Czy warto jeździć w kasku na rowerze?

Kaski rowerowe to w Polsce od wielu lat gorący temat. Rozpala dyskusje prawie tak samo jak szczepienie dzieci czy zarobki polityków :) Na ulicach możemy spotkać coraz więcej osób, które jeżdżą w kaskach, choć według moich obserwacji, jest to na razie nie więcej niż 10, może 15 procent rowerzystów w mieście. Większy odsetek uzbrojonych w kask możemy zobaczyć wśród jeżdżących na góralach oraz na rowerach szosowych. Kask w zasadzie przestał być „obciachem” czy ciekawostką, choć jeszcze piętnaście lat temu nie było to takie oczywiste. Na pewno spory wpływ na ich spopularyzowanie miał wprowadzony w 2003 roku przez Międzynarodową Unię Kolarską (UCI) obowiązek jazdy w kasku na wyścigach. Wymóg ten pojawił się po śmierci kolarza Andreia Kiwilewa, który zmarł po kraksie w wyścigu Paryż-Nicea.

„Zacznę od tego, że ja w kasku na co dzień nie jeżdżę. W zasadzie wyciągam go z szafy jedynie na dalsze trasy, po bardziej ruchliwych drogach. Wiem, że to trochę dziwne, tym bardziej, że większe ryzyko wywrotki na rowerze jest jednak w mieście. Ale robię to dla świętego spokoju, bo do jazdy w kasku przymusza mnie moja Monika.”

Te słowa pisałem we wrześniu 2013. Jak pewnie wiecie, w lipcu 2014 miałem wypadek po którym wylądowałem w szpitalu z połamanymi kośćmi głowy. Choć nie było kolorowo, na całe szczęście udało mi się z tego wylizać. Teraz po prostu cieszę się, że mogę dalej jeździć na rowerze i pisać dla Was na blogu.

Wśród wielu słów otuchy jakie od Was wtedy dostałem, pojawiły się też cierpkie głosy „taki specjalista, a bez kasku jeździł”. Cóż, ja po tym wypadku mogłem powiedzieć jedynie, że gdybym wiedział, że to się tak skończy, to bym wtedy kask założył.

I tu dochodzę do meritum, które jest odpowiedzią na pytanie czy warto jeździć w kasku. A więc nie warto. Chyba, że zdarzy się nam wypadek. Wtedy warto mieć go na głowie. A że wypadków niestety przewidzieć się nie da, wychodzi na to, że jednak warto jeździć w kasku.

Od tamtego czasu jeżdżę w kasku, choćby dlatego, że nawet niezbyt mocne puknięcie w to samo miejsce na głowie, może się skończyć bardzo źle. Smuci mnie to, że do jazdy z garnkiem na głowie zmotywował mnie dopiero wypadek, ale lepiej późno niż wcale.

Czy warto jeździć w kasku

Wokół samych kasków wyrosły dwie silne grupy: zatwardziałych zwolenników i zagorzałych przeciwników. Zebrałem kilka argumentów, które podają przeciwnicy kasków i pokażę Wam jak słabe one są. Podawałem je już w 2013 roku, więc nie jest tak, że to teraz się nawróciłem. Po prostu te argumenty od zawsze były bardzo kiepskie.

Zapraszam do obejrzenia odcinka Rowerowych Porad, w którym zastanawiam się, czy warto jeździć w kasku. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zasubskrybujesz mój kanał.

1) Większość urazów doznawana przez rowerzystów nie dotyczy głowy – mamy odruch obronny i dosłownie rękami i nogami bronimy się przed uszkodzeniem czaszki. Wszystko się zgadza, ale to nie znaczy, że urazy głowy się nie zdarzają. Po moim wypadku miałem jedynie trochę otarty łokieć i kolano oraz lekko przestawiony obojczyk, a w zasadzie całą siłę uderzenia przyjęła czaszka. Kiedyś miałem wypadek na skuterze, babka przywaliła we mnie samochodem tak, że przeleciałem jej przez maskę i upadłem na ulicę. Nie stało mi się wtedy absolutnie nic, poza tym, że byłem trochę potłuczony. Ale przywaliłem głową w asfalt tak, że gdyby nie kask na głowie, pewnie nigdy nie otworzyłbym tego bloga.

2) Jadąc w kasku człowiek czuje się bezpieczniej, więc „pozwala sobie na więcej” – cokolwiek to pozwalanie miało by znaczyć, nie jest to prawda. Jak człowiek jest głupi, to wmówi sobie wszystko. Osoby posługujące się mózgiem doskonale wiedzą, że kask nie chroni przed wypadkiem, ale to jest chyba tak samo logiczne, jak fakt, że pasy w aucie również przez żadnym wypadkiem nie uchronią.

3) Badania pewnego brytyjskiego naukowca dowodzą, że kierowcy mijając rowerzystę w kasku, robią to bliżej niż gdy się kasku nie ma. Kolejny przykład na to, że gdzieś ktoś puścił jakąś informację i zaraz jest podchwytywana przez osoby szukające podparcia swoich teorii. Na zdrowy rozum (w kasku czy bez) – czy myślicie, że kierowcy analizują w ogóle czy rowerzysta ma kask czy też go nie ma? Czy kierowca nie ma nic lepszego do roboty? Pisałem o tym trochę we wpisie „150 cm dla rowerzysty – dobry żart„. Odblaskowy pokrowiec na plecaku nawet nie pomaga i niektórzy kierowcy mimo, że nic nie jedzie z naprzeciwka potrafią wyprzedzić na gazetę.

4) Kask nie chroni podczas zderzenia z autem, ponieważ jest projektowany do zderzeń przy niewielkiej prędkości. Tylko Ci, którzy taki argument podają, zapominają, że zdarzają się jeszcze spotkania z samochodami, które nie poruszają się z dużą prędkością. Ba, zdarzają się spotkania z samochodami, które wcale się nie poruszają!

5) Jeżeli rowerzyści mają jeździć w kaskach, to może załóżmy je jeszcze pieszym, bo też mogą się przewrócić. Zdarzały się przypadki, że ludzie przy upadku tak niefortunnie uderzali się w głowę, że umierali. Ale mimo wszystko prędkość osiągana na rowerze oraz sam rower, który podczas upadku przeszkadza w odpowiednim ułożeniu ciała sprawiają, że rowerzyści są bardziej narażeni na upadki.

Wszystkie te „argumenty” legną w gruzach, gdy nasza głowa spotka się z krawężnikiem, kamieniem czy asfaltem. Wystarczy, że stracisz przyczepność, zagapisz się albo w coś wjedziesz – często nie ma czasu na reakcję, ruch obronny ręką czy nogą. Lecisz i uderzasz w co popadnie i czym popadnie. Pół biedy ciałem, najgorzej głową.

Oto co napisał Michał Kwiatkowski po pechowym wyścigu Mediolan – San Remo.

Michał brał udział w kraksie i później napisał: „Zawsze noś kask! Ten uratował mi życie!”.

Podsumowując – kask nie uchroni Cię przed głupotą (własną i czyjąś), nie uchroni przed bezpośrednim spotkaniem z TIR-em, nie ochroni innych narządów. Ale jeżeli tylko będzie poprawnie założony (na ten temat niedługo napiszę), pomoże uchronić głowę przed uderzeniem w coś twardego. Oczywiście nie całą głowę (chyba, że to kask typu FullFace, który chroni także szczękę, ale nadaje się raczej tylko do sportów ekstremalnych) i nie w każdym wypadku. Ale na pewno ograniczy ryzyko roztrzaskania głowy.

A nie jest to wielki wydatek. Cena podstawowych kasków zaczyna się od 50-60 złotych, a te bardziej markowe startują od 100 złotych. Najważniejsze aby spełniał normę EN 1078, czyli był dopuszczony do sprzedaży w Europie. Nie polecam kupować kasku na chińskich portalach aukcyjnych za kilkanaście złotych. Jak się to może skończyć, pokazał mój crash test kasku.

Na kask zawsze patrzyłem z rezerwą. Wiedziałem, że może pomóc, ale myślałem „ja przecież jeżdżę rozsądnie, patrzę tam gdzie jadę, nic mi nie będzie”. Każdy tak może myśleć. Dopóki nic mu się nie stanie. Czego i sobie, i Wam, nie życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

 

478 komentarzy

  • Cóż… Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Też kiedyś myślałem że nigdy, PRZENIGDY NIE ZAŁOŻĘ kasku. Myślałem… do czasu. Teraz nawet jadąc 500 m do bankomatu zakładam kask. Czasem zdarza mi się o nim zapomnieć, ale wtedy wystarczy 50 m i natychmiast po niego wracam. Jako ciekawostkę powiem tylko, że odkad jeżdzę w kasku, nie zdarzył mi się ani jeden niebezpieczny incydent, ale to nie ma znaczenia. Te które zdarzały mi się wcześniej mam wciąż w pamięci, i to wystarcza. Życie ma się jedno. Koniec, kropka.

  • Moje doświadczenia z kaskiem. W 2008 roku dostałem fuchę jako kurier pocztowy. Piszę fucha bo było to dodatkowe zajęcie i ze względu niskich dochodów raczej dla zdrowia niż poprawy finansowej. Jako kurier miałem rower 28″. Nie jeździłem zbyt szybko ale raz o zmroku nie zauważyłem nadjeżdżającego z lewej rowerzysty a innym razem (czy liść się przykleił czy przymrozek zadziałał) przy skręcie wylądowałem na siatce ogrodzenia.

    Pomyślałem wówczas o dwóch rzeczach: bądź widoczny i chroń głowę. Kości zawsze da się poskładać. Z powodu różnych dodatkowych odblasków i migoczących lampek dzieci nazwały mnie „Pan Światełko”. Przyznacie że wdzięczna łatka. A kask prócz roli ochronnej stał się świetnym termoregulatorem. W chłodne dni głowa nie marzła a w upalne nie przegrzewała się.

    Po paru latach dowiedziałem się że na zachodzie Europy to co robię jest powszechne. A wkrótce i u nas coraz więcej ludzi zaczęło używać kamizelek odblaskowych i kasków. Nie przypisuję sobie zasługi wdrożenia ale uważam się za prekursora w swoim środowisku.

    I jeszcze w kwestii kamizelki odblaskowej. Z początku kierowcy okazywali większy respekt myśląc że jestem funkcjonariuszem.

    • No funkcja termoregulacji głowy przynajmniej w upał,jest dla mnie argumentem przeważającym w skali 4 do 5 jeśli chodzi o wybór przydatność/ochrona.
      Kask wydaje mi się lepszy od bawełnianej czapki – to jest powód dla którego się tą sprawą zainteresowałem.

        • W pełnym słońcu latem chroni przed bezpośrednim wpływem słońca,w efekcie i przed udarem.Czapka oczywiście nie musi być bawełniana,może to być chusta,czy czapka kolarska,etc.
          Może się mylę,ale wydaje mi się że w kasku jest chłodniej niż w jakiejkolwiek czapce.

          • Bawełna jako włokno tkanin do zastosowań sportowych jak jazda na rowerze jest ostatnim (najgorszym) wyborem, za syntetykami i wełną. Włókno bawełniane pęcznieje, zatrzymując wodę, co jest nieprzyjemne a w temperaturach innych niż mocno letnie mniej lub bardziej niebezpieczne.
            W kasku nie jest chłodniej, tak czy inaczej w tym czy tamtym miejscu jest on barierą dla przepływu powietrza. Wentylacja jest jednak bardzo dobra od paru lat, nawet w tańszych produktach. Są jednak osoby które na podjazdach zdejmują kask mocując go na kierownicy.
            Zawodowcy długo opierali się kaskom podając za powód właśnie gotowanie się głowy, dopiero kilka śmiertelnych wypadków w peletonie spowodowało zmianę przepisów.

          • Zaraz, jakich wypadków? Przecież kask „nie chroni przed wypadkami”… ;-)

  • Jeżdżę także motocyklem, więc kask podczas jazdy jednośladem jest dla mnie czymś tak naturalnym, że się nie zastanawiam I wkładam go nawet, gdy jade do odległego o 200 m sklepu. Zresztą podobnie jak buty SPD, bo w zwykłych byłoby strasznie niewygodnie…

    A kilak razy kask się przydał – pieszy któy wyskoczył pod koła I przeleciałem przez kierownicę, konar drzewa, któego nie zauważyłem szybko jadąc przez las, zaczepieniem kierownicą o rower jadący (zataczający się) z przeciwka…

  • Zostałem przekonany do kupna kasku lecz nie zamierzam wydać więcej niż 100zł.
    Czy waszym zdaniem istnieją sensowne kaski do tej kwoty?

    • W cenie do 100 zł na allegro są produkty Meridy, Muddyfoxa, Krossa, Authora, Alpina, B-twin. To są albo producenci Rowerów, albo bezpośrednio kasków. W ciemno można je polecić zamiast wielu innych o dziwnych nazwach, których nigdy nie widziałem, a rozeznany w tej kwestii jestem nieźle.

      https://allegro.pl/author-kask-mtb-skiff-niebieski-52-58cm-2015cr-i5108469320.html

      To przykład,kask ma technologicznie to samo co drożsi konkurenci (więcej rozmiarów niż jeden, regulowaną uprząż, skorupę stapianą z zewnętrznym plastikiem, siatkę przeciw owadom). Nie ma może wyrafinowanego kształtu, nie wiadomo ile waży ale jest od producenta który naście lat jest na rynku.

      Inne są tańsze.

      https://allegro.pl/kask-bell-roam-niebiesko-czarny-m52-58-cm-siewierz-i5083713107.html

      kolejny przykład, bardzo znany producent kasków, także motocyklowych.

      • Zwróć uwagę by miał regulację obwodu głowy, można go lepiej dopasować, przydaje się gdy jedziesz w czapce lub bez. Kaski sa robione na wymiar od/do – taki bez regulacji ciężko dopasować – ja swój miałem pomniejszony uszczelkami do okien, bez czapki bylo oki ale w czapce znów za ciasno i siedział automatycznie wyżej na głowie. Generalnie kaski tanie są słabo wentylowane, rozważ czy nie warto wydać więcej niż potem narzekać jak to źle się jeździ w kasku. Ja kiedyś miałem najwyższy dostępny w Polsce model Prowell’a (robili też kaski dla Alpinusa) który jest dużo cieplejszy, niż też niedrogi (na wyprzedaży 159zł) Met Dedalo http://www.bikekatalog.pl/2008/?ppg=show&baza=ubiory&pid=651, w aktualnej ofercie masz podobne http://velo.pl/odziez/kaski/met/pilgrim i http://velo.pl/odziez/kaski/met/gavilan
        No i najważniejsze – nie kupuj kasku bez przymierzenia!

        • Trudno kupić bez przymierzenia na necie,a w moim mieście (czytaj wiosce) to mogę sobie sprawdzić tylko te z lidla albo mediaexpert,a bawić się w: zamówienie kilku kasków w celu przymierzenia i odsyłanie tych niedopasowanych się nie zamierzam.
          A co do wentylacji to nawet kiepsko wentylowany kask daje więcej powietrza na głowę niż najlepsza bawełniana czapka z daszkiem (tak mi się wydaje).
          Będę się posuwał raczej za radą doświadczonych w tym temacie :)

  • Dużymi zwolennikami kasków są widzę wyczynowcy. Przepraszam, co mają wyścigi (ewentualnie skakanie na rampie, MTB) do obowiązku jeżdżenia w kasku? Jestem absolutnie za jazdą w kasku po lesie, w Tour de France, wspinaczce wysokogórskiej, Paryż-Dakar, etc. I co z tego?

    Dyskusja o kasku mnie osobiście bardzo denerwuje (stąd w ogóle zabieram głos, normalnie nie ma to sensu – patrz nasza dyskusja) gdyż dla mnie to jest to temat zastępczy. Są być może dziesiątki ważniejszych spraw niż kask dla rowerzystów, ważniejszych dla bezpieczeństwa rowerzystów! Dużo ważniejszą sprawą byłoby staranie się o przeprowadzenie solidnych badań apropo co i jak zrobić by do wypadków nie dochodziło i by ich skutki minimalizować, też można dorzucić kaski do sprawy. Bez porządnych badań dyskusja nie ma sensu bo się przerzucamy „rozsądkiem”, który nie musi być nic wart (proszę sobie przeczytać jak do dziś nawet „testuje” się kaski dla rowerzystów). Kto powiedział, że przykład z lusterkiem nie jest ważniejszy niż kask? Kto powie mi czy noszenie czapki z daszkiem i okularów słonecznych gdy blask oślepia użytkowników drogi nie jest ważniejsze od kasku? Ja twierdzę, że powyższe jest dużo ważniejsze. Prowadzi do uniknięcia niebezpiecznych sytuacji. Zasada ograniczonego zaufania, edukacja w tym zakresie, o to się spierajmy a nie o jakieś (być może) bzdury. Kup kask (najlepiej w cenie roweru testowany jak reszta kawałek styropianu), jesteś bezpieczny i rozsądny. Strata czasu.

    • Nie jestem wyczynowcem. Przez ostatnie 5 lat poruszam się w mieście po asfalcie. Nie jestem na nim sam, na lokalnie rozpowszechnionych ścieżkach rowerowych również.
      Nie napisałem nigdzie o obowiązku noszenia kasku.
      Skakanie z rampy ma w tym przypadku tyle wspólnego że odniosłem się do spostrzeżeń odnośnie mojego komentarza. Dla niektórych żaden argument, obowiązek czy nawet duże własne nieszczęście nie jest żadnym argumentem. To moje spostrzeżenie a nie przywołanie do rozsądku. Nie jestem w stanie do niego przywołać.
      Jest wiele spraw ważnych dla bezpieczeństwa rowerzystów, jednak tak czy inaczej dyskusja o nich nie maja właściwie sensu, bo nie masz mocy sprawczej, żeby coś w tych kwestiach zmienić. Wyedukować kogokolwiek też nie nie możesz. Jaka ważna kwestia by to nie była to jedynie internetowa burza mózgów, która skończy się gdy uczestnicy wrócą do swojej rzeczywistości.

      • Przeciwnie, każdy może edukować, byle nie nachalnie (jako ktoś w stylu nauczyciela mam czasami okazję). Jeśli też nie będziemy kręcili się w kółko jednego tematu i nie damy się zadowolić wymijającymi przepisami, które tworzone są dla poklasku, to jest szansa, że coś się zmieni. Internetowe dyskusje w tym pomagają. Temat rowerowy jest moim zdaniem coraz bardziej obecny w mediach i myślach ludzi – rowerzystów po prostu przybywa, a wśród rowerzystów jest coraz więcej polityków na różnych szczeblach. Z pewnością niektórzy czytają fora. Oby ;)

        • Możesz – ale nie jesteś tak naprawdę w stanie. Chyba że masz informację zwrotną, potwierdzoną że ktoś przyjął Twoją edukację w tym względzie. Kolega, znajomy, ktoś kogo znasz i wiesz jak się zachowuje teraz.

      • A to ciekawe bo mnie uczono, że każda dyskusja ma działanie edukacyjne. Edukacja to właśnie dyskusja na dany temat połączona z wyciąganiem wniosków i ustaleniem danego kierunku postępowania. Trudno mówić o edukacji gdy jesteś zmuszony do „wkuwania” regułek, których nie rozumiesz lub nie wiesz jak je zastosować w życiu codziennym.

    • „Dużo ważniejszą sprawą byłoby staranie się o przeprowadzenie solidnych
      badań apropo co i jak zrobić by do wypadków nie dochodziło i by ich
      skutki minimalizować, też można dorzucić kaski do sprawy.”

      Są, ale w Holandii i Danii. U nas (patrz dyskusja) nie ma chęci podawania argumentów (faktów) za, czy przeciw. Lepiej się wyzywać kogoś od debili.

    • Chcesz badań n/t minimalizacji skutków badań i jednocześnie jesteś za jazdą w kasku po lesie? To znaczy że widziałeś badania o skutkach wypadków w lesie?:)
      Lusterko fajna rzecz ale wiesz – moja głowa się obraca i zanim skręcę w lewo to się obejrzę. Okularów też używam, mam światła, hamulce, często jeżdżę w opaskach i kamizelce odlaskowej oraz nie ufam innym.
      Aspektów bezpieczeństwa jest wiele i dlaczego nie wykorzystać wszystkich dostępnych?
      Przy małej prędkości kask może i niepotrzebny, przy dużej zapewnie odpadnie razem z głową ale jest wiele sytuacji pośrednich gdzie może pomóc.
      Nie wierzę że kask czy nawet downhillowa zbroja ochroni mnie na 100%, ale zmniejszy ewentualne następstwa wypadku. Dużo powyższych wpisów jest o fakcie kupna kasku po wypadku – a czy jednak nie lepiej przed?

  • Parę lat temu była afera z kaskami co niby jakiegoś polityka ktoś w rodzinie produkował certyfikowane kaski i dlatego chcieli przepchnąć tą ustawę ale wtedy jakiś jajogłowy od statystyk powiedział, że lepiej pieszym nakazać chodzenie w kaskach bo procentowo oni częściej ulegają wypadkom niż bajkerzy.

  • Prawdopodobieństwo przydzwonienia głową jest małe ale ewentualne konsekwencje duże.
    Fajny jest argument typu „jestem ostrożny/a – nic mi się nie stanie” a jesteś pewny/a że nikt Ci nie przygrzeje z tyłu?
    Co do obowiązku noszenia kasku czy zapinania pasów – zakładam, że gdyby leczenie/rehabilitacja nie było za darmo, to ilość oponentów byłaby mniejsza:). Oczywiście to kontrowersyjny wniosek bo zaraz pojawi się kolejny, że kolarstwo górskie jest niepotrzebne i skoro naraziłem się na niebezpieczeństwo to mam się sam leczyć. Ale skoro istnieje groźba niebezpieczeństwa to dlaczego go nie ograniczyć, na tej samej zasadzie jak w pracy (BHP)?.
    Co rozumiecie przez jazdę miejską? Jazdę z prędkością 10km/h? Bo w moich pagórkowatych miastach daję radę jeździć szybciej niż przepisowe 50km/h.

    • Rehabilitacja jest co prawda darmowa, natomiast dostęp do darmowej jak i jej skuteczność – z tym jest gorzej. Korzystałem dwa razy, z czego drugi z kilkumesięcznym poślizgiem.

    • „Co rozumiecie przez jazdę miejską? Jazdę z prędkością 10km/h? Bo w moich
      pagórkowatych miastach daję radę jeździć szybciej niż przepisowe
      50km/h.”

      Średnia: 15-20, w Sopocie 5 (jest ograniczenie prędkości), chwilowa 25. Czyli spacerowe, „holenderskie” tempo. Jakbym jechał >30, to na bank bym już miał kask. 50km/h nie rozwinę ze względu na światła i inne ograniczenia znakami, czy infrastrukturą (pomijam typ roweru). Nawet elektryk nie był w stanie mnie przyśpieszyć.

      „Fajny jest argument typu „jestem ostrożny/a – nic mi się nie stanie” a jesteś pewny/a że nikt Ci nie przygrzeje z tyłu?”

      Wtedy masz przetrącony kręgosłup i urazy narządów. Dosyć częste w mieście, w Polsce, niestety.

      „Oczywiście to kontrowersyjny wniosek bo zaraz pojawi się kolejny, że
      kolarstwo górskie jest niepotrzebne i skoro naraziłem się na
      niebezpieczeństwo to mam się sam leczyć.”

      Jak ktoś jeździ inaczej niż rekreacyjnie i nie ma kasku i/lub ochraniaczy, to faktycznie świadczy o braku rozsądku i głupocie.

      Opinię opieram tylko i wyłącznie na obserwacji rowerzystów w Holandii oraz Belgii: nieśpieszne tempo (do 25km/h), bardzo mały odsetek rowerzystów, którzy na skutek upadku, czy potrącenia (to ostatnie z resztą rzadkie) mają coś więcej niż siniaki. Mówię o codziennych rowerzystach, którzy jeżdżą także w ściegu i gołoledzi (dosyć częsta). Żyją w innym świecie, z innymi prawami fizyki? Problemem są u nich głównie obrażenia narządów w okolicach brzucha i kończyn w przypadku potrącenia.

      Swoją drogą co Wy robicie? Od czasu jak miałem 6 lat ani jednej wywrotki. Do pracy 24km, jeżdżę cały rok.

      • Nawet w mieście jadąc pomału zdarza się, że samochód mnie zamyka (tzn. wyprzedza i skręca w prawo), jak na razie zawsze wyhamowałem, ale jak kiedyś się nie uda?
        Rzadko jestem w dużym mieście ale bywam w Katowicach, Gliwicach, Bielsku, Ostravie, jeśli nie ma korka to bez problemu jadę 30, oni 50 a na wylotowych szybciej. Jeśli jest wolniej to jest ciasno i tu też częste są sytuacje, że ktoś wyprzedza z małą różnicą prędkości i tak sobie jedziecie koło siebie aż on o Tobie zapomni (szczególnie ciężarówki, autobusy) i zaczyna Cię dociskać do krawężnika. W korku natomiast omijając z prawej czy między pasami możesz spotkać akurat otwierane drzwi czy ktoś z chodnika wejdzie by przejść bo auta stoją.
        Oczywiście można jechać 10 km/h ale to nie jest jazda:)
        Hipotetycznych sytuacji można wymyśleć dużo, zdarzają się rzadko ale wykluczyć ich nie można i ja wtedy wolę mieć orzeszka:)
        Kolega przywalił na nartach o glebę mózgownicą, jak go znam to szybko nie było, stok narciarski raczej nie ma ostrych krawędzi – niby nic mu nie było, do domu zjechał sam ale na bóle głowy uskarża się już dwa lata.

        Dlatego właśnie jest nacisk na kaski – złamana ręka się z rośnie a głowa jest trudna do leczenia.

      • Jeździmy. :)
        Niektóre miejskie wypadki w których przydał się kask, były absurdalne ale okazały się realne.

  • Ostatnio oglądałem dokument o Mario Cipollini. Miał okrutny wypadek podczas Vielta a España w 1994 roku, Wtedy nie było obowiązku kaskowego. Polecam przyjrzeć się, co się dzieje z głową Mario w zwolnionym tempie w drugiej części klipu.
    https://www.youtube.com/watch?v=f1Y_KOwa5pA

  • Ze zwolennikami kasków mam jeden problem. Przeczytałam tekst, przejrzałam komentarze, i komunikat, jaki otrzymuję, to: „jesteś głupia, Twoje argumenty są idiotyczne, nieprawdziwe, z dupy wzięte, jesteś idiotką, debilem, powinny być na to przepisy”.
    Przypomina mi to trochę post Rowerzystki Miejskiej, piszącej w stylu „nie jeździsz zimą = jesteś leniem”.
    Uważam, że słowne przepychanki ani nie podnoszą poziomu dyskusji, ani nie pomagają w namówieniu kogokolwiek do zmiany przekonań (a wręcz przeciwnie, sprawiają, że jeszcze bardziej okopujemy się na swoich pozycjach). Nawet we mnie od razu obudził się duch walki i bardzo się pilnuję żeby pisać spokojnie i bez capslocka :)

    Tak, jeżdżę bez kasku. Tak, uważam argument nr 5 za w pełni uzasadniony – sama jako piesza najwięcej niebezpiecznych sytuacji miałam właśnie z… o-włos-mijającymi mnie, pędzącymi rowerzystami. Załóżmy kaski pieszym, rowerzystom ochraniacze, najlepiej wszystkich i wszystko owińmy folią bąbelkową :)
    Nie mówię oczywiście o dopiero uczących się dzieciach czy jeździe szybkiej/sportowej/po lasach. Tu kaski jak najbardziej. Ale do spokojnego poruszania się po mieście? Nie, dziękuję.

    Walczmy z brakiem oświetlenia, brakiem wyobraźni, walczmy ze zbyt szybką, niebezpieczną jazdą, walczmy z rowerzystami łamiącymi przepisy, a kaski zostawmy do indywidualnej decyzji.

    Ze świątecznymi pozdrowieniami dla wszystkich zaciekle wojujących :)

    • Justyno,

      Podpisuję się pod tym obydwoma łapkami. Cieszę się, że jest coraz więcej osób, które to potrafią wypośrodkować.

      BTW, nie mam kasku, ale śmieszy mnie inny argument: kaski są brzydkie i w ogóle. Guzik prawda, widziałem kaski, które z powodzeniem udają kaszkiety, czapki itp., a pod spodem mają solidną skorupę. Niestety drogie: w Belgii kosztowały ok 100-120 Euro.

    • Justynko, w moim tekście w żadnym miejscu nie wyzywam ludzi od debili. To moje przemyślenia i myślę, że z mojego tekstu każdy może wyciągnąć własne wnioski.

      Jak widać po komentarzach, są i zwolennicy i przeciwnicy. Staram się oczywiście tonować dyskusje, ale gdybyś zobaczyła kilka komentarzy w oryginale, to złapałabyś się za (nomen omen) głowę.

      • Łukasz, Ciebie w żadnym wypadku nie posądzam o wyzwiska :) Kilka podobnych określeń przewinęło się jednak w komentarzach i nawet nie próbuję wyobrażać sobie, przez jakie kwiatki musiałeś się przebijać przy moderacji. Nie wiem, skąd u ludzi tyle jadu w stosunku do czegoś, co w żaden sposób nie wpływa na innych uczestników ruchu. I żaden z tych agresywnych komentarzy jakoś mnie jeszcze nie nawrócił :)

        • W drugą stronę też były agresywne komentarze. Sam się dziwię, że ten temat wywołuje aż tak gorącą dyskusję. Ale może niech wywołuje, a każdy sam niech wyciąga wnioski.

    • (..) Walczmy z brakiem oświetlenia, brakiem wyobraźni, walczmy ze zbyt
      szybką, niebezpieczną jazdą, walczmy z rowerzystami łamiącymi przepisy, a
      kaski zostawmy do indywidualnej decyzji (…)

      BINGO !!! Oto sedno sprawy :) Justyno gratuluje zdrowego rozsądku.

      • Dodałbym do tego jeszcze zniesienie powszechnej „darmowej” „służby” „zdrowia” i wporowadzenie dobrowolnych ubezpieczeń medycznych. Jak komus przyjdzie zapłacic kilkadziesiąt tysiecy za kilka szwów na głowie bo jechał bez kasku (a owu z pewnoscią bedzie zawierac pewne ograniczenia w tej kwestii) to szybko zmieni nastawienie do kasków.
        W obecnym stanie prawnym, aż mie dziw bierze, że ustawodawca nie wprowadził jeszcze obowiązku jazdy w kasku, bo:
        1. wieksze wpływy z tytułu vat z powodu zwiekszonej sprzedazy kasków
        2. wikeksze wpływy z cit z tych samych powodów
        3. większe wpływy z mandatów karnych za brak kasku
        4. mniejsze wydatki na leczenie urazów głowy
        Jak widac z powyższego, jest tylko kwestią czasu wprowadzenie obowiazku jazdy w kasku.

        • „1. wieksze wpływy z tytułu vat z powodu zwiekszonej sprzedazy kasków
          2. wikeksze wpływy z cit z tych samych powodów
          3. większe wpływy z mandatów karnych za brak kasku
          4. mniejsze wydatki na leczenie urazów głowy”

          Pod warunkiem, żeby ludzie tłumnie chcieli się ubezpieczać (vide: USA).

          • Jak narazie, to ludzie nie mają u nas wyboru i są tłumnie zmuszeni do ubezpieczenia. A skoro ustawodawca moze zmusic do ubezpieczenia zdrowotnego, to i może zmusić do noszenia kasku co by na opiekę zdrowotną wydawać trochę mniej. Kosztów nie poniesie jakichkolwiek, a oszczedności bedzie miał plus dochód z obrotu kaskami.
            A co do dobrowolnych ubezpieczeń, jestesmy ludźmi wolnymi, powinnismy mieć prawo wyboru, czy chcemy być leczeni czy zdychać pod płotem szpitala.

          • To się tylko tak łatwo mówi. Wiele osób dziś powie, że ma wolny wybór i oni nie potrzebują leczenia, a za rok nagle się okaże, że jednak potrzebują i będzie płacz.

            Cóż, na tym polega właśnie ubezpieczenie zdrowotne, że wszyscy się zrzucamy na leczenie wszystkich (nawet tych, którzy nie płacą składek). Czasami jest to kulawe i nieudolne, ale jakoś działa i mimo wszystko nie chciałbym oglądać potem umierających ludzi pod szpitalami.

          • Łukasz, obecnie to wygląda tak, że wszyscy płacą, a jak potzreba odwiedzić specjaliste, to płacą ponownie za prywatną wizytę, bo na nfz termin jest za 2 lata.
            Co do leczenia nieubezpieczonych – pójdź do przychodni i powiedz, że nie pracujesz, nie jesteś ubezpieczony i chcesz się widzieć z lekarzem pierwszego kontaktu – nie przyjmą Cię – chyba, że odpłatnie.

          • Myślałem głównie o nagłych przypadkach wymagających hospitalizacji. Przy przewlekłych sprawach jest gorzej.

            Odnośnie nieubezpieczonych, to przecież każdy zarejestrowany jako bezrobotny dostaje ubezpieczenie. Można się też dopisać do ubezpieczenia żony/męża. Nie jestem biegły za bardzo w sprawach ubezpieczeniowych, ale nigdy nie słyszałem żeby był z tym problem.

        • Myślę, że po zniesieniu „darmowej służby zdrowia” wielu zrezygnowałoby z jazdy rowerem, w kasku czy bez. Jak komuś przyjdzie zapłacić x zł za kilka szwów na nogach lub zwichniętej ręce, to przerzuci się na spacer. :)

    • z tymi dziećmi się nie można zgadzać, w reszcie mogę ci przyznac rację za słuszne podejście. Jednak nie dzieci – dzieci się uczą i mają miec pełną swobodę, nie jeżdzą ulicą ani nawet drogami dla rowerów tylko po parkach, nieruchliwych asfaltowych ścieżkach, a kask jest zbędny. Uczyłem się bez kasku i ochraniaczy i żyję. Nie wychowujcie pokolenia pussies

      • Z dziećmi jest o tyle ten „problem”, że mają jeszcze nie zrośnięte w pełni kości czaszki, i o ile sam nie używam kasku, to w tym przypadku sens jego zakładania go dzieciom uważam za rozsądny.

  • 99x można upaść i nic sobie nie zrobić, ale może zdarzyć się ten jeden upadek, który może zmienić całe twoje życie. Wtedy będzie się żałowało, że nie założyło się kasku. Ja wolę nie żałować.

  • Ponownie przeczytałem dyskusję dzięki odświeżeniu wpisu i muszę powiedzieć, że agresja prokaskowych dyskutantów robi wrażenie. Szczególnie, że nie ma danych naukowych popierających którekolwiek z rozwiązań :) Dlatego sugerowałbym szanownym dyskutantom zrezygnować z nazywanie kogoś idiotą, jego czynów idiotycznych (nie mówiąc o argumentach), jeśli samemu nie ma się zbyt wiele argumentów w ręku.

    • Czy potrzebne są dane?
      Rozsądek na pewno.
      Niektórych nie przekona nic, tak jak innych nie przekona zapinanie pasów i będą jeździć bez ich używania, nawet ryzykując mandaty, czy płacąc kolejne.
      Dla większości niechętnych kaskom „wystarczy” wypadek, w którym ucierpiała ich głowa.
      Mniejszości nie skłoni do tego nic.

      • Ehem – można by zaryzykować stwierdzenie, że dane=rozsądek. Ale to tylko w takim rozsądnym świecie ;)
        Znów agresja! Czy twierdzisz, że wszyscy jeżdżący bez kasków to ludzie nierozsądni? Po co? Przecież to nonsens.
        A ja np stwierdzę, że jazda bez lusterka w rowerze powoduje dużo więcej niebezpiecznych sytuacji. Mógłbym się założyć, że statystyka potwierdzi moje dane i okaże się, że ludzie jeżdżący z lusterkiem stanowią odsetek promila ofiar rowerowych :) Nie masz lusterka w rowerze? Jesteś nierozsądny! :D

        Ps, strasznie polecam lusterko w rowerze – bardzo mi się spodobało i naprawdę uważam, że poprawia bezpieczeństwo.

        • Stwierdzam jedynie że dla pewnych ludzi żadne argumenty, przepisy prawa i nawet własne bolesne doświadczenia nie są dostatecznie przekonujące. Znam jednego, który po kaskaderskim upadku na beton z dwumetrowej rampy (nie miał kasku) i drastycznych urazach głowy, miesiącu w szpitalu, 3 miesiącach rehabilitacji, upośledzeniu motoryki i sprawności intelektualnej nadal nie widzi sensu w ochronie głowy.
          Dyskusje na forach na temat kasków zawsze wyglądają tak samo.
          To mój punkt widzenia wynikający z kontaktu na żywo i internetowego z rowerzystami wszelkiej maści.
          Ostatni upadek zaliczyłem 5 tygodni temu, nieduża prędkość. Nie wiem czy uraz głowy którego doznałbym bez kasku byłby niebezpieczny dla mojego zdrowia, cieszę się jednak że żwir wydłubałem sam ze skorupy zamiast lekarze z mojej głowy.
          Dla innych byłby to może nawet powód do dumy, bo blizny wyglądają męsko i sensownie. Dla mnie nie.

      • „Czy potrzebne są dane?”

        Tak, bo „na wiarę” to wierzę w Boga, a nie w fakty. Chyba że zrobimy z tego religię i kult kasku. Podobnie niektórzy robią np. z wegetarianizmu wypaczając ideę tego sposobu żywnienia (nie, nie jestem wegetarianinem ;-)).

        Fakty i dane (niestety, nie statystyka, bo każdy ją nagina) to jest to, co się zawsze obroni. Każdy inny argument łatwo obalić i ośmieszyć zwolenników. A szkoda, bo kask ma swoje niezaprzeczalne zalety (nie, nie używam kasku ;-)).

        • A słyszeliście panie i panowie o tym, ze statystycznie wy i wasz kot macie po pięć nóg :D taki żart pokazujący absurdy statystyk.
          Co innego statystyki a co innego gdy po raz któryś z kolei słyszę opowiadanie jak kask ratuje komuś zdrowie i życie. Uważam, że należy brać wzór z tych bardziej doświadczonych cyklistów i nie mam zamiaru sprzeczać się z „zawodowym” ścigantem MTB, że kask to bzdura.
          Jezeli takie osoby mówią mi, że warto mieć „orzecha” to ja nie dyskutuję tylko stosuje radę w życiu ot co.

          • Niestety nie wiesz o czym mówisz. Warto dowiedzieć się jak działa dzisiejsza NAUKA i nie wypisywać podobnych „anegdot”. Są one szkodliwe dla dyskusji. Chcesz nosić kask – super, nie chcesz? Ok. Jeśli jednak potem w prawie ktoś ma decydować o czymś takim jak zdrowie, życie i wolność, to wypadałoby się opierać na czymś więcej niż na doświadczeniach kolarzy (z całym szacunkiem dla nich, nie są chyba w większości autorytetami od bezpieczeństwa na drodze). Byłoby oczywiście miło. A tak pozostaje nam czyjeś widzimisię poparte skrajnym przypadkiem, BYĆ MOŻE pogarszające bezpieczeństwo większości. Nie mówiąc o tym nawet, że wszystkie kaski źle założone mogą sprawiać więcej zagrożenia niż brak kasku. Obrażenia rotacyjne, dodatkowa dźwignia przy dużej średnicy kasku, dziesiątki niedostatecznie przebadanych zagrożeń. Fajnie? „Gdybym nie miał kasku byłbym trupem” Może przeciwnie? Dlatego mamy NAUKĘ by takie problemy rozstrzygać. Tymczasem cieszmy się jazdą na rowerze i nie wprowadzajmy atmosfery tego terroru. Na szczęście takie powyższe przykłady raczej można przyrównać do straszenia katastrofami lotniczymi pasażerów bardzo bezpiecznego (dzięki badaniom!) środka transportu jakim jest samolot.

          • Nie miałem zamiaru kogokolwiek straszyć a wręcz przeciwnie rozśmieszyć, skecz pokazuje tylko, że statystyki nie odzwierciedlają rzeczywistości i tak jak mówisz aby był jakiś niepodważalny argument konieczne są badania naukowe. Zachodzi w tym przypadku pytanie
            czy ktokolwiek prowadzi takie badania i kiedy będą dostępne wyniki ?
            Póki co nie zostaje nam nic innego jak wymienianie się doświadczeniami i poglądami by mieć jako taki obraz sytuacji w tym temacie. Dlatego nadal podtrzymuje stwierdzenie, że warto słuchać bardziej doświadczonych cyklistów nawet jeśli pewne zagrożenia mogą być wydumane czy przesadzone bo lepiej zapobiegać niż leczyć a te 200 zł raz na 5 lat to nie majątek by skąpić na „skorupę”, która chroni najwrażliwszą część ciała.

          • Tukan, prawda jest taka, że kot nóg nie posiada. A ta opisywana charakterystyka pod mianem „statystycznie” to co to jest? Średnia arytmetyczna? Nawet uznając że kot ma 4 nogi, to średnio wychodziłoby po 3 i jest to prawada dla kazdego kto rozumie co to jest średnia. Ludzie którzy tego nie rozumieja, starają się odpowiedzieć na pytanie jaka jest przeciętna liczba nóg wsród populacji złożonej z jednego kota i jednego człowieka – tylko po co zadawać takie pytanie?

        • A w którego boga wierzysz, bo bogów to Ci u nas dostatek?
          Od najstarszych jak ra po najmłodszych typu FSM.
          Wierzysz w cos na co brak jakichkolwiek dowodów, a nie wierzysz gdy któś mówi jawnie, że kask uratował mu życie?
          Statystyka opisuje fakty na podstawie danych, jest oparta na metematyce, której naginąć nie mozna. Pisanie o manipulacjach w statystyce jest głebokim dowodem na to, że nie rozumie sie czym jest statystyka

          • Zabawne, zajmowałem się (i szykuje się podobny projekt) modelowaniem opartym właśnie na statystyce. W tym temacie dawałem linka do pewnych statystyk, z których można wszystko udowodnić, więc radziłbym zwolenników każdej opcji trochę przystopować.

            „Wierzysz w cos na co brak jakichkolwiek dowodów, a nie wierzysz gdy któś mówi jawnie, że kask uratował mu życie?”

            Jakbyśmy chcieli do tego „naukowo” podejść to trzeba zainscenizować dwie identyczne sytuacje, różniące się brakiem i obecnością kasku. Tylko że chętnych mało, a manekiny z crash-testów samochodowych się nie nadają.

            No i takie głupie pytanie: skąd wiesz, że na pewno kask w danym przypadku uratował życie (względnie zdrowie)?

          • Takie mam mocne wrażenie, że po przeoraniu skalnego rumowiska głową przy dość sporej predkości, bez kasku byłoby bardzo ciężko. Z twarzy tatar byłby na 100%

          • Ktoś mógłby powiedzieć że w tej sytuacji niezbędna byłby pełna zjazdowa zbroja :)
            Poza tym kask chroni czaszkę od góry, twarzy nie. Nie za bardzo wyobrażam sobie w jaki sposób twarz pozostała w dobrym stanie w tym przypadku. By tak było musiałbyś mieć kask integralny i gogle.

          • To tylko wrażenie, bo to co się działo i skutki tej sytuacji pozwalają przypuszczać że PRAWDOPODOBNIE odniósłbyś śmiertelne obrażenia.
            Możesz więc napisać że kask najprawdopodobniej uratował Ci życie. Ale pewności nie masz tak jak realnie tej pewności nie mogą mieć Ci wszyscy którzy piszą że kask URATOWAŁ im życie.
            Uważam że to dobrze że ktoś ryzyko bierze poważnie i uznaje kask za skuteczny dla siebie środek ochrony przed skutkami wypadku. Nawet jeśli to małe zadrapanie, czy cokolwiek innego, kosmetycznego to ja wolę tego nie mieć.

          • Nie ma powodu by stwierdzić że kask URATOWAŁ życie. Żeby tak powiedzieć konieczne byłoby zaliczenie takiego samego wypadku przez tą samą osobę, bez kasku, tego jednak raczej nikt zrobić nie zechce :) Można co najwyżej powiedzieć że w danej sytuacji kask ograniczył obrażenia głowy.

          • Aby sprawdzić, czy spadochron ratuje życie, najpierw trzeba tą samą osobę zrzucić z 5000 metrów? Bo nie wiadomo w sumie, może odbije się kilka razy, wstanie, otrzepie się i odmaszeruje?
            Kamizekli kuloodporne sprawdzasz tak samo?

          • A kamizelki kuloodporne kiedyś tak testowali twórcy na sobie. Poczytaj sobie. No i pomijam fakt, że ktoś wymyślił coś takiego jak manekin do testów naszpikowanego elektroniką i czujnikami. Jest używany do wielu celów: od kamizelek i aut, po ubrania p-poż.

            Wymiękam, porównywać testy kasku do spadochronu. To chyba już za dużo na moją głowę. :D

          • Jak chłop krowie w rowie teraz napisze:
            tomek pisze, że aby być pewnym, że kask uratował komuś życie, należy wyglebić tego kogoś w identycznej sytuacji bez kasku i sprawdzić co się stanie. Więc pytam się, czy aby stwierdzić, że spadochron komuś uratował życie, trzeba sprawdzić co stanie się temu komuś po upadku bez spadochronu?
            Wymiękłeś kolego już na poziomie rozumienia tekstu, który czytasz, bo porównań jakichkolwiek nie było.

          • „tomek pisze, że aby być pewnym, że kask uratował komuś życie, należy
            wyglebić tego kogoś w identycznej sytuacji bez kasku i sprawdzić co się
            stanie. Więc pytam się, czy aby stwierdzić, że spadochron komuś uratował
            życie, trzeba sprawdzić co stanie się temu komuś po upadku bez
            spadochronu?”

            No, ja też napisałem coś podobnego. A odpowiadając na Twoje pytanie: o manekinach czy symulacjach słyszał?

            A wracając do niezrozumienia:

            „Wymiękłeś kolego już na poziomie rozumienia tekstu, który czytasz, bo porównań jakichkolwiek nie było.”

            A w takim razie jak to nazwać Twoją odpowiedź na uwagę Tomka:
            ” Żeby tak powiedzieć konieczne byłoby zaliczenie takiego samego wypadku przez tą samą osobę, bez kasku”

            (nota bene coś podobnego wcześniej napisałem)

            A Ty odpisałeś:
            „Aby sprawdzić, czy spadochron ratuje życie, najpierw trzeba tą samą osobę zrzucić z 5000 metrów? ”

            Jak inaczej można to nazwać, jak nie porównanie, to co? Przyznam się, że może za mało książek czytam i słownictwo mam ubogie, ale może mnie poratujesz? ;-)

          • Znów zbyteczna filozofia, a wystarczy cofnąć się kilka postów i sprawdzić o czym rozmawiamy. Wspominałem o rumowisku skalnym, czyli zwalisku kamieni o wielkości od tostera po telewizor 30″, była tez znaczna prędkość(>40km/h). Więc pozwoliłem sobie na metaforę o pewności pewnych zdarzeń i spadochronie czy też kamizelce kuloodpornej – mogę dopisać kolejną, czy jak rzucisz kamień do morza, to żeby mieć pewność, że dotrze do dna musisz skoczyć i pójść na dno z tym kamieniem? Nie jest to porównanie tylko pytanie z użyciem sugestywnej metafory! Jak się zapytam, czy żeby mieć pewność ze się oparzysz wkładając rękę do ognia, to też zarzucisz mi, że porównuję kolarstwo do pirotechniki?

          • Stawiasz skok z/bez spadochronu na równi z jazdą rowerem w/bez kasku? Bezsensowne porównanie.
            Skok bez spadochronu kończy się śmiercią, z wyjątkiem bardzo specyficznych sytuacji opisanych w historii lotnictwa. Wypadek na rowerze, bez kasku może skończyć się róznie w takiej samej sytuacji.
            Mam na koncie kilka wypadków rowerowych w czasie których uderzałem głową o ziemię lub różne przeszkody ale nie powiem że kask uratował mi życie, co najwyżej zredukował lub zapobiegł urazom głowy. Bo oczywiste jest że szlif na skorupie bez kasku byłby szlifem na mojej głowie, tak jak kamyczki wbite w kask pokaleczyłyby mnie bez ochrony kasku. Nie zmienia to faktu, że ani szlif ani kamienie nie są równoznaczne ze zgonem.

          • Nie ma to jak nie rozumieć tekstu czytanego i dopisywać swoje teorie.
            Przeczytaj proszę jeszcze raz (łączne z Twoim wpisem na który odpowiadałem) następnie spróbuj zrozumieć co napisałem.

          • W grupę rowerzystów w której tylko jedna miała kask na głowie a 100 było bez wpada szaleniec i zaczyna strzelać z broni. Po wszystkim relacji w TV powiedzą że w kasku zginęła tylko jedna osoba i aż 50 bez niego. Ty pomyslisz, że to na pewno dlatego że nie mieli kasku. Czy na pewno?

  • Po wywrotce na rowerze, uderzyłem głową w beton potem krawężnik. Dzięki temu że miałem kask na głowie -żyję. Tylko kilka szwów na brodzie. Kask poszedł w kontener ale jest już nowy. Ja nie wyobrażam sobie teraz jazdy na rowerze bez kasku. Podstawowe wyposażenie każdego rowerzysty. Życzę wielu km. Pozdro

  • Nie chce mi sie rozpisywac po raz 10 na ten temat. W skrocie. Kask powinien byc wymagany przez prawo dla kazdego rowerzysty. Kropka. Tak samo jak odblaski i swiatla.

    Kolega mial 2 wypadki w miescie w obu gdyby nie mial kasku to by nie zyl albo mial uraz glowy.

    1. W glowe musisz udezyc sie tylko raz i koniec.
    2. Ja sie nie czuje. Wrecz unikam samochodow bo nie ufam kierowca. WIdze co wyprawiaja w Polsce na drogach.
    3. Badania pewnego naukowca pokazywaly, ze rosliny szybciej rosna jak puszcza sie im muzyke powazna. Takei badania nic nie znacza i mozna je interpretowac jak sie chce.
    4. Chroni. Oczywiscie, ze chroni. Jak ktos w ciebie wjezdzie 100 na godzine to nic ci nie pomoze. Na motorze tez ci nie pomorze przy 100km/h. Jak mam wpasc na maske samochodu w miescie przy 50 z kaskiem lub bez, wybieram swoje szanse z kaskiem. A ty co bys wybral?
    5. A jezeli wprowadzimy 30h na godzine w miescie to wszysty beda jezdzic 30h w miescie. Bzdury. Rowerzysci sa o podwyzszonym ryzyku i dlaczego chyba nie musze tlumaczyc. Wjedz w krzeslo rowerem albo potknij sie o krzeslo. Co jest bardziej niebezpieczne?

    Zawsze jezdze w kasku bo wole miec minimalnie wieksze szanse, czy to w wypadku jak ktos mi wejdzie pod rower i bede leciec na asfalt, czy jak wjedzie we mnie samochod z boku kierowany przez blondynke powodujac akrobacje na masce i uderzeniem glowa w szybe. Czy chociazby dostaniem w leb lusterkiem od autobusu. Wszystkie przyklady z zycia wziete.

    Kask powinien byc wymogiem prawnym tak samo jak odblaski i oswietlenie.

    PS> Kask to jest bardzo malo przeszkadzajaca sprawa i wrecz minimalny wymog sprzetowy tak samo jak zapiecie czy lampka. Kask powinien byc kojazony jako czesc roweru tak samo jak czesc motoru.

    • Nie znam przepisów w innych bardziej rowerowych krajach (Holandia, Dania), wydaje mi się że tam również obowiązku nie ma. Trudno Holendrów czy Duńczyków posądzać w takim przypadku o ciemnotę.

    • Obowiązek czy nakaz nic nie da a wręcz zaszkodzi tej „dyscyplinie” oraz samym obywatelom. Państwo powinno EDUKOWAĆ a nie represjonować nakazami czy zakazami.

    • Napisałeś na końcu i na początku swojej wypowiedzi o wymogu kasku, więc rozpisałeś się na ten temat najmniej 11ty raz :)
      Jak udowodnisz że kask ma to samo znaczenie w czasie jazdy jak światła czy odblaski to wtedy można podyskutować.
      Światła i odblaski poprawiają Twoją widoczność dla innych a sensowne światła poprawiają Twoją zdolność widzenia drogi przed Tobą – w obu przypadkach wzrasta bezpieczeństwo Twoje i innych. Twój brak świateł podnosi ryzyko kolizji/wypadku. Kask nie. Równie dobrze możesz się domagać obowiązku mocowania kółek bocznych.
      Kask nie jest kojarzony jako część motoru, zawsze jest i będzie kojarzony z osprzętem motocyklisty.
      Kask to indywidualna sprawa i to czy komuś przeszkadza czy nie i w jakim stopniu jest również bardzo indywidualne. To tak jak napisać że pedały i buty spd są niezbędne do bezpiecznej i efektywnej jazdy w terenie.
      Zapięcie wymogiem sprzętowym?

      • Kask powinien byc wymogiem bezpieczenstwa analogicznie do pasow w samochodzie a kwestia mody czy widzimisie. Taka jest moja opinia i nie musisz sie z nia zgadzac. Za duzo jezdze na rowerze i za duzo widzialem i slyszalem aby wierzyc w takie banialuki i puste argumenty jak powyzej. To nie jest zabawka. Tu chodzi o bezpieczenstwo. Nie podoba ci sie baz kasku. To nie jezdzij na rowerze. Proste.

        • Ja również dużo i od dawna jeżdżę na rowerze i wiele widziałem i „sam doznałem”.
          Idąc dalej tropem nakazu również wrotkarze powinni mieć przepisowy obowiązek jazdy w kasku. I skejci. i łyżwiarze.
          Z jakiegoś powodu jednak w wielu krajach o dużo wyższym poziomie świadomości rowerowej niż Polska, Dania, Holandia, inne, takiego obowiązku nie ma. Trudno posądzać ich o głupotę, brak doświadczenia itd.

  • Zapominasz o jeszcze jednym argumencie, według mnie bardzo ważnym: zbyt częste przypominanie o kaskach rozkręca wokół roweru „atmosferę strachu” – tzn. sugeruje, że jazda na rowerze jest bardziej niebezpieczna niż samochodem czy też chodzenie pieszo – tymczasem statystyki tego nie potwierdzają. Ba, uraz głowy dużo częściej przytrafia się… kierowcom. Dlaczego nikt nawet nie promuje jazdy w kasku samochodem? I tu dochodzimy do kolejnego punktu, czyli „rower jako sport”. To oczywiste, że do jazdy wyczynowej kask jest niezbędny, zarówno ze względu na osiąganie prędkości, jak ryzyko wywrotki na przeszkodzie terenowej (czy to w MTB, czy też np. wpadnięcie w dziurę szosówką). A i pochyła pozycja bardziej sprzyja przeleceniu przez kierownicę. Ale w mieście, na rowerze miejskim gdzie pozycja w zasadzie uniemożliwia OTB, ze stosunkowo niewielką prędkością (taką aby się nie spocić jadąc do pracy)? To normalny środek transportu i tworzenie atmosfery zagrożenia może część osób zniechęcić – a im mniej rowerzystów, tym większe ryzyko wypadku. Sam kasku używam na wycieczki rekreacyjne, gdzie czasem cisnę, ale krótkie „docelowe” jazdy po mieście odbywam bez. Z resztą przecież ta sama zasadza obowiązuje i w samochodzie: do zwykłej jazdy kasku nikt nie zakłada, ale w rajdach czy wyścigach są obowiązkowe.

    • Myślę, że w tekście to dostatecznie uargumentowałem. Piesi i rowerzyści są najmniej chronionymi uczestnikami ruchu. Ale w przypadku rowerzysty do tego układu dochodzi rower, który podczas upadku dodatkowo przeszkadza.

      Ale jestem daleki od tworzenia atmosfery zagrożenia. Każdy decyduje sam czy jeździ w kasku czy nie.

  • A co z argumentem, że więcej urazów głowy przytrafia się w wypadkach pieszym niż rowerzystom? Poza tym – jesteś nieobiektywny (przez wypadek) – :) – wygoda też ma swoją cenę i nie można argumentować, że „skoro” może się przydarzyć wypadek, to „dlatego należy” nosić kask. Używając takiej argumentacji, pieszy też powinien być wyposażony, i to nie tylko w kask, ale i w ochraniacze na kolana i łokcie. Jakbyś był kobietą i by cię zgwałcili w południe w parku, to też argumentowałbyś, że nie warto wychodzić z domu, przynajmniej samemu, dlaczego jednak inni mieliby podlegać twojemu *nieracjonalnemu* strachowi? A osoby bardziej chronione rzeczywiście czują się bezpieczniej i mogą więcej – na przykład z wyżej skoczę na spadochronie lub bez :)

    • Zawsze jak pojawia się dyskusja o kaskach dla rowerzystów, lubię wklejać jednego linka do ciekawych statystyk:
      http://www.trasymasy.pl/czy-kaski-na-rower-powinny-byc-obowiazkowe/

      zdaje się, że i na tym blogu już to robiłem.

      Najciekawsze jest to:
      http://www.trasymasy.pl/wp-content/uploads/2013/12/czesci-ciala-narazone-na-uszkodzenia-w-wypadkach.jpg

      Jak widać rowerzyści z pieszymi najczęściej obrywają w głowę, kierowcy aut ciut mniej (różnice rzędu pojedynczych procent). Jedynie motocykliści pozytywnie się odcinają od tego trendu.

      Wnioski można wyciągnąć trzy:
      – kask pomaga, vide: motocykliści, tak więc jak byk zwolennicy kasków mają rację
      – piesi także powinni bezwzględnie nosić kask, kierowcy aut także. Generalnie wszyscy.
      – rowerzyści powinni obowiązkowo nosić ochraniacze na kończyny (czemu tak mało osób o tym mówi?).

      Oczywiście wszystko fajnie, ale statystyki mówią o wypadkach komunikacyjnych, a nie uwzględniają wypadków poza drogami (las, zawody itp.) i zwykłych upadków oraz głupoty, nigdzie nie zarejestrowanych..

      Dlatego dla mnie ciężką głupotą jest jeździć sportowo lub „agresywnie” i nie mieć chociażby kasku.

      W mieście przy średniej prędkości 15-20km/h (światła, DDRy które wymagają ciągłej zmiany kierunku ruchu i inne spowalniacze) jakoś nie widzę celowości. OK. zawsze to zabezpieczenie, ale tutaj największym zagrożeniem są urazy wielonarządowe i kręgosłupa (na skutek potrącenia), a nie upadku i obicia się (nie te prędkości). Przykład: Holandia i holenderska część Belgii (Walonia jest mało rowerowa), polecam pojechać i popatrzeć jak to jeździ cywilizacja i bardziej 'rowerowe’ kraje.

      Jeśli ktoś w mieście ma problem z urazami i wywrotkami, to powinien przemyśleć swój styl i technikę jazdy, bo w końcu kask może okazać się niewystarczający.

      Generalnie jak już ktoś zakłada kask, to nie jakiś badziew z biedronki i innego lidla, ale dopasowany do swojej główki i stylu/miejsca jazdy. Przykład: Kopenhaga, gdzie jak już ktoś ma kask, to typowo miejski. Sorry, to kosztuje, ale bądźmy konsekwentni.

      • Bardzo rozsądna i wyważona riposta :D i całkowicie się z nią zgadzam.
        Co innego jechać po jajka a co innego szaleć na wykrotach w lesie czy w górach dlatego jestem PRZECIWNIKIEM NAKAZU posiadania kasku podczas jazdy a ZWOLENNIKIEM EDUKACJI zachęcającej do jego używania.

    • Wydaje mi się, że w tekście wystarczająco to uargumentowałem, a idea tekstu nie zmieniła się od czasu jego powstania (przed wypadkiem).

  • NIe lubie jeździć w kasku i jakoś ciężko mi się do niego przekonać. Durny wygląd, przeszkadza mi na głowie i do tego zwiększa opory powietrza na bank :) Jednak mimo, że się przewróciłem na mojej szosie zaledwie raz w całej karierze, to i tak zakładam w większości wyjazdów.

  • Źle napisane. Pomieszanie z poplątaniem.

    Źle, bo źle zadałeś pytanie. To które chcesz postawić brzmi: „Czy warto jeździć w kasku na rowerze sportowo?”. I odpowiedź na to pytanie brzmi: „Tak, zdecydowanie warto”. Twój przykład z Kwiatkowskim i komentarze osób, które miały wypadek przy 30-40km/h to dobrze ilustrują.

    Natomiast bardziej interesujące jest pytanie „Czy warto jeździć w kasku w ruchu miejskim?” Odpowiedź powinna brzmieć „Nie, chyba że dla dekoracji” i jeśli Twoja odpowiedź jest inna tzn., że mieszkasz w mieście ze źle zaprojektowanymi ulicami i niewychowanymi użytkownikami tych ulic.

    Przytoczyłeś argumenty przeciwników kasków ale tylko te, które mają akurat najmniejsze znaczenie. Najważniejszym argumentem przeciw kaskom jest ten, że w dobrze zaprojektowanym mieście jazda na rowerze jest bezpieczna nie dzięki kaskom, kamizelkom czy ochraniaczom a dzięki poprawnie zaprojektowanym ulicom i drogom dla rowerów.

    Dlaczego w centrum Kopenhagi nie znajdziemy ani jednej osoby w kasku (chyba że to turysta)? Bo tam nie ma kolarzy tylko zwykli ludzie na rowerach, którzy traktują rower jak szybsze chodzenie. Nie jeżdżą jednak 40km/h i nie sa spychani z drogi przez kierowców.

    W Polsce jest jednak inaczej. Stąd każdy musi sobie sam odpowiedzieć na pytanie czy warto jeździć w kasku. Postarajmy się jednak o to żeby kask służył jedynie sportowcom lub do dekoracji.

    • Akurat mój wypadek nie był spowodowany jazdą sportową. Odnośnie projektowania ulic i kultury ruchu – tu się zgodzę. Ale ja swoje przemyślenia odnoszę głównie do Polski. A tutaj nigdy nie wiadomo kiedy ktoś na Ciebie wpadnie.

      Jak będzie u nas jak w Kopenhadze czy Amsterdamie, na sprawę kasków będzie można spojrzeć pod innym kątem. Choć… nadal trzeba pamiętać, że wypadki się zdarzają, nawet w najbezpieczniejszych miejscach na świecie.

    • Które miasto w Polsce ma dobrze zaprojektowane ulice? W którym użytkownicy ulic są dobrze wychowani? Wydaje mi się że takich nie ma.

    • Sęk w tym, że Ty mieszkasz w CYWILIZOWANYM kraju i nie potrzebujesz
      „maczety i dubeltówki” a my Polacy żyjemy jeszcze w dżungli i takie „akcesoria” są nam NIEZBĘDNE do przeżycia :D

  • Podpisuję się rękami i nogami z pedałami pod tym postem. Uważam nawet, że do jazdy rowerem kask powinien być obowiązkowy, tak jak pasy w samochodzie. To właśnie po uderzeniu w głowę grozi nam najwięcej (chyba, że mamy do czynienia z samochodem). W ubiegłym sezonie przez zwykłe gabiostwo miałam wypadek na i to na ścieżce. Przednim kołem zjechałam w rowek między krawężnikiem, a paskiem zieleni. Na reakcję miałam może z 1/5 sekundy, uratowałoby mnie postawienie stopy, ale byłam zapięta w spd i nie dałam rady odpiąć się na czas.. Przejechałam się po nawierzchni, między innymi głową. Dzięki temu, że miałam kask skończyło się na otarciach łokcia, biodra itd. Ba! nawet nie miałam zamiaru kończyć przejażdżki. O tym jak poważnie mogło się to skończyć uświadomiłam sobie dopiero w domu po zobaczeniu kasku. Od tamtej pory zakładam zawsze. Może kiedyś wzbudzał on sensację na dzielnicy, ale teraz już nikt nie na to nie patrzy i każdy rozsądny rowerzysta ma go na głowie.

  • Ja
    w sylwestra 2013/2014 miałem potężny dzwon – przy ponad 30 km/h jakiś
    gówniarz rzucił petardę na drogę. Ostro po hamulcach, drift, uderzyłem
    tylnym kołem o krawężnik. Później co pamiętam, to jak mnie jakiś
    mężczyzna z asfaltu zbierał. Koło rozerwane,
    ja miałem uszkodzone 2 kręgi szyjne i potężny wstrząs mózgu. Teraz
    staram się na dłuższe wyjazdy zawsze kask zakładać. Może nie wyglądam w
    nim pięknie, ale czuję się bezpieczniej:)

  • „Jeżdżę zawsze po jak najmniej ruchliwych drogach i unikam jakichkolwiek potencjalnie niebezpiecznych sytuacji” Tak i ja jechałam :p . Z górki. zero aut, wokół las. wystarczyło wjechać na kamień i poleciałam przy 40/h jak Małysz. Śliwa pod okiem i nad okiem, głową walnęłam na szczęście lekko ale nawet nie pamiętałam jak. A ogólnie to wszystko zależy od tego jak się poleci :) . Kask albo się przyda albo nie. Ja w sumie tak bardzo się przyzwyczaiłam, że bez niego czuję się jak bez głowy. Poza tym wracając z pracy mam zjazd 50/h i nie chciałabym się wywalić w tym miejscu bez kasku

  • Jestem przeciwnikiem NAKAZU jazdy w czymkolwiek :D Niech instytucje zaczną EDUKOWAĆ społeczeństwo ( zwłaszcza w szkołach ) a pewne problemy same znikną,
    Co do kasku to polecam w lato chroni od udaru i pomaga w chłodzeniu organizmu, przy uderzeniu o maskę rozwalimy szybę auta a nie głowę i chyba najważniejsze kierowcy ( tak mi się wydaję z obserwacji ) są bardziej „wyrozumiali” w stosunku do rowerzystów jadących w kasku
    i ciuchach rowerowych przynajmniej tak jest ze mną :) w moim miasteczku.

  • Do wczoraj nigdy nie czułam potrzeby jeżdżenia w kasku. Tak jak chyba większość rowerzystów uważałam, że jeżdżę rozsądnie i ostrożnie, więc nie powinno mi się nic nieprzyjemnego przydarzyć. Nie widziałam więc sensu kupowania kasku, który wydawał mi się u ludzi poruszających się rowerem po mieście wysoce ekscentrycznym i zbędnym dodatkiem.

    Tak było do wczoraj, kiedy to jadąc jak zwykle tą samą trasą do pracy, przy zjeździe z górki skręciłam tak jak zawsze w lewo, ale że na asfalcie był rozsypany jakiś piach, to wchodząc w ten zakręt przewróciłam się razem z rowerem, widocznie wpadłam w poślizg. Piszę widocznie, bo nie pamiętam samego upadku, a jedynie chwilę, jak ktoś zaczął pomagać mi wstawać i zbierać moje rzeczy z drogi.

    Obdarłam sobie twarz i miałam ranę do szycia na głowie, reszta ciała jest praktycznie nienaruszona (w lato byłoby na pewno dużo gorzej, bo i lżejsze ubrania nie chroniłyby ciała przed zadrapaniami), boli mnie jedynie ramię, szyja i plecy.

    Miałam dużo szczęścia, że nie mam żadnych poważnych obrażeń głowy, bo właściwie moja głowa najbardziej ucierpiała przy tym upadku. Dziwne są to statystyki, mówiące o tym, że obrażenia głowy zdarzają się rzadko przy wypadkach rowerowych… Ja jestem teraz w dużym szoku, że to właśnie mojej głowie oberwało się najbardziej. A przecież głowa to głowa, ma się jedną, a jak się w niej coś uszkodzi to się tak łatwo nie zregeneruje (jeśli w ogóle).

    No i morał mam teraz taki, że kupuję kask, jak tylko będę w stanie założyć cokolwiek na głowę bez syczenia z bólu. Wydaje mi się, że to właśnie głowa jest BARDZO narażona na konsekwencje upadku z roweru. Obdarty łokieć albo noga to pestka w porównaniu z czaszka, która może się rozłamać na kawałki przy bardzo pechowym upadku. I wcale nie trzeba jeździć wyczynowo, żeby znaleźć się w niebezpiecznej sytuacji…

  • https://roweroweporady.pl/prawie-dwa-tygodnie-w-szpitalu-i-co-dalej/

    Tym razem było trochę gorzej. Kończyny nadal mam całe, ręce oraz nogi jedynie sobie poobcierałem. Ale najmocniej oberwała głowa, na której nie miałem kasku…..

  • Jak ktoś czuje się bezpiecznej w kasku, to niech w nim jeździ. Niech jednak pamięta, że to nie kask jest podstawą bezpieczeństwa rowerzysty.

    Podstawą bezpieczeństwa rowerzysty jest rozsądna, ostrożna i defensywna jazda, posiadanie odpowiednio wyposażonego roweru (m.in. oświetlenie!), przy czym „rozsądna” jazda nie oznacza jazdy slalomem po chodniku między pieszymi.

    Ja jeżdżę w ruchu ulicznym od blisko 40-u lat i stosując się do rozsądku, zachowując ostrożność i ustępując nierzadko kierowcom w sytuacjach, gdy to ja mam pierwszeństwo, ale kierowca się pcha, nie miałem nigdy wypadku. Nie jeżdżę przy tym po chodniku (z wyjątkiem mostu przez Wisłę w Grudziądzu, który jest częścią bardzo ruchliwej DK16, a ruch pieszych jest tam minimalny), a po jezdni lub ddr. Nie pcham się na ruchliwe ulice w godzinach szczytu (wybieram drogi alternatywne, ale jeżdżę nimi poza szczytem. Jeżdżę przez cały rok, nierzadko po zmroku.

    Nie jeżdżę w kasku. Wiem, że ktoś inny może zrobić mi krzywdę swoim nieodpowiednim zachowaniem (np. po zmroku, nieoświetlony rowerzysta, którego nie zauważę). Może potrącić mnie samochód – zresztą jako pieszego także, a jako pieszy nie chodzę w kasku. Nie jeżdżę w kasku także samochodem czy autobusem, chociaż tu też „coś może się stać” – moja żona zna człowieka, który odniósł bardzo ciężkie obrażenia głowy w wypadku autobusowym, a jemu kask mógłby pomóc. A że coś może się stać? Czytałem o śmierci przy grillu – samochód wypadł z drogi i wjechał do ogrodu wprost w grillujących ludzi. Shit happens.

    Jeszcze raz powtarzam – nie jestem przeciwnikiem kasku podczas jazdy rowerem. Jestem przeciwnikiem tezy, że kask jest podstawą bezpieczeństwa rowerzysty, co jest bzdurą, gdyż kask chroni tylko niewielką część ciała rowerzysty, a zginąć można także na skutek obrażeń wielonarządowych, od których kask nie chroni, a zopobiec którym może rozsądek i ostrożność. Lepiej trzymać np. odpowiedni odstęp od poprzedzającego pojazdu niż testować kask.

    • Problem jest taki sam, jak w przypadku wypadków samochodowych. Owszem, za część z nich jesteśmy odpowiedzialni sami. Niedostosowanie prędkości, brawura. Spory odsetek tych wypadków spotyka jednak ludzi, którzy jeżdżą ostrożnie i zachowawczo. Bo co da twoja ostrożność, kiedy inni szaleją? Czy jazda samochodem nawet 20 km/h ochroni cię przed wyskakującym zza rogu tirem? Nie sądzę. Zdecydowana większość wypadków dotyka ludzi, którzy nie mają z nim nic wspólnego.

      Nigdy nie ufałem innym – czy to na rowerze, czy w samochodzie. Dzięki temu jeszcze żyję i się nie poobijałem, ale wielokrotnie miałem sytuacje w których musiałem ostro hamować nawet zachowując ostrożność. Pewnego razu rozpędzony jechałem ulicą, kiedy na zakręcie przy chodniku zauważyłem stojącą taksówkę. Coś mnie tknęło i chciałem ją ominąć nieco szerszym łukiem, sądząc że ktoś może z niej wysiąść. Liczyłem, że jeżeli już faktycznie ktoś będzie wysiadać z tego samochodu to jednak prawymi drzwiami i otworzy je tyle, ile będzie potrzebował. Niestety, myliłem się.

      Nie minął ułamek sekundy po tej myśli, kiedy drzwi taxi otworzyły się na max i musiałem hamować z tych ponad 30 km/h wystawiając tarcze na niezłą próbę. Pierwszy raz w życiu słyszałem piszczące tak głośno opony rowerowe a podczas tego hamowania tak mną miotało po ulicy, że wylądowałem pomiędzy torami tramwajowymi na środku pasa. Co by dała moja ostrożność, gdyby akurat za mną jechał inny samochód albo tramwaj? Raczej niewiele…

      Szczęście w nieszczęściu, ale twoja zachowawczość nic nie da na głupotę innych. Będziesz szedł po chodniku i cię ktoś potrąci…