Czy warto jeździć w kasku na rowerze?

Kaski rowerowe to w Polsce od wielu lat gorący temat. Rozpala dyskusje prawie tak samo jak szczepienie dzieci czy zarobki polityków :) Na ulicach możemy spotkać coraz więcej osób, które jeżdżą w kaskach, choć według moich obserwacji, jest to na razie nie więcej niż 10, może 15 procent rowerzystów w mieście. Większy odsetek uzbrojonych w kask możemy zobaczyć wśród jeżdżących na góralach oraz na rowerach szosowych. Kask w zasadzie przestał być „obciachem” czy ciekawostką, choć jeszcze piętnaście lat temu nie było to takie oczywiste. Na pewno spory wpływ na ich spopularyzowanie miał wprowadzony w 2003 roku przez Międzynarodową Unię Kolarską (UCI) obowiązek jazdy w kasku na wyścigach. Wymóg ten pojawił się po śmierci kolarza Andreia Kiwilewa, który zmarł po kraksie w wyścigu Paryż-Nicea.

„Zacznę od tego, że ja w kasku na co dzień nie jeżdżę. W zasadzie wyciągam go z szafy jedynie na dalsze trasy, po bardziej ruchliwych drogach. Wiem, że to trochę dziwne, tym bardziej, że większe ryzyko wywrotki na rowerze jest jednak w mieście. Ale robię to dla świętego spokoju, bo do jazdy w kasku przymusza mnie moja Monika.”

Te słowa pisałem we wrześniu 2013. Jak pewnie wiecie, w lipcu 2014 miałem wypadek po którym wylądowałem w szpitalu z połamanymi kośćmi głowy. Choć nie było kolorowo, na całe szczęście udało mi się z tego wylizać. Teraz po prostu cieszę się, że mogę dalej jeździć na rowerze i pisać dla Was na blogu.

Wśród wielu słów otuchy jakie od Was wtedy dostałem, pojawiły się też cierpkie głosy „taki specjalista, a bez kasku jeździł”. Cóż, ja po tym wypadku mogłem powiedzieć jedynie, że gdybym wiedział, że to się tak skończy, to bym wtedy kask założył.

I tu dochodzę do meritum, które jest odpowiedzią na pytanie czy warto jeździć w kasku. A więc nie warto. Chyba, że zdarzy się nam wypadek. Wtedy warto mieć go na głowie. A że wypadków niestety przewidzieć się nie da, wychodzi na to, że jednak warto jeździć w kasku.

Od tamtego czasu jeżdżę w kasku, choćby dlatego, że nawet niezbyt mocne puknięcie w to samo miejsce na głowie, może się skończyć bardzo źle. Smuci mnie to, że do jazdy z garnkiem na głowie zmotywował mnie dopiero wypadek, ale lepiej późno niż wcale.

Czy warto jeździć w kasku

Wokół samych kasków wyrosły dwie silne grupy: zatwardziałych zwolenników i zagorzałych przeciwników. Zebrałem kilka argumentów, które podają przeciwnicy kasków i pokażę Wam jak słabe one są. Podawałem je już w 2013 roku, więc nie jest tak, że to teraz się nawróciłem. Po prostu te argumenty od zawsze były bardzo kiepskie.

Zapraszam do obejrzenia odcinka Rowerowych Porad, w którym zastanawiam się, czy warto jeździć w kasku. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.

1) Większość urazów doznawana przez rowerzystów nie dotyczy głowy – mamy odruch obronny i dosłownie rękami i nogami bronimy się przed uszkodzeniem czaszki. Wszystko się zgadza, ale to nie znaczy, że urazy głowy się nie zdarzają. Po moim wypadku miałem jedynie trochę otarty łokieć i kolano oraz lekko przestawiony obojczyk, a w zasadzie całą siłę uderzenia przyjęła czaszka. Kiedyś miałem wypadek na skuterze, babka przywaliła we mnie samochodem tak, że przeleciałem jej przez maskę i upadłem na ulicę. Nie stało mi się wtedy absolutnie nic, poza tym, że byłem trochę potłuczony. Ale przywaliłem głową w asfalt tak, że gdyby nie kask na głowie, pewnie nigdy nie otworzyłbym tego bloga.

2) Jadąc w kasku człowiek czuje się bezpieczniej, więc „pozwala sobie na więcej” – cokolwiek to pozwalanie miało by znaczyć, nie jest to prawda. Jak człowiek jest głupi, to wmówi sobie wszystko. Osoby posługujące się mózgiem doskonale wiedzą, że kask nie chroni przed wypadkiem, ale to jest chyba tak samo logiczne, jak fakt, że pasy w aucie również przez żadnym wypadkiem nie uchronią.

3) Badania pewnego brytyjskiego naukowca dowodzą, że kierowcy mijając rowerzystę w kasku, robią to bliżej niż gdy się kasku nie ma. Kolejny przykład na to, że gdzieś ktoś puścił jakąś informację i zaraz jest podchwytywana przez osoby szukające podparcia swoich teorii. Na zdrowy rozum (w kasku czy bez) – czy myślicie, że kierowcy analizują w ogóle czy rowerzysta ma kask czy też go nie ma? Czy kierowca nie ma nic lepszego do roboty? Pisałem o tym trochę we wpisie „150 cm dla rowerzysty – dobry żart„. Odblaskowy pokrowiec na plecaku nawet nie pomaga i niektórzy kierowcy mimo, że nic nie jedzie z naprzeciwka potrafią wyprzedzić na gazetę.

4) Kask nie chroni podczas zderzenia z autem, ponieważ jest projektowany do zderzeń przy niewielkiej prędkości. Tylko Ci, którzy taki argument podają, zapominają, że zdarzają się jeszcze spotkania z samochodami, które nie poruszają się z dużą prędkością. Ba, zdarzają się spotkania z samochodami, które wcale się nie poruszają!

5) Jeżeli rowerzyści mają jeździć w kaskach, to może załóżmy je jeszcze pieszym, bo też mogą się przewrócić. Zdarzały się przypadki, że ludzie przy upadku tak niefortunnie uderzali się w głowę, że umierali. Ale mimo wszystko prędkość osiągana na rowerze oraz sam rower, który podczas upadku przeszkadza w odpowiednim ułożeniu ciała sprawiają, że rowerzyści są bardziej narażeni na upadki.

Wszystkie te „argumenty” legną w gruzach, gdy nasza głowa spotka się z krawężnikiem, kamieniem czy asfaltem. Wystarczy, że stracisz przyczepność, zagapisz się albo w coś wjedziesz – często nie ma czasu na reakcję, ruch obronny ręką czy nogą. Lecisz i uderzasz w co popadnie i czym popadnie. Pół biedy ciałem, najgorzej głową.

Oto co napisał Michał Kwiatkowski po pechowym wyścigu Mediolan – San Remo.

Michał brał udział w kraksie i później napisał: „Zawsze noś kask! Ten uratował mi życie!”.

Podsumowując – kask nie uchroni Cię przed głupotą (własną i czyjąś), nie uchroni przed bezpośrednim spotkaniem z TIR-em, nie ochroni innych narządów. Ale jeżeli tylko będzie poprawnie założony (na ten temat niedługo napiszę), pomoże uchronić głowę przed uderzeniem w coś twardego. Oczywiście nie całą głowę (chyba, że to kask typu FullFace, który chroni także szczękę, ale nadaje się raczej tylko do sportów ekstremalnych) i nie w każdym wypadku. Ale na pewno ograniczy ryzyko roztrzaskania głowy.

A nie jest to wielki wydatek. Cena podstawowych kasków zaczyna się od 50-60 złotych, a te bardziej markowe startują od 100 złotych. Najważniejsze aby spełniał normę EN 1078, czyli był dopuszczony do sprzedaży w Europie. Nie polecam kupować kasku na chińskich portalach aukcyjnych za kilkanaście złotych. Jak się to może skończyć, pokazał mój crash test kasku.

Na kask zawsze patrzyłem z rezerwą. Wiedziałem, że może pomóc, ale myślałem „ja przecież jeżdżę rozsądnie, patrzę tam gdzie jadę, nic mi nie będzie”. Każdy tak może myśleć. Dopóki nic mu się nie stanie. Czego i sobie, i Wam, nie życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

 

478 komentarzy

  • Kiedyś też jeździłem bez kasku. Do czasu kraksy i czołówki z drzewem.
    Wtedy przyszła myśl….czas kupić kask. Ale odstraszyły mnie ceny..od 150 w górę…i jeździłem dalej bez aż do kolejnej kraksy (przewrotka przez stery na schodach).
    Od tej pory w każdym momencie w kasku. 5 minut do sklepu..kask..3 minuty od kolejki do pracy ..kask. rolki..kask..
    Nie ma innej opcji.
    Człowiek uczy się na błędach..niestety swoich.

    • kolego, jeżeli dla ciebie spotkania z drzewami i przewrotki na schodach to chleb powszedni to może tobie zbroja potrzebna nie kask..
      „Od tej pory w każdym momencie w kasku”
      w kasku też śpisz i jesz śniadanie

      • Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą i gdyby kózka nie skakała to by nózki nie złamała oraz nie śmiej się dziadku z czyjegoś upadku.
        Zawodnikom też zdarza się pojechać szybciej niż swoje mozliwości, czy to znaczy że są daremni?

        To że Paweł „wydachował” to zapewne znaczy że jeździł a nie się woził. Czy Ty kiedyś zjechałeś ze schodów na swoim Horizonie Crazy?

        Jak sam napisałeś 22 dni temu „Nie jeżdzę po ruchliwych jezdniach i nie wjadę na takie nawet w zbroi” – ja jeżdżę po ruchliwych drogach krajowych bez pobocza, nieobce mi są centra większych miast (aglomeracja katowicka).

        Dlatego nam kaski się przydają a Tobie na placu zabaw niepotrzebny. Twój sarkazm jest infantylny, na zasadzie stada wróbli zadziobujących kanarka bo ma żółte piórka.

        • ’To że Paweł „wydachował” to zapewne znaczy że jeździł a nie się woził.’
          Tak, z tego tytułu stał się prawdziwym rasowym rowerzystą a nie to co ja.
          Schody pokonuję w bardziej tradycyjny sposób, nie potrzebny mi do tego rower.
          'Dlatego nam kaski się przydają a Tobie na placu zabaw niepotrzebny.’
          Dopiero teraz stwierdzasz że wam są potrzebne – a ile to epitetów poleciało w stronę przeciwników kasków i osób neutralnych – i że tylko debile i idioci jeżdzą bez nich – zapominacie o potrzebach i różnych stylach jazdy, o preferencjach i przeznaczeniu kasków. Owszem mi na placu zabaw kask nie będzie potrzebny.

          Kierowca rajdowy nie daje upustu swoim emocjom pisząc o idiotach bez kasków za kółkami w mieście a w środowisku rowerowym jest to powszechne że osoba bez kasku na każdym wątku o słuszności kasków jest nazywana idiotą i lekkomyślnym durniem który na rowerze jeździ od święta.
          Dzięki za komplementy

          • Ani ja ani Paweł nie nazwaliśmy Cię głupkiem, więc nie wrzucaj wszystkich do jednego worka, wyżyj się na nich a nie na nas.
            Z twojego cytatu wynika że na drodze widzisz zagrożenie, ja również dlatego używam kasku i zalecam go też innym. (zalecam a nie każę)
            Zdaję sobie sprawę że sposób jazdy i okoliczności jazdy starszej pani na wsi powoduje, że jej zagrożenie jest mniejsze niż moje i zmuszanie jej do ubrania orzeszka byłoby przesadą. Ale jeśli ta pani wjedzie na drogę wojewódzką to już taka bezpieczna nie będzie – tym bardziej że nie ma świateł i ubiera się raczej na szaro.
            Co do kierowców rajdowych to znajdź mi wywiad z takowym który sugeruje, że pasy bezpieczeństwa są niepotrzebne w przysłowiowej drodze do kościoła – bo temat pasów też Cię dręczy:)

  • Walter, masz 1000% racji. Jak White i inni chcą jeździć w kaskach, to niech sobie jeżdżą, ale niech nie terrroryzują pozostałych, którzy sobie nie ŻYCZA, aby ktoś narzucał kask. Co do policji to jestem zdania, że te „nasze” Geheimes Staatspolizeiamt, będzie urządzać polowania np. na babcie jadące rowerem polną drogą do sąsiadki kilometr dalej.

    • 1- Dziękuję że to widzisz i przyznajesz rację.
      2 – Najważneijsze że nawet gdyby ścigali samobójców – to też jest absurdem i niejeden glina Ci to powie. Policja ma ścigać tych którzy stanowią zagrożenie dla innych a nie dla samego siebie

      • artykuł dotyczył kwestii czy WARTO jeździć w kasku a nie czy TRZEBA, na zasadzie zalecenia a nie nakazu, nikt tu nie rzucił propozycji penalizacji braku kasku – więc jeśli Walterze ktoś ma ścisk tyłka (co mi ostatnio zarzuciłeś) to Ty i tobie podobni:)

        • „nikt tu nie rzucił propozycji penalizacji braku kasku”

          Przeczytaj wszystkie komentarze (wiem, że ich jest sporo do przejrzenia). Znajdziesz niejedną taką wypowiedź. :-)

    • Nick fajny. :) Czujesz się terroryzowany przez dyskutanta w polemice internetowej? Jego podejście przekłada się w jakikolwiek sposób na twoją rzeczywistość albo ogólnie polską?
      Wychodzisz z domu, nie zakładasz kasku, jedziesz. Żadnego terroru. nie pamiętam by kiedykolwiek zwolennicy kasków zablokowali jakąkolwiek drogę uczęszczaną przez rowerzystów….

  • Właściwie, to miałem na razie jeden wypadek. To było na trasie dla pieszych gdzieś w okolocach Zamościa. Jechałem wolno, naprawdę. :) Co więcej stwierdziłem, że jeszcze zwolnię.
    no to daję po hamulach, za chwilę poczułem nieważkość przy spadaniu, chwilę później leżałem na ziemii. Przywalilem ostro głową. Na szczęście miałem kask, to mnie uchował. Ale niewiele brakowało, bo czasami go zdejmowałem (gorąco było). Ale już nie będę :D

  • Taka ogólna uwaga.

    Ja właśnie wróciłem z Amsterdamu: spotkałem tylko dwójkę rowerzystów z kaskami wśród tysięcy bez.

    Kto tam był zrozumie, ale w skrócie dla tych co nie mieli okazji zobaczyć rowerowej Holandii: rowerzyści są wszędzie, byłem ciągle przeganiany wręcz z przejścia dla pieszych (to jest rowerowy terroryzm), bo rowerzyści nagminnie łamią wszelkie możliwe przepisy, nawet zajeżdżając drogę tramwajom(!). Ale co śmieszne: mimo tego chaosu i dzikiego tłumu rowerów ani jednej kolizji, wywrotki itp. Co jest grane?

    Może po prostu potrafią jeździć w mieście? Co mi z kasku jak mnie potem najedzie auto, albo rozpędzony rower?

    Dlatego zwracam uwagę kolejny raz: jak ktoś ma problemy z częstymi wywrotkami bądź zajeżdżaniem drogi przez auta, to niech koniecznie się zastanowi nad swoją techniką jazdy i swoją widocznością na drodze, bo tragedia będzie kwestią czasu.

    Wychodzi na to, że przeciętny rowerzysta w Holandii umie lepiej jeździć od przeciętnego rowerzysty w Polsce. I nie ma co tutaj zwalać winy na auta, infrastrukturę czy klimat.

    • Jeżeli w Czechach przy tej samej technice jazdy i tym samym ubiorze czuję się bezpieczniej niż w Polsce tzn. że co?
      Przez samochód przeleciałem w dzień bez „ruskiej” mgły ubrany w zieloną fluoroscencyjną bluzę – kierowca zeznał że mnie nie widział.
      Kuzyn od trzech lat mieszka w Szwecji, też twiedzi że jazda tam a u nas to niebo a ziemia, dlatego Twoje porównanie Polski i Holandii jest wg mnie „nieporównywalne”.

      • To jajco. Nie lubię się powtarzać: jeżeli lubisz jeździć w stroju supermana, różowej sukience kopciuszka czy kasku to ok i twoja sprawa. Jeżeli lubisz jeździć bez kasku to również twoja sprawa. Zwolennikom jazdy w kaskach to jednak nie wystarczy i są na tyle upierdliwi żeby z niewiadomych przyczyn zatruwać przeciwników i próbować jechać po ich ambicjach odwołując się do głupoty i rozsądku. A najchętniej by wprowadzili zakazy. Zwolennicy, apeluję, zluzujcie poślady.

        • to jajco? a coś bardziej konstruktywnego umiesz wymyśleć?
          użyj siły argumentu a nie argumentu siły (w tym wypadku słabego hejtu)

      • Tak tylko się zastanawiam: 8000 km rocznie, przez cały rok, tylko po mieście (Trójmiasto). Żadnej niebezpiecznej sytuacji, porównywalnie często wymuszano na mnie pierwszeństwo jazdy gdy jechałem samochodem czy rowerem po zbliżonej trasie. Wręcz częściej kierowcy ułatwiali mi np. skręt (szczególnie w lewo) na ulicach niż bym jeździł samochodem. Podobnie wrażenia ma moja dziewczyna (podobny dystans) czy znajomi. Jacyś inni jesteśmy? Ciągle mówimy o Polsce? Nie ubieram się niczym choinka; tylko obowiązkowe oświetlenie, które używam zawsze.

        Czuje się mniej bezpiecznie niż w aucie, ale to tylko przez świadomość, że na rowerze nic mnie nie chroni w zderzeniu z autem, a nie przez obecność samochodów. Bądźmy poważni — rower wybrałem dla przyjemności.

        Wbrew pozorom na bezpieczeństwo w Holandii ma wpływ ilość rowerzystów, którzy wręcz sterroryzowali resztę. Nie infrastruktura, której w zasadzie w centrum Amsterdamu nie ma (jest zbyt wąsko na oddzielenie ruchu rowerowego i samochodowego, dopiero dalej od centrum pojawia się separacja. I na pewno nie przestrzeganie przepisów. :D

        Największym zagrożeniem dla mnie są rowerzyści-debile, bo inaczej ich nazwać nie można. Chyba to było rok temu: koleś na wysokości Sopotu — Kamienny Potok wyprzedzał mnie na ostrym i wąskim zakręcie, w miejscu, gdzie jest fatalna widoczność (przy stacji benzynowej, na Niepodległości). Głupich jak wielu, dosłownie 2-3 minuty później go zbierali inni rowerzyści z DDR. Miał kask, nawet myślę, że mu się przydał, choć po co przyłbica skoro łeb zakuty?

        Pomijam masę niepełnosprytnych jeżdżących pod prąd na wąskich DDR.

        Zalet kasku nie neguję, ale większość zdarzeń do głupota i niedorozwój samych rowerzystów, którzy chyba prosto z lasu wyjechali i nie potrafią się zachowywać w mieście.

        Dlatego z uporem maniaka będę pisał, że jak ktoś ma problemy z umiejętnością jazdy w mieście, to powinien ją sobie odpuścić, albo sobie przemyśleć swój styl jazdy, bo to kiedyś może się skończyć tragicznie.

        • Jeden człowiek gra w totka całe życie i nic nie wygra – inny zagra raz i trafia szóstkę – jacyś inni są?
          Ty mieszkasz w Gdańsku, ja na zadupiu – 90tys. robotniczna wioska.
          Rok temu jechałem na Tour de Pologne do Katowic, trasa 110km.
          Katowice, Chorzów, Ruda Śląska – ciasno, duży ruch, zero problemów.

          Po drodze wieś, droga przez las, pusta droga, na skrzyżowaniu z boku wyjeżdza auto wymuszając pierwszeństwo.
          Ktoś pisał o poczuciu bezpieczeństwa – zapewnia mi je na skrzyżowaniu jadący za mną TIR:)

          • „Jeden człowiek gra w totka całe życie i nic nie wygra – inny zagra raz i trafia szóstkę – jacyś inni są?
            Ty mieszkasz w Gdańsku, ja na zadupiu – 90tys. robotniczna wioska.”

            Jakoś _nikt_ z moich znajomych nie miał żadnych przygód na rowerze w mieście, więc nie jestem odosobniony. Mieszkałem przez parę dekad w 13 tysięcznym mieście i też czułem się bezpiecznie.

            Tak BTW, ktoś kto chce zacząć przygodę z codziennym używaniem roweru to po takich wpisach, jakie można znaleźć pod tym artykułem zrezygnuje z tego pomysłu. Bo jak byk wynika z tego, że bez zbroi nie wychodź na rower: trup ściele się gęsto, kierowcy aut polują na rowerzystów, co chwilę się ktoś przewraca, cudem (albo dzięki kaskowi) zachowując twarz. No normalnie wojna na ulicach. Nie idźcie tą drogą, albo chociaż nie róbcie wody z mózgu normalnym ludziom przez swoją histerię. :D

          • Masz mieszkanie/dom? zapewnie masz je ubezpieczone?
            ale po co? czy Tobie lub znajomym dom się spalil, zawalił, zatopiła powodź, ukradli wszystko? bo mi i moim znajomym nie.
            ubezpieczenie to wyrzucone pieniądze! i nie siejmy paniki z ubezpieczeniami bo nikt już domu nie kupi:)
            Inny przyklad – odprowadzacie swoje dziewczyny w nocy bo sama się boi? ale dlaczego? zgwałcili ostatnio kogoś? bo w moim mieście nie.
            To że ryzyko jest małe nie znaczy że go nie ma.

          • „[…] To że ryzyko jest małe nie znaczy że go nie ma.”

            A „ruskie” czają się już za granicą…. Tylko proszę bez populizmu. :-)

  • Ja zawsze jeżdżę w kasku. Trzeba mieć wyobraźnię i potrafić sobie uświadomić, że nie wszystko można przewidzieć. Np. to, że nie zauważy się szarej linki holowniczej na tle szarej ścieżki rowerowej – ja tak miałem i gdyby nie kask, nie pisałbym tych słów – poleciałem do przodu na łeb. Samochód holujący był już za ścieżką, a holowany przed. Na lince nie było żadnych elementów ostrzegających.

  • moim zdaniem kask warto mieć na głowie ,jednak nie powinno być to obowiązkiem .Do jazdy z kaskiem trzeba przekonać się samemu.

  • Według mnie kasku trzeba używać, a argumenty przeciwników są po prostu słabe. Sam miałem wiele sytuacji, w których mogło dojść do większej lub mniejszej stłuczki. Na szczęście koniec końców jeszcze wypadku nie miałem, ale zawsze jeżdżę w kasku.

    • Piotrze, według mnie kasku w znaczącej większości przypadków nie trzeba używać a argumenty przeciwników są po prostu słabe. Sam miałem wiele sytuacji, w których nie doszło do żadnej stłuczki. Na szczęście jazda rowerem jest bezpieczną formą poruszania się po mieście i nie tylko. Przestałem jeździć w kasku. ;)

      Wszystko pięknie, byle tylko nie wprowadzono u nas nakazu jazdy w kasku :)

      Apropo dyskusji gorącej wyżej, między Walther, white (przypadkowa zbieżność? :D) i Maciejem Ruteckim – Też się dziwię co ci ludzie wyprawiają, że się tak przewracają na tych rowerach? Jeżdżę codziennie do pracy rowerem, średnio 6000 km rocznie od jakichś 3 lat, nigdy się nie przewróciłem, nigdy nie miałem sytuacji podbramkowej, żaden z moich znajomych także nie. Chyba jednak zbyt dużo tu wyczynowców :)

      Zresztą jak to w internecie, jeśli szukasz opinii, znajdziesz głównie negatywne, gdyż pozytywnych nikomu się nie chce umieszczać :D.

      • Mój tata za kierownicą samochodu pokonał ok. pół miliona kilometrów i nigdy nie miał czołówki – czy to znaczy że pasy w samochodze może wyrzucić bo mu nie potrzebne?
        Wierzę że nie miałeś wywrotki ale w brak sytuacji podbramkowej już nie wierzę, nigdy nikt Ci nie wymusił pierwszeństwa, nie zajechał drogi i nie zepchnął Cię na pobocze? Szczęściarz z Ciebie! Gdybym był Tobą to bym sobie kupil totolotka:)
        Statystycznie rzecz biorąc, to w sumie mi też kask niepotrzebny, bo nigdy poważnie nie wyglebiłem w lesie ani w górach. Miałem dwa spotkania z samochodami (raz przeleciałem przez auto razem z rowerem) i nigdy nie uderzyłem głową! Dodam że to były wymuszenia z ich winy.
        Statystycznie patrząc (tak jak Ty) stwierdzam że rosyjska ruletka jest bezpieczna – przecież większość strzałów jest pusta:):)

        • Po prostu straszysz ludzi. Prosiłbym też nie używać też tego rodzaju statystycznych wycieczek, gdyż nijak się mają do statystyki. Wyjaśniliśmy już chyba sobie, że kask rowerowy pomaga tylko w bardzo szczególnych warunkach (i tylko dobrze założony) i w równie szczególnych może po prostu zaszkodzić. Obie sytuacje są niezwykle rzadkie bo rowerzyści nie są problemem jeśli chodzi o wypadki. Porównywanie samochodu i roweru nie ma sensu. Samochód to maszyna do zabijania, zdolna wyrżnąć dziesiątki osób w jednym zdarzeniu. Jest więc jasnym, że do prowadzeniu samochodu potrzeba prawa jazdy i, że w czasie jazdy obowiązują dodatkowe przepisy (dziękuję za obowiązek świateł mijania – bardzo zwiększa nasze bezpieczeństwo), ograniczenia (nie wiem czy wiesz – z postu nie wynika – że pasy bezpieczeństwa nie służą tylko bezpośredniemu bezpieczeństwu kierowcy w wypadku i są jak najbardziej słusznie obowiązkowe).
          W Poznaniu, po którym się głównie poruszam, zauważyłem znaczące zwiększenie rowerzystów, normalnych, w normalnych ubraniach, na codzień poruszajacych się rowerem. Jest pięknym widokiem gdy po podniesieniu np szlabanu, najpierw przejeżdża grupa rowerzystów a za nimi ruszają samochody. Dzięki powszechności cyklistów ja czuję się znacznie bezpieczniej – po prostu kierowcy uczą się, że jest nas więcej. Są też piękne panie, które nigdy nie pojechałyby w kasku ;). Należy za wszelką cenę zapewnić im bezpieczeństwo każdym innym możliwym sposobem! :D Ja w każdym razie zamierzam walczyć o zwiększenie liczby rowerzystów jako najlepszym sposobem poprawy bezpieczeństwa. Obawiam się, że np obowiązek kaskowy i straszenie ludzi POGARSZA nasze bezpieczeństwo.

          -OSTRZEŻENIE PRORODZINNE-
          Czy wiesz, że każdy głos prokaskowy usuwa jedną Cycle Chick z naszych ulic?
          ;)

          • Nie porównywałem roweru i samochodu – przykład z pasami był analogią do Twojej argumentacji „nigdy mi się nie przydało tzn. jest to niepotrzebne”.
            Nie straszę statystyką – napisałem że nigdy nie uderzyłem głową, nawet podczas kolizji z samochodem, czyli statystycznie mi też kask niepotrzebny:) (opierając się na Twojej argumentacji).
            Piszesz o światłach mijania i pasach – te kwestie też są szeroko komentowane i też mają dużo przeciwników.
            Zgadzam się że wzrost ruchu rowerowego zmniejsza poziom chamstwa u kierowców.
            Kontrowersyjnie (nie do końca na serio) – chcesz jeździć bez kasku to jeździj ale ewentualne następstwa urazu lecz/rehabilituj za własne pieniądze a nie NFZ (on i tak biedny jest).
            I na koniec pół żartem – co z tego że pani jest piękna jak mało rozsądna?:)

          • Pasy i samochód pojawiają się w tej dyskusji (w wielu postach) moim zdaniem bezsensownie i ta powyższa samochodowa wycieczka miała na celu rozłączenie tych tematów (jako nieporównywalnych, analogie błędne).

            Tak jak piszesz, wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi, na dziś kask jest Ci niepotrzebny. ;)

            Dla mnie jazda w kasku nie ma nic wspólnego z rozsądkiem, jazda bez niego również.

            W każdym razie dziękuję za dyskusję i do widzenia być może w innym temacie.

          • Analogia pasów i kasku wg mnie jest słuszna – obie rzeczy są zalecane jako zwiekszające bezpieczeństwo, obie są negowane, a to że w samochodzie ryzyko jest większe nie ma tutaj dużego znaczenia (swoją drogą dopiero na przełomie lat 80/90 wprowadzono nakaz jazdy w pasach w terenie zabudowanym, nie było ich też na tylnych siedzeniach ale to raczej nie dowód, że są nieprzydatne, prawda?)

            Kask potrzebny czy nie ale wolę go mieć (mam od 17lat) – punkt patrzenia zależy od punkt siedzenia:
            po pierwsze – mieszkasz w dużym mieście gdzie poziom kultury kierowców jest zapewnie większy niż np. u mnie (widzę różnicę pomiędzy moją 90tys. robotniczą wioską a aglomeracją katowicką, a jeszcze większą między Czechami)
            po drugie – nie wiem jak Ty ale przeciętny rowerzysta na wsi czy przytoczony przez Ciebie cycle chic porusza się z prędkością 15-20km/h a ja zazwyczaj 25-35km/h (czyli też żaden wyczyn), co powoduje, że jak mi samochód wymusi pierwszeństwo/zajedzie drogę, to muszę hamować (często tylko na przednim kole) a przed cycle chic samochód zdążyłby odjechać.

            po trzecie – powyższa różnica gra też rolę podczas jazdy w sznurku aut jadących z prędkością podobną do mojej, auto zamiast jechać za mną to jedzie obok mnie a następnie spycha mnie na krawężnik – cycle chic byłby tylko wyprzedzany
            po czwarte – ta sama różnica działa dla mnie niekorzystnie gdy samochód wyprzedza mnie przed samym skrzyżowaniem i skręca w prawo często zanim do końca mnie wyprzedzi
            Być może to jest powodem dlaczego Ty nie masz sytuacji podbramkowych a ja mam często, co nie znaczy że kiedyś Cię nie spotka (życzę by nie).

            Gdzieś wyżej pisałeś, że kask przydaje się w lesie a w mieście jest niepotrzebny – ja bezpieczniej czuję się w lesie, bo wiem że drzewo mi żadnego numeru nie wywinie:)

            Podsumowując – każdy jeździ inaczej, gdzie indziej, w innych warunkach – każdy sam dba o swoją mózgownicę.

          • Z ostatnim zdaniem się zgodzę. Po prostu pochopnie nie naklejajmy sobie łatek typu nierozsądny. To nie jest argument w dyskusji.

          • „Kontrowersyjnie (nie do końca na serio) – chcesz jeździć bez kasku to
            jeździj ale ewentualne następstwa urazu lecz/rehabilituj za własne
            pieniądze a nie NFZ (on i tak biedny jest).”
            Ach więc o to ci chodzi!
            1-Rzeczywiście chyba serio tego nie piszesz.
            2- Ja też płacę składki więc dlaczego poza własnymi powodami które wymieniłem w punkcie 4 miałbym nie korzystać z usług państwa gdybym chciał?
            3- Jeżeli tak bardzo boisz się, że ktoś skorzysta z twoich składek to postuluj likwidację NFZ – przynajmniej się na coś przydasz. Rozumiem, że nie latasz za innymi i nie zakazujesz im chodzenia na szpilkach (można skręcić nogę), palenia papierosów (można dostać wiele chorób układu oddechowego – i nie tylko), zażywania narkotyków dożylnych jedną igłą przez wiele ćpunków i jakiegokolwiek kontaktu z obcą krwią (łatwo jest tak złapać HIVka a terapia jest w pełni refundowana – koszt na jedną osobę to ok. 42 000 rocznie!). Więc zejdź z rowerzystów. W zamian już lepiej działaj na rzecz HIV.
            4-NFZ jest biedny. Nie jest biedny tylko jest nieudolnie zarządzany a większość pieniędzy płynie na opłacanie zbędnych stanowisk. Usługi finansowane przez NFZ stoją na bardzo niskim poziomie. Publiczną służbę zdrowia omijam, cenię swoją godność i czas. Zresztą po co o tym w ogóle pisać skoro czyjaś jazda w kasku nie zmniejszy kolejek. Pisał o tym ktoś powyżej. Zakazy i nakazy jazdy w kasku i inne bzdety w krajach w których jazda rowerem jest bardziej powszechna niż w zaściankowej i zapatrzonej w zachód Polsce nie istnieją a liczba wypadków nie jest większa.

          • Bieda NFZ była skrótem myślowym, pod którym miałem na myśli niewesołą sytuację służby zdrowia na poziomie usług.
            Kask nie ma zmiejszyć liczby wypadków (bo niby jak?) ale zmniejszyć ich ewentualne następstwa.
            Przykład o szpilkach był dobry:)
            Skoro rusza Cię kontrowersja to dorzucę jeszcze trochę czarnego humoru: jeśli kask zmiejszy skutki urazu to maleją wydatki NFZ,
            ale z drugiej strony jeśli przy cięższym wypadku kask uratuje życie ludzika, którego „naprawa” może być bardzo kosztowna i niegwarantująca sukcesu, to spowoduje jeszcze większy wzrost wydatków – oj ja się muszę poważnie zastanowić czy warto promować kaski:):)

          • To prawda, należy się zastanowić bo co jeśli kask zwiększy skutki wypadku? To jest właśnie pytanie, którego nie biorą chyba pod uwagę prokaskowcy (nikt się do niego nie odniósł pomimo, że wielokrotnie temat podnosiłem). Źle założony kask (kto zakłada dobrze? – mniejszość?) Kask „gigantyczny”(powstaje dźwignia na szyję – uraz szyi aż do skręcenia karku?). Taki posiadam – „Author Basic” swego czasu za jakieś 120zł, „certyfikaty cztery” (czyli wszystko cacy?), regulacja na potylicy. Obwód głowy dwa razy większy, do tego albo go założysz tak, że nie będziesz mógł ust otworzyć, albo rusza się niemożebnie. Wybacz ale z takim kaskiem to może bym się wybrał na budowę i ochroni mnie przed cegłą zrzuconą z niedużej wysokości (certyfikat).

            Dobra, załóżmy że lękam się dzień i noc, spać nie mogę bez kasku. To jaki mam kupić? Bez certyfikatów (nic niewarte)? Za XXXX zł, tylko „tej” marki? Badany on jest jakoś? Przecież to kupowanie kota w worku! To może jeździć w kasku budowlanym BHP (przynajmniej bardziej przetestowane)?
            Nonsens!

            Masz losowy (powiedzmy „jedyny dobry”) kask i kupiłeś sobie spokój sumienia itd. Ok. Ale nie opowiadaj, że to się nazywa rozsądek.

            Skomentuję dziwne wycieczki o NFZ, gdyż to sprowadzanie życia do absurdu typu „przywiąż się pasami do łóżka byś nierozsądnie nie spadł i karm dożylnie gdyż normalne jedzenie jest niebezpieczne (zadławienie) inaczej narażasz mnie na zapłatę za Twoje leczenie a przecież tego byśmy nie chcieli. Chcielibyśmy, by ludzi, których my uznamy za nierozsądnych nie leczyć a karać, surowo”

            Po co ja to piszę? Poniosło mnie ;)

          • masz kupić kask dopasowany i dobrze go wyregulować/założyć.
            to tak jakby nie kupić butów bo większośc z nich ma inny rozmiar niż napisano:)

  • Według mnie kask to konieczność. Do tej pory na rowerze jeździłem sporadycznie, jednak od kilku lat zawsze jeżdżę w kasku pomimo tego, że na rowerze przewracałem się tylko w dzieciństwie. Zachęciły mnie do tego dwa zdarzenia. Po pierwsze był to upadek w czasie jazdy na nartach. Jechałem w kasku (nie myślałem wtedy o bezpieczeństwie, a o tym, że kask nie przemaka i lepiej chroni głowę przed różnicami temperatur) po miejscami oblodzonym stoku. Lodu unikałem jak tylko mogłem jednak w pewnym momencie tuż przede mnie wyjechało jakieś dziecko i się przewróciło. Żeby go nie zabić musiałem wjechać na lód, przewróciłem się i dosyć mocno uderzyłem głową w ziemię. Nic mi się nie stało, ale sądząc po sile uderzenia tylko dzięki kaskowi. Drugie wydarzenie to historia opowiedziana mi przez Tatę. Jego znajomy dużo jeździł na rowerze, nigdy się nawet nie przewrócił. Pewnego razu wybrał się na ok. 100 km wyjazd. Wracał do domu jak zaczęło się ściemniać. I pół kilometra od domu jakiś mądry człowiek ukradł właz kanałowy. Było to w takim miejscu, że znajomy nie mógł tego zauważyć. Wjechał w dziurę i na niecałe 3 miesiące wylądował w szpitalu – pęknięty obojczyk i bardzo mocny uraz głowy. Na szczęście jechał w kasku – gdyby nie to, prawdopodobnie zmarłby na miejscu.

  • Kasku uratował mi głowę, kiedy w lipcu 2014 (jak Ciebie) zahaczył mnie przejeżdżający samochód. Nie ma czasu na wyjęcie ręki i osłonięcie twarzy, walisz głową w asfalt jak leci. Dzięki niemu mogę jeździć dalej, a nie jestem warzywkiem.

  • Mnie do jeżdżenia w kasku skłoniła podobna jak Twoja historia. Podobna w skutkach ponieważ akurat ja się nie zagapiłem tylko zap….. po lesie jak dureń. Opisałem to pod artykułem „kask rowerowy, jaki wybrać”. Nie chcę spamować, więc jeśli chcesz to przenieś mój wpis tutaj. Ps: ja nadal nie znoszę kasku. Ale się z nim nie rozstaję.

  • Heh jezdze duzo po gorach i moze by mi sie kask przydal, ale w zyciu go nie zaloze bo by mnie ludzie na wiosce smiechem zabili :D Niestety kask to tylko w miescie bo na wsi to ludzie patrza na ciebie jak na kosmite ;/

    • Wolisz ,zeby sie nie smiali ,a w najgorszym przypadku byc warzywem przykutym do lozka lub nie byc juz w cale, czy moze lepiej ,zeby idiota sie smial ale bedziesz o wiele bardziej bezpieczny i co najwyzej zarobisz siniaka?

      • Heh no niby wiem, ze powinno sie jezdzic w kasku a tymbardziej w gorach, ale… no wlasnie ale :D Narazie nie mam odpowiedniego stroju wiec sam kask faktycznie glupio wyglada ale jak zakupie stroj to mysle, ze zaczne w nim jezdzic :>

        • Tez tak mialem kiedys . Dostalem kask od zony,nie jakies cudo tylko lidlowski. O dziwo bardzo wygodny i po 5 h przejazdzce nawet go noe czulem specjalnie. Od kiedy go dostalem to sie przelamalem i zaczalem jezdzic w kasku,teraz bez niego nie wychodze :)

    • a nie smiali sie jak kupiles taki drogi rower? i ze jezdzisz nim po lesie zamiast isc na dziewuchy lub flaszke obalic z kumplami?:) liczy sie to czego Ty chcesz a nie jakas stara baba z ktora nie masz nic wspolnego

  • Rozbiłem na głowie przynajmniej 3 kaski – to, że tu piszę to najlepszy dowód, że warto mieć kask. Nie uważam, żebym jeździł jak wariat czy nie umiał jeździć. Zwykle uszkodzenia kasku zdarzały się momentach bardzo błahych. Kilka przykładów:

    1. Leśna ścieżka, trochę gałązek zwisa na nią. Pochylam głowę, małe gałązki stukają aż tu nagle BUM. Za małymi gałązkami był gruby konar. Huknęło, ale głowa cała. Nawet się nie zatrzymałem. Pęknięcie na kasku zauważyłem przypadkiem po kilku dniach

    2. Kraksa w peletonie. Akurat schodziłem ze zmiany, w grupie, ktoś kogoś liznął koło i spowodował efekt domino. Dostałem czyimś rowerem i poleciałem przez kierownice na głowę. Blizna na twarzy jest do dziś ale to co osłonił kask całe. Z ciekawostek ukończyłem maraton jako jedyny z uczestniczących w kraksie dlatego, że tylko mój rower przetrwał upadek. Kupiłem nowy kask i kilka dni później…

    3. …Coś śliskiego rozlanego na jezdni. Gdy chciałem zwolnić przed pasami (przepuścić pieszych) rower dosłownie zniknął mi spod tyłka. Było tak ślisko, że po upadku przejechałem parę metrów po asfalcie i nawet się nie zadrapałem. Taki efekt jak na basenowej zjeżdżalni. Niby trzesz o coś, a skóra się nie ściera. Niestety kaskiem trafiłem w krawężnik. To był jedyny raz kiedy przez kask nabiłem sobie guza.

    Wniosku nie muszę chyba pisać.

    • Poironizuję sobie trochę:)
      1. nie szaleję w lesie – ja jeżdżę w mieście gdzie mamy samych kulturalnych i myślących kierowców którzy nigdy się nie śpieszą, więc co mi się może stać?

      2. ja nie jestem sportowcem – spokojnie jeżdżę tylko po chodniku i ścieżkach rowerowych, więc po co mi kask?
      3. jestem ostrożny i przewidujący, stosuję zasadę ograniczonego zaufania, a Ty gdybyś umiał jeździć i patrzył na drogę a nie na panienki, to byś zauważył w porę tę plamę na jezdni i ją ominął
      Wniosek – powinni Ci odebrać kartę rowerową – stanowisz na drodze zagrożenie dla siebie i innych – kask tego nie rozwiąże!

      • Karta rowerowa to za czasów prl’u. A ja zycze tobie,zebys zmadrzal ,albo w sumie- nie nos kasku- niech selekcja naturalna zrobi swoje :)

      • cytuję: stanowisz na drodze zagrożenie dla siebie
        i co z tego co chcesz zeby panstwo mu (nam) zabraniało sobie szkodzić???

  • To się zawsze tak kończy. Do pierwszej poważnej gleby. Kumpel jak spotkał marsjan, którzy go porwali (czyt. obudził się w szpitalu) zakłada kask nawet jak jedzie po bułki do sklepu. Warto zawsze i wszędzie mieć na głowie kask. Mimo, że wygląda się w nim jak pół dupy za krzaka ;) Oby Ci co nie noszą po wywrotce mogli go już zakładać. Pozdrower

  • Kaski moim zdaniem raczej dla dzieci, początkujących, niedzielnych kierowców albo hardcore wyczynowców. Dla osób jeżdżących na co dzień po mieście to bardziej uciążliwość niż realne zabezpieczenie. Ja od 5 lat codziennej jazdy nie miałem sytuacji w której kask by się przydał a często nawet przeszkadzał ograniczając pole widzenia.

    • Powala takie rozumowanie. I brak wyobraźni – nie wydarzyło się dotychczas, to nie wydarzy się nigdy. A jak się już wydarzy, to potem będzie w mediach skamlanie o zrzutkę na rehabilitację.
      Żeby kask nie ograniczał pola widzenia, to należy dobrać jego (kasku) wielkość, by nie wpadał na oczy. Kask to nie garnek.
      Kierując się takim rozumowanie, należałoby zadać sobie pytanie czy w samochodzie poduszki powietrzne lub odpowiednie strefy zgniotu są, też, tylko dla dzieci, początkujących i niedzielnych kierowców?

      • Pan to widzę z tych co chciałby żeby wszystko było obowiązkowe: kaski, kamizelki, oc dla rowerzystów… co dalej pasy rowerowe i śledzenie z satelity? Do tego pierdyliard przepisów ograniczających swobodę jazdy a wszystko w imię bezpieczeństwa.

        • Człowieku – czytaj ze zrozumieniem i mów za siebie, a nie przypisuj własnych interpretacji innym. Pokaż mi, gdzie cokolwiek napisałam na temat jakichkolwiek nakazów czy zakazów?
          Tak, najlepiej znieść wszelkie przepisy – pełna swoboda, luz-blues, hulaj dusza…

  • Kaski i ogólnie wszystko co jest związane z bezpieczeństwem to dość specyficzna grupa towarów. Pamiętam jak wyglądały zakupy fotelika samochodowego dla córki – w czasie wizyty w sklepie z akcesoriami dla dzieci zastanawialiśmy się z żoną, który model wybrać. Ostatecznie na placu boju zostały 3 foteliki w cenach od „średniej” do „wysokiej”. Poprosiliśmy sprzedawcę o radę bo nie mogliśmy się zdecydować – cenowo każdy z nich był do zaakceptowania – chodziło nam o względy bezpieczeństwa, komfort dziecka, opinie klientów itp. Zamiast merytorycznej odpowiedzi usłyszeliśmy mniej więcej coś takiego: „chyba nie chcą państwo oszczędzać na bezpieczeństwie swojego dziecka”… Fotelik kupilismy w innym sklepie ;)
    Ale faktem jest, że kupujemy nie tylko bezpieczeństwo dla dziecka, ale także spokój sumienia dla siebie.

  • Bardzo często, podobne dyskusje prowadzą do przekonywania przekonanych, bo nieprzekonanych żaden argument nie przekona.
    Aforyzm przypisywany Owidiuszowi mówi: „Quidquid agis, prudenter agas et respice finem!” czyli „cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrz końca!” Właśnie, trzeba przewidywać POTENCJALNE konsekwencje. Wbrew temu, co się niektórym wydaje (to moja głowa) konsekwencje niepomyślnych zdarzeń ponosimy my wszyscy.
    Tym, którzy patrzą z góry na tańsze kaski (np. z Lidla), chciałbym przypomnieć, że autor tego bloga opisywał kask z Lidla – identyczny z markowym, wyprodukowanym przez uznaną firmę, który w ofercie Lidla był sprzedawany pod lidlową marką Crivit. Cena nie zawsze jest sztywnym wyznacznikiem jakości. Kryterium ceny: poniżej 100 zł – be, powyżej – cacy może być bardzo zawodne, bo w wyższej cenie zawarty jest haracz za markę, firmę.

    • No to ja jestem skrzywiony mentalnie :D
      Po Twoim wpisie stwierdzam, że kupno „lepszych” akcesoriów działa chyba
      u mnie jak placebo :D, chociaż z drugiej strony jakoś nie potrafię się przekonać
      do „tandety” bo zawsze sobie ceniłem solidność i jakość wykonania i tak np wolę zapłacić drożej za mebel, narzędzie czy ciuch by używać go długie lata niż kupić tanio i wymieniać daną rzecz co roku lub co dwa lata…stanowczo mówię NIE towarom krótkiej użyteczności.

      • Mam kask z lidla,kosztowal 59.99,jakosc wykonania -super-lekki,wygodny.porownywalem go wczoraj z kaskiem znanej firmy w martes sport.Roznica-kask z martes kosztowal 299zl a nie posiadal nawet siatki zabezpieczajacej przed owadami na otworach wlotowych,dodatkowo kask z lidla posiada swiatlo czerwone diodowe z tylu. Jedyne co bylo lepsze w drozszym kasku to kolor-czarny mat.
        Oba kaski posiadaly te same atesty na dodatek.

        • Jeśli tylko pamietać, że kaski z lidla są przeznaczone do miasta/rekreacji to wszystko jest ok.
          Co do siatki, nie we wszystkich kaskach jest wymagana. Mam meta bez owej siatki i jakoś nie czuję, aby jej obecność cokolwiek poprawiła.
          Za to obniżona część potyliczna to jest coś czego darmo szukać w tanich kaskach.

          • Jak podczas jazdy wleci Ci pszczoła pod kask to zrozumiesz potrzebe jej posiadania :)

          • Ta pszczoła dała mi trochę do myślenia, hmm
            Przejrzałem kilka kasków do enduro: ixs trail rs; met parabellum; fox striker; bluegrass golden eyes.
            Są to kaski z dość sporymi otworami wentylacyjnymi w cenie, o której można powiedzieć, że jej bardzo daleko do 100 pln, a siatek na owady w nich się nie uświadczy. W to, że producent chciał oszczędzić na najwyższych i zarazem najdroższych modelach w swojej kolekcji raczej nie uwierzę.
            Może pszczoły omijają rowery z daleka :)

          • Siatka jest rzadkością w markowych kaskach. Nie znam przyczyny, tak po prostu jest.

          • A to już zależy od modelu, w giro: transfer i remedy jest siatka, a w hex nie ma

      • Nie wiem jak z mentalnością, ale z ortografią fatalnie! Pozwolę sobie zauważyć, że pisze się RZECZ, a nie ŻECZ – tego nie trzeba nawet umieć ani pamiętać, bo edytor sam wskazuje błąd.

        Trzeba umieć czytać ze zrozumieniem – napisałem: Cena Nie ZAWSZE jest sztywnym wyznacznikiem jakości. Tandeta czy „tandeta” jest bezcenna czyli nie zna ceny, nie kieruje się ceną. Może być drogie dziadostwo i zupełnie solidny tani produkt. Niestety, teraz większość towarów ma krótki czas użyteczności – taki trend. Więc, może nie warto przepłacać?

  • Witam
    Ja po pierwszym upadku bez kasku (na szczęście nie groźnym) na drugi dzień polecialem i kupiłem kask.
    Do pracy bez kasku. Po pracy każda moja krótka/długa wycieczka tylko w orzeszku :)

  • Do kasku dołączam plecak ze zwiniętą kurtką przeciwdeszczową i np. cieplejszą bluzą. Zwłaszcza przy enduro przydał mi się kilka razy doskonale chroniąc plecy.

  • @ Olek: „Podtrzymuję swoje określenie dla osób, które jeżdżą na rowerze bez kasku – deb…”

    Dlaczego? Bo zwiększają prawdopodobieństwo kontuzji, śmierci? Równie dobrze można tak nazwać każdego, kto decyduje się jeździć rowerem po polskich drogach, w kasku czy bez. Wszak bezpieczniej pobiegać po parku, lesie. Tak więc Olek uważaj, żeby jakiś biegacz nie nazwał cię w podobny sposób.

  • Jazda w kasku czy bez . Jazda z zapietymi pasami bezpieczenstwa czy bez pasów.Kazdy powinien zadac sobie pytanie dlaczego to robie . Robie to ze wzgledu na obowiazujace przepisy albo robie to dla mnie samego .Kazdy z nas jest juz na tyle swiadomy ze zna albo moze sobie wyobrazic konsekwencje w przypadku bezposredniej konfrontacji .Nie wyobrazam sobie jazdy na rowerze , na nartach ,jazdy autem bez zapietych i dopasowanych pasów. Mam wspanialych znajomych ,rodzine z których w zaden sposób nie chcialbym zrezygnowac .

  • Hej,
    Mam pytanie, a jako, że temat o pulsometrach umarł to pytam tutaj – Dla amatora jeżdżącego koło 2 tys. km rocznie, jaki poleciłbyś pulsometr? Główny cel to poprawa kondycji oraz zrzucenie zbędnych kg :P Na oku mam POLAR FT1,FT2 lub FT4. Mógłbyś coś doradzić? Będę wdzięczny

    • Wszystkie komentarze staram się przeglądać na bieżąco, więc wolałbym na to pytanie odpowiedzieć w tamtym wpisie. Ale ok, niech już będzie tutaj.

      Różnica między FT1 a FT4 to około 90 złotych. Za to dostajesz kilka usprawnień (licznik kalorii, procentowy HR, więcej planów treningowych). Ale są to w sumie drobne różnice i ja nie widzę jakiejś super różnicy między tymi modelami.

      Co ciekawe, Polar podaje, że tylko te dwa modele są kompatybilne z uchwytem na kierownicę, a FT2 już nie. Nie wiem czy to niedopatrzenie czy naprawdę tak jest, ale warto o tym pamiętać.

      • Dzięki za odpowiedź.Doszło kilka nowych modeli polar rs300x,suunto m2 i kilka sigm .Ciężki wybór i ciężko znaleźć dobre testy ich . :(

  • Jeszcze niedawno byłem człowiekiem który twierdził, że ludzie w kaskach są zwyczajnie śmieszni. Otóż jakieś 2 miesiące temu, jak zaczynałem swój sezon przypadkiem załapałem się na jakiś konurs w media expert i dostałem od nich kask rowerowy. Stwierdziłem no dobra, mam kask zobaczę jak się z nim jeździ i pech chciał, że właśnie tego dnia miałem wypadek… przeleciałem przez ramę i wyrżnąłem głową w chodnik (samochód zajechał mi drogę). Gdyby nie kask, który wygrałem z czystego przypadku i do którego sceptycznie podchodziłem, dzisiaj mogłbym być kaleką. Kask może i wygląda śmiesznie, ale lepiej śmiesznie niż w ogóle.

  • Młody, obiecujący 16-letni piłkarz został śmiertelnie potrącony przez samochód http://sport.wp.pl/kat,1726,title,Tragedia-w-Groblach-16-letni-pilkarz-nie-zyje-Wracal-z-kosciola,wid,17426352,wiadomosc.html
    Zginął na skutek obrażeń głowy. Gdyby tylko miał kask lub hełm… Choćby taki stary, z czasów II wojny światowej. Można się śmiać, ale śmiechy „legną w gruzach, gdy nasza głowa spotka się z krawężnikiem, kamieniem czy asfaltem.” To jest zatem ostatecznym dowodem za słusznością tezy noszenia przez pieszych hełmów.

    • Gdzie tam kask! Hełm i zbroja? – Po prostu trzeba jechać samochodem – najbezpieczniej w trakcie potrącenia przez samochód ;) Ja nawet jak idę do sklepu 200m to jadę samochodem. ;)

      • Ale bez kasku autem? Rajdowcy i sportowcy używają. O klatce bezpieczeństwa i innych zabezpieczeniach nie wspomnę. ;-)

        A tak po Świętach wszystkim życzę zdrowego rozsądku i bezpiecznej jazdy. :-)

  • Argument nr 3 jest bzdurny. Badania owego „naukowca” wykazaly, ze kask powoduje, ze kierowcy mijaja cie srednio 2cm blizej, podczas gdy srednia wyniosla cos kolo 134, czyli nie wykazano bezposredniego zwiazku z bezpieczenstwem, ktory nastepnie dorobili sobie „interpreterzy badan”.

    Jezeli chcemy z tych badan wyciagnac jeszcze ciekawsze wnioski, to uwaga, kobiety byly wyprzedzane w odleglosci srednio 10 cm wiekszej niz mezczyzni. Czyli bycie facetem jest 5 razy gorsze niz jezdzenie w kasku!