Indiana X-Road 4.0 – test roweru trekkingowego

Na początek przyznam się Wam, że ostatni raz na rowerze trekkingowym jeździłem dobre 15 lat temu. Tym chętniej zabrałem się za testowanie roweru tego typu. Dobrze jest spojrzeć na rowery z różnych perspektyw i pojeździć czymś, czym na co dzień się nie jeździ. A było to spotkanie bardzo udane. Z pogodą podczas testowania było różnie, ale tym bardziej mnie to cieszyło – mogłem sprawdzić rower w niekorzystnych warunkach pogodowych.

Zacznę od budowy X-Road’a. Rower został zaprojektowany i złożony w Polsce. Rama jest aluminiowa, ma przemyślaną geometrię i dobre wykończenie. Znajdziemy tu typowe dla rowerów trekkingowych oraz miejskich – klasyczne stery, które umożliwiają regulację wysokości, na której znajduje się kierownica. Do tego wspornik kierownicy ma możliwość regulacji kąta, tak więc bez żadnego problemu, uda się dopasować pozycję za kierownicą do naszych potrzeb. Oczywiście rozmiar ramy też trzeba dobrać pod siebie, ale taka regulacja kierownicy przydaje się by ustawić bardziej wyprostowaną lub pochyloną pozycję.

Przednie koło amortyzowane jest przez widelec SR Suntour NEX o skoku 63 mm. Jest to prosty, sprężynowy amortyzator, który w zupełności wystarczy do jazdy po asfalcie i szutrowych bezdrożach. Można go zablokować – dzięki czemu na równym asfalcie, nie będziemy tracili energii na jego bujanie. Amortyzowany jest również wspornik siodełka – mi takie rozwiązanie nie do końca się podoba, ponieważ już samo siodełko jest bardzo wygodne – ale wiem, że dla wielu osób każda amortyzacja się liczy :)

Siodełko to markowe Selle Royal Lookin Classic Moderate – jego szerokość jest idealnie wyważona – 15,5 centymetra to ani za wąsko, ani za szeroko. Siodełko jest żelowe, ale nie jest to typowa „kanapa”, z której ten żel aż się wylewa. Jest go tyle ile być powinno, tak aby było wygodnie, ale jednocześnie aby nie odparzyć sobie niczego, od zbyt długiej jazdy na miękkim żelu.

Jeżeli chodzi o komfort podróżowania, to w tym rowerze znajdziemy także wyprofilowane chwyty kierownicy, dzięki którym dłonie mogą odpocząć. Guma z której zostały wykonane ma bardzo przyjemną fakturę – nie jest zbyt twarda, ani zbyt miękka.

Napęd oparty jest głównie o podzespoły Shimano. Z przodu korba SR Suntour z trekkingowym rozstawem zębatek 48/38/28. Z tyłu 8. rzędowa kaseta Shimano 11-32, do tego przednia przerzutka i manetki są z grupy Altus, natomiast tylna to dwie klasy wyższy model Deore. Więcej o grupach osprzętu Shimano przeczytasz w podlinkowanym wpisie. Jak pracuje napęd? Bez żadnych zastrzeżeń – biegi wchodzą pewnie i bez większego opóźnienia. Rozstaw tarcz na korbie oraz zębatek na kasecie został dobrany tak, aby rowerem dało się pojechać szybko na prostej (dla maniaków prędkości – przy 80 obrotach korbą na minutę, rower da się rozpędzić do 45 km/h), ale Indiana dobrze radzi sobie również na podjazdach.

Koła złożono na wytrzymałych piastach klasy Shimano Deore. Z przodu w piastę wbudowane jest dynamo Shimano DH-3D37-QR. Każde z kół ma 32 szprychy, a obręcze są wzmacniane. Niektórzy martwią się, że dynamo w piaście stawia duży opór podczas jazdy – nie zgadzam się z tymi opiniami, ja niczego takiego nie poczułem. Koła kręcą się bardzo dobrze i nie zauważyłem, aby dynamo miało na to znaczący wpływ.

Opony Rubena Gripper w rozmiarze 28″ x 1,6″ (700 x 40C) bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły, okazało się, że radzą sobie nieźle nie tylko na asfalcie. Można je pompować od 2,5 do 5 barów. Przy najwyższym ciśnieniu toczą się po asfalcie naprawdę dobrze i nie hałasują. Bieżnik tej opony zdradza, że nadaje się ona także na lekkie bezdroża, co oczywiście sprawdziłem. Po zjechaniu z asfaltu jest naprawdę dobrze – o ile ktoś nie chce jeździć po kopnym piachu czy w błocie po kolana :) Ale na namokniętych, błotnistych ścieżkach opony radziły sobie bardzo dzielnie i nie miałem problemu z jazdą spokojnym tempem w takich warunkach.

Hamulce tarczowe coraz śmielej wkraczają do świata rowerów trekkingowych. Czy to dobrze, czy to źle – nie mi oceniać. Tak czy owak, obecne tarczówki to zupełnie inne konstrukcje, niż te kilka lat temu. Hamulce są dopracowane i nie powinny sprawiać większych problemów eksploatacyjnych. W modelu X-Road 4.0, znajdziemy hydrauliczne hamulce Shimano BR-M355, z tarczami o średnicy 160 mm. Na początku trzeba pamiętać o ich dotarciu. Wystarczy przejechać się po mieście i 25-30 razy płynnie wyhamować z 20 km/h do zera. To normalne zachowanie hamulców tarczowych, a po ich dotarciu – działają jak trzeba. Te, które zostały tu zainstalowane, w zupełności wystarczają do turystycznego przemieszczania się i rower nawet obciążony sakwami, nie miał problemów z zatrzymywaniem się.

Jak każdy rower trekkingowy, także Indiana X-Road 4.0 została wyposażona w przydatne, turystyczne dodatki. Bagażnik zniesie obciążenie do 25 kilogramów, zamontowano na nim także gumy do mocowania bagażu. Pełne błotniki dobrze radzą sobie z ochroną ubrań przed wodą i błotem. Są regulowane, dzięki czemu spokojnie uda się założyć w przyszłości szersze (i wyższe opony), gdyby ktoś potrzebował, bo w ramie jest wystarczająco dużo miejsca.

Do dynama mamy podłączone dwie lampki. W dzień warto mieć je włączone przez cały czas, ponieważ fajnie zaznaczą naszą obecność na drodze. I to jest dla mnie siła dynama – lampki mogą być włączone przez cały czas, nie trzeba pamiętać o tym, aby je włączać. A zasilanie nigdy się nie wyczerpie, póki mamy siłę jechać :)

Małą uwagę mam do stopki, jaką zamontowano w tym modelu. Sprawdzała się, gdy podpierałem rower bez obciążenia. Po założeniu ciężkich sakw, zawsze musiałem szukać dobrego miejsca, aby go podeprzeć.

Jak się jeździ X-Roadem? Pozycja za kierownicą jest bardzo wygodna, a możliwość regulowania kąta wspornika kierownicy, pozwala na lepsze dopasowanie do własnych potrzeb. Ja jeździłem na ramie 19 cali i przy moich 175 cm wzrostu oraz nodze o długości 78 cm – pasowała mi idealnie. Rower jest bardzo stabilny, na co ma wpływ szeroki rozstaw kół (jak to w trekkingach). Na pewno nie jest to rower do ścigania się, ale w turystycznym peletonie, na pewno nie będziecie zostawali na nim w tyle :)

Podsumowując – Indiana X-R0ad 4.0 to porządny wół roboczy, na który się wsiada, jeździ i nie trzeba się o nic martwić. Rower daje sobie świetnie radę w turystyczno-miejskiej jeździe, a komponenty zostały dobrane z głową. Jeżeli szukasz roweru trekkingowego, to ja go z czystym sumieniem polecam. Tym bardziej, że Indiana X-Road 4.0 kosztuje 2100 złotych i taka cena ma być aktualna przez cały 2017.


Zapraszam do obejrzenia testu tego roweru w formie wideo:

 

Zapraszam Was również na test roweru Indiana X-Pulser 3.7. Dziękuję marce Indiana za użyczenie roweru do testu.