Rowerowy Bornholm – relacja z wyjazdu

Zapraszam do obejrzenia najnowszego odcinka Rowerowych Porad. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.



Bornholm to duńska wyspa, leżąca 100 kilometrów od Kołobrzegu na dobrze znanym nam Bałtyku, a z jej północnego brzegu widać Szwecję :) To miejsce o bardzo ciekawej historii, a jednocześnie niesamowicie przychylne turystom rowerowym. Z Polski można się tam dostać całkiem szybko, dzięki regularnie kursującym promom. Mogłoby się wydawać, że skoro to Morze Bałtyckie, a wyspa znajduje się nie tak daleko – to będzie tam tak, jak u nas nad morzem, czyli nie ma sensu ruszać się z kraju w tamtym kierunku. Nic bardziej mylnego – o czym mam nadzieję, przekonam Was w tym wpisie.

Port w Ronne

Jak dostać się na Bornholm

Do Ronne, stolicy wyspy, latają samoloty z Kopenhagi (naprawdę często). Ale doliczając koszt transportu rowerów – robi się to ździebko nieopłacalne. No i trzeba najpierw dotrzeć do samej stolicy Danii. Ale jeżeli planujesz wypożyczyć rowery na miejscu i wolisz komunikację lotniczą – to jak najbardziej można się na Bornholm tak dostać (samoloty do Kopenhagi wylatują z Warszawy, Gdańska, Poznania, Wrocławia i Krakowa).

Drugi sposób, z którego my skorzystaliśmy – to prom. Jest tu kilka opcji – można popłynąć KŻP z Kołobrzegu do Nexø, gdzie katamaran, oprócz pasażerów, może zabrać także rowery i motocykle (140 zł w jedną stronę za osobę + 25 zł rower). Drugie miejsce startu to Świnoujście, skąd w soboty do Ronne wypływają Polferries oraz TT-Line, zabierające na pokład także samochody (Polferries – 139 zł/os., rower – 0 zł, samochód – 276 zł; TT-Line – 138 zł/os., rower – 20 zł, samochód – 265 zł). Trzecie miejsce, skąd możemy ruszyć, gdy chcemy zabrać samochód, ale sobotni rejs nam nie odpowiada – to niemiecki port w Sassnitz (170 km od Świnoujścia) skąd do Ronne pływa Faergen (32€/140 zł – os., rower – 9€/40 zł, samochód – 128€/560 zł). Faergen nie ma stałych cen, także może się okazać, że bilety na konkretny termin będą droższe, niż tutaj podałem.

Płynąc w więcej osób, pojawiają się różne zniżki, także warto uważnie przestudiować cenniki :)

Skoda Karoq

My, w tamtą stronę, skorzystaliśmy z trzeciej opcji i popłynęliśmy z Sassnitz. A partnerem tego wyjazdu została Škoda, która udostępniła nam model Karoq, który bardzo uprzyjemnił nam całą podróż.

Co zjeść na Bornholmie

Wędzarnia ryb Bornholm

Zwykle o jedzeniu piszę na końcu, ale tym razem postanowiłem odwrócić kolejność. Czego warto spróbować na Majorce Północy, jak bywa nazywany Bornholm? Ryb! Na całym wybrzeżu możemy natrafić na wędzarnie, z charakterystycznymi, strzelistymi kominami. W wielu miejscach można kupić na wynos m.in. uwędzonego łososia, śledzia czy makrelę – lub skorzystać z oferty restauracyjnej.

Wędzona markela

My najchętniej jedliśmy (a na koniec kupiliśmy trochę wędzonej ryby do domu) w restauracji Arnager Røgeri, która znajduje się kilka kilometrów za Ronne, tuż przy pasie startowym lotniska. Gdy jechaliśmy tam pierwszy raz (prowadzi tam asfaltowa droga rowerowa), mieliśmy wrażenie, że nawigacja się pomyliła (jeżeli tam kiedyś pojedziecie, sami zrozumiecie :) Ale na miejscu czekało nas miłe zaskoczenie – stoliki zajęte przez gości i świetna rybka.

Gdy już zjecie, warto przejechać się w stronę morza. Znajdziecie tam długi, drewniany pomost, prowadzący do malutkiej przystani.

Filet w panierce

Co mogę polecić z menu? Np. wędzoną makrelę z sałatką ziemniaczaną (Røget kryddermakrel med hjemmelavet kartoffelsalat), filet z ryby z frytkami (Fiskefileter med pommes frites) czy wędzony półmisek – z makrelą, śledziem i łososiem oraz sałatką ziemniaczaną (Røgeriplatte: røget sild, røget makrel, varmrøget laks & hjemmelavet kartoffelsalat).

Nie sposób nie wspomnieć tutaj o cenach, a te do niskich nie należą. Wyżej wymienione dania kosztują odpowiednio 65 DKK/38 zł, 85 DKK/49 zł, 130 DKK/75 zł. Nie pamiętam ceny piwa, ale było to więcej niż 30 złotych (alkohol generalnie nie jest tu tani).

I jeszcze przykładowe ceny z jednego z sieciowych marketów spożywczych – piwo Tuborg kosztuje 12,5 DKK/7,3 zł (+ 1 DKK kaucji), paczka sera żółtego w plasterkach 26 DKK/15 zł, serek do smarowania chleba 10 DKK/5,8 zł, duży jogurt owocowy 1000 ml 17 DKK/9,9 zł, półtoralitrowy sok jabłkowy z niskiej półki 10 DKK/5,8 zł.

Generalnie trzeba się przygotować na to, że prawie wszystko kosztuje co najmniej 2 razy tyle co u nas.

Ciekawostką są stragany rozstawiane przez mieszkańców, gdzie sprzedawane są warzywa z przydomowego ogródka, a także ręcznie robione ozdoby. W każdym takim „kramiku” znajduje się skrzyneczka, do której należy wrzucić cenę podaną na etykietce przy produkcie.

 

Infrastruktura i stosunek kierowców do rowerzystów

Bornholm trasy rowerowe

Bornholm bez dwóch zdań jest rowerową wyspą, poprowadzono tu ponad 200 kilometrów tras. Wszystkie są dobrze oznakowane, ale polecam zaopatrzyć się w rowerową mapę, która bardzo ułatwia planowanie wycieczek. Wiele z tras ma nawierzchnię asfaltową, ale są także (dobrze przygotowane) gruntowo-szutrowe ścieżki. Jeżeli planujecie jeździć rowerami szosowymi lub po prostu wolicie trzymać się asfaltu, polecam wyznaczyć trasę trochę większymi drogami, jedynie sugerując się przebiegiem szlaków rowerowych i wjeżdżanie na DDR-ki tylko tam, gdzie będą szły wzdłuż ulicy.Drogi rowerowe Bornholm

A to kierowcy mnie tam nie porozjeżdżają? Ano nie. Po pierwsze samochodów na wyspie nie ma aż tak wiele – mieszka tu ok. 40 tysięcy osób. Po drugie – kierowcy bardzo, ale to bardzo, uważają na rowerzystów. To u nas wiele osób uważa, że na dwóch pasach bez asfaltowego pobocza, spokojnie zmieszczą się obok siebie dwa samochody i dwa rowery jednocześnie. Tam, nawet gdy auta nadjeżdżały z naprzeciwka, kierowcy wyraźnie zwalniali na nasz widok.

Strefa 40 km/h
Zobaczcie jak przypomina się zapominalskim, aby zwolnili do 40 km/h, wjeżdżając do Ronne

Poza terenem zabudowanym, prędkość ograniczona jest do 80 km/h. Ja zawsze jeżdżę przepisowo, także gdy potrzebowaliśmy przemieścić się samochodem, ustawiałem tempomat na dopuszczalną prędkość i oprócz kontrolowania drogi, podziwiałem piękne widoki. Myślę, że dobrze wiecie, co się u nas dzieje, gdy ktoś próbuje jechać zgodnie z przepisami – chwilę później jest wyprzedzany przez kawalkadę samochodów, a nieraz ktoś potrafi też zatrąbić czy zamigać światłami. A na Bornholmie? Nic. Auta ustawiały się za nami karnie w kolejce i nikt nie wyprzedzał, choć miejsca nieraz było dużo.

Oczywiście nie wszyscy na wyspie tak jeżdżą i trzeba zawsze stosować się do zasady ograniczonego zaufania. Ale poziom czujności, który należy zachować, jeżdżąc rowerem po Bornholmie, jest na pewno sporo niższy, niż chociażby u nas w kraju.

 

Jakie trasy rowerowe polecasz na Bornholmie?

Polecam wyznaczyć samemu trasę palcem po mapie (ew. sprawdzając ile to kilometrów w Google Maps, Naviki, czy w innej aplikacji). Bo wszystko zależy od tego skąd startujecie, ile chcecie przejechać i czy będzie się wam spieszyło. Z Moniką nastawiliśmy się na spokojną jazdę, cieszenie się widokami i przyrodą, a nie nawijanie kilometrów. Ale da się też wyznaczyć dłuższą trasę, chociażby dookoła wyspy, która będzie liczyć trochę ponad 100 km.

Niemniej podlinkuję tu ślady z dwóch pełnych dni na Bornholmie, które mogą posłużyć Wam za punkt wyjściowy do ustalenia własnej trasy. Aha, na pierwszym z nich widać trzy krótkie, proste ślady zbaczające z trasy – po prostu przegapialiśmy znak informujący o skręcie :)

 

Trasa Ronne – Rytterknaegten – Ronne (60 km) plik GPX

Trasa, którą widzicie powyżej, pod sam koniec odbija na południowy wschód, do restauracji Arnager Røgeri, o której pisałem wyżej. Można ten punkt pominąć, ale zdecydowanie nie polecam tego robić :)

Po wyjechaniu z Ronne, ruszyliśmy w stronę centrum wyspy. Na początku jedzie się trasą wzdłuż głównej drogi, potem odbija w kierunku terenów zielonych (przejeżdża się np. obok pola golfowego). Fragmentami poprowadzono ją w śladzie starej kolejki, która kiedyś jeździła po Bornholmie.

Tuż przed Aakirkeby skręciliśmy na północ i ruszyliśmy w kierunku Rytterknaegten – najwyższego punktu na Bornholmie. Znajduje się on na wysokości 162 m n.p.m. także podjazd nie był wymagający :) Jeżeli chodzi o wzniesienia na wyspie, to każdy trochę rozjeżdżony rowerzysta sobie z nimi poradzi. Nawet jeżeli nachylenie podjazdu przekracza 15%, to zwykle nie jest on długi. Może raz, drugiego dnia, musieliśmy zsiąść z rowerów na trochę dłużej, bo wzniesienie było zbyt strome (ale również niezbyt długie).

Na szczycie znajduje się wieża widokowa, z której wzrokiem można objąć całą wyspę. W pobliżu znajdują się także wojskowe urządzenia radiowe.

Tuż za parkingiem, zupełnym przypadkiem, zauważyłem trasę dla rowerów górskich (singletrack), którą ochoczo przejechałem i to wcale nie rowerem górskim :) Polecam każdemu, jest bardzo łatwa i nawet jeżeli nie ma się górala, jej pokonanie daje dużo radości (polecam tylko zdjąć ewentualny duży bagaż). W okolicy jest więcej ścieżek, o różnej trudności, więc miłośnicy MTB mają gdzie pojeździć.

Wracając do Ronne, stanęliśmy pod sklepem uzupełnić zapasy. W pobliżu parkowali inni rowerzyści, którzy zaraz ruszyli i okazało się, że jadą nie na rowerach, a na hulajnogach :) Szkoda, że zorientowaliśmy się tak późno i nie było okazji z nimi porozmawiać. Pierwszy raz widziałem na żywo turystycznie zapakowaną hulajnogę :)

Po pit-stopie w wędzarni, zjechaliśmy jeszcze na plażę. Woda była oczywiście zimna (choć ponoć w sierpniu może mieć nawet 20 stopni), ale piasek przyjemnie grzał w stopy. Później ruszyliśmy wzdłuż wybrzeża, jadąc pieszymi ścieżkami. Jeżeli będziecie mieli załadowane rowery, polecałbym jednak trzymać się rowerowej trasy.

 

Trasa Ronne – Ro – Ronne (ok. 60 km)plik GPX

Trasa rowerowa Bornholm

Drugiego dnia wybraliśmy się na północny kraniec wyspy i tak dobraliśmy trasę, aby wrócić przez jej środek, ale inną drogą niż poprzedniego dnia.

Na tym zjeździe (a potem podjeździe, bo z ciekawości wróciłem) mój licznik pokazał nachylenie 12%, czyli znak sporo przekłamywał. Moje nogi też mówiły, że to „tylko” 12 procent :)

Po drodze warto obejrzeć Jons Kapel – strome urwisko skalne, wpadające prosto do morza. Polecam zostawić rowery na górze, tak aby nie tachać ich po stromych schodach, ponieważ może to być bardzo niebezpieczne.

Jons Kapel

Jons Kapel

Do klifu można bez problemu dojechać trasą, którą znajdziecie w załączonym pliku gpx. Ale w dalszą drogę na północ, polecałbym cofnąć się do parkingu i tam poszukać rowerowego szlaku. My niestety ruszyliśmy pieszą ścieżką i mimo pięknych widoków, nie było to przyjemne doświadczenie. Może rowerami górskimi dałoby się tam wygodniej przejechać, a tak, musieliśmy sporo odcinków nieść nasze rumaki.

Okej, nie powiem, trasa, którą przypadkiem wybraliśmy, była bardzo ładna, a las wyglądał jak żywcem wyjęty z opowieści o hobbitach. Ale tu także trzeba było co chwila przenosić rower, czasem mijać się z pieszymi turystami i walczyć z wszechobecnym, latającym robactwem (oczywiście zapomniałem zabrać spreju na komary).

Jadąc dalej, zajrzeliśmy do ruin zamku Hammershus. Nie zostało z niego zbyt wiele, ale wygląda na to, że powoli jest odrestaurowywany. To fajne miejsce i zwłaszcza dzieciaki będą miały atrakcję.

Ciekawe miejsce, goni ciekawe miejsce. Kawałek za zamkiem, w Sandvig, znajdziemy dwie latarnie morskie.

Do tej położonej na północnym krańcu Bornholmu (Hammerodde Fyr), niestety nie da się wjechać rowerem. Teoretycznie można go tam po prostu wprowadzić, ale polecam zostawić go albo przy znaku zakazu, albo wcześniej, przy restauracjach. Zdecydowanie lepiej jest się tam dostać pieszo.

Zakaz wjazdu być może chroni te piękne miłośniczki opalania przed nadmiernym stresem :)


Pamiątkowe zdjęcie pod latarnią musi być, ale warto przejść się ścieżką dalej na zachód. Za chwilę traficie na cudownie zieloną polanę, zlokalizowaną… tuż przy morzu! Takich niecodziennych (dla nas) połączeń nie brakuje na Bornholmie, a tutaj bardzo łatwo się dostać nad samą wodę. Jest coś pięknego w możliwości położenia się na gęstej, soczystej trawie, by jednocześnie słuchać dźwięków morza.

Jeżeli będziecie mieli więcej czasu, zajrzyjcie także do drugiej latarni (Hammeren Fyr) położonej trochę na południowy zachód. I koniecznie nad jezioro Hammerso oraz skały przy jeziorku obok – Opalsoen.

W drodze powrotnej, trzecią przerwę na drugie śniadanie, zrobiliśmy w Allinge, przy budynku postawionym przez BL (Danmarks Almene Boliger) czyli organizację, działającą na rzecz budownictwa non-profit (tanie mieszkania dla najsłabszych grup społecznych, budowane bez nastawienia na zysk, ale finansowanie kolejnych działań organizacji).

I tak minął nam drugi dzień na Bornholmie. Następnego dnia także mieliśmy pojeździć, ale Monice odnowiła się wspinaczkowa kontuzja nadgarstka, tak więc ostatnie godziny spędziliśmy na spacerowaniu po nabrzeżu w Ronne i siedzeniu na plaży. Potem tylko szybkie pakowanie oraz ładowanie rowerów na Škodę (swoją drogą całkiem wygodny bagażnik na dach dostaliśmy w pakiecie z autem) i mogliśmy wyruszyć w drogę powrotną – tym razem do Świnoujścia.

Aha, tak informacyjnie – polski prom (który widać w tle, na zdjęciu powyżej) odpływa z południowej części portu w Ronne (trzeba jechać między magazynami i halami). Niestety, przez brak oznakowań, najedliśmy się trochę stresu, ponieważ kilku portowych pracowników wskazywało nam miejsce, dokładnie w przeciwnym końcu portu (nasz prom odpływał stamtąd w zeszłym roku). I nawet na stronie przewoźnika nie było wtedy aktualnej mapki (poprawili ją później). Więc czekaliśmy gdzie indziej, myśląc, że prom, który widzimy, jedynie tymczasowo „zaparkował”, a za jakiś czas podpłynie we właściwe miejsce. A on już był we właściwym miejscu. Dobrze, że w ostatniej chwili coś mnie tknęło, aby sprawdzić, czy jednak nie da się na niego wjechać :)

 

To wszystko? Tylko tyle o Bornholmie?

Nie da się porządnie zobaczyć tej wyspy w dwa dni. Ale nawet jeżeli nie macie więcej czasu, to też warto się tam wybrać – dla klimatu, przyrody, pięknych plaż i pięknych, spokojnych miasteczek. My już planujemy kolejną wizytę, a jest jeszcze wiele do zobaczenia – okrągłe kościoły (rotundy), wiatraki i cała południowa część wyspy.

Ronne at nightPS Choć Bornholm leży w niewielkiej odległości od Polski, to jednak czuć różnicę w długości dnia, zwłaszcza jeżeli ktoś jest z centrum lub południa naszego kraju. Takie osoby dostaną dzień dłuższy od 30 do 60 minut (w wakacje). Zysk mieszkańców Świnoujścia to już tylko 15 minut. Oczywiście zimą będzie dokładnie na odwrót.

Dziękuję marce Škoda, która jest partnerem tego wpisu, za użyczenie samochodu na czas wyjazdu.