Jak się ubrać na rower, aby się nie przepocić?

Napisał do mnie Włodek, jeden z czytelników bloga. Zazwyczaj proszę o wklejenie takiego pytania, jakie od niego dostałem, na blogu w komentarzu – tak aby moja odpowiedź przydała się też innym czytelnikom. Tym razem postanowiłem odpowiedzieć na nie w formie wpisu. Temat jest bardzo ciekawy i szkoda by było, żebym go nie poruszył. Niestety na zadane w tytule pytanie, nie ma idealnej odpowiedzi. Ale liczę też na Wasze głosy w komentarzach :)

Witam serdecznie, Twój blog czytam od dłuższego już czasu. Jak dla mnie jest bardzo ciekawy i daje dużo wiedzy dotyczącej jazdy na rowerze.
Jestem już wiekowym człowiekiem (53 lata). Moim hobby w czasie wolnym jest jazda na rowerze. Rocznie pokonuję na rowerze crossowym Trek 7300 ok. 8 tysięcy km. Na więcej nie pozwalają obowiązki zawodowe i rodzinne. Czasami jeżdżę z moimi znajomymi, bardziej zaawansowanymi kolarzami. To dzięki nim zainteresowałem się odzieżą rowerową, rowerami i całą tą otoczką medialno-marketingową.

Przez wiele, wiele lat jeździłem króciutkie dystanse w czym popadło i na czym popadło. Przez kilka lat dojeżdżałem do pracy codziennie, bez względu na pogodę. Po zakupie roweru crossowego Trek 7300 zacząłem więcej jeździć i oczywiście baczniej się przyglądać, w co są ubrani inni i co ze sobą zabierać na 100 km wycieczki po Dolnym Śląsku. To dzięki Twojemu blogowi zainwestowałem w odzież rowerową firmy BCM Nowatex z Puszczykowa pod Poznaniem. Odzież ta zbierała całkiem dobre recenzje w Internecie, jak i wśród znajomych kolarzy.

Wczoraj zrobiłem test tej odzieży. Pojechałem w 147 km trasę na Pogórze Kaczawskie do miejscowości Stanisławów. Jest tam bardzo długi i stromy podjazd.

To nagranie załączam poglądowo, zostało przygotowane przez kogoś innego (dop. Łukasz)
 

Warunki pogodowe. Temperatura około 17 stopni. Wiatr dość spory. Zachmurzenie zmienne. Od czystego nieba na dole, do częściowego zachmurzenia na górze. Na samym szczycie chłodno i wiatr. Warunki były takie, że 5 minut na zdjęcia, kilka łyków z bidonu, wzajemne gratulacje i powrót. Końcowy odcinek podjazdu tak stromy, że jazda na tzw „wciągarce” 4 km/h i wrażenie, że mocniejszy nacisk na pedały spowoduje uniesienie przedniego koła.

Ubrałem na siebie koszulkę potówkę, koszulkę rowerową z krótkim rękawem, bluzę rowerową z długim rękawem i w pierwszej fazie podjazdu kurteczkę przeciwwiatrową i przeciwdeszczową firmy Newline. Po 20 minutach podjazdu stanąłem by odpocząć. Wszystko pod kurtką mokre od potu. Renomowana norweska kurteczka, co to biegacze, narciarze i kolarze biją rekordy, nie bojąc się warunków pogodowych, okazała się folią z zerową oddychalnością. Zdjąłem kurtkę i dalej pojechałem w zestawie koszulka potówka, koszulka z krótkim rękawem Nowatex i bluza z długim rękawem Nowatex. Było w miarę ok, tylko jak zawiał wiatr, niestety wychładzało mnie. Te rzeczy dobrze oddychają, ale też przepuszczają wiatr.

Moje pytanie do Ciebie jako specjalisty rowerowego. Jak ugryźć ten temat? Co w tej układance należy zmienić? Czy po prostu w takich wypadkach należy jedynie ściągać poszczególne warstwy? No tak, ale w przypadku wiatru w górach, ściągnięcie warstw odzieży, da większy dostęp wiatru do ciała. Wierz mi. Byłem totalnie przemoczony jadąc na szczyt. Przepociłem poliester! Jak wg Ciebie powinienem się ubierać? Może sensownym byłby zakup cienkiej kurtki przeciwwiatrowej?

 

Hej, moją odpowiedź zacznę od banalnego stwierdzenia – każdy z nas podczas wysiłku się poci. To absolutnie normalna sprawa i z tym nie ma sensu walczyć. A im więcej warstw odzieży masz na sobie, tym trudniej ten pot odprowadzić ze skóry. I choćbyś był ubrany od stóp do głów w oddychające ciuchy, to potrzeba czasu, aby ten pot odparował.

Patrzę na to, w co byłeś ubrany i bardzo mocno się zastanawiam, czy po prostu nie było tego za dużo. Potówka i koszulka – okej. Na to bluza… i w zasadzie to już może być za grubo na 17 stopni, tym bardziej przy podjeździe i dużym wysiłku. A Ty jeszcze miałeś kurtkę, z tego co piszesz – przeciwdeszczową, czyli mogę się założyć, że albo ma membranę (oddychalność taka sobie), albo to „cerata” (oddychalność zero – sam taką mam i w niej się można ugotować po 15 minutach cięższej jazdy).

Każdy z nas ma inne odczucie ciepła/zimna. Ostatnio, gdy przyszła prawdziwa wiosna i zrobiło się w słońcu 23-25 stopni, ja nadal na rowerach widziałem osoby ubrane w długie getry i bluzy z długim rękawem. Nic mi do tego, ale ja bym się ugotował w tym wszystkim. Tym bardziej, że podczas jazdy, w naturalny sposób, sami siebie ogrzewamy, pracując mięśniami. Skóra się poci, chcąc te mięśnie schłodzić. A jeżeli mięśnie są osłonięte kilkoma warstwami odzieży, to wiadomo co się dzieje…

Jak nie spocić się na rowerze
fot. Joshua Sadli

Ja absolutnie nie będę Ci doradzał, aby jeździć poniżej poziomu komfortu termicznego. Ale zobacz na zdjęcie powyżej. Po strojach kibiców widać, że jest 12-15 stopni, być może lekki deszczyk i pewnie wieje. A chłopaki jadą w krótkich nogawkach i rękawkach. Oczywiście, to profesjonaliści, zahartowani i z mięśniami, które grzeją się do czerwoności. Ale warto od nich wziąć trochę inspiracji, że nie ma sensu się przegrzewać.

Być może poszedłbym w stronę, którą sam zasugerowałeś – czyli kupił dobrą kurtkę z membraną przeciwwiatrową. Można poszukać czegoś z Windstopperem (tylko bez żadnego ocieplenia), z tym, że to już będzie trochę większy wydatek. Są też tańsze alternatywy, ale ja nie mam rozeznania, które są lepsze, a które gorsze (liczę na podpowiedzi w komentarzach). Ciekawi mnie kurtka Shimano Windbreaker, bo mam sporo ich odzieży i jestem ze wszystkiego zadowolony.

Ewentualnie rozejrzyj się za jakąś kamizelką przeciwwiatrową. Ramiona nie są aż tak narażone na przewianie, zwłaszcza gdy jest 14-17 stopni. I wtedy, w chłodniejsze dni, mógłbyś zastosować zestaw – potówka, bluza, kamizelka przeciwwiatrowa. Albo w przypadku kurtki – potówka, koszulka, kurteczka przeciwwiatrowa z długim rękawem.

Możliwości jest sporo, jedno co wiem – nie warto ubierać się za grubo, wystarczy chronić organizm przez przewianiem i zapewnić mu jednocześnie jak najszybszą możliwość usunięcia potu. A i tak, pocić się będziesz, zwłaszcza na podjazdach :)
Pytanie od Włodka było jeszcze jedno, niezwiązane z głównym tematem. Ale nie mogłem sobie odmówić, aby go Wam nie pokazać.

No i jeszcze jeden temat. Napisz mi co to za moda by jeździć na rowerze bez błotników? Wkoło widzę super rowerzystów, którzy jadąc rowerem nie mają błotników. Ja wiem, że takie rowery w Polsce sprzedawane są bez błotników. Chodzi oczywiście o rowery typu MTB i cross. Ale taki rower jest mało funkcjonalny. Opony zbierają z ziemi syf i narzucają na napęd, suport, golenie amortyzatora i wreszcie na rowerzystę. Czy faktycznie jak mówią mi moi znajomi, rower crossowy z błotnikami to wiocha i lamerstwo? Widzę, że nawet odkręca się stopki.

To pytanie skomentuję trzema zdaniami i jednym filmem :) Jeżeli ktoś nie chce jeździć ze stopką i błotnikami, to jego sprawa. Ale jeżeli chce – to też jego sprawa i nikomu nic do tego. A rowerowi znajomi, widzę, że cierpią na ten sam syndrom, o którym opowiadam w tym odcinku Rowerowych Porad:

 

Przepraszam za mój trochę przydługi wywód. Chciałem się po prostu zapytać o zdanie kogoś, kto ma większe doświadczenie i wiedzę z tego tematu ode mnie. Pozdrawiam serdecznie, Włodzimierz

Ja również pozdrawiam :) Wielkie dzięki za to bardzo ciekawe pytanie!