Recenzja Rock Shox SID

Dziś pokrótce opiszę jak stałem się posiadaczem Rock Shox SID’a. Nie będzie to stricte recenzja w tego słowa znaczeniu. Na sztywnym widelcu jeździłem dość długo, bo do 2008 roku. Wtedy to zmieniłem wysłużony rower na inny, używany. Rower zbudowany był na ramie Hawk Fatbone, osprzęt Deore/Alivio oraz amortyzator Suntour XCR. Dzisiaj z roweru pozostała mi rama, zacisk sztycy i hamulce oraz klamki.

Rock Shox SID

Krótki wstęp

Mniej więcej po dwóch latach mój XCR umarł i w komisie kupiłem drugi, taki sam model na części. Taki oto składak posłużył mi kolejne 1,5 roku, aż zakupiłem (za psie pieniądze) poobijanego lecz sprawnego Rock Shox’a MAG 21. Pomimo prawie 20 lat na karku, kultura pracy i waga przebijały „poprzednika” o lata świetlne. Miał tylko jedną wadę, krótką rurę sterową. Przez to zmieniła się moja pozycja „za kierownicą”. Nie jeździło się na nim już tak wygodnie. No dobrze, ale jak to się stało, że i ten model został zastąpiony?

Rock Shox MAG 21
Rock Shox MAG 21

Pewnego szarego, wietrznego, późno-zimowego dnia podczas drogi do sklepu :

– Ups! Popuściłem… – jęknął smutno prawie dwudziestoletni Rock Shox MAG 21.
– Nie zmoczyłem się! Tylko powietrze puściłem i to nie całe w dodatku! – rzucił, zakłopotany całą tą sytuacją
– Ciiii, nie martw się, wszystko będzie w porządku – uspokoiłem go

Wybił ten dzień, gdy mój czerwony i bardzo lekki następca rozklekotanego kloca o nazwie Suntour XCR wyzionął ducha. Nie oszczędzałem go ani trochę. Jeździłem w każdym terenie i w każdych warunkach. Ostatecznie zabiła go sól i temperatury rzędu -20 stopni Celsjusza. Podczas przejazdu końcem lutego, gdy próbowałem ustawić pokrętłem miękkość, on jedynie syknął złowieszczo i wypuścił powietrze. Gdy siadłem na rower, uginał się o około 2-3 cm i dobijał na każdej, najdrobniejszej nierówności. Próby reanimacji pompką do amortyzatorów z przejściówką do pompowania piłek, poskutkowały tylko wypuszczeniem resztki powietrza.

Uszczelki zjadła sól, a środek na bank domagał się gruntownego czyszczenia i remontu. Umarł. Nie żyje. Służył mi dzielnie codziennie przez ponad rok. Kosztował mnie grosze, więc nie wymagałem też od niego żadnych cudów. Miał po prostu być i mało ważyć (co wychodziło mu świetnie, ponieważ z nabitą gwiazdką było to tylko 1554 gramów).

 

Pora wybierać!

Nadeszła ważna chwila, gdy czerwonemu staruszkowi trzeba było znaleźć godnego następcę. Zrobiłem więc listę amortyzatorów nowych/używanych, które mnie interesowały :

  • Fox 32
  • Rock Shox Reba/Tora/Recon/
  • Manitou Minute/R7/Skareb
  • Suntour Epicon

Zrobiłem  też listę wymagań : 

  • musi posiadać pivoty do hamulca V-Brake,
  • waga roweru nie może się znacząco zwiększyć (max 200 gramów)
  • rura sterowa o długości min. 20 cm i średnicy równej 1 i 1/8 cala
  • kolor : byle nie srebrny i złoty
  • najlepiej bez manetki
  • taki model aby pasował do niego szybkozamykacz
  • budżet : tylko/aż 600 zł.

Zagłębiłem się w lekturę różnych forów internetowych i stron. Rozpoczął się proces wykreślania kolejnych modeli z listy. Nie jestem fanem RST, dlatego nie brałem żadnego ich modelu pod uwagę. Siostra ma w swoim rowerze Manitou Axel i według mnie pracuje bardzo ładnie, do tego ma dość przystępną cenę. Niestety jego waga powala na kolana. Straszny kloc, sic! Sprawa bardzo podobnie miała się z Rock Shox Dart 3, którego ujeżdża moja koleżanka oraz znajomy. Przyznam, że miałem nie lada zagwozdkę przez kilka ładnych dni. W międzyczasie trafiłem na blog Grzegorza i jego wpis o Rock Shox SID z 1998 roku, na którym jeździ do dziś!

Pomysł zakupu amortyzatora z najwyższej półki za tak skromne pieniądze, wydał mi się tak absurdalny, że pokochałem go od razu. Zacząłem szukać modelu, który wyglądałby na zadbanego. Bo przecież nikt nie kupuje SID’a po to, by jeździć po pączka do porannej kawy. Chociaż z drugiej strony i takie przypadki się zdarzają. Po dwóch tygodniach, moje poszukiwania zakończyły się owocnie zakupem dobrze utrzymanego Rock Shox SID’a. Niestety wersja World Cup przekroczyła mój budżet, ale nie można mieć wszystkiego. Ten model posiada 80 mm skoku i waży jedynie 1360 gramów (z nabitą gwiazdką). Jako ciekawostkę podam, że obecnie sprzedawany model (na koła 26 cali, o skoku 80/100 mm, bez manetki) waży 1351 gramów. Nieźle jak na 14 lat różnicy, nie?

Rock Shox SID z 2000 roku

No dobra ale dlaczego, akurat ten? Nie ukrywam, że po części dzięki opinii Grzegorza. Ponadto spełniał on wszystkie wymienione przeze mnie wymagania (szkoda tylko, że nie było czerwonego).  Rocznik 2000? Tak, wiekowy amortyzator ale zadbany bardziej niż niektóre kilkuletnie modele. Kto w dzisiejszych czasach używa amortyzatora ze skokiem 80 mm? Na pewno ja. A Ty?  No dobrze ale co to jest ten SID i co w nim tak szczególnego? Rock Shox SID jest to najwyższy model amortyzatora wysokociśnieniowego firmy Rock Shox, przeznaczony głównie do maratonów XC.  Występuje w różnych odmianach –  RL, RLT, World Cup, XX, RCT3 i XX World Cup. SID to konstrukcja Dual Air.

Taaa Dual Air – No jasne, że wiem co to jest…

Rock Shox w swoich amortyzatorach wykorzystuje dwie technologie tworzenia amortyzatorów powietrznych: Solo Air oraz Dual Air. Pierwsza nazwa oznacza, że w jednej goleni mamy dwie komory powietrzne: pozytywną i negatywną. Druga natomiast, że w jednej goleni znajduje się komora pozytywna, a w drugiej negatywna. Sprawia to, że w przeciwieństwie do Solo Air możemy obie komory napompować różnym ciśnieniem. Rozwiązanie Dual Air daje większe możliwości dostrojenia pracy amortyzatora do naszych preferencji. Taką operację zalecam tylko świadomym użytkownikom (łatwiej popsuć charakterystykę pracy niż ją poprawić – zalecam dużo prób i sporo wyczucia). Co ciekawe, po 14 latach produkcji, firma zdecydowała wypuścić SID’a opartego na technologi Solo Air.

Co się zmieniło?

Ze względu na większy skok amortyzatora (80 mm zamiast 63 mm) zmieniła się geometria roweru (z której, jak wcześniej mówiłem, nie byłem zbyt zadowolony). Rura sterowa w nowym amortyzatorze jest dłuższa o 1,5 cm. Co oznacza, że pozycja jest mniej sportowa. Nie jest to jednak miejsce na rozwodzenie się na temat właściwej pozycji. Obiecuję jednak, że kiedyś napiszę stosowny poradnik ;) Amortyzatora używam już drugi sezon. W zróżnicowanych warunkach (błoto, deszcz, rzeka, asfalt, szuter, korzenie, a czasem śnieg). Pomimo braku blokady na kierownicy, bardzo łatwo można go zablokować lub odblokować w trakcie jazdy. Po zablokowaniu jest on naprawdę sztywny, a blokada jest bardzo wytrzymała. Nie skakałem, ale zdarzył mi się dłuższy zjazd po korzeniach i kamieniach z włączoną blokadą i nic się nie popsuło.

Kultura pracy

POEZJA… Nie wiem co mógłbym więcej napisać. A może jednak wiem. Nigdy nie jeździłem na amortyzatorze, który tak dobrze wybierałby drgania. Jadąc po dziurawej drodze czy płytkach chodnikowych, niektórych dziur czy łączeń w ogóle nie czułem. Test przeprowadzany był na dobrze znanym mi terenie, więc miałem punkt odniesienia. Szybkość reakcji stoi naprawdę na wysokim poziomie. Nierówności są „wybierane” naprawdę dobrze. Największy test dla amortyzatora to oczywiście prawdziwe góry. Tutaj nie było żadnego zaskoczenia. Szybkość pracy była znakomita. Nic dodać, nic ująć. W tym roku planuję dużo więcej wycieczek w góry, ponieważ od teraz jest to czysta przyjemność.

Udało mi się porównać ten amortyzator z Suntour Epicon’em i muszę powiedzieć, że to tak jakby porównywać Golfa 5 z BMW M3 (E46). Pierwsza fura jest wygodna i dobrze się prowadzi, ale gdy przejedziesz się BMW i wsiądziesz do Golfa… no cóż…

Podsumowanie

Obiecuję, że będzie krótko. Jeśli Twój stary amortyzator powoli zaczyna dokonywać swego żywota, rozważ zakup jakiejś używki. Postaw na wyższy model za te same pieniądze. Koszt utrzymania nie będzie bardzo wysoki, lecz przyjemność z jazdy wzrośnie kilka razy. Koszt pełnego serwisu Suntour’a wynosi, około 120-150 zł, a Rock Shox’a 200 zł. Troszczyć się o nie trzeba tak samo, a należy regularnie czyścić lagi i pryskać je Brunox’em do amortyzatorów. Jeśli planujesz zakup amortyzatora (lub jakichkolwiek używanych części) zrób to w zimie. Wtedy pojawia się zdecydowanie więcej ofert. Ponadto ceny są dużo niższe niż w lecie.

Autorem tego wpisu oraz zdjęć jest Maciej Sobol.



Aby napisać komentarz pod wpisem, nie musisz się rejestrować! Wystarczy, że podasz swoją nazwę i e-mail oraz zaznaczysz ptaszkiem "Wolę pisać jako gość". Trzeba odhaczyć jeszcze dwa okienka od góry, gdzie zgadzacie się na przetwarzanie Waszych danych. Zapraszam do komentowania - odpisuję na wszystkie pytania, nawet w starych wpisach.