prawie roku jeżdżę z Selle Royal Seta, nabytym właśnie w takiej okazyjnej ofercie. Nie wiem, czy przekonałoby mnie do siodełka sportowego co innego niż własne doświadczenie z nim. Na pewno grubo ponad 5000 km już siodło ze mną zrobiło, w tym z kontaktem bezpośrednim powyżej 6 godzin dziennie przez tydzień. No to jest to. Nawet planuję na ten sam model zmienić poduchę w rowerze trekingowym, gdyż opisane doświadczenie dotyczyło górala. Wniosek: nie trzeba wcale być twardzielem, żeby dobrze się czuć na sportowym siodle. Tylko należy to sprawdzić zawczasu, najlepiej nie od razu w trakcie dłuższej wycieczki.

  • Fajne siodełko. Do mnie właśnie kurier wiezie Selle Italię, sam jestem ciekawy co to będzie i na pewno niebawem na blogu napiszę.

  • Z zakupem dobrego wygodnego siodełka to w moim przypadku jest identycznie jak z butami, czyli zakładam przymierzam i sprawdzam czy czuję jakikolwiek dyskomfort który dyskwalifikuje zakup i tyle, mierzę następne, następne aż nie będę nic czuł i tyle.
    Dopiero 4 siodełko nigdzie mnie nie uwierało i nie ocierało.
    Acha, najważniejsze, jeżeli nie jeździłeś parę lat na siodełku to licz się z tym, że każde będzie niewygodne. Swoje trzeba czasami przecierpieć i tyle.
    Pozdrawiam życzą komfortowych siedzeń :)

  • Grzegorz

    Mam ‚fabrycznie’ Selle Royal FreeWay Gel i nawet do głowy mi nie przychodzi ,by narzekać na ból tyłka. Dziwi mnie to trochę bo nie wybierałem siodła -po prostu takie było. I jest wszystko OK. A wszyscy z ekipy jaką jeżdzimy mają jakieś problemy. U mnie nic problematycznego ,nawet na pierwszych jazdach po przerwie zimowej. Polecam .Tym bardziej ,że to nie jest duży wydatek.
    Zazdroszczę wszystkim co mają dostęp do solidnego dużego sklepu . W mniejszych miejscowościach nie jest tak łatwo przymierzyć się do innych siodełek,czy przetestować kilka przed zakupem. O testach na sprzęcie do pomiaru nacisku kości kulszowych to do dziś nawet nie słyszałem…

  • MaciekR

    „W mniejszych miejscowościach nie jest tak łatwo przymierzyć się do innych siodełek,czy przetestować kilka przed zakupem. ”

    Pocieszę Ciebie. W Trójmieście też jeszcze nie spotkałem żadnego dobrego sklepu z akcesoriami rowerowymi. O możliwości wyboru siodełka zapomnij. Wczoraj szukałem dobrego u-locka dostępnego od ręki w sklepie. Zapomnij. A dziwne, bo — szczególnie w Gdańsku — jazda rowerem do pracy jest popularna.

    Wszystko poza pompką i dętkami kupowałem przez Internet z różnych miejsc w Polsce. Ale może to wynika z faktu, że szukałem czegoś dedykowanego z myślą o rowerze czysto miejskim (a nie jakieś adaptacje z rowerów trekingowych itp.), ale na razie jest to zbyt mało popularne.

  • Sporo internetowych sklepów jest właśnie w małych miejscowościach, pozostaje kwestia czy mają odbiór osobisty, bo nie zawsze tak jest.

  • Biesiadnik

    Mi pomogła sztyca amortyzowana firmy… ZOOM :D

  • Adrian

    Ja jeżdżę bez pampersa w normalnych pseudo trekingowych spodniach – dobrze odprowadzają pot i szybko schną w momencie gdy nas zaskoczy pogoda. Mam też swój sprawdzony sposób na obtarcia i odparzenia okolic czterech liter :P Zamiast ubierać bieliznę, która w większości przypadków jest wykonana z bawełny doskonałym rozwiązaniem są… bokserki na pływalnię. Nie obcierają, zabezpieczają newralgiczne miejsca i są na tyle elastyczne by nie krępować ruchów. Sprawdzone organoleptycznie :D

  • Zdzisław55

    Spodenki z wkładką. Newralgiczne miejsca przed jazdą smaruję ALANTANEM PLUS. SUDOKREM jest dla bobasów, powoduje że skóra robi się delikatna. Siodełko trochę szersze jak normalnie i można przejechać 100km i co? OK.

  • Ja bym dodał punkt o technice. 90% miejskich rowerzystów, których widzę nie podnosi nigdy tyłka z siodełka. Gdy wjeżdżają na krawężnik, czy przejeżdżają przez dziury, których u nas pełno, słychać tylko takie tępe uderzenia kół. Niszczy się wtedy obręcze, i tyłek dostaje. Siedzą jak manekiny i wszystkie drgania powstałe od nierówności przechodzą prosto w siodełko->tyłek->kręgosłup. Trzeba czasem podnosić tyłek, na brak techniki nie pomoże żadne, nawet najdroższe, siodełko.

    Poza tym warto, szczególnie podczas długich wojaży, co jakiś zmieniać pozycję na siodełku, wystarczy o parę milimetrów się przesunąć czy powiercić, żeby napięcia powstawały w innym miejscu.

    Amortyzowana sztyca to zabójstwo dla kręgosłupa i dla kolan. Przez nią nie ma się prawidłowej pozycji, bo się ciągle zmienia wysokość siodełka. Przekłada się to na dodatkowe obciążenia dla kręgosłupa i kolan.

  • Wrb

    Ja niestety musiałem po kilku jazdach zrezygnowac ze spodenek z wkladka. Cenne miejsca mi dretwialy i po 10 km jechac sie nie dalo,zadne regulacje siodelka itp nie pomagaly. Za to w zwyklych ,bez wkladki ostatnio zrobilem 93 km i zero problemow ..

  • Sys

    Ja muszę sobie zakupić takie z dziurką, bo zawsze narzekałam, że mnie uciska tam, gdzie najmniej trzeba :P Bardziej pochylona pozycja niestety wymusza nieco inne ułożenie pupy na siodle. Myślę o czymś od Selle, choć jak już miałabym się wykosztować, to wolałam przejść jakiś fitting, żeby było raz a porządnie. Niestety w moim mieście z bikefittingiem jest jak z meridami – ciemno wszędzie, głucho wszędzie, nic nie będzie, nic nie będzię :<

  • Natalia

    Nie wiem, czy ktoś to jeszcze przeczyta, ale co z odparzeniami w rejonach bardziej intymnych? Bo odparzenia na tylnych częściach, pachwinach itp. się zdarzały i nadal zdarzają, ale metodą prób i błędów zostały wyeliminowane do minimum. Jednak odparzenia, które utrudniają oddawanie moczu i/lub zabawy we dwoje przez dwa kolejne dni potrafią jeszcze bardziej obrzydzić rower, a nie mam już pomysłów, jak sobie radzić.
    Jestem dziewczynką. Na dzień dzisiejszy nie jeżdżę więcej niż 50km.

    • Cześć, jeżeli po 50 km pojawiają się takie problemy, warto zastanowić się nad zmianą siodełka. Być może to ono jest przyczyną problemu. Może jest za miękkie i stąd biorą się takie objawy? Jesteś w stanie rozszyfrować jaki masz model siodełka?

      A na tego typu problemy na pewno są jakieś żele łagodzące. Ale to działa doraźne. Warto byłoby zastanowić się nad przyczyną, bo taka jazda na rowerze to żadna przyjemność.