Ciekawe, rowerowe projekty społecznościowe

Od kilku lat platformy takie jak Kickstarter, Indiegogo czy Polak Potrafi, wspierają przedsiębiorców w zbieraniu funduszy na realizację ich projektów. Przychodzi się z pomysłem i poddaje ocenie internautów, którzy „głosują” portfelem. Po zebraniu odpowiedniej kwoty pieniędzy, rusza produkcja. Jest to świetny pomysł na weryfikację jakiegoś pomysłu – społeczność internetowa szybko zweryfikuje czy temat jest interesujący i warto wyłożyć na niego pieniądze, czy jest to tylko strata czasu. Dobrze jest mieć już gotowy prototyp urządzenia, ale tak naprawdę nie ryzykuje się utopieniem pieniędzy w coś, co nikomu się nie spodoba.

Przygotowałem dla Was kilka ciekawych projektów, które znalazłem na tych stronach. Część z nich jest jeszcze aktualna (stan na listopad 2016), część z nich już się zakończyła, ale najczęściej można nabyć gotowy produkt na stronie producenta.

Muszę tu dodać jedną rzecz. Pamiętajcie, że serwisy crowdfundingowe, czyli finansowania społecznościowego, są jedynie pośrednikiem w łączeniu wytwórców z hmmm… mecenasami, to chyba najlepsze określenie. Tak naprawdę nie ma 100% gwarancji, że produkt, który zamówiliśmy, kiedykolwiek powstanie. Tak to czasem bywa, że po prostu twórca źle przekalkuluje budżet, jaki będzie mu potrzebny do rozpoczęcia produkcji. Na Kickstarterze ok. 9% tych, którzy zebrali fundusze, nie wysyła obiecanych produktów. Trzeba po prostu pamiętać o tym ryzyku.

 

Kosynier – polski rower elektryczny

Bracia Bielawscy z Buku zebrali w zeszłym roku prawie 70.000 złotych na Polak Potrafi, które wydali na testowanie podzespołów do swojego roweru elektrycznego Kosynier. W tym roku próbowali zebrać więcej funduszy na międzynarodowym Indiegogo, ale tam nie udało się pozyskać zakładanych 100.000 dolarów.

Ten ręcznie wykonany przez polskich rzemieślników rower elektryczny, swoją konstrukcją ma nawiązywać do motocykli z początków XX wieku. Prezentuje się bardzo ciekawie i trzymam kciuki za powodzenie w zrealizowaniu tego projektu.

 

Skunk Lock – śmierdzące zabezpieczenie do roweru

Daniel Idzkowski z San Francisco zebrał już 240% wnioskowanej kwoty na tego śmierdzącego U-Locka. Zapięcie ma być gotowe do wysyłki w połowie 2017 roku, a jego cena obecnie wynosi 120$. Jego wyjątkowość polega na wypełnieniu U-Locka sprężonym, bardzo śmierdzącym i brudzącym gazem. Ma on wydostać się z zapięcia w momencie, gdy ktoś będzie chciał je przeciąć – co ma skutecznie odstraszyć złodzieja. Pomysł wydaje się całkiem ciekawy i jak widać bardzo spodobał się społeczności Indiegogo.

Skunk Lock

 

add-e – silnik elektryczny, który można zamontować w każdym rowerze

Zbiórka została zakończona w 2015 roku. Twórcy zebrali ponad 400 tysięcy euro na ten projekt. Jest silnik elektryczny montowany pod ramą, z rolką, która napędza tylne koło podczas pedałowania. Akumulator ukryty jest w pojemniku wielkości dużego bidonu, a siłę wspomagania reguluje się przy pomocy pokrętła na akumulatorze. Miałem sporo wątpliwości gdy patrzyłem na ten pomysł, ale z wideo recenzji użytkowników wynika, że przeniesienie napędu poprzez rolkę sprawuje się naprawdę dobrze. Akumulator ma zapewniać zasięg do 50 kilometrów jazdy. Obecnie zestaw można kupić za 890€ (silnik o mocy 250 Watów) lub 1100€ (silnik o mocy 600 Watów, do jazdy po drogach niepublicznych).


MATE – elektryczny składak

Ten projekt zebrał niedawno prawie 4 miliony dolarów(!). Stanowi to 4200% zakładanej przez twórców kwoty. Chyba nie spodziewali się aż takiego zainteresowania i teraz szukają wytwórcy, który poradzi sobie z dużo większym zamówieniem :) Rower ma ukryty w ramie akumulator, tylny oraz przedni amortyzator i 7 biegów (szkoda, że nie ukrytych w tylnym kole razem z silnikiem). Dostępny był w trzech wersjach, różniących się mocą (250W lub 350W) i pojemnością akumulatora (10,4 Ah lub 13 Ah). Deklarowany zasięg przy mocniejszej baterii to 80 kilometrów. Trochę dziwi mnie znaczny rozrzut pomiędzy ceną dla wspierających, a przewidywaną ceną w sprzedaży ogólnej. Na Indiegogo rower kosztował 700-850 dolarów, natomiast w sklepach ma kosztować 2000-2249 dolarów. To sporo jak za takiego składaka, ale jeżeli ktoś będzie zainteresowany, warto obserwować kiedy i za ile rower pojawi się w ogólnej sprzedaży.

mate rower elektryczny skladak


Smart Halo – inteligentny asystent rowerowy

Nie mogłem wymyślić innego określenia na to urządzenie :) Montuje się je na kierownicy i dzięki kolorowym panelom na obudowie, Smart Halo może przekazywać nam informacje. Po połączeniu z telefonem, może on np. pokazywać wskazówki z nawigacji – informując o skręcie czy o dotarciu do celu. Halo może nas informować o przychodzącej rozmowie telefonicznej, pokazywać realizację celu jaki sobie zadaliśmy (np. liczbę przejechanych kilometrów), służyć jako lampka rowerowa, a także jako alarm rowerowy.

smart halo bike

Projekt zebrał ponad 400 tysięcy dolarów, a obecnie można go zamówić w przedsprzedaży za 140 dolarów. Szczerze mówiąc, produkt wygląda ciekawie, ale mam wrażenie, że sporo funkcji zostało tam upchniętych na siłę, żeby tylko „coś było”. Jak dla mnie fakt, że urządzenie może nam pokazać kierunek skrętu i poinformować o przychodzącej rozmowie, to trochę za mało, jak na coś za co trzeba dać ponad 500 złotych. Gdybyśmy zarabiali inaczej i po przeliczeniu trzeba byłoby zapłacić 140 złotych – to jeszcze widziałbym tu sens.

Xshifter – elektryczna zmiana przełożeń

Elektrycznie zmieniane przełożenia od kilku lat są dostępne w najwyższych grupach osprzętu m.in. Shimano i SRAM. Niestety tanio nie jest i złożenie chociażby górskiej grupy XT kosztuje powyżej 5000 złotych. Było to oczywiste, że pojawią się firmy, które będą chciały uszczknąć coś dla siebie z tego tortu, wchodząc także na rynek dla amatorów. Jedną z propozycji jest Xshifter, którego twórca zbiera fundusze na Kickstarterze. I idzie mu bardzo dobrze, dotychczas zebrał prawie sto tysięcy dolarów (z zakładanych pięćdziesięciu). W cenie od 200 do 340 dolarów (w zależności od typu) dostajemy jeden bądź dwa silniczki do sterowania przerzutką oraz manetkę na kierownicę. A cały zestaw działa bezprzewodowo! Wystarczy zamontować silniczek (lub dwa) na ramie, podłączyć linkę do przerzutki (dowolnej, sprzęt ma działać z każdym sprzętem na rynku) i założyć manetkę na kierownicę. Potem całość reguluje się za pomocą aplikacji na telefonie (osprzęt łączy się przez Bluetooth).

xshifter

Akumulator w silniczku, ładowany przez mikro-USB ma wystarczyć na 7-30 dni działania, w zależności od intensywności korzystania. Natomiast w manetce zastosowano popularną baterię CR2032, która ma dawać zasilanie przez rok. Powiem Wam, że projekt wygląda bardzo ciekawie. Dostępnych jest kilka wersji – pojedyncza, która obsługuje jedną przerzutkę; podwójna – do obsługi przedniej i tylnej przerzutki za pomocą jednego silniczka i jednej manetki; różne mogą być też manetki – szosowe lub do rowerów z prostą kierownicą.

 

Przeglądając te i inne projekty, widzę, że duch wynalazczości nie ginie. Oczywiście jestem przekonany, że wiele z tych produktów, które Wam pokazałem, są lub będą dostępne za dużo mniejsze kwoty u Chińczyków na Aliexpress. Warto trochę poszperać, a nuż coś ciekawego chińskie rączki już sklonowały. Jakiś czas temu pokazywałem pomysły rowerowe, które mi nie odpowiadały. Wkładanie za dużej ilości elektroniki do roweru nie jest moim zdaniem zbyt dobrym kierunkiem. Zwłaszcza akcesoriów, które mogłyby odwracać naszą uwagę od drogi. Ale taka elektryczna zmiana biegów czy dołączany silnik elektryczny – nie mówię im nie :)

 


 
    • Fajny pomysł. A projektów rowerowych jest dużo, dużo, dużo więcej – warto poszukać :)

  • radziu

    Ten xshifter to chyba tylko zbędna komplikacja. Tak czy inaczej pozostają przerzutki mechaniczne a dochodzi do tego elektronika. Di2 to całkiem inna idea.

    • Ale przecież Di2 to też mechaniczna przerzutka, tyle, że silnik jest wbudowany w przerzutkę, a nie jest zewnętrznym mechanizmem.

      Xshifter jest o tyle ciekawy, że jest po prostu tańszy i można go założyć do każdej przerzutki. Mam nadzieję, że to zmobilizuje producentów do przenoszenia elektryki do tańszych grup. Miałem okazję jeździć z XTR-em Di2 i to ciekawa sprawa.

      • radziu

        Rozchodzi mi się, że dalej pozostaje linka (w dodatku fragmenty najbardziej narażone na zużycie) + silnik, czyli mamy nie jeden fant a dwa, które mogą generować problemy. Jeśli jest linka, to pozostaje kwestia regulacji na lince, w Di2 reguluje się samo.
        Po tym jak bliżej przyjrzałem się manetce i pomysłowi, że ma do tego być podłączona sztyca myk-myk, ciężko mi jest uzmysłowić sobie jak szybko podnieść siodło i jednocześnie zredukować cały zakres kasety – nie trafiając przy okazji w inny przycisk manetki.Dwie osobne manetki z dwoma przyciskami byłyby imho bardziej ergonomiczne od jednej z czterema.

        Ostatnia kwestia, to na co to komu jak się nie ściga? A jak ktoś się poważnie ściga i potrzebuje, to dostanie od sponsora produkt sh/sram.
        Jedyna odpowiedź jaka mi się nasuwa to: pro mają elektrykę to ja chce też namiastkę elektryki. Zamiast za 1/3 tej kasy zainwestować w manetki klasy xt oraz dobre okablowanie i mieć świety spokój.

        Po popularności tego rozwiązania na KS widzę, że sami jako użytkownicy rowerów dopraszamy się nowinek i zmian w standardach, więc nie rozumiem czemu jest taki lament na wszelkie nowości typu boost, tapper koła duże, średnie i w plusie.

  • F

    Podoba mi się pomysł uniwersalnego silniczka rowerowego, ale jedna rzecz nigdy nie daje mi spokoju. Jak można twierdzić, że jest on „eko”? Ktoś się spyta: „Dlaczego? Przecież nie jest to silnik spalinowy, nie emituje CO2 i spalin.” Dobrze, ale produkcja akumulatorów pochłania spore nakłady energii i wykorzystuje składniki chemiczne. To sama produkcja, a dodatkowym problemem jest utylizacja. Przecież tak, jak zwykłe baterie, i te trzeba utylizować. To samo tyczy się wszelkiego rodzaju eko samochodów, systemów grzewczych z baterii słonecznych itp. Ktoś o tym pomyślał. Żeby była jasność, nie jestem przeciwny technologii, po prostu mówienie o tym produkcie, jako „eko” to mydlenie oczu :)

    • radziu

      Nie zapominaj, że akumulator trzeba naładować, a energia elektryczna w PL pochodzi głównie z węgla, czyli jednak elektryczny silnik emituje pośrednio CO2 do atmosfery.

      • F

        Nie zapominam, chodziło mi o sam proces produkcji.

    • No cóż, prawie cała działalność człowieka jest mało ekologiczna. A że producenci lubią podkreślać to „eko”… no cóż, to już inna sprawa.

      • F

        Zdaję sobie z tego sprawę, dlatego akceptuje taki stan rzeczy, ale jak sam zauważyłeś określenie „eko” jest teraz w większości chwytem marketingowym… Najbardziej eko wydaje się jazda na ZWYKŁYM rowerze i to w dodatku z oświetleniem na dynamo :P

    • JanVan

      To z postrzeżenie w temacie „ekologi” mi się spodoba i można by rzec, że mało kto zwraca na to uwagę a szkoda! Ja tu pozwolę sobie na dorzucenie i swych drobnych przemyśleń. – Trzeba na to spojrzeć jako na proces, nieustający czas poszukiwań, droga ewolucji technicznej z której za jakiś czas, przejdziemy na wyższy rozwój techniki. Cała filozofia tegoż procesu zamyka się w słowie bilans. Jeśli ów wyjdzie im plus to chwała poszukiwaczom. Dodam jeszcze, że puki co, zmierza to, do „uporządkowania” zatruwania środowiska. Kiedyś tereny wiejskie zawsze kojarzyły się ze świeżym powietrzem a miasta z . . . , wiadomo czym. A przyszłość,- miasta – elektryczne samochody, motory,rowery i „cichy asfalt”, (a to już wymyślono – tylko lobby . . ) gdzie tylko wzrok zapewni nam bezpieczeństwo przy przejściu na drugą stronę ulicy. Taka będzie cisza, tak może być ale, to piosenka dalekiej przyszłości gdy tylko ptaki i głos ludzi . . . – Utylizacja, kultura ludzi – patrząc nań dziś nie wypada dobrze w Polsce. Więc kończąc już: Wieś, jak ktoś będzie mieć pecha, taką utylizację pod bokiem to . . . , ach miasto! – Podoba mi się to forum rowerzystów, tu się czuje jak w dobrej rodzinie. Pomyślności z Nowym Rokiem 2017 – Pisane pierwszego stycznia.

  • Marcin Bielawski

    Dzięki za uwzględnienie Kosyniera. W wolnej chwili opiszemy nasze spostrzeżenia nt. akcji crowdfundingowych. Dlaczego wg nas udało się na Polak Potrafi, a na Indiegogo już nie. Może przyda się to innym projektodawcom. Kosynier małymi krokami, ale cały czas zbliża się do startu z produkcją.

    • Trzymam kciuki za powodzenie. Aczkolwiek nie będę ukrywał, że martwi mnie to, że to już tyle czasu trwa. Fajnie jakbyście znaleźli jakiegoś większego, strategicznego sponsora – czego Wam życzę.

      • Marcin Bielawski

        Też już byśmy chcieli ruszyć;) Jednak chcemy zrobić to samodzielnie. Potrwa to oczywiście nieco dłużej, ale mam nadzieję, że na końcu wszyscy stwierdzimy: warto było. Wtedy też opiszemy co zajęło nam najwięcej czasu.

  • aaa

    Cześć. Szukam właśnie roweru dla siebie i gdzieś tutaj polecałeś Romet vintage. Ponieważ rower mi się podoba a cena jeszcze bardziej chciałbym zapytać czy w tej cenie ciągle jest wart uwagi bo wpis był sprzed 2 lat. Mam 170 cm i 70 kg rower będzie wykorzystywany rekreacyjnie na miejskich ścieżkach. Musi być damski i na sztywnym widelcu. Na ramach i osprzecie nie znam się wcale jak dla mnie im prościej tym lepiej, ogumienie takie bardziej komfortowe. . I tyle. Pytanie czy warto dopłacać do czegoś innego (znalazłem jeszcze kands alfa city ale Romet podoba mi się bardziej ), a jeśli nie to co od razu w romecie wymienić żeby nadawał się do użytku. Nie chcę wydać więcej niż 1300. Może jeszcze coś innego? Mogę też ewentualnie zakupić Niemczech. Pomożecie?

    • Hej, o Romecie Vintage pisałem w tym roku :) https://roweroweporady.pl/jaki-rower-kupic-do-1000-zl/

      Vintage, jak na rower w tym budżecie jest bardzo w porządku. Co do opon, to ma założone takie o szerokości 40 mm. To nie będą niestety super-komfortowe opony. Ale za to, będą toczyć się lżej niż szersze – coś za coś.

      Według mnie, jeżeli oczekujesz od opon względnego komfortu w mieście, warto patrzeć na taki rower, który będzie miał opony o szerokości co najmniej 45 mm (1,75 cala). W tym Romecie co prawda można byłoby wymienić opony na szersze, ale coś czuję, że będzie problem, aby je zmieścić pod fabryczne błotniki.

      Z Rometów zerknij na przykład na model Pop Art: http://www.ceneo.pl/Sport_i_rekreacja;szukaj-romet+pop+art+28;0192.htm#crid=96697&pid=7269

      Są tam szersze opony niż w modelu Vintage, dostajesz także dynamo w przednim kole, które napędza lampki. Jest też trzybiegowa przerzutka planetarna, schowana w tylnym kole.

      • aaa

        Zasugerowałem się komentarzami pod artykułem sprzed dwóch lat. Dzięki za odpowiedź. A czy warto dopłacić do tego alfa city?
        Romet 850 kands 1060.

        • Kands Alfa City z tego co widzę to też jest w porządku rower. Z tym, że ma opony o szerokości 38 mm. Wiesz, uparłem się na patrzenie na szerokość, ponieważ pisałaś, że chciałabyś bardziej komfortowe ogumienie.

          Ja w swoim rowerze mam 35 mm i dobrze wiem, że na nierównościach z komfortem bywa różnie. Ale nie narzekam i na przyszły rok rozważam zakup 28 mm :D W każdym razie jak dla mnie pewien komfort zaczyna się w oponach od 44-45 mm szerokości.

          No i druga sprawa. Romet ma tylko przerzutkę z tyłu. Jeżeli nie planujesz jeździć po górach, a bardziej po płaskim terenie, to moim zdaniem jest to lepsze rozwiązanie. Po prostu napęd będzie mniej skomplikowany i będzie mniej elementów, które mogą się popsuć. No i podczas jazdy biegi będziesz zmieniać tylko jedną manetką, nie martwiąc się o jednoczesne ustawienie przedniej przerzutki. To tak na marginesie :) Sam zastanawiam się nad wymianą napędu w rowerze, na taki z jedną tarczą z przodu.