Rozwalił mi pan auto tym rowerem i jakoś nie płaczę!

Kładąc się do łóżka w środę wieczorem, miałem postanowienie zacząć jeździć rano przed pracą na szosie. Nie mogłem spać z podekscytowania, gdyż pewna bardzo ważna dla mnie osoba, zgodziła się na wywiad. To wydarzenie dało mi dodatkowego kopa motywacyjnego, by rano wyskoczyć na godzinkę.

O szóstej piętnaście zjadłem dwie ociekające sokiem pomarańcze, wcisnąłem się w mój odświętny czarno-niebieski, szosowy komplet Pearl Izumi Elite, na dłonie naciągnąłem nowiutkie rękawiczki z tej samej serii, odpaliłem składankę na iPodzie i pognałem przed siebie. Po piętnastu minutach jazdy, gdy miałem przed sobą ostatni kilometr miasta, zobaczyłem srebrną osobówkę. Pamiętam, że zdążyłem jeszcze nacisnąć oba hamulce. Potem był tylko ogromny trzask, huk i leżałem na ziemi.

Od razu poczułem niesamowity przypływ adrenaliny. Trzęsącymi się dłońmi podniosłem rower i przykucnąłem. Wszystko stało się bardzo wyraźne i ewidentnie zwolniło. Z samochodu wypadła pani z zapytaniem, czy nic mi się nie stało. Gdy powiedziałem, że chyba jest ok, zaparkowała samochód, a ja podszedłem do niej. Sprawę chciałem załatwić ugodowo. Poprosiłem do dane i zacząłem oglądać rower.

Pani zaczęła grzebać w aucie za zeszytem, pytając czy nic sobie nie zrobiłem. Otrzepałem się i spostrzegłem, że moje spodenki są powyciągane, nadszarpane z obu stron. Przekazałem jej tę informację i powiedziałem, że te spodenki kosztują 400 złotych. Usłyszałem coś w rodzaju: „wjechał mi pan w samochód i jakoś z tego powodu nie płaczę. Nie zapłacę panu czterech stów za żadne spodenki, bo są używane i na pewno nie są tyle warte. To już wolę 200 złotych mandatu”. Sprawę od początku chciałem załatwić na spokojnie, ale wtedy czara goryczy się przelała.

To ja wjechałem w jej samochód?

Nie miałem ze sobą telefonu, więc poprosiłem ją o komórkę, abym mógł wezwać Policję. W odpowiedzi usłyszałem „nie dam panu żadnego telefonu”. Krew w moich żyłach nabrała koloru oraz temperatury lawy. Poprosiłem przechodnia o telefon i wykręciłem 112. Po około półgodziny od telefonu, pojawił się radiowóz.

Przez trzydzieści minut wspólnego czekania, usłyszałem równie ciekawe sformułowania „no i przez pana się spóźnię do pracy”, „się panu zachciało dzwonić”, „a gdzie w ogóle ma pan kask?” itd. Próbowałem jej wytłumaczyć, że wina leży po jej stronie, ale było to mniej skuteczne niż próba okopania się w wodzie. Przytoczyłem informację, że od 2011 roku kierowca ma obowiązek ustąpić pierwszeństwa rowerzyście, jadącemu po drodze dla rowerów, gdy ją przecina itd. „Ja nie jestem rowerzystą, żebym musiała znać takie przepisy”. Po 30 minutach, podjechali do nas bardzo sympatyczni funkcjonariusze. Wysłuchali wersji każdego z nas, a następnie wyjaśnili, że sprawcą zdarzenia jest kierowca. Pani dostała mandat, ja kartkę z danymi zdarzenia i numerem polisy ubezpieczyciela pojazdu.

Poza spuchniętym palcem, lekko obitą prawą nogą, niewiele mi się stało. Do wesela się zagoi. Wypadek, kolizja, stłuczka, zdarzenie drogowe? Było rano, samochody jeździły, piesi na ścieżce, rowerzyści. No cóż każdemu mogło się to przytrafić. No hard feelings. Bardziej od całej reszty zabolało mnie zachowanie tej pani i jej podejście do sprawy. Zła, obrażona na cały świat. Jej punktualne zjawienie się w pracy było ważniejsze niż druga osoba, której wyrządziła krzywdę. Nie usłyszałem z jej ust nawet jednego przepraszam.

Pamiętaj!

Żyjąc w pośpiechu, zapominamy o tym co jest najważniejsze. Nasze priorytety nic nie znaczą, wobec jednego słowa: ŻYCIE. Może czasem warto się zatrzymać w wyścigu za pieniędzmi i zwrócić uwagę, że piesi, rowerzyści, motocykliści i kierowcy to tylko funkcja zdobyta z czasem. Każdy z nas jest przede wszystkim człowiekiem. Dowodem na cud życia. Jednostką, której czas można przekreślić w ułamku sekundy. Warto o tym pamiętać…

Autorem wpisu jest Maciej Sobol



Aby napisać komentarz pod wpisem, nie musisz się rejestrować! Wystarczy, że podasz swoją nazwę i e-mail oraz zaznaczysz ptaszkiem "Wolę pisać jako gość". Trzeba odhaczyć jeszcze dwa okienka od góry, gdzie zgadzacie się na przetwarzanie Waszych danych. Zapraszam do komentowania - odpisuję na wszystkie pytania, nawet w starych wpisach.