Milo Chill – uniwersalny softshell także na rower

Dwa miesiące temu szukałem kurtki softshellowej. Obejrzałem ich sporo (różnych producentów) w łódzkich sklepach turystycznych. Skupiałem się na tych, które są ortodoksyjnie zgodne z ideą softshellową, czyli nie mają membrany (co zgrabnie opisał Tomek na ngt.pl). Głównie dlatego, że chciałem używać jej również na rowerze i zależało mi na dużej oddychalności. Ostatecznie mój wybór padł na kurtkę Milo Chill. W internecie opinie o tym softshellu były raczej dobre. Przy bezpośrednim pomacaniu kurtki na sklepowej półce sprawiała wrażenie solidniej, ale jednocześnie nie topornej. Czy to samo mogę powiedzieć po dwóch miesiącach użytkowania?

Chill-a testowałem dość intensywnie. Traktuję ją jako uniwersalną kurtkę – nie tylko do turystyki, ale także do noszenia na co dzień. Test jak na razie wypada bardzo pomyślnie. Ale po kolei.

Materiał:

Milo nazywa go SoftSHELL 2LF. Ja po prostu napiszę, że kurtka jest wykonana z przyjemnego w dotyku materiału. Na zewnątrz jest „shell” czyli warstwa bardziej techniczna, wytrzymalsza, w środku jest „soft” czyli mięciutka wyściółka. Dodatkowo kołnierz od środka wyściełany jest troszkę grubszym, zapewne bardziej odpornym na wycieranie  materiałem.

Budowa:

Znajdziemy tutaj dwie boczne kieszenie (wyściełane ocieplaczem) oraz jedną piersiową. Na dole kurtki oraz na kołnierzu znajdują się ściągacze, bardzo przydatne podczas większego wiatru. Łokcie oraz okolice kieszonki na piersi są wzmocnione, by trudniej było ją tam przetrzeć (z czasem się okaże czy tak jest). Mankiety są regulowane na rzepy.

Kurtka Softshell na rower

Kurtka ma też możliwość rozpięcia jej drugim suwakiem od dołu. I to właściwie tyle – jest to bardzo prosta, nie rzucająca się w oczy kurtka – bez bajerów. I o to właśnie mi chodziło.

Jakość wykonania:

Trudno oceniać ją po dwóch miesiącach, myślę, że uzupełnię ten test za kilka miesięcy. W każdym razie trzymając ją w ręku nie ma się wrażenia, że coś zaraz się rozpruje czy odpadnie.

Odporność na wiatr, zimno i deszcz:

Tak jak pisałem wcześniej, Chill towarzyszy mi codziennie. Ostatnio zacząłem zabierać ją też na rower. Chodząc/jeżdżąc w niej człowiek zaczyna myśleć o lepszej czapce i spodniach. Po prostu ten soft jest tak niewrażliwy na wiatr, że reszta mojego ubioru zaczyna wyraźnie odstawać pod tym względem :)

Jeżeli chodzi o komfort cieplny, to oczywiście przy ujemnych temperaturach nie zapewnia ona dostatecznej izolacji. Wtedy należy założyć pod spód polar czy inną ciepłą bluzę.

Gdy słupek rtęci przekraczał 0 stopni, spokojnie zakładałem kurtkę jedynie na koszulkę i było mi ciepło. Nie miałem jeszcze niestety możliwości sprawdzenia kurtki podczas wyższych temperatur, rzędu 15-20 stopni.

Softshell z założenia ma być nieprzewiewny. Wodoodporność zawsze jest na drugim planie. Kurtka nie przeżyła jeszcze wielkiej ulewy (i mam nadzieję, że nie będzie musiała). Z drobniejszym deszczem radzi sobie doskonale, krople wody „perlą” się na jej powierzchni. Po wejściu do suchego pomieszczenia woda znika z jej powierzchni bardzo szybko.

Wady:

Na razie nie wyszły na wierzch żadne wady produkcyjne (i mam nadzieję nie wyjdą). Brakuje wewnętrznej kieszonki. Nie lubię nic wkładać do bocznych kieszeni – traktuję je jako schowek na dłonie :) A kieszeń na piersi jest mało wygodna do schowania np. odtwarzacza mp3.

Podsumowanie:

Czy warto kupić tego softshella każdy musi ocenić sam. Na pewno warto się nim zainteresować, przymierzyć czy dobrze leży itd. Podczas poszukiwań miałem na sobie wiele kurtek softshellowych: North Face, Wolfgang, Salewa, Berghaus. Mi akurat najbardziej pasował właśnie Chill – zwłaszcza jeżeli chodzi o krój. Cena również jest do przełknięcia, kurtka kosztuje ok. 330 złotych.

 
 
  • Mam podobną tylko Wolfganga – bardzo cenię sobie ten gatunek i typ kurtki !

  • Adam

    tylko Montano – Bugaboos