Rowery elektryczne – praktyczne porady

Gdy przygotowywałem się do pisania tego wpisu, targały mną spore wątpliwości. Jazda na rowerze kojarzyła mi się jedynie z wiatrem we włosach, wolnością i czasem potem spływającym po plecach. Bez żadnego wspomagania, bez dopingu, bez ułatwień. Na rowery z silnikiem elektrycznym czy spalinowym patrzyłem ze sporym dystansem. Cięższe, droższe, a tak w ogóle, to po co mi taki rower. No właśnie… mi. Okopałem się na swojej pozycji, w ogóle nie dostrzegając potrzeb innych ludzi. Miałem ostatnio przyjemność pojeździć trochę na rowerze z silnikiem elektrycznym (jego test pojawił się na blogu) i zmieniłem do nich swoje nastawienie. Nie przesiądę się co prawda na e-rower (przynajmniej nie teraz), ale momentalnie dostrzegłem ich olbrzymi potencjał.

Jaki rower elektryczny kupić

Co oferuje rower elektryczny

Zacznę od tego, jakie możliwości daje nam rower elektryczny. Unia Europejska hamuje nas trochę w zapędach do korzystania w pełni z dobrodziejstw prądu, ale może to dobrze, w końcu ma to nadal być rower, a nie skuter. W każdym razie moc silnika w e-rowerze nie może przekraczać 250 Watów, a prąd jakim jest zasilany, może mieć maksymalnie napięcie 48V. Dodatkowo jazda może być wspomagana tylko w momencie gdy pedałujemy oraz wyłączać się po przekroczeniu 25 km/h. W Polsce reguluje to m.in. Prawo o Ruchu Drogowym

Prawo o ruchu drogowym, artykuł 2, punkt 47

Rower – pojazd (…) poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem; rower może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny, zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V, o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h.

Jednym słowem taki rower NIE JEST skuterem elektrycznym i nie da się na nim jechać używając silnika elektrycznego bez pedałowania. Taki silnik ma jedynie nas wspomagać, a nie całkowicie wyręczać.

 

Przy okazji zapraszam do obejrzenia odcinka Rowerowych Porad, w których rozwiewam mity, dotyczące elektryków. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.

Dla kogo rower elektryczny

Do czego w takim razie może przydać się silnik elektryczny w rowerze? Do głowy w pierwszej kolejności przychodzą mi osoby starsze. Znam kilku emerytów, którzy kiedyś jeździli rowerami, ale teraz zdrowie niestety nie pozwala im na dalsze przejażdżki. Wystarczy jedna, nawet niewielka górka, by musieli zsiadać z roweru. Jadąc rowerem elektrycznym, często nawet nie trzeba używać siły do pedałowania, wystarczy po prostu wprawiać je w ruch. Taki rower świetnie sprawdzi się również w przypadku młodszych osób, którym zdrowie nie pozwala na jazdę tradycyjnym rowerem.

Rowery elektryczne Kreidler
Elektryczny rower górski Kreidler

Druga grupa to rowerzyści górscy, którzy czerpią przyjemność ze zjeżdżania, ale z wjeżdżania już niekoniecznie. Nie ma się co oszukiwać, podjeżdżanie pod strome górki zabiera olbrzymią ilość energii i czasu. Co oczywiście wynagradza późniejszy zjazd, ale pojawia się pytanie – a co gdyby na górę można było wjechać tak jak narciarz albo downhillowcy? Niestety tras z wyciągami, przygotowanymi dla rowerzystów jest mało. I tu ciekawym rozwiązaniem jest właśnie rower elektryczny. Ułatwi wjechanie na górę i pozwoli na więcej zjazdów.

Trzecia grupa to rowerzyści miejscy. Ruch to zdrowie, ale niestety może się skończyć przepoceniem ubrań. Bywa różnie, są osoby, z których leje się pot, nawet gdy jadą żółwim tempem i na to ciężko coś poradzić. I powiem Wam, że nie wierzyłem, że rower elektryczny może w takim przypadku wiele zmienić. Myślałem, że jeździ się po prostu szybciej, ale pedałując tak samo. Koszmarnie się pomyliłem. Nie chcę uprzedzać faktów, więcej napiszę przy okazji testu roweru elektrycznego, ale podczas jeżdżenia rowerem z takim silnikiem, nie spociłem się wcale. Zero. Nic. I to jadąc praktycznie cały czas z prędkością 25 km/h, czyli w limicie wspomagania. Gdyby zależało mi na docieraniu do pracy w suchej koszuli, to przemyślałbym zakup takiego roweru.

Czwarta grupa to ambitni turyści, którym brakuje siły. Nie wiem jak lepiej nazwać tę grupę, ale mam nadzieję, że łapiesz o kogo mi chodzi. Są osoby, które chciałyby np. przejechać z Zakopanego na Hel, albo ze Świnoujścia do Ustrzyk Górnych. Ale zdają sobie sprawę, że nie dadzą fizycznie rady. Albo dadzą, ale zajmie im to dwa miesiące, a tyle czasu nie mają. Albo mamy sytuację, że facet uwielbia jeździć rowerem, chce pojechać gdzieś z żoną, która aż tak za rowerami nie przepada i szybko się zniechęca. I kończy się to tak, że on męczy się jadąc zbyt wolno, a ona męczy się ogólnie :) Na elektryku da się utrzymywać prędkość 23-25 km/h bez większego wysiłku, co daje już naprawdę dobrą, turystyczną prędkość. I potem podczas jazdy może się okazać, że on ledwo dyszy podjeżdżając pod górkę, a ona go w tym czasie wyprzedza :)

Jak widzicie, to nie jest tak, że rower elektryczny jest dla leni. Lenie nawet na elektrycznym rowerze nie będą jeździć. Poza tym jadąc na elektryku, można regulować stopień wspomagania (lub całkowicie je wyłączyć) i używać go jedynie gdy zajdzie taka potrzeba, np. stromy podjazd, jazda pod wiatr czy brak siły.

Przy okazji zapraszam na test roweru elektrycznego, którym przez trochę czasu pojeździłem.

Jaki silnik elektryczny

Co znajdziemy w rowerze elektrycznym?

Silnik – może być on zamontowany w przedniej/tylnej piaście koła lub łączyć bezpośrednio z korbą. Ale moim zdaniem ostatecznie „wygra” montowanie silnika przy korbie.

Akumulator – standardem staje się zasilanie litowo-jonowe, które pozbawione jest efektu pamięci, a także jest lżejsze i wydajniejsze od starszych konstrukcji żelowych. Pozwala na przejechanie od 30 do 150 kilometrów ze wspomaganiem elektrycznym, w zależności od pojemności akumulatora, mocy wspomagania oraz częstotliwości jego załączania. Akumulator jest montowany na bagażniku lub na ramie. Musi być łatwo wyjmowalny do ładowania, choć pojawiają się już takie, które można ładować bezpośrednio na rowerze.

Sterownik – pod tym ogólnym hasłem kryje się elektronika, dzięki której możemy sterować mocą wspomagania, a rower „wie” w jakim stopniu ma włączać silnik. To nie jest tak, że zakręci się pedałami, a rower wyrwie jak rakieta, której nie da się opanować. Silnik wspomaga jazdę tym bardziej, im mocniej naciska się na pedały. Podczas pedałowania poczuć się można tak, jakby ktoś za nami biegł i naciskał na siodełko. Ja to nazwałem roboczo efektem „niewidzialnej ręki” i jest to bardzo przyjemne uczucie :) A im mocniej naciskamy na pedały, tym mocniej nas ta ręka pcha.

Wady rowerów elektrycznych

Teraz kilka słów o tym, jakie są wady rowerów elektrycznych. Pierwszą z nich, której nie sposób nie zauważyć, jest nadal stosunkowo wysoka cena (choć ceny będą z roku na rok spadać). Co prawda na Allegro można kupić taki rower już za 1500 złotych, ale w tej cenie nabędziemy 40 kilogramowego (!) potwora, o małym zasięgu i bardzo kiepsko wykonanego. Markowe rowery elektryczne zaczynają się od 3000 złotych, a te nadające się do regularnej jazdy, od około 6-7 tysięcy zł.

Druga sprawa to amortyzacja akumulatora. Teoretycznie porządna bateria powinna przetrzymać około 500-600 cykli ładowania, co mniej więcej da nam 50.000 przejechanych kilometrów. Ale to zależy w dużej mierze od tego, jak będzie się o nią dbało. Nie można dopuścić do całkowitego rozładowania (np. zimą, gdy rower często stoi nieużywany), a także nie przegrzewać jej czy chłodzić (np. zostawiając rower na cały dzień na słońcu lub mrozie). W każdym razie trzeba liczyć się z tym, że po kilku latach akumulator może nadawać się do wymiany, co na razie jest dość kosztowne.

Kreidler Vitality Elektryczny
Trekkingowy rower elektryczny Kreidler

Kolejna wada roweru elektrycznego to jego waga. W nowoczesnych konstrukcjach typu Shimano STEPS, Panasonic czy Bosch silnik waży około 4 kilogramy, a akumulator w zależności od jego pojemności od 2,5 do 4 kilogramów. Do tego rama i koła muszą być wzmocnione, by przyjąć na siebie większy ciężar. To daje nam od 7 do 9 kilogramów więcej niż w przypadku tradycyjnego roweru. Podczas jazdy nie jest to dużą przeszkodą, silnik elektryczny pozwala zapomnieć o nadbagażu. Niestety dodatkowy ciężar jest bardzo odczuwalny przy wnoszeniu roweru po schodach. Dlatego o takim rowerze warto pomyśleć w przypadku posiadania garażu/piwnicy/windy.

Na wszystkie te wady można przymknąć oko, zwłaszcza jeśli ktoś ma budżet i miejsce do trzymania takiego roweru. Czy rowery elektryczne to przyszłość? Zapewne tak będzie. W całej Europie sprzedaje się już kilka milionów takich rowerów rocznie. Ceny na pewno będą spadać, a technologia będzie szła do przodu, by producenci mogli konstruować jeszcze lżejsze i jeszcze wydajniejsze podzespoły. A społeczeństwo się starzeje, jednocześnie szukając wygód, których nie mogli zaznać np. nasi dziadkowie. Ja z ciekawością będę się przyglądał temu segmentowi rynku.

Wpis powstał pod patronatem firmy Kreidler – producenta rowerów elektrycznych.

Kreidler Rowerowe Porady

Pozostaw odpowiedź Kazoo Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

144 komentarze

  • Dodatkowe pytanie: ktore przerzutki sa lepsze? W piascie czy tradycyjne. Dzisiaj mialam okazje poprobowac jazdy na kilku rowerach z roznymi przerzutkami i stwierdzilam ze te tradycyjne lepiej sobie radza w czasie jazdy pod gore . Maja jakby wiecej sily i lepiej „ciagna” pod gore. W piascie juz nie czulam tej sily ktora pomaga mi przy wjazdach pod gore chociaz tez dawaly rade.
    Moj wczesnijszy wpis dotyczyl KTM Macina city 5 i 8 , oba te modele maja przerzutki w piascie i na takie sie nastawialam wczesniej ale teraz znowu mam metlik w glowie …
    Prosze o jakas porade :-)

    • Hej, na pewno odczujesz różnicę mając 5 a 8 biegów. Rower 8 biegowy jest bardziej elastyczny, zwłaszcza jeśli mieszkasz w górach, gdzie na pewno przydadzą się niższe przełożenia.

      Przerzutki tradycyjne mają tą przewagę, że różnice między najwyższą a najniższą przerzutką mogą być na prawdę duże (ilość zębów) = tak jak już pisałem, zapewnia to duża elastyczność, czyli możemy zarówno poruszać się szybko po płaskich terenach a w górach spokojnie pokonywać strome podjazdy. Konstrukcyjnie przerzutki w piaście mają mniejsze różnice między przełożeniami. Natomiast ich zaletą jest to, że podczas upadku lub przewożenia roweru na pewno ich nie uszkodzimy, w przypadku przerzutek tradycyjnych bardzo łatwo jest zniszczyć/wygiąć wózek, a podczas upadku złamać hak przerzutki.

      Jak masz już rower pozostaje jeszcze opcja konwersji przy użyciu zestawu, cenowo wychodzi zdecydowanie lepiej, estetycznie trochę gorzej.

  • Witam , zastanawiam sie nad kupnem roweru elektrycznego . Mam dwa modele upatrzone ale nie wiem ktory wybrac ? Pierwszy KTM Macina City 8-czarny z szarymi wstawkami . Drugi model to Macina City 5-z pomaranczowymi albo zielonymi wstawkami :-) Wizualnie bardziej podoba mi sie Macina City 5 bo ma troche koloru ale …ma tylko 5 biegow!
    Z tad moje pytanie , czy jest odczuwalna roznica w ilosci biegow ? Mieszkam na terenie gorzystym i jezeli przez wyglad roweru mialabym kupic ten „gorszy” to zdecyduje sie na czarmy . Prosze o porade ktory wybrac ?

  • Jestem od kilku dni posiadaczem roweru elektrycznego INDIANA E-MTB 2.0 M19 . W sumie jestem młodym człowiekiem, kondycyjnie w miarę dobrze. Dlaczego elektryczny? Z prostego powodu, dla mnie rower miał być powrotem do szeroko pojętej rekreacji. Kontaktu z naturą, sposobem na wspólne spędzenie czasu z dziećmi. Nie treningiem, ani szukaniem sposobu na podniesienie kondycji. Do tego mam inne swoje zajawki jak bieganie przełajowe, czy siłownia. Z powodu obowiązków zawodowych zdawałem sobie sprawę, że nie znajdę wystarczająco czasu, aby na zwykłym rowerze ,,rozbudować” kondycję do tego stopnia, aby tak po prostu podczepić przyczepkę rowerową i zabrać dzieciaki na wycieczkę po bezdrożach- Kaszub w tym przypadku. Na wspomnianym rowerze nie stanowi to problemu.

    W ostatni weekend 22-23 czerwca, przejechałem kilkadziesiąt km, po leśnych drogach, szutrach. Wiele podjazdów i dróg marnej jakości. Powiem szczerze, że zmęczył mi się jedynie „tyłek” bo nieprzyzwyczajony do siedzenia na wąskim siodełku rowerowym. 50 kg holowanego ładunku (dzieci + przyczepka) nie stanowiło problemu. Nie dokonałbym tego bez „elektryka”.

    Ot i cała tajemnica ebików. Zdefiniuj swoje potrzeby, do czego potrzebujesz rower w ogóle. Ja do rekreacji z dzieciakami, nie do bicia rekordów personalnych. A jak najdzie mnie ochota aby jednak trochę używać roweru jako budulca kondycji i formy, po prostu wyłączę wspomaganie i tyle w temacie.

    Pozdrawiam Łukasz jak i wszystkich uczestników życia tego Bloga :)

  • Złożyłem pedelca z chińskich częsci,wszystko fajnie działa, niepokoi mnie tylko wibracja widelca podczas hamowania.Wymina klocków na dedykowane do „elektryków „nie pomogła.Widelec jest to amortyzowany Suntour. Czyżby konieczna była wymiana na sztywny?

    • Hamulce tarczowe czy V-Brake? Ciężko powiedzieć bez zobaczenia tego na żywo, o jakie wibracje chodzi. Ale może tak być, że jeżeli to hamulce tarczowe, to tarcza nie współgra z klockami. A jeżeli to nie to, to może za duża masa jest na przednim kole i amortyzator sobie z tym nie radzi.
      Nie wiem, ciężko coś zdalnie powiedzieć.

  • Proszę o poradę mam rower Batavus elek na której przekładce a są 4 turbo sport tour rco ma 7 biegów pokonać górę Wanda

  • Witam,
    przypadkowo wpadłem na ten temat, i… nie mogłem zdzierżyć.
    Wybaczcie, ale trochę śmiesza mnie „dziwne” komentarze osób, które nie przejechały elektrykiem choćby z 200 km. twierdza, iż „to” beee.
    Mieszkając w Rotterdamie przez lata jeździłem – z małymi przerwami, przez caly rok, do pracy ( tam to norma) Była KOGA ( ale mimo ceny, snieg ja „gasi”!) wiec po… Gazella Chamonix City – Nexus 8 biegów.
    4ty „sniegowy”. Biorac pod uwage, ze tam wiele sciezek w zimie podgrzewaja… nawet lód i minus 10 nie straszne:). Mimo dawno zapomnianej młodości kondycję mam całkiem dobra.
    Wowczas nie myslalem o elektro…a do i z pracy było 28km. Ale teren płaski.
    Po przeprowadzce do Niemiec, od 4 lat mieszkam w dużym mieście w Nord Westfalen, gdzie ulice przypominają gory i doliny. B. częste podjazdy są mało zabawne, nawet kiedy trasa ma w obie strony również 25 km. a z racji wykonywanego zawodu – kazdy projekt gdzie indziej. Parkowanie itp. zabawy, wiec jazda autem nie bawiła… Rowerem szybciej i miłej ;).
    W związku z tym, że nie lubię być zbyt często spocony (kto lubi?). Postanowiłem oddać Gazelle i kupić Pedelec.
    W sumie to jest prawnie prawidłowa nazwa. Gdyż E-bikem nazywany jest rower o prędkości do 45km. (wówczas nie musimy pedałować aby działał silnik- manetka gazu). Co rowniez brałem po uwagę przy zakupie. Jednakże eBikem nie wolno tutaj poruszać się po drogach rowerowych. A więc skróty i chodniki odpadają!
    Ponad 2 lata temu kupiłem „Prophete Navigator 7.6” Trekking -1750€./ 25km/h. Bateria AEG Lion Li w ramie. 2,5 kg. Na klucz, 700 cykli. Po tym ok. 500 cykli na 75 % itd. więc wystarczy spoko na 50 000 km. albo i wiecej. A do tego dali mi drugie Akku gratis.
    Jedynie na mrozie spadek mocy ok. 20%. Średnio ładuje co 50km.
    Ale na 90% by nie zamykac cyklu.
    > Przedłuża żywotność!< 100% ładowania w ok.3,5 godzin. Zasięg do 100 km. Zalezny od wagi klienta, stromości i ladunku. Rower bez baterii 20 kg. Oświetlenie LED 30 Lux. Amortyzator: widelec przód i siodło. Opony 28" z Kevlarem. Gwóźdź płacze;). Jak do teraz rower spisuje się super. Strome podjazdy czy wiatr...koszula sucha. B. często jeżdżę bez włączonego silnika. Wowczas działaja nogi przy wsparciu Shimano 24/ 8 tył 3 przód ;)) W każdym bądź razie polecam. A co do emerytów. Tu setki młodych na Elektro góralach. Pozdrawiam wszystkich i szerokiej szosy w 2019 Ps. Panie Łukaszu, gratuluję super bloga.

    • Oj tak, rower górski z silnikiem elektrycznym to piękna sprawa :) No i elektryk na dojazdy do pracy, jeżeli nie chcemy/nie możemy się spocić – także!

      Dzięki za miłe słowa :)

  • Rower elektryczny to nie rower! To ciężki potwór z ograniczonym polem manewrów nie dający satysfakcji z jazdy. Na swoje nieszczęście kupiłem elektryczną ” Gazelę Integry ” . Jakość materiałów kiepska. Przyjemność z jazdy żadna. A wydatek bardzo duży. Marzę z starym, miejskim ” Trekiem ” z zewnętrznymi przekładniami. Jeśli ktoś ma ” Treka ” i czuje się stary albo ułomny to chętnie się zamienię na elektryczną ” Gazelę ” i jeszcze go pocałuję w rękę.

    • Cześć, chodzi Ci o Gazelle Innergy?

      Narzekasz na jakość materiałów – zawsze mogłeś poszukać czegoś lepiej wykończonego.

      Narzekasz na wagę – trzeba było poszukać czegoś trochę lżejszego. Ale z wagą elektryków trzeba się liczyć, silnik i akumulator swoje ważą i tego się w magiczny sposób nie przeskoczy.

      Piszesz, że marzysz o miejskim rowerze bez wspomagania – to czemu takiego nie kupisz? Zostawmy rowery ze wspomaganiem elektryczne tym, którzy ich potrzebują :)

  • Witam, jestem osobą niepełnosprawna. Mam krótsza lewą nogę i zgięcie kolana około 40 stopni. Czy jestozlieosc jazdy na rowerze całkowicie nie korzystając z pedałów?

    • Cześć,
      cóż, według przepisów, jeżeli chcesz jeździć na rowerze elektrycznym, musisz pedałować, aby silnik wspomagał jazdę.

      Oczywiście da się kupić rower, który będzie wspomagał nie tylko podczas pedałowania (i będzie miał manetkę gazu), tylko z takim zastrzeżeniem, że będzie służył do poruszania się po drogach niepublicznych. Jeżeli wyjedziesz na ulicę/drogę rowerową, będziesz musiał liczyć się z ryzykiem mandatu.

  • Dostałam w prezencie elektryczny rower Sparta ION, bez żadnej instrukcji obsługi. Ofiarodawca powiedział tylko, żeby akumulator ładować co jakieś 3 dni i okazał gdzie zwiększa się prędkość. Nic pozatym, nie mam z nim kontaktu. Narazie stoi i nie mam odwagi na niego wsiąść. Niestety jestem osobą starszą (63 lata), do tego kobietą, która mieszka sama. Nie wiem kogo się poradzić i kto mi wrazie niepowodzenia mógłby pomóc. Poradźcie co będzie kiedy wyruszę w podróż a rozładuje się akumulator (bateria) i po czym poznam w jakim stopniu jest naładowany. Czy będę mogła dalej nim jechać?

    • Cześć, akumulator ładuje się nie „co jakieś 3 dni”, tylko wtedy gdy jest to potrzebne. Gdy się prawie rozładował, albo wiesz, że będziesz potrzebowała maksymalnego zasięgu, to po prostu go naładuj.

      W momencie gdy rozładuje Ci się akumulator podczas jazdy, będziesz zdana tylko na własne siły. Jeżeli chodzi o poziom naładowania, to gdzieś powinien być na kierownicy panel, pokazujący w jakim stopniu jest naładowany akumulator. Nie bój się – wsiadaj, pojeździj trochę, oswój się z nim. Naładuj akumulator do pełna i pojeździj po okolicy, sama zobaczysz ile mniej więcej kilometrów da się przejechać ze wspomaganiem (to oczywiście zależy od nachylenia terenu, wiatru itd.)

    • W Sparcie masz na kierownicy i samej baterii wskaźnik naładowania. Na kierownicy uaktywnia się w momencie włączenia napędu, zaś na baterii jest obok mały przycisk.

      Jedna uwaga, niektóre modele ION mają baterię schowaną w osłonie łańcucha (model z 2015 roku jak dobrze pamiętam), więc tylko z komputerka na kierownicy się dowiesz o naładowaniu.

      Co do ładowania co 3 dni: ładujesz jak się rozładuje, ale mam dwie uwagi:
      – jeśli to nowy akumulator, to producent zaleca 3 pełne cykle (ładowania i rozładowania), aby elektronika się skalibrowała. (dygresyjnie/technicznie: w baterii jest więcej ogniw niż wynika to z napięcia wyjściowego, kontroler musi się nauczyć balansować pomiędzy ogniwami — to nie jest „formowania” baterii, które w litowo-jonowych akumulatorach nie ma sensu, a jedynie kalibracja elektroniki)
      – generalnie w codziennej jeździe nie warto zjeżdżać do zera z poziomem naładowania, przy 40% można śmiało ładować.

      Po całkowitym rozładowaniu nadal będziesz mogła jechać, ale da o sobie znać waga roweru. Minimum przez pół godziny powinno działać oświetlenie roweru (akumulator ma na to rezerwę).

      Trochę technicznie, ale warto chociaż zerknąć:
      www.roweryholenderskie.net/rower…gi-bledow/

      Nie traktuj tego jako reklamy serwisu, ale autoryzowanym serwisem Sparty jest rowerystylowe.pl. Także elektryków. Jak masz większe wątpliwości itp. to napisz do nich, chętnie mi wielokrotnie pomagali i sądzę, że odpiszą. Całkiem możliwe, że sam autor w/w artykułu Ci wręcz odpisze.

      Seria ION była naprawdę udana i powinno Ci się fajnie jeździć. Na początku nie korzystaj z najwyższego stopnia wspomagania, bo dla nieprawionej osoby może być to za dużo. Później to co innego.

  • Ja się przerzuciłem niedawno na rower elektryczny mam model Passion od Overfly. Bardzo fajny wynalazek, zdecydowanie ułatwia życie. Rowerem jeżdżę i do pracy, i też czasami na jakieś wycieczki za miasto. Do pracy dojazd na elektryku jest o tyle lepszy, że człowiek się tak nie zgrzeje jak na zwykłym rowerze. A nie mam niestety możliwości, żeby brać prysznic u siebie w firmie.

  • Jeżeli chodzi o rowery elektryczne, to uważam iż wcale nie jest to niszowy temat, wręcz przeciwnie bo z roku na rok zyskują na popularności, przykład to nowy sklep we Wrocławiu na ul. Bardzkiej 30 specjalizujący się w
    e-bike’ac, gdzie można dostać szereg oryginalnych części i akcesoriów o które trudno nawet online, to samo jeżeli chodzi o modele, koniecznie przed zakupem trzeba go po prostu sprawdzić.

  • Chciałabym poznać Pana opinię na temat rowerów elektrycznych składanych i przyczepki rowerowej dla dziecka, czy jej podłączenie do takiego roweru jest w ogóle możliwe?
    Pod uwagę biorę rower Ecobike Tourism, składany, mały, elektryczny i miejski.
    Będę bardzo wdzięczna za Pana opinię jeżeli tylko znjadzie Pan czas aby odpisać.

    Pozdrawiam
    Lidia

    • Cześć, wszystko zależy od tego, jak jest mocowana przyczepka i czy da sobie radę z kołami 20 cali w składanym rowerze. Trzeba byłoby doczytać w instrukcji od przyczepki, do jakich kół jest przeznaczone jej mocowanie.

      Jeżeli da się to technicznie zrobić, to czemu nie, to niezły pomysł aby podłączyć przyczepkę do elektryka.

  • _____________________________________________________________________________
    CYTAT: „Na rowery z silnikiem elektrycznym czy spalinowym patrzyłem ze sporym dystansem. Cięższe, droższe, a tak w ogóle, to po co mi taki rower. No właśnie… mi.”
    ŚWIETNY I NIEODZOWNY SPRZĘT, A JAKI PRAKTYCZNY: DLA MNIE REWELACJA! ♥♥♥♥♥

    _____________________________________________________________________________

  • „…a prąd jakim jest zasilany może mieć maksymalnie 48 Voltów”
    Od kiedy to prąd mierzymy w woltach a nie w amperach?
    Dwója z elektrotechniki (albo jedynka dla osób młodszych, których objęła reforma oświaty i skala 6 stopniowa).
    A drugi błąd językowy polega na pisaniu jednostek. Jednostkę napięcia oznaczamy jako V, ale po polsku piszemy „woltów” a nie „voltów”.

      • Witam.

        Łukasz, od jakiegoś czasu czytam Twoje artykuły na temat rowerów, mam jednak pewien problem.

        Chcę zakupić używany rower elektryczny w przedziale cenowym 500 – 1500 zł. i mam na oku następujące rowery:

        Parametry mi odpowiadają, ale jak na moją ocenę, to oba są do siebie podobne.

        W pierwszym nie ma baterii, a w drugim, jak w każdym rowerze elektrycznym, prędzej, czy później bateria padnie.

        Także i tak, prędzej czy później, stanę w sytuacji, w której wyląduję z rowerem bez baterii.

        Chodzi
        o to, że nie chcę mieć sytuacji, w której zakupię np. rower Yamaha, a dopiero
        kiedy padnie mi bateria, to nagle się dowiem, że nowa bateria Yamahy
        kosztuje sporo, podczas gdy np. najtańsza nowa bateria Bosh na
        Allegro kosztuje 500, 650 zł. Albo że bateria do mojego roweru
        jest trudno dostępna.

        Z jakiej firmy silnikiem rower powinienem zakupić tak, aby nowe baterie do niego były w miarę tanie i łatwe do kupienia?

        Oczywiście zależy mi też na dobrej firmie. W pewnym sklepie rowerowym powiedziano mi, żeby patrzeć tylko na firmy: Bosh, Yamaha, Shimano Steps i Impuls, „A
        reszta to jakieś egzotyki.” Tak usłyszałem. Przeglądam też olx i widzę,
        że chyba z 80 procent rowerów stamtąd pochodzi z Holandii.

        Niby
        kraj rowerowy i powinni się znać, ale nic mi te firmy nie mówią. Nie
        znam i nie mam zaufania, więc omijam je szerokim łukiem, ale może robię
        błąd, tym bardziej, że omijam przez to sporo ogłoszeń. Są to firmy:

        Batavus, Gazelle Kettler, Koga, Yamaha Kynast (nie wiem czym się różni od „Yamaha”), Pedelec, Sachs, Sparta, Lafreee, Victoria.

        Najczęstsze
        to Batavus, Lafree i Sparta. Czy wiesz może coś na ich temat? Czy warto
        zwracać na te firmy uwagę i jak jest z dostępnością i ceną nowych
        baterii do nich? Jakiej firmy rower wybrać, żeby baterie do niego były w
        miarę tanie i nowe łatwo dostępne?

        Będę bardzo wdzięczny za w miarę szybką odpowiedź, ponieważ decyzję muszę podjąć szybko.

        Pozdrawiam serdecznie.

        Adam

        • Rower z pierwszego linka (Yamaha) wygląda na mocno wyeksploatowany.

          Drugi (Giant) wygląda lepiej. Napędu Panasonica bym sie nie bał. Producent ma ogromne doświadczenie w produkcji napędów elektrycznych.

          Czy bym kupił używanego elektryka? Nie wiem; jest bardzo duża loteria.

          „W pewnym sklepie rowerowym powiedziano mi, żeby patrzeć tylko na firmy: Bosh, Yamaha, Shimano Steps i Impuls,”

          Dodałbym do listy Panasonica.

          „Przeglądam też olx i widzę, że chyba z 80 procent rowerów stamtąd pochodzi z Holandii. Niby kraj rowerowy i powinni się znać, ale nic mi te firmy nie mówią.”

          W Holandii elektryki są bardzo popularne, stąd duży rynek używanych modeli. Niestety, do Polski trafiają często w wątpliwym stanie technicznym — i to jest problem.

          Na pewno nie trzeba się bać (w Polsce są serwisy autoryzowane, np. rowerystylowe.pl) rowerów produkcji Gazelle, Batavus, Sparta, Koga oraz Cortina.

          W przypadku Gazelle i Batavus (a i pewnie Koga i Sparta należące do tego ostatniego) producenci gwarantują dostępność części zamiennych do 10 lat po zaprzestaniu produkcji. Co do awaryjności wśród nich (niezależnie, czy to elektryk, czy nie) zawsze może cos się zepsuć, choć trwałość mają ponadprzeciętną (np. moja Gazelle — ale zwykła — przeżyła ponad 15000km/3lata całorocznej jazdy jedynie dwukrotnie zerwaną linką od przerzutek) — one są przewidziane do parkowania na ulicy.

          Nie jestem pewny, czy Giant — mimo że to tajwańska firma — nie został współzałożony przez właściciela Batavusa.

          „Będę bardzo wdzięczny za w miarę szybką odpowiedź, ponieważ decyzję muszę podjąć szybko.”

          Szczerze? Jak musisz podjąć decyzję „szybko”, to bym zrezygnował. Nie sztuka utopić w czymś pieniądze, a okazja zakupu jeszcze się trafi.

          • Również o firmie Panasonic mam dobre zdanie.
            Rower z linka pierwszego ma kilka lat, a ostatnie dwa lata przeleżał nieużywany w komórce, stąd ten wygląd.
            Rower drugi ma 7, 8 lat.
            To dobre wieści z tymi holenderskimi firmami, także dzięki za odpowiedź.
            Masz rację z tym pośpiechem, chodzi o to, że chcę się zdecydować póki mam kasę i aktualny bilet na przejazd autobusem, ale też jestem świadomy tego, że lepiej nie kupić wcale niż w pośpiechu popełnić błąd.
            Ale niezależnie od pośpiechu, bardzo podoba mi się rower z drugiego linka, zarówno pod względem firmy, jak i samego wyglądu i że bateria, chociaż używana od nowości, czyli te 7, 8 lat, to właściciel zapewnia, że te 7 km. do mojej pracy spokojnie wytrzyma.
            Mam tylko pytanie. Interesuje mnie ten rower Panasonic z drugiego linka, przypomnę:

            Ale zanim go kupię, najpierw chcę wiedzieć ile zapłacę za kompatybilną do niego nową baterię. Czy ta bateria, Green Cell z ogniwami Panasonic, będzie dobra?

            allegro.pl/zesta…ule_id=201

            Ewentualnie któraś z tych:

            allegro.pl/bater…ml#thumb/1

            allegro.pl/bater…08836.html

            Nie znam się na rodzajach ogniw i ich nazwach, kompletnie nie wiem jakiej szukać baterii do roweru z linka powyżej.

            Dane z jego oryginalnej baterii, z którą właściciel go sprzedaje:
            Specification:
            Panasonic Ni-MH batteries
            1.2V -6500 mAh – 20 pcs
            Power output: max 30A

            Dane z ładowarki:
            Panasonic No.NKJ019
            IN PUT AC220-230V ~ 50Hz 70W
            Fuse 250V T3.15AL
            OUT PUT DC31V – 1.8A
            Made in Japan

            Dołączam zdjęcia.

            Czy to już będzie bateria 36V? Będę wdzięczny za info, czy ta pierwsza bateria Green Cell z ogniwami Panasonic będzie odpowiednia, lub pozostałe. Jeśli żadna z nich, to będę bardzo wdzięczny za pomoc w znalezieniu nowej, kompatybilnej do tego roweru.

            Pozdrawiam i dzięki za odpowiedź.

            Adam Dubiel

            • Nie wiem czy ktoś z czytających ma tak duże doświadczenie, aby doradzić, ale z polskojęzycznych forów poświęconych „elektrykom” zerknij tutaj:
              forum.arbiter.pl/

              czy ktoś nie może Ci pomóc. Ja Ci nie doradzę, bo jest duża szansa, że podpowiem Tobie źle.

              Zastanawiam się, czy może ktoś z sklepu rowerystylowe.pl (serwisują Gazelle, Batavus itp.) może coś doradzić, ale to moje gdybanie.

              Bateria, nawet nieużywana starzeje się, więc słusznie rozglądasz się za nową.

        • Cześć, Maciek w dużej części wyczerpał już temat. Sam dodam od siebie jeszcze, że nie kupisz oryginalnej, nowej baterii Boscha za 600 złotych. Za tyle dostaniesz albo zamiennik, albo używany akumulator.

          Druga sprawa – jeżeli chodzi o dostępność części zamiennych, to powoli w Polsce jest z tym coraz lepiej. Ale żeby jednoznacznie powiedzieć jaki akumulator jest potrzebny do danego roweru, to musi na niego spojrzeć ktoś, kto siedzi w tym temacie. Zawsze możesz wysłać zapytanie do sklepu internetowego, albo do producenta akumulatorów, np. GreenCell – ktoś kto siedzi w tej branży, na pewno coś więcej napisze.

          Samych systemów jest kilka, one się na pewno też zmieniają w czasie. Ja niestety nie siedzę w tym temacie na tyle, żeby znać się na standardach podłączeń.

          I tak jak napisał Maciek, spokojnie, nie kupuj pierwszego, lepszego roweru. A ta Yamaha faktycznie wygląda na mocno zajeżdżoną.

          • W takim razie wyślę parametry baterii i ładowarki z tego roweru, i zapytam, czy ta, ich firmy, z linka powyżej, będzie odpowiednia.
            A czy powinienem się bać kupować rower, który chociaż Panasonic, to ma 7, 8 lat? Jaka jest żywotność takiego silnika? Moje ostatnie pytanie. :)

            • Żywotność silnika (o ile ktoś go nie przegrzał lub nie majstrował) ograniczona jest trwałością uszczelek i łożysk (względnie przekładni planetarnej, jeśli ją ma). Jeśli był przechowywany w suchych warunkach, to co najwyżej bym zerknął na ich stan.

              Oddzielnym problemem są silniki szczotkowe, ich w ogóle bym się wystrzegał, bo to przestarzała technologia.

              • Jestem w trakcie przeglądania forum, które mi doradziłeś, Maciej, jednocześnie czekam na odpowiedź firmy Green Cell, dotyczącego baterii Panasonic, do której linka umieściłem powyżej. O silnikach szczotkowych słyszałem to samo. Dzięki za rady, każda z tych się przyda. Ja jestem jeszcze nowy w tematyce rowerowej, mogę co najwyżej pomóc w doborze świateł. Pozdrawiam i pewnie do usłyszenia niebawem.

              • Wrócę jeszcze do tematu baterii, do zadanego wcześniej przeze mnie pytania. Czy któraś z tych baterii będzie pasować do omawianego przeze mnie roweru.

                A tu wyszukane przeze mnie baterie.

                allegro.pl/bater…00363.html

                allegro.pl/bater…34483.html

                Albo proszę o pomoc w znalezieniu właściwej, nowej baterii do tego roweru.

                Nie mogę kupić żadnego roweru, dopóki nie dowiem się najpierw ile kosztuje i jakie wejścia ma nowa bateria do któregoś z nich, także będę wdzięczny.

  • Łukasz mogę po sąsiedzku pozyczyć ci mój rower elektryczny który sam zmodyfikowałem.Koszt ok 2000 zł.

  • Witam Panie Łukaszu. Jako praktyk
    rowerowy zapewne mogłby mi Pan doradzić również w sprawie roweru
    elektrycznego.

    Mam 176 cm wzrostu i ok.
    90 kg
    wagi. Planuję zakupić rower elektryczny ponieważ po zmianie pracy będę miał w
    jedna stronę jazdę pod górkę. I tutaj pierwsze pytanie.

    Czy taki rower naprawde wspiera
    jazdę pod górę. Wiem ze silnik ma wspierac a nie zastępować jazdę. Silnik Moze
    być max 250 W.

    – Kolejne pytanie: Czy lżej ( nie
    szybciej ) jezdzi się na rowerze z małymi czy dużymi kołami ( myślałem również o
    składaku ). Dojazd do pracy to ok. 4 km i ten rower ma tylko do tego służyć
    a nie na długie wycieczki rowerowe.

    – Czy lepiej silnik z tyłu, w srodku
    czy z przodu ?

    – Bateria- z tyłu na bagażniku, w
    środku roweru a może – jak w niektórych rowerach – schowana w ramie ( mniejsza
    pojemnośc baterii ale bardziej estetycznie )

    – widziałem również rower z wałkiem
    napędowym , zamiast łańcucha . Czy testował Pan takie cudo ? Teoretycznie
    bezobsługowy, czysty itp.

    Jak znajdzie Pan chwilę czasu proszę
    o podpowiedz lub ewentualnie o podesłanie mi linka do kogoś kto jeździ na takim
    rowerze ( strony internetowej ) abym przed zakupem uzyskał konkretną ,
    profesjonalną informację.

    Z góry dziękuję i
    Pozdrawiam

    Adam

    • Witaj,

      – Tak, silnik elektryczny naprawdę pomaga. Zresztą zajrzyj do testu roweru Kreidler, którym jeździłem: roweroweporady.pl/kreid…trycznego/

      Pod strome wzniesienia wjeżdża się bez trudu.

      – Przy silniku elektrycznym wielkość kół nie ma specjalnie znaczenia. Mniejsze koła są bardziej zwrotne, natomiast większe lepiej sobie radzą na długich, asfaltowych trasach.

      – Są różne teorie na temat lokalizacji silnika. Ale silnik umieszczony w tylnym kole to spora komplikacja + dokładanie ciężaru na tył roweru. Silnik umieszczony centralnie lub w przednim kole to lepsze rozwiązanie.

      – Lokalizacja akumulatora – ciężko powiedzieć, które miejsce będzie lepsze i czy ma to aż takie znaczenie.

      – Niestety nie miałem przyjemności testować roweru z wałkiem.

  • Osobiście dojeżdżam codziennie rowerem elektrycznym do pracy, podczas gorszej pogody wsiadam do samochodu, w obie strony wychodzi nieco ponad 50 km, teren zróżnicowany. Wcześniej jak jeszcze nie miałem elektryka sporadycznie jeździłem do pracy rowerem szosowym co zajmowało dobrą godzinę nie mówiąc że przyjeżdżałem spocony, na elektryku ten sam odcinek pokonuje w jakieś 45 minut(prędkość do 35km/h ) a samochodem przy dobrych warunkach 30-35 minut. Dodam że rower którym się poruszam jest przerobiony na elektryczny(mniejszy koszt i lepsze parametry) niż gdybym miał zakupić gotowy a frajda z jazdy bez porównania. Zasięg na jednym ładowaniu jakieś 80-90 km ale przy spokojnej jeździe wychodzi ponad 100 km

  • By oceniać, trzeba zacząć użytkować min. rok jakieś urządzenie. Wszelkie dyskusje ludzi, którzy oceniają szczególnie taki pojazd wykonując jedną jazdę lub poprzez lekturę specyfikacji technicznej są bezcelowe. Ja użytkuję e-bike od 8 miesięcy. jako 6letni, całoroczny rowerzysta. Rower elektryczny to przyszłość, a w ruchu miejskim, podmiejskim to jedyne słuszne rozwiązanie. Skuterem nie wjedziesz wszędzie, rowerem prawie wszędzie. Choć to chyba prawnie zabronione, to pomimo wszystko i tak nie widziałem wnoszącego do metra/pociągu skutera, a ja swój już tak. Jako transport kombinowany: 5 km-pociąg- 5km to najlepsze rozwiązanie. Do malkontentów NIE MA LEPSZEGO. A ponieważ, zmęczenie/pot jest tak powtarzalne (czyli jego brak na e-biku) to stało się to dla mnie narzędziem, codziennego dojazdu do pracy. Zasięg na jednym ładowaniu ? do 60 km.

    Chętnie podzielę się z autorem spostrzeżeniami. Dziennie robię tylko 30 km e-bikiem, z czego z przyjemnością przebieram się w „kond…” i z pracy taranem, o podwyższonej wadze wracam o „własnych siłach”. Nigdy nie udało mi się dogonić RUNERA, Ale na 15 km. miał przewagę 3 min.

    Czy na rowerze e-bike kiedykolwiek wszedłem spocony do pracy. NIE. Czy na skuterze w pełnym rynsztunku (nie mówię o spartanach w koszulach hawajskich) wchodzisz spocony w lato? Jak patrzę po jednośladowej braci, mało która/który wychodzi z tej walki „czarna skóra vs 30 stopni” zwycięsko:)
    Czekam na e-bike z odzyskiem energii. Jeśli tak się stanie e-bike pójdzie w konkury z z komunikacją miejską każdej maści:)

  • Bardzo ciekawy wpis. Mieszkam za granicą i właśnie niedawno kupiłam sobie rower. Jako dziecko i nastolstka spedzałam mnóstwo czasu jeżdżąc na rowerze. Przez ostatnie 8 lat robiłam to jednak bardzo rzadko. Mój problem polega na tym, że obecnie mieszkam w miejscu gdzie jest bardzo dużo wzniesień i małych wzgórz. Jazda nadal sprawia mi ogromną przyjemność, ale częste podjazdy są bardzo uciążliwe. Przy kupnie roweru, w sklepie, zwrocilam uwagę na rowery elektryczne, i myślę, że kiedyś w przyszłości się w taki zaopatrzę. Szkoda by było w późniejszym wieku i z powodu ukształtowania terenu, miejsca w którym mieszkam, rezygnować z takiej frajdy.

  • nie da się na nim jechać używając silnika elektrycznego bez pedałowania. Taki silnik
    to jakis nonsens……. wszedzie s awypozyczalnie rowerow elektrycznych anawet elektrycznych hulajnog i NIE trzeba pedalwoac !
    WSlacza sie silnik i sie jedzie .Silnik sie NIE wylacza po osiagnieciu maksymnalnej predkosci,po prostu jedzie ile sie da.
    Tak jest w moim w Hiszpanii i wszedzie gdzie patrzylem.W Polsce jest inaczej ???? NIE sadze;czesto widuje ludzi ktorzy jada BARDZO szybko,siedzac kompletnie neiruchomo.

    • „Tak jest w moim w Hiszpanii i wszedzie gdzie patrzylem.W Polsce jest inaczej ????”

      Hmm. Jeszcze pół roku temu przepisy odnośnie „rowerów elektrycznych” były takie same jak u nas. Jak i z resztą w całej UE, jedynie coś Wielka Brytania coś kombinowała (ale nie wiem czy skutecznie).

      „wszedzie s awypozyczalnie rowerow elektrycznych anawet elektrycznych hulajnog i NIE trzeba pedalwoac !”

      Wypożyczyć to możesz samochód: nikt nie sprawdza Twoich uprawnień i co z nim robisz. Złe porównanie.

      „NIE sadze;czesto widuje ludzi ktorzy jada BARDZO szybko,siedzac kompletnie neiruchomo.”

      Bo u nasz janusze z krystynami muszą kombinować i cwaniakować. Naprawdę, tak zerowego szacunku dla w sumie podstawowych przepisów to chyba nigdzie nie ma (ok, pomijam naszych „przyjaciół” za wschodnią granicą).

  • Sprawdź stan kabli od strony silnika, szczególnie korozję na wtyczkach. Znajdują się na wysokości widelca, jak dobrze pamiętam.

    Jeśli to seria ION, to także wtyczkę od akumulatora (tam gdzie wsuwasz akumulator) — to znany feler swojego czasu.

    Batavus jest właścicielem Sparty, może w okolicy jest ASO Batavusa?

  • Witam,
    Zakupiłem w ostatnich dniach używany rower elektryczny Sparta. Niestety nie działa, tzn nie che załączyć się napęd elektryczny. Na wyświetlaczu pokazuję się błąd E00005 lub E00002. Zwracam się zatem z zapytaniem gdzie na Mazowszu mogę taki rower serwisować lub może ma ktoś namiary na znawce który pomoże w rozwiązaniu problemu.
    Z góry serdecznie dziękuję za pomoc Hubert

    • Sprawdź stan kabli od strony silnika, szczególnie korozję na wtyczkach. Znajdują się na wysokości widelca, jak dobrze pamiętam.

      Jeśli to seria ION, to także wtyczkę od akumulatora (tam gdzie wsuwasz akumulator) — to znany feler swojego czasu, który niedawno został naprawiony.

      Batavus jest właścicielem Sparty, może w okolicy jest ASO Batavusa?

      • Z góry serdecznie dziękuję za pomoc i rade, na pewno zerkne. Intryguja mnie te kody wyskakujące na wyświetlaczu. No co próbujemy zobaczymy. Dziękuję i pozdrawiam

  • Ambitni turyści… podobał mi się ten akapit i sam się zastanawiam czy do tej grupy nie należę… wybrałem się ostatnio na wycieczkę.. w planach było właśnie ambitne prawie 100km, ale co z tego, że plany jak kolana po 2/3 trasy wysiadły i ostatnie 20km musiałem wracać w bólu, tylko determinacja pomogła bo miałem już zamiar dzwonić po transport :/
    Ale nad kupnem w/w nie myślałem i chyba jeszcze odpuszczę jakiś czas, powalczę ze swoimi ograniczeniami, ale jeśli się nie uda…. ten pierwszy trekking nie wygląda wcale źle…

    • Nie mogłem wymyślić innej nazwy :) Ale jeżeli kolana Ci siadają, to pierwsze co zrób, to sprawdź czy masz dobrze ustawione siodełko:
      roweroweporady.pl/jak-u…w-rowerze/

      A po drugie staraj się jeździć częściej, po mniej kilometrów, stopniowo zwiększając ich ilość :)

  • Nadszedł mój czas/77 lat/ i kupiłem rower hybrydowy Geobike Finistere .Chciałem zwiększyć zasięg swoich wyjazdów wczoraj dotarłem na górę ‚Kamieńsk’ bez kłopotów.Używam też innych
    rowerów/zwykłych/.Finistere jest cichy i jest ROWEREM co mnie odpowiada.Jest ciężki/25 kg/
    ale przez to ma dużą bezwładność.Wspomaganie włączam tylko w potrzebie.Zastanawiam się
    nad trwałością silnika i innych części .Może ktoś ma jakieś informacje o GEOBIKE? Pozdrawiam

  • O
    tak :) Odkopując pomysł podróżowania z sakwami, moi rodzice spotkali
    Holendra który na emeryturze jeździ przez całą Europe na rowerze.
    Chwalił sobie e-rower jak mało kto. I się nie dziwie. W sierpni lecimy z
    narzeczoną na podróż po Rumunii. My jak my ale nie wyobrażam sobie osób
    starszych, którzy przerzucą się 3 razy przez tamtejsze Karpaty :)
    E-rower to fajny pomysł :)

  • A ja od prawie 4 miesięcy jeżdżę na elektrycznym MTB. Jest to mój drugi rower ze wspomaganiem. Mieszkam w Gdyni gdzie górek i podjazdów nie brakuje. Chętnie odpowiem na nasuwające sie wątpliwości potencjalnych nabywców. Ja jestem bardzo zadowolony.

  • Ciekawi mnie, jak to jest z pojemnością baterii w terenie naprawdę górzystym. Teoretycznie mamy zasięg kilkadziesiąt km, a są też jakieś tabelki uwzględniające wpływ przewyższenia? Żeby nie było tak, że nagle komuś odcina prąd w połowie długiego podjazdu i zostaje z ciężarem.

    • Teoretycznie jeżeli zaczniesz podjeżdżać pod Gliczarów, to może się okazać, że w połowie prądu braknie :) Nikt takich tabelek nie przygotuje, bo wszystko zależy od tego jak szybko będziesz chciał jechać, jak długo, jak stromo, jak wiatr będzie wiał, ile ważysz itd. Tu jest zbyt wiele zmiennych by ktokolwiek porwał się na szykowanie tabelki.

    • z tym zasięgiem to uwaga – zależy on on tak wielu czynników, że żadna tabelka ci nie pomoże… Ale to działa inaczej – masz – znowu – w zdecydowanej większości sterowników – wyświetlacz pokazujący stan naładowania baterii. Niestety, tak jak w samochodzie musisz obserwować poziom paliwa, tak tutaj – poziom energii w baterii… Praktycznie – to ja osobiście oszczędzam energię jak się tylko da, żeby włąśnie nie zaskoczył mnie jej brak w najmniej odpowiednim momencie…

  • Korzystam z wielu środków lokomocji – jeżdżę samochodem (coraz mniej – koszty!), motocyklem-skuterem 125 ccm (4-suw), rowerem zwykłym i elektrycznym od ładnych paru lat… Szkoda, że większość wpisów pochodzi od osób „teoretycznie” znających temat… ;-)
    Ale do rzeczy

    1. odrobina zmysłu praktycznego i rower elektryczny o super parametrach można zrobić za sporo niższą kwotę. Ja kupiłem na Allegro rower z osprzętem kpl za 1000 zł – rower był dość zajeżdżony ale przełożyłem osprzęt elektro do swojego (SCUD-ATLANTIC) a to co zostało doprowadziłem do porządku i używam w innej lokalizacji…

    2. Wspomaganie nie działa na zasadzie „nacisku na pedały” a szybkości kręcenia – najczęściej jest to tarczka z magnesikami mocowana na osi suportu – im szybciej kręcimy tym więcej mocy dostarcza wspomaganie (w zależności od ustawionego poziomu – najczęściej od 1 do 5)

    3. Do domu mam parę kilometrów pod górkę (jeżeli ktoś zna Trójmiasto – całą ul. Wielkopolska pod górkę) – po wycieczce to nie był radosny powrót, gdy zmęczony musiałem podjechać (jakoś nie mogę się przekonać do korzystania z autobusów z rowerem…). w ten sposób skutecznie zwiększyłem promień rekreacyjnej jazdy do 80 km (bez wspomagania – połowa tego)

    4. rzeczywiście, największy problem to energia – dlatego wspomaganie wykorzystuję głównie przy podjeździe oraz – z wygodnictwa – przy ruszaniu z miejsca np. pod górkę

    5. Waga – no cóż, tu się zgodzę, że to może być problem. Na pocieszenie jednak dodam, że większość konstrukcji ma odłączaną baterię (z wyjątkiem kilku fabrycznych konstrukcji zachodnich gdzie ogniwa władowano w ramę…). Podobnie nie spotkałem jeszcze układu, w którym nie można by było naładować baterii w rowerze…

    6. Konstrukcja większości rowerów trekking – ew góral spokojnie zniesie dodatkowe obciążenie osprzętem. Warto natomiast zainwestować w dobre opony – spotyka się już takie z dedykacją „e-bike” lub „e-bike ready”. Ja osobiście kupiłem Schwalbe z opcją anty-przebiciową i teraz jestem zadowolony… (przedtem niestety – ze względu na masę nieresorowaną zbyt często łapałem gumę….

    Ponieważ muszę kończyć – jeżeli ktoś by był zainteresowany to chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami na priv
    pzdr wszystkich
    md

    • „2. Wspomaganie nie działa na zasadzie „nacisku na pedały” a szybkości kręcenia – najczęściej jest to tarczka z magnesikami mocowana na osi suportu – im szybciej kręcimy tym więcej mocy dostarcza wspomaganie (w zależności od ustawionego poziomu – najczęściej od 1 do 5)”

      Sa takie sensory, z tym że tak naprawdę mierzą naciąg łańcucha (górnej części), który jest skorelowany z siłą jaką naciskasz na pedały. Dostępne w rozwiązaniach Gazelle i Batavusa (napędy Panasonica, Boscha, Impulse oraz Yamaha).

      Są też dodatkowe sensory, wykrywające zmianę biegu, aby wyłączyć bądź zmniejszyć na ten moment siłę wspomagania.

      Inna sprawa, że bym ich nie chciał; kolejna rzecz do psucia.

      „3. Do domu mam parę kilometrów pod górkę ( jeżeli ktoś zna Trójmiasto – całą ul. Wielkopolska pod górkę)”

      Znam znam, mieszkam w Śródmieściu, zaś znajomi na Dąbrowie. Niby tylko 12km, ale jakbym miał codziennie jeździć to już by dawno stał elektryk w mieszkaniu. :-) Samochodem w godzinach szczytu bym nie chciał. Za to powrót rewelacyjny.

      „(jakoś nie mogę się przekonać do korzystania z autobusów z rowerem…)”

      Zauważyłem, że kierowcy autobusów są mocno tolerancyjni dla rowerzystów, którzy nie dają rady.

      • 1. Interesujące – ja się praktycznie z tym nie spotkałem, szczególnie, że nie bardzo wyobrażam sobie jak by to technicznie miało wyglądać (takie czujniki). Natomiast tarczki z magnesami to proste jak konstrukcja cepa – czujniczek Halla jest praktycznie niezniszczalny…

        2. Ja właśnie mieszkam na Dąbrowie, stad moje zmęczenie na powrocie… ;-) A jazda samochodem to koszmar, szczególnie w godzinach szczytu (tu sprawdza się ew. skuterek ;-))

        3. Moja córka dość często korzysta z rowerem z autobusu – z jej obserwacji wynika, że problem nie leży po stronie kierowców, a raczej współpasażerów – tu trudniej o zrozumienie, a szczególnym ewenementem są mamusie z wózkami, które potrafią zażądać usunięcia roweru nawet, jak jest dosyć miejsca w autobusie.

        4. Zdecydowana większość sterowników do rowerów elektrycznych ma możliwość:
        – zablokowania lub zdjęcia blokady 25 km/h,
        – korzystania z manetki (jazda jak na skuterze)

        5. Sterowniki – to w ogóle osobna bajka. Są bardzo różne, z różnymi funkcjami. Generalnie muszą być odpowiednie do zastosowanego silnika. Najwyższa półka – na co ja też się namierzam – to takie z odzyskiem energii przy hamowaniu. Niestety – jest to dość skomplikowane technicznie – dochodzi druga manetka regulująca siłę hamowania silnikiem…

        No i na koniec – przepisy… Nasi kochani ustawodawcy usiłują wszystko poszufladkować, ograniczyć, itp. Niestety, jak zwykle – może akurat na szczęście – słabo im to wychodzi, przede wszystkim ze względu na trudno weryfikowalne parametry. No bo jak np. stwierdzić, czy jest to ograniczenie do 25 km/h ? i czy siłą wspomagania słabnie ? A tak w ogóle to po co?

        Silniki w skuterkach 50 ccm (w zdecydowanej większości 2-suwy) są teoretycznie tzw. zablokowane… Praktycznie 99% z nich jest odblokowywane natychmiast po wyjściu ze sklepu. Podobnie z rowerami – szczególnie, że jest to zworka lub jej brak w sterowniku. Obecność manetki – to co, jak już jest manetka to przestaje być rower rowerem? Tyle, że takiej kategorii nie ma…. (NB kategorii „skuter” też nie ma w przepisach///;-)),, Moc 250W silniczka – to naprawdę mało …. Mój ma 500W i wcale to nie poraża…. A kto to sprawdzi i po co?

        Acha, jeszcze jeden temat – silniki. Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem są te jednak w piastach – mechanicznie jest to zdecydowanie prostsze, brak czegokolwiek co miałoby się psuć czy zużywać. Są rozwiązania z tyłem lub przodem – tylny jest lepszy mechanicznie, ale bardziej kłopotliwy. Ja mam w przedniej piaście – i sobie chwalę. Dodatkową zaletą jest błyskawiczna zmiana z roweru e na zwykły – wymieniam koło , wyjmuję baterie – reszta – przewody, sterownik, jest nieistotna…

        silniki w piastach są też = zupełnie zgrubnie – dwóch typów: mniejsze, z przekładniami i bez czujników Halla – zalety: mniejsze, lżejsze, wady: przekładnia, która z czasem się zużyje…. i silniki większe, bezszczotkowe, z czujnikami Halla – zalety: praktycznie niezniszczalne, wysoka sprawność, wady: są większe i cięższe od poprzednich (mój jest typu Halla).

        to na tyle
        pozdrawiam i naprawdę polecam – to wielka frajda …

        • „1. Interesujące – ja się praktycznie z tym nie spotkałem, szczególnie, że nie bardzo wyobrażam sobie jak by to technicznie miało wyglądać (takie czujniki). ”

          Nie mam nigdzie pod ręką jak wyglądają czujniki zmiany biegów, ale w bardzo uproszczony sposób pokazano czujnik nacisku tutaj:
          www.youtube.com/watch…F2p7QDsOFc

          od 50 sekundy. Z tym że tutaj dali dużo uproszczeń (to nie film dla inżynierów). No i rozwiązanie sprzed kilku lat.

          „No bo jak np. stwierdzić, czy jest to ograniczenie do 25 km/h ? i czy siłą wspomagania słabnie ?”

          U nas się nie da (jak zwykle). W Holandii są obecne takie pseudo skuterki o maksymalnej prędkości 25km/h, którymi możesz jechać po DDR. Coraz więcej jest głosów za ich delegalizacją, ale to inny temat. W każdym razie Holendrzy też kombinują i z rowerami elektrycznymi jak i takimi skuterkami. Odpowiedzią policji jest taka przenośna hamownia, gdzie mogą prawdzić pojazd delikwenta, czy na pewno spełnia warunki techniczne. I ponoć robią to coraz częściej.

          „Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem są te jednak w piastach […]”

          Gdyby nie jedyna ich wada, to słabszy moment obrotowy, to byłyby najlepsze i o takim rozwiązaniu też myślę. Do zalet (w bezszczotkowych) należy cisza i bardzo małe opory toczenia.

          „pozdrawiam i naprawdę polecam – to wielka frajda …”

          Szczególnie w Gdyni. Niby nadmorskie miasto, a nawet tutaj rajdy górskie samochodów się urządza (mam na myśli te na Sopockiej-Malczewskiego. Trochę się zdziwiłem przeprowadzając się spod Łodzi (gdzie wszędzie płasko). No i ciągle wieje. Ale i tak to najfajniejsze miasto jakie znam. :-)

          • obejrzałem z uwagą – ale mówiąc szczerze, to jeszcze bardziej nie ejstem pzrekonany – jest pokazane coś w rodzaju czujnika napięcia łańcucha – ale „powrotnego” – poniżej zębatki, czyli jego napięcie tak naprawdę niewiele mówi… Ew. sensometr w osi tylnego koła?

            O rany – jakież to by musiało być czułe – Może rzeczywiście dla Holendrów jeżdżących po swoich uliczjkach i serwisujących w specjalistycznych serwisach swoje sprzęty co miesiąc to jest możliwe, ale – powtórzę za Wieszczem „ja to między bajki włożę”

            W mojej konstrukcji – opróćz sygnalizowanego zamiaru wymiany sterownika na taki z odzyskiem energii – to mam tylko problem ze sterowaniem hamulcami, a konkretnie – odcięciem napędu przy hamowaniu. Rzecz w tym, że naturalnym jest żeby w momencie naciśnięcia hamulca napęd błyskawicznie się odłączał – niby proste, ale… realizuje się to przez dodatkowe mikrowyłączniki w dźwigniach („klamkach”) hamulców…

            Sa rozwiązania ze zwykłymi mikroprzełacznikami, sa też – nowsze – z czujnikami Halla (zaleta: hermetyczne, praktycznie neizniszczalne, problemik: konieczność zasilania czujnika, czyli doprowadzenie od sterownika napięcia (najlepiej żeby sterownik podawał trzy przewody – od razu pod Halla).

            Wszsytko by było OK, tyle że mechanicznie to trzeba jakoś skorelowac. Sa do dostania takie podwójne dźwignie – ale tylko do hamulców linkowych (czyli V-brake czyw ostateczności tarcza – ale mechaniczna. A ja się uparłem na hydraulikę – no i tu pojawił się problem… Udało mi się co prawda dobrać taki mikroswitch i wkleić go na żywicę w klamkę hydraulika Shimano, ale sterownik protestuje jak połącze to z obu klamek (n arazie działa z jedną….)
            pzdr
            md

            • Wbrew pozorom Holendrzy aż tak się nie pchają do serwisów, ale fakt faktem, nawet w najbardziej obdrapanych i zardzewiałych rowerach nigdy nie słyszałem, żeby napęd (tradycyjny) był zaniedbany. U nas łatwo znaleźć idealnie umyty i wypucowany rower, ale ze skrzypiącym łańcuchem.

              Z dużą ciekawością obserwuje rynek holenderski, bo tam rowery elektryczne sprzedają się w setkach tysięcy, a są używane przez cały rok. Lepszego poligonu testowego znaleźć nie można. Oczywiście, zawsze mogą się popsuć, ale chyba już poziom niezawodności osiągnęli taki, że można spać spokojnie.

  • Jestem w tej czwartej grupie i już trochę myślałem o przesiadce na rower elektryczny, choć jest kilka rzeczy, które mnie jeszcze powstrzymują, m.in.:

    – cena – wiadomo :)
    – wyższa cena = większy strach by gdzieś zostawić rower i iść na szlak,
    – wyższa waga, co przy przewozie roweru wieloma pociągami i/lub samolotami byłoby mordęgą,
    – większa złożoność sprzętu = większe problemy, jeśli na bezludziu coś nawali.

    Tak więc jeszcze czekam na obniżki cen i udoskonalenie tego ustrojstwa, ale w przyszłości pewnie nabędę :)

    • Ja się zastanawiam nad problemem zasięgu: czy w turystyce można sobie pozwolić na moment gdy prądu zabraknie i pedałować na cięższym niż tradycyjny rowerze. Nie wszędzie jest dostęp do gniazdka. Nie mam doświadczenia w turystyce więc sobie teoretyzuję.

      • Można dokupić ładowarkę słoneczną i ładować w dziczy :) choć to nie wszędzie zadziała, np. na norweskich pustkowiach, gdzie większość dni jest pochmurnych.

        • Ładowanie roweru elektrycznego ładowarką słoneczną to raczej pieśń przyszłości :) Akumulator potrzebuje naprawdę stabilnego i mocnego prądu by go naładować.

          Mobilne ładowarki słoneczne na razie naładują co najwyżej telefon i to też zajmie dość dużo czasu.

          Ale to byłoby fajne, panele słoneczne zamontowane na rowerze, które ładują akumulator. Myślę, że za 20-30 lat tak będzie.

  • Nikt nie wspomniał o zabezpieczeniu przed kradzieżą. Elektryka wystarczy postawić przed marketem zapiąć łańcuchami i innymi zamkami. Po 30 min. rower wyparował i koniec radości.
    Inne wyjście wchodzić do sklepu z rowerem na plecach. Więc kupno drogiego roweru to super
    okazja dla złodziei… których nie sieją, sami się rodzą !!!

    • „Więc kupno drogiego roweru to super
      okazja dla złodziei… których nie sieją, sami się rodzą !!!”

      No to głupi ma szczęście, bo mam rower, który kosztował niewiele mniej od sensownego e-roweru i jakoś nikt nie chce mi go ukraść. Szukam pretekstu do kupienia właśnie roweru elektrycznego: obecny nawet się zepsuć nie chce, to może ktoś go ukradnie. ;-)

      Nie zmienia to faktu, że bez certyfikowanych zapięć drogiego roweru (jakiegokolwiek) bym nie pozostawił.

      Tak z ciekawości, jakiego zapięcia używałeś, względnie co z czym spiąłeś? Będzie wiadomo czego unikać, bo 30 minut to bardzo zły wynik.

    • Może tak być, że złodziej „zasadzi” się na Twój rower, ale nie chce mi się wierzyć, żeby ktoś chciał kraść rower spod sklepu. Prędzej zrobi to, jeżeli trzymasz rower np. w piwnicy.

      A U-Lock np. z serii Fahgettaboudit powinien skutecznie dać opór przynajmniej po zostawieniu roweru pod sklepem :)

      www.ceneo.pl/Sport…8;pid=7269

    • Widzisz puz, sufit jednego jest podłogą drugiego. Ktoś kupi rower za 2k i powie, że to sporo, ktoś za 4k i powie, że to rozsądna cena.

      @disqus_7CAgtcsZTa:disqus Łukasz, tak masz rację, chodziło mi o jedną zębatkę ;-).
      Ja się zakochałem w elektryku, gdy stanie się to bardziej popularne i stanieje, to nawet się nie będę zastanawiał, bo do miasta i na trasę jest to rozwiązanie idealne. Nie jestem tylko przekonany co do elektryka w terenie górskim.

      • Marek nie chodzi mi tu o cenę tylko koszt użytkowania i trwałość. Można za bezcen kupić elektryczne rowery bez akumulatorów bo ich ceny są kosmiczne i elektronicznie są tak zabezpieczone ze nic nie podstawiasz za oryginał który kosztuje połowę nowego roweru . Dobry spalinowy jest naprawdę długotrwały jeśli ktoś musi korzystać ze wspomagania . Lub dokupić zestaw i przerobic sobie kazdy rower na elektryk .

  • Słysząc o takich rowerach byłem bardzo sceptycznie nastawiony. Miałem okazję testować takie rowery na tegorocznych targach rowerowych w Kielcach. Efekt? Wow!!! Super. Ktoś kto pisał że nie jedzie się na tym szybciej pisał kompletne głupoty. Nie wiem ile to dodaje procent mocy ale co najmniej 50. Trochę dajemy w pedały i momentem jedziemy ponad 30 km/h. Uczucie jest niesamowite. Z tym że mówimy o rowerze za jakieś 8-12 tys złotych. Cena oczywiście zaporowa a do tego dochodzi wysoki koszt wymiany baterii (obecnie koło 2 tys zł), która zapewne nie wytrzyma więcej niż 500 cykli ładowania. Ceny natomiast będą spadać bo jest to świetny pomysł. Jeżdżąc w niemieckiej Saksonii na szosówce miałem problemy żeby na szosie dogonić pod wiatr starą ciotkę która na takim jechała. A dla kogo? Świetne dla tych którzy chcą albo zwiększyć swój zasięg albo nie mają siły jeździć po górach siłami natury. Na chwilę obecną powiedziałbym że dla bogatych emerytów ale jak cena spadnie do 1000 Euro co niewątpliwie wkrótce nastąpi to będzie dostępny dla każdego średnio sytuowanego obywatela. Fakt że w ten biznes weszły duże koncerny a w Polsce niesamowicie zaangażowała się np. firma Sobiesława Zasady która zdominowała tymi rowerami targi w Kielcach, świadczy że przewiduje się również potencjał w naszym rynku.

    • Z żywotnością akumulatora to akurat niewielki problem. Jeśli wytrzyma w dobrej formie przez 500 cykli ładowania, to przejedziesz na nim przynajmniej 30.000 kilometrów, zakładając 60 km na jednym ładowaniu. Czyli dla przeciętnego rowerzysty starczy na lata.

      Oczywiście kwestia czy akumulator nie zużyje się wcześniej :)

  • Pracuję w sklepie który sprzedaje rowery elektryczne.
    Jak na razie uważam że to nadal rozwiązanie przyszłości, bo jest to sprzęt bardzo zawodny i zdecydowanie przystosowany tylko do jazdy w dobrych warunkach pogodowych.

    • A tak z ciekawości, jaki napęd, przerzutki i w jakich warunkach (pogoda, temperatura, nachylenie terenu)? Ciekawi mnie jakie i kiedy są usterki takich rozwiązań.

      Dotychczas miałem do czynienia z rowerami holenderskimi, które z racji swojej konstrukcji są mało awaryjne (w pełni osłonięty napęd) i raczej używanie w nietrudnym terenie (miasto), choć niezależnie od pogody.

      Dosyć sceptyczny jestem w przypadku rozwiązań innych niż miejskie, ale może się mylę.

  • Łukaszu, bardzo ciekawy temat, na czasie, aczkolwiek nie masz racji pisząc, że na rowerze elektrycznym nie da się jechać bez pedałowania. Otóż da się. Znajomy kupił ostatnio elektryka,z identycznym rozwiązaniem jak na zdjęciu w rowerze Kreidler, czyli silnik przy korbie, bateria w miejsce bidonu, a dodatkowo manetka na kierownicy. Manetka przełącza między kilkoma funkcjami:
    -jazda ze wspomaganiem,czyli jazda z pedałowaniem, tu możemy osiągnąć prędkość około 55 km/h (sprawdzone osobiście przeze mnie na ścieżce rowerowej)
    -jazda bez wspomagania-rower SAM JEDZIE, bez pedałowania, rozpędza się do ok 25-30 km/h-również sprawdziłem to osobiście :D
    -wspomaganie wyłączone całkowicie, wtedy e-rower zamienia się nam w zwykły rower
    Wagowo rower jest cięższy o około 10 kg (wariant za 3500zł), ale tej wagi się w ogóle nie czuje, jedynie droga hamowania jest trochę dłuższa, jeżeli ma się hamulce szczękowe.

    Ogólnie jest kilka rozwiązań w elektryku i każde ma swoje wady i zalety. Np we wspomnianym rowerze z silnikiem koło korby, start jest łagodny, a masa rozłożona bardzo zacnie, ale można korzystać tylko z jednej zębatki z tyłu, zaś z silnikiem w tylnej piaście, jest szybsze przyspieszenie, ale także większy „zryw”, dodatkowo można korzystać z całej kasety. Chociaż zapewne jest kilka wariantów tych dwóch rozwiązań, które opisałem. Trzecie rozwiązanie to rozwiązanie w przedniej piaście-tego nie opiszę, bo nie testowałem.
    Moim zdaniem rowery elektryczne to przyszłość, jednakże cena musi spaść…
    Najtańsze rozwiązania zaczynają się od nawet ok. 1000 zł-1500zł, ale nie polecałbym tego, bo wagowo i jakościowo nie opłaca się zupełnie- naprawdę wygląda to strasznie biednie ;).
    Dla porównania koszt dobrej baterii to ok 1100zł…
    Dlatego też myślę, że jak mamy się bawić w ebajka, to zainwestujmy więcej.

    • „-jazda ze wspomaganiem,czyli jazda z pedałowaniem, tu możemy osiągnąć prędkość około 55 km/h (sprawdzone osobiście przeze mnie na ścieżce rowerowej)
      -jazda bez wspomagania-rower SAM JEDZIE, bez pedałowania, rozpędza się do ok 25-30 km/h-również sprawdziłem to osobiście :D”

      To takim rowerem nie możesz legalnie jeździć po ulicach (na DDR w ogóle) bez rejestracji, OC itp. Inna sprawa, że kto to sprawdzi. Ale nie chciałbym takich widzieć na ścieżkach rowerowych, równie dobrze można tam puścić skutery.

      Co do wariantów umieszczenia silnika:
      – w tylnej piaście, jak mam być szczery to najgorsze rozwiązanie, zmienia mocno środek ciężkości i niewygodne w serwisowaniu, niski moment obrotowy

      – w przedniej: proste jak budowa cepa, bezszelestne i nie stawia oporów przy wyłączonym silniku, wada jedna: maksymalnie 45Nm w seryjnie produkowanym rowerze to maksimum jakie dotąd widziałem, a typowo to 30. Śmiesznie się ponoć prowadzi, bo masz napęd na dwa koła. Odciąża łańcuch tak jak poprzednie rozwiązanie. Dobrze wyważony przód-tył.

      – w supporcie: największe momenty obrotowe (do 80Nm), niski środek ciężkości, głośniejszy (przekładnia), awaria mocno utrudnia dalszą jazdę (większe opory niż w przednim kole).

      W średnio pagórkowatym Trójmieście wolałbym w przednim kole. W górzystym zapewne w supporcie. W przypadku przedniej piasty naprawdę trzeba się uważnie przyjrzeć, że to ma wspomaganie (z racji rozmiarów i braku jakiegokolwiek hałasu).

    • Można takie rowery kupić, choć nie wiem czy w Polsce wiele osób się „bawi” w sprzedaż takich rowerów, bo jest to śliski temat. Tak jak napisał Maciej, trzeba byłoby rejestrować go jak motorower, a coś czuję, że urzędy nie są na to przygotowane.

      Jeżeli chodzi o silnik przy korbie, to masz z tyłu normalne przełożenia, nie jedno. Chyba, że chodzi Ci o zębatkę przy korbie, to faktycznie montuje się jedną. Ale spokojnie wystarcza :)

    • Rozwiązanie z silnikiem w piaście przedniego kola jest chyba najrozsądniejsze zarówno pod względem ekonomicznym jak i technicznym . Można spokojnie takie kolo dokupić i prawie z każdego roweru zrobić elektryka . Można wtedy korzystać z podstawowego napędu jak i wspomagać się silnikiem elektrycznym gdy zajdzie potrzeba . Znalazłem nawet cały zestaw do przerobienia www.maxev.pl/p105,…-kolo.html .

  • Nie wspomniałeś o jeszcze jednej kategorii, choć w sumie mnie to nie dziwi bo w Polsce to nadal egzotyka – rowery towarowe ze wspomaganiem. Sam używam czegoś takiego. Taki cargo bike załadowany do pełna (dwoje dzieci, zakupy) dzięki silnikowi elektrycznemu rusza i jeździ całkiem żwawo mimo swoich 25-35kg (plus bagaż). Ma to znaczenie szczególnie w bardziej górzystym terenie, kiedy wjechanie pod górkę o nachyleniu rzędu kilkunastu procent wymaga naprawdę ciężkiej pracy (a co dopiero z bagażem). Tu właśnie wspomaganie elektryczne jest naprawdę potrzebne.

    Natomiast jestem przeciwny elektryce w rowerach enduro bo albo jeździmy po górach sportowo albo udajemy, że jeździmy sportowo.

    • Bardzo chętnie widziałbym więcej takich rowerów (ze wspomaganiem lub bez) w Polsce. Ale to jeszcze trochę wody w Wiśle upłynie :)

      • Cena, cena, cena.
        Mnie to nawet nie dziwi, bo za podobne pieniądze masz samochód, który nie jest aż taką fanaberią i w dodatku nie pada na głowę ;)

  • Więc mam opony Shwalbe aktualnie na kołach 26×2.1 (54-559). Na kole napisane jest ETRTO 559x19c. Z tego co z tabelki wyczytałem, to wejdą mi dużo węższe opony. i teraz czt opony: 26X1,75 tj. 47-559 wejda mi na te koła? Wydaje mi się ze 1.5 też powinny wejść.

  • Rowerem elektrycznym nie jedzie się dużo szybciej. Wyjątek to sprawniejsze ruszanie spod świateł, pod wzniesienia oraz wiatr. Ale tylko do 25km/h. Czyli zysk jest zauważalny tylko w mieście.

    Taki rower daje coś innego:
    – mniej się spocisz, możesz jechać w przeciwdeszczowych ubraniach nawet kilka godzin i nie spłyniesz potem (o ile nie przegniesz) w porównaniu do zwykłego roweru
    – wspomaganie w przedniej piaście poprawia trakcję roweru np. jadąc po śniegu, odciążając przy okazji łańcuch.

    Obecnie mam zwykły rower, ale następny na 99% będzie elektrykiem: do pracy 24km w jedną stronę i tak przez cały rok, z sakwami, jedzeniem, a często z zakupami i laptopem.

    Na zwykłym rowerze jednak to już często granica dla moich możliwości; jak mam do wyboru zwykły rower + ewentualna kolejka SKM, a tylko rower elektryczny, to wolałbym drugie rozwiązanie.

    Jedyne wady w codziennej eksploatacji: waga (ale akceptowalna mimo że mieszkam na drugim piętrze w starym budownictwie) i cena (tu gorzej): model, który mnie interesuje kosztuje 1800 euro, ale przy większych dystansach byle czego kupić nie można (co jest też prawdą przy klasycznym napędzie).

    „Czy rowery elektryczne to przyszłość?”

    Nie wiem jak w innych zastosowaniach, ale w mieście na pewno. W Holandii sprzedaż bije rekordy i nie tylko wśród starszych osób.

    U nas barierą będzie cena. Emerytów raczej stać nie będzie.

      • Zastanawiałem się nad tym swojego czasu.

        Skuterem nie zaparkuje w mieszkaniu, ani w budynku w pracy. Musiałbym go zostawiać na noc na ulicy lub wynająć garaż (lub cywilizowane miejsce parkingowe).

        Skuterem nie wszędzie wjedziesz. DDRy, schody (jako skróty), czy przejścia podziemne są poza Twoim zasięgiem. Np. skuterem bym musiał pchać się w Gdańsku przez całe Podwale Przedmiejskie, a tak rowerkiem mogę sobie pojechać przez Stare Miasto — całkiem fajna sprawa rano: cisza, stare kamienice. A na trasie Gdańsk-Gdynia zawsze mogę zjechać i jechać wzdłuż plaży.

        Za 1800 euro kupię przeciętnej jakości skuter, często dwusuwowy (mało przyszłościowy, bo jest coraz mniej lubiany w centrach dużych miast). W tej cenie mam już sprawdzone konstrukcje holenderskich rowerów z silnikami, sanyo, panasonic, yamaha, bądź boscha.Mówię o konfiguracjach, które w praktyce są całkowicie bezobsługowe bo tylko takie mnie interesują.

        Kiedyś myślałem o skuterze, ale po rozważeniu wszystkich wad i zalet to na placu boju pozostaje samochód i rower i obydwu używam. Skuter jest czymś pośrednim, który zgrabnie łączy wady obydwu rozwiązań w mieście. Co innego gdybym dojeżdżał z przedmieść, albo miałbym jakieś bardzo specyficzne wymagania.

        • Masz jakieś dziwne info – gdzie 2 suwowe skutery ?

          Litości :)
          Za 4000-5000zł masz dobrego chińczyka, a one przestały się psuć już kilka lat temu, do tego 125 pojemności i 2.5 litra na setkę. Zostawiać można pod każdym blokiem – nikt tego nie kradnie przecież.
          Za 7000-8000zł masz juz coś europejsko – japońskiego.
          Nie wiem po co jeździć przejściami podziemnymi skoro masz ulice, a jak zgasisz, czy to skuter czy moto, masz prawa jak pieszy, więc możesz go pchać nawet pod prąd.

          Nie trzeba ładować aku, nie trzeba zanosić do domu, a jak braknie wachy to jedziesz na dowolną stację.
          Skuter nie jest dla każdego, tak samo jak elektryczny rower, ale denerwuje mnie gdy ktoś używa argumentacji, dość kłamliwej, by wytłumaczyć chyba najbardziej sobie, że się nie myli :)
          PS Mam wrażenie że dokonujesz eksperymentu myślowego, albo nigdy nie miałeś okazji jeździć na skuterze, skoro twierdzisz że łączy on wady roweru i samochodu, bo wedle mnie jest wręcz przeciwnie. Choć sam już od dawna po mieście poruszam się na moto. Praktycznie o każdej porze dnia jest szybszy od samochodu, pali średnio 4-5 razy mniej (chyba że jeździsz tico), nie płacisz za parkowanie, parkujesz wszędzie, nie szukasz miejsc parkingowych. Do tego nie pocisz się i nie musisz przebierać się w pracy, chyba że w miejscu gdzie pracujesz nikt nie zwraca uwagę na obcisłe ciuchy i smród spod pach ;) Idealnie spisuje się na trasach miejskich, na podmiejskich, wbrew temu co sądzisz, gorzej. Dłuższe dystanse, większa zależność od pogody.