Tour de France od środka oczami kibica

Przyznam się Wam szczerze – oglądanie w telewizji relacji z Tour de France, czy innych wyścigów kolarskich – nie należy do moich ulubionych zajęć. Wielkie toury trwają po trzy tygodnie, a każdy etap po kilka godzin (wielki szacunek dla komentatorów Eurosportu, którzy potrafią przez tyle czasu opowiadać, o tym co się dzieje na ekranie i poza nim). Każde moje podejście do śledzenia transmisji, kończy się na słodkiej drzemce po godzinie i ewentualnej pobudce na finisz :) Większą ode mnie fanką kolarstwa jest Monika, która powinna zamiast mnie pojechać na ten wyjazd. #możenastępnymrazem

Tak, w tej pięknej Emondzie mam skrzyżowany łańcuch, ale tak mi ją dali :)

Niemniej pewnym zaproszeniom się nie odmawia i gdy odezwała się do mnie Asia ze Škody, proponując wyjazd do Francji, zdecydowanie nie mogłem odmówić sobie tej przyjemności. Ale nie będę Wam opisywał, jak wyglądają prasowe wyjazdy od kuchni – wolałbym skupić się na kibicowskiej stronie tego wielkiego wyścigu. Bo wygląda ona zupełnie inaczej niż to, co widzimy w TV.

Zacznę od tego, że CAŁA Francja żyje Le Tour’em i rowerami w ogóle. W Tarbes (skąd startował 14. etap TdF), miasteczku liczącym raptem 50 tysięcy mieszkańców (to tyle ile Skierniewice czy Ostrołęka), w małym saloniku prasowym można było kupić 13 (!) różnych magazynów rowerowych. Może mają je w ciągłej ofercie, może ściągnęli je tylko z okazji wyścigu – niemniej robi to wrażenie.

Tour de France 2019

Tak wyglądają miasteczka w Pirenejach, pewien czas przed Le Tour. Cisza, spokój, urocze domki i uliczki, świeże, górskie powietrze. Gdzieniegdzie już powiewają żółte flagi, ale to tylko preludium tego, co dopiero nadejdzie.

Tour de France 2019

Wszystko zmienia się w dniu wyścigu, gdy na trasę wychodzą dziesiątki tysięcy kibiców. Czternasty etap z Tarbes na przełęcz Col du Tourmalet liczy sobie „tylko” 118 km, ale za to jest to etap górski – mający ponad 3000 metrów przewyższenia. I na praktycznie całej trasie nie było miejsca, żeby nie stali kibice! Oczywiście najwięcej było ich w miasteczkach i na podjazdach, ale nawet na płaskich odcinkach, zbierała się ich liczna grupa.

Tour de France 2019

Samochód Sędziego Głównego TdF

Ludzie przychodzą na trasę całymi rodzinami, aby wspólnie oglądać wyścig. W miasteczkach i wsiach rozkładają przy ulicy stoliki i krzesełka, rozpalają grille, raczą się winem. W niektórych miejscach organizowane są nawet festyny z okazji TdF, gdzie w oczekiwaniu na przejazd peletonu, można było pokibicować przed telebimem i skorzystać z różnych atrakcji.

Tour de France 2019
W żółtej koszulce, patrzący się prosto w obiektyw, lider wyścigu – Julian Alaphilippe

A wszystko to tylko po to, aby przez kilkanaście sekund móc obejrzeć przejeżdżający z zawrotną prędkością peleton! Gdy stanęliśmy na płaskim odcinku, najpierw mignęła nam ucieczka, a po pewnym czasie główna grupa. Wystarczyłoby odwrócić na chwilę głowę, aby kichnąć, a kolarzy już by nie było :)

Czy kibicom to przeszkadzało? Ani trochę! Prasową Škodą Superb początkowo jechaliśmy daleko przed peletonem. Kibice już czekali, zwarci i gotowi, machając każdemu pojazdowi, który nadjeżdżał (a była ich cała masa). Można poczuć się jak gwiazda, odmachując tym wszystkim ludziom :)

A wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, lekko podchmieleni ;) i chętnie pozujący do zdjęć. Tego dnia mieli się z czego cieszyć – dwóch Francuzów stanęło na podium.

Wielu z nich przyjeżdża na Tour de France kamperami i dzień w dzień podróżują za wyścigiem, starając się jak najszybciej zająć dobre miejsce do obserwowania kolarzy. Nie ma czasu na zwiedzanie :) Trzeba od razu po zakończeniu etapu, ruszyć na trasę kolejnego i tam spokojnie czekać, aż znów peleton przeleci obok nich w ciągu mgnienia oka. Ewentualnie poczekać aż przejadą zawodnicy, którzy zostali z tyłu. Prawdziwym szczęściem natomiast jest zajęcie miejsca na większym podjeździe.

Tu peleton momentalnie potrafi się rozerwać i kibice mają dużo więcej do oglądania. Nie ma pracy zespołowej, tylko często samotna walka z naprawdę trudnymi ściankami. Na zdjęciu powyżej Peter Sagan, który już sześć razy wygrywał klasyfikację punktową TdF, a w tym roku zmierza po siódme zwycięstwo. Przy tym nadal pozostaje jednym z ulubieńców kibiców – zobaczcie jak na etapie, na którym byłem, podpisywał swoją książkę podczas jazdy :)

Tour de France 2019

Oglądając wyścig kolarski na żywo, mamy zupełnie inną perspektywę, niż w przekazie telewizyjnym. Dopiero stojąc kilkadziesiąt centymetrów od przejeżdżających kolarzy, można zobaczyć zmęczenie na ich twarzach, emocje i to, że są to (nie)zwykli ludzie, a nie roboty. Oczywiście duże podziękowania należą się osobom, realizującym transmisję z Le Tour, niemniej dopiero znalezienie się tam na miejscu, pozwala w pełni poczuć, jak to wszystko wygląda naprawdę.

A wśród kibiców nie brakowało oczywiście rowerzystów (starszych i młodszych), którzy na wiele godzin przed startem etapu, sami zmierzyli się z podjazdem pod Col du Tourmalet. I to nie tylko na rowerach szosowych, widziałem także górale (nieraz z pełnym zawieszeniem) i trekkingi :) Być może część z nich dostała się na górę kamperem i zaliczą tylko zjazd, ale to też z pewnością będzie niezapomniana przygoda.

Mała ciekawostka – przed przejazdem kolarzy, inspekcję trasy przeprowadza dwóch sympatycznych panów, którzy… przemalowują niecenzuralne rysunki (a także polityczne napisy), przygotowane przez kibiców z ciężkim poczuciem humoru :)

KONKURS ZAKOŃCZONY

Czas na mały konkurs, którego jestem organizatorem. Mam dla Was do rozdania 5 zestawów: bluza rowerowa Škoda (męska lub damska) + bidon. Wystarczy, że w komentarzu do tego wpisu napiszecie, jaki jest Wasz ulubiony kolarz, biorący udział w Tour de France (obecnie lub w przeszłości) z krótkim (może być jedno zdanie) uzasadnieniem. Wybiorę najciekawsze odpowiedzi i odezwę się do zwycięzców. Czas na udzielenie odpowiedzi macie do niedzieli, 28 lipca (wtedy kończy się Tour de France) do godziny 23:59. Wyniki ogłoszę maksymalnie do środy 31 lipca.

Dziękuję za tak liczny udział w konkursie, chętnie nagrodziłbym wszystkich, ale zasady były od początku jasne – zatem zestawy: Bluza rowerowa Škoda + bidon powędrują do:

– Jarka
– Igora (komentarz o Joachimie Halupczoku)
– Piotrka J
– PCTMA
– Mariuszzz’a

140 komentarzy

  • Ryszard Szurkowski. Choć nie było mu dane wystartować w Tur de France, to na pewno poradziłby sobie w zawodowym peletonie, gdyby dostał taką szansę. W 1973 roku, Szurkowski zdobył w Barcelonie mistrzostwo świata. Rok później Tour de France wygrał Hiszpan Luis Ocana, który na MŚ w Barcelonie zdobył brązowy medal wśród zawodowców. Szacunek należy mu się za całokształt a wsparcie szczególnie teraz.

  • Greg LeMond. Bo w latach 80 kiedy kibicowałem jako dzieciak, to było chyba jedyne znane mi nazwisko, z, wówczas dla nas tajemniczego, zawodowego peletonu. A ulubiony także dlatego, że bez lemondki nie wyobrażam sobie jazdy dziś. :) Drugim był Zenon Jaskuła który przeniósł ówczesnych kibiców z Wyścigu Pokoju i naszych sukcesów w peletonie amatorskim (Piasecki, Halupczok) do peletonu zawodowego i pokazał, że tam też potrafimy.

  • Joachim Halupczok – w bardzo młodym wieku (20 lat) zdobył już drużynowe srebro na olimpiadzie, a rok później złoto na mistrzostwach świata. Szkoda, że problemy zdrowotne kazały mu zakończyć karierę również bardzo wcześnie.
    Wrażenie zrobiła na mnie wizyta w jego rodzinnej miejscowości – Niwkach (województwo opolskie). Mimo, że jest tam tylko kilkadziesiąt domów, to znajduje się tam specjalny bar w rowerowym stylu, a miejscowość jest pełna kolarzy. W samym centrum stoi pomnik upamiętniający Joachima.

  • Juan Antonio Flecha – sympatyczny Hiszpan, może to nie kolarz z najwyższej półki, taki, którego to pamiętają setki kolarskich kibiców. Jednak ja zapamiętałem go dzięki jego gestowi na mecie, a mianowicie przekraczając pierwszy linię mety na jednym z etapów Tour de France przed kilkunastu laty wykonał gest jakby strzelał z łuku. Panowie redaktorzy z Eurosportu zaraz pospieszyli z wyjaśnieniami co to znaczyło. Flecha to po hiszpańsku strzała. Fajne nazwisko jak dla kolarza, prawda?
    A przy okazji gorące pozdrowienia dla Panów Jarońskiego i Wyrzykowskiego, cudownych komentatorów z Eurosportu, fachowców o ogromnej wiedzy, zasypujących telewidzów w czasie oglądania wielkich tourów wieloma ciekawostkami czy to na temat zawodników, jak to było w powyższym przykładzie, czy to na temat miast i regionów przez które przetacza się wyścig. Ja na pewno nie zasypiam przed telewizorem na etapach TdF

  • Peter Sagan – bo to po prostu naprawdę sympatyczny facet jest; nawet jeśli wbrew regulaminowi zdarzyło mu się kiedyś publicznie cmoknąć hostessę, za co zresztą oficjalnie przeprosił pokrzywdzoną (a ta – przeprosiny przyjęła). Poza tym – a w kontekście sportowym przede wszystkim – wszechstronny kolarz (szosa-góra-przełaj), od początku swojej zawodowej kariery trzymający niezmiennie wysoki poziom bez niepotrzebnego zadęcia i zaklęć (tj. corocznego prognozowania ambitnych celów, które i tak nie zostaną osiągnięte).

  • Moim ulubionym kolarzem jest nasz Rafał Majka – dwa razy wygrał klasyfikację górską TdF i trzykrotnie stanął na podium jednego z etapów. Do tego wygrał Tour de Pologne i był trzeci w hiszpańskiej Vuelcie. Na koncie ma także brązowy medal Igrzysk olimpijskich.

    Do tego sympatyczny, bardzo waleczny (pamiętne „pchamy, pchamy, pchamy” dla Rafała od Jarońskiego i Wyrzykowskiego z Eurosportu) i nadal skromny, mimo tylu sukcesów. Mam nadzieję, że jeszcze powalczy i dołoży kilka trofeów do swoje kolekcji.

  • To Zenon Jaskuła, ponieważ zdobył aż trzecie miejsce, do tego jest to wielokrotny mistrz i wicemistrz świata, rozsławił swoimi sukcesami Polskę i zawsze walczy fair.

  • Eddy Merckx – to nr 1 świata kolarzy, bezapelacyjnie nr 1 Tour de France
    Nazywany „Kanibalem” ze względu na wielką chęć wygrywania. Jako jedyny kolarz w historii wygrał w jednym roku trzy główne klasyfikacje (generalną, punktową – tzw. sprinterską – oraz górską) wyścigu Tour de France 1969 r.
    Imponujące są zwłaszcza statystyki dotyczące jego udziału w Tour de France. Nosił koszulkę lidera w sumie przez 110 dni i wygrał łącznie 34 etapy. Oba wyniki są do dziś niepobitymi rekordami. Francuska gazeta „L’Équipe” przy okazji obchodów 100. lecia Tour de France w 2013 roku okrzyknęła Merckxa największym mistrzem całego touru.
    KTOŚ MA WĄTPLIWOśCI KTO JEST nr 1 ?
    chyba nie ;)

  • Max Bulla z zawodów w 1931. W tamtych czasach zawodnicy byli podzieleni pomiędzy profesjonalne kluby i tzw. touriste-routiers tacy amatorzy indywidualiści, którzy startowali 10 min później. Max należący do grupy amatorskiej w drugim etapie prześcignął wszystkich i zdobył koszulkę lidera na jeden dzień. Taka nadzieja dla nas amatorów że kiedyś i oni mieli szanse, dzisiaj to już jest komercyjna machina.

  • Julian Alaphilippe bezapelacyjnie kolarz najlepszego od 10 lat, tegorocznego Tor de France .
    Wreszcie Francuz i żółta koszulka przez -naście etapów…
    Kto wie co by było, gdyby nie śnieg, grad i neutralizacja na 2 etapy do końca…
    Ostatni etap ścigania strącił go jeszcze z podium, szkoda.
    Pokazał klasę !
    Myślę, że Julian Alaphilippe – właśnie on był kolarzem ostatniego Touru.

  • Vincenzo Nibali – niesamowity Włoch, który w TdF2012 był trzeci by dwa lata później sięgnąć po zwycięstwo. Może to również sentyment do samej narodowości włoskiej, do kultury Włoch, ich pysznego jedzenia czy melodyjnego języka, którego uczę się od 5 lat. Niemniej jednak, wszystko to składa się na obraz wspaniałego sportowca jakim jest Vincenzo :)

  • EGAN BERNAL bo pokazał, że można wygrać TdF wygrywając jeden kluczowy etap. Jak on szedł pod tą górę :)

  • Nigdy nie miałem swoich ulubionych kolarzy czy innych sportowców. Od „ulubiony” wolę określenie: ten, który wywarł jakieś wrażenie (w tym kontekście oczywiście pozytywne). Relacje z TdF oglądałem jeszcze za czasów Armstronga. Teraz już nie oglądam, lecz śledzę wyniki. Czytam również trochę o historii Tour’u i to do niej chciałbym się odnieść.
    Moim typem jest Joël Pelier. Wyrobnik, pomagier, który przeżył niezapomniane chwile radości na mecie 6 etapu w 1989 roku. Uciekał 180 km pod wiatr i w ulewnym deszczu. Mimo braku wcześniejszych sukcesów. Mimo poważnej kontuzji odniesionej kilka miesięcy wcześniej. Na oczach swoich rodziców przekroczył linię mety jako pierwszy. Zaskoczony tym czego dokonał i obecnością rodziców, którzy postanowili zrobić mu niespodziankę.
    Historia jak z filmu, bo w końcu życie pisze najlepsze scenariusze :)

  • Dla mnie Michał Kwiatkowski, jak go nazywają komentatorzy stacji Eurosport 1 Michał Flowers. Myślę,že za tydzień będzie o Michale głośno, w Naszym TDP. Ja będę kibicować w Katowicach. Zapraszam Wszystkich.

  • Dla mnie Peter Sagan – człowiek orkiestra, robi to co lubi wygrywając przy tym kolejne wyścigi. Trochę wariat ale pozytywny. Do wszystkiego podchodzi z dystansem. Poza tym ma świetny kontakt z kibicami. Sprawia że podczas każdego wyścigu może wydarzyć się coś ciekawego jak np. ostatnio kiedy podpisywał książkę dla swojego fana, jadąc na rowerze. Przy okazji polecam każdemu jego biografię, czyta się bardzo przyjemnie.

  • Moim ulubionym kolarzem jest Peter Sagan – bardzo podoba mi się jego osobowość (mocno wyluzowany) i niesamowita technika

  • Kolarz czyli chodzi o faceta 😊. A w calym peletonie jedzie tylko jeden gosc ktory nie wyglada jak przecinek (Froom) lub kropka (Cavendish). A nazywa sie Andre Greipel !!! Wygrywal etapy bo byl najsilniejszy a nie jak inni zbijaja wage latami i waza tyle co rower😁 jak dla mnie to triumf sportu nad wychudzeniem!

  • Oglądam zbyt krótko wyścigi kolarskie, by znać wielu z przeszłości. Ale i tak dla mnie najważniejszy jest Michał Kwiatkowski. Po „pierwsze primo” jednak duma z rodaka to coś niesamowitego. Widzieć jak NASZ walczy to naprawdę piękne przeżycie. Po „drugie primo” Michał, jak ja, łączy się z Toruniem. I to rewelacyjne uczucie, gdy w tych nielicznych momentach gdy jest w domu wychodzi na rower i możesz go spotkać jak przelatuje koło Ciebie z „nieco” większą prędkością. Albo gdy spotykasz go w klepie znanej sieci z elektroniką, w którym pracujesz. No i „po trzecie primo” – mimo typowego u nas hejtu kibicowskiego (bo jeździ na innych, bo się sprzedał, bo się marnuje) on pokazuje, że jest jednym z najważniejszych zawodników w drużynie i robi to, za co mu płacą, najlepiej ka potrafi. A czy przyjdzie jego pora? Nieważne, już wielkie rzeczy osiągał!

  • Zwycięzca najdłuższego Tour de France w historii – Lucien Buysse. Dystans do pokonania w 1926 r. wynosił 5745 km! Współczesna norma to około 3500 km.
    Jak by tego było mało przedwojenni kolarze jeździli na zdecydowanie gorszych (technologicznie) i b. ciężkich rowerach. Nie mogli też liczyć na profesjonalne zaplecze, charakteryzujące dzisiejsze czasy.

  • Mój wybór to Thomas Voeckler. Najbardziej go zapamiętałem za le Tour w 2011 roku. Wywalczył żółtą koszulkę na 9 etapie, w ucieczce – jak na przysłowiowego walecznego Francuza przystało. W kolejnych etapach udowadniał, że zasługuje na to miano. Koszulkę lidera utrzymywał aż do 18 etapu, nie stracił jej od razu w górach, dopiero na 19 etapie… Niezapomniana jest jego mimika, żywiołowe reakcje. Uśmiech w kolejnym dniu zakładania żółtej koszulki, grymasy twarzy podczas wspinaczek, kiedy „zaginał” się do granic możliwości, aby nie dać się Contadorowi, braciom Schleck. Wkurzenie na 19 etapie, gdy już widział, że traci żółtą koszulkę. Ekspresyjność tego zawodnika, niesamowita walka – to właśnie dlatego jego postać tak bardzo zapadła mi w pamięci.

  • Lubię Matteo Trentina, ale nie tylko za jego zwycięstwa w wyścigach, czy pokonanie takich zawodników jak Peter Sagan, Marc Cavendish czy zwycięstwo w 2017 w starciu z… niedźwiedziem. Lubię go przede wszystkim za poczucie humoru, otwartość i optymizm pomimo kraks, kontuzji oraz innych niepowodzeń.

  • Dla mnie wszyscy są najlepsi. Ci co stają na podium, i ci którzy dojeżdżają na samym końcu. Nawet ci ostatni są wręcz ważniejsi. Nie poddają się tylko walczą do końca.

  • Adam Hansen – Za jego otwartość i podejście do fanów, kiedyś zobaczyłem jego zdjęcie z TdF na którym na rowerze pije piwo które dostał od fana, fajnie że najlepsi kolarze świata to też ludzie. W swoim zespole był pomocnikiem i pobił rekord w ilości przejechanych Wielkich Tourów bez przerwy, ale też wygrał po etapie Giro i Vuelty. Oprócz tego projektował własne ultralekkie karbonowe buty, jednym słowem człowiek orkiestra.

    • Quintana jeździ odważnie?nie rozśmieszaj mnie.Na taką jazdę stać go tylko wtedy gdy ma dużą stratę i jest bez szans na czołowe miejsce

  • Marianne Vos.
    Za naprawdę dłuuugi finisz w tegorocznym La Course – kobiecej przystawce do Tour de France, i zwycięstwo! A tak naprawdę to za to, że „ma jaja” walczyć o możliwość ścigania się kobiet w takim „męskim” wyścigu. Że kobiety słabsze/wolniejsze? No to odpowiednio niżej będą w klasyfikacji. Żadna nie będzie płakać z tego powodu.

  • Dariusz Baranowski.
    „RYBA” bardzo przysłużył się polskiemu kolarstwu swymi osiągnięciami,a na dodatek pochodzi z mojego miasta i dzielnicy Wałbrzyskiej,więc komu jak nie jemu miałem zawsze kibicować.

  • Moja odpowiedź zgoła nie dotyczy samego pytania związanego z TDP.
    „Mój kolarz” zrobił i robi to co inni nie zrobili by będąc na jego miejscu, wiąż wygrywa z tym co przyniosło mu życie.
    Każdemu i sobie włącznie życzę takiej pasji, niekoniecznie rowerowej, jaką ma w sobie Martyn Ashton.
    Zainteresowanych odsyłam na YT. :)

  • Cześć! Kibicuję i podziwiam wszystkich kolarzy. Jednak najbardziej trzymam kciuki za Rigoberto Urana z Kolumbii. W 2017 w klasyfikacji generalnej TdF był drugi i to miejsce w innych wyścigach go prześladuje takie mam wrażenie. Wicemistrz olimpijski… Kolarz zawsze uśmiechnięty zawsze pozytywnie nastawiony do życia mimo rodzinnej tragedii z dzieciństwa. Między innymi dzięki niemu zdecydowałem się na szosowy rower i kiedy jadąc mam kryzys zmęczenia przywołuje w myślach jego uśmiechnięta twarz ze zdjęć i skoro On może to i ja też dam rade, i jakoś jest łatwiej dalej jechać.

  • Nie mam ulubionego kolarza, oglądam wyścig w telewizji.Podziwiam wszystkich zawodników ,którym uda się ukończyć wyścig.
    Fajnie byłoby wygrać nagrodę i jeżdzić rowerem w takiej bluzie.

  • Moją idolką jest Pauline Ferrand-Prevot – francuska kolarka górska, szosowa i przełajowa, (tak wiem że nie kolarz i nie bierze udziału w tdf) ale była i jest dla mnie wzorem do naśladowania. Pokazuje że jeśli bardzo się chce to można zdobyć medal. I wcale nie trzeba się ograniczać do szosy czy mtb :)

  • Fabian Cancellara był tym dla kolarstwa kim jest Roger Federer dla tenisa , nieważne jaki etap długi nudny niby bez szans na spektakularne akcje ale jak Fabian jechał odcinki oglądało jak by to był co najmniej np podjazd pod Col du Tourmalet !

  • KRÓTKO : JAKO POLAK TO TYLKO JOACHIM HALUPCZOK. JAKO FAN TO EDDIE MERX .DO DZSIAJ JEŻDŻĘ NA RAJDY TURYSTYCZNE /rocz.1945 /

  • Mój mentor nie jedzie w tym roku najlepiej ale to dzięki niemu wsiadłem na rower i cieszę się tym sportem jak małe dziecko. Michał Kwiatkowski, dziękuję Ci za natchnienie.

  • Nie mam ulubionego zawodnika – kibicuje wszystkim jako wyraz szacunku za pot wysłany na treningach. Sam start to już duża odwaga, na którą moja kondycja Jeszce nie pozwala. Dzięki za świetną relacje i zdjęcia.

  • Ryszard Lwie Serce (Richard Virenque), cóż to była za przyjemność móc go oglądać na TdF w koszulce w czerwone grochy z charakterystycznie uniesionym palcem na mecie. Wakacje, czas wolny od szkoły i trzy tygodnie z Eurosportem. Wielki ukłon w tym miejscu dla cudownych komentatorów, pana Wyrzykowskiego i Jarońskiego, zabieraliście mnie w cudowną podróż po Francji.

  • Thomas Geraint za umiejętność najważniejszą w życiu – podnoszenia się po upadku,
    i
    Caleb Ewan nie za prędkość, a za umiejętność samotnej walki ze swoimi słabościami

    Marek

  • Wspomniany w artykule Peter Sagan, który już od kilku lat jest w czołówce najlepszych kolarzy, a zawsze jest pogodny i bardzo przyjaźnie nastawiony do kibiców. Widać, że cieszy go jazda, i nawet w tak wielkim tourze jaki jest Tour de France potrafi zaskoczyć kibiców sympatycznym zachowaniem :)

  • Peter sagan, koleś ma charyzmę i dzięki niemu i jego podejściu zacząłem interesować się rowerem szosowym. Jest dla mnie idolem no.1 . A podpisywanie książki podczas wyścigu to genialne było!!!! PETER MISTRZ!!!

  • Zenon Jaskuła. Nie tylko za to czego dokonał na polu kolarstwa ale również za krzewienie kultury fizycznej (nie tylko kolarstwa ale i innych aktywności sportowych) wśród dzieci i młodzieży. Mnie jako rodzica ujęły słowa p. Zenona wypowiedziane w jednym z wywiadów, podczas którego powiedział zdanie, które zapadło mi w sercu: „Dziecko ma uprawiać sport”. Aby mieć w przyszłości swoich reprezentantów na arenach sportowych i wielki turach musimy zadbać o najmłodszych i to my dorośli musimy dać im przykład.

  • ….oczywiście można wskazać wielu wspaniałych kolarzy, tych z lat już minionych i obecnych, jednak ja skupię się na aktualnych zawodach bo te budzą zawsze najwięcej emocji, wg mnie szczególne wyrazy uznania należą się Michałowi Kwiatkowskiemu.
    Zapytacie dlaczego?
    A no dlatego że;
    po pierwsze primo – że to reprezentant NASZEGO kraju,
    po drugie primo – że jest to jeden z najbardziej pracowitych kolarzy w stawce TdF – co dostrzegło francuskie L’equipe.
    a po trzecie primo – że to nieprawdopodobnie wyważony i obdarzony dużą sportową cierpliwością zawodnik – znawcy kolarstwa oceniają jego sportową sylwetkę bardzo wysoko!
    i jeszcze by się znalazło czwarte primo i kolejne też primo :)
    p.s wyrazy szacunku dla wszystkich zawodników TdF, szczególnie oczywiście dla p.Michała Kwiatkowskiego i Łukasza Wiśniowskiego?

  • Od czasu Wyścigu Pokoju, moje zainteresowanie kolarstwem szosowym znacznie opadło. Wymieniłem rower z Poczciwego Huragana na bardziej wygodnego Waganta. Dokupiłem sakwy made in DDR i ruszyłem na szlaki turystyczne. Nie mniej często w okresie wielkich wyścigów rowerowych w Europie moja czujność kierowała się na uczestników. Z powodów oczywistych byłem najbardziej zainteresowany polakami. Moją uwagę zwrócił na przykład Lech Piasecki. Byli i inni Polacy uczestnicy Tour de France , a znani mi z Wyścigu Pokoju. Ale chyba największe zrobił na mnie Rafał Maika swoimi wyczynami na górskich premiach. Sam nawet próbowałem jazdy w górach, ale wymiękam. Andrzej Perkowski

  • Ulubiony kolarz to Peter Sagan. Za co go lubię, Oprócz tego że jest wybitnym kolarzem ma on poczucie humoru i duży dystans do siebie, kolarstwa i wszystkiego co go otacza. Ma czas dla kibiców. Odpowiedz prosta, ale chyba wyjaśnia dlaczego kibice go kochają.

  • Jeden z najbardziej podziwianych, szczególnie w ostatnich 2 sezonach kolarzy to Egan Bernal 22lata! Ukształtowanie terenu i wysokość npm w Kolumbii potrafi wykuć mocnych jeźdźców jak szanowany Nairo Quintana (choć ten miewa słabsze okresy). Egan jeździ już w jednej z najlepszych ekip wraz z Michałem Kwiatkowskim, któremu de facto w tym roku wydarł żółtą koszulkę w Paryż-Nicea i koniec końców wygrał generalkę i klasyfikację młodzieżową, którą zagarnia w prawie każdym wyścigu w którym bierze udział. W tym roku na TDF tak samo zapewne ją zgarnie, a dodatkowo jest bardzo wysoko w klasyfikacji, wygrana jest w zasięgu choć ciężko mi uwierzyć ze zrobi to już w tym roku a zaczynają się Alpy, byłaby to wielka niespodzianka. Jestem bardzo ciekawy jak potoczy się jego dalsza kariera a po cichu myślę ze zostanie jednym z najbardziej wspominanych jak dotychczasowe legendy (Kanibal, Hinault, Pantani czy Induráin). Na pewno będę go bacznie obserwował.

  • Mathieu van der Poel – kolarz, który będzie na ustach wszystkich miłośników kolarstwa. Młody, bezprecedensowy zawodnik który dopiero zaczyna wchodzić w Tour. Pozdrawiam

  • Ulubiony kolarz – to Michael Woods z Kanady. Powód – osiągnięcia Michaela. Ponadto sympatyczny, uśmiechnięty, pracowity i skwapliwie dążący do celu oraz ciągłego podwyższania swoich umiejętności. Osoba pozytywnie zakręcona i na dodatek z Kanady (uwielbiam ten kraj!!!). Przychodzi mi na myśl cytat z ks. Jacka Stryczka: „Miarą wartości człowieka jest największe wyzwanie, jakie w życiu podjął i wygrał!”. Michael to właśnie czyni…

  • Ktoś powiedział, że mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna. Nie do końca się z tym zgadzam. Jako nauczyciel uważam, że początki są bardzo ważne. Taki początek dla polskiej historii w Tour de France wykonał Edward Klabiński, pierwszy Polaka w Tour de France i pierwszy zwycięzca prestiżowego Criterium du Dauphine. To właśnie Edward Klabiński jest moim idolem. Zapewne był też wzorem dla wszystkich polskich gwiazd, takich jak Szurkowski, Jaskuła, Piasecki czy Lang.

  • Jest to Thomas De Gendt. Jestem jego fanem z tego względu, że jest bardzo waleczny – ucieka na wielu etapach, często nie mając żadnego pożytku, a nie wiezie się jak inni zawodnicy na końcu peletonu lub za swoimi pomocnikami.

  • Petera Sagana- trochę wariat, trochę strateg, harpagan jak trzeba no i lub czasem miło zaskoczyć kibiców. Choć i Michał Kwiatkowski też byłby ciekawym wyborem za coś zupełnie odmiennego- stabilność i pracę w zespole. Jednakże wolę Sagana.

  • Miguel Indurain maszyna nie człowiek, kolarz starej daty ciężkie treningi wytrzymałość hart ducha i walki to cechy prawdziwego kolarza wyczynowego.Dzisiejsze kolarstwo odbiega trochę od rzeczywistości technika oczywiście pomaga, ale psuje i zatraca to co naprawdę liczy się w sporcie.

  • Moim ulubionym kolarzem Tour de France był Zenon Jaskuła. W 93r. stanął na trzecim stopniu podium i dla mnie stał się jeszcze większym bohaterem. To on rozbudził we mnie pasję rowerową, która nawet teraz po 40-e nadal jest żywa,a dystans 300 km w ciągu dnia mnie nie przeraża…

  • Cześć.
    Bardzo ciekawa relacja z wyjazdu. Teraz jeszcze bardziej chcę zobaczyć wyścig na żywo, może za rok.
    Myślałem o ulubionym zawodniku wyścigu, jest tyle gwiazd… Jednak nie podam nazwiska „Gwiazdy” ,ale kogoś kto ma duży potencjał aby znaleźć się w gronie najbardziej znanych. Moim ulubieńcem jest Giulio Ciccone ,pokazał pazur na Giro wygrywając pięknie etap, a na Tour de France przez moment poczuł ciężar żółtego koloru. Razem jesteśmy z rocznika 94 ,a jak wiadomo każdy uważa swój rocznik za najlepszy 😁
    Pozdrawiam.

  • Mój wybór pada na Edwarda Klabińskiego. Przede wszystkim patriotycznie bo Polak. Historycznie był absolutnie pierwszym Polakiem który wystartował w Tour de France. Był rok 1947 i startował z numerem „20”. Prestiżowo bo wyścig ukończył. Klabinski mieszkał po wojnie we Francji ale w wyścigu jechał z polską licencją. Był drugi w jeździe indywidualnej na czas na dwóch etapach. W klasyfikacji generalnej zajął 34 miejsce.

  • Rafał nasz Rafał zgred, szkoda że nie jedzie w TDF. Pełen szacunek i podziw za nogę na podjazdach, często się ścigam z kolegą pod górę którą podjeżdżamy i wiem ile trzeba energii w to włożyć i jaką mieć psychikę żeby to wytrzymać. Jedyny góral z Polski !!

  • Ciężkie pytanie jest ich wielu.Każdy ma to coś za co się go kocha,lubi,szanuje,podziwia,uczy,chce się na niego patrzeć i trzymać kciuki za jego start,wygrana czy powrót po kontuzji do zdrowia.Który bez problemu po ciężkim wyścigu,wyjdzie z autobusu do kibiców zrobi zdjęcie rozda autograf.Hmm Tom Boonen.Uwielbiałem go oglądać na wiosennych klasykach czy jak walczył na Tour de Pologne…

  • Big Mig czyli… Miguel Indurain, wirtuoz o gigantycznej (to pamiętałem sprzed wielu lat) pojemności płuc – 8,1 litra (przy 4-5 litrach zwykłego człowieka) – i jak tu nie wygrywać Touru raz za razem? i jak nie podziwiać? Dodatkowo: tętno spoczynkowe 29 na minutę, przyswajalność tlenu 88 ml na kg ciała, wydawało by się że to maszynka do wygrywania. No niekoniecznie, ale i tak było kogo podziwiać.

    i może jeszcze Nils Politt, Niemiec, nie będę udawał ze go znałem wcześniej ale skoro konkurs to zgłębiam tajniki Touru, i wyczytałem że pobił rekord prędkości wyścigu na zjeździe z Vars, 101,5 km/h – mam nadzieję że to nie po awarii hamulców ;) Jak on to zrobił mając 192cm wzrostu? I dlaczego lubi jeździć po bruku? :)

  • Peter Sagan. Bardzo miły facet, mający dystans do otaczających go ludzi i siebie samego. Jego niesamowite poczucie humoru potrafi zminimalizować napięcia w peletonie– czego dawał już przykłady podczas TdF. i nie tylko tam.

  • Zenon Jaskuła – jedyny Polak, jak do tej pory, który stanął na podium TdF (1993). Po sukcesach polskich kolarzy w Seulu i Chambéry gdzie z kolegami walczył o najlepsze miejsca na świecie, otworzył mi oczy na Tour de France. Od tamtej pory inaczej już patrzę na ten wyścig i czekam na następcę Jaskuły. Mnie się pewnie to już nie uda na moim trekkingu, ale może Majka czy Kwiatkowski?

  • Miguel Indurain. Przed erą Lance’a niekwestionowany gigant LeTour, 5 zwycięstw z rzędu, również z pomocą Darka „Ryby” Baranowskiego. Z wielkich mistrzów końca wieku jeden niewielu, któremu nie zarzucono koksowania…

    • C ierpliwy – podczas wielogodzinnych treningów
      A mbitny – w drodze po zwycięstwo
      D obry – w pokonywaniu rywali
      E fektowny – w finiszowaniu
      L ojalny – wobec swoich fanów

      E lokwentny – gdy udziela wywiadów
      V Vytrwały – w swoich celach
      A ktywny – już od najmłodszych lat
      N iepokonany – nawet przez rywali na dopingu
      S kuteczny – wygrywał wszelkie wyścigi

      Cadel Evans – ten to miał klasę!

  • Zdecydowanie Nairo Quintana (a właściwie Nairo Alexander Quintana Rojas), znany z udziału w europejskich wyścigach rowerowych we Francji, Hiszpanii i Włoszech. Często zajmował pierwsze lub wysokie miejsca w klasyfikacjach górskich. Typowy zacięty „góral” – choć mierząc 167 cm wzrostu i ważąc 59 kg nie wygląda na tytana. Jest żywym przykładem człowieka, który odnosi sukcesy dzięki ciężkiej pracy. Ponadto pochodzi z kraju i regionu, w którym żyje się niełatwo – zarówno z przyczyn ekonomicznych jak i uwarunkowań politycznych.

  • Nairo Quintana – w jego historii wyczytałem, że rower dostał, aby jeździć do/ze szkoły. Podjazd do domu miał podobno stromą szutrową drogą. Rower, który dostał to był jakaś stary rzęch. Dla mnie to człowiek, który spełnił marzenia wykonując niezwykłą pracę. Wykazał się niezwykłą determinacją i hartem ducha. Przygody z szosą nie zaczynał od roweru z ramą karbonową – jak to teraz często bywa. Szanuję go za pracę jaką wykonał, że być tu gdzie jest.

  • Czesław Lang pisze z pamięci i nie wiem czy był uczestnikiem TdF,Człowiek który przyczynił się dotego że TdP istnieje.A prywatnie bardzo sympatyczny gość.

  • Może nie człowiek, ale konkretny fakt. Słynne zdjęcie nóg Pawła Poljańskiego z Tour de France z 2017 roku. Zdjęcie najlepiej obrazujące ogromny wysiłek kolarzy i jak ten sport eksploatuje człowieka.

  • Michał „Kwiato” Kwiatkowski. Polski fenomen. Przepiękny przejazd w TdF 2013 i jego 11 miejsce będzie długo w mojej pamięci. Jego liczne występy i sukcesy na Mistrzostwach Polski/Europy/Świata potwierdziły wielki talent. Zaplusował u mnie swoim chartem ducha, wolą walki w drużynie i bycie fair ze swoją ekipą. Jestem pewien, że zapewni jeszcze dużo emocji w sporcie i zdobędzie trofea – „najwyższe trofea” na jakie zasługuje.

  • Miguel Indurain – dzięki niemu dowiedziałem się czym jest Tour de France. Prawdziwa ikona kolarstwa szosowego.

  • Alejandro Valverde – który kolarz podczas jazdy wyciąga i czyta gazetkę? Nietuzinkowość to fajna rzecz :-)

  • „Kanibal” bez wątpienia zaszczepił we mnie to coś od czego nie jestem w stanie się już odczepić, kupując następny nowy rower szosowy w wieku emerytalnym i następy strój by pasował do koloru ramy. W tamtych czasach, kiedy Eddy był widoczny jedynie przez moment w kronice filmowej a o jego potędze czytało się z wypiekami w Sportowcu, z takim samym nastawieniem jak Wy dzisiaj oglądacie przez chwilę przemykających kolarzy we Francji oczekiwałem na przejazd naszych w majowym wielkim święcie kolarskim z podobnymi emocjami. By choć przez chwilę usłyszeć szum peletonu. Dla każdego pokolenia jest ktoś najlepszy ale są też ikony, które pokazały, że jest to sport trudny, wymagający pełnego poświęcenia dla drużyny ( „bo można przez całą karierę jeździć nie wygrywając osobiście żadnego etapu”) to jednak gwiazdy przyciągają i choć pasjonujemy się dzisiejszymi to EDDY MERCKX dla minie pozostanie tym pierwszym.

  • Peter Sagan. Raz, że słowianin, dwa, że pierwsze sukcesy odniósł w Tour de Pologne(2011 rok), trzy, że jest super kolarzem, ale i za to, że oprócz walorów kolarskich potrafi żartować. Autograf na książce podsuniętej w trakcie etapu w br. przez kibica pokazuje, że ma też dystans do świata i luz. Mistrz i człowiek do lubienia.

    • Hmm Pierwszy to Peter Sagan, ale tu w sumie wolałabym biografie jego 😁 Alaphilippe i cały zespół LIDLA znaczy quick stepa wiadomo czemu 😁ale w sumie koszulkę i bidon mogę przygarnąć

    • Zenon Jaskuła – jedyny Polak, jak do tej pory, który stanął na podium TdF (1993). Po sukcesach polskich kolarzy w Seulu i Chambéry gdzie z kolegami walczył o najlepsze miejsca na świecie, otworzył mi oczy na Tour de France. Od tamtej pory inaczej już patrzę na ten wyścig i czekam na następcę Jaskuły. Mnie się pewnie to już nie uda na moim trekkingu, ale może Majka czy Kwiatkowski?

  • Jak dla mnie Peter Sagan który jest najbliżej moim zdaniem zwykłych ludzi czyli kibiców zawsze dla nich znajdzie czas, wesoły facet, naturalny nie udający wielkiej gwiazdy a jednocześnie niesamowity kolarz.Ot co swój chłop.

  • Alberto Contador – ponieważ nie kalkulował na podjazdach i jechał tyle ile noga podawała. W odróżnieniu od rywali, nie dał w sobie zabić ducha czystej kolarskiej rywalizacji. W czasach gdzie wyścig w oparciu o suche dane analityczne układany jest przez dyrektorów, Pistolero potrafił wyjąć słuchawę z ucha i ze zwykłym ludzkim zacięciem, ku uciesze kibiców, dać z siebie wszystko. Pod wieloma względami jest to kontrowersyjna postać – jednak nadal moje numero uno :)

  • Eddie Merx. Superbohater Le Tour. Jedyny w historii, któremu udało się jednocześnie w jednej edycji wygrać trzy główne klasyfikacje: generalną, punktową i górską …

  • Łukaszu to będzie Nairo Quintana. Osobowość na tyle skromna jak Ty i ja :) pochodzi z kraju Eskobara więc jedzie jak „nawciagany” ale w pozytywnym słowa tego słowa znaczeniu :) uśmiech pojawia się u mnie na twarzy kiedy widzę górkę większa niż 20 stopni a on nawet nie wstanie na pedały, nie odklei 4ech liter od siodła… Szacun. Do miłego Pasjonaci jednośladów.
    Vasyl

    • Oczywiście, że Joachim Halupczok za to co zrobił dla całego środowiska rowerowego. Szkoda, że nie ma już takich zawodników o takim charakterze i ducha walki.

  • Lech Piasecki. Wiem, że w TdF startował tylko raz, i do tego wycofał się z wyścigu, ale to mój idol z młodych lat, kiedy jeszcze startował w Wyścigu Pokoju, a ja na kolarzówce kupionej za kasę z I komunii biłem kolejne rekordy, zawsze „będąc Piaseckim”, jak koledzy na boisku, którzy zawsze „byli Maradonami” czy innymi Dino Zoffami.

  • Lance Armstrong. Ostatnio stwierdził że i tak wszyscy brali. Zatem zgodnie z regułą z filmu „Wielki Szu”: „… Ja oszukiwałem, ty oszukiwałeś, wygrał lepszy…”. Tak jak mówi stare lekarskie porzekadło: nie ma zdrowych, są tylko niezdiagnozowani…

    • polecam książkę „Wyścig Tajemnic”może trochę rozjaśni ci w głowie i przestaniesz wypisywać bzdury

  • Peter Sagan. To kolarz nieobojętny. Jest znany z poczucia humoru, świetnego kontaktu z kibicami i niestandardowych zachowań, ale to dopiero początek. Nie można zapominać, że to po prostu wybitny zawodnik. W tym roku zdarzyło mu się jechać w TdF zwykłej koszulce teamowej (a nie koszulce mistrzowskiej lub lidera kategorii) pierwszy raz od 2011 roku! Jeżeli ktoś potrzebuje więcej statystyk, zachęcam do obejrzenia GCN Show z 10 lipca 2018. Do tego dochodzą jego niesamowite umiejętności techniczne i sprawność. A mnie osobiście ujął startem w XC na Igrzyskach Olimpijskich w Rio.

  • Dariusz Baranowski. Z prostego powodu- miałem okazję poznać go osobiście i zrobić nawet kilka km razem z nim :-) pomimo wielu sukcesów (trzykrotny zwycięzca TdP oraz 12-te miejsce w TdF) to nie obnosi się z tym, dość skromny facet. I cholernie zaraża pasją do kolarstwa :-) mega pozytywny człowiek.

    • Łukazz Wiśniowski, swoim zrywem podczas 16. etapu przyczynił się do świetnej reklamy polskiej grupy kolarskiej.

  • Zenon Jaskuła. Rodak który wygrał etap, dodatkowo w roku w którym dostałem się na studia. Chyba mój największy sportowy sentyment.

  • Dla mnie numéro un jest Pan Zenon Jaskuła. To przecież jemu udało się wygrać jeden z etapów TdF w 1993. No i stanąć na podium w tym wyścigu.

  • Roman Kreuziger – jako, że nie mam Eurosportu, a mieszkam na Dolnym Śląsku, to bardzo dobrze odbieram czeską telewizję. No i po kilku Tour’ach komentowanych przez czeskich komentatorów mimowolnie zacząłem kibicować Romanowi. Liczę, ze w tym roku pokaże jeszcze na co go stać!

  • Mój ulubiony kolarz to Peter Sagan. Ma duży dystans do siebie, który widać choćby w przezabawnych reklamach rowerów, któymi jeździ. Ponadto wciąż ciągnie go do MTB.

  • Peter Sagan oraz jego obłędnie wyglądający Spec. Gość jak dla mnie jest absolutnym kosmitą w dodatku w ferworze walki potrafił znaleźć chwilę na to aby podpisać książkę jednemu z fanów :D

    • Carlos Sastre, za bycie jedynym kolarzem tamtych czasów, który powszechnie uważany jest za jedynego czystego kolarza który wygrał TdF. Nigdy nie miał dodatniego wyniku kontroli, nigdy nie było jakichkolwiek wątpliwości co do jego sportowej czystości.

  • Julian Alaphilippe. Życzę mu zwycięstwa w generalce, choć nie jest to wcale oczywiste. Potężna wola walki, genialne zjazdy (vide dzisiejszy), a jednocześnie można dostrzec jego słabości, co czyni go bardziej kolarzem – człowiekiem, a nie robocopem na rowerze.

  • TdF to dla mnie Lance Armstrong. Wiem, teraz to niepopularne, ludzie nie przyznają się, że był ich idolem… ja się tego nie wstydzę, był i w sumie w jakimś stopniu jest. To za jego czasów śledziłem namiętnie TdF.
    Ale miałem i mam jeszcze jednego idola, może niewiele znaczącego w TdF, ale… tak cudownie nieobliczlnego! Alejandro Valverde. Ma aboslunie imponujące osiągnięcia, powala jego poziom przygotowania i utrzymanie go w trakcie sezonu, szaleje zarówno w sprintach, jak i na górskich etapach. I co niemniej ważne – to już w sumie kolarski dziadek, a wciąż jest w czolówce i wciąż… jest nieobliczalny. Rok temu sprawił „małego” psikusa, zostając – piętnaście lat po pierwszym podium (srebro) – mistrzem świata. I za to go uwielbiam! :)

  • Joseba Beloki. Za dzieciaka, gdy jeszcze miałem czas oglądać Toury, strasznie mi się podobało, że jeździ po górach z widocznym wysiłkiem (nie jak Armstrong czy Ulrich) a jednak osiąga wyniki. Z mojej „kariery” kolarskiej nic nie wyszło, ale za tymi jakimiś niejasnymi marzeniami stał właśnie Beloki, który był… hmm.. ludzki? No i ten wypadek…

  • Bartek Huzarski. Szanuję Go za to, że przez wiele lat pracował ciężko na rzecz innych kolarzy, nie narzekając na swoją rolę. Uwielbiałam jego wejścia live, często po wyczerpujących etapach, kiedy z humorem potrafił o nich opowiadać. Teraz cenię jego zaangażowanie w pracę dla utalentowanych dzieciaków i błyskotliwe, bez owijania w bawełnę komantarze w Eurosporcie. Pozdrawiam

  • Bartek Huzarski. Szanuję Go za to, że przez wiele lat pracował ciężko na rzecz innych kolarzy, nie narzekając na swoją rolę. Uwielbiałam jego wejścia live, często po wyczerpujących etapach, kiedy z humorem potrafił o nich opowiadać. Teraz cenię jego zaangażowanie w pracę dla utalentowanych dzieciaków i błyskotliwe, bez owijania w bawełnę komantarze w Eurosporcie. Pozdrawiam

  • Mario Cipollini, zawsze najlepiej „ubrany” kolarz i jeszcze większy showman niż Peter Sagan a przy tym kosmicznie szybki.

  • Joachim Halupczok. Najbardziej obiecujący polski kolarz okresu przełomu. W sierpniu minie 30 lat kiedy zdobył mistrzostwo świata we francuskim Chambery.

    • Taaaak!!! Jakieś dwa tygodnie temu TVP Sport wspomniało tego sportowca. Co on wyprawiał jadąc po tytuł w 1989 roku – szok!!! Na ostatnich 20km właściwie ośmieszył całą stawkę, jadąc samemu zwiększał przewagę. Był taki moment gdzie na płaskim odcinku realizator pokazał jego prędkość: bodajże 82 (!!!) km/h!!! Na płaskim! Bez karbonów, napędów 2×12, mierników mocy, geometrii i kasku aero oraz pozostałych gadżetów bez których współczesny mistrz nie wsiada na rower. Miałem wtedy 11 lat, na pewno oglądałem z moim ojcem który zjeździł rowerem całą Polskę. Opinie o panu Joachimie były takie że to talent przeogromny… Niech odpoczywa w pokoju.

  • Chciałem postawić na „naszych” ale ciekawą postacią jest Peter Sagan.
    Człowiek petarda, jeżdżący oryginał, który pokazuje, że kolarstwo nie polega tylko kręceniu!

  • Ulubiony kolarz – Marco Pantani. On pierwszy przestał być dla mnie anonimowym gościem na rowerze, a stał się człowiekiem, którego zawsze w Tourze wypatrywałem (co nie było trudne ze względu na łysinę). Dzięki niemu obglądałem wszystkie etapy w 2000 roku. Wszyscy przeżywali wielkiego Armstronga, ale dla mnie to właśnie Pantani był tym naj. Armstrong to była maszyna, przełączał tryb i wygrywał jeśli chciał. U Pantaniego było widać człowieczeństwo, zmęczenie i przede wszystkim ogromną siłę wyzwoloną z tak małego człowieka. Nawet różowa koszulka wyglądała na nim prawidłowo. Nie oglądałem jego zwycięstwa w 98, ale walka z Armstrongiem na Mont Ventoux w 2000 – emocje jakich nie doświadczyłem nigdy później w kolarstwie.
    Rusza Pantani – raczej wszyscy uważają, że już pozamiatane bo nikt się nie podłącza. Wtedy Armstrong postanawia pokazać kto jest najlepszy – dogonie go, przegonie i wygram w wielkim stylu. A figa. Nie dał rady i jeszcze to jego tłumaczenie, że dał Pantaniemu wygrać. Guzik dał. Pirat był lepszy.

    Pantani wywoływał wielkie emocje i szkoda, że skończył jak skończył.
    EPO – srepo. Skoro Armstrong się przyznał do całego programu dopingowego, a Pantani był od niego lepszy na tym podjeździe, to co to znaczy? Nie, nie że Marco miał lepszy program, można ewentualnie założyć, że równie dobry (chociaż w to nie wierzę). Był po prostu lepszy. Potrafił z głowy wykszesać więcej niż inni.

    • I pamiętam jak po tym tourze wygrzebałem gdzieś z szopy sąsiada starą kolarzówkę romet. Nie pamiętam jaki to był model (wiem tylko, że czerwony) i odkupiłem ją za swoją skarbonkę. I od teraz to ja byłem Marco. Na szosach, lasach (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że nie wolno szosą po piachu i korzeniach, więc to robiłem, teraz wiem że nie wolno więc się nie udaje ;) )i na każdym podjeździe pokonywałem wirtualnego Armstronga.

Pozostaw odpowiedź Aleksandra Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.