Skocz do zawartości

Garesdas

Użytkownicy
  • Postów

    3
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

Osiągnięcia Garesdas

Nowicjusz

Nowicjusz (1/4)

  1. „Specjalizującemu się” — zdecydowanie tak. 😉 Co do samego serwisu, też wychodzę z założenia, że jeśli nie ma się doświadczenia, to lepiej oddać amortyzator komuś, kto naprawdę zna się na zawieszeniu. Zwłaszcza że źle dobrany olej albo niewłaściwe ustawienie tłumienia potrafi mocno zmienić charakterystykę pracy amora. Przy okazji warto rozdzielić smarowanie poduszki powietrznej od tłumika — do komory powietrznej stosuje się odpowiedni smar, a olej dobiera się do konkretnego układu tłumienia i zaleceń producenta. Sama zasada „większa masa = gęstszy olej” jest pewnym uproszczeniem, bo na pracę tłumika wpływa też konstrukcja dampera, zakres regulacji i preferencje ridera. Tak że zaufany mechanik specjalizujący się w amortyzatorach to moim zdaniem najlepsza opcja. Szczególnie jeśli amor nie jest tani i nie chce się eksperymentować na własnym sprzęcie.
  2. Ja mam bardzo podobne odczucia. W wielu współczesnych rowerach warstwa bezbarwna jest naprawdę bardzo cienka i wystarczy odrobina bardziej ściernej pasty, żeby narobić sobie problemów. Menzerna 1000 to jednak pasta mocno tnąca, więc na lakierze rowerowym potrafi zadziałać znacznie agresywniej niż na samochodzie. Sam przy rowerach ograniczam się już tylko do delikatnych past wykańczających albo ręcznego cleanera. Zyski z mocniejszej korekty są niewielkie, a ryzyko przebicia bezbarwnego niestety całkiem realne. Szkoda, że przekonałeś się o tym w taki sposób, ale dzięki za opis – może ktoś inny uniknie podobnej niespodzianki.
  3. To, co kto robił po, było jego wyborem. Tak, jak widziałeś, był to spęd różnych ludzi, często z nizin społecznych, więc akurat trudno dziwić się takiemu podejściu. Ale przynajmniej miało to swój "podwórkowy" urok i niemal każdy z ulicy mógł się zaciągnąć. Generalnie jednak bardziej chodziło o cytowanego na wstępie Desgrange'a. I co do tego nie mam żadnych wątpliwości - oczywiście, że jestem looserem, bo ja na ostrym kole nawet bez wyścigów i na krótkim dystansie bardzo cienko bym przędła. Dlatego jeśli już (choć też bez przesady), to większe wrażenie robią na mnie wyścigi torowe ewentualnie jazda indywidualna na czas. Ale to jest moje zdanie i nikomu nie każę się z nim zgadzać 😉 Ani też nikogo nie planuję przekonywać.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...